Jump to content
Dogomania

Delph

Members
  • Posts

    3340
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Delph

  1. Sedalin absolutnie odradzam :shake: W ogóle takie leki powinny być przepisywane przez weterynarzy-behawiorystów, a nie w zwykłych lecznicach, co jest wielką plagą przed końcem roku. O badaniach wiem, sunia miała robione ekg i podstawowe badania. Niedługo zrobię jej badania wątroby i nerek, żeby zobaczyć, czy nie dzieje się coś złego. Jeśli chodzi o Sylwestra, to podczas wizyty dostałam dla niej jeszcze lek o nazwie Afobam, mam go włączyć w okolicach Bożego Narodzenia i dawać do Sylwestra (jednorazowe podanie nic nie da, poza tym strzelają już przed Sylwestrem). Czyli przez jakiś czas sunia ma być na dwóch lekach psychotropowych :shake: Praca pracą, ale jeżeli nie ma efektów, a pies cierpi (codziennie kilkakrotnie przeżywa ogromny stres), to coś z tym trzeba zrobić... Tylko ja już nie wiem co...
  2. Bardzo dziękuję za rady. Cały czas się waham z tymi lekami, na razie podaję skoro zaczęłam, ale jeszcze nie jestem przekonana. Zrobię suni niedługo badania, jeżeli okaże się, że ma np. obciążoną wątrobę, to pewnie odstawię (stopniowo). Książkę "Mój pies się nie boi" mam i znam, ale tak jak pisałam, większość "tradycyjnych" metod, które działały u innych psiaków, tutaj zawodzi. Sunia malutka nie jest, waży ok. 24 kg, co mi wcale nie ułatwia sprawy teraz na ośnieżonych chodnikach ;) Duża też nie jest, przynajmniej dla mnie to nie jest duży pies, ale ciągnie ile ma sił, a jak na psa w tym wieku ma ich sporo. Jak wystraszyła się wystrzału w lesie, to przecięła mi palce smyczą :-( W domu jest obeznana z dźwiękiem samochodów, tak jak pisałam, mieszkam tuż przy bardzo ruchliwej ulicy, hałas przy otwartych oknach jest 24h/dobę, przy zamkniętych też słychać. Ale w domu jest spokojna, czuje się bezpiecznie. Naprawdę zaczynam uważać, że mieszkanie u mnie jej nie służy, w domu z ogrodem to byłby zupełnie bezproblemowy pies, jest przyjazna, łagodna, toleruje inne zwierzęta, lubi ludzi, dzieci, nie hałasuje, nie brudzi w domu, nie niszczy, pozwala ze sobą wszystko robić. Przytulanka straszna. Tym bardziej jest mi jej szkoda, bo to psi aniołek po prostu :-( Aha, i jeszcze: próbuję właśnie takiego zatrzymywania się, siadania na ławce itp., bo ona bardziej panikuje w ruchu, za dużo jest bodźców dookoła i ona nie nadąża, więc wpada w panikę. Ale to też kiepsko wychodzi, bo sunia siedzi/stoi chwilę spokojnie, po czym zaczyna się szarpać na smyczy... Nie ma tak, że usiądzie i się odpręży. Wygląda to tak, że siedzi i czeka w napięciu, po czym nie wytrzymuje i wyrywa się z przerażeniem :shake:
  3. Z drugim psem jest - moim osobistym, baaardzo wyluzowanym na spacerach, który boi się tylko wystrzałów (przeraża mnie lekko wizja okresu przedsylwestrowego), normalnie to nic go nie rusza, samochody uwielbia i nigdy się nie spina, nawet jak np. jakiś pies go atakuje. Sunia bez psa na spacerach to już totalna masakra, dlatego chodzą razem. Wtedy jest troszkę spokojniejsza. W ogóle najlepiej jest, jak wychodzimy we czwórkę: ja, mój TZ, mój pies i ona. Wtedy jest w stanie nawet pomerdać ogonem, jak się razem powygłupiamy. Ale to tylko na moment :-( Ze stopniowym oswajaniem jest ciężko, mieszkam tuż przy jednej z najbardziej ruchliwych ulic w mieście, wychodzimy tylko od strony podwórka, ale tam też są samochody, no i słychać silniki z ulicy głównej. Do podróży autem już ją przyzwyczaiłam (na początku bardzo się bała), teraz uwielbia jeździć na wycieczki. Ale jak tylko wracamy, wysiada przy ulicy, przy zaparkowanych samochodach i z powrotem panikuje :-( Stosujemy wychodzenie na chwilkę, ale wtedy jest to bardzo "na rękę" suni, ona najchętniej by wychodziła właśnie tylko za potrzebą i pędem, ciągnąc ile sił na smyczy, do domu. Sunia jest u mnie na tymczasie, teoretycznie powinnam jej po prostu znaleźć dom z ogrodem, bez spacerów, albo jeżeli to będzie spokojna okolica tylko "wypady" do lasu czy na łąki. Znaleźć domek jest ciężko (sunia jest starsza), dlatego o nią walczę, żeby "w razie czego" mogła u mnie zostać. Nie chcę skazać psa na tułaczkę po różnych domach, tym bardziej, że to wrażliwy psiak i wszystko, co wypracowaliśmy, może się cofnąć :-( edit: smakołyki oczywiście stosujemy, tak samo nagrody słowne, które ją bardzo cieszą. Poza tym wygłupiamy się, staramy się ją rozbawić, żeby odwrócić uwagę od lęku. Na początku tego nie robiłam, bo po pierwsze, był z nią zerowy kontakt, a po drugie nie chciałam nagradzać takiego zachowania. Po prostu nie reagowałam, dopóki sunia nie przestała się miotać. Wtedy dopiero ruszałyśmy dalej, bo dla niej największą nagrodą jest podążanie w kierunku domu (wiem, koszmarne, ale prawdziwe). Doszłyśmy do tego, że sunia wie, że żeby wrócić, musi przestać się szarpać, ustawić przy mojej nodze i wtedy ruszamy. Ale co z tego, jak nadal jest przerażona i po kilku sekundach znowu panikuje. A jak ma dobry dzień i idzie chwilę na luźnej smyczy, to wygląda, jakby szła na skazanie - serce się kraje :-(
  4. Nie napisałam, ale oczywiście z psem pracujemy, od 3 miesięcy. Rezultaty mizerne :-( To co działało na wiele innych psów przebywających u nas w tym przypadku zupełnie nie działa. Rady behawiorystów też. Właściwie wyczerpaliśmy już wszystkie metody, stąd to podawanie leków. Oczywiście pracujemy z nią dalej, same leki nie pomogą. Problem polega na tym, że sunia najpierw się bała wszystkiego (co nie było nadzwyczajne, miałam już takie psy, ona siedziała 5 lat w schronisku, trafiła tam z interwencji, więc spodziewałam się problemów). Po jakimś czasie uporaliśmy się z lękami, nowymi sytuacjami itp. Teraz w domu to wesoły rozmerdany pies, to samo na działce, u weterynarza, w lesie. Problem dotyczy codziennych spacerów. Sunia panicznie boi się ruchu ulicznego, osiągneliśmy tyle, że jest w stanie zachowywać się w miarę normalnie przez pierwsze chwile spaceru, później jest dla niej "za wiele" i zaczyna się totalna panika, szarpanie w stronę domu, piszczenie/wycie, ślinienie, dyszenie, wytrzeszczone oczy, jednym słowem masakra :-( Ma lepsze i gorsze dni, na spotkaniu z behawiorystką było na przykład super, była w stanie nawet przyjąć smakołyki przy ulicy, ale mimo to i tak behawiorystka przepisała leki. A nie widziała suni w czasie "gorszych dni" :-( Nie wiem co robić, z nią nawet ciężko jest pracować, bo to są ataki paniki, ona nie kontaktuje za bardzo. Radzimy sobie, ale pies się potwornie męczy, szkoda mi jej, dlatego bardzo chcę jej pomóc. Poza tym to kochany, posłuszny i wpatrzony w człowieka pies, inne nowości przyjęła bez mrugnięcia okiem, nauczyła się wszystkiego w mig, mimo że jest starsza. Zaczynam podejrzewać jakąś traumę, na przykład potrącenie przez samochód (boi się ruchu ulicznego i huku), a wtedy nie wiem, czy leki w ogóle mogą pomóc... Innych rzeczy nie boi się w ogóle, w domu nagłe hałasy (np. jak coś spadnie z półki) jej nie ruszają, lubi obcych ludzi, do psów trzyma dystans, ale to przez tłamszenie w schronisku. Zero agresji, mogę przy niej wszystko zrobić, ufna na maksa.
  5. Czy ktoś podawał środki psychotropowe psu i dało to jakieś efekty? Behawiorystka-weterynarz przepisała Anafranil mojej tymczasowiczce, daję go od kilku dni, ale nie jestem przekonana, czy to dobry pomysł. Sunia chodzi naćpana, lęki jakby się pogłębiły (wiem, że jest jeszcze za wcześnie na efekty, ale nie podoba mi się to za bardzo). Poza tym to starszy pies, nie chcę jej wyrządzić krzywdy i jeżeli szanse na poprawę są marne, to wolałabym to odstawić :shake: (pod kontrolą weterynarza oczywiście). Bardzo proszę o wypowiedzi osób, które miały do czynienia z podawaniem takich leków, np. na co powinnam zwrócić uwagę?
  6. Pies Pustyni, no co Ty, tak na siłę ?!? :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Jak pies np. waży 90 kg to może być problem ;) Daj mu smaczek dopiero jak wyjdzie ;) Później tylko co jakiś czas, a wreszcie w ogóle. I nie proś na 100 sposobów, bo tylko utwierdzasz go w przekonaniu, że jak się uprze, to Pańcia się ugnie. Wychodzicie i już.
  7. Ja też się ogromnie cieszę, szczerze mówiąc nie myślałam, że uda się pomóc całej piątce. Trochę to wszystko było rozgrywane "na wariata", muszę jakiś czas odetchnąć, bo za bardzo przeżywam takie sytuacje ;) Boli mnie, że zostały tam jeszcze psiaki, ale na razie nie mam na nie pomysłu. Nie wydadzą ich, a trzeba by przynajmniej sunię wysterylizować. Na razie nie chcę zaogniać sytuacji, będą pytać co z sunią itd. a mam przeczucie, że może się to wszystko źle skończyć. To są dziwni ludzie, może im coś głupiego do głowy przyjść :shake: A poza tym podejrzewam, że jak zabierzemy wszystkie, to sprawią sobie nowe i tyle :-(
  8. Ufff... właśnie wróciliśmy, mała została w Nowym Domu :multi: Nowi Państwo mile mnie zaskoczyli, okazało się, że mają kilkunastoletnią córkę uwielbiającą psy, sunia od razu się do dziewczyny przykleiła :lol: Będzie spała z nią w łóżku, mieszkała w super domu, do dyspozycji ma też ogród. Państwo mieli już kiedyś jamniczkę. Mam nadzieję, że mała będzie grzeczna :kciuki:
  9. Rozumiem, że teraz w okresie Świąt wszyscy mamy dużo wydatków, ale naprawdę radzę opłacić przynajmniej jedno-dwa spotkania z DOBRYM szkoleniowcem, to nie będzie kosztowało 800 złotych. Da Ci przynajmniej kilka wskazówek i instrukcji na najbliższe tygodnie, po Nowym Roku będziecie kontynuować spotkania. Tak jak pisze Greven, nie warto przegapić teraz dobrego momentu, bo za chwilę okaże się, że kastracja była wyrzuconymi pieniędzmi w błoto, bo psiak utrwali sobie złe zachowania.
  10. Nie wiem, na razie muszę się zająć mamusią. Ledwo wszystko ogarniam, prawie nie sypiam. Z tymi ludźmi trzeba wszystko jakoś gładko rozegrać, żeby nie zrobili krzywdy innym psom. Trzeba by też jeszcze wysterylizować drugą sunię, bo zaraz ona będzie rodzić co cieczkę... No i przede wszystkim gdzie zabrać psiaki? Ja nie mogę żadnego wziąć, teraz z mamusią wyszło tak jak wyszło, a jest raczej kiepsko. Mieszkam w jednopokojowym mieszkanku, jestem całymi dniami w pracy i mam oprócz swojego psa problematyczną tymczasowiczkę, a teraz jeszcze jamnisia... Dzisiaj była sterylka, wszystko się udało, siedzę teraz i pilnuję małej, żeby po łóżku nie skakała i nie spadła ;) Nawalił mi transport na jutro do nowego domu, Pani, która miała nas wieźć nie odbiera tel., a mamy wyruszyć rano... Nie wiem co będzie :-( U mnie zostać nie może, bo ledwo daję radę. Moja tymczasowiczka się "cofnęła" w tym co wypracowaliśmy, a za chwilę mam jej wprowadzać leki psychotropowe i to nie jest dobry moment na nowego psiaka... Ehhhh :(
  11. [B]Bonsai[/B]: Zdjęcia warto by było zrobić, tylko że jutro już sterylka i mała będzie niewyględna ;) W sobotę rano jadę do Żuromina, mam nadzieję, że domek wypali...
  12. Bardzo dobrze zrobiłaś, że go wykastrowałaś. Podpowiem jeszcze, że sama kastracja nie zmieni już utrwalonych zachowań, trzeba ją połączyć z intensywnym szkoleniem. No i efekty kastracji widać dopiero po kilku tygodniach/miesiącach, gdy opadnie poziom hormonów. Podpytaj jak Twojej koleżance udało się zapanować nad psiakami, może pomoże Ci na co dzień? A poza tym umów się przynajmniej na kilka spotkań z dobrym szkoleniowcem, teraz jest świetny moment do tego (po kastracji), nie można go przegapić.
  13. Chodzi Ci o szczeniaka? Bo jak coś pójdzie nie tak, to ja będę potrzebować dla mamusi miejsca :roll: Szczeniorka ma na 100% DT, a od tego, czy się dogada, będzie zależeć, czy do Dom Stały. Ale myślę, że już zostanie, Pani mi dzisiaj pokazywała jej zdjęcia, mówi o niej ciągle, nawet przestała telewizję oglądać, bo woli się zająć małą :evil_lol:
  14. Pekinka nie wydadzą :shake: Małej szczeniorce Pani daje jeszcze trochę czasu. Zapoznaje na razie z resztą stada, głównie z samcem owczarka. Może jak całe towarzystwo ją zaakceptuje, to sunia on też. Patrzcie co mam :razz: Wpakowało się to to od razu na łóżko i jęczy niewdzięczne :evil_lol: Marne zdjęcia, ale nie będę jej teraz męczyć sesją. [IMG]http://img137.imageshack.us/img137/3275/pict02450.jpg[/IMG] [IMG]http://img137.imageshack.us/img137/7772/pict0248e.jpg[/IMG] Już myślałam, że się nie uda.... Pani, która przygarnęła jamnikowatą szczeniorkę zadzwoniła dzisiaj do "właścicieli", żeby powiedzieć, że przyjeżdżamy po małą. Okazało się, że jej nie ma, włóczy się po wsi za samochodami jak zwykle. Powiedzieli, że nie pójdą jej szukać. Na szczęście po paru godzinach sama wróciła i udało się, jest już u mnie :multi: Teraz ją zapoznaję z moimi psiakami, na razie jest ok, mała jest przebojowa, odważna, popiskuje trochę, ale się nie boi. Podchodzi, szuka kontaktu z człowiekiem. Baaaardzo fajna psinka :loveu:
  15. Dziewczyny, kciuki bardzo potrzebne, jutro chcę zabrać mamusię. Dzisiaj biegała w ciągu dnia po ulicy między samochodami :-( Umówiłam jej sterylkę na piątek. Potem pojedzie do nowych Państwa. O rany, żeby się wszystko udało :placz:
  16. Nie mam i szczerze mówiąc nie chcę mieć... Możliwe, że Pani, z którą tam byłam ma do nich numer, więc w razie czego mogę zdobyć. Ale nie mam najmniejszej ochoty do nich dzwonić. Nie sądzę też, żeby warto było się z nimi w jakikolwiek sposób umawiać. Wierzyć w to co mówią też nie mam podstaw. Zadzwonię i co, zapytam czy już zabili swojego psa? Pani, która ma szczeniorkę przejeżdża tamtędy specjalnie, dzisiaj też była. Suni nie widziała, był za to pekinek rozbijający się o drzewa :-(
  17. Dzwoniła przed chwilą Pani, Państwo są zdecydowani na adopcję mamusi. Okazało się, że wygląda jak ich poprzednia sunia, więc czekają ze zniecierpliwieniem. Na wariata próbuję zorganizować sterylkę, żeby jak najszybciej ją stamtąd zabrać. Oby nie było za późno (prosiłam ich, żeby się wstrzymali z jakimikolwiek "decyzjami", bo znajdę jej dom) i oby ją wydali bez problemów :shake: Denerwuję się strasznie... Dziękuję za kontakt do hoteliku [B]azylowy krecik[/B]. Z innych nowych wieści: po największą sunię przyjeżdżają dzisiaj do DT nowi Państwo :) Mała będzie miała na imię Kropka :lol: A czarnuszek podbił serca domowników i zostaje :lol: Natomiast jamnisia, która miała się dogadać ze stadem, dogadała się ze wszystkimi oprócz suki on. Ale samiec on ukochał ją wybitnie, chodzi za nią i jej pilnuje na każdym kroku. Śpią razem. Mam nadzieję, że przyjaźń z sunią on to kwestia czasu. Mała miała oooogrooomne robale :shake:
  18. Dzwonili dzisiaj nowi Państwo Miłka, są nim zachwyceni :lol: Miłek zjadł wczoraj gotowaną kaczkę z ryżem i marchewką polaną specjalnie przyrządzonym sosikiem, aż mi ślinka ciekła jak Pani opowiadała ;) Leżał później pół dnia brzuchem do góry. Od dzisiaj rygor żywieniowy, coby się Miluś nie zamienił w mały balonik. Siada na komendę, umie prosić, szaleje w ogrodzie. Poznał jedną z suczek córki Państwa i razem się bawili. Biega z piłkami po domu, ale jak to Miłek, oddać nie chce ;) Ale jak Pani zawoła "Miłek przynieś piłeczkę" to leci od razu. Czyli jednym słowem wszystko w porządku :multi:
  19. Ooo, no właśnie, [B]mariolka[/B], weź naszą sunię od szczeniaczków, jej się już kroi domek, więc długo nie posiedzi, tylko trzeba ją jak najszybciej zabrać na sterylkę, bo mogą ją tam zabić :-( [url]http://www.dogomania.pl/threads/196547-Awaryjny-DT-na-CITO-potrzebny-jamnikowata-sunia-i-6-szczeni%C4%85t-%282-ju%C5%BC-za-TM%29-%28[/url]
  20. Na mapie pomocy dogo znalazłam osobę o nicku [B]1qaz[/B] - oferuje transport w okolice Brodnicy. Kojarzycie osobę? [B] Golf[/B], chodzi Ci o [B]Ania+Milva i Ulver[/B]? Znalazłam właśnie wątek jej hoteliku w Brodnicy: [url]http://www.dogomania.pl/threads/126059-HOTEL-DLA-PSA-W-Brodnica-woj-kuj-pom-Niesiemy-pomoc-dogomaniackim-psiakom[/url] Może pomogłaby w kwestii transportowej, albo by się zrobiło łączony z jakimś psiakiem jadącym do niej? No i wizyta przedadopcyjna...
  21. O rany, trzymam kciuki bardzo mocno :multi::multi::multi::multi:
  22. Patrzę na mapę i widzę, że Ciechanów to wcale tak blisko Żuromina nie jest (70km). W promieniu 50 km wokół Żuromina jest Mława, Działdowo, Rypin, Brodnica, Sierpc.
  23. Z Miłkiem w lecznicy to nikt nie da rady :evil_lol: Ale przynajmniej go doprowadzą do lecznicy, a Cofinki Pani nie będzie w stanie utrzymać na smyczy :shake: To są starsi ludzie, bardzo by chcieli większego psa, ale nie mogą sobie na niego pozwolić. Poza tym w razie czego (odpukać) pies musiałby zamieszkać z ich córką, która ma już dwa psiaki, z czego jeden jest problemowy na spacerach, mieszkanie w bloku i wtedy z Cofi ona też by nie dała rady :-( Bałam się ryzykować, Państwo też, chociaż nawet dzisiaj jeszcze to rozważaliśmy. Nie wiem, zobaczymy, czy decyzja była słuszna, sama biję się z myślami. Oba psiaki potrzebują domu, gdyby Cofi do nich poszła, to Miłek mógłby być u nas, jesteśmy w nim absolutnie zakochani. W Cofi zresztą też. Ehhh... żeby wszystko się ułożyło :-(
  24. Tak, 150 km od Warszawy.
  25. Miłek został w nowym domu :multi: Teraz się strasznie denerwuję, czy wszystko będzie ok :roll: Państwo wspaniali, od zawsze mieli duże psy, teraz ze względu na wiek z bólem serca musieli się zdecydować na mniejszego, bo bez psa to nie da rady :eviltong: Ciepli, wspaniali ludzie. Pokazywali zdjęcia swoich piesków, opowiadali. Ich córka to zapsiona dogomaniaczka, więc będzie rodziców wspierać. Ogród duży, Miłek latał jak zwariowany, pewnie mu się przypomniały czasy mieszkania w domku w ogródkiem. Ja oczywiście się denerwuję, bo po tym wszystkim, co Miłek przeszedł nie mogę inaczej :oops: Strasznie płakał za mną, wył i chciał się wydostać z domu, żeby do mnie biec. A przecież nie u mnie mieszkał do tej pory :-( Rany, ja naprawdę tego psa uwielbiam...
×
×
  • Create New...