Jump to content
Dogomania

Saite

Members
  • Posts

    861
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Saite

  1. Taaaak, żeby niektórzy poszli po rozum do głowy i trzymali się z dala od pewnych psich istot potrzeba przynajmniej jednej pokazówki osiedlowej. I jest względny spokój.
  2. [quote name='vena&vivi']Nie znosze takich sytuacji, mam samca i jak to samiec nie kazdego psa lubi mimo, że nie jest agredywny.Ale strach mnie oblatuje jak podchodzi do nas jakis jazgoczacy pies - psia cierpliwosc tez ma granice. Ale dziś spotkałam normalnego właściciela, ja ide z dwoma moimi dożkami a on z naprzeciwka dwa psiaki (jeden duży, drugi mały). Pan stanoł i pyta czy będe szła prosto, ja, że tak a pan odsunoł się na bok i powiedział, że maluch to zawadiaka i tak bedzie dla niego bezpieczniej i właśnie sam powiedzial, że on sam nieraz by go ugryzł jak tak psy obszczekuje. Podziekowałam i również stwierdziłam, że moje psy cierpliwe do czasu:evil_lol:[/quote] Odnotuj to Szczęściaro!;)
  3. Odnośnie kolan. Mojej mamie kiedyś wyrośnięty onkowaty pies bardzo stłukł kolano, paskudnie to wyglądało. A wszystko dlatego, że ten pies puszczany był owszem w kagańcu, ale rzucał się na inne psy z lubością i nauczył się tłuc je kagańcem, no i pewnego razu stłukł wlaśnie mamie nogę próbując skrzywdzić naszego ówczesnego psa.
  4. Ja miałam sytuację, że pewna osoba nie wierzyła, że mój pies może być niebezpieczny i mimo mojego tłumaczenia, że on nie warczy i nie bulgocze ot tak, stwierdziła, że przesadzam i kiedyś w końcu by mi udowodnić chyba, że ma rację podeszła ze swoim psem bliżej, bo ja swojego muszę przecież "socjalizować". To były ułamki sekund. Nie będę wdawała się w opis, ale ledwie tamtego uratowaliśmy, oczywiście nie obyło się bez cerowania, gdyby oba psy nie były na smyczy skończyłoby się pewnie dużo gorzej.
  5. [quote name='NATKA']Ostatnio idę sobie ze swoim puchaczem na działeczkę, akurat przechodzimy za garaże a tu nagle biegnie do nas średniej wielkości kundelek warcząc i szczekając, więc stajemy z moim puchatym i próbujemy zlokalizować właściciela, oczywiście pan zagadany z kolegą nawet nie zauważył że pies mu się pcha w paszczę innego, wrzeszczeć nie było sensu bo pan był za daleko więc czekaliśmy z nadzieją że jednak pies mądrzejszy od pana będzie i zawróci niestety tak się nie stało do tego mojemu psiakowi też puściły nerwy bo ileż można znosić oszczekiwanie i naskakiwanie, i wyobraźcie sobie że dopiero jak pan usłyszał mojego psa to zaczął biec w naszą stronę wykrzykując żebym zabrała tego psa bo jego pies będzie pogryziony (nadmienie że mój pies na smyczy a jego luzem był) nie wytrzymałam i zapytałam: Ja ja mam swojego psa zabrać to w takim razie może wezme go sobie na rączki" facet zdębiał (bo troche trudno wziąć na rączki ponad 30 kilowego psiaka)[/quote] Ja sobie ostatnio też z jednym tylko pieskiem wyskoczyłam na dwór, kagańca więc nie braliśmy. Spacerujemy sobie, nagle mój coś wypatrzył, ja patrzę, widzę leci w naszą stronę coś onkopodobnego. Mój był na smyczy,więc myślę: trudno jak tamten podbiegnie-jego problem, jeśli psiego języka nie rozumie. Mój raz ostrzegł, drugi raz ostrzegł, gdy to nie poskutkowało chwycił za pysk - do gleby. Wtedy się pańciunia opamiętała, kroku przyspieszyła i pieska obejrzała,na smycz wzięła.Czekałam tylko na jakiś komentarz...
  6. Sunia była rasowa. Nie żaden podobny mieszaniec czy pies "w typie", byłam wtedy dość mała, więc i mało pamiętam faktów poza jej wyglądem i usposobieniem, no i tym, że bardzo była problematyczna. Została uratowana w jakichś dziwnych okolicznościach i przywieziona z daleka.
  7. Dawno temu była w mojej rodzinie łajka rosyjsko-europejska. Choć niektórzy weci się sprzeczali, że to karelski pies na niedźwiedzie. I kto wie może mieli rację. Takie wspomnienie mi sie włączyło.;)
  8. Uff, dobrze, że Ty byś tak nie powiedziała ;) No a ludzie szczególnie postronni wiadomo, że rzadko kiedy się NAPRAWDĘ orientują.
  9. Nawet jakucka? No wiesz....:-o
  10. [quote name='Talia']Dokładnie;) Albo łajki, niektórzy ludzie mówia nawet na charty irlandzkie kundle, bo spod tej sierści nie widać atletycznej budowy...a ten rozmiar ;)[/quote] Łajki.. ale które łajki? Wszystkie odmiany?
  11. Morderczy lab w oparach...mitomanii.
  12. Podejścia właścicieli to już chyba nawet nie ma sensu komentować. Jednak jak to w życiu bywa, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Ziemia nosi nie tylko jamniki i innych równie niedużych przedstawicieli "groźnych ras", jeśli właściciele nie naprostują swojego pieseczka, to prędzej czy później zrobi to inny pies, ot taka selekcja naturalna. Cóż przetrwają silniejsi...:diabloti:
  13. Sam sposób poruszania się kelpie i jego reagowanie na otoczenie udowadnia, że to nie może być jakiś tam bliżej nieokreślony mieszaniec, może tylko na fotkach takie wrażenie sprawia. O jego pracy nie wspomnę. Wiele ras wygląda jak kundelki, ot choćby owczarek holenderski. No, ale kwestia gustu.
  14. [quote name='Vectra']Haniu , ale to tak jest w czasie narkozy , że psy szczekają , warczą , kłapią szczękami. Ja to widziałam na własne oczy i przeżyłam szok .. jamnik był poddawany narkozie , już prawie spał i wet zaczyna go przywiązywać do stołu , pytam czemu tak .. on mnie uświadomił , że psy potrafią się na sekundę zerwać i ugryźć, zupełnie nieświadome tego .. i po kilku sekundach , faktycznie , psiak zaczął szczekać , łbem miotać i klapać szczęką. Nie wszystkie psy tak mają , ale spora większosc .... dla mnie to był poniekąd szok.[/quote] Miałam ja lat wiele takiego jak w opisie stwora, który na wetach metalowe kagańce kruszył, ciężko się znieczulał, po dawce adekwatnej dla siebie jeszcze miał siłę łazić i się rzucać, długo go brało, miał totalny odjazd i nikogo nie poznawał. Było oczywistą rzeczą, że trzeba się z nim obchodzić bardzo uważnie, bo próbował łapać za wszystko i najchętniej za twarz, a on był z tych, co jak złapią, to od razu nie puszczają. Zawsze przy premedykacji i narkozie trzeba być ostrożnym i brać pod uwagę, że pies może z racji swego stanu zaatakować nawet ukochanego właściciela.
  15. Jeśli chodzi o te dwie sprawy jak zakup u pseudohodowcy czy adopcja ze schroniska, to wydaje mi się, że wyższe opłaty w schroniskach nie przyczyniłyby się tak bardzo do wzrostu popularności pseudohodowli ( pseudohodowle przeżywają chyba już apogeum popularności), ponieważ w moim odczuciu czym innym przeważnie kieruje się osoba, chcąca psa adoptować a czym innym ktoś, kto chce koniecznie popisywać się imitacją jakiejś tam rasy i chce zaoszczędzić. Oczywiście także podzielam zdanie, że powinno się wreszcie zacząć głośno potępiać działania pseudohodowców, bo niektórzy dokonują zakupu z nieświadomości. Ale sądzę także, że wyższe opłaty za adopcję pozwoliłyby na lepsze finansowanie schronisk,a poza tym ludzie częściej nie szanują tego, co dostają za darmo/pół darmo. A taka potrzeba zapłacenia za psa przymuszałaby do przemyślenia sprawy adopcji i ograniczyła ewentualne zwroty, rotację.
  16. No właśnie "respekt" a bezsensowny strach to dwie zupełnie różne kwestie. Ja mam szczęście do lekarzy, którzy ufają zwierzętom, emanują spokojem, pewnością siebie, a to korzystnie wpływa na komfort psychiczny zwierząt i ich reakcje na czynione rzeczy. I dzięki takiemu podejściu jeden z moich psów, który niegdyś zwyczajnie nie ze strachu, tylko z niechęci do obcych nie pozwalał do siebie podejść wetom, dziś lubi mimo wielu przeżytych cierpień, gdy się nim doktorzy zajmują i to bez kagańca i trzymania przez ileś tam osób.
  17. Moim zdaniem ON to kiepski pomysł dla osób "trochę" jednak w ciągu dnia zajętych, szczególnie jeśli w grę miałby wchodzić bardzo młody osobnik. Piszę z perspektywy rodzinnych wieloletnich doświadczeń. Boksery to też wulkany energii...
  18. [LEFT]Ja bym tam nie była taka odważna z testowaniem komunikatów niewerbalnych czy innych sygnałów migowych na zaślepionych "miłością" i instynktem psach, choć do strachliwych nie należę. Ale dobrze wiedzieć, że są na tym świecie osoby, które potrafią radzić sobie bez cienia agresji z takimi psimi napaleńcami i to z doskonałym skutkiem. Rozumiem, że ktoś woli wymykać się z domu po kryjomu ze swoimi psami, by nie mącić spokoju oblegających jego posesję rozochoconych amantów. Ja jednak stoję na stanowisku, że takie sprawy należy w miarę możliwości porządkować, a nie się na nie godzić. [/LEFT]
  19. Ja zauważyłam, że jest grupa psów w mojej okolicy, które mają domy,ale jak tylko gdzieś suka ma cieczkę, to są wypuszczane i koczują i dręczą wszystkich, bo one nie tylko przyczepiają się do suk w rui czy w ogóle suk, one po paru dniach takiego nakręcania dostają świra. Doczepiają się dosłownie do wszystkiego, nawet do dużych agresywnych samców. Dzięki hormonom instynkt samozachowawczy się zupełnie wyłącza. Jest też inne zjawisko, istnieją "właściciele", którzy jak się zorientują, że jakaś suka biega w rui samopas, to napuszczają swoje samce na tę biedaczkę, żeby sobie poużywały. To się nazywa odpowiedzialność!
  20. Dokładnie Ania! Podzielam zdanie. Często samce są w totalnym amoku. Nie tylko żrą się między sobą, ale potrafią zaatakować każdego, kto stanie im na drodze do celu. Nierzadko też z tego całego nabuzowania atakują sam cel- sukę, jeśli nie jest do końca "przekonana", opiera się itd.
  21. [quote name='sajtka'][COLOR=red] Choć w świadomość psa co do faktu jaki zaistniał t.j. kastracji i jej skutków oraz żalu z tego powodu nie mogę uwierzyć[/COLOR] ja chyba nigdzie nie pisałam, że pies czuł żal w związku z faktem, że nie mógł być tatusiem itp ( to tylko próbowano mi przypisać) . Chciałam napisać tylko to , że moim skromnym zdaniem, mój poprzedni pies miał po zabiegu deprechę ( apatia, wycofanie, brak zainteresowania czymkolwiek) i że w konsekwencji przebytego zabiegu zachowywał się później zupełnie inaczej m.in [I] nigdy już nie był radosnym i wesołym psem.. T[/I]o, że odrzuciły go znajome suczki oczywiscie miało miejsce. A to, że w nowej roli ( kastrata) nie mógł się odnaleźć ( czytaj powrócić do stanu sprzed zabiegu) jest konsekwencją zmian jakie na trwale zaszły w jego psychice. To ja de facto bardzo żałowałam, że się tak zmienił i brakowało mi jego radosci ( ale w przypadku Karata nie było wyjscia) . A pies żył blisko 20 lat: 10 z jajkami i prawie dziesięć bez...[/quote] Ponieważ cytujesz moje słowa, to Ci odpowiem. Ja ufam w to, co napisałaś, niemniej mam prawo uznać, że źródłem "depresji" Twojego Karata, zmniejszonej aktywności czy zagubienia nie był uświadamiany fakt kastracji, co wybacz można było poniekąd wywnioskować z Twoich wypowiedzi, a prędzej jej skutki, kwestia tak poważnej choroby też moim zdaniem nie była tu bez znaczenia. Zatem w czym rzecz?
  22. Czy ja dobrze rozumiem, że pakujący w siebie nienaturalnie ogromne dawki (częściej jednak pochodnych, ale mniejsza o to) testosteronu, których nigdy by sami "nie wyprodukowali", obciążający swoje organizmy nienaturalną, dalece przesadzoną aktywnością sprinterzy mają być argumentem za tym, że psiemu samcowi niezbędny jest testosteron? Zapewne dzięki tym "końskim" dawkom cieszą się wspomniani sportowcy zdrowiem i jeszcze stanowią grupę reprezentatywną dla ludzkiej populacji(?) To, że obniżenie poziomu testosteronu może być mniej lub bardziej szkodliwe-zaburzające, kwestia osobnicza, jest chyba tak samo jasne i bezdyskusyjne jak to, że może ów androgen wywoływać poważne schorzenia. Nic nie jest tylko białe albo tylko czarne. W tej kwestii widać to szczególnie wyraźnie.
  23. [quote name='akodirka']Jej raczej chodziło o to, że pies bedzie sobie spokojnie szedł i nage sie na kogoś bez powodu rzuci bo np. nie spodobają mu sie buty czy cos w tym rodzaju. Racja, ze nie mozna byc nigdy pewnym, ale rownie dobrze moze "nie wiadomo co psu strzelic do glowy" rasy dog niemiecki, owczarek niemiecki czy jaki kolwiek, a tu chodzi o to, ze znajoma twierdzi, ze tylko "agresywnym" rasom nie wiadomo co odbija i bezpowodu rzuci sie i zagryzie czlowieka. Widze czesta ta rotke i widze, ze jest spokojna, posluszna itp. Wtedy akurat na chwile sie zatrzymalysmy by przelozyc cos z plecaka a babka uznala, ze sie boimy. Po drugie pies nie byl bezposrednio obok nas, a po trzecia byl wyrazie zainteresowany wachaniem trawy i nie interesowal sie przechodniami wiec czemu akurat mial[/quote] W kwestii wyjaśnienia. Jakie kryteria stosuje Twoja znajoma, by określić agresywność rasy? Trochę to niejasne. Ja z tego wywnioskowałam, że rottweilery to psy agresywne już z samej zasady, w sensie atakujące bez wyraźnej przyczyny . No i jeszcze to porównanie z ONami i dogami niem.
  24. Duże to nawet wzrokiem potrafią gryźć, takie to bestyje.
  25. Może Sajtka niefortunnie sformułowała swój przekaz na temat depresji psa po kastracji. Może faktycznie zauważyła spore zmiany w jego zachowaniu i to dało jej taki właśnie obraz stanu emocjonalno-psychicznego psa i tak to nazywa, trochę nadinterpretowała opisując itd. W końcu przecież testosteron sprzężony jest, o ile się nie mylę, chociażby z wydzielaniem adrenaliny. Może pies Sajtki okazał się wrażliwym "biochemicznie" przypadkiem. Choć w świadomość psa co do faktu jaki zaistniał t.j. kastracji i jej skutków oraz żalu z tego powodu nie mogę uwierzyć.
×
×
  • Create New...