Jump to content
Dogomania

marta23t

Members
  • Posts

    2204
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marta23t

  1. Hawanka dziękuję- obrazek piękny- daje mi nadzieję, że mała jest w lepszym świecie i już nie cierpi...dziękuję!!!!
  2. dziękuję Wam za ciepłe słowo. dom nadal pusty. wszyscy strasznie cierpimy. dziś pierwszy dzień -,odchorowanie,; czyli spuchnięte oczy, ból głowy i co parę chwil wybuch płaczu. oby każdy kolejny zacierał ból a zostawiał dobre wspomnienia- ale czy tak się da? od śmierci naszej Dexi mija 6 rok a wciąż nie umiemy do końca mówić o niej bez emocji i łez. Mama cierpi chyba najbardziej:( to był jej ukochany pies- oczko w głowie.. na domiar tego co się wczoraj zdarzyło to wracając z pogrzebu naszego serduszka na rodziców jechał czołowo jakiś pijak. zjechali na pobocze żeby nie uderzyć ,,na czołówkę,, ale i tak cały bok auta im rozwalił i przyczepę:( nawet nie zwolnił ani się nie zatrzymał. nawet nie wiedzą co to za auto:( wczoraj omal nie doszło do kolejnej tragedii:( jak się wali to wszystko. jutro zapalimy lampkę na grobie naszego maleństwa- jedziemy do niej z wizytą. ja jak zawsze w sytuacjach silnego stresu i bólu sprzątam- to taki mój lek:( czemu zawsze muszę mieć wszystko na błysk jak coś stracę- taka bezsensownie głupia terapia... ale coś robić trzeba żeby zająć myśli. mam nadzieję, że psy idą do nieba bo jak nie to ja też nie chcę- chcę tam gdzie one:( cały czas mam Boni przed oczyma, ,,rozpominam,, każdą chwile.. już minął dzień od kiedy jej nie ma..zaczyna się kolejny a ja tak strasznie tęsknię za naszym cukiereczkiem:(
  3. maty seni są dobre ale po kilku godzinach od nasikania przeciekają więc trzeba je częściej zmieniać / zresztą po co ma mocz w domu parować;). 90x 60 są najlepsze bo psiakowi łatwiej trafić.
  4. Sota 36 dziękuję Ci bardzo. chodzę po domu i nie mogę sobie miejsca znaleźć. muszę coś zacząć robić bo zwariuję albo spróbować zasnąć. czuję się taka wypompowana:(jak przekłuty balon, z którego uszło całe powietrze. Mała już pochowana- rodzice dzwonili. Leży koło naszej Dexuni. Rodzice zapalili im po zniczu. Pozostałe psiaki czują wszystko i są załamane- też nie mogą sobie kąta znaleźć. tak na nie patrzę i sobie uświadamiam, że jeszcze trzy razy będziemy przez to przechodzić:(
  5. dziś tj 11.12.2009 o godzinie 10.30 odeszła po 16 latach nasza kochana suczka maltanka Boni / Ze Złotej Groty/. śpij słodko Kochanie nasze. strasznie Cię kochany i już teraz tęsknimy. wróć do nas chociaż w snach żeby jakoś przetrwać ten czas dopóki znów nie będziemy razem.
  6. dziś rano pożegnaliśmy naszą najukochańszą Boni. w nocy wpierw pojawiło się wgięcie szyjki i wyprostowanie zesztywnienie łapek-początek agonii od północy pojawiły się jakieś dziwne bóle. psinka szczekała i wyła. pojawiło się też straszne pragnienie. gdy piła ze strzykawki uspakajała się. tak jakby ją coś od środka paliło. nad ranem wymiotowała już wodą. o 10 pojechaliśmy całą rodziną na naszą ostatnią wizytę. Pani wet stwierdziła już początkową agonię i uznała, że nie ma psiaka co męczyć: to już były kwestie godzin albo góra dwóch dni w cierpieniu. pozwoliliśmy jej odejść. byliśmy przy niej do ostatniego oddechu. teraz już pozostał ból ale i ulga, że mieliśmy tą odwagę. uśpiliśmy ją z miłości żeby nie cierpiała.rodzice pojechali małą pochować- mieliśmy jż przygotowaną trumienką, mama dopisała na wieczku jej imię, datę i jak bardzo ją kochamy i ,,dozobaczenia,,. dostała też swoją smyczkę, ukochany kocyk i polarek na swoją ostatnią podróż. serce pęka. nic więcej nie jestem póki co napisać. dziękuję Wam, że mi towarzyszyliście w tych ciężkich chwilach. nic już nie będzie takie samo...nic nie ukoi bólu straty. Boni nasza kocha myszko bardzo Cię kochamy - zostaniesz z nami na zawsze. to było piękne 16 lat i dziękujemy Ci za każdy dzień z nami...Dexunia się Tobą zaopiekuje a za jakiś czas wszyscy się spotkamy.
  7. moim zdaniem to agresja lękowa i błędy w socjalizacji. sama mam jednego takiego psiaka co dostaje amoku jak ktoś obcy przyjdzie do domu- na ulicy na szczęście jest spokojna chyba , że ktoś pcha się do niej z łapami;) ponieważ u mnie lekceważenie nie do końca działało a pies potrafił całą obecność gościa przeszczekać zastosowałam taką metodą: - przychodzi ktoś do domu- pies jazgocze - mówię nie wolno i zamykam psa w drugim pokoju -pies się wycisza , nie szczeka - wypuszczam go - jeśli się powtarza szczekanie powtarzam całą procedurę- nie mówię wtedy nic do psa wynoszę go. - jak pies się wyciszy i nie szczeka będą z nami w pokoju daję gościowi / tak żeby sunia widziała /smakołyk/: z reguły po dłużej chwili pies sam podchodzi po smakołyk. -potem już jest spokój a na koniec wizyty daje już brzuch do głaskania i pcha się na ręce. nie wiem czy ten sposób jest dobry z perspektywy szkoleniowca - fachowca ale u mnie działa i znacznie nam ułatwił życie.
  8. ja uważam, że zostawienie psa na własnym znanym terenie, z osobami, które zna / dziadek, kuzynki/ nawet jeśli pies jest na dworze jest o niebo lepsze niż oddawanie go nawet do najlepszego hotelu- ale do obcych ludzi.
  9. nie szukaj problemu , którego nie ma;) bo się Kochana wykończysz. znam to spojrzenie- też mnie rozbraja ale nie dajmy się zwariować . chodzić do pracy musisz jak każdy. pies nie broi i nie wyje więc nie stwarza problemów. poza tym masz jak piszesz dużo czasu żeby z psem się pobawić i go wybiegać przed pracą. robisz wszystko co możesz dla jego szczęścia więc nie czuj się winna;) a psiak pewnie błogo chrapie jak Ty się tak zamartwiasz;)
  10. pić już pili dziś w interwencji było że po kontroli policji w schronie pracownik miał ponad dwa promile:(
  11. ponieważ nie działa mi edycja postów ( ogólnie dogo coś mi kiepsko po zmianie działa:( ) dopiszę jeszcze 1 złotą radę- żadnych kwiatów doniczkowych stojących na ziemi / moje psy uwielbiały w nich kopać- polikwidowałam wszystko/
  12. -farba do kuchni i łazienek -jest specjalna seria farb do mycia i szorowania. ja myje ściany raz w tygodni bo psinki na nie skaczą i zdaje egzamin. ponadto malowanie co 2-3 lata / powierzchnię mam małą więc 1 dzień roboty i pomalowane:)) -na podłogi u mnie zdają egzamin tylko płytki- dywany poszły na śmietnik bo służyły za wc a n ciemnym dywanie po 2-3 godzinach śladu moczu nie było widać za to zapach został:( nawet pranie dywanów nie ocaliło. panele tez odpadają- mały pokój zamykam bo po 2 siknięciach mi spuchły / psy wchodzą tam tylko ze mną w ciąg dnia i w nocy do łóżka spać- wtedy nie sikają/. płytki psom nie przeszkadzają- leżą w legowisku albo na kanapie więc nie mają obtarć i nie marzną. -jedyne co na przyszłość mszę wykombinować to takie wykonanie futryny drzwi żeby nawet jak pies siknie framuga nie puchła:) -siatka na balkonie żeby karły nie powypadały;)
  13. dużo mi daje Wasza obecność i wsparcie. w domu za dużo na ten temat wole nie mówić bo jest jeszcze większy płacz:( dziękuję Wam za wsparcie i za to że jesteście. dziś znów gorzej; nie rusza się już wcale, załatwia pod siebie, załatwia jak jest na rękach. dostała dziwnego skurczu-zesztywnienia łapek, posiłek /płyn/ zwymiotowała:( rozmawiałam z rodzicami na temat ostatecznego rozwiązania bo mam 100 procent pewności, że lepiej nic już nie będzie a pies właściwie od par dni gaśnie ostatecznie. gdyby nie to dokarmianie nie byłoby już jej z dobre kilka tygodni-podtrzymujemy ją w przeżyciu. najgorsze że mamy problemy z kupką - nie może jej wydalić mimo że widzimy że chce:( nie wiem co to dalej będzie ale jeśli nie będzie mogła się załatwiać chyba nie będziemy jej mogli dalej męczyć:( jutro podejmiemy decyzję. nigdy nie myślałam, że to napiszę i że tak pomyślę ale modlę się żeby Bóg ją już zabrał, pozwolił jej odejść- żeby nie cierpiała i żebyśmy my nie musieli odbierać jej życia:((((
  14. Rossa jestem z Tobą całym sercem!!! u nas gorzej: załatwia się pod siebie, nie wstaje, nie podnosi główki- leży cichutko i ciężko oddycha.. w domu tylko łzy i ból. nikt nie sprząta, nikt nie ma sił pracować- odcięcie od świata:( martwię się o mamę- całe dnie płacze-nie widziałam jej tak załamanej i nie umiem pocieszyć. wcale nie śpi-nawet godzinki - cały czas czuwa. od trzymania malutkiej zrobiły się jej odparzenia na szyi i dekolcie..ten ból jest już nie do zniesienia. zaczynam się skłaniać do podjęcia decyzji. nie umiem patrzeć na to wychodzone bezwładne ciałko, nie umiem patrzeć jak mam cierpi. nie wiem jak z tym żyć. modlę się codziennie o cichy, spokojny sen dla małej. modlę się żeby nie musieć robić tego czego nie chcę bo nie wiem jak mama to przeżyje...
  15. jak czytam Wasze słowa też płaczę. nikt tak nie rozumie tych naszych rozterek jak Wy. dla większości pies jest tylko psem i ludzie ze zdziwieniem patrzą jak przeżywamy to wszystko. noc minęła spokojnie. o 12 w południe cud: mała kupka i siku, o 13.30 kolejna mała kupka i siku. radość z widoku kupy ogromna:) serduszko już coraz słabsze: puka cisza dwa puknięcia cisza...:( wynosimy ją na dwór -trawka pod łapami pobudza wydalanie i trzymamy za sznurki kubraczka takiego pooperacyjnego / nosi go na te ciekące ropą pękające guzki żeby nie lizała i nie uszkadzała ich bardziej/. modlimy się nadal żeby odeszła cichutko, spokojnie i bez bólu. przed nami kolejna noc...kolejny strach... aha zapomniałam napisać że mała jest ,,pobudzona,, nie można jej na chwile odłożyć bo szczeka resztką sił-musi być non stop na rękach przy sercu-tylko wtedy usypia spokojnie.
  16. Delph dziękuję-zaraz przeczytam. Mona dziękuję za słowa współczucia-każdy kto to przeżył wie jaki to straszny ból:( właśnie tak sobie myślę, że dokładnie 16 lat temu walczyliśmy o życie Boni z ciężką nosówką, która zaatakowała układ nerwowy- wtedy było 5 % szans na przeżycie ale po przełomie w Wigilię było wiadomo, że mała przeżyje. teraz walczymy o każdą minutę, godzinę, dzień:( dlaczego to tak strasznie boli? niby człowiek jest świadom, że życie nieuchronnie wiąże się z odejściami i że gdyby nie chcieć czuć tego bólu nie można by mieć nikogo ani do nikogo się przywiązywać ale gdy przychodzi taki moment serce pęka..dlaczego nawet w chwilach kiedy wiadomo, że psiak jest stary, że to nieuchronne nie mona tego przyjąć chociaż z odrobiną spokoju. to jest tak trudne, że nawet nie wiem jak to opisać:( boję się tej nocy każdej kolejnej bardziej:(
  17. dziękuję Wam za ciepłe słowo. Gdyby były jakieś bóle i oznaki cierpienie nie wahałabym się. modlimy się wszyscy o to żeby odeszła cichutko nocą sama bez naszej ingerencji. lepiej nie będzie-nie ma szans: sunia ma 16 lat; jest niewidoma, głucha, chudziutka- prawie jej nie ma - można policzyć każdą kosteczkę - wygląda bardzo, bardzo, bardzo kiepsko:( najgorsze że już nie wstaje-nie ma sił unieść główki. najgorsza jest ta niemoc- człowiek patrzy na psa, któremu by nieba uchylił i nie może zrobić nic bo wie, że tu już żaden lek, żaden najlepszy weterynarz nie pomoże...pozostaje tylko dać jej poczucie bezpieczeństwa i miłość w tych ostatnich chwilach.nie wyobrażam sobie świąt w tym roku jeśli naszej Myszki zabraknie:(
  18. już 3 dzień nie wstaje-nie ma sił. jak ją próbujemy postawić w pionie przewraca się:( nie ma sił głowy utrzymać. wczoraj zwymiotowała płynny pokarm dziś zjadła już dwie dawki. siusia pod siebie- nasadzamy ją trzymając a sznureczki. wczoraj kupa była a dziś jeszcze nie:( mama cały dzień trzyma ją na rękach. jest tragicznie-tragicznie źle:( nikt nie ma odwagi podjąć decyzji. raczej nic jej nie boli-nie skomli, nie piszczy. jak się ją zostawi w kojcu resztką sił poszczekuje więc musi być 24 h na dobę na rękach być ;( czy ktoś z Was wie jak u pieska, który leży spowodować wydalanie? wetka zaleciła laktulozę ale boję się że spowoduje tylko biegunkę i sunia się odwodni.
  19. nam zdarzało się jeździć w 4 osoby plus 4 psy więc wszystko da się zrobić. teraz najczęściej dzielimy się pół na pół: dwie osoby jadą plus dwa psy, dwie osoby i dwa psy zostają. potem zamianka;) wiadomo, że to nie zawsze jest możliwe... podejrzewam, że nie chodzi tu o odporność czy o to, że psu jest za ciepło / wiele psów mieszka w domach nawet tych naprawdę długowłosych;)) problem to rodzice a na nich czasem nie ma rady więc dostarcz psu w ciągu dnia dużo ruchu, zabawy i zajęcia. zadbaj żeby miał kości, gryzaki i zabawki jak zostaje sam- tylko to możesz zrobić żeby psiak był szczęśliwy i spokojniejszy.
  20. Nane ja też nadal płacze jak sobie Dexi przypomnę mimo, że wiele czasu upłynęło...ten ból nigdy nie gaśnie... dzięki Bogu Boni nie wymiotuje / a to jeden z wyznaczników że już jest naprawdę źle/.mam nadzieję, że nie będzie więcej problemów z kupą chociaż ona jest tak słaba, że jak się napina to pada na pyszczek:( dopóki nie będzie bólu, będzie się załatwiała chyba będziemy czekać..mam nadzieję, że zaśnie cichutko jakiejś nocy bez cierpienia i trudnych decyzji... martwię się tylko dlaczego ma takie problemy z łykaniem- czy to normalny starczy objaw czy to może być np. jakiś guz w gadle-przełyku??
  21. pytałam wetki i stwierdziła, że dopóki pies wydala i nie jęczy czy wyje z bólu to nie cierpi / w sensie dosłownym cierpienia bo sunia jest odcięta od świata i wegetuje- dla niej pewnie nawet to jest cierpieniem/. nic jej nie boli bo nie pojękuje ani nie skomli. nie jest też niespokojna, nie kręci się nerwowo poprostu leży cichutko czasem ma takie jakby dreszcze dlatego owijamy ją w kocyk i ogrzewamy. w sumie non stop śpi - tylko jak się ruszy stawiamy ją na siusiu i karmimy..
  22. ja też się zastanawiam ale chyba jeszcze na to nie jesteśmy gotowi. nasza inna psinka, która odeszła /4 lata temu/ miała straszne bóle i cierpiała / nowotwór/ więc dla jej dobra podjeliśmy taką decyzję. teraz nie mamy odwagi;(
  23. zakładam nowy wątek ponieważ jestem zrozpaczona i nie wiem co robić- dlatego chcę się Was Kochani poradzić.:oops: moja staruszka 16 lat / ślepa, głucha/ od dwóch tygodni prawie już nic nie je / czasem zjada 3-4 kulki karmy albo łyżkę gerbarka ale odwraca głowę jak próbujemy ją karmić. dokarmiamy ją ,,na siłę,, strzykawką Convalestensem RC / nie wiem czy dobrze napisałam nazwę:oops:/ co 3-4 godziny ale niknie w oczach. wygląda jak mały szkielecik. pozatym otworzył się / pękł/ jej guz pod paszką i leje się z niego ropa:shake: smarowaliśmy antybiotykiem zasuszyło się na kilka dni ale wczoraj guz znów pękł. u weta byłam /myślałam że od tego ropiejącego guza ma jakieś zatrucie w organizmie/-wetka pokiwała tylko głową. nie ma co podawac leków bo psinka jest już słaba bardzo, nie ma co operować. tydzień temu myśleliśmy że odchodzi: leżała nieruchomo, prawie nie oddychała - tak jakby miała kłopoty z krążeniem- nikt w nocy nie spał ze strachu ale udało się- mała przeżyła. jednak z dnia na dzień jest coraz gorzej. nie wiem czy to niejedzenie jest spowodowane zmianami starczymi czy mała nie może łykać / jak na nią patrzymy to tak jakby miała kłopoty z połykaniem??/. wczoraj miała problem ze zrobieniem kupki - nie miała sił ustać i napiąć się- przewracała się. jakoś jej się udało zrobić pod wieczór. :-( czujemy że to już pomału koniec -ale ponieważ pies nie ma bólów chcielibyśmy żeby sobie w spokoju pożyła tyle ile jej Bóg da. czy uważacie że to już czas? czy pies się męczy jesli karmimy ją na ,,siłę,,? cały czas jest strach przed jej odejściem, serce pęka i nie chcemy jej usypiać:-( co jeszcze oprócz Convalestensu / jakieś preparaty zamiast pokarmu - muszą być płynne/ mogę jje podawać. i czy uważacie że robimy źle, że walczymy tak o każdy dzień?:oops: czasem mam wrażenie że to przemawia egoizm:-( nasz egozim:shake: czy myślicie, że to już koniec i jak poznam ten moment?:-(
  24. oni tam chyba mają pseudo jakieś bo ten psiak wypisz wymaluj nasz Lary - naet brodę ma ruda jak Lary. normalnie kopia:crazyeye:
×
×
  • Create New...