-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Zuza - Szanucerak miniaturka musi opuścić dom. Pomocy!
Sybel replied to Sybel's topic in Już w nowym domu
Zuzę podrzucam, bardzo proszę o pomoc w szukaniu jej dobrego domu, bo czasu jest coraz mniej - ludzie muszą ją oddać. -
Dostałam mail od sąsiadki. [QUOTE][COLOR=#1F497D]Pieska zobaczyłam po raz pierwszy ok. 2, 3 lat temu siedział na przystanku, następnego dnia również tam był[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Nie wytrzymałam wzięłam smycz i chciałam zaprowadzić go do schroniska ale ktoś się zlitował i wpuścił na podwórko (róg Pojezierskiej i Al.Włokniarzy)[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Przed domem pojawiła się psia miseczka ,uspokoiłam się –piesek przynajmniej miał schronienie i coś do jedzenia.[/COLOR] [COLOR=#1F497D]To trwało ok. 1,5 roku, potem zniknęły miseczki, na podwórku był coraz większy bałagan a pieska coraz częściej widziałam biegającego „samopas”blisko al.Włókniarzy(wiadomo jaki tam jest ruch)[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Na początku tego miesiąca spotkałam Panią, która go dokarmia. Pani zrobiła rozeznanie w pobliskim komisie samoch. I okazało się, że właścicielka domku jest w domu op.społ. a jej mąż chyba zmarł.[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Jest jeszcze córka tych Państwa pojawiająca się sporadycznie ale ma pieska już nie napiszę gdzie.[/COLOR] [COLOR=#1F497D]W tej chwili w trójkę dokarmiamy tę psią biedę ale piesek jest coraz starszy i myślę, że nie przeżyje zimy w tych warunkach.[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Jeżdżę tą trasą codziennie do pracy i nie zauważyłam jakiejkolwiek agresji wobec innych zwierząt i ludzi (piesek przez dziurę w płocie przechodzi na zewnątrz posesji często leży na chodniku a przechodzą ludzie z pieskami )[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Dokarmiam go prawie z ręki nie dość ,że mi jej nie odgryzł to dostaję buziaki.[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Nie sądzę aby był szczepiony jest b.brudny i zapchlony, może kiedyś potrafił chodzić na smyczy ale minęło kilka lat.[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Niestety nie jest młody moim zdanie ma ok. 6-8 lat.[/COLOR] [COLOR=#1F497D]Zdjęcia postaram się przesłać w następnym mailu[/COLOR][/QUOTE]Ja się w przyszły weekend wyprowadzam do Zgierza w końcu na 27 metrów i nie mam jak psa zabrać. potrzebny dom, tymczas, cokolwiek. Pieniądze na pewno sie znajdą, choćby od nas i sąsiadki, pies powinien mieć więc za co żyć, jednak najważniejsze to go zabrać, ocenić i szukać mu domu. Pies wygląda tak: [IMG]http://img51.imageshack.us/img51/622/zdjcie0100a.jpg[/img] [IMG]http://img84.imageshack.us/img84/5679/zdjcie0104q.jpg[/IMG] [IMG]http://imageshack.us/photo/my-images/51/zdjcie0100a.jpg/][IMG]http://img51.imageshack.us/img51/622/zdjcie0100a.jpg[/IMG]
-
Kuzynka mojego TZ ma trzyletnią sznaucerkę miniaturkę sól z pieprzem Zuzę. Zuza jest boska. Uwielbiam ją, jest energiczna, baaardzo towarzyska, zabawowa, wychowana z dziećmi w domu. Miała problem z lękiem separacyjnym, ale jej ludzie kupili klatkę kenelową, którą Zuza traktuje jako swój azyl i dzięki której nie wyje, kiedy zostaje sama. W styczniu zeszłego roku na świat przyszedł najmłodszy członek rodziny. Ostatnio okazało się, ze młody ma na psy alergię i teraz Zuza musi opuścić dom, w którym była od małego. Baaaardzo ją lubię, w związku z czym szukam dla niej najlepszego możliwego domu. Sunia nie jest sterylizowana, ale chcę na ten zabieg namówić jej ludzi, żeby mała przypadkiem nie wydała kiedyś na świat maluchów (o ile wiem, nie ma rodowodu, jest raczej w typie rasy). Zuza ma problem z agresją, kiedy w grę wchodzi kość wędzona - jest jednak bardzo pojętna i doświadczony opiekun mógł by ją tego z łatwością oduczyć. Zdarza jej się posikiwać leciutko, jeśli ktoś do niej przychodzi - mała popuszcza ze szczęścia. Wobec dzieci jest łagodna, choć starsze dziecko w jej domu jest hiper aktywne, głośne, traktuje ją czasem zbyt bezpośrednio i troszkę brutalnie. Dobrym rozwiązaniem był by dla niej spokojny dom, gdzie mogła by się bawić, szaleć, uczyć, gdzie poświęcano by jej sporo uwagi. Jeśli chodzi o inne psy, dogaduje się z sukami i niektórymi psami, ale zbyt nachalnych adoratorów ostro przegania. Ma kompletny ogon i uszy, lubi strzyżenie w domu, raz oddana do salonu strasznie histeryzowała - ale groomer nie umiał sobie z nią poradzić, więc nie wiem w s umie, czyja to wina. Nie mam niestety jej zdjęć. Kontakt ze mną via dogomania lub na mail [email]agnieszka.zajac.1984@gmail.com[/email] Telefonu nie podaję, bo w pracy zwykle nie mogę odebrać. Właścicielom będę przesyłać tylko poważne, sensowne oferty. Gdyby był tu ktoś, kto by umiał doradzić w kwestii umowy adopcyjnej, wizyty przedadopcyjnej (a nawet pomóc w jej przeprowadzeniu, gdyż nigdy tego nie robiłam), była bym baaardzo wdzięczna.
-
Mozna poszukać strony hodowli - jeśli jest dobra, powinna jakąś mieć wraz z listą miotów i zdjęciami. Możliwe, jesli to jakaś rasa z cehchami charakterystycznymi, że da się po pierwsze po zdjęciach zidentyfikować psa (lub zawęzić pulę psów), moga być tez jakieś informacje o właścicielu (choćby imię, czy z jakiego miasta jest, czy cokolwiek). Można znaleźć też moze ojca psa - może jego właściciele by byli w stanie jakkolwiek dotrzeć do hodowcy, czy jakoś pomóc.
-
Te legendy o skręceniu karku, naciągnieciu karku, innym okaleczeniu kantarkiem to jest dla mnie osobiscie bujda na resorach. Prowadzałam na tym psa dość długo, do tego bardzo żywiołowego, momentami agresywnego, dosyć silnego. Nigdy nie zrobił sobie krzywdy.
- 566 replies
-
Ja tam polecam Joserę, wychodzi 155 zł za 15 kg (akurat tej, którą kupuję, dla mało aktywnych. starszych psów, z mięsem małży i takimi tam), a więc 10 zł za kilogram. Maksymalnie chyba kosztuje do 180 zł za 15 kg w zooplusie, możliwe, że np. w krakvecie taniej. I jest naprawdę przyzwoita, psy są po niej zdrowe, kupy ładne, ma dobry skład. Warto rozważyć.
-
Jest taka prosta sztuczka, jak swojego agresora zbić z pantałyku podczas pierwszego spaceru, żeby zapomniał o agresji. W każdym razie u nas zawsze działa, jak kogoś nowego mamy do domu wprowadzić, np. Tyfusa, szczeniaka mojej siostry (o ludzie.. on ma półtora roku, a ja o nim wciąż "szczeniak"). W każdym razie u nas Tysia prowadziła moja siostra, którą mój Filip uwielbia. On generalnie nie lubi psów, ma kilkoro znajomych, ale zapoznanie go z nimi trwało 5 lat, bo dopiero teraz wyluzował i nie wpada w amok. W każdym razie Młoda szła z Tysiem, Filip ją wypatrzył, ja go podkręcałam "patrz kto idzie!", więc tak się podekscytował młodą, ze Tyisa obwąchnął jakoś po 5 minutach i olał. Poszliśmy na spacer, weszliśmy do domu, Tyś zaczął szaleć z drugim psem, Felkiem, a Filip coś tam mamrotał, jak młody bardzo go wkurzył, to go ustawiał, a jak Filip przegiął z marudzeniem, była kara słowna typu "NIE!". No i teraz jak młoda z Potworkiem wpada, chłopaki się witają i jest ok. Dlatego warto się umówić tak, zeby na spacer zapoznawczy jedna osoba pojechała wcześniej i chwilkę pobyła z sunią, a druga dojechała/dołączyła po kwadransie z Waszym psem. On się zdąży stęsknić i się tak ucieszy, ze widzi "zaginioną" osobę, że zapoznanie może pójść łagodniej.
-
Możesz zainwestować w dwie klatki kenelowe - po jednej dla każdego psa. Najpierw oswoj swojego z klatką, naucz go z niej korzystac, potem naucz tego młoda, gdy do Was doąłczy. To moze sie sprawdzić. Inna opcja to zamykanie w dóch osobnych pokojach, z czego drzwi na haczyk/zasówkę. Można coś takiego kupić za kilka złotych i przez ten czas, gdy będziesz w domu, uczyc psy zostawać same - 5 minut, potem 10, 15... Takie pomysły mi do głowy na razie przychodzą.
-
Do nas weterynarz przyjechał uśpić psa w domu. Maks miał wtedy jakieś 12 lat, ogromnego raka prostaty, cewnik, pieluchę, kołnierz, nie mógł się wypróżniać, choć dzielnie walczył z bólem. Uznaliśmy, że nie możemy tego dłużej ciągnąć. Bolało bardzo, bolał jego brak, pustka, jaką zostawił, ale nigdy nie pojawiła się myśl "wydaliśmy na niego wyrok" - była tylko świadomość, że gdyby nas spotkała tak poważna choroba, też chcieli byśmy zostać uśpieni. Jaskieś 8 lat później mój dalmatyńczyk zatruł się czymś i przez miesiąc usiłowaliśmy go ratować jeżdżac do weta nawet w środku nocy. Ostatniego dnia obudziła nas jego przyjaciółka wyjąc w niebogłosy. Pucel był nieprzytomny, miał drgawki, leciało z niego coś brązowego wszystkimi otworami. Biegiem do weta, próby ratowania, ale pies umarł. I wiecie? Żałuję, ze wet nas ciągał, mamił jakimiś cudami, kroplówkami, wyciągnął z nas naprawdę kupę forsy, dał nadzieję. Okazało się, że źle go badali, że nie miał szans, bo mu jelito obumarło i powinniśmy byli go uśpić jaiś czas wcześniej. Do tej pory żałuję, że nie było nam to dane, że patrzyliśmy, jak jego ciałem wstrząsają dreszcze, jak walczy o oddech... Miał 5 lat, całe życie przed sobą. Albo dobrą, spokojną śmierć zamiast piekiełka leczenia. Nie zawsze leczenie ma sens. Tak naprawdę to jest w dużym stopniu w rękach weta, jak psi los się potoczy. Ela B. Gruczolaki się łatwo leczy, moja mama miała, ma moja młodsza siostra - na szczęscie malutki, obserwowany. Trzymam kciuki.
-
I wtedy mandacik... Poczytaj może Mrzewińską i innych dobrych trenerów - nie CEZARA MILANA! - i wykorzystaj moze ich metody zabawy i szkolenia przy swoim psie. W jakim jest wieku, jak długo był u koleżanki? Poza linką treningową można też wykorzystać lonżę dla konia (w zooplusie koło 50 zł za chyba 10 m), do tego zamiast samych smaczków może zabawki, kliker.
-
Bity i niedożywiony Husky - proszę o radę. Chcę go uratować.
Sybel replied to szwagier's topic in Siberian Husky
Jeśli chodzi o ciążę, to tak, jak pisze evel, najlepiej iść do weterynarza i rozważyć sterylizację. Jeśli suka jest niedożywiona, żywiła się bardzo mało wartościowym pokarmem, to maluchy mogły by albo urodzić się baaardzo słabe, albo nie przeżyć, a na dodatek ewentualna ciąża nie pomoże suce wrócić do formy. Zresztą skoro nie wiadomo, czy jest, z kim jest, a do tego jest bardzo młodziutka, to sterylizacja była by najlepszą decyzją tak prawdę mówiąc. Jeśli chodzi zaś o zaufanie - to owszem, na początku może być nieufna, a więc Twoją rolą będzie zachować przy niej spokój, być taką ostoją, dającą bezpieczeństwo, zeby mała mogła dojść do siebie, nauczyć się ufać ludziom, lubić ludzi. Warto też pamiętać, żeby na początku na spacerach nie puszczać jej ze smyczy - skoro uciekała, może mieć taki nawyk i trzeba go powoli eliminować. Może też nie być nauczona czystości, a więc na pewno przyda się troszkę dystansu, cierpliwości, konsekwencji. -
Dokładnie o to mi chodzi arielka :)
-
Po pierwsze mnie rodzice nigdy nie uderzyli, a wyrosłam na porządną, uczciwą obywatelkę, pracującą, po studiach, dość zrównoważoną, empatyczną, łagodną. Nie było żadnego dzikiego buntu młodzieńczego. bo w domu było zrozumienie i metoda "pozytywna". Rodzice wychodzili z założenia, że dziecko to jednostka od nich zależna i im podległa i NIE MOŻNA się pastwić, lać, wykorzystywać swojej fizycznej przewagi. Po prostu traktowali mnie jak człowieka. Po drugie większość labów i goldenów jest brana przez ludzi, którzy uważają, że te rasy od chwili poczęcia mają wbudowaną opcję "dobre wychowanie", w związku z czym NIKT ich nie wychowuje. I potem jest kuku. Mam watahę psów, owszem, między sobą mają poukładane relacje, ale nie próbują dominować ludzi. Nie dlatego, że ich tego oduczono. Nie dlatego, że my stajemy na czele stada. Nie, po prostu jest między nami granica gatunkowa, oni mają swój język, my swój, a między gatunkami mamy partnerstwo. Tyle mi do głowy w tej chwili przyszło na temat tej dyskusji :)
-
[QUOTE]Nasze pieski są zdrowe (bez dysplazji, alergii) wesołe, poniekąd szalone. [B]Kochają one strasznie dzieci oraz inne domowe zwierzątka[/B] np. nasze 2 koty i królika[/QUOTE] Urocze...:evil_lol:
-
Szkoda, że nie zadzwoniłaś po SM od razu, jak odeszłaś...
-
Suka mojego TZ potrafi biegać od 6 rano do 23 po działce - non stop albo pogoń za ptakami na drzewach, albo za listkiem, albo za innymi psami, albo za piłką, patykiem itd. W międzyczasie jeszcze zalicza trzy - cztery godzinne spacery z watahą, w trakcie których biega non stop, pływa, usiłuje chodzic po drzewach, wystawia krowy, słupy - i co? I żyje, nie odpoczywa, ma jakies cztery lata i chyba jej przodkowie na 12 pokoleń wstecz koło żadnej rasy nie leżeli. Majka tak po prostu ma. Mój Felek też, w trakcie wizyty na działce pobił rekord, kiedy od 8 rano był non stop w ruchu domagajac się rzucania patyka/piłki/kamienia/czegokolwiek, potem przyjechali goście, więc witał się godzinę, potem przy stole siedział do 5 rano domagając się rzucania i małpując, a wstał o 7 rano, bo ktoś zaczął się wiercić. Dopiero koło południa następnego dnia zasnął na siedząco - ale goście pojechali, więc atrakcji ubyło. Dlatego uważam, że są psy, które mogą być non stop aktywne - są przecież też ludzie, którzy robią 1000 rzeczy na raz i śpią po 3-4 h. I funkcjonują normalnie. Z drugiej strony kiedyś u weta był pudel pod kroplówką. 12 lat, poleciał za panienką gdzieś w pole, po kilku godzinach poszukiwań właściciele znaleźli go w stanie przedzawałowym w lesie - pies był hiper aktywny, ale zapomniał, że już swoje lata ma i jest 30 stopni, a panienka młodsza, szybsza i mało chętna, więc mu zwiała. To też jak człowiek - niektórzy hiperaktywni nie zauważają, ze mają 60-70 lat i chęci są, ale ciało nie to, co kiedyś.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Po pierwsze "labladorem" inteligętnym... OMG Poza tym wygląda na mega młodego. Przez to, że nie wstał w pełni, a na pierwszym zdjęciu siedzi bokiem, jest jak dla mnie podejrzenie dysplazji, a na dodatek brak sierści wokół oczu. Dobrze by było, jakby się ktoś umówił tam i TOZ zabrał ze sobą, bo pies wygląda na chorego, a po brudzie na brzuchu - na trzymanego w oborze.
-
[QUOTE]1. [B]Liże, skacze, wariuje[/B] gdy ktoś przychodzi lub my do kogoś idziemy. Często odwiedzamy naszą ciocię - jak tylko Kira ją zobaczy nie interesuje ją nic innegi, ciągnie na smyczy tak, że ja już jestem prawie ciągnięta po ziemi. A gdy już się wreszcie do niej dostanie to właśnie robi to, co już napisałam. Wskakuje na kolana, liże po całym ciele - wariuje. No i nie dotyczy to tylko cioci - gdy mnie widzi(np. pierwszy raz w konkretnym dniu) to nie mogę jej pogłaskać tak, żebym nie była mokra. A jak widzi dzieci, to już w ogóle jest szaleństwo. Skacze, liże podgryza, wariuje. To jest już dość duży pies i boję się, że pewnego dnia zrobi jakiemuś dziecku krzywdę...[/QUOTE] Na wiele psów pomaga odwrócenie się i ignorowanie. Bez wylewnego witania - jeśli takie się pokazuje. Najlepiej by było, jak pies by znał komendę siad - wtedy ją podajesz, jeśli pies usiądzie, to nagradzasz smaczkiem. U mojego jednego, który się dzre w niebogłosy, pomaga natomiast "przynieś piłkę", bo go zatyka, a ma hopla na punkcie zabawek. Najlepiej jednak wejść ignorując psa, a jeśli nadal skacze, to kazać mu usiąść. Jeśli goście wchodzą, to też psa wpuścić dopiero, jak się rozbiorą i kazać usiąść. Kiedy przychodzicie do kogoś, pies najpierw na smyczy, i znowu siad, witamy się siedząc i na spokojnie. Dobrze by było, gdyby ludzie zachowywali się wtedy cicho i spokojnie, bez objawów euforii. W każdym razie mi tu taka opcja przychodzi na myśl. [QUOTE]5. No i największy problem - [B]nieposłuszeństwo[/B]. Na spacerach Kira jest poprostu nieznośna. Nie przychodzi na wołanie(tzn. przyjdzie ale na pewną odległość, nastepnie skręca w inną stronę). Na spacery chodzimy najczęściej na łąkę. Nieraz, jeśli nic jej poważnie nie zainteresuje, to przyjdzie ze mną spowrotem do domu. Jednak wystarczy kopiec kreta który przez przypadek zauważy - wtedy już nic jej nie interesuje, mogę ją wołać, biec, uciekać, chować się, ogólnie udawać wariatkę - a ona nawet na mnie nie spojrzy. (chciałam dodać że mieszkam na wsi, łąkę mam zaraz za domem więc na takie krótkie spacery idziemy bez smyczy).[/QUOTE] Wyprowadzaj ją na lince. Lonża dla konia np. w zooplusie, kosztuje poniżej 50 zł, a ma chyba 10 metrów. Na lince ucz ją przychodzić - wołaj, jak nie przyjdzie, to delikatne szarpnięcie, potem kolejne, aż Cię zauważy. Jeśli jest niedowoływalna, NIE puszczaj jej w ogóle luzem - zobaczy sarnę, czy królika, poleci i ją jeszcze ktoś zastrzeli. [QUOTE]2. W poprzednim punkcie zaczęłam [B]temat podgryzania[/B]. To też jest niestety problemem. Kirze właśnie w takim szaleństwie, radości bardzo często zdarza się podgryzać innych. Kiedyś skutkowało krzyknięcie "Ała!", dzisiaj już niestety to nie wystarcza. [/QUOTE] To bym też podpięła pod punkt pierwszy, Wy spokojni, bez ekscytacji, ignorujecie psa, nagradzacie za spokój. Można używać czegoś mega pachnącego, np. posmarowanego pasztetową, czy czymś innym (ja używam czasem kawałeczków dojrzałego sera pleśniowego, bo śmierdzi, ale raczej rzadko :P ) [QUOTE]3. [B]Szczekanie i łapanie zębami obcych[/B]. Kiedy Kira widzi kogoś pierwszy raz(lub nawet drugi - zdarzyło mi się to) strasznie szczeka i doskakuje do niego. A kiedy ten ktoś chce ją pogłaskać i zbliża rękę do jej głowy - ona ją(głowę) wykręca i łapie zębami. I to już raczej zabawą nie jest.[/QUOTE] Poproście tylu znajomych, obcych Kirze, ilu znacie, żeby się z Wami witali ze smaczkiem w ręku. Niech pies kojarzy, że obcy człowiek to przysmak w pysku. Poza tym bierzcie ją w duże skupiska ludzi (w kagańcu, przynajmniej na początku), zeby napatrzyła się na ludzi. Może jakieś koncerty plenerowe, jarmarki, a nawet ruchliwe centrum. Niech widzi masę ludzi i psów i się z nimi oswaja. Na pewno ktoś was zaczepi - wtedy można kazać psu znowu usiąść i spokojnie ją witać. Im częsciej jest wśród ludzi, tym powinno być lepiej. [QUOTE]4. Teraz przechodzimy do [B]tematu spacerów[/B]. Może zacznę od tego, że jeśli coś Kirę zainteresuje, to nie patrzy na to że jest na smyczy, i że ja tą smycz trzymam - pędzi przed siebie. Nie pomaga zatrzymywanie się za chwile i ponowne ruszanie. Kiedy po chwili ruszamy, to pies jeszcze bardziej pragnie się do tego czegoś dostać i jeszcze bardziej ciągnie.[/QUOTE] Tu nie umiem pomóc. Ja po prostu staję, pies dostaje komendę siad i powtarzamy to tak długo, aż któreś z nas skapituluje - zwykle to jest pies. Z tym jednak też miewam problem. [QUOTE]6. No i coś co mnie dzisiaj w ogóle wyprowadziło z równowagi. Idziemy na łąkę i Kirę coś zainteresowało w trawie. Ona często sobie wynajduje jakieś pasikoniki i za nimi skacze, więc mnie to szczególnie nie zdziwiło. Jednak kiedy stanęłam i pies do mnie podszedł, zauważyłam, że ma w pysku zdechłego kreta... No i tutaj zaczął się cyrk. Kazałam jej to wypluć(ta komenda skutkuje tylko wtedy, gdy stoję nad nią i krzyczę żeby coś wypluła/oddała) - więc nie poskutkowało. Ruszyłam w jej stronę, a ona domyślając sie już co się dzieje, zaczęła biec w drugą stronę. Ja za nią, no i dobiegłyśmy tak do mojego domu. Tam już byłam tak wściekła, że pies to chyba wyczuł i sam wypuścił kreta z pyska. No ale wracając do tematu - w tym punkcie chcę się dowiedzieć, jak nauczyć psa komendy "zostaw/wypluj/oddaj" nawet, jeśli stoję kilka metrów od niego ,a nie nad nim.[/QUOTE] Akurat to, że tracisz spokój, jest problemem (wiem, też tak miewam, nie łatwo utrzymać spokój, jak pies przynosi trupka w pysku). Niestety tu znów pomogą jakieś nagrody. Można poszukać informacji, jak nauczyć psa aportować - są pewnie w sieci filmiki i tym podobne materiały, na których można się oprzeć i ćwiczyć z psem. Generalnie chodzi o to, żeby z psem ćwiczyć, wychodzisz z psem na spacer, to ZAWSZE z nim pracujesz, każdy Wasz wspólny krok musi być ćwiczeniem i utrwalaniem zachowań. Poza tym poszukaj w sieci Zofii Mrzewińskiej i jej porad, może kup jej ksiązki. No i na bank jeszcze ty parę osób doda dobre rady, które mogą zadziałać. Powodzenia i przede wszytskim cierpliwości :)
- 566 replies
-
Wujek mojego TZ też tak robił, że kilka kilometrów przed działką, już na polnej drodze, otwierał drzwi, wysadzał swojego psa i ruszał dalej, a pies biegł za samochodem - lub obok, przed... Oczywiście jak o tym usłyszałam, to mnie krew zalała, mówię, że przeciez mógł wpaść pod samochód wujka lub cudzy, że to cholernie niebezpieczne. Gdzie tam, wszyscy dumni, że pies w wieku 14 (!) lat w tak doskonałej kondycji. Ja go nie poznałam, umarł, zanim mojego cudaka poznałam, ale ta opowieść zawsze mnie z równowagi wyprowadza. Swoją drogą przez te prawie 3 lata bardzo zmieniłam spojrzenie rodziny mojego TZ na psy. Teraz mają dwa w domu, nie prowadzają ich na obroży (niezdejmowanej w domu...), tylko na szelkach, suka wysterylizowana, oba mają medaliki z adresami, sa rozsądnie w końcu karmione... Co się nastresowałam, nagadałam, to moje... Balbina, daruj sobie wreszcie, ani to smieszne, ani mądre, co piszesz. Jak rzep psiego ogona się uczepiłaś i od trzech stron wałkujesz bzdurę. Ja sama nie raz reagowałam tak, jak Omry, bo mnie szlag trafiał. Niesmieszni ludzie zaśługują na nieśmieszne traktowanie i z mojej strony by dostali to samo, co ze strony Omry.
-
Nie wiem, mój znajomy ma jorka królewskiego :] Ma 5 miesięcy i waży 4kg. Nie wiem, ile jeszcze urośnie, ale czekam z niecierpliwością.
-
Byłam ostatnio na spacerze wieczornym z psami, poszłam z moim TZ i mamą, bo celem był koncert z okazji rocznicy Likwidacji Getta w Łodzi odbywający się w parku po 20.30. Psy na smyczach, zakagańcowane, z odblaskowymi obrożami, żeby było je widać, do tego stanęliśmy dość daleko, psy otoczone przez nas, zeby nie zaczepiały ludzi. No i nagle między nami znalazł się rozkoszny spanielek, pańcio szedł z nim na luźnej smyczy. Oczywiście moje psy zaczęły na niego szczekać, Felek raczej w trybie informacyjnym, ze halo halo, tu ktoś jest, a Filip raczej z planem wyprucia bebechów małemu. Pańcio zaskoczony, nawet psa wycofał. Wkurza mnie taka sytuacja, tym bardziej, że my bylismy po prostu odwróceni do gościa plecami, z telefonem przy uchu i poszedł z pieseczkiem. Inne psy, podobnie, jak moje, były prowadzone przy nodze. Od razu mówię, psy wzięlismy, żeby nie siedziały same w domu, koncert plenerowy, dwa przystanki od domu, więc dla nich atrakcja, że hej. Co do szarpania - mój "pudel" i "szpic" też mordują zabawki szarpiąc głową na wszystkie strony, to chyba nie kwestia bycia lub nie TTB, to typowy odruch drapieżnika.
-
Nie rozumiem. Po co ten wątek, czy to jest pytanie, pytanie retoryczne, oświadczenie? Aha, a skoro wychowałaś 4 psy, to jakie, jakiego typu itd. Warto wejść na forum o dobermanach i popytać ludzi, poczytać ich doświadczenia. Planujesz psa wystawowego, sportowego, zwykłego domowego?
-
Po prostu jak jecie, każcie psu wyjść. Moje wsyztskie psy zostały oduczone żebrania komendą "wyjdź" i "na miejsce", a były naprawdę każdy z innej parafii. Mój ojciec jest "robolem" tak btw. Już kilka razy miał wypadki w pracy, bo w takich wspaniałych warunkach pracuje. Teraz od 9 lat w Londynie, bo w mojej okolicy średnio fajne warunki by dostawał. To nie jest ani łatwa, ani przyjemna praca, ojciec miał pęknięte żebro, prawie stracił oko (metalowy prent na niego spadł), wiecznie poparzenia od spawania (bo po co załatwiać odzież ochronną swoim ludziom) i do wielu lat walczy z chorobą skóry po budowie w Niemczech, gdzie zapomnieli dodac, ze chemikalia są na powierzchni niezabezpieczone. Troszkę szacunku proszę, bo normalnie krew mnie zalewa. Jeśli zostawiłas psa z obcymi ludźmi i nie dałaś konkretnych wytycznych, to cudów nie ma. Po prostu. Ja, jak mam gości, na dzień dobry daję instrukcję obsługi psa, co wolno, czego nie, stawiam psie ciastka na stole i z głowy.
-
Przykro mi bardzo :( Może mimo wszystko wyślijcie te zdjęcia RTG do podanych wyzej lekarzy, żeby mieli do analizy. Chanell to życia nie wróci, ale może w przyszłości innemu psu będą mogli jakoś pomóc? Tak tylko kombinuję...