-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
Moja córka jest psiolubem. Chętnie by wygłaskała wszystkie psy łącznie z bulkami i stafikami okolicznych dresiarzy. Zawsze się jednak pyta czy może pogłaskać psa, nie zaczepia, nie macha rękami i nie krzyczy. Kwestia wychowania z psami. Chwali też wszystkie pieski, nawet na widok parówczanego kundelka mówi-ślicznego ma pani pieska. Śmiać mi się chce jak widzę dumę w oczach właściciela, pewno rzadko ktoś docenia specyficzną "urodę" kudłatych grubasków. Od podbiegających dzieci bardziej mnie jednak drażnią babcie straszące swoje wnuczęta. Ostatnio na widok mojej collie-"jak będziesz niegrzeczny to cię piesek zje". Wtedy odpowiadam że nie zje bo piesek je tylko karmę a nie ludzi. Wdałam się też w pyskówkę z jedną babcią. Zostawiłam na sekundę colię uwiązaną do ogrodzenia ogródka z dala od wejścia. Psa pilnowała moja córka na rolkach a ja weszłam do środka aby powiedzieć koleżance że odprowadzę psa i zaraz do niej wrócę. Jeszcze nie zdążyłam do niej dojść a już zobaczylam jakąś babcię z wnuczką krzyczącą na moją córkę. Gdy podbiegłam babcia zaczęła ją popychać i szarpać . Okazało się że chodzi oczywiście o psa. Babcia krzyczała że to pies morderca i widziała w TV że taki zagryzł dziecko i że moja cóka ma natychmiast wziąć tego mordercę bo zagryzie jej wnuczkę. O dziwo pies siedział spokojnie. Tym razem miała nerwy ze stali i całe szczęście ....w przeciwieństwie do mnie. Może gdybym nie przyszła z odsieczą źle by się to dla babci skończło-i byłoby"Agresywny collie odgryzł rękę spokojnie przechodzącej staruszce" Wkurza mnie też moja teściowa, która tłoczy do głowy swojej drugiej wnuczce"Małe pieski to lubimy a dużych to się trzeba bać"(??????).muszę jej chyba kiedyś pokazać pinczerki mojej sąsiadki które chętnie "odgryzają" paluszki zbyt natrętnym dzieciaczkom i wielkiego benka z podwórka który każde dziecko z miłości zalizałby na śmierć.
-
Margo106-miałam kiedyś jamnika gładkowłosego.Był rzeczywiscie bardzo sympatyczny-nawet do późnej starości uwielbiał zabawę, szczególnie aportowanie. Niesłychanie żywotny, zawsze chętny do spacerów (tylko zimna nie lubił więc w mrozy wychodził w ubranku), bardzo wytrzymały psiak. Z minusów to -instynkt niszczyciela, zostawiony sam w domu demolował, gryzł, posikiwał; uwielbiał kopać doły zawsze i wszędzie; dość wcześnie zaczął mieć problemy z kręgosłupem więc trzeba było znosić i wnosić go po schodach; był dość niezależny i niepokorny (ale to może cały urok jamnika?); trzeba pilnować restrykcyjnie diety, jamnior nie może być zbyt guby bo kręgosłup siada. Dożył ok. 20 lat, może nie w całkowitym zdrowiu ale jednak. Jamniki to pieski myśliwskie, potrzebują więc dużo zajęć, ponoć (nie wiem czy to prawda?) jamiki długowłose są nieco spokojniejsze. Pekińczyka znam jednego- spokojny, bardzo reprezentacyjny psiak, wpatrzony w swojego pana, niestety jak właściciel mówi piesek ma duże problemy ze zgryzem
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
LadyBell - a imię pieska Koffi to inspiracja filmem Amores Perros? Jeśli tak to musi być z niego niezły zabijaka. Źle wróżę przy następnym spotkaniu babie i jej owczarkowi.
-
Ja bym całowała po rękach tych, którzy znaleźliby mojego psa. To wielkie szczęście, że pies jest cały i zdrowy.Pieniądze nie powinny się liczyć w tym przypadku. Kiedyś miałam wypadek samochodowy i mój pies uciekł z samochodu. Dzień wcześniej zerwał adresówkę i bałam się że sprawa stracona. Szukałam go intensywnie, chodziłam ciągle w okolice miejsca wypadku i wreszcie udało mi się go odnaleźć. Przygarnęli go młodzi ludzie, cud że udało się im go złapac bo pies był w szoku. Nie chcieli pieniędzy za opiekę, sama im wcisnęłam bo jak inaczej? To normalne-jedzenie, opieka jak w hotelu, nowa smycz.... Jak kochasz tego psa to płać, zabieraj i tak jak napisała Władczyni zapewnij mu odpowiednie warunki. Zrzec się praw? Przemyśl to co napisałeś. Może rzeczywiście lepiej będzie jak pies znajdzie lepszego właściciela?
-
Oh, LadyBell, nie przejmuj się, lepiej się uodpornić. Tylu jeszcze głupich ludzi się do Ciebie przyczepi, nie bez powodu ten wątek taki dłuuuugi. Mam nadzieję, że spotkasz kogoś miłego. Fajnego masz pieska i zazwyczaj wzbudzają one sympatię, a ta baba pewno była lekko szurnięta. Ja też często spotykam się z dziwnymi reakcjami ludzi, a to pretensje że pies sika na trawie, a to że duży itp.W takich sytuacjach, gdy to jest dla mnie niewygodne nie wdaję się w dyskusje, udaję że nie słyszę i odchodzę w drugą stronę.Nie ma co się denerwować, szkoda zdrowia.
-
Zofia&Sasza-kolaki to chyba wogóle nie lubią się przegrzewać, latem moja suka chętnie śpi na kaflach w kuchni a na wsi wybiera trawę lub gołą ziemię. Zimą , jak stoję i z kimś rozmawiam to z nudów potrafi położyć się i na śniegu. Myślalam że szelciak będzie większym piecuchem (mój poprzedni lubił łóżeczko) ale okazało się że sam sobie wybrał miejsca gdzie śpi i są to posłanka.
-
Moja collie nie chce włazić na łóżko, woli podłogę. Ma obok mojego łóżka indyjski dywanik na który wędruje gdy się kładę spać. Czasami tylko ładuje klatę z przednimi łapami na pościel i śmiesznie śpiewa i mruczy, wtedy trzeba ją wyczochrać i poprzytulać (kilka razy zdarzyło jej się przysnąć w tej pozycji). Jak kiedyś włożyłam ją na łóżko aby zrobić jej eleganckie zdjęcie na tle moich indyjskich narzut i kilimów to miała strasznie głupią minę i szybko czmychnęła. Mała szeltie też śpi na swoim posłanku, a ma ich trzy do wyboru a każde miękkie jak pierzynka, dopiero wczesnym rankiem przyłazi i skwierczy cichutko coby sobie dospać na mojej kołderce.Ma jeszcze cieplutką, wełniastą sierść szczeniaka, która działa jak termoforek. Kocica zawsze śpi ze mną a raczej na mnie i czasami tak mi jest ciężko jakby jakaś zmora mnie dusiła.Nawet jak się przewracam w nocy to cholera nie spada, umie się nieźle przykleić-przywra jakaś.....
-
Moja suka ma cieczkę tylko raz w roku. Nie jest to dla mnie problemem, w "te dni" nie jeździ na wieś, nie jest puszczana luzem, nie chodzimy do parków. Stosuję zasadę ścisłej kontroli i niestety krótkich spacerków. Dziwi mnie jednak podejście właścicieli samców, szczególnie starszych osób, które gdy ich psy jarają się na widok suki z kwaśną miną pytają "pewno ma cieczkę?" tak jakby miała ją specjalnie żeby zrobić im na złość. Miałam kiedyś samca i wiem co to znaczy "okres cieczkowy" ale nigdy nie miałam pretensji do właścicieli suk-ot natura...
-
Codziennie na spacerze wita nas "sympatyczny" golden o imieniu Dodo. Skacze sobie na mnie i moje psy.Ostatnio skoczył też na moją córkę(pyskiem sięgnął do jej twarzy) spacerującą ze szczeniakiem.Byłam też świadkiem jak chwycił zębami rękawiczkę przechodzącej kobiety.Jeszcze tak niedawno był zabawnym szczeniakiem, teraz ma rok i jego pan nie zauważył że piesek jest już całkiem duży.Dzisiaj zauważyłam też zmianę w jego zachowaniu-pies zaczął warczeć na przechodniów. Właściciel nigdy nie wyprowadza psa dalej niż pod blok, puszcza go luzem, nie umie go przywołać, pozwala na zbieranie odpadów podblokowych(pies je to na oczach właściciela), pies ma dodatkowo kolczatkę(ciekawe po co skoro nie ma smyczy), pozwala na zaczepianie ludzi i zwierząt, nie reaguje na prośby o zabranie psa.Co z tym dziadem zrobić? To mój sąsiad.......
-
Pseudo to tragedia, tam wogóle o nic się nie dba. Kiedyś chciałam mieć Chi (ale zrezygnowałam bo bałam się właśnie chorób obciążających rasę) i obdzwoniłam sporo hodowli, raz trafiłam na pseudo, to co uslyszałam od faceta-ile razy rozmnaża sukę, jak socjalizuje szczenięta to dostałam dreszczy. Niestety co do hodowli papierowych to też mam ograniczone zaufanie.Przed kupnem psa z papierami zrobiłam rozeznanie, porozmawiałam sobie z ludźmi na wystawach, zobaczyłam ich podejście do psów, same psy, czy zdrowe, odpowiednio socjalizowane, potem dzwoniłam i zadawałam kolejne pytania, no i wybrałam - chyba dobrze. Ale jest jeden problem. Mój pies jest rasy która me we wzorcu klapnięte uszy. Szczeniakom klei się uszy do roku coby nie stanęły. Niby nic, to tylko klej lub guma do żucia. Pogadałam sobie z wetem na ten temat. Powiedział mi że męczę psa tym klejeniem. Pies się drapie cały czas więc mu to przeszkadza. Poszłam do domu, pomyślałam i zdjęłam klej. Trudno...na wystawę nie pójdziemy chyba że jako widzowie bo i tak uwielbiam oglądać psy (i inne zwierzaki też:koty, myszy,świnki) rasowe
-
Śmierdząca sprawa, czyli kupki naszych milusińskich
badmasi replied to Janosik's topic in Wszystko o psach
Sota36-nawet nie wiesz jak Tobie zazdroszczę tych koszy. Ja to wszystko upycham po kieszeniach. Jak jestem z córką i psami to mam kurtkę pełną papierków, patyczków od lodów a w ręku kupę. Kiedyś byłam świadkiem jak laska z wózkiem i małym dzieckiem pyrgnęła zużytego pampersa na trawnik. Mój TZ podbiegł do niej z tym pampersem i powiedział "przepraszam, chyba pani coś zgubiła". ale miała kwaśną minę. -
Śmierdząca sprawa, czyli kupki naszych milusińskich
badmasi replied to Janosik's topic in Wszystko o psach
Sota36, a ja sądzę, że da. Warto zacząć od prośby. Na sam początek jednak potrzebne są kosze-nie ma ich na podwórkach, chodnikach, alejkach. Potem będzie można zacząć wymagać. Tak jak było w ogródku jordanowskim-dzieci sikały za krzaczek, wystarczyło udostępnić kibelek i skończył się proceder. Aby ludzie respektowali nakaz trzeba dać im możliwości czyli kosze, bez tego ani rusz. Dopiero wtedy, jeśli mimo tego udogodnienia nie będą sprzątać to można zacząć karać. Teraz to utopia. -
Śmierdząca sprawa, czyli kupki naszych milusińskich
badmasi replied to Janosik's topic in Wszystko o psach
Nie chcę się wkręcać w dyskusję na temat sprzątania wogóle. Nurtuje mnie tylko pytanie czy korzystanie z torebek foliowych jest ok.Specjalne torebki bio-może można gdzieś kupić? Przetestowałam darmówkę-papierowa z łopatką. Łopatka nie dała się ogarnąć, kupa strzelała tam gdzie chciała. Całe szczęście w środku była rękawica (oczywiście foliowa), duża i wygodna, zmieściła się nawet na rękawiczkę wełnianą. Władczyni-ja z tymi kupami biegam na ul.Bytnara do jedynego kosza w okolicy, nie jest to blisko mojego domu ale cóż. Odnoszę wrażenie że wielu psiarzy przychodzi odesrać psy na trawniki pod moim domem, wiem że mieszkają daleko ale u nich pewno grodzone podwórka lub mało trawy. Kup nie sprzątają. Bonsai-napisałaś że jakbyśmy sprzątali wszyscy.....itd.W mojej okolicy nikt nie sprząta, ale myślę że jakby pojawiło się więcej koszy (chociaż takich zwykłych) oraz prośba na piśmie (nie nakaz) wywieszona na klatkach schodowych to znalazłoby się więcej chętnych.Zebranie wspólnoty mam w okolicach kwietnia więc poruszę temat. -
Śmierdząca sprawa, czyli kupki naszych milusińskich
badmasi replied to Janosik's topic in Wszystko o psach
Mam mieszane uczucia co do używania zwykłych torebek foliowych jako zbiorników na kupy. Zakładając, że pies robi kupę 2 razy dziennie czyli dwie torebki, czyli tygodniowo 14 itd....Nie po to chodzę na zakupy ze swoją torbą i minimalizuję wykorzystywanie torebek foliowych aby dodatkowo zaśmiecać środowisko torebkami foliowymi na dodatek z kupą w środku. Jaki będzie wtedy pożytek z tego sprzątania psich kup? Tylko względy estetyczne? To trochę za mało. Na rogu Wołoskiej i Odyńca-w kiosku można dostać torebki za darmo, są to torebki papierowe, ponoć ekologiczne(?) Ciągle pozostaje jeszcze pytanie co zrobić z tą kupą, chociażby w torebce ekologicznej?Gdzie się pozbyć tego śmierdzącego ładunku? -
Mnie kiedyś coś naszło i stwierdziłam że muszę iść na grób mojej mamy żeby pokazać jej mojego pieska. Piesek był mały i bardzo grzeczny, dodatkowo wybrałam się o zmroku a psinę schowałam pod kurtkę. Wszystko dobrze szło aż do momentu gdy stanęłam nad grobem a z psiej gardzieli wydobyło się przeciągłe, przerażające, wilcze wycie. Nie muszę mówić, że natychmiastowo zostałam wyp. z cmentarza.
-
Tak, myśliwi strzelają także do psów. Mój pies-małej rasy został odstrzelony rok temu na łące pod moją posesją. Mój najukochańszy przyjaciel, wymarzony i wyczekany, łagodny i zawsze pogodny, pochwalę się-pies idealny. Moja córka do dziś nie wie jak zginął pies (wersja jest że ukradli), nawet nie wiem jakbym jej to miała powiedzieć, niech jeszcze chwilowo wierzy w dobroć ludzi. To tyle a'propos dyskusji na temat myśliwych......
-
A może lepiej elektrowstrząsy? Stara, dobra metoda. Klasyka terapii no i możemy też zaaplikować ją sobie sami, więc tanio wyjdzie. Grupowo też da się zrobić, będzie jeszcze taniej. Tylko koszt zużycia prądu.....Abrakadabra może się dołączysz? Tak na wszelki wypadek....
-
Znam Pola Mokotowskie od dziecka i niestety z wielkim smutkiem obserwuję ich transformację. Jak córka była mała przychodziłam tam na plac zabaw. Wtedy nie był jeszcze grodzony. Wszyscy żyli we względnej zgodzie. Psiarze rozumieli że w okolicach placyku bierzemy psy na smycz. Z czasem się to zmieniło, psy bez smyczy duże, modnych ras objęły we władanie również placyk, goniły dzieci, chwytały za kurtki i ręce. Placyk ogrodzono. Psów coraz więcej a świadomość posiadania zwierzaka niestety coraz mniejsza. Lubię psy, sama mam dwa, oprócz tego kota i świnkę, takie domowe zoo. Lubię psy, które znam a te obce to zawsze wielki znak zapytania. Trudno unikać miejsc, które się zna i lubi oraz mieszka w pobliżu tylko ze względu na to że inni ludzie są nieodpowiedzialni, wtedy należałoby zostać w domu i nie wychodzić. W ciągu ostatnich trzech lat miałam na PM kilka niemiłych przygód-raz ze znajomymi, psami i dziećmi zostaliśmy zaatakowani przez doga de bordeaux, którego właściciel nie zareagował na zajście. broniliśmy się sami...Każdemu może się zdarzyć wpadka z psem ale właściciel musi reagować-przywołać, zapiąć na smycz, przeprosić. Na PM te zasady niestety nie obowiązują. Nie toleruję obwąchiwania moich kieszeni, natarczywego skakania na mnie czy na dziecko, miażdżenia moich psów, wymuszania moich przedmiotów czy jedzenia i nie jest to oznaką złośliwości a jedynie zdrowego rozsądku.
-
Havuszka-chwała Ci za to, słowo przepraszam działa cuda. Mnie wkurzają ludzie, którzy notorycznie powtarzają swoje błędy np. ciągle puszczają psa luzem choć wiadomo że sprawia on problemy oraz ci którzy myślą że ich pies jest jest tak fajny że tylko czekam aby sobie po mnie poskakał i ani im w głowie odwołać psa oraz przeprosić. Najbardziej zaś nie lubię tych którzy udają że mnie nie ma i nawet na prośbę odwołania psa stoją sobie udając że nie słyszą. "Lubię" też dyskutantów np. takich jak spotkałam na spacerze jeszcze jesienią. Jestem na Polach Mokotowskich z córką, koleżanką córki i swoim psem.Podbiega do nas młodociany labek tak na oko roczny.Dziewczyny trzymają uzbierane liście, labek zaczyna skakać do ich trofeów jednocześnie taranując koleżankę córki, która boi się psów. Krzyczę do właścicieli labka aby odwołali psa. Na co właściciel odpowiada "Nie widzi pani że to pies łagodnej rasy i chce się bawić". Nie chciało mi się wdawać w dyskusje na temat znajomości ras, powiedziałam że mam gaz w kieszeni (chociaż nie miałam) i nie zawaham się go użyć. Właścicel z żonką (młode, "nowoczesne" małżeństwo) w turbotępie zjawili się po swoje cudo jednocześnie fukając na mnie jaka to złośliwa i nieuprzejma jestem no i na pewno nie lubię psów.
-
Odwiedziłam sobie dziś Pola Mokotowskie. Tym razem ze szczeniakiem (duża suka pojechała z TZ na dzikie biegi). Kieszeń wyładowana smakołykami, szczeniak na długiej smyczy. Niektórzy psiarze (najczęściej młodzi ludzie w wieku ok. 20 lat) mili i rozumni, jak chcieli witać się ze szczeniaczkiem to pies na smycz albo do nogi . Niestety większość niereformowalna jak zwykle. Państwo z beaglem i dobkiem z zainteresowaniem przyglądali się z dużej odległości jak ich psy obskoczyły moją kieszeń (z serem) a potem zaczęły podchody do mojej "ulubionej"zabawy w stylu tłamszenie szczeniaka. Więc idąc za waszymi radami natupałam na towarzystwo. Z daleka usłyszałam niezbyt miłe komentarze (więc jednak mówić potrafią, może tylko wyrażenie "do mnie" nie przechodzi im przez gardło) w stylu że się witać nie daję i jeszcze żarcie psu wciskam za olewkę i siad na komendę, no i to coś w mojej ręce?. Kurcze, co to? Może sterownik dla statków kosmicznych, tak klika i klika?
-
Ja pod domem mam taki przedsmak psiego parku. Ale jest fajnie gdy pieski biegają sobie luzem i depczą po moim szczeniaku, zaplątują się w moją smycz i warczą na moją dużą sukę. No fantastycznie....ach gdybym mogła spuścić swoją słodką Lessie, nareszcie dałaby popalić labkowi, onkowi retriverowi. niezły kocioł by był.
-
Shin-fajny tekst. ja uważm że praca u podstaw to to co w Polsce bardzo ważne.myślę że zawsze należy zacząć w pierwszej kolejności od siebie, uczyć się właściwych zachowań i dawać przykład. potem tłoczyć do głowy swoim dzieciakom i kolegom dzieciaków. jak jest okazja to potem ich rodzicom.rozmawiać z ludźmi na wsi, zwracać im uwagę w kwestii trzymania, szczepienia, wychowywania psów. kropla drąży skałę-jeśli dzięki nękaniu uporczywymi wykładami potencjalnych rozmnażaczy psów uzyskam deklarację że człowiek nie dopuści swojej rasopodobnej suki do rasopodobnego psa to już to uważam za sukces.(nawet jak mówi że tylko przemyśli) na wsi-gdzie mam drugi dom często się mówi że trzeba psa, kota uśpić tyle że do tego usypiania nie potrzebny jest weterynarz, wystarczy łopata zwierzę niestety według wielu ludzi postrzegane jest jako rzecz(w końcu nie ma duszy), tłumaczenie że zwierzę odczuwa ból, potrzebuje opieki a zimą ciepła to często podstawy od których trzeba zacząć. placyki dla psów w zestawieniu z tego typu problemami schodzą na dalszy plan.
-
Zaliczyłam dziś pierwszy spacerek ze szczeniakiem (malutkim szeltikiem) w mieście i od razu wtopa. Wszystko przeszło gładko i miło i już zbierałam się do domu. córka stała pod wejściem do bloku z małą a ja utknęłam w pobliżu z niuchającą gówienka dużą za okolicznym drzewkiem. aż tu widzę do córki przyczepiły się dwie matrony z psami i coś trują. jednego psa rozpoznałam-to lokalny rozochocony labek taranujący ludzi i psy bez wyjątku programowo zawsze bez smyczy (zniszczył między innymi moje wyrehabilitowane za 70 zł za godzinę kolano) a drugi to jakiś zakapior w kagańcu.podeszłam bliżej i słyszę jak paniusia od labka wykłada mojej córce że powinna puścić szczeniaczka (trzymanego na rękach) do ich pieskow bo one muszą się poznać bo inaczej będzie miała dzikusa a nie psa.podeszłam i powiedziałam że poznanie jest możliwe pod warunkiem że one wezmą psy na smycz. na co usłyszałam że one łagodne i nigdy nie chodzą na smyczy. nie zdążyła skończyć gdy jeden z psów rzucił się na siedzącą grzecznie moją dużą collie. suka zazwyczaj olewająca takie zachowania(ale nie wobecności mojej córki) postawiła grzywę i ruszyła do ataku takiego całkiem na serio-całe szczęście ręce mam zdrowe więc udało mi się przytrzymać diablicę. ostrzegłam pańcie że następnym razem jak będą się chciały witać bez smyczy to poszczuję je swoim collie pożeraczem labków i innego tałatajstwa. ciekawe ile jeszcze pseudomiłośniczek i pseudoznawczyń psów zaproponuje mi takie miłe doświadczenia socjalizacyjne.znając moją okolicę pewno całkiem sporo.
-
Dogi Niemieckie-cudne. Moja znajoma ma srebrzystą sukę. Łagodna, cierpliwa, zrównoważona. Zaślinioną mordę zawsze nadstawia do pocałunków, z dziećmi znajomych ma genialny kontakt. Nie wiem na ile to kwestia wychowania a ile w tym cech rasy ale pies marzenie.Budzi respekt swoim wyglądem więc nawet nie wyobrażam sobie że znalazłby się jakiś chętny do konfrontacji a znajoma choć malutka jak krasnoludek to i w środku nocy wychodzi na spacerki.druga znajoma która ma CC twierdzi że to psy które trzeba umieć układać ( ma wieloletnie doświadczenie z rasami uznanymi za trudne) inaczej może być lekki problem.jej CC dzieci nie toleruje ale może dlatego że znajoma też za nimi nie przepada.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Strasznie mnie wkurzają takie osoby. ja mam sukę collie która nie przepada za ciućkaniem obcych a amatorów co niemiara. o jaka piękna Lessie idzie! i dalej z łapami. z daleka drę się że nie podchodzić do psa, ale gdzie tam....noszę kaganiec żeby w razie czego....ale czasami ktoś dopadnie mnie z zaskoczenia. wczoraj nachalny synio jakiejś damy wyhamował w pół drogi gdy z paszczy słodziutkiej Lessie wydobył się ponury bulgot, a rączka była tuż, tuż.jeszcze nigdy nikogo nie capnęła, zawsze woli zrobić szybki unik. tylko trudno o te uniki gdy jest na smyczy.najgorsze jest to że ludzie mają pretensje że nie daje pogłaskać pieska a przecież taki słitaśny... kiedyś jakiś dzieciak (z 13 lat) podbiegł do mojej suki gdy była jeszcze szczeniakiem i przywalił jej z całej siły kijem tak że posrała się ze strachu. jako że mialam go w zasięgu to przykopałam mu w dupsko aż miło.reakcja była może głupia ale za to natychmiastowa.