Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Nic wtedy. I tak będzie bronić do krwi ostatniej, jak przyjdzie co do czego ;) Pamiętam naszą Nutkę jak jeszcze mieszkaliśmy w Warszawie. Sławek wychodził z nią na taki skwerek przed domem i sobie czasem przysiadał na ławce. Gdy ktoś się do ławki zbliżał, Nuta zaczynała szczekać, a gdy ten ktoś nic sobie z tego nie robił i nadal się zbliżał, wskakiwała na ławkę obok Sławka, a w oczach można było wyczytać wielki napis: "obronisz mnie, prawda?" :D
  2. O przepraszam! My się nie wymieniamy, my się... DZIELIMY! :D Jak to w komunie - wszystkim po równo ;) A teraz już oficjalnie donoszę, że mam kociego tymczasa w osobie persa Berecika (od śmiesznej czapeczki na łepku). Tu będę o nim pisać, bo z Imkowej skarpetki będzie szło finansowanie kocich potrzeb. A więc od początku: Wieść gminna niesie, że kot był prezentem (pewnie z jakiejś super "hodowli") dla pewnej pani mieszkającej na wsi w okolicach Mińska Maz. Tej samej wsi, którą aż za dobrze zna auraa i jej działkowe sąsiadki i na której od wielu lat walczą z prymitywizmem, bezmózgowiem, całkowitym brakiem empatii i zwykłą małpią złośliwością jej mieszkańców w stosunku do psów i kotów, z której dosłownie i w przenośni wyrwała już sporą gromadkę zwierzaków, które żyją teraz tak jak powinny! Jest wśród tych szczęśliwców m.in. "moja" Helcia, a teraz dołączy do nich Berecik! A zatem pani dostała ślicznego rasowego kotka, ale niestety jego niewątpliwa rasowość i uroda nie skłoniły jej do nadania mu statusu kota domowego. Kot na wsi - bez względu na pochodzenie, wygląd i uwarunkowania - jest po to, by żyć w stodole i łapać myszy... Nawet imienia mieć nie musi, bo i po co? I tak biedny pers wegetował w tej stodole czy innej komórce przez... 3 LATA! W tym czasie pewnie spłodził w okolicy masę pięknych, też nikomu niepotrzebnych kociaków :( Na jego szczęście, właśnie "rasowość", czyli odmienność przyczyniła się do odmiany złego losu. Zaczął bowiem być regularnie tłuczony przez normalne wiejskie koty. I choć jest od każdego z nich co najmniej dwa razy większy, kompletnie sobie nie radził. Z jednej z ostatnich bójek wrócił z rozerwaną powieką, cudem nie stracił oka! I wtedy właśnie jego właścicielka doszła do wniosku, że taki kot się na wieś jednak nie nadaje. A że miała się do kogo zwrócić o pomoc (do tych nawiedzonych Warszawianek!), pomoc nadeszła bardzo szybko ;) Berecik przyjechał z p. Marzeną do Warszawy w niedzielę. Była z nim w lecznicy. Zrobiła testy na te wszystkie kocie paskudne choroby - wyszły negatywnie, uffff... Do oczu dostał gentamycynę do zakraplania 4 x dziennie. Pierwszego wieczora u p. Marzeny trochę się chował po kątach. Ale wczoraj już się bez krępacji poruszał po mieszkaniu, a gdy po niego przyszłam, maślanymi oczyskami wpatrywał się w śliczną koteczkę siedzącą na oparciu kanapy ;) Dał mi się pogłaskać, wywalając się na boczki i podstawiając łepeczek pod rękę. Bez problemu dał sobie zakropić oczka i załadować się do kontenerka, który wypełnił w całości! :) Całą drogę do domu siedział cichutko jak trusia - jakby kota nie było. W domu zaniosłam go do pokoju z książkami. Otworzyłam kontenerek i Berecik od razu wyszedł zwiedzać nowe lokum. Dawał się głaskać, pochrupał karmy, napił się wody. Głaskanie go jest wręcz bolesne! :( Ma tak niesamowicie zbite dredy, że szok!!! Niektóre odstają od skóry, ale większość jest tuż przy samej skórze. Sfilcowane,wielkie i twarde jak kamienie. O wyczesaniu ani o częściowym wycięciu nie ma mowy - trzeba go będzie ogolić do zera :( Co dziwne, ogon jest w całkiem niezłym stanie i może da się go wyczyścić i wyczesać. Potem zostawiłam go w spokoju, a gdy ponownie weszłam do pokoju smród aż mnie cofnął! Berecik zsikał się na dywanik w łazience - nie uznał wyższości krytej kuwety ;) Nie wiem jak i kiedy do pokoju zakradł się nasz Kocio i ukrył w... kontenerku. Normalnie w życiu z własnej woli by do niego nie wlazł!!! Wyraźnie bardzo chciał się zapoznać z nowym koleżką, bo gdy go z pokoju wyprosiłam, skrobał w drzwi, żeby go wpuścić z powrotem ;) Berecik albo nie zauważył Kocia albo go zignorował. Kreska, Imka i Melcia też bardzo chciały zobaczyć nowego przybysza. Przez chwilę pokazałam im go, trzymając kota na rękach. Na bliższe zapoznanie jeszcze trochę za wcześnie... Rano zastałam Berecika na parapecie okna. Na mój widok nie uciekł, dał się pogłaskać i z radością podszedł do miseczki ze śniadaniem. W kuwecie zastałam nasikanie i kupsko. Ale w pokoju śmierdzi jak w piwnicy. Obawiam się, że sobie Berecik postanowił terytorium zaznaczyć ;) :( Po pracy jadę z nim do Doktora - zrobimy grafik co, jak i kiedy, z naciskiem na odjajczenie i strzyżenie. Fotki dredziarza przesłałam Amidze z prośbą o wstawienie tutaj ;)
  3. Niewiarygodne... Jak dobrze, że jednak czasami jabłko pada tak daleko od jabłoni! I to w tę właściwą stronę.
  4. Można na miau jakiejś kociej Cioci poszukać do wizyty PA może ;) Persik rzeczywiście grzeczny i cudny. Będę o nim pisać na wątku Imki, bo z jej zasobów finansowych będę korzystać na jego potrzeby i tak będzie mi łatwiej ;) Jak byłam wczoraj u p. Marzeny zadzwonił telefon w sprawie adopcji Meli. Pan zapytał czy ta sunia jest jedna czy dwie. Powiedziałam, że tak naprawdę są dwie siostrzyczki - tyle, że jedna prawie w Warszawie, a druga prawie w Krakowie. Pan się nieco zasępił, że to daleko, ale zapewniłam, że dla dobrego domu nie takie odległości zwierzaki pokonywały. Zaoferował się nawet z pokryciem kosztów transportu (!). Dom niedaleko Otwocka, z ogrodem. Chcieliby dwie siostrzyczki, bo będzie im weselej. Sunie nie pieski, bo się boją psich zniszczeń w ogrodzie. No i wszystko pięknie ładnie, ale na moje pytanie (a właściwie stwierdzenie) czy psiaki będą mieszkać w domu, na chwilę zapadła cisza, a potem usłyszałam "no tak, właściwie tak, przy domu". W ocieplanym garażu... Wspomniałam Panu, że póki co obie dziewczyny nie dość, że mieszkają w domu, że bardzo potrzebują stałego kontaktu z człowiekiem, to jeszcze obie śpią w łóżku ;) Po pół godzinie Pan oddzwonił, że sprawa nieaktualna, bo znalazł "coś" na miejscu. Ufffff.....
  5. No właśnie - czas pomyśleć o odpowiedniej oprawie tego dnia :D
  6. U mnie to samo, tylko razy sześć :) Hopcia jest psem rodzinnym, a Polcia Zosiowym. To była miłość od pierwszego wejrzenia - widziałam na własne oczy ;) Pieski są po to, żeby głośnym szczekaniem obwieszczać światu swoje szczęście z powodu domności, a Pańcia po to, żeby pieski bronić przed wszelkim złem (wliczając w to dobermany i malamuty) :D
  7. Potwierdzam :D Podobnie jak drugiej Pokrzywy, Hopki, Liluni, Kresi i... innych wyjątkowych psiaczków :)
  8. Matko jedyna, kwota nadal porażająca :(
  9. No w końcu są na świecie rzeczy ważne i... ważniejsze! ;) A Amigowe ciacha zdecydowanie należą do tych ważniejszych :D
  10. O, i to jest dobra wiadomość z rańca! :D
  11. Trzeba podumać, bo wiadomo, że ubezpieczyciel zrobi wszystko, byle tylko "nie zbiednieć" :(
  12. Zgadzam się w 100%. To samo dotyczy kosztów czipowania czy adresatki. W umowie zapisane i "kiedyś się to zrobi", do sądu nie pójdziemy. Przy czym już od dłuższego czasu sama czipuję swoje tymczasy - na siebie (!), bo wolę to niż potem płacz nad rozlanym mlekiem. No ale okien komuś w domu zabezpieczyć się nie da ;) Ludzie za łatwo "zdobywają" psa czy kota, żeby odpowiednio zadbać o niego i o jego bezpieczeństwo.
  13. To jest fotka z wczorajszego, niedzielnego popołudnia, po ciężkim, pracowitym dniu! ;) A po persa jadę dopiero dziś po pracy.
  14. A to już konfirm31 może zadziałać w tym temacie ;)
  15. Rodzina patchworkowa - SUPER! :D Kota dostała pani na wsi jak był jeszcze malutki. Ktoś najwyraźniej miał "hodowlę" i w owej "hodowli" miał "nadwyżkę". No ale na wsi - wiadomo - zwierzaki w domach nie mieszkają, bo tam jest czysto i piknie jak w pudełeczku. A że taki pers to się do życia w stodole nie nadaje? Jego problem! I tak cud, że przetrwał 3 lata i że pani się jednak go żal zrobiło, jak go zaczęły wiejskie kocury prać na poważnie :( Helcia też się do życia "na wiosce" nie nadawała i dało się temu zaradzić ;), to i z persem sobie poradzimy :D A tymczasię Melanię to mam już od miesiąca ;) Od wizyty "komuny" :D
  16. Tak, wiem. Postaram się coś cyknąć tak, żeby było widać jego "długowłosość" :D Choć Grażyna, nasza rodzinna kociara ;) mówi, że i tak łepka się nie goli, to widać, że puchacz nie kot, a kot w ubranku jeszcze bardziej topi ludzkie serca :D Ogłoszenia i sprawdzanie domu i tak spadnie na Grażynę (jeśli to będzie Warszawa), bo trudno o lepszego specjalistę-kontrolera :)
  17. Z tego co się orientuję, albo sam Maków Mazowiecki albo bliskie jego okolice...
  18. Z tego co się orientuję, albo sam Maków Mazowiecki albo bliskie jego okolice...
  19. Tym bardziej cieszą tak dobre wieści! :D
  20. Ale widać, że łapka p. Emilii już rozmachana do kontynuowania miziania :D Kasiu, o kocie wiadomo na razie tyle, że ma 3 lata, jest miły, miziasty i grzeczny - w sensie, że bez problemu przepodróżował w kontenerku spod Mińska do Warszawy i nie dostał apopleksji na widok obcych kotów w domu (choć miał pełne prawo po tym, czego zaznał od wiejskich kotów). Jest zdrowy (miał wczoraj zrobione testy), powieka się zrasta, musi brać kropelki jeszcze przez jakiś czas - gałka oczna się po nich oczyszcza. Dziś go odbieram po pracy, jutro jedziemy do Doktora na przegląd techniczny. Trzeba ustalić grafik szczepień i odjajczenia ;) No i nie wiem czy nie trzeba go będzie ogolić... W każdym razie za domkiem już można się zacząć rozglądać. Takim wiesz, jak Helciowy albo Czetkowy ;) :D
  21. Na tzw. podorędziu mam jedno... I wkurza mnie, że muszę komuś głowę zawracać :(
×
×
  • Create New...