Jump to content
Dogomania

Bączek

Members
  • Posts

    519
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Bączek

  1. Dzików ci u nas pod dostatkiem. Najfajniej jest jak się spotka lochę z młodymi. Locha zamienia się w kamikadze, a do niej z radościa dołaczają sie pozostałe osobniki ze stada. Psu grozi rozerwanie na strzępy i to nie są żarty. A dziki nie żyją tylko w lesie. Przede wszystkim żyją na polach uprawnych, które porastająć głogiem, dziką różą i tarniną zamieniały się w zarośla niedostępne dla człowieka. Więc jedyne czego psiarze powinni się bać to oprócz oczywiście mysliwych, leśników, zbączeńców i lwów dziki. Dobrze, że chociaż boja się człowieka. Należy więc wrzeszczeć i machać rękami a potem brać nogi za pas.
  2. Dzików ci u nas pod dostatkiem. Najfajniej jak sie spotka lochę z młodymi. Locha w obronie młodych zamienia sie w kamikadze, a pozostałe osobniki ze stada przyłaczają się do niej . Psu grozi rozerwanie na strzępy i to nie sa żarty. Więc jedyne czego psiarze powinni unikać, oprócz myśliwych, leśników, zbączeńców i lwów to dziki. A one nie żyją w lesie. One żyją w polach wśród zarośli dzikiej róży, głogu i tarniny. Takie zarośla są niedostępne dla człowieka, a porastają spore obszary, po tym jak pola uprawne zamieniły sie w odłogi. Jedyne czego sie jeszcze troche boją to człowiek, należy wrzeszczeć jak najgłośniej i machać rękami. A potem brać nogi za pas.
  3. Grażynko, czy coś wiadomo w sprawie schroniskowych losów Alfika. Z weterynarzem się dziś nie spotkałam, bo znów go nie było. Po pierwszym wezmę Alfa do weterynarza do Krakowa. Mam wrazenie, że trochę z nim lepiej, choc dalej zasypia na stojąco. Co to jest, nigdy czegoś takiego nie widziałam. Próbowałam nawet zadzwonić do Doroty Sumińskiej, ona ma w sobotę w radiowej jedynce taki program "Cztery Łapy" w którym odpowiada na pytania ale tam nie sposób się dodzwonić. Ale będę jeszcze próbować. Bo jeżeli nie jest to strach przed atakiem psów, to musi go cos boleć i dlatego nie chce sie położyć, choć pada ze zmęczenia. Az mnie przerażenie ogarnia, bo mi się przypomina mój pies, którego uśpiłam w 2006r, po tym jak umierał na raka na moich oczach kilka miesięcy i nikt nie potrafił mu pomóc. Przecież los nie może byc tak złośliwy, żeby mi się to przytrafiło po raz kolejny i to w tak krótkim odstępie czasu.
  4. Na DZIAŁKI!!!!. Olek Bój sie Boga. A uprawy, a biedni działkowcy, serca nie masz. Reasumując: Pies to jest największy szkodnik. Niszczy uprawy działkowcom i goni koty - na działki nie wolno, goni sarenki - do lasu i na łaki nie wolno, straszy dzieci - do parku nie wolno, robi kupy - po mieście nie wolno. Brzmi zachęcająco.
  5. Wychodzą z niego różne talenty. W kradzieży żarcia jest doskonały. Taki niby aniołek, nic go nie interesuje, a wystarczy odwrócić sie plecami a już jest na szafce czy stole. Kolejny talent, ale nie powód do radości ,to talent do włóczęgi. Puszczam go eksperymentalnie na krótko z 15 m linką. Idzie wtedy przed siebie, głuchnie na wołanie. Muszę się mocno nabiegać, żeby go dopaść. A ponieważ ciągnie jak koń pociągowy to mi się tęskni , żeby wreszcie chodzic bez smyczy. Ale wszystko wskazuje, że to nie nastąpi prędko. A poza tym to radosny, ruchliwy, hałaśliwy pies. Ale akurat szczekać to może do woli.
  6. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że za parę lat do lasu wogóle nie wejdziemy, bo wszędzie, na wzór cywilizowanych krajów pojawią się tabliczki z napisem "TEREN PRYWATNY, OBCYM WSTĘP WZBRONIONY". Więc ciesz sie Olek naturą póki możesz.
  7. Wiesz Fruziu, chyba z Jenny się nie spotkacie, bo ona idzie uczyć instynktu samozachowawczego zające i kuropatwy, a nie sarenki. Nie wie biedna, że nie spotka żadnego zająca, bo wskutek podawania lisom szczepionki na wściekliznę, te tak się rozmnożyły, że wymordowały większość zajączków. Wielka jest wasza wiedza, bo zdobyta przed ekranem telewizora, a nie wśród natury.
  8. Olek, gratuluję zdrowego rozsądku. Gdybym nie chodziła po lesie i nie zbierała wnyków, pewno nie jedna sarenka straciłaby życie. Sarenki lubię, choć czasami jestem wściekła jak znajduję kolejne drzewko obdarte z kory. Sarna oprócz tego, że jest ślicznym zwierzątkiem, wobec braku naturalnych wrogów jest też szkodnikiem. Samce ścierając sobie scypuł z poroża, obdzierając drzewka z kory, które obumierają. Nie uchowa się żadna nie ogrodzona plantacja. Sam fakt, że dzikie zwierzęta podchodzą pod dom, nie boją się psów świadczy o tym, że jest ich za dużo. Niestety ingerencja człowieka w środowisko spowodowała zaburzenia w ekosystemie. Niech więc sarenka ucieka przed psem, bo zupełnie umrze w niej instynkt samozachowawczy. A jak się to dla niej skończy to można przewidzieć.
  9. Psy kłusujące po lasach są i owszem, ale ja widziałam więcej myśliwych niż kłusujących psów. Widziałam zdechłą sarnę postrzelona przez mysliwego, której ciało rozkładało się całe lato, bo myśliwemu nie chciało się jej nawet poszukać. Nie widziałam natomiast sarny zagryzionej przez psa, choć wiem, że takie przypadki się zdarzają. Ile takich przypadków mogło się zdarzyć w skali roku, sto, dwieście? A ile saren dzików, lisów zabili w skali roku myśliwi i samochody. Co innego jest ciemnota, co innego zamierzone działanie, a co innego zabijanie dla przyjemności. I nie wyobrażam sobie, żeby nieszkolony w tym zakresie pies, tłusty niewybiegany pies miastowy dogonił jakąs sarnę. Widziałam także wnyki. Dwukrotnie moje psy w nie właziły. Nieuświadomionym wyjaśniam, że to jest drut z pętlą zawieszony na ścieżce, którą chodzą zwierzęta. Sarna wkład w to głowę, pętla zaciska jej się na szyi i ją dusi na żywca. Zwierzę ginie w męczarniach. Tu jest pole do popisu dla myśliwych. Dziwnym trafem takie przypadki pozostają bez reakcji. To oni powinni dbać o dobro zwierząt, bo oprócz zabijania to właśnie w statucie mają. Ale to dbanie nie powinno polegac na szczelaniu do bezbronnych psow, choćby pies nawet puścił sie za sarną. A zresztą jest taki temat na Dogomani. Więc jeżeli dbanie o dobro dzikich zwierząt ma polegać na niewpuszczaniu psa do lasu, bo a nuż sarenkę pogoni, to zajdziemy w tym kraju daleko.
  10. Był taki przypadek w Krakowie. Kobieta zjezdzała z Kopca Kościuszki na nartach biegowych. Z nią były dwa sznaucery średnie, bez smyczy i kagańca. Nagle babie idącej z naprzeciwka urwał sie ze smyczy pitbul i zaatakował jednego sznaucera. Byłby go udusił, bo dostał ściskoszczęku, na szczęście udało się mu otworzyć pysk . Właścicielka sznaucerów miała sprawę karną w sądzie, właścicielka pitbula była oskarżycielem posiłkowym. Nie wiem jak się to skończyło, bo właścicielka sznaucerów, która mi to opowiadała ,kupiła dom za Krakowem i ulgą w sercu wyprowadziła się. Ja z ulgą w sercu wyprowadziłam się także. A żeby dodać do tego szczęścia łyżkę dziegciu to powiem, że myśliwych jest jak psów, zwłaszcza w taki jesienny i słoneczny dzień jak dzisiaj. Wiec jak tylko słyszę strzały, to nie ruszam się z domu. A na co dzień to chodzę z psami i do lasu i na łąki, psy gonią za sarnami, bo nie da się tego uniknąć (sarny podchodzą pod sam dom i psów się wogóle nie boją) i nigdy w życiu jeszcze żadnej nie dogoniły ( bo to nie charty). Jak napisałam w jednym temacie, że psy i ich właściele są złem koniecznym, że należy ograniczyć ich prawa do minimum, kazać zbierać kupy, (choć śmieci ścielą się wszędzie), chodzić z psem wyłącznie na smyczy i kagańcu, że większe prawa mają rowerzyści i pijacy spod budki z piwem (bo ten może nas......rać byle gdzie i nie musi za sobą zbierać) to się co niektórzy bardzo oburzali. Takie właśnie mamy prawo w Polsce. Do tego szacownego grona ludzi uprzywilejowanych należy dodać również mysliwych. Co z tego, że w wyniku realizacji własnego instynktu zabijania zostawią ranne konające zwierzę, skazując je na śmierć w męczarniach. ( przypadek z najbliższego otoczenia), to jeszcze dorabiają do tego ideologie.
  11. Grażyno, czy mogło się tak zdażyć, żeby w schronisku nad Alfem znęcały się inne psy. Na mój rozum to on się boi położyć, bo boi się ze rzuci sie na niego pies. Ja mam jeszcze 3 psy, ale żaden sie na niego nie rzuca. Więc musiało mu sie coś przypomnieć z poprzednich czasów. A utwierdza mnie w tym wczorajszy przypadek. Alf w końcu na chwilkę się położył. W pewnej chwili jeden z moich psów chciał przejść koło niego. I wtedy Alf momentalnie zerwał się na nogi i rzucił z zębami. Ma poszarpane uszy na krawędziach, dowód na to że sie gryzł z psami. Miskę z jedzeniem muszę mu stawiać w innym pomieszczeniu, bo nie może spokojnie jeść, tylko cały czas się ogląda i warczy. W tej chwili po raz pierwszy od dwoch tygodni widzę jak się położył. To pewnie dlatego, że zmęczył się na spacerze i dlatego padł. Czemu mu sie to dopiero przypomniało teraz.
  12. Elton do perfekcji opanował sztukę zdobywania pokarmu. Z sobie wiadomej przyczyny poluje głównie na chleb, mąkę i ryż. A zaczęło się tak niewinnie. Najpierw systematycznie oprózniał kosz na śmieci wywlekając wszystko przed dom. Wiatr rozwiewał papiery po całej okolicy. Kupiłam kosz z pokrywką. Następnie zaczął opróżniać półki w szafce z mąki, ryżu makaronu, kaszy i orzechów. Wyciągał ziemniaki z piwnicy i chrupał w najlepsze, czym doprowadzał mnie na skraj załamania nerwowego. Cały towar przełożyłam na szafkę licząc że nie dostanie. Kiedyś ze zdziwieniem odkryłam ślady psich łap na stole. Ryż wyżarty, mąka wyżarta orzechy wyżarte. To co zostało przełożyłam do piekarnika i na lodókę (1,80m) Czekam. Jak sobie przystawi krzesło, powiem, ze jest geniuszem.
  13. Masz racje Angels, sama sie nad tym zastanawiam. Na wsi nie naucze ich jak nie ciągnąc na smyczy, jak zachowywać sie w stosunku o obcych psów i ludzi. Ale dwa są już starsze, swoje przeżyły, nawyków różnych nabrały, jedyne co teraz potrzebują to świętego spokoju, dobrego jedzenia, weterynarza i miłości. Więc kocham je bezwarunkowo i zbyt wiele od nich nie wymagam. Chociaż przydałoby się nauczyć je przynajmniej chodzenia na smyczy. A że ja nie mam talentów pedagogicznych to mi się to z żadnym nie udało i albo sie nauczył sam, albo tak ciągnie, że nie da się go prowadzić na smyczy. Za to pilnuje sie człowieka i zatrzymuje przy krawężniku jak przechodzimy przez jezdnie. Natomiast na pewno z psem wiejskim powinno się jeździć do miasta, chodzic po ulicach i w miejscach gdzie są psy i ludzie. Bo w przeciwnym wypadku ani nie nauczy sie jeździć samochodem, ani nie nabierze ogólnej ogłady i umiejętności, które posiadaja miastowe psy.
  14. Te uszy to wyglądają na zdrowe, nie są zaczerwienione, ani nie brudza sie bardziej niż normalnie. Ale u psa mojej siostry weterynarz wykrył świerzba, choć nie było żadnych objawów. Więc może to świerzb. Zapytam weterynarza. A co do pcheł, to już przerobiłam wylizywanie dziur na skutek uczulenia na pchły. Ale to nie to. Teraz psy wylizuja sobie dziury na łapach. Liża ciągle w jednym miejscu, aż wyliżą dziurę i wtedy przestają w tym i zaczynają w nowym miejscu. Juz gdzieś czytałam na ten temat, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Mój poprzedni nieżyjacy już pies , też to miał i tylko jeden weterynarz potrafił to leczyć. Smarował jakąs zasadą i pies przestawał lizać to miejsce a wtedy sierć szybko odrastała. Alf juz tak sobie rozlizał noge, że ma dziure o średnicy 5 cm i ciągle to się powiększa pomimo,że pies jest na antybiotykach. Poza tym oprócz tego łojotoku, który mam wrażenie już opanowałam, ma zmiany na skórze w postaci takich strupów. Stare odpadają a w tym samym miejscu tworzą sie nowe. I swędzą. Ale najgorsze te nogi, o to się martwię. Myślę, że trzeba będzie go prześwietlic, ale na razie czekam co powie weterynarz. Ale takie kłopoty ze zdrowiem pupili mają też właściciele rasowych psów. Prawda jest taka, że częściej bywam u weterynarza niż u lekarza.
  15. Ja mam cztery psy. Trzy duże samce i jedną suczkę. W Krakowie nie dałabym rady. Strasznie lubia szczekać, nie da sie tego w żaden sposób opanować. Dwa sią nie lubią, więc ciągle na siebie warczą, a od czasu do czasu sie namiętnie gryzą. Mieszkałam w centrum, więc nie było specjalnie gdzie wyjść na siku. A sąsiedzi, pożal się Boże, nawet szkoda pisac bo to constans. I to mnie zmobilizowało do wyprowadzki i nie żałuję.
  16. Ja się wyprowadziłam na wieś pod Kraków. Dojeżdzam kawał i to jest mniej przyjemne. Ale za to jaka wolność. Psy się mogą drzeć do woli, ja mogę przychodzić kiedy chcę a nie lecieć na zbity pysk z pracy bo psy czekają. Nie muszę zbierać psich kup, chyba, że chcę, na spacer mogę chodzić bez smyczy i kagańca bo nie ma żywego ducha, a nawet jakby był to by mu nie przyszło do głowy żeby mi zwrócić uwagę. A wogóle to na spacer chodzę kiedy chcę a nie kiedy muszę. Same zalety. Więc cóż że chwilę jadę. POLECAM
  17. Spraw neurologicznych to lekarz nie zdiagnozuje. Musi zlecic badania. Ja mam wrażenie, że on jest zmeczony tym ciąglym chodzeniem i dlatego na stojąco zasypia. On zasypia właściwie w każdej pozycji byle nie leżacej bo cos nie pozwala mu się położyć. Jak zgasimy światło to słychać kilka razy łomot walącego sie na podłogę ciała. a potem nastaje cisza, więc chyba w końcu zasypia. Jak na niego patrzę jak się męczy , to sama jestem zmęczona. On się tak zachowuje jak człowiek na jakimś ważnym spotkaniu gdy oczy się zamykają a spac sie nie da. Jakby był mniejszy to wzięłabym go na kolana. Następna wizyta w poniedziałek. Wtedy już będzie właściwy lekarz bo teraz był jej ojciec. To cała rodzina weterynarzy, strasznie pożądni ludzie, pomagają okolicznym zwierzętom w miarę swoich możliwości, maja umowę ze strażą że ta przywozi złapane bezpańskie psy najpierw do nich a oni szukają im domu. Myślę że leczenie będzie długotrwałe, a najgorsze jest to, że wszystkie psy jak na komende są chore - trzepią głową i drapia sie po uszach, jeden wylizuje sobie dziury na łapach. Ale z tym to musze jechać do Krakowa do weta i to do mężczyzny, bo sama takiego byka nie utrzymam, żeby stał spokojnie.
  18. Boże siedem psów w bloku. To ja mam jeszcze wolne wakaty. A co do sąsiadów. Gdzie Wy mieszkacie, że macie takich tolerancyjnych i lubiących zwierzeta ludzi. Hoduję po kilka psów od lat. Nie zauważyłam takiej serdeczności. Sasiedzi mówili, że zwariowaliśmy, bo takie darmozjady hodujemy. Ale to były, można powiedzieć, inne czasy. Wtedy posiadanie dwóch i więcej psów nie było w modzie. Dziś to nikogo nie dziwi. Ale z taką życzliwością to ja się nie spotkałam. Wręcz przeciwnie. Agresja i chamstwo - także ze strony właścicieli psów - co najbardziej boli. Każdemu bowiem bez wyjątku wydaje się że ma monopol na mądrość. A powiedzenie żyj i pozwój życ innym każdy powtarza, ale mało kto realizuje.
  19. W trakcie kolejnej wizyty potwierdziło sie, że ta kulawizna jest wynikiem porazenia nerwu. Ale jest juz lepiej. Mniej kuleje, mniej szaleje, choc dalej łazi tam i spowrotem. A jak na chwile stanie to momentalnie zasypia i sie przewraca. Sierśc mu ładnie odrasta więc jest powód do radości.
  20. Wróciłam od weterynarza ledwo żywa. Alf niby chudy, stary, słaby ale trzeba było sporo siły, żeby go utrzymać. Weterynarz powiedział, że on ma wszystko chore, ale najbardziej zaniepokoiła go ta noga. Jego zdaniem ta kulawizna spowodowana jest zwyrodnieniem kręgosłupa i uciskiem na nerwy. I rzeczywiście Alf prawie nie ma czucia w tej nodze, nie zareagował na zastrzyk z witaminy B ponoć bardzo bolesny. Poza tym ma stan zapalny uszu, gruczołów odbytniczych, skóry.O uszach i skórze wiedziałam, ża chore, ale te wizyty chciałam odłożyć w czasie, żeby psa jeszcze dodatkowo nie stresować. Ale teraz nie było rady, ale ta wizyta nie należała do przyjemności. Alf spisał sie na medal, nawet weterynarz przestał się w końcu obawiać, że go ugryzie. Kazał przyjśc jutro. Dobrze, że to tani wiejski weterynarz, bo poszłabym z torbami. Jak podstawowe leczenie nie pomoże, to trza iść do kliniki w Krakowie, a to już sporo kosztuje, bo oni liczą nawet za dzien dobry. Właśnie patrzę jak Alf szaleje, podarł właśnie materacyk, a śmierdzi po tym wyciskaniu gruczołów niesamowicie. Ale zjadł z apetytem. Lekarz sugeruje, żeby go ponownie odrobaczyć, bo jego zdaniem ta chudość może być spowodowana zarobaczeniem. Ale to w natępnej kolejności.
  21. Pójdę jutro do weterynarza . Jemu się pogorszyło w piątek. Ale apetyt ma. Je dwa razy dziennie, a pomimo tego chyba schudł przez ostatnie dni. Cała sobotę i niedziele stał przy bramie, zasypiał na stojąco kiwając się we wszystkie strony ale sie nie położył. Tak jakby go coś bolało w środku. W domu cały czas chodzi. A kota atakował od początku, ale myślałam, że mu przejdzie. Więc chyba jedno nie ma związku z drugim. Szkoda, bo zmarnieje znowu, a zaczęła ładnie odrastać mu sierć i przytył i psychicznie też jakby odżył. A teraz znów posmutniał.
  22. Kocur nie umie się bronić. On jest wychowany ze stadem psów. Nie rozumie co sie dzieje. Najpierw był zdziwiony, teraz w panice ucieka, boi sie wejść do domu, a jak w końcu wejdzie to nie schodzi z piętra. O Boze jak mi go żal. Nie wiem co mam zrobić.
  23. Alf szaleje. Chodzi od jednego materaca do drugiego, piszczy, rozgrzebuje pościel, drze pazurami. Okulał na tylna łapę. Nie wiem co się z nim dzieje. Położył się i znowu wstał. Poturbował wczoraj kota. Ludzieeee. Jak przyzwyczaic psa do kota. Wszystkie moje dotychczasowe psy akceptowały własnego kota choć goniły obce.
  24. :multi::multi::multi::multi::multi::multi:[URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images32.fotosik.pl/376/03eca9ffb2b553f5.jpg[/IMG][/URL][/IMG]
  25. [[URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images43.fotosik.pl/17/51bb462d5db7eaf6.jpg[/IMG][/URL][/IMG]
×
×
  • Create New...