Jump to content
Dogomania

Bączek

Members
  • Posts

    519
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Bączek

  1. Strasznie trudno jest mi się przyzwyczaić do myśli, że nie mogę jej spuszczać ze smyczy. Psy biegają po łąkach jak szalone, a ona drepta przy mnie na tej smyczy jak skazaniec. A na dodatek nie powinnam jej przyzwyczając do wchodzenia do domu. Dom jest wyłącznie przeznaczony dla mnie. A ona przecież widzi, ze dom jest też dla innych psów, tylko nie dla niej, że inne psy biegają a ona nie. Jedyną rzeczą, którą Tosia będzie mogła robić, a inne psy nie, to będą wyjazdy w góry. Tak postanowiłam. I to właśnie dlatego że chodzi na smyczy.
  2. Myślę, że ten wojskowy rygor nie będzie polegał na żadnych drastycznych metodach. Ja w tej chwili jedynie odebrałam jej wolność. Na spacery chodzi na smyczy i w kagańcu, a przedtem biegała po polach. Miedzy spacerami siedzi w kojcu a przedtem biegała po podwórku. Staram sie mieć nad nią kontrolę w każdej sytuacji. Kupiłam nowy kaganiec, tym razem skórzany i mocno dopasowany. Do tej pory nie dała rady go samodzielnie zdjąć, ubieram go jej przed każdym spacerem, a potem zdejmuję. Ze zdziwieniem odkryłam, że ładnie chodzi na smyczy, idzie więc przy nodze albo z tyłu, nie pozwalam się wyprzedzać. Specjalnie nawet wybieram wązkie ścieżki, żeby musiała się cofnąć. I robi to bez specjalnych oporów. Przestałam ją głaskać ciągle i wszędzie, zabroniłam córce głaskać jej bez powodu. Głaskanie ma być nagrodą choć trudno to zrozumieć. I to na razie tyle, resztę spróbuje Marta. Chcę żeby nauczyła Tosię podstawowych komend, a mnie jak bezkrwawo je wyegzekwować.
  3. Jestem po rozmowie z Martą. Podejmie się szkolenia Tosi. Potwierdziła, że jest to mix kaukaza. Po rozmowie z Martą doszłam do wniosku, że wszystko co do tej pory robiłam, robiłam źle. Dałam Tosi za dużo wolności, miłości i nie wymagałam nic w zamian. A temu psu potrzebny jest wojskowy rygor. Na usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że nie miałam do czynienie z tą rasą, a wogóle to miałam nadzieję, że to jednak nie jest kaukaz. Nie ma także nadziei, żeby Tosia przyjaźnie odnosiła sie do innych psów. Po prosu nie leży to w jej naturze i koniec. Można ją jedynie nauczyć, że psów nie wolno atakować, ale nie może przebywać w ich obecności bez nadzoru. Gdybym nie zmieniła swojego postępowania w stosunku do niej, mogłaby stać sie dla mnie niebezpieczna. Tak naprawdę nie są to dobre wiadomości. Przy takim stadzie psów jak moję, będę musiała dokonywać cudów, żeby psy przypadkiem i bez nadzoru sie nie spotkały. No i niestety Tosia skazana będzie przez wiekszość czasu na kojec. Ale być może po szkoleniu, łatwiej znajdzie nowy dom, bo trzymanie jej w kojcu jest barbarzyństwem. Dom i człowieka znającego rasę.
  4. Ja staram się zachować maksymalne środki ostrożności, bo czuję, że z tym psem jest coś nie w porządku. Po prostu się go boję, choc staram się tego nie okazywać a przecież Tosia na mnie nawet nie warknęła. I jak tak patrzę na nią w tym kojcu uśmiechniętą od ucha do ucha, machającą radośnie ogonem, to sama nie moge uwierzyć, że to się naprawdę wydarzyło I pomimo że chodzi poza kojcem w kagańcu, że kojec mam zabezpieczony górą ciągle coś się zdarza złego. A przy tej okazji nasuwa mi sie taka refleksja. Jakość tych kagańców, zwłaszcza plastikowych, jest żenująca. Jaką ochroną przed agresją psa jest kaganiec, który rozlatuje sie w trakcie awantury, albo spada z pyska. Żadną. Nawet metalowy jest do niczego, skoro Tosia potrafiła go zdiąć, pomimo, że był zapięty na ostatnią dziurkę. Po prostu musiała urwać skórzany pasek, bo nie widzę innej możliwości. W nowym kagańcu!!!
  5. Przeczytałam wątek Mony i nie dodał mi on otuchy. Tosia nie ma ADHD, ale jest nie do opanowania jak się wścieknie. A wścieka się bez powodu. No i chodzi po płotach jak kot. Staram się ją obserwować bardzo uważnie. Czy któryś z moich psów nie daje jej powodu do agresji. I wczoraj na spacerze nic takiego nie miało miejsca. Jogi biegał sobie po łąkach 20 m od niej, pobiegła za nim i zaatakowała go od tyłu. Wyjątkowo się na niego uparła, bo to nie był jej pierwszy atak, jednak zawsze była w kagańcu. Do tej pory tłumaczyłam sobie, że może wchodzi w gre zazdrość albo instynkt obrony terytorium. A tu były na zewnątrz, za ogrodzeniem, 50m od domu, po długim dwugodzinnym spacerze. Nie było żadnego powodu do ataku. O przyjażni Tosi z kotami to ja na razie nawet nie myślę. Opaczność Boska, że żadnego nie dorwała, jak chodziła jeszcze bez kagańca.
  6. Skontaktowałam sie z Martą, jesteśmy umówione na spotkanie bo okazało się, ze mieszkamy obok siebie. Czy o Monie to można gdzieś poczytać?
  7. Ada jakbyś mogła mi pomóc byłabym Ci bardzo wdzięczna. Nie mam doświadczenia w postępowaniu z takim psem. Lata temu miałam agresywnego psa, ale on był przewidywalny. Po prostu atakował ludzi i zwierzęta, ale nie atakował domowników. Tosia atakuje psy z którymi mieszka, może za chwilę zaatakować mnie. Ma u mnie prawdopodobnie zapewnione dożywocie, bo nie odważyłabym sie komus takiego psa dać. Ale co to za życie - w kojcu. Zgłupieje do końca, będzie rzucać się na wszystko co się rusza i w końcu trzeba ją będzie uśpić, żeby zapobiedz nieszczęściu. To jest naprawdę mądry pies i nastawiony na razie do człowieka pozytywnie, ale ja jestem bezsilna.
  8. Zaczęło się od tego, że ktoś wywiózł do lasu śmieci. Wśród śmieci były jakies śmierdzące kości i flaki. Psy wyczuły prędzej niż ja, pognały tam i nie sposób było je z tamtąd wywlec. I wtedy Tosia zgubiła kaganiec. Jakim cudem ściągnęła go z głowy, tego do dziś nie wiem. Przez dwa dni nie wychodziła z kojca, no bo jak bez kagańca. Pojechałam kupić nowy, a tu nie ma. Mogą sprowadzić za miesiąc. Ten wzór był doskonały, postanowiłam poczekać, a w miedzyczasie pokleić taśmą plastikowy i wybrac się jednak na jakiś spacer. I właśnie dziś się wybrałam. Tosia radosna w kagańcu jak zwykle. Do chwili, jak poczuła to ścierwo. Najpierw rzuciła się na Alfa. Wywlekłam je oba z tego gnoju, pognałam do domu. Wtedy rzuciła sie na Jogiego, ten na poczatku nie zareagował. Za chwilę, już pod domem rzuciła się na niego po raz kolejny. Koganiec rozleciał się w drobny mak. Zaczęły się regularnie charatać, przewróciła Jogiego do góry brzuchem i złapała go za gardło. To była walka na śmierć i życie. Po prostu by go zagryzła. Dostała ściskoszczęku nie mogłam ich rozdzielić. Nie wiem jakim cudem nie poobgryzały mi rąk, ale złapałam ją za szelki i obroże i podniosłam do góry. Wtedy po chwili go puściła. Nie wiem skąd wzięłam tyle siły. Skręciłam jej obroże na szyi, żeby jej ograniczyć możliwość ruchu, żeby mnie nie ugryzła , a ona charczała i rzucała się jak wściekła. Jogi do niej jeszcze doskakiwał, ale dałam mu w ucho więc odczepił się niej i rzucił sie na Alfa. Dołączył sie do niego Misiek i we trzy się charatały, a ja wlokąc charczącą i wijącą się Tośkę za sobą doszłam do domu i zamknęłam ją w kojcu. Po chwili wrócili trzej muszkieterowie. Jogi nie chodzi na nogę, we krwi, ale cały, Alf pośliniony i cały, Misiek cały. Tośka nie wiem, nie mam siły jej oglądać, w każdym razie w humorze wyśmienitym. A ja trzęsę się jak galareta, jestem na granicy zawału i nie wiem co mam robić. Ten pies jest po prostu niebezpieczny. Ma niekontrolowane wybuchy agresji i jest w tych momentach nie do opanowania. A przy tym jest nieprzewidywalny. W jednej chwili cieszy się i bawi, by w sekundzie rzucic się nie wiadomo z jakiego powodu. Dziękować Bogu, że nie rzuciła sie na mnie, bo w tym amoku mogła to zrobić. Jeszcze do dziś miałam nadzieję, że uda się ją zsocjalizować i nie spędzi życia w kojcu. A teraz boję się ją ze sobą zabrać nawet na spacer. A o tym żeby chodziła luzem po ogródku też nie ma mowy. Przeskakuje siatkę w 5 sekund, np za kotem. Jedyna pozytywna rzecz to to, że wreszcie kojec zbudowany z 10 lat temu i buda mają mieszkańca.
  9. Jeszcze się nie cieszę, bo róznie może sie zdarzyć, ale Tosia na spacerach przestała rzucać sie na psy. Pomogła chyba ta puszka z nakrętkami, która w nią może ze 3 razy rzuciłam. Tosia puszki się boi, mam nadzieję, że kojarzy sie jej ze słowem "nie wolno". Zabieram puszke ze soba na spacery jako narzędzie dyscyplinujące, ale w tej chwili nie potrzebuję jej używać. Stawiam puszke na progu, Tosia omija ja szerokim łukiem i nie leży przy drzwiach, a więc i nie rzuca sie na psy wchodzace do domu. Przebudowa kojca już jest na etapie końcowym, całe szczęście, bo Tosia szale na łańcuchu tak, że zniszczyła mi wszystkie krzewy i drzewka wokół siebie. Na noc i w czasie mojej nieobecności będę ja zamykać, bo boję się, że wyskoczy za siatkę i kogos np pogryzie. Bo zauważyłam, że na spacerach mocno szczeka na obcych. Więc teraz będę musiała zacząć ją wozic miedzy ludzi.
  10. Na razie finansowo jeszcze wyrabiam, ale dziękuję za propozycję. Przetrenowałam metodę rzucania. Przygotowałam sobie puszke po piwie z metalowymi nakretkmi w środku. Tłucze sie okropnie. Niestety po pierwszym rzucie Tosia zobaczyła skąd pocisk leci i potem już każdorozowo przypadała do ziemi. Efekt niby jest, bo przestaje chodzić wokół psa na sztywnych nogach i patrzec wzrokiem mordercy, ale nie wiem jak długo sie utrzyma. Sąsiad zabrał się za przerabianie kojca, podniósł siatke na wysokość 2.5 m i ma zamiar przykryc całą konstrukcję siatka od góry. Teraz to lwa będe mogła tam trzymać, a nie zwykłego psa, bo klatka jest spora 20 m2. W sobote i niedziele Tosia chodziła luzem i nawet dało sie z nia wytrzymać. Na noc i jak ide do pracy ja zamykam. Plus codziennie spacer po polach. Więc chyba ma troche ruchu. W kojcu szaleje, piszczy, wyje, spina sie po siatce a mnie serce pęka. Ale co zrobić. Ogłaszam ja na coraz to nowych portalach, ale bez efektu.
  11. Będę próbować skontaktować się może z Panem Kłosińskim, a na razie ogłaszam ją gdzie się da. Jest tylko niewielki problem, bo mam mało zdjęć i komputer działa starsznie wolno. W nocy Tosia rozwaliła siatkę w kojcu:shake:, nie udało sie jej wyskoczyć, bo była przywiązana dość krótko więc skakała i wieszała się.
  12. Niestety zrezygnowałam z tego behawiorysty, bo na Dogomanii wyczytałam, że nie jest najwyższych lotów więc szkoda pieniędzy. Muszę poszukać innego. Metodę z ucieczką i odwracaniem uwagi psa stosowałam u poprzedniego agresywnego psa z dobrym skutkiem. I faktycznie na spacerze mogę ja zastosować. Natomiast na podwórku jest trudna ,bo przecież nie moge cały czas nad nimi stać, a wiele awantur dzieje sie poza moimi plecami, choć z domu słyszę co się tam dzieje. Po prostu jak jest puszczona luzem na podwórku, to psy maja przechlapane. Poza tym puszczają mi nerwy, bo nie mogę spokojnie patrzeć jak ona skacze po psie mniejszym od siebie i nastawionym do niej przyjażnie. Ale faktycznie, moje zachowanie może utwierdzać ja w przekonaniu że ja popieram to gryzienie. Spróbuję od jutra inaczej reagowac na te zaczepki. Kojec niestety dalej nie jest zmodernizowany, bo w sobote lało i nie da się spawać podczas deszczu. Ale to tylko kwestia czasu. Nowy kojec niestety częściowo tylko załatwia sprawę, pozwala psa odizolować od reszty i to tylko tyle. A ja bym chciała, żeby ona mieszkała w domu, a nie w kojcu. Poza tym gryzieniem suczka jest bardzo fajna. Cały czas ja oswajam z nowymi ludźmi i nie wykazuje w stosunku do nich agresji tylko strach, ale jakby mniejszy. I gdyby nie to gryzienie pewnie by została, a tak to jednak muszę szukać dla niej domu. Boję się, że sobie nie poradzę, agresja u niej do zwierząt będzie coraz większa i Tosia będzie spędzać życie w kojcu, a szkoda jej do kojca bo to przyjaźnie nastawiony do ludzi i mądry pies i powinien mieszkać z ludźmi w domu. Zapomniałam napisać, że jak widzi kota to nie widzi i nie słyszy nic innego. Ja sie boje stosowac metody polegające na rzucaniu, bo w tego psa rzucano prawdopodobnie czym popadnie, więc ucieka w panice przed ręka podniesiona do góry nawet przede mną, jak tylko dojrzy jakiś gwałtowny ruch kontem oka.
  13. Ulaa podpowiedz mi jak mam szukać domu dla Tosi. Bo ogłasznie jej na Allegro nic nie dało. Co prawda cały czas mnie kusi, żeby ją zostawić, ale gdyby pojawił się ktoś rozsądny, to może bym ją wydała. Myślałam, że najlepiej byłoby jej w domu z ogrodem, ale teraz jak patrzę jak ona się pcha do środka, to myślę, że w bloku też mogłaby być, gdyby jej ktoś zapewnił minimum ruchu, bo to nie jest długodystansowiec i szybko się męczy.
  14. Z tą agresją z zazdrości to prawda. Na spacerze póki psy biegają po łąkach wszystko jest dobrze. Nie daj Boże żeby któryś zbliżył się do mnie, zaraz Tosia wkracza do akcji. :shake: Najmniej wyżywa sie na psie,który wogóle do mnie nie podchodzi, a jak chce podejść i widzi wzrok Tosi to się wycofuje. Ani razu jeszcze się na niego nie rzuciła, w żadnych okolicznościach. Podobnie było z siedzeniem na progu. Więc teraz jak widzę, że robi stosowna minę, biorę ją na smycz i przy każdym ataku mówię nie. A ona o dziwo rezygnuje z ataku, po czym po chwili zaczyna na nowo. Tak się dzieje najczęściej pod koniec spaceru jak psy sa już zmęczone. Jeżeli chodzi o koty, to zachowuje sie tak, jakby ktoś ją uczył gonić za kotami.:angryy: No słowo kot skacze, rozgląda się, zaczyna biegać wokoło budynku. Dla mnie agresja do kotów jest okropnym problemem. Mam 3 domowe pimpusie, wychowane z psami, a tu nagle taki agresor. Nie mogę narażać je na zęby psa ani fundować im stres pt: bawimy się w domu w chowanego, jak to robią niektórzy chwaląc się tym na Dogomanii.:shake: Jak gdzieś na Dogomanii przeczytałam, że przyprowadzony z azylu pies na dzień dobry rozszarpał domowego kota, to włos mi się jeży na głowie ze strachu i podziwu nad bezmyślnością i brakiem wyobrażni ludzi.:angryy: Ja wyobraźnię mam rozbudowaną aż do przesady. I choć moja córka cały czas mi powtarza, że świruję, ja swoje wiem, bo widziałam Tosię w akcji. Dlatego muszę zachować maksymalne środki ostrożności choć najchętniej wzięłabym sobie kolejnego zwierzaka pod kołderkę :lol: A wracając do Tosi to w czasie deszczu siedzi w budzie choć myślałam, że nigdy do niej nie wejdzie (nie weszła przez 3 tygodnie).
  15. Ja wiem, że nie można na siłę. Z Tosią, jest problem, bo ona boi się wchodzic do domu, a jak wejdzie to skacze z zębami do psów i kotów.Więc najpierw klatka jako mebel musi być ustawiona w kojcu. Mam plan, że będę jej wstawiać miskę z zarciem do klatki, a klatkę będę przesuwać w kierunku domu aż wstawie ja do kuchni. A potem będę ja zostawiać w tej klatce coraz dłużej, a żeby ją czymś zając w tym czasie, dam jej gnata do gryzienia. A jak zacznie wariować na widok kota to przykryję klatkę prześcieradłem, aż sie uspokoi. A z tego wyjdzie to czas pokaże. Muszę na razie złapac trochę oddech finansowo, bo przerobienie kojca mnie sporo kosztowało. Kupiłam dziś grzebień do wyczesywania kołtunów u kotów, żeby wyczesać Tosi kołtuny za uszami. Bałam sie że nożyczkami jej przetne skórę i sie zniechęci do czesania. No wstępie ciachnęłam sie w palec, choc czytałam zeby sie tym posługiwac ostrożnie. Do kołtunów - REWELACJA, można nawet przerzedzić podszerstek w miejscach gdzie kołtunów nie ma. Tosia ani nie mruknęła, choć ciągnęłam dość mocno, nawet przy okazji otwróciłam ja podwoziem do góry na drapanko. To jest zadziwiające, że ten pies jest z jednej strony tak pozbawiony agresji do ludzi, a z drugiej tak agresywny do innych zwierząt. Zawsze wydawało mi się, że to idzie w parze. Moje psy albo nienawidziły i jednych i drugich, albo kochały. Jednym słowem idzie mi coraz lepiej. Może w sobotę wkleję w koncu jakieś zdjęcia jak sąsiad nie zapomni aparatu przywieźć.
  16. Dziękuję Wam bardzo za pochwały. Kocham psy, to prawda. Wogóle lubię zwierzeta, dlatego walczę, żeby żadnemu z nich nie stała się krzywda. Widziałam fajną i tanią klatkę na Allegro. Reklamowana jest jako największa. Nie wiem tylko ile ona wytrzyma. Bo biorąc pod uwagę zapał Tosi podczas gonienia kota należy domniemywać, że w klatce się zagotuje i będzie szaleć i spinać się po ścianach. Nie wiem jaka ta klatka ma być wielka. Powinna być raczej mniejsza czy większa. Przypuszczam, że powinna być na tyle szeroka, żeby pies potrafił sie w niej obrócić. Czy ktoś z Was korzysta z takiej klatki i może coś podpowiedzieć?
  17. Dzisiaj po raz pierwszy nie było awantury. Nie było też żadnego siedzenia na progu. Poszliśmy na spacer, a po spacerze Tosia siedziała na lince w pobliżu domu, ale nie przy drzwiach. Zero agresji, psy odetchnęły, bo wreszcie mogły wyjść spokojnie z domu. W nocy tak zalały mi podłogę, że rano brodziłam po kostki w sikach. Była nawet kupa. One sa nauczone wychodzić w nocy, mam drzwiczki, więc nigdy nie było z tym problemu, aż do dzisiaj. Teraz Tosia siedzi w kojcu, przy budzie, ale na lince. Co ciekawe, pomimo, że drzwi kojca są otwarte, próbowała skakac na siatkę, więc linkę skróciłam. Wymyśliłam, że kupię klatkę kennelową, postawie w kuchni, i będę próbowała nauczyć Tosię siedzenia w tej klatce. Nie będzie siedziała wtedy sama w kojcu, w domu nie zrobi zwierzętom krzywdy i powoli będzie się przyzwyczajać do obecności kotów. Strach przed obcymi ludźmi dalej ja paraliżuje. Przyszedł sąsiad mierzyć kojec, to chciała przed nim się schować pod budę a tam jest 20 cm. Jakby wlazła to bym ją stamtad nie wyciagnęła bez podnoszenia budy, a buda waży ze 100 kg. Dobrze że zauważyłam co ona kombinuje. Powiem szczerze, że po dzisiejszym dniu, trochę wstąpiła we mnie nadzieja, że jakoś to będzie.
  18. Wiem, ale co innego mogę napisać. Przecież jak skłamię to ona wróci do mnie spowrotem. W sobotę pożyczę aparat, porobie nowe zdjęcia i ogłoszę ja od nowa. Żal mi tego psa jak cholera. Jak widzę jak radośnie biega po łąkach, co chwilę przybiega, łasi się, bo wiem, że jej los jest niepewny i znów bedzie cierpieć, bo sie przyzwyczaiła, zaufała. A za chwilę szlag mnie trafia jak rzuca sie jak wariatka na psy, nie kontrolując wogóle agresji. Rozmawiałam z wetem. Powiedział żebym sobie dała spokój ze sterylką w tej chwili, że pies znowu straci zaufanie, a najgorzej, że nic nie pozwoli ze soba zrobić. Trzeba wcześniej zrobic badania krwi, a to juz jest nie do przebrnięcia. Że suke można wysterylizować nawet w wysokiej ciąży, jeżeli by sie jej przydażyło. Sąsiad wkrótce zabierze się za przerabianie kojca, więc bedzie mi lżej, a przede wszystkim bezpieczniej dla psów i kotów. Tu podczas mojej nieobecności musiały sie dziać dantejskie sceny, bo psy obchodzą ja szerokim łukiem, jak siedzi pod drzwiami. Dziś na przykład wróciliśmy ze spaceru, więc mówię - idziemy jeść. Psy w podskokach lecą do domu a ta jak nie skoczy najpierw na Sarunie, potem Alfika gryząc na oślep. Na szczęście była w kagańcu. Złapałam ją za szelki i przypiełam łańcuchem do drzewa. Mam wrażenie, że ona jak sie nakręci to nie potrafi sie uspokoić. I to jest nauczka dla mnie. Po spacerze Tosia na łańcuch i dopiero można żarcie podawać. Jak będzie kojec to pójdzie do kojca i problem z głowy. Boję sie tylko, że za chwilę z tego kojca to nie będzie wogóle wychodzić. Boże, żeby się ktoś madry trafił.
  19. Dałam ogłoszenie tej treści: Tosia - mix kaukaza szuka domu Tosia ma wygląd miniaturowego kaukaza. Waży ok 35 kg. 13.08.09r została zabrana z pseudoschroniska w Olkuszu i obecnie przebywa w domu tymczasowym pod Krakowem. Suczka nadaje się do domu z ogrodem, bo ma wyjątkowo gęste futro, może przebywać cały dzień na polu, pod warunkiem, że zapewni się jej w zimie schronienie. Czas pokaże, czy potrafi dogadać się z innymi zwierzetami. W chwili obecnej goni za kotami i gryzie się z psami. Jak to u kaukazów bywa ma silnie rozwinięty instynkt terytorialny, zalecany więc byłby dom bez innych zwierząt. Suczka jest przyjaźnie nastawiona do ludzi, ( nie było sprawdzane zachowanie w stosunku do dzieci) choć boi sie osób, które nie są jej znane ( prawdopodobnie była bita) Na spacerach nie oddala się na odległość większą niż 20 m i i przychodzi na zawołanie. Nie atakuje obcych osób i zwierząt poza posesją. Potrafi przechodzic przez siatkę, nie chce siedzieć w kojcu, ale sama nie wybiera się na eskapady poza teren posesji. W chwili obecnej Tosia uczy się nosić kaganiec, planowany jest wyjazd do lekarza, szczepienia, sterylizacja i konsultacja u zoopsychologa. Dobrze byłoby gdyby szybko znalazła odpowiedzialnych ludzi, którzy chcieliby z nią pracować, bo suczka bardzo szybko się przyzwyczaja. Sugerowane jest aby przyszły właściciel przed zabraniem psa dać się mu poznać. Jej się nie da wpakowac do samochodu i wywieźć, bo takie postępowanie zniweczy całą pracę, którą w psa do tej pory włożono. Jeżeli więc ktoś chciałby mieć mało szczekliwego, ale budzącego respekt wyglądem psa, ma domek z ogródkiem, serce i cierpliwość do zwierząt a jeszcze lepiej doświadczenie w hodowli dużych psów to proszę o kontakt telefoniczny lub mail'owy Plus zdjęcie Ale niestety brak odzewu. Ludzie chcą zeby pies był grzeczny, nie sikał, nie szczekał, chodził na smyczy itp. A cóż ja, poza urodą mogę zaoferowac. Karmię ja osobno w kojcu, żeby żaden pies do niej nie podszedł, ściągam jej kaganiec, stoje przy niej i czekam, aż zje a potem ubieram jej kaganiec spowrotem. Pozwala sobie ubrać i ściągnąć bez problemu choć stoi już nad miską pełna żarcia. Potem idziemy na spacer, choc powinno byc odwrotnie, najpierw spacer potem żarcie. Jade dziś do Krakvetu, umówie sie z chirurgiem na sterylkę, choc powiem szczerze, że mam cykora, jak ja ją na tą sterylke dowiozę. Będzie wariować ze strachu przed ludźmi.
  20. Soti może chciałabys sie zamienić. Ja dam Ci moją suke mix kaukaza z tymczasu, a wezme sobie Twojego poczciwego owczarka. Nie wiem czy Ty ludzi podpuszczasz do tej dyskusji, czy po prostu nie wiesz o czym mówisz. Agresywny do ludzi pies to jest najwieksze nieszczęście jakie może spotkać normalnego człowieka. Powtarzam normalnego bo sa też ludzie nienormalni, których takie zachowanie cieszy. Więc jezeli zaliczasz sie do tej pierwszej kategorii, to zostaw psa w spokoju i doceń, że jest taki jaki jest. Jeżeli należysz do tej drugiej kategorii to zamień sie psem ze mną albo z inną osoba, która marzy o łagodnym ciapku a ma bestię w psiej skórze.
  21. Eyrack nie wiem, czy jeszcze wchodzisz na wątek uzyskawszy takie informacje. Twój przypadek nie jest odosobniony. Sama wzięłam na tymczas sukę, mix kaukaza. Okazała sie terrorystka jakich mało. Musiałam założyc jej kaganiec, bo jest nieprzewidywalna i rzuca sie na psy w najmniej oczekiwanym momencie. I niby rozumie słowa - nie wolno. Kilka razy udało mi sie zapobiedz atakowi. Ale zdjęcie jej kagańca mogłoby doprowadzić do tego, że zagryzie psa. Nie wiem co reprezentuje Twoja suka i jaką wiedzę i umiejętności Ty posiadasz. Chciałabym jednak, żebyś brał pod uwagę, że suka nigdy nie przyzwyczai sie do innego psa i albo dojdzie do nieszczęścia, albo będziesz musiał z któregoś z nich zrezygnować. Ja dla mojej suki szukam domu bez zwierząt. A w miedzy czasie próbuję nad nią zapanować, z miernym zreszta skutkiem ale to juz do poczytania na Dogomanii. Biore pod uwagę, że u mnie zostanie, niestety będzie musiała jako pierwszy mój pies zamieszkać w kojcu.
  22. Przyszłam w piątek z pracy, Tosia za siatką, w kagańcu założonym, ale na ucho. Zawołałam do środka, weszła bez oporu, kaganiec dała sobie załoźyć bez problemu. Myślę dobra jest. Po 10 minutach rzuciła sie na suczkę mamy, ta się śmiertelnie przeraziła i nie wyszła z domu przez cały weekend. Na drugą (mini sznaucerkę) też się rzuciła, ale ta była jakoś mniej strachliwa. Gdyby była bez kagańca rozszrpałaby je na szczępy. Wczoraj doszło do walki z kierownikiem Jogusiem. Tak sie żarły, że mama i córka schowały się do domu ze strachu, a ja stałam i patrzyłam co one wyprawiały. Joguś jest od niej mniejszy i raczej lekkiej budowy. Mimo, że miała kaganiec, nie dał jej rady. W końcu położyła mu łeb na łopatkach i odpuścił. Nie wiem co by było gdyby nie miała kagańca, nawet nie chcę myśleć. Na dodatek okazało się, że łazi po płotach jak kot. Nie mogę jej zostawić w domu, bo przełazi za mną przez płot, po czym na widok obcego człowieka ucieka i stoi pod bramą. Jak ją wzięłam do sąsiada w ramach socjalizacji, to na moich oczach wskoczyła na bramę i uciekła do domu. Poszłam do pracy, a ja uwiązałam na łancuch. W tym tygodniu muszę ją wysterylizować, bo jak dostanie cieczke to kaplica. Jak teraz jest w kagańcu, to mam większą odwage do niej. Oglądam ją, podnosze łapy do góry, głaskam po brzuchu, wyrywam kołtuny. Ani razu na mnie nie warknęła. Więc może jest jakas nadzieja. Tak sobie myślę. Jak ja takiego psa komuś dam, uciekajacego przez płot i gryzącego się z psami. o kotach nie wspomnę. Przecież zaraz do mnie wróci, z jeszcze bardziej zwichrowana osobowościa. Jak tu trafić na kogoś kto ma doswiadczenie z takimi psami, że nie zrobi jej krzywdy, a ona nie zrobi jemu. Od tego myślenia to nie mogę spać ani pracować. Na cholere mi był potrzebny piaty pies. Dopiero co jednego wyprowadziłam "na ludzi" a i tak nie do końca. Na razie ogłoszenia com je zamieściła, nie przyniosły żadnego rezultatu. Mam spis stronek, ale nie mam aparatu. Przydałyby sie ładniejsze zdjęcia. Mama się ze mnie śmieje. Myśmy kiedys miały takiego diabła. Nawet gorszego, ale nie było w domu innych psów i kotów.
  23. Próbuje przeczytać wątek kawałkami, bo temat bardzo mnie interesuje. Wzięłam na tymczas wystraszona bidę, a po dwóch tygodniach wyszedł z niej (bo to suka) mały terrorysta. Oprócz niej mam jeszcze 4 starsze psy, i 3 koty. Początkowo atakowała tylko suczkę, później zaczęła gryźć również psy. Siedziała całymi dniami na progu, nie wpuszczając psów do domu. W chwili obecnej dla bezpieczeństwa innych zwierząt musi chodzić w kagańcu. Szykuję jej zadaszony kojec, bo z innego ucieka górą. Wczoraj po 3 dniach przerwy doszło do piekieinej awantury. Gdyby nie kaganiec rozszarpałaby psa na szczępy. Gryzły sie dobre 5 minut , po czym suka położyła psu łeb na łopatkach a on tańczył wokól niej w podskokach. I to zachowanie jest dla mnie zrozumiałe. Tylko jak długo to potrwa. Żaden pies nie jest dla niej zagrożeniem bo stare, bo chore, bo dużo mniejsze. Na spacerach ideał, miłośc i przyjaźń. W domu szatan i to na dodatek nieprzewidywalny. Ogłosiłam ją trochę, bez żadnego efektu. A potem doszłam do wniosku, że jak ja takiego psa komuś dam, przecieź za chwilę wróci do mnie spowrotem z jeszcze bardziej zwichrowana osobowością. No i męczymy sie wszyscy. Na szczęście, do mnie jest wyjątkowo pozytywnie nastawiona. Innych osób sie boi, prawdopodobnie była katowana przez poprzednich właścicieli. A na dodatek wszystkiego skacze po płotach jak kot. Ani ją zostawić, bo przełazi przez płot, po czym w panice ucieka do domu i stoi pod bramą, ani jej zabrać ze sobą bo ucieka i znów stoi pod bramą. Po tym , jak lata temu trafił mi się super agresor z azylu unikałam agresywnych psów. Wszystkie moje psy, też zresztą z azylu, mają humory, ale nie gryzą się ze sobą na śmierc i życie. Jestem już na granicy załamania nerwowego. Nie widzę zadnego innego wyjścia jak zamykać ją w kojcu, jak go w końcu przerobię. Boję sie tylko, że w kojcu sfiksuje jeszcze bardziej. Umówiłam sie z zoopsychologiem, w tym tygodniu zamierzam ją wysterylizować, co mogę jeszcze zrobić? Radźcie coś. To watek Tosi [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f1160/krakow-tosia-mix-kaukaza-z-pseudoschronu-w-olkuszu-szuka-domu-bez-innych-zwierzat-144256/index2.html[/URL]
  24. Jeszcze w to nie wierzę, ale chyba ja spacyfikowałam.:mad: Mówię "chyba" bo z nią nic nie wiadomo - włożyłam jej kaganiec, trzeci z kolei , a jej nie udało się go ściągnąc. :multi: Walczyła, tylko 10 minut, a potem poszliśmy na spacer i zapomniała, że ma coś na pysku. A teraz chodzi po ogrodzie, szczeka i na kaganiec nie reaguje. Co ważniejsze, nie reaguje też na psy :lol: Jak przyszłam do domu Tosi w kojcu nie było :angryy: Dojrzałam ja za siatką, w krzakach. Przyszła bez problemu do bramy i weszła do środka. Okazało się, że tak jak przewidywałam znalazła miejsce gdzie łańcuch sięgał siatki, wlazła na siatkę i sie powiesiła. Na szczęście obroża była zapięta luźno, więc jej spadła z głowy i dlatego przeżyła. Przypuszczam, że jak spadła za tą siatką, to tam cały dzień siedziała, bo spowrotem na podwórko nie potrafiła wleźć. Tam ja przynajmniej zastałam. Ten kaganiec jest metalowy. Najpierw kupiłam plastikowy, walnęła łapą, kaganiec zdjęła i połamała pręty. :shake: Potem kupiłam nylonowy.Walnęła łapą, zdjęła bez problemu. :shake: I jak kupiłam metalowy, wreszcie sukces. Teraz mogę spokojnie wezwać sasiada, żeby przerobił kojec. Bo w kojcu musi sie nauczyć siedzieć, od czasu do czasu. A na spacerze się potwierdza - ANIOŁEK - :lol: Jutro przyjeżdża mama ze swoimi dwoma psami. Będzie ich siedem. :loveu:
  25. Dziewczyny ratujcie. Doradźcie cos w sprawie Tosi terrorystki.
×
×
  • Create New...