Jump to content
Dogomania

Bączek

Members
  • Posts

    519
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Bączek

  1. Przywiozłam Malwę to domu. Moje pierwsze wrażenie jest takie że Malwa to straszna poczciwina. I nie wygląda, żeby miała sie zmienić, jak sie zaadoptuje. Grzecznie jechała w samochodzie, grzecznie przywitała sie z psami. A potem chodziła po ogrodzie ze 3 godziny. Jeszcze ją wzięłam na spacer, choć miałam obawy czy jej to nie zaszkodzi. Ale nie, maszerowała dzielnie i wróciła o własnych siłach, choc dość juz nadwątlonych. Na moje oko ma 14 lat i znaczną nadwagę. Powinna ważyć 25 kg a waży chyba z 10 więcej. Na oku ma jakąś zmianę, lekarz nie wiedział co to jest, kazał iść na sanocką do okulisty. Sugerował nawet, że to nowotwór. Na razie się jeszcze nie martwię. Po pierwsze muszę ja trochę odchudzić, wtedy poprawi sie jej z nogami. Ale cudów już w tym wieku nie osiągnę. Oko ponoc jest po leczeniu. Zmiana sie cofa, Malwa ma ja nie po raz pierwszy. Kotów chyba na razie wogóle nie zauważyła. Cały czas zadaję sobie pytanie. Dlaczego taki ładny i miły pies nie znalazł domu przez tyle lat. Sierść ma jak królik krótką gęstą i mięciutką. I fajne kłapciate uszy. A jak się patrzy do góry, to na czole jej sie robią zmarszczki. W domu się czuje jak u siebie. Wybrała sobie do spania miejsce w przedpokoju i chrapie, aż sie zanosi. Niestety Alfa -dziadka musiałam amknąć w kojcu. Rzuca sie na nią bez powodu. Ale on się rzuca na wszystkie psy. Taki już jest drań. Zdjęcia jakieś wstawie jutro.
  2. Pojade po nią w sobotę. Wezmę urlop na poniedziałek, wtorek żeby nie została sama w nowym domu. A z łapkami sobie poradzę, mam nadzieję.
  3. Jeżeli nie będzie agresywna do kotów to jej się uda, bo jestem zdecydowana ją wziąć ( od dłuższego czasu już o tym myślę). Mówiąc o agresji mam na myśli, że na widok kota rodzą się w niej mordercze instynkty i nie da sie nad nią zapanować. Psy i koty mam w domu. Koty sie psów nie boją więc istnieje realne zagrożenie, że zrobi zwierzęciu krzywdę, a tego bym nie przeżyła. Będzie mieć do dyspozycji ogród, towarzystwo kolegów i koleżanek (liczne) więc schudnie to i z nogami jej sie poprawi. Czekam zatem na wieści do środy.
  4. Jak Malwa reaguje na inne psy. Czy jest możliwość sprawdzenia jak reaguje na koty. Po ostatnich przeżyciach nie chcę i nie mogę wziąć psa agresywnego do innych zwierząt i ludzi lub o zwichrowanej osobowości.
  5. Tak to Joguś. Można powiedzieć, że rodzinka w komplecie. Jest jeszcze mamusia. [IMG]http://images45.fotosik.pl/224/a0e32f8df61e3523med.jpg[/IMG]
  6. I stało się. Zakochałam się w Guciu. Ale jak tu go nie kochać? [IMG]http://images47.fotosik.pl/223/2739e35127cd6d94med.jpg[/IMG] Odszczekuję wszysto co napisałam, że jest łańcuchowym, brzydkim kundlem i że nie znajdzie domu. Właśnie go znalazł. Zostaje u mnie. Jest ślicznym, mądrym, zrównoważonym, miłym psem. Umie wszystko, co porządny pies musi umieć: śpi w łóżku, żebra przy stole, włazi na kolana, liże po twarzy i podrzuca rękę do góry tak że herbatę wylewam sobie na głowe. Kocha koty, kocha dzieci, kocha psy. To skarb nie pies. [IMG]http://images48.fotosik.pl/224/2639b7810a6e2418med.jpg[/IMG]
  7. Z tego co mąż Marty opowiadał, to nie była próba ugryzienia w czasie rozdzielania psów. To był niekontrolowany atak furiata. Tośka aż się zapieniła z wściekłości. Gdyby nie miał doświadczenia z takimi psami byłaby go zagryzła. Ten pies jak się wściekł, tracił nad sobą kontrolę. A wściekał sie nie wiadomo z jakiego powodu. Co by było, gdyby zamiast Krzyśką atak był skieowany na Martę. Co by było, gdyby wydostała się z kojca i zaatakowała dziecko prowadzące na ulicy pieska. Kto weźmie na siebie odpowiedzialność za życie niewinnego człowieka. Niestety miłość do zwierząt musi mieć pewne granice.
  8. Podjęłam decyzję o uśpieniu Tosi. Zwaliłam to na Martę i jej męża. Sama nie potrafię. Mąż Marty pojedzie z nią do weterynarza jutro rano. Jedyną szansą dla niej byłby kojec i to tak zabezpieczony, żeby pod żadnym pozorem z niego nie wyszła. Ale to jest nie realne. Dziś dla zrównoważonego psychicznie psa trudno znaleść dom, a co dopiero dla wariata, stanowiącego zagrożenie dla ludzi. Marta kontaktowała się z wetem, bo też zauważyła, że Tosia pije litrami wodę. Zważywszy, że była też, mimo obfitego karmienia strasznie chuda, weterynarz orzekł, że prawdopodobnie to cukrzyca. Cóż mogę powiedzieć więcej. Żegnaj Tosiu
  9. Dzwoniła Marta. Wczoraj Tosia rzuciła się z zębami na jej męża, po tym jak zainterweniował w trakcie psiej awantury. Wcześniej rzuciła sie na labladora. Muszę do 17 podjąć decyzję co robimy z psem. Jestem załamana.
  10. Dzis Gucia wykastrowałam. Jest jeszcze troche oszołomiony, po tym zabiegu, ale juz nie daje mi spokoju. Pisze jedna reką, bo drugą cały czas muszę go głaskać. Jak tylko przestaję, to mi podrzuca rękę do góry i włazi na kolana. Lekarz kazał założyc mu kołnierz, ale na razie nie ma potrzeby. Cięcie jest malutkie więc może nie zauważył, że mu coś brakuje. Na noc włożę mu majtki.
  11. Umówiłam sie na jutro w Skawinie na kastrację Gucia. Trochę się boję. Zawsze sie boję i mam opory. W nocy przywiązałam go smyczą do łóżka w sypialni, żeby nie uciekł przez psie drzwiczki. Oczywiście wlazł do łóżka, ale go wywaliłam. Rano zabrałam go do Krakowa. Wsiadł sam do samochodu. Uczy się chłopak. Zanosi się, że będę go tak wozić dopóki nie przestanie uciekać. Przypuszczam, że nic by mu się nie stało jakby uciekł. Połaziłby po wsi i wrócił. Ale jak go mam od tego oduczać, to nie mogę na to pozwolić. Jak raz wylezie, to będzie wychodził ciągle. Co chwilę chodzę z nim na spacer prowadząc go na smyczy we własnym ogrodzie, bo wszędzie leje. Trochę nam ciasno w domu. Psy sa wszędzie no i chcąc nie chcąc dochodzi do małych awantur. Najgorsze, że on nic nie chce jeść. Dlatego taki szczupły. Myślę, że po kastracji wróci mu apetyt. Cieszę się, że go wzięłam. To uroczy pies. Mogłam to już zrobić wcześniej, tylko nie mogłam sobie wyobrazić w domu takiej ilości psów. Ale da sie wytrzymać. Do kotów dalej ok. Koty go sie wogóle nie boją, bo jest identyczny jak Joguś.
  12. Jak brałam Gucia miał na sobie parcianą obrożę. Wydawała mi się mało bezpieczna, więć ubrałam go w szelki. Nie wiem w którym momencie z tych szelek wylazł i jak, bo nie zauważyłam. Pognał w dól ogrodu i przez otwartą bramę wybiegł na ulice. Ja za nim. Co się zbliżyłam ,to on dawał dyla, nie sposób było go złapać. Wróciłam więc z niczym. Gucio zjawił sie po pół godzinie sam i bez problemu dał sobie założyć obrożę. Na smyczy chodzi ale ciągnie. Nie jest zbyt silny więc da się go utrzymać. Jak mu sie coś nie podoba, to ma odruch ściągania sobie obroży z głowy. Musiałam ją więc zapiąć na ostatnią dziurkę. Gucio już po kąpieli [IMG]http://images40.fotosik.pl/217/381b366bd10da494med.jpg[/IMG] Jestem zauroczona jego brakiem agresji. Bez problemu dał się włożyc do brodzika i wykąpać. Zostawił w wodzie kg sierści Miły pies i przyjaźnie nastawiony do ludzi. Lata łancucha nie zwichrowały mu charakteru. Włazi na kolana i liże po twarzy. [IMG]http://images40.fotosik.pl/217/3847474ab497d345med.jpg[/IMG] Przy okazji wizyty na cmentarzu byliśmy na Błoniach. Zero agresji do innych psów [IMG]http://images37.fotosik.pl/217/0e660183274a7315med.jpg[/IMG] W domu psy przyjęły go dość przyjaźnie. Oczywiście nie mam mowy, żeby je zostawić bez nadzoru, bo są trochę wysztywnione, ale stosunki są poprawne. Kota powąchał i tyle. Jest trochę zmęczony wrażeniami dnia dzisiejszego, więc usiłuje spać. No i marnie je, wybiera mięso i krzywi się na ryż. No i sika po ścianach, ale to normalka, wszystkie lały przez pare dni. [IMG]http://images47.fotosik.pl/221/1799703221cd1b84med.jpg[/IMG]
  13. 6 miesięcy jakoś wytrzymam. [IMG]http://images44.fotosik.pl/221/6522f08d889f3189med.jpg[/IMG]
  14. Założyłam Guciowi wątek [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f28/z-jaworzna-do-krakowa-czy-ma-szanse-na-dom-gucio-uciekinier-lat-6-a-172449/[/URL]
  15. Przegladając kiedys strony adopcyjne (nie wiem po co, bo nie zamierzałam adoptowac kolejnego psa) na stronie Fundacji Pro Animals znalazłam Gucia. To pies wyadoptowany przeze mnie w 2003r jako dwumiesięczny szczeniak. Nie miał chłopak szczęścia. Najpierw zmarł jego właścicel, później dzieci wyjechały za chlebem do Angli. Psem zaopiekowała się teściowa, sama chora i z racji wieku coraz bardziej niedołężna. W zeszłym roku odmówiła oddania psa. Był to jej jedyny przyjaciel. Teraz sama zgłosiła się do Fundacji, żeby Gucio nie wylądował w azylu. Twierdziła, że pies jest wyjątkowo przyjaźnie nastawiony do ludzi i zwierząt i lubi dzieci. Ogłosiłam psa na wielu stronach adopcyjnych. Minął ponad miesiąc i... nikt nie zadzwonil. I dobrze, bo pies w tej chwili nie nadaje sie do adopcji. Nie wiadomo, czy wogóle znajdzie dom. To pies uciekinier, wiejski, pospolity, łańcuchowy kundel, nie znający podstawowych komend. W dodatku dość zaniedbany. Dziś przywiozłam go z Jaworzna do Krakowa. Nie miałam sumienia go tam zostawić. Babcia popłakała się z żalu i radości, że zabieram Gucia. Na drogę wyposażyła mnie w worek chrupek, kurze nózki i korpusy. Ale on niczego nie tknął. Trzasł się jak galareta. Zamknęłam go w chwilowo wolnym kojcu. Jak ochłonął po podróży skupił się wyłącznie na skakaniu po siatce. Jest w tym dobry, powiem świetny. Jeszcze czegoś takiego w życiu nie widziałam. Wkładał łapy w oczka siatki i właził na górę jak kot. Na szczęście kojec od góry jest zabezpieczony. To nieduży pies, taki do kolana, ok 25 kg Jutro chcę go wykąpać, bo po drodze mi uciekł i wytarzał się w krowim łajnie. W przyszłym tygodniu go wykastruję. Ale co zrobić z tymi ucieczkami, nie mam pomysłu. [IMG]http://images48.fotosik.pl/221/8fc96f1aae7ed6aamed.jpg[/IMG] [IMG]http://images41.fotosik.pl/217/7b357faea6572be2med.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/217/5ba706fdfd9bb39bmed.jpg[/IMG]
  16. Dziś przywozłam Gucia do Krakowa. Pies jest bardzo łagodny ale chudy i zaniedbany. Po drodze wywinął mi się z szelek i uciekł. Nie dał się złapać. Ganiałam za nim pół godziny i w końcu dałam spokój. Na szczęście pogonił po wsi i wrócił, a wtedy bez problemu założyłam mu obroże. Po drodze wytarzał się jeszcze w krowim gównie. To pies uciekinier. Zamknęłam go w kojcu, chwilowo wolnym. Spinał się po siatce jak kot, na szczęście kojec jest przykryty z góry. Jutro go wykąpię, a w przyszłym tygodniu chce go wykastrować. Jak ktoś ma jakieś doświadczenie w oduczaniu psa od ucieczek będę wdzięczna za pomoc. Jego szanse na adopcje są zerowe [IMG]http://images48.fotosik.pl/221/8fc96f1aae7ed6aamed.jpg[/IMG] [IMG]http://images41.fotosik.pl/217/7b357faea6572be2med.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/217/5ba706fdfd9bb39bmed.jpg[/IMG]
  17. Mój Misiek zjadł dywan. I skończyło się operacją. Jelita trzeba było ciąć w kilku miejscach, a w srodku była masakra. Kawałki dywanu okręciły sie wokół kosmków jelitowych i je powyrywały. Pies ledwo uszedł z życiem. A drugi pies zeżarł prześcieradło na którym ten pierwszy po operacji leżał. Pojawiło się w kupie dopiero po trzech tygodniach. Ja bym z tym zżeraniem uważała.
  18. W piatek zawiozłam Tosię do Marty na dwa tygodnie. Marta ma ją nauczyć podstawowych rzeczy i ocenić jej charakter. Po dwóch tygodniach Tosia wróci do domu, a Marta jeszcze przez pewien czas będzie przyjeżdżać. Marta umieściła Tosię w tym samym kojcu co siedziała kiedyś Mona. Oby tym razem wszystko się dobrze skonczyło. Trochę sie martwię jak ona to psychicznie zniesie. Jeszcze dobrze nie ochłonęła po tym Olkuszu i po poprzednich właścicielach, a tu kolejny stres. Martwię sie jeszcze z jednego powodu. Tosia jest potwornie chuda, po prostu kości powleczone futrzakiem. Ale sierść ma ładną a apetyt wręcz doskonały. Nie wiem czy była taka chuda od początku, czy schudła u mnie. Wydawało mi się, że była gruba, ale to pewnie to futro. O zrobieniu jej teraz jakichkolwiek badań zwłaszcza polegających na pobieraniu krwi nie ma mowy. Po prostu musiałabym ją wciągać do weta na siłę, bo sama nie wejdzie. Z Marta i Tosia będę się widziec prawdopodobnie we wtorek.
  19. Alfik mówi, że sika. ;) Podaje mu no-spa
  20. Ta sasiadka co sie miała Guciem opiekować mieszka naprzeciwko. Taki mały domek z ogródkiem. Numer 44 lub 46. Przecież gdyby był chętny na Gucia to musi byc ktoś upowazniony kto go wyda.
  21. Jak ja go mam uśpić? Przeciez on jest pełen zycia. Rano przywiozłam go do Krakowa. Śmiac mi się chciało bo siedział w samochodzie wyprostowany jak struna i rozglądał się cała drogę z wyjątkowa uwagą. Doszłam do wniosku, że nie będe robić żadnego usg pecherza. Bo jeżeli w nim coś jest, jakiś nowotwór, to pomóc mu się juz nie da, a to badanie będzie miało na celu tylko zaspokojenie ciekawości. Wolę wydac pieniądze na jakieś leki regenerujące watrobe i kręgosłup, bo to mu może faktycznie pomóc. Na razie wszystko jest ok. Najważniejsze że sika. Nigdy nie myślałam, że będe cieszyć się z tego, że pies sika.
  22. Lunarmermaid mam prośbę. Czy mogłabys podejśc do tej sasiadki, co karmi Gucia podczas nieobecności Pani Hani i spytać jak długo będzie sie nim opiekowac i czy by go na zime nie wzięła do siebie. Z tego co pamiętam Pani Hania miała iśc 07.10. do szpitala, to pewnie jej nie ma. Pewno już nie wróci, tylko pojedzie do córki do Krakowa. zwłaszcza na taka pogodę. Allegro Gucia wygasło wczoraj. Wyczytałam że 300 osób weszło na stronę i był jeden obserwator. Co z tego nikt nie zadzwonił. Martwię sie jak ten pies przetrwa zimę i czy on wogóle ma co jeść. Może w międzyczasie go odwieźli do azylu. Co sie stało w końcu z ta suczką, która facet chciał wyrzucić, bo watek sie urwał.
  23. Jestem. Zrobiłam badanie krwi i rtg płuc i brzucha. Alf ma lekką anemie, zrąbaną wątrobę ( prawdopodobnie wskutek podawania tych leków na tarczyce - to już moje zdanie), jakis tam składnik wyszedł o 100 % wyższy. Nerki w porządku. Na prześwietleniu wyszło że płuca w porządku, kręgosłup zrąbany tak, że nie wiadomo jakim cudem on jeszcze chodzi ( stąd to zarzucanie zadem i powłóczenie nogami), a całą jamę brzuszną zajmował olbrzymi, zdeformowany pęcherz, wypełnony moczem. Jak lekarzowi powiedziałam, że on nie sika, to zaczął go cewnikować. Założył dwa cewniki cieńszy i grubszy. Zadnym z nich nie polała sie ani kropelka moczu. Padła sugestia, że pęcherz nie jest wypełniony moczem tylko jakąś masą np nowotworową. Mam to jutro sprawdzić na usg. Ponadto lekarz powiedział, że on może nie sikać dlatego, że zdegenerowały sie nerwy, które idą od kręgosłupa, wskutek tych zwyrodnień. Ta krew lejąca się z odbytu to nic takiego, po prostu zapalenie gruczołów przyodbytniczych. Pies jest do uśpienia. Lekarz powiedział, że jak nie zacznie sikać, to w ciągu jednej doby przeniesie sie na tamten świat i żeby mu skrócić męki. Pół godziny myślałam co zrobić. I przywiozłam Alfa spowrotem do domu, a on przed przychodnią sie wysikał. Lekarz na podstawie stanu kręgosłupa ocenił go na 14 lat. Jedno jest pewne. Dni Alfa są policzone. A on jak na złość lekarzowi wraca do życia. Zjadł obiad, połaził po podwórku, obsikał wszystkie drzewka jak gdyby nic, a nawet w pewnym momencie rozszczekał się jak oszalały. A teraz śpi. Ma mieć ciepło, bo grozi mu niedowład kończyn, więc przykryłam go kocykiem. Ale on teraz nie chce leżec pod kocykiem.
  24. Niestety nie jestem dobrej myśli. Alfowi zaczęła kapać krew z odbytu. :placz::placz::placz: Stał w kuchni koło mnie a tu kap, kap na podłogę żywoczerwona krew. Juz wcześniej zauważyłam, że on się liże w okolicach odbytu, ale w kupie krwi nigdy nie było. Nie chcę byc fałszywym prorokiem, ale wiem co mi lekarz powie. Że to nowotwór i żeby go uśpić. :shake: Wiem, że babeszjoza nie jest zaraźliwa. Napisałam tak dlatego, że kleszcze równo wszystkie psy gryzą, więc jakby były nosicielami, to wszystkie psy miałyby tę chorobę, a nie tylko Alf. Ale dla pewności zrobie oczywiście badania. Alf ładnie zjadł obiad i śpi.
×
×
  • Create New...