-
Posts
519 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Bączek
-
[quote name='Pinesk@']W moim domu zawsze odkąd pamiętam i z opowieści mojej mamy zawsze przewijały sie różne zwierzęta, w tym psy. Pierwszym psem, którego pamietam do dziś, z którym jak byłam mała przebywałam cały czas, spałam pod stołem, leżałam na podłodze, tuliłam się a nawet próbowałam wypijac mu wodę z miski ( :D ) był rozczochrany kundelek średniej wielkosci, wielki miastowy włóczykij Czarek (już dawno za TM..) Przez nasz dom przewineło się naprawdę dużo psów, owczarkowate burki Misiu i Szarik (TM), szpicowaty Piniu (TM), kundelka Nuka (TM), pinczerka Majka, owczarek Roki, z powodu agresji i pogryzienia dziecka został oddany poprzedniemu właścicielowi, ONek Cezar znaleziony jako szczeniak z guzem na głowie (TM), Cywil- piękny owczarek długowłosy, który został nam skradziony, jamniczka Kama, kundelek Fenek (TM) i nasze ostatnie pociechy czyli znaleziona w lesie mix belga Kora (już niestety za TM) , otrzymana od znajomych z założenia niufka, z której wyrósł pseudolabek Saba (też za TM), malutka kundelka znaleziona w Wielkanoc szczenna na mrozie koczująca nad rzeką, i stareńki Dorianek adoptowany ze schroniska. I moja największa miłość, MÓJ pierwszy, naprawdę tylko mój pies.. :) A było ta tak ;) W 2008 roku, bodajże we wrześniu zaczęłam przygodę z wolontariatem w schronisku dla bezdomnych zwierząt. Wiedziałam, ze mam już 3 psy w domu i żadnego innego nie mogę sprowadzić. Nie szukałam wcale psa, naprawdę żadnego. Tym bardziej, ze rodzice byli stanowczo na NIE. Ale czasami los sam podejmuje za nas decyzje.. Pani pracownik przyprowadziła mi psa, z którym miałam pierwszy raz wyjsć na spacer: małą, ruchliwą, wesołą i rozradowaną czarną podpalaną paskudkę z pół łysymi łapkami. Opusciłyśmy bramy schroniska i nie wracałyśmy przez najbliższą godzinę. Szalona, rozbrykana indywidualistka. Polubiłyśmy się. Dowiedziałam się, ze mała choruje- nużyca, gronkowiec. A potem co tydzień przyjeżdżałam do schroniska i z każdym tygodniem coraz bardziej ten mały śmierdzielek wkradał sie w moje serce. Na spacerach była niesamowicie posłuszna, wracała na każde zawołanie, bez problemu mogłam ją puszczać luzem i pozwalać się bawić z innymi psami. 'Nie, nie, nie. Nawet o tym nie myśl, żadnych psów' mówił rozum a serce odgrywało swoje serenady.. ;) W koncu stwierdziłam, że zaczne jej szukać domu bo sama jej zabrać nie mogę a tak jej pomogę. Napisałam tekst, miałam zdjecia, filmy. "Akceptuj ogłoszenie". Nie mogłam. Zdałam sobie sprawę, ze nie dam rady jej ogłaszać bo.. ona jest już MOJA albo inaczej- ja jestem już jej. Zaczęło się przekonywanie rodziców.. Pokazywałam zdjęcia, filmy, opowiadałam. Myślałam, ze to nic nie da. 4 pies? Nie mam pojęcia, do dzis się zastanawiam JAKIM CUDEM się udało. Czasem zaczynam wierzyc w przeznaczenie ;) W połowie grudnia była już u nas :) Pamietam to oczekiwanie, żeby tylko mi jej nikt nie zabrał ze schroniska, rezerwacja i oczekiwanie aż mama bedzie miałą wolne i pojedzie podpisać ze mną umowę. Do samego schroniska miałyśmy około 70 km, czekała nas trasa PKP i przesiadki ale było absolutnie warto :) Po tygodniu pobytu niestety zaczęły się problemy skórne, dość poważne. Leczenie pochłonęło wiecej funduszy niż wynosiłoby zakupienie dobrego rodowodowego psa. Jedno wiem na pewno- w życiu nie zamieniłabym mojej ukochanej ucieszonej paskudki na nawet 40 rodowodowców :) Pies kocha mocno a pies ze schroniska podwójnie :) W tym roku miną dokładnie 3 lata jak Mange jest ze mną :)[/QUOTE] Ja chcęęęęę zdjęcia !
-
Żeby było mało koleżanka jescze mnie wzięła na litość i w jesieni 2009 przywiozłam dzikuska z działek. [IMG]http://images40.fotosik.pl/1241/5cc6cf734f5db160med.jpg[/IMG] Powtarzając sobie cały czas, że nie chcę już więcej zwierząt i czując wyrzuty sumienia, że nie pomogłam w ewakuacji schroniska krakowskiego po powodzi w 2010r wzięłam do siebie Pyzę [IMG]http://images38.fotosik.pl/1239/4e998f99169e6bf3med.jpg[/IMG] Była przywiązana do słupa w Krakowie i zostawiona sama na pastwę losu. Jest malutka i nakolankowa ale gryzie po rękach i nienawidzi dzieci. No i śpi pod kołdrą. Ostatni raz postradałam zmysły w 2011 i wzięłam Miszę. Wypatrzyłam go na allegro. Mam słabość do takich psów. Nie zdążyłam jeszcze pomyśleć, a już Misza był mój. [IMG]http://images38.fotosik.pl/1239/50fbbded83bc0dccmed.jpg[/IMG] Gdy wydawało się, że to już koniec w wakacje znalazłam na stacji benzynowej kociaka. Ktoś porzucił zabawkę przez wyjazdem. Później zrozumiałam dlaczego. Kotek strasznie gryzł i drapał nie nadawał się na zabawkę dla dzieci. Po drodze były jeszcze inne psy, ale to opowiadanie na inną historię, bo nie ma ich już wśród nas. Kosztowne to hobby, kupa kasy idzie. Czasami zastanawiam się po co mi te psy. Pojechałabym sobie na Wyspy Kanaryjskie, zjadłabym kawior. Kupiłabym brykę ful wypas, a nie jeździła seicento. Dokończyła w końcu budowę chałupy. A potem biorę kolejnego psa. Zawsze ma to być ten ostatni.
-
W 2004r wzięłam jeszcze od znajomych koteczka do kompletu (zdjęcie w awatarze). I tak zostało do 2008r. W 2008r już mieszkając w nowym domu pod Krakowem wypatrzyłam w internecie Miśka. Dwa psy wydawały mi się za mało. [IMG]http://images39.fotosik.pl/1196/bf0c2311c0657b88med.jpg[/IMG] To tym zdjęciem się zachwyciłam. Pies była w hotelu wyciągnięty przez wolontariuszki ze schroniska w którym psy nad nim się znęcały. Kilka razy wracał z adopcji, bo niszczył. Jest z nami do dziś. Już nie niszczy i nie zżera wszystkiego, bo mu tylne nogi wysiadają i nie może się spinać. Ale przez te trzy lata zjadł kilogramy papieru toaletowego, szmat, myjek. Dywan trzeba było mu wyciągać z jelit operacyjnie. Ledwie przeżył. Dziś to starszy głuchy Pan-pies. Uroczy. uśmiechnięty, radosny. W 2008 r pojechałam jeszcze do Tych i przywiozłam 10-letniego Alfika do kompletu. Chorego na wszystkie choroby świata, z którymi fachowcy do dnia dzisiejszego sobie nie poradzili. [IMG]http://images46.fotosik.pl/1206/751eabfe0e77dd04.jpg[/IMG] W listopadzie 2008 r jadąc przez wieś w nocy zauważyłyśmy na ulicy maleńkiego koteczka. Córka wysiadła i go złapała chroniąc tym samym przez śmiercią pod kołami samochodu. Koteczka okazała sie " main coonem", miała pchły i świerzb w uszach. [IMG]http://images40.fotosik.pl/1241/4e4d9d34d39eadd7med.jpg[/IMG] Dziś śpi z nami w łóżku. Uwielbia spać pod kołdrą. Ostrzy sobie pazury na framugach nowych okien. Wszędzie wiszą dzwonki. Ja już naprawdę nie chciałam mieć więcej zwierząt. W domu zaczynało brakować miejsca. W 2009 wypatrzyłam na internecie Gucia. To był jeden ze szczeniaków po Sarunii wyadoptowanych przeze mnie w 2003r. Miał duże szanse na azyl bo pospolity i uciekinier. Przywiozłam go we Wszystkich Świętych z zamiarem szukania mu domu. Zakochałam się w nim w ciągu tygodnia. [IMG]http://images49.fotosik.pl/1203/123a61e51b03a095med.jpg[/IMG]
-
Moja historia jest dość przydługawa bo jestem opiekunką 7 psów i 4 kotów. Ale postaram się streszczać. W 1998r po śmierci poprzedniego psa, będąc dumną posiadaczką bobasa, zatęskniłam za kolejnym psem. Wybór padł na sukę leonbergera ( bo łagodna do dziecka) z legalnej hodowli. Niestety Misia nie chciała dotrzymać kroku mojej dorastającej córce. Więc w 2001 pojechałam do azylu i spośród 4 biało-czarnych szczeniąt wybrałam Sarunie. [IMG]http://images38.fotosik.pl/1239/fcecd44000977256med.jpg[/IMG] Zostały znalezione przez kogoś na dworcu kolejowym w kartonowym pudełku i zawiezione do schroniska. Sarunia ma dziś 10 lat. W 2003 r. wybraliśmy się na długi weekend. Psy zostały pod opieką starszej Pani poleconej przez TOZ. Pech chciał, że Sarunia dostała cieczki. Cieczka ku mojej radości szybko się jej skończyła, ale brzuch jej zaczął dziwnie rosnąć. Zjadała koniki polne i owoce, pomimo, że kiedyś ich nie cierpiała. Weterynarz zawyrokował "ciąża urojona" Sarunia zaczęła rodzić z soboty na niedzielę 25.08.2003r. Przyszły na świat 4 łaciate kluski. Nie potrafiłam ich uśpić. Po perypetiach został Jogi [IMG]http://images43.fotosik.pl/1250/c8d96c30e24f88dcmed.jpg[/IMG] Trzy psy w centrum Krakowa. Masakra. W 2005r Misia-Leonberger zmarła na raka przełyku. Zostały dwa.
-
[quote name='hell_angel']Dzwoniłam do Pani Joli Sołek poleconej mi przez kachul... Będzie mogła się z nami spotkać w przyszłym tygodniu... Jedno spotkanie to 50zł, a wiadomo- na jednym się nie skończy... :shake: I znowu problem z pieniędzmi... Nie wiem skąd je wytrzaśniemy, ale coś mi każe spróbować... Są chętni na Buzziego, ale miałby mieszkać sam na działce... Nie jest to najlepsza perspektywa... Nie wiem co robić...[/QUOTE] Mieszkać sam na działce to znaczy jeść raz na trzy dni, albo jak sobie ludzie przypomną, że mają psa. Mieszkać sam na działce to perspektywa kojca jak się pańciostwo wprowadzą. Nie skazuj go na taki los, może ktoś się jeszcze trafi, a może nie będzie potrzeba.
-
[quote name='hell_angel']Obserwuję go cały czas. Wszyscy ostrzegają mnie, że takie psy bardzo zmieniają się w środowisku domowym. Cały czas mam oczy dookoła głowy i biorę poprawkę na to, że jego zachowanie może zaskoczyć. Póki co, nie wykazuje żadnej agresji w stosunku do ludzi dużych i małych (dzieci z osiedla głaszczą go tak nachalnie i nieostrożnie, że jestem przerażona tym jak bardzo są nieuświadomione... a on stoi spokojnie i się przytula). Nic też nie wskazuje na to by miał być na coś chory. Tym co widać na pierwszy rzut oka jest jego kiepska komunikacja z psami. Bawi się w sposób bardzo ofensywny, podgryza, szczeka, prze masą na towarzysza zabawy, czego z reguły psy nie chcą tolerować i wywiązuje się konflikt za konfliktem. Tak właśnie było w niedzielę, kiedy zabrałam go na spacer z zaprzyjaźnioną suką ON-ką. Psica jest bardzo dobrze zsocjalizowana, gdy się zdenerwuje nie gryzie a jedynie ostrzega, uwielbia się bawić, jest żywiołowa i również nieostrożna w zabawie, ale i ona szybko miała Buzziego dość... :( Był zbyt natarczywy, a gdy sunia dawała mu do zrozumienia, że przesadza puszczały mu nerwy i gdyby nie kaganiec, gryzłby na poważnie:shake: Takich kłótni było w ciągu trzech godzin około dziesięciu... Chwilami miałyśmy już dość, bałam się że w końcu zrobią sobie krzywdę, ale cierpliwość i trzeźwe myślenie dały rezultat. Psy ustawiały się, nie były rozdzielane a jedynie rozpraszane oddalaniem się człowieka. Biegnąc do przodu, zmuszałyśmy je do zakończenia sprzeczki i dogonienia nas... I tak w kółko. Chwilę im zajmowało przemyślenie, że może jednak warto byłoby pójść za panią, ale szły i przestawały toczyć pianę :) Pomiędzy sprzeczkami, szły grzecznie obok siebie. Im bliżej końca spaceru, tym kłótni było mniej... Zakończyłyśmy spacer z przemyśleniem, że Buzzy potrzebuje szkoły psiego języka... Psy podobne do niego wielkością ale zrównoważone, muszą nauczyć go jak się z innymi czworonogami dogadać. Wtedy powinno być dobrze... W wolnej chwili wkleję fotki ze spaceru:lol: Domku jak nie było tak nie ma... a my kochamy coraz bardziej:placz: Mama widząc na biurku kolejną partię ogłoszeń, pyta tylko: "dlaczego tak bardzo chcesz się pozbyć tego Bazysia?" Ech... nie chcę! Tak bardzo nie chcę..! :shake: Tylko jak podołać trudnym charakterom obydwu psów..? Po trzech miesiącach z Buzzym spędzonych, jednego jestem pewna: do schroniska go nie oddam... :roll:[/QUOTE] Myślę, że gorzej już nie będzie. Może być tylko lepiej. Przemyśl to jeszcze raz. Masz akceptację mamy a to jest najważniejsze. Gorzej byłoby, gdyby na przykład mama się uparła, żeby się go pozbyć. Psy się pogodzą wcześniej niż później. Może nie tak, żeby się ze sobą bawiły ale przynajmniej będą się tolerować. A swoją drogą przecież Buzzy nie wychowywał się sam. Miał brata do towarzystwa. Więc co się stało, że nie zna psiej etykiety. Może tak jak mój koteczek został zabrany od mamy za wcześnie i ta nie nauczyła go poprawnego zachowania.
-
Joasiu Wzięłam kiedyś taką kaukazopodobną suczkę z Olkusza. Watęk pewno gdzieś jest na Dogo. Okazało się, że jest nieobliczalna, nieprzewidywalna, agresywna nieadekwatnie do sytuacji. Psy nie wychodziły z domu, sikały w środku. W końcu okazało się, że do ludzi też jest agresywna. Nie panowała nad agresją. Oczywiście to nie wyszło na początku. Na początku jak ją wypuściłam do ogrodu, to siedziała w krzakach przez tydzień. Na każde podniesienie ręki do góry reagowała paniczną ucieczką. A potem ja sama zaorientowałam się, że z tym psem coś jest nie tak. Zaczęłam składać do kupy pewne informacje: oberwane ucho, sztylet w oczach. Takiego sztyletu nie widziałam nigdy u żadnego psa. Musisz go obserwować. Niektóre rzeczy wychodzą dopiero po dluższym pobycie w domu. Należy się zastanowić, czy to, że psy go nie akceptują to jest jednorazowy incydent, czy to jakaś prawidłowość. Może on jakoś inaczej pachnie. Może ma jakąś ukrytą chorobę. Może Dżekuś też czuje, że coś jest nie tak. Ja wprowadzałam do stada kolejne psy bez żadnego problemu. Z wyjątkiem kaukazki. A kaukazka miała cukrzycę, przynajmniej wszystko na to wskazywało.
-
[quote name='CHI']Zbójini dopiero teraz trafiłam na Twój temat. No więc podzielę się swoimi doświadczeniami na temat pastucha elektrycznego. 1. Działa na psy futrzaste - testowane na alaskanie znajomych. Sama im to poradziłam, pastuchy stosowałam do koni. Alaskan miał wyrok śmierci bo kłusował... Tylko na początku "uczysz psa pastucha" tzn. grodzisz mniejszą przestrzeń niż 2 ha, ale za to szczelnie (tzn 3-4 taśmy (druty) + jeszcze skosy) tak aby pies się nie przebił... Dopiero jak pies "szanuje pastucha" dajesz taką samą taśmę (druty) na całość... Skuteczność dla alaskana była taka, że jak kiedyś przez zapomnienie poszłam do nich z suką w cieczce to pies wąchał ją przez WYŁĄCZONEGO pastucha... i nie przeszedł. 2. Moje własne psy pojedynczo wprowadzałam na pastucha elektrycznego na bydło i też działa (juz 2-gi rok od "kopnięcia"). Blondyn (bokser) od tego czasu "nie widzi krów", Funia też i przy okazji okazało się, że Funia (bullka) jest bardziej wrażliwa na prąd niż bokser - bo przez 3 dni nie nie chciała tam iść, musiałam ją ciągnąć w tamtą stronę... Zanim mnie zlinczujecie i zaczniecie pouczać jak mam ćwiczyć z psami to wyjaśniam - oba psy są agilitowe (Blondyn LA1, Funia LA0 ze względu na wagę), a "wpuszczając" je w pastucha ratowałam im życie lub zdrowie... Wyjaśniając - tu gdzie wynajmuję mieszkanie mój gospodarz kupił sobie stado krówek rasy highland cattle. Chowane są "na dziko" tylko odgrodzone pastuchem (pojedynczy drut) od reszty rzeczywistości. Oczywiście moje psy koniecznie chciałyby się pobawić z takimi fajnymi futrzakami, tylko mogłoby się skończyć tak, że ja zza ogrodzenia musiałabym patrzeć jak krowy zabijają/kaleczą mojego psa... Jest to zagrożenie o tyle realne, że "krówki" ścigneły już parę osób, w tym gospodarza, jego syna i mnie - a życie uratowały nam drzewa za którymi sie chowaliśmy, dopóki gospodarz nie wyłamał drąga i nie pogonił atakującej krowy... Dlatego wybrałam rozwiązanie z pastuchem i od tego czasu mineło juz 2 lata i mam spokój... psy nie próbują podchodzić do krów. A co do niektórych komentarzy - moje zdanie jest takie, że jeśli pies nauczył się wychodzić z ogrodzenia to należy go do tego zniechęcić (np pastuch) a nie zamykać do w kojcu z zabawkami... Bo to nie rozwiązuje sprawy - jak mu sie uda wyrwać to i tak ucieknie - bo to jest atrakcyjniejsze... Dziki, sarny, zające, czy suki no i jeszcze durni ludzie wołający i karmiący psy zza ogrodzenia - to jest atrakcyjne dla psa - chyba to jest zrozumiałe? a pies nie rozumie, że źle robi jak ucieka. Ucieka bo ma nagrodę właśnie to co powyżej... I nie da się tego przełożyć na zmęczenie pracą czy ćwiczeniami... Ucieczka jest fajna - chyba, że się nie opłaca (=wtedy jest niefajna i nie uciekamy, bo boli...)[/QUOTE] Bogu dzięki, że trafiłam na Twoją informację, bo już miałam pastucha odsprzedać tanio na allegro. Wpis stary, ale może jeszcze jesteś na dogo. Napisz coś więcej o ty pastuchu. Moje nie reagują wogóle, skaczą na siatkę i przyciskają pastucha brzuchem. Dwa razy zmieniałam miejsce położenia izolatorów. Nic nie dało. Jeden pies jest włosiaty, drugi mniej. Oba nie reagują.
-
[FONT=Arial][SIZE=2]Z tym pastuchem jest do d..y. Albo ja mam psy prądoodporne, albo to jest za słabe. Nie wiem. Mnie kopie. Psy nie reagują. Już mi się ryczeć chce. Kolejny weekend zmarnowany i nie ma żadnych efektów. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Wygląda to tak:[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [IMG]http://images41.fotosik.pl/1186/f5b9b1e316b4aec2med.jpg[/IMG] [IMG]http://images50.fotosik.pl/1229/384da3f7bdfa5fc6med.jpg[/IMG] Nie wiem co jest źle, ale chyba nie będę się nad tym zastanawiać. Spróbuję na tych pretach zawiesić siatkę. Może to zadziała.
-
Nie byłam w Przesiece i żałuję, ale nie chciało mi się z Krakowa taki kawał jechać. Ale byłam w Brennie i na Dog Adventure. Czekam z niecierpliwością na kolejne wyprawy, choć wzrok już nie ten i w kościach łamie:lol: Ale może jeszcze dam radę i nie padnę trupem na trasie, bo wstyd. Byli ludzie starsi ode mnie.
-
[quote name='Pies Wolny']Nie zwalaj na mnie bo to nie ładnie. Schematu montażu ja nie robiłem, wysokości płota też nie znam - jak masz takie 'niewychowane' bandziorno to mogę tylko ..... pomiziać Twoje troski. Pomysł z wychylona taśmą do wnętrza na szczycie płota dobry, ale nie do końca, bo trzeba uwzględnić możliwość zwarcia instalacji WN - do czego właśnie doszło za pierwszym razem i z 'kopania' nici, ni ma. W montażu ukł. roboczego trzeba brać pod uwagę rodzaj generatora WN - już pisałem. A co z Miśką i o co chodzi z 'miastem' także chciałbym wiedzieć - chodzi o urząd i decyzję o odebraniu Miśki ?[/QUOTE] To nie Ty. Na Dogomani jest parę wpisów z pastuchem przy róznych wątkach, na forum Molosy i na Muratorze. Sklepy też podają porady. No i tak mnie skołowali, że jak na początku miałam dawać pastuch tylko na górze, to wybrałam wariant doświadczonych.
-
[quote name='Bączek']Dziś po 3 dniach skończyłam montowanie pastucha. Dałam trzy taśmy: nad ziemią, na wysokości 80 cm i na górze siatki. Działa. Sprawdzałam osobiście. [B]Własnie oba psy uciekły.[/B] Jeszcze się nie poddaję. Przemyślałam konstrukcję pastucha i położenie linek. Zostało to zrobione przeze mnie źle, choć zgodnie z sugestiami forumowiczów Dogomanii. Sugerowali oni bowiem, że pies najpierw wącha a potem skacze. Oczywiście wącha taśmę rozpiętą na wysokości nosa. Moje psy nie wąchają tylko od razu skaczą na górę siatki. Taśma rozpięta na górze im nie przeszkadzała, bo przycisnęły ją brzuchem. Wg nowej konstrukcji taśma ma iść gęsto górą, a słupki mają być dodatkowo zagięta do środka pod kątem 45 stopni. Pies jak skoczy łapami na górę nadzieje się głową i nosem na taśmy pod napięciem. Mama nadzieję że to pomoże. Najgorsze, że zima idzie. Mam nadzieję że wrócą całe i zdrowe.[/QUOTE] Psy właśnie wróciły. Chyba nie muszę pisać jak wyglądają. Gucio dodatkowo ma rozwalony pysk. Dobrze, że wróciły.
-
Ta dyskusja, kolejna zresztą na tym forum jest jak dyskusja o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świetami Bożego Narodzenia. Przerażające w tym wszystkim jest to, że niektórzy poziom kultury drugiego człowieka oceniają po tym, czy zbiera kupy czy nie. No to jestem cham.
-
Dziś po 3 dniach skończyłam montowanie pastucha. Dałam trzy taśmy: nad ziemią, na wysokości 80 cm i na górze siatki. Działa. Sprawdzałam osobiście. [B]Własnie oba psy uciekły.[/B] Jeszcze się nie poddaję. Przemyślałam konstrukcję pastucha i położenie linek. Zostało to zrobione przeze mnie źle, choć zgodnie z sugestiami forumowiczów Dogomanii. Sugerowali oni bowiem, że pies najpierw wącha a potem skacze. Oczywiście wącha taśmę rozpiętą na wysokości nosa. Moje psy nie wąchają tylko od razu skaczą na górę siatki. Taśma rozpięta na górze im nie przeszkadzała, bo przycisnęły ją brzuchem. Wg nowej konstrukcji taśma ma iść gęsto górą, a słupki mają być dodatkowo zagięta do środka pod kątem 45 stopni. Pies jak skoczy łapami na górę nadzieje się głową i nosem na taśmy pod napięciem. Mama nadzieję że to pomoże. Najgorsze, że zima idzie. Mam nadzieję że wrócą całe i zdrowe.
-
Pozwoliłam sobie skopiować felieto pani Doroty Sumińskiej zawart w czasopiśmie Pies. Nic dodać nic ująć. [B]Prawa psów[/B] [B]Dorota Sumińska[/B] [B]21-04-2009[/B] [B][URL="http://www.psy.pl/archiwum-miesiecznika/go:91/"][COLOR=#7b674e]Mój Pies: 5/2009 (212)[/COLOR][/URL][/B] [B]strona: 74[/B] [B]Chętnie sprzątałabym po psie, gdyby nie brakowało koszy. Ale jak mam iść na wiosenny spacer z elegancką torebką i drugą, pełną odchodów?[/B] Wstyd się przyznać, ale polskim problemem narodowym stają się kupy miejskich psów. Wracają jak śmierdzący bumerang każdej wiosny. Co gorsza, każdej wiosny większy. Liczba miejskich psów rośnie, bo i dwunożnych mieszkańców miast przybywa. Wiosną śniegi topnieją. Trawy jeszcze brak, a psie kupy, świetnie zakonserwowane przez zimę pod śniegową pierzynką, wiosną wydostają się na światło dzienne. Miejskie trawniki zaścielone tym zdecydowanie nie perskim dywanem wyglądają obrzydliwie. Co pewien czas ktoś wpada na pomysł, aby zmusić właścicieli psów do zbierania ich odchodów. Dobrze, ale co potem? Nawet jeśli opiekun czworonoga zaopatrzy się w sprzęt do sprzątania, to przecież tego, co zebrał, do kieszeni nie schowa. Ma wrzucić do kosza na śmieci? Tylko tego brakuje. Psie odchody zawinięte w foliową torebkę, podgrzane promieniami wiosennego słoneczka? Chyba lepiej, że zostaną na trawniku... Dopóki nie będzie odpowiedniej liczby pojemników na tego rodzaju odpadki, nie można wymagać od ludzi, aby sprzątali, bo efekt może być fatalny. Poza tym w krajach cywilizowanych już dawno się tego nie wymaga. Robią to pracownicy służb oczyszczania miasta za pomocą specjalnie w tym celu skonstruowanych odkurzaczy, a raczej odkupiaczy. Zebrane „żniwo” poddaje się utylizacji. Może to być utylizacja termiczna, w której efekcie uzyskamy nawóz do wykorzystania na miejskich trawnikach. Proste i wygodne. Ale cóż, my wolimy nosić psią kupę w kieszeni albo ślizgać się na niej... Polski pies miejski jest w ogóle w bardzo kiepskiej sytuacji. Musi chodzić na smyczy i w kagańcu. Coraz mniej jest miejsc, gdzie mógłby pobiegać, a na dodatek lepiej by było, gdyby się nie wypróżniał. Smutne. A przecież tak być nie musi. Kiedyś często odwiedzałam Londyn. Mieszkałam blisko Hyde Parku. Najbardziej znany park na świecie otwierał podwoje przed każdym, bez względu na gatunek. Psy biegały bez smyczy, bez kagańca. Ludzie spacerowali, leżeli na trawie. Nikt się nie gryzł i o dziwo trudno było tam wdepnąć w psią kupę. Dlaczego? Przecież przynajmniej na pierwszy rzut oka Anglicy nie różnią się od nas, a ich psy – tak jak nasze – biegają na czterech łapach. Widać jednak nie różnimy się tylko pozornie, bo tam pies to jest ktoś. Tam za skarcenie psa na ulicy płaci się mandat. U nas jest inaczej. Mandat dostaje starsza pani, której wiekowy jamniczek spaceruje bez kagańca. To nic, że piesek nie ma ani jednego zęba i ledwo człapie. Bez kagańca! To jest ważne, bo za to można wlepić mandat – takie jest prawo. Nie pozostaje nic innego, tylko trzeba prawo zmienić. Wtedy zniknie również problem psich kup. I może znajdą się środki na zakup tego, co miastu jest naprawdę potrzebne. Są już w Polsce pierwsze jaskółki czystości – odkurzacze do odchodów. Tyle że jak mówi przysłowie: jedna jaskółka wiosny nie czyni. A szkoda, bo wiosna tuż-tuż i będzie znowu utytłana w… Dorota Sumińska
-
[quote name='ANETTTA']mój ani po siadce ani po niczym nie próbuje łazic ma chore łapy ....ale skakać potrafi i nie jednego postraszył za płotem jak chybnął kilka osób mnie opierdz....a potem przywykli nie ma opcji aby ten płot zaledwie 1.30 -1.40 pokonał sam nigdy nie zostaje na podwórku pod nasza nieobecność !!!!!!!!![/QUOTE] Z Miszą nie mam na razie takich problemów, ale Gucio jak wyskoczy za siatkę, to łapie wszystkich przechodzących za spodnie. Już mi matka jednego z chłopców jeżdżących na kładach kazała pokazać szczepienie na wściekliznę po tym jak Gucio chciał chłopakowi spodnie z tyłka zdjąć. Żeby tylko takie instynkty w Miszy się nie obudziły.
-
OFIARY SCHRONISKA ! ! ! Żywe trupy błagają o PILNE WSPARCIE ! ! !
Bączek replied to hanek's topic in Już w nowym domu
Nowy biznes Pana Pałki [URL]http://www.gazetakrakowska.pl/malzach/olkusz/468076,olewin-za-plotem-ma-powstac-schronisko-dla-psiakow,id,t.html[/URL] -
[quote name='marsi66']U nas dla dwóch dużych psów sprawdziła się siatka podwójna tzn. zewnętrzna jest 1,5m natomiast wewnętrzna ok 80 cm.Między nimi przerwa ok.20 cm. Nie jest to wygodne do wdrapywania się i nie można rozplątać dwóch warstw w krótkim czasie.Zrobienie podkopu pod podwójną warstwą siatek też trwa znacznie dłużej.Psy zamykam przymusowo w domu tylko podczas naszej nieobecności.Powodzenia[/QUOTE] Czy druga siatka jest na własnych słupkach, czy masz jakiś patent na osadzenie jej na istniejących? Gucio to pies akrobata a Miszy też nic nie brakuje i szybko się uczy.
-
[quote name='jotka']Miśka wychodzi górą, bo ma jak. Tam w rogu jest taka górka wszystkiego niepotrzebnego i po tej górce Miśka wyłazi. Potem tylko mały skok w dół i już wolność! Do 15 pan ma górkę wysprzątać, siatkę naprawić, miejsce pod budę przygotować. Wtedy Miśkę będzie mógł z łańcucha spuścić. Dzisiaj dzwonił do mnie żeby sprawdzić czy to mój numer, więc chyba się przejął. Buda dwuspadowa stanie przy ganku, żeby Miśka miała wybór.Ta poprzednia stoi z boku i podejrzewam, że się nie nadawała z punktu widzenia Miśki do sprawowania kontroli nad otoczeniem. Mam nadzieję,że nowa buda się jej spodoba, a teściowa Ihabe nie będzie miała nic przeciwko temu,że tuż przy płocie. Na dwuspadowej budzie Miśka nie usiądzie,więc raczej przez płot nie przelezie. Co do karmy, to uważam, że właściciel sobie radzi wystarczająco dobrze i nie ma powodu go ubezwłasnowolniać w tej kwestii. Naprawdę jest dużo psów w znacznie gorszej sytuacji. Jeśli chodzi o wizytę u weta, to musi być wcześniej przygotowana.Miśka w poczekalni nie poczeka. Jak się ją przyśpi do USG to dredy się powycina. I myślę, że na tym sprawę Miśki należy zakończyć. Jej krzywda się nie dzieje niezależnie od tego jak to z zewnątrz wygląda. Oczywiście trzeba patrzeć jak ma się właściciel.[/QUOTE] Święte słowa :lol: