Jump to content
Dogomania

yamayka

Members
  • Posts

    745
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by yamayka

  1. [QUOTE]nie rozumiem tego stwierdzenia w zapsionych miejskich warunkach... [/QUOTE] Karjo chyba chodzi o specyfikę rasy... Nie jestem ekspertem ale to nie są chyba wybitnie towarzyskie futra... :razz:
  2. Hm, studia [B]dzienne[/B]... Różnie to bywało. Zdarzały się dni kiedy wracało się po jednym wykładzie ale czasem nie było mnie w akademiku/mieszkaniu właściwie cały dzień... Pomysł z wakacjami najlepszym rozwiązaniem, fakt. Bo przecież: [QUOTE]nauke zostawania samemu zaczyna sie od pierwszych dni, podobnie jak i pozostala prace z psem.[/QUOTE] No właśnie! Cieżko to zorganizowac gdy wychodzimy o 8 i wracamy o 14 :)
  3. Byłoby cudownie gdyby każdy właściciel psa spędzającego większość czasu w tym samym całe życie ogródku poświęcał mu w tym ogródku czas na zabawę i szkolenie. To byłoby już coś. Ale wydaje mi się że każdy pies (w ogóle większość stworzeń) dla hm... psychicznej higieny potrzebuje zróżnicowanych bodźców. I tyle. Pies znudzony nie może być w pełni "szczęśliwy". Poza tym (moze jestem dziwna :roll:) - dla mnie jedną z największych przyjemności jest spacer z moim psem. Wspólne wędrówki, wspólne eksplorowanie nieznanych ścieżek, wspólne pokonywanie przeszkód, wspólna radość z obcowania z przyrodą, wspólnie wykonywane "zadania" - kurcze, jaką to super więź tworzy! Uwielbiam moment kiedy wracam już z psem po długim szalonym spacerze i oboje idziemy zmęczeni "łapa w łapę" rozglądając się po okolicy. Przyjaciele, partnerzy. Stado. Jak zwał tak zwał. Dobra, dosyć, rozgadałam się. :evil_lol: Ale jestem uczulona na tym punkcie. Co dzień spotykam się z takimi przypadkami jak ludzie co przyszli kupić obrożę dla suki berneńczyka. [U]Pierwsza[/U] obrożę. Pytam ile pies ma. ROK. Ale jakoś tak się złożyło ze pies nigdy jeszcze nie był na spacerze... Przecież ma ogródek. :angryy:
  4. ...Ja wiem jedno - jeśli będę brała kolejnego szczeniaka pod swój dach to na pewno wezmę na ten czas urlop od pracy. Najlepsza opcja to jakieś 4 miesiące urlopu... :roll: ;) Czy szczeniakowi nic się nie stanie? hm, z pewnością przeżyje (chyba ze dobierze się do kabli lub zrzuci na siebie coś ciężkiego lub zje coś baaaardzo niewskazanego lub.....)ale: Będzie problem z nauką czystości. Jak nauczysz malucha załatwiania się na zewnątrz jeśli szczeniak potrzebuje kilkunastu wycieczek na dwór? Jak nauczysz psa spokojnego pozostawania w samotności jeśli dajmy na to drugiego dnia po sprowadzeniu go wyjdziesz z domu na 6 godzin? Sama zrobiłam ten błąd (ciemniaczka :wallbash:) i teraz mam psa z lękiem separacyjnym. Jak będziesz karmić malucha gdy znikniesz na większą część dnia? Poza tym ten wczesny okres w życiu psa [B]trzeba[/B] wykorzystywać na tworzenie więzi z maluchem, naukę życia w "ludzkim stadzie", socjalizację (intensywną w przypadku tej rasy jak mniemam). Tego nie da się odrobić! Poza tym szczeniak będzie zwyczajnie nieszczęsliwy. Tak mały pies ( z resztą dorosły też...) nie jest "stworzony" do długotrwałej samotności, nawet jeśli jest przedstawicielem rasy bardziej "niezależnej" niż dajmy na to ON. To wbrew naturze. Potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, stymulacji, różnych bodźców, zajęć. Potrzebuje tego do prawidłowego emocjonalnego rozwoju. Jest ryzyko że wyrośnie kolokwialnie mówiąc "zeschizowany" pies... Z drugiej strony - jak ciężko pogodzić normalne życie - pracę czy studia - z potrzebą dzielenia życia z psem.
  5. Szlag mnie trafia jak z wysiłkiem muszę szukać kawałka trawy bym mogła porzucać psu frisbee bez obawy że mój burek pośliźnie się na gównie, lub poćwiczyć posłuszeństwo bez obawy ze kupą zafajdana będzie linka, piłka i moje buty... Zwykle czuję ze to absurd gdy wybieram kupę mojego psa spośród innych kup...Ale robie to, zawsze o jedną kupę mniej. Dla mnie to nie do pojęcia: co to za wysiłek schylić się i podnieść. Acha, poza jednym szczegółem. Wciąż za mało koszy na śmieci!
  6. Ile psów na razie zapisanych?
  7. Tym razem postaram się nie nawalić! Też pomyslałam o tym boisku jako fajnym miejscu. Ćwiczyłam juz tam z kundlem. Pod warunkiem że dzieciaki nie będę grać w gałę!
  8. Cześć. Ja skończyłam w 2005 roku zootechnikę na studiach dziennych na Akademi Rolniczej (obecnie Uniwersytet Rolniczy) w Poznaniu. Wybrałam takie studia ponieważ zwierzęta i przyroda zawsze były czymś "naj". Jak byłam mała to na wakacjach najlepszym zajęciem było przesiadywanie godzinami z koniem lub krową na pastwisku :lol: :stupid: Poza tym większośc życia to konie były moja pasją i widziałam się w pracy w stajni lub stadninie. Studia wspominam bardzo bardzo dobrze, przez 5 lat uczyłam sie tego co mnie interesowało, ale byłam jedną z nielicznych osób która z zainteresowaniem słuchała wykładów z takich przedmiotów jak "Hodowla bydła" albo kóz albo trzody chlewnej albo pszczół :p. Poza tym "Uprawa roli", "Leśnictwo", "Łąkarstwo", itd... Moim zdaniem tylko dla wybranych ;) Miałam zajęcia praktyczne i praktyki przy bydle, koniach, owcach, a pracę mgr pisałam w Stadninie Koni Czystej Krwi Arabskiej w Michałowie. Mysle ze gdybym wytrwała przy koniach to bez problemu znalazłabym pracę, ale obecnie to inne czworonogi (buuuurki... :loveu: )to mój...konik :lol: Teraz z praca nie najlepiej, ale studia przeciekawe - jak dla mnie.
  9. ...tak myślę że sądzac z opisu problemu i stosunków między "właścicielami" a ich psem oraz ich podejścia do tematu to niestety nikt tam nie znajdzie chęci, woli, czasu aby rozwiązać ten spory problem. To by wymagało przyswojenia spooorej ilości wiedzy o układzie "człowiek - pies" i czasochłonnego zastosowania wiedzy w praktyce.
  10. Ja też śledzę wątek i trzymam kciuki, bo bliski mi temat "problemowych kundelków"! ;)
  11. Trzeba przejść się do łódzkiego oddziału Związku Kynologicznego na ul. Kościuszki [url]http://www.zkwp.lodz.pl/joomla/[/url] i tam wydać w kasie masakrycznie sporo kasiory na wyrobienie legitymacji (mi nie starczyło tego co miałam w portfelu, 140 zł za samo zapisanie się, nie byłam przygotowana... :) no i tam się też płaci za kurs.
  12. Oskar to BESTIA !!! :o:D Dopiero w czerwcu warsztaty??? Bardzo niedobrze... :sad: Samemu się wolniej uczymy! ;)
  13. W jakich godzinach bedą odbywać się zawody? Czy znajde gdzieś plan godzinowy sobotnio - niedzielny? Mam ochotę pojechać do Będzina i mysle czy lepiej w sobote czy w niedziele i o której wyjechac z Łodzi...
  14. Wspaniała ta zima, prawda? :angryy: Kurcze, 20 i 21 mam już zaklepane inne szkolenie! :-(
  15. Dzięki za odzew. Tak, wiem, że z tym psem muszą pracować właściciele, i to z dużym zaangażowaniem. Sądzę że nie starczy woli, czasu, wiedzy i wyczucia. Ciężko się z nim pracuje, choć dla mnie byłoby to wyzwanie. Ale ja po prostu chciałam zrobić taką analizę przypadku ;) Nie wiem czy ten pies faktycznie nie skończy zastrzelony...
  16. Witajcie. Potrzebuję konsultacji, chociaż teoretycznej :p Pomożecie? Przyjaciółka ma psa, przybłędę. Trafił do niej skądś w wieku 3 miesięcy, teraz ma blisko rok, kastrowany miesiąc temu. Mieszkają na wsi. Byłam u nich 4 dni i próbowałam zmierzyć się z problemem. Pies najbardziej przypomina mi husky. Co prawda jest czarny podpalany, ale ma haszczakową wielkość, rodzaj sierści, "wyraz twarzy" no i prawie nie szczeka tylko... pięknie huskowo "gada"! :loveu: Koleżanka ma problem bo pies ucieka do lasu na długie godziny - zarówno ze spacerów jaki z działki. Przypuszczalnie nęci go zwierzyna (ostatnio przyniósł w zębach... nogę sarny :crazyeye:. Tak, nie pomyliło mi się - nogę sarny. Pewnie znalazł, chyba nie zabił na Boga... Waży 16 kilo. Zamachałam tą racicą przed nosem przyjaciółki żeby się zastanowiła...) I niestety zdąrzył się juz pewnie rozsmakować w wyprawach "łowieckich". Pies spędzał czas głównie z pozostałymi dwoma psami koleżanki (dwie starsze suki), głównie na dworze. Był niby uczony "siad", "leżeć" i "do mnie" ale to co prezentuje powinien umieć w wieku 3 miesięcy. W domu pies spokojny (dla mnie nawet za spokojny, wręcz wycofany), głównie śpi. Nie inicjuje kontaktu (jest odsyłany "na miejsce" non stop przez męża Zuzki, ale to odrębny temat...), nikt się z nim nie bawi. Wrażliwy, serdeczny, zrównoważony, inteligentny, pozbawiony agresji, uległy ale nie bojaźliwy. Na pierwszy rzut oka - fajny piesek (zależy co kto lubi, dla mnie za spokojny :evil_lol: ) Napaliłam się na pracę z nim i wzięłam go na lince do ogrodu. Parówka w kieszeniach, sznurek, piłeczki... No i nauczył mnie pies pokory... :evil_lol: Po pierwsze - nie umie się bawić! Szarpanie? A o co chodzi? Pobiec za zabawką ? A po co?No, ale ewentualnie... Do tego jest niejadkiem totalnym! Parówka, kurczak, ser... Wszystko od niechcenia brane do pyska mimo ze na głodniaka. Czego ja nie robiłam! Spociłam się jak mysz. Uciekająca zabawka, rzucanie smaczków, piski, bieganie, uciekanie, tarmoszenie... Chyba tylko na rzęsach nie chodziłam żeby zainteresować sobą psa. Pies -zero pobudzenia... Lekkie zainteresowanie, jakby z grzeczności. Wolał lizać śnieg... :shake: Nigdy nie widziałam psa tak niezainteresowanego człowiekiem. Zrozumiałam ze teoria a praktyka dalekie są od siebie... Na spacerze: Pies w ogóle nie interesuje się człowiekiem. W ogóle nie szuka kontaktu. Nie potrzebuje człowieka. Zuzka wychodzi zawsze z 3 psami na raz. Partnerami są psy, nie człowiek. Z psem umie nawet przeciągać się patykiem. Piesek biegnie daleko z przodu. Daje się odwołać w 60 %. Przywołanie ogólnie spalone. Bardzo często oddala się do lasu i przepada. Kiedy schowałyśmy się psom byłam w szoku - obejrzały się po czym spokojnie pokłusowały same dalej... :shake: Podjęłam się próby diagnozy: pies nie nauczony współpracy i zabawy z człowiekiem, znudzony jego nieciekawym towarzystwem, partnerstwa nauczył się tylko z psami. Nie miał okazji przekonać się ze warto uznać człowieka za przewodnika. Zwyczajnie go nie potrzebuje. Ma swoje ważne sprawy - w lesie. Do tego nie jest łakomy co nie ułatwia nauki. Piłka to dla niego niepotrzebny wynalazek. A "plan naprawczy"? Dobrze kombinowałam przez 3 dni? 1. Nie dać mu już nigdy uciec. Ma nie wychodzić do ogrodu bez nadzoru. 2. Na spacerze zawsze na lince. 3. Powinien wychodzić na spacery bez innych psów (przynajmniej na razie) - tylko on i człowiek. 4. Narzucałam mu kierunek spaceru, dużo zmian trasy. Kiedy wyglądał jakby chciał sie wybrać "w las" było zdecydowane "Nie!", nakierowanie linką na siebie, zmiana kierunku i wygłupy lub szkolenie posłuszeństwa entuzjastycznie nagradzane. 5. Na spacerach starałam się nie być nudna - powygłupiałam się z nim, biegałam (niech goni człowieka), pokazywałam mu coś ciekawego w krzakach, szukałam z nim ukrytych smakołyków... 6. Robiłam krótkie momenty chodzenia przy nodze na skróconej lince, żeby pies szedł ze mną "łeb w łeb" - to wolniej to szybciej, zatrzymywanie się. Lekkie korekty obrożą, a kiedy pies wyrównywał swoje tempo z moim na luźnej lince - wielkie "suuuper!" 7. Od nowa przywołanie - na gwizdek. 8. Nagradzałam każde inicjowanie kontaktu i najlżejsze zaangażowanie w naukę. Ale zaangażowanie tego psa jest minimalne... Ale tu pytanie - JAK TEGO PSA NAGRADZAĆ ??? Jak dać mu motywację na tyle silną by nabrał zapały do "roboty", by przede wszystkim móc zaoferować mu coś NAPRAWDE atrakcyjnego? Jak pisałam pies ma "długie zęby" na żarcie, a na zabawkę nie reaguje wcale lub słabo. Na nagradzanie radosnym kontaktem socjalnym reaguje nieźle, ale to nie jest chyba wystarczająca motywacja... Spalić miskę? Nie poddawać się w nakręcaniu na zabawkę? Myślę że teraz nic nie jest w stanie przebić przyjemności "polowania" w lesie... Jak pracuje się ze zbyt "spokojnymi" psami, pełnymi rezerwy, które mają człowieka w nosie, nie są łakome i nie bawią się??? Czy da się nauczyć rocznego psa radości ze współpracy z człowiekiem?
  17. Ja się chętnie pojawię w Parku 3 Maja ale jeszcze nie wiem czy mam wolne 6, ja muszę wcześniej planować wolne dni w grafiku niestety... Tylko ze jeśli w planach są głównie psie zabawy to ja się wypisuję - po cóś uczę psa od jakiegoś czasu pracy ze mną... ;) Za to pracę w rozproszeniach (w tym obecność psów) chętnie poćwiczę bo miewamy z tym problemy.
  18. [quote name='diabelkowa']jak nauczyc psa zeby nie wypluwal aportu? cwiczymy z klikerem jak chwile trzyma to juz wielka radocha i od razu go ucze da bo wziac wezmie potrzyma i od razu wypluwa. nawet smarowalam mu to miejsce gdzie trzym jakims smaczkiem i nic wylizal jedynie aport[/QUOTE] Uczenie klikerem aportowania to dla mnie wyższa szkoła jazdy. Przecież po kliknieciu np. w momencie trzymania pies spodziewając się nagrody od razu wypluje aport. Pies będzie pluł aportem bo oczekuje czegoś "lepsiejszego" po kliknięciu, np. smaczka. :lol: Moim zdaniem kluczem do sukcesu jest przekonanie psa ze sam aport, przedmiot jest superowy i warto zwracać na niego uwagą i zajmować sie nim. Nam się udaje wydłuzać trzymanie koziołka przede mną przez moje intensywne "Suuuuper! Taaaak!" jak pies trzyma. Trzyma więc i merda ogonem bo chyba zrozumiał ze właśnie trzymanie jest aprobowane.
  19. Wszystkie książki braci Wach! [url]http://www.gandalf.com.pl/b/sam-szkole-psa/[/url] Popatrzcie na zdjęcie na okładce... :crazyeye: Czytałam ich poradniki z oczami jak spodki. A wiecie ze doberman nie nadaje się dla kobiet? Bo należy prowadzić go "silną ręką"... A jeśli pies nie chce warować tzn. opiera się przy naciskaniu ręką na kark to należy na nim usiąść okrakiem wyciągając jednocześnie rękami do przodu przednie łapy psa... Szoking...
  20. Czemu nie da się ćwiczyć frisbee z linką? Ja jak robię z psem coś konkretnego - posłuszeństwo albo frisbee to zawsze na lince żeby nie było sytuacji że pies przerwie sam ćwiczenia aby zająć się właśnie np. powitaniem psa. W środku miasta nie mam niestety miejsc na treningi żeby jakieś inne burki się nie kręciły opodal.
  21. Słuchajcie, szkoda nerwów, całe lata miną zanim świadomość ludzi wzrośnie do pożądanego poziomu. A może nigdy to nie nastąpi. U mnie w pracy co 20 klient ma szczeniaka nabytego z sensem. Już brak sił na strzępienie języka.
  22. Kilka wątpliwości w związku z aportem. Teoretycznie znawcy tematu uważają że formalnego aportu koziołka uczy się zawsze od końca czyli od nauki siadu z aportem przed przewodnikiem. Ale czy musi tak być? Pies na początku nie był zainteresowany przedmiotem tak dziwnym i innym jak koziołek, nie za bardzo chciał brać do pyska. Zaczęłam nakręcanie na koziołek: uciekający aport na sznurku, dużo przeciągania aportem, wspólne bieganie jak pies niesie koziołek, zachęcanie do przynoszenia koziołka w zębach w ogóle. Osiągnęłam to ze pies uważa że koziołek to zarąbista rzecz. Wytrzymuje już prawie zawsze wyrzucenie przy nodze (jest linka na powstrzymanie w razie czego), biegnie bardzo chetnie na hasło, podejmuje bez wahania, przynosi do mnie. Na początku było przeciąganie w nagrode. Teraz naprowadzam go na siad i jest ogólne "suuuuper!" Pies na razie podgryza aport w siadzie i siad mało stabilny z tym koziołkiem jakiś :lol: Czy uczyłam źle że nie "od końca"? Czy mam szanse na poprawny aport? Będę wdzięczna za odzew.
  23. Martens, mi piernik też się nie udał! Drewno wyszło i to mało słodkie. Nie łam się! Zadomowiłam się już na Waszym wątku! Pisz, pisz!!! Pozdr. świąteczne.
  24. [QUOTE]Drogie, drogie, ale powinno być wytrzymałe na psie zeby [IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/icon_wink.gif[/IMG][/QUOTE] Na pewno są wytrzymalsze niż inne ale nie wierzcie w "niezniszczalność" Kongów - klient w sklepie pokazał mi kiedyś zdjęcie Kongowskiej Stuff'a' Ball rozdrobnionej na kawałki w ciągu 20 minut przez jego 4 miesięcznego laba! :lol:
×
×
  • Create New...