-
Posts
14744 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by panbazyl
-
[quote name='dana'] [B]Panbazyl[/B], miałam kotkę, była bardzo mądra i kochana. Przeprowadziła się z nami do innego miasta, wszyscy nam mówili, że ucieknie, bo koty przywiązują się do miejsca a nie do ludzi. A nasza Kasia kochała nas, nie miejsce i żyła z nami jeszcze długo. Fajnie, ze masz te cudne koty. Bardzo mi się też podobają koty syjamskie starego typu. Może kiedyś ?[/QUOTE] nie wiem czy tu juz to pisałam, ale dawno temu - w latach 80 XX wieku moi rodzice postanowili wrócić w na Lubelszczyznę z Mazowsza. Decyzja byla spontaniczna i nagła - w wakacje pakowanie i wyjazd w nieznane (dla nas) - oczywiście razem ze zwierzakami, czyli onkiem i kotem - takim zwykłym dachowcem tyle, ze siwo-srebrnym. Jechaliśmy w to nieznane wielką ciężarówką. A że jeszcze kilka dni tych wakacji było, to odwieziono nas - dzieci i zwierzaki na wieś do dziadków a rodzice w Lublinie szukali miejscówki. Zaczął się rok szkolny, my do szkoły do Lublina a zwierzaki zostały na wsi, potem psa przywieziono nam a kot został na wsi. Po czym zginął, po prostu zniknął. Hmmm no płacz dzieci i co więcej? Nic. Co można mając kilka lat? Minęło trochę czasu - święta Bożego Narodzenia. Jesteśmy na wsi u dziadków, ciotka woła koty do domu (miała tez inne oprócz naszego co zginął) i przychodzą koty - a moja cioteczka nagle jednego kota za frak i za drzwi mówiąc - oj ty to u nas nie mieszkasz! a sio do siebie. A kot ostro i uparcie się pcha oknem. I nagle olśnienie - ten specyficzny miauk to nie mógł być inny kot, tylko TEN KOT, ten nasz kot z Mazowsza! Nagle się pojawił znów. A po kilku dniach przyszla kartka świąteczna do rodziców z Mazowsza, ze nasz Mruczek po jakimś czasie od naszego wyjazdu pojawił się tam gdzie mieszkaliśmy zjadł wszystkie gołębie z gołębnika u sąsiada i zniknął. Miedzy Lublinem a Płockiem jest spora odległość. Kot jechał w stronę Lublina w ciężarowym samochodzie, nie patrzył na drogę. Po drodze jest sporo przeszkód - począwszy od miast a na rzekach w tym Wiała koncząc. Nie wiem jak on to zrobił. Dla mnie to był cud Bożego Narodzenia
-
grzyby się suszą :) ale w domu pachnie!!!! Jutro też pogonię rodzinę na spacer, tzn w krzaki na grzyby, ale Gryzonia na smycz wezmę - bo on nie konsumuje a sie perfumuje (nie wiem co paskudniejsze - ale psy myśliwskie - tzn te co myślą inaczej niż wszyscy - się w gooownie tarzają.... bleee!!!) Takie śliczne młode koźlaki, no jak malowane - jutro też pewnie będą.
-
znów byliśmy z psami na spacerze grzybowym.... znów tego troszkę a kafelki w łazience były juz robione po kocie, tzn najpierw był kot Ziutek - ten platynowo-rudy pers [*] a dopiero potem łazienka, rudy Bazyl i reszta w kolorze dopasowana. ostatnio się złapałam na tym, że zakrętki do słoików też wybieram z klucza kolorystycznego.... a tak z normalnych spraw to się Gryzoń wytarzał w smrodzie na spacerze - mówiąc po ludzku - my znaleźliśmy grzyby a on gooowno. Oczywiście pranie Gryzonia było przymusowe. reszta psów też czekała w kolejce do prania a tu niespodzianka - tylko Gryzoń uprany, reszcie się upiekło.
-
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
panbazyl replied to evel's topic in Foto Blogi
[quote name='motyleqq']oj koty to się potrafią dziwnie zachowywać. biegną przez jezdnię, są już po drugiej stronie i nagle na widok samochodu będącego na drugim pasie niż one zawracają prosto pod auto :shake: ale wiecie... czasem wypadałoby chociaż takiego rozjechanego kota sprzątnąć. straszny jest widok, jak zostaje sama paćka z kota po x przejechanych autach...[/QUOTE] ponieważ to wątek patologiczny to muszę to opisać.... Znam jednego plastyka który długo szukał właśnie tak rozjechanego kota - na placek. znalazł w końcu. Jakos odskrobał go z ulicy , zabrał do domu i przykleił do najnowszego obrazu.... Bez komentarza zostawię.... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
panbazyl replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
jak pieknie opisane :) :) :) -
oj - mnie czekaja zakupy wielkiego narożnika, ale w odległej przyszłości - bo ja jestem jak Cygan - na byle czym siedzieć nie będę, więc wolę siedzieć na niczym i zbierać kasę na to co mi sie podoba. A że mam gust dość specyficzny, więc zbierać będę jeszcze jakiś czas.... hmmm... a patent z kurtką dobry jest, ale ciut zimno czasami ;) Najważniejsze że grzyby nie marzną. super foty :) Ja ostatnio się niezbyt udzielam fotograficznie, dopadła mnie jesienna chandra, co najwyżej kota na kiblu złapię ot i wszystko.
-
[QUOTE=makot'a;19806721]O których karmach piszesz? :) Bo jak dla mnie ceny z ASPOLu są calkiem fajne... owszem, zwykle kupuję jedzenie dla psów (dorosłych) za ok. 2zł/kg, ale młodemu muszę dawać regularnie coś innego niż hormonalne kurczaki. W takim wypadku sarenka za ok. 10zł/kg to super cena moim zdaniem :D[/QUOTE] jutro (jak nie zapomnę) wrzuce fotę - tak będzie najprościej i nie są to kuraki.
-
tak samo jest z ropowicą u szczeniaków - weci zazwyczaj nie rozpoznają co to jest i pakują to czego nie powinni. A szybko zdiagnozowana ropowica cofa sie bardzo szybko (taki mały offik)
-
no bo ja mam jobla na punkcie kolorystyki - takie małe skrzywienie zawodowe :) U mnie WSZYSTKO musi być dopasowane do całości, nawet koty :diabloti: a historia tej deski od kibelka też jest fajna - wcześniej była ciemniejsza, monokolorowa aczkolwiek z odcieniami ciemnej deski takiej drewnianej. Ale razu pewnego (nie znam bliżej przyczyny - jakieś głęboki sekret moich gości) klapa od deski odpadła i się nie dała już zreperować. A co gorsze - dolna cześć deski nie dała się odkręcić od kibelka.... Bo jakiś myslący inaczej zamiast plastikowych motylków przykręcił metalowymi i całośc po prostu tak skorodowała, że nie dało się tego niczym odkręcić, ani oleje ani wd40, nawet spirytus stosowałam i nic. I tak kibelek straszył może z rok i czekał na pomysł. I pomysł się pojawił nagle - w sylewestra. Pełno ludzi w domu jak zawsze i zamknięty jedyny kibelek, bo deska odpada..... I nagle, ale to nagle szybki telefon do kogoś tam i szybkie przywiezienie szlifierki kątowej ze skupu złomu (taka techniczna, wielka szlifiera nie jakaś piciu piciu), poszukiwanie przedłużacza, wywalenie korków w domu, bo przedłużacz okazał się chiński.... więc poszukiwanie ruskiego co to pancerny jest. Znalazł się (nie pytajcie gdzie, bo nie wiem). I akcja z odpiłowaniem deski od kibla :diabloti: Ile mieliśmy radochy! No ubaw po pachy, bo była też opcja z odpiłowaniem ogólnie kibelka - no bo jak się samej deski nie da to po całości trzeba :evil_lol: Przed północą zdążyliśmy. Tak - pomysły sylwestrowe są super :eviltong:
-
ano - za cicho.
-
odkurzę Ci wątek :)
-
[quote name='dexterka']a gdzie kupujesz?? ja chyba mieszkam w miejscu gdzie znalezienie taniego mięsa dla psów graniczy z cudem...[/QUOTE] na targu na podlubelskiej wsi zwanej przez miejscowych "miastem"... podejrzewam, ze na giełdzie w Lublinie bylo by znacznie taniej jeszcze (za kg mrożonek wołowych bez kości po 250 g placę 2.40 )
-
[quote name='Nanhoo']gryf 8 -Wiesz sterylizowalam w moim zyciu wiecej suk jak Ty, ostatnia w styczniu tego roku i za kazdym razem wetka zwracala uwage o podawaniu wody po kilku godzinach ew, kroplami bo moze sie zaksztusic a takiego psa juz widzialam smiervc z uduszenia bo narkoza jeszcze nie zeszla to straszna smierc !!!!! jesli do niej dojdzie i nie ma pomocy w poblizu.[/QUOTE] na siłę nikt o zdrowych zmysłach psu po zabiegu wody nie podaje. Ale woda MUSI być dostępna i juz. Ludziom po narkozie jak się wybudzą podaje się pić wodę, sporo wody w celu "wypłukania narkozy z organizmu". Jak kiedyś będziesz rodzić przez cesarskie cięcie to sprawdzisz. Ewentualnie zobaczysz u innych dziewczyn z sali jak to jest wśród ludzi (a człowiek też zwierze, jakby nie było - ssak)
-
ojtam ojtam - mówiłam, że dobieram zwierzaki pod kolor domu/garderoby???? no tak, ale to nie na tym wątku, tylko na innym patologicznym ;) a woda w misce stoi, ale za daleko była - zawsze to co zakazane jest najlepsze. Przynajmniej kot nauczy nas deskę opuszczać. Ktoś musi w końcu :)
-
jakie cudne zdjęcia!!!! A dynia - oj piękna (kocham dynie!) moje kocury (byle kocury) są na razie domowe. Jakos nie mam ochoty ich jeszcze wypuszczac z domu. Tak sie czuję bezpieczniej. i one chyba też. Tygrys nawet któregoś dania wystawił ryjek na zewnątrz i baaardzo szybko schował sie do domu. Wyszłam raz z nim na smyczy na podwórko ale on się tak bał, ze zaraz wrócilismy. Na razie tak zostanie, że koty będą domowe.
-
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
panbazyl replied to evel's topic in Foto Blogi
[quote name='evel']Może coś się pojawi, chociaż muszę ją doprowadzić do stanu używalności, bo zarosła tak, że płakać mi się chce jak pomyślę o tym, że mam ją umodelować :evil_lol: :lol:[/QUOTE] na chińskiego grzywacza ;) -
coś drogo mają te karmy. Ja takie same kupuję prawie o połowę taniej - chodzi mi o te pakowane po 250 g.
-
a na czym w nocy przyłapałam Rudolfa [IMG]http://sphotos-g.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc7/384336_449188185122583_1829155698_n.jpg[/IMG]
-
Ja Ci o swojej suce nie opowiem, bo w klinice została. Mogę Ci tylko o kotach powiedzieć, bo ostatnio dwa ciachałam. Tyle, ze samce, więc wszystko łatwiej było (wet szwów nawet nie zakładał, bo nie było potrzeby). O ile pierwszy kot bardzo szybko się wybudził po narkozie i właściwie już wieczorem ganiał to drugi kot długo się budził z narkozy. Ze dwa razy co najmniej się posikał wybudzając się - tak an leżąco sikał. Całą dobę zajęło mu dojście do siebie. To chyba sprawa osobnicza i organizmu i to w jakim jest stanie przed zabiegiem. Jak sukę odbierałąm po tygodniu od zabiegu z kliniki to praktycznie nie widac było sladów po sterylce :) Goiło się jak na przysłowiowym psie :)
-
u mnie to grzyby są wszędzie -podejrzewam że jakbym nie kosiła trawnika to też by tam rosły.... Kiedyś w krzakach opieńki znalazłam jak pokrzywy wyrywałam. A kanie rosną po prostu na szczerym polu.
-
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
panbazyl replied to evel's topic in Foto Blogi
z tymi łapami to dziwnie bywa. Kiedyś w Hiszpanii chciałam nauczyć ojca Bazyla po polsku. Tam "podaj łapę" jest "pata" więc mówię mu "łopata" a ten od razu mi łapę daje. -
evel - serducha wołowe (nie wieprzowe!) dostaniesz w sieci sklepów zakładów mięsnych Dobrosławów - w Lbl na Narutowicza czy na Lubartowskiej niedaleko Bazaru. W necie mają stronę. Jedno serce waży ok 2 kg! Moje psy o wadze ok 40 + 5 kg jedzą dziennie 500 g jedzenia podzielonego na 2 posiłki. Musiałam je ciut odchudzić. Ja bym dawała jajko ze skorupką, tzn skorupkę wcześniej sobie suszę i rozdrabniam, nie daję z tego "aktualnego" tylko z wcześniejszego. A tą suszę i rozkruszam i mam do następnej porcji żarcia.
-
najbardziej odpowiednim czasem do sterylizacji suki jest POŁOWA czasu między początkiem jednej cieczki a drugiej. Wtedy to jajniki są w "uśpieniu" jak już ktoś wyżej pisał. Tylko że u jednych suk będzie to 2 miesiące po cieczce a u innych 5 miesięcy czy nawet 6. Jak macie możliwość i wiedzę kiedy wypada ta połowa cyklu - wtedy się ciacha, a jesli nie - wiadomo - jak trzeba ciachac to trzeba i już. Ja może wrednie postąpiłam z moja suczą, ale po zabiegu została w szpitalu przy wet klinice - tam miała o wiele lepszą opiekę niż ja bym jej zapewniła, bo tam miała prawie non stop weta lub kogoś przeszkolonego a ja w domu non stop nie siedzę i mam inne psy które mogły by zerwać szwy. Więc kosztowało mnie to drożej - bo pobyt w szpitalu kosztuje, ale byłam spokojna o zdrowie i szwy.
-
odkurzam trochę temat. Wiedźmo - rzuć jakiegoś uroka na komputera ;)