-
Posts
2579 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by stzw
-
[quote name='funia']aNo to robi się coraz ciekawiej .....To kiedy dowiemy sie o wpływach z 1% jako ludziE ,którzy tam wpłącali ? Ja jestem bardzo ciekawa ,mam prawo chyba wiedzieć .Rodzina wpąłcała ....[/QUOTE] Ja też uważam, że organizacja OPP do tego non profit powinna być transparentna. Więc pod jaki urząd należy rodzina. Bo mam taką wpłatę: U.S. w Środzie Wielkopolskiej 30-07-2010 wpłata pod tytułem :(76694). Wydaje mi się, że to mogłaby być ta wpłata. Kwota 9,90 zł.
-
[quote name='funia']W takim razie zapytam jeszcze raz .Po co w takim razie fundacja umiesiciła psy u mnie wiedząc ,ze temu nie podoła ? [B]Ps .1% od mojej Np .cioci to 108 zł .[/B][/QUOTE] Dlatego napisałam "średnio". Bo są też płaty po 30 groszy. I to bardzo często. Najwyższa wpłata jaką widziałam to ponad 2000 zł. Ale niestety to był rodzynek. Co do działań różnych prozwierzęcych organizacji, a raczej osób współpracujących z nimi lub tzw wolontariuszy mam wyrobione zdanie. Znakomita większość działa według zasady: Zabrać ( z ulicy, schronu itp), Umieścić ( w hotelu, na tymczasie itp) Zapomnieć (zająć się bardziej potrzebującymi, przestać być działaczem itp). W skrócie ZUZ. Jazda zaczyna się dopiero kiedy komuś ta sytuacja przeszkadza. A kończy się róznie. Odnosząc się do umieszczenia przez fundację psów u Ciebie - gdyby sytuacja finansowa wszystkich była pewna i stabilna ob początku do końca życia to by ludzie nie mieli problemów ze spłatą zobowiązań z powodu np. utraty pracy. Wahania finansowe dotyczą osób fizycznych, przedsiębiorstw i organizacji pozarządowych. Po prostu gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem. Psy nie są u Ciebie od wczoraj tylko od roku a to spory szmat czasu.
-
[quote name='Marinkaa']No i znów to samo...lakoniczny tekst bez żadnych wyjaśnień... niedomówienia i jeszcze raz niedomówienia.... Zbierajmy kasę, bo inaczej do niczego nie dojdziemy!!![/QUOTE] Bo tak w rzeczywistości nikt nie wie, co z tym fantem zrobić. Nie jestem władna oceniać postępowanie zarządu. To zupełnie inna bajka. Ale z drugiej strony są finanse. Średnia kwota wpłaty z 1% od osoby to ok. 2-5 zł raz w roku. Przeliczcie, ilu Waszych znajomych potencjalnie wpłaciło. Niechby było to 500 osób, bo jesteście towarzyscy i macie dużą i rodzinę. To daje w najbardziej optymistycznym podejściu w roku kwotę 2.500,00 zł. Czyli hotelik dla dwóch psów opłacony na 3,5 miesiąca. Czy na pozostałe 8,5 macie z deklaracji stałych kwotę 5.950,00 zł ? Bo z pierwszego postu wynika, że miesięcznych wpłat jest 480,00 zł. Czyli zostaje do uzbierania 220,00 zł miesięcznie, co pomnożone przez 8,5 m-ca daje kwotę 1.870,00 zł. Pod warunkiem, że psy są cały czas zdrowe i nie chorują. Kto z Was tyle wpłaci żeby psy zostały u Funi? Mam nadzieję, że wyliczenie jest wystarczająco klarowne.
-
Byłam dzisiaj w lecznicy i pytałam o Gawła - żeby mieć minimalną pewność, że przeżyje narkozę konieczne są badania morfologii. Wiadomo,że 100% pewności nigdy się nie ma nawet u ludzi, ale bez sensu by było gdyby coś poszło nie tak. Koszt jest niewysoki, więc może mu zrobić? Na razie do czwartku robię VAT-y, więc jestem wyłączona z obiegu ale myślę, że w weekend można by pokusić się o fryzjera.
-
[quote name='koosiek']Mam pytanie, wydaje mi się, że dość istotne... Kto podjął decyzję o zabraniu z Szydłowca tych psów i wzięcia ich pod opiekę FA oraz później o przeniesieniu ich do Funi? I jeszcze jedno, czy tymczas u Stzw byłby płatny? To kojec, czy DT?[/QUOTE] Psy nie trafią do mnie. Moje zwierzęta to takie "specjalnej troski weterynaryjnej": [url]http://www.dogomania.pl/threads/128295-Staruszek-ONek-z-OBOZU-ZAG%C5%81ADY-czy-dostanie-szans%C4%99-na-%C5%BCycie-PORZEBNY-DOM[/url]! [url]http://www.dogomania.pl/threads/182651-gt-gt-4-szczepy-bakterii-w-uszach!-Pom%C3%B3%C5%BC-herze-!!-!!-!!-!!-!!-!!-!!-!!-!!-!!-!!-!!-lt-lt[/url] [url]http://www.dogomania.pl/threads/194457-Jednooki-Gawe%C5%82-zbiera-na-DOM!!-Brakuje-deklaracji!!-ma-tylko-95z%C5%82-sta%C5%82ych[/url]...
-
OK, rozumiem. A skąd Fundacja ma brać pieniądze na pokrywanie kosztów zwierząt pozostających pod jej opieką? Wydaje mi się, że zasada jest prosta - wyciągam zwierzaka do hoteliku i ponoszę pełną odpowiedzialność za zapewnienie mu środków na utrzymanie. Chodzę, proszę, piszę, błagam. Nie ważne jak - ważne, że zbiorą się pieniądze. Bo wepchnąć łatwo a utrzymać trudno.
-
[quote name='funia']No to ja sie zapyatm na wątku .Panie prezesie ,kiedy dostanę 775 zł za wrzesień /pazdziernik .Obioecywane juz ponad 3 tyg .? Zaczał sie następny okres rozliczeniowy .....[/QUOTE] Co prawda nie jestem prezesem ale z pierwszej strony wątku wynika, że wpłaty wynoszą 335,00 zł. Czyli brakuje 440,00 zł. Teraz trzeba by zapytać darczyńców którzy wpłacali na inne cele czy można ich pieniądze wykorzystać na opłacenie tego konkretnego psa. Mogą się zgodzić lub nie. W każdym razie trochę to potrwa...
-
Przykro mi, że cięcie kosztów przez Fundację odebraliście jako "zamach" na psy. To potworne miejsce do którego miały trafić to mój dom... Ponieważ tak się składa, że przy okazji prowadzę księgi rachunkowe fundacji wiem, ile pieniędzy na opłacenie hotelików wpływa na te psy. Szkoda, że zmobilizowaliście się do szukania forsy dopiero wtedy, gdy zarząd podjął jakieś konkretne działania. Gdyby psy miały deklaracje stałe od samego początku i ich wysokość pokrywałaby koszt hotelu, to nie byłoby problemu i spokojnie mogłyby czekać na adopcję tam, gdzie są. Na marginesie - zanim zaczniecie podważać czyjąś decyzję zapoznajcie się z faktami. Ika&Sonia, MTF Zalesie - pozdrowienia :-))
-
Od czwartku zakaz czyszczenia ucha przed wymazem. Lecimy na środkach przeciwbólowych, bo Hercia wariuje. Wyciągam ( a raczej odrywam )to, co samo wypłynie. Małżowina z tego syfu cała zakrwawiona, zrobiły jej się straszne nadżerki. Wymaz w środę rano. Boże, niech się uda, bo suczysko strasznie kochane! Dałam jej gumowe kółeczko do zabawy i teraz nie można spokojnie posiedzieć, bo Hercia atakuje i chce się bawić. Dzisiaj z rozpędu przejechała mi łapą po twarzy więc rano czeka mnie pełny makijaż :-)
-
Przykro mi, że cięcie kosztów przez Fundację odebraliście jako "zamach" na psy. To potworne miejsce do którego miały trafić to mój dom... Ponieważ tak się składa, że przy okazji prowadzę księgi rachunkowe fundacji wiem, ile pieniędzy na opłacenie hotelików wpływa na te psy. Szkoda, że zmobilizowaliście się do szukania forsy dopiero wtedy, gdy zarząd podjął jakieś konkretne działania. Gdyby psy miały deklaracje stałe od samego początku i ich wysokość pokrywałaby koszt hotelu, to nie byłoby problemu i spokojnie mogłyby czekać na adopcję tam, gdzie są. Na marginesie - zanim zaczniecie podważać czyjąś decyzję zapoznajcie się z faktami.
-
Gaweł dzisiaj podskakiwał na mój widok. Tak "mrużąc oczy" można się pokusić o stwierdzenie, że ma w sobie coś z owczarka szetlandzkiego ;-)) Pomagał mi malować, z Tomkiem pracował w garażu. Zajęty był bardzo. Z nieładnych zachowań rzucił się na Lordzika. Dobrze, że przez siatkę, bo Lord ze trzy razy większy, raz by Gawłem machnął i po psie. Do tego nie chce jeść tabletek z witaminami. Za karę dostał w płynie w jedzeniu. Bardzo interesował się wejściem do domu. Niestety, w środku siedziała Hera, a ona nie lubi niczego, co ma 4 łapy.
-
Nie mam pojęcia - zamknięcie w kojcu schroniskowym bez możliwości wychodzenia przez długi okres na pewno zrobiło swoje. Teraz 2 dni będę w domu, to mu się poprzyglądam. Zobaczymy też u fryzjera - domowe psy wiedzą, co to kąpiel.
-
Opakowanie nifuroksazydu i nie ma biegunki ;-)) Teraz fryzjer, bo jak mi lekarz powie "proszę przytrzymać psa" to się do niego przykleję na zawsze. Gaweł macha ogonem na powitanie. Dwa razy dziennie wypuszczamy go z kojca na "zwiedzanie terenu". Zaczyna reagować na wołanie, ale nic lepiej nie działa niż pełna micha. Mimo, że w przeciwieństwie do innych psów nie lubi swojego kojca, to za jedzeniem włazi bez problemu. Sforsowanie płotu zupełnie go nie interesuje. Zdjęcia będą dopiero po fryzjerze. Mam nadzieję, że wystarczy go tylko wykąpać i rozczesać i że nie trzeba będzie go golić bo ma być zimno. Jakby co, to mu założę ubranko, jeżeli będzie taka konieczność.
-
[quote name='Ada-jeje']Przyjemnie czytac ze Hercia, dobrze sie bawi, ale jakos nie widac konca jej choroby:shake:[/QUOTE] Znalazłam na forum: [url]http://forum.bassety.net/printview.php?t=579&start=0&sid=380a25c8983934ce9f5c1cf04fc4ae1e[/url] [url]http://forum.gazeta.pl/forum/w,22,6188155,6199322,Re_Paleczka_ROPY_BLEKITNEJ_POMOCY_.html?v=2[/url] A tu jest o autoszczepionce: [url]http://www.artax.pl/zapalenie_ucha.html[/url] Ja już jestem "zmęczona" tym uchem, a co dopiero Hercia. Totalnie brak mi koncepcji, co z tym zrobić. Mogę sobie gdybać, co by było, gdyby była leczona na samym początku a nie po pół roku. I co z tego? Prawdopodobnie będzie tak, że to już nigdy nie przejdzie. Tyle tylko, że objawy mogą się zminimalizować i nie będzie wysięku. No i może być tak, że będzie 'przerzut" w inne miejsce - np. do kości czaszki albo do gryzionej łapy. Biedna, kochana Hercia.
-
Tomek podał mi pomysł szczepionki auto-jakiejśtam. Bierze się wymaz, hoduje bakterie a potem robi z tego szczepionkę. Robią to u nas w ZHW. Z doświadczenia Tomka skuteczność wynosi ok. 50%. Może jak już się rana pooperacyjna zagoi i dalej będzie chlupotać, to może spróbować tego? Skróciłam Herci o połowę kołnierz, bo sobie zupełnie nie radziła. No i fajnie - kamyczki znowu można nosić. Tyle, że teraz sięga mordą do łap. No i zaczęła sobie wygryzać dziury. Niczego bardziej nie brakuje na świecie niż Hery z pałeczką ropy błękitnej w łapach. Sama nie wiem, co z tą wariatką zrobić. Co prawda kilka razy dziennie psikamy jej po tych łapskach antybiotykiem ale wcale jej to nie zniechęca. Według mnie to chyba jakaś reakcja nerwowa. Na podwórku tego nie robi. Jeżeli utrzyma się ładna pogoda to panna będzie miała wypad na zewnątrz z samego rana.
-
[quote name='wujek & ciocia']super, ze już w hotelu :) a ile trzeba uzbierać na te operacje ?[/QUOTE] Nie mam pojęcia. Na razie trzeba uspokoić biegunkę, potem fryzjer , odrobaczenie a na końcu wet - kastracja, ząbki i zaszycie oka. Ogólnie facet jest w niezłej formie - ma apetyt, rusza się żwawo i sprawia wrażenie zdrowego gościa. Jest dosyć przerażony jak się do niego wyciąga ręce - przed pierwszym spacerkiem nie chciał się zapiąć na smycz - zwiał do budy. No i nie da się go przytulić - śmierdzi okrutnie!
-
ZAŁAMKA!!! Wczoraj zaczęło Herze lecieć coś zielonego z ucha. Dzisiaj byłyśmy w lecznicy przed lekarzem... Konsultacja trzech lekarzy i nic. Ucho wygląda jak odparzone. Zastrzyk, żel do smarowania i nowy płyn do przemywania. Mam już taką małą "Herusiową" aptekę w domu. Na szczęście nie boli jej aż tak bardzo - w ramach rozrywki zanim zapłaciłam i spakowałam leki próbowała ugryźć maltańczyka i połknąć yorka. Ale za to wszystko przy ucholku pozwalała sobie już robić bez kagańca-trzymałam tylko mordę.
-
Hercia z dnia na dzień spokojniejsza. Już nawet się tak nie wyrywa jak dostaje antybiotyk w aerozolu. A do tego przychodzi się poprzytulać - kładzie łapę na kolanie i ładuje się na człowieka. Tomek powiedział, że bardzo fajnie się goi. Uważam, że jest coraz lepiej, ale chodzenie w kołnierzu to jednak nie jest to, co hercia potrafi najlepiej ;-)
-
Jestem rasistką - kocham nierasowe psy, nie znoszę ludzi znęcających się nad zwierzętami.