-
Posts
10220 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
21
Everything posted by kikou
-
póki co dostalismy troche ipackitine i rubenala od jednej dobrej duszki
-
bardzo prosze Kochane Babeczki wyznaczcie w kwestii chojrusiowej kasy jakąś skarbniczke spośród Was... ja naprawde nie moge zbierać dla niego... jeśli chodzi o karmy, to "mój" Chojruś je wszystko, mieliśmy worek rojala i wielki wór próbek wszystkich możliwych firm, Chojraczek je wszystko... chociaż ja i tak zawsze karmy mieszam troche z gotowanym jedzonkiem bo te nerkowe "zieleniny" są paskudne w smaku dla piesków..
-
Bingo/Bronio-odszedł za TM otoczony miłością....
kikou replied to caryca26's topic in Już w nowym domu
[quote name='asiuniab']moje psy na stawy dostają taki preparat w płynie, który przeznaczony jest dla koni, ponieważ wychodzi oczywiście wiele taniej niż preparaty dla psów. Za 1 ml. wychodzi 1 zł. i to jest dzienna dawka dla psa 40 kg. Niedługo będę znów szła do weta, mogę spróbować dowiedzieć się jak to się nazywa, bo ja kupuję w op. zastępczych, przypuszczam, że op. handlowe jest dość spore?[/QUOTE] ja tez zawsze patrze zeby kupic preparat gdzie jest jak najwiecej tej porządanej substancji za jak najniższą cene... ;) podaj prosze skład tego preparatu o ktorym mówisz a tak w ogóle to mam dzisiaj takie wolniejsze przedpołoudnie i tak podczytywalam bazarek dla Bronia... i tak mi sie strasznie smutno zrobiło ze ktos może wziąc psiaka, a potem go oddać jak zbyt ciasne buty... mój Bronio jest trudny to fakt, bo Bronio jest bardzo bystry i zachowuje sie nie zawsze tak samo ale ma swoje humory i wymusza swoją wole, jest zazdrosny, bardzo szczeka i piszczy jak mu cos nie pasuje, nawet jak za blisko inne pieski podchodza do nas... i potrafi szczypnąc jak nie ma checi na zabewe czy czesanie... ale Bronio to tez bardzo oddany piesio, czesto rezygnuje z miekkiego koszyka i śpi kolo łóżka żeby być jak najbliżej... mam dwa takie chorutkie piesie do których musze wstawac w nocy i inne piesie śpią a Bronio często wstaje, gramoli sie biegnie za mną i towarzyszy mi jak ja tam coś robie przy innym koledze..aż znowu nie pójde spać, bardzo słodko nadstawia nosek do całusków, a już jak jest na raczkach to nigdy nie stroi foszków tylko jest przenajszczęsliwszy.... -
Górnik-odszedł za TM otoczony miłoscią...
kikou replied to caryca26's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
wydaje mi sie że za badanie rtg wysłałas mi dyszke za dużo to było 114 złotych a nie 124.... a w sprawie leczenia Górniczka żeby nie zrujnować tej chorej wątróbki uradziłysmy z Panią wet tak: jeszcze jakiś czas Górniczek je pastylki na wątrobe, gdzieś na poczatku października zabieg jajeczkowy i odrazu po zabiegu zamiast doraźnych środków przeciwbólowych dostanie trocoxil, który za jednym zamachem bedzie działał przeciwbólowo po zabiegu i na kręgosłupek. pod koniec września podam precyzyjny koszt - prosze nie wysyłaj mi juz nic "z góry", dopiero jak bedzie wiadomo ile co i jak... zamówiłam mu też w niemczech msm (paradoksalnie tam jest o wiele tańszy ;) ) - to jest taki preparat naturalny, który działa przeciwzapalnie(nie tak efektywnie jak piguły ale nie rujnuje przewodu pokarmowego - nie chce za to kasy, bo to jeszcze ze cztery inne biedulki bedą podjadać) i to bedzie dostawał po trocoxilu, gdzieś od polowy października... potem zobaczymy jak sie kuruje nasz chłopak i bedziemy mysleć co dalej... -
Bingo/Bronio-odszedł za TM otoczony miłością....
kikou replied to caryca26's topic in Już w nowym domu
ostatnio u nas inne piesie mocno chorują...troche nie mieliśmy czasu na fotki ale cos porobimy jesienna porą.... Bronio chyba schudł jednak bo widać nóżki jak stoi bokiem, a dawniej to sadełko mu niemal do kolan sięgało... Broniowy nosek też sie polepsza, cóż nosek u piesia to sie zmienia jak kondycja ogólna sie poprawia, skończyły sie natomiast broniowe pigułki na watrobe ale od badań Górniczek mu podjadał... wiec teraz Górniczek "stawia" piguły, mamy już recepte. Jesienną porą trzebaby pomysleć o jakims opakowanku preparatu na stawy dla Bronia grubonia, Bronio wprawdzie nie kuleje ale ma takie zgrubiałe artretyczne stawy trzebaby mu podreperować chrząstke... ale to nie na siłe, może ktoś ma w domu, ciocia czy dziadek już nie bierze... przejrzyjcie domowe apteczki.... mam tu pod reka broniowy brzusio w całej okazałości: [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/90d220e2a20e17ab.html"][IMG]http://images44.fotosik.pl/396/90d220e2a20e17abm.jpg[/IMG][/URL] -
weterynarze przewaznie nie stosują środków medycyny niekonwencjonalnej, :shake: chyba Ty wlasnie podawałaś namiar do kogoś kto ma doświadczenie....przypomnij prosze bo zapisałam sobie ale i później zgubilam.... ale wyniki badań nie są szczególnie zachęcające http://fundacja-onkologiczna.pl/kdebowska/58-witamina-w-cudzysowie-czyli-kontrowersyjna-rola-amigdaliny-w-terapii-nowotworowej.html
-
jeśli bedzie amigdalina to oczywiście jej podam co do operacji mam mocno mieszane uczucia, bo już pomijając sam fakt bolesności zabiegu i głównie po zabiegu, trzeba ciachac bardzo głęboko bo już w maju były bardzo mocne nacieki w kości... niby Sasza zniosła dzielnie zabieg... ale czy ktos ja zapytał jak ja bolało? No powiedzmy że silne środki przeciwbólowe jakoś tam załatwiają sprawe... podstawowy problem to fakt że zabieg POWIEKSZA POLE ROZROSTU GUZA, KTÓRY JEST NIEBYWALE INTENSYWNY... czyli co wytniemy jej połowe pyszczka, żeby za miesiąc "kalafior" objął też nosek ...zresztą kto to wie w którym kierunku sie rozrośnie.... nie wiem....:shake:
-
W czwartek zrobiłysmy biochemie - wszystkie organy w granicach normy - wyniki lepsze niż te przed zabiegiem. Wkleje w wolnej chwili oraz te z maja dla porównania - moze wieczorem dam rade. Morfologia w chwili obecnej bedzie zafałszowana ponieważ Sasza ma ruje, dlatego trzeba odczekac do końca ruji - Poza tym nadal nie ma nawet minimalnych wskazań medycznych co do zasadności wykonania morfologii czy innych badań... Sasza nie ma żadnych objawów wskazujących na jakiekolwiek inne schorzenie, po prostu ten paskudny "kalafior" w pyszczku jej dokucza. W tej chwili dostaje codziennie leki przeciwbólowe oraz te suplementy co zawsze, rozciapane miekkie jedzonko i funkcjonuje nasza królewna... wstawie tez z badaniami te fotke ze zbliżeniem pyszczka...
-
ja też nie mam kontaktu z warszawskimi Cioteczkami od Chojraczka... nawet w czasie poszukiwań nie udało mi sie skontaktować.... ucieczka chojraczka zkatalizowała potrzebe badań, byliśmy w czwartek - wyniki trzustki i nereczek są brzydkie. (potem kiedyś wkleje fotke tych badań) Pani wet mówi, że zbyt dużo mocznika w organizmie może miec wpływ na sprawność umysłowa... co nie wyklucza początków demencji jako takiej ze starości... póki co dostaliśmy pare kroplówek, na przepłukanie, robimy codziennie jedną na przemian glukoze z ringerem... niestety potrzeba karmy nereczkowej i/lub rubenl i ipacktine. Przez ten okres od ostatniego badania miałam cały czas karme oraz te leki na nerki po innym biednym piesiu, który otrzymał dużo karmy nerkowej ale przyjechał do mnie już niemal w agonii i odszedł dosłownie tydzień po przybyciu. Tę karme dawałam Chojraczkowi i jeszcze jednemu "nerkowemu" koledze oraz te pozostałe leki... i faktycznie gdzieś w połowie sierpnia te nerkowe zapasy sie pokończyły... i chyba wtedy Chojraczek poczuł sie gorzej ... Z takim starszym piesiem to jest dużo problemów... z jednej strony np na nóżki dobrze by mu zrobił nivalin i odzywki białkowe...akurat nivalin bardzo szkodzi na trzustke a dodatkowe białko na nerki.... trzeba ciąglr tak balansowac na linie... Tak czy inaczej bardzo BARDZO dziekujemy, że interesujecie sie losem naszej psiej "ciapy"-Chojrusia!!!!
-
[quote name='wanda szostek']Kikou niestety się nie odezwała, szkoda. Jadę już na wieś.[/QUOTE] dopiero dzisiaj miałam czas usiąść do kompa, odpisałam na pw nie chce kasy za minirin, nadal nie mam adresu gdzie miałabym go ew. wysłać natomiast ponieważ sama mam kilkanaście chorych i starych piesków bede wdzięczna jesli bedziecie miały na uwadze, że potrzebujemy środki na wątrobe oraz ipacktine i rubenal na nerki... może macie jakies zapasy na zbyciu?
-
spośród kilkudziesięciu piesków które w swoim życiou dane mi było poznać.... Chojraczek nie jest podobny do żadnego innego, Chojraczek jest jak z innego wymiaru czy planety... uwiązany na lince, w swoich młodszych czasach uwolniłby sie w 20 sekund, teraz jak jest starszy i nieporadny pewnie usiadłby w jednym miejscu z najsmutniejszymi oczami.....i tylko patrzyłby z wyrzutem, tak jest czasem jak sprzątam i zamkne bramke w drzwiach mieszkania, Chojraczek stoi tylko i patrzy z wyrzutem aż nie skończe.... linjka nie wchodzi w rachube ALE TEZ ABSOLUTNIE NIE JEST POTRZEBNA. Chojraczek jak był młodszy bardzo ciekawy świata, niekiedy miał fantazje, obchodził płot dookoła szukając słabszej sztachety, odsuwał ją sobie nosem czy łapą a potem wybiegał.. patrzył co sie dzieje u sąsiadów, biegał po polach, ja odchodziłam od zmysłów usiłując za nim biec... ale on jak juz sprawdził co tam w okolicy nowego sam przychodził.... a czasem jeszcze bawił sie ze mną na drodze, podbiegał odbiegał.. niemniej na przestrzeni 2-3 godzin wracał do domku... Teraz w te dobre dni to bieganina go nie interesuje, leży sobie w ciepłych plamach słońca - teraz mamy do czynienia z zupełnie czym innym - te ostatnie dwie wycieczki to taki bieg przed siebie w amoku, z lęku przed burzą, ta ostatnia eskapada pokazała, że chłopak starzeje sie poważnie w główce. tak na codzień w domu może tego nie widac, owszem pare razy załatwił sie w domu, co wcześniej mu sie nie zdarzało... i od czasu kastracji ma słabsze nózki i jeszcze chyba bardziej jest lękliwy niż kiedykolwiek...ale w tym zwyczajnym życiu dzień po dniu, nie widać na ile to poważne... żyjemy sobie powoli, drzwi do ogródka są otwarte 24h na dobe pieski wchodza, wychodza leniwie, wszystkie(oprócz 4) są stareńkie...dnie mijają... Chojraczek zawsze bał sie burzy, nawet w swoich młodszych latach, podczas burzy dygotał, wskakiwał mi na kolana... po tej nieszczęsnej kastracji (absolutnie koniecznej bo guzek był juz jak dobra węgierka na jądrze) te lęki pogłębiły sie tak bardzo, że Chojraczek już jak po prostu padało chodził jak w amoku, wskakiwał zeskakiwał, usiłował otwierać jakieś drzwi w domu do różnych pomieszczeń, patrzył błędnie... biegał jeszcze z godzine po burzy... jak burza była w nocy to juz koszmar, nikt nie miał szansy na sen, nawet jak sie go wzięło na kolana to i tak m iał przymus bieganie w kółko.... weterynarka doraźnie dała mu kilka czopków uspokajających. Pare razy zastosowałam odpowiednio wczesniej, rzeczywiście Chojraczek nie reagował wtedy tak gwałtownie- zachowywał sie normalnie. No ale czopki sie skończyły, a zreszta środki uspokajające co chwile to tez nie rozwiązanie na stałe... teraz ta ostatnia burza z ubiegłego tygodnia pokazala że problem jest poważny.... bo jak chłopak wybiegł w piątek, tak z rozmów z ludźmi, którzy go widzieli wynikało że pierwsze dwa dni oddalał sie od domu kręcąc sie bezładnie.... dopiero poniedziałek i wtorek było słonecznie, jakby wzrosło ciśnienie... to chyba rozjasniło mu w główce ponieważ ludzie zawiadomili mnie, że go widzą w miejscowości obok mojej i tam go znalazłam, czyli że w pewnym momencie jednak zatoczył koło i zaczął zbliżać sie w strone domu....ale trwało to bardzo długo... dobrze że w ogóle miał takie rozjaśnienie... gdyby nadal sie oddalał coraz słabszy... nawet boje sie mysleć co mogłoby sie stać.... teraz w deszcz w ogóle nie bede go wypuszczać z domu...
-
oczywiscie ze go szukamy, od rana do zmroku.. dzisiaj był pierwszy sygnal z ogłoszeń wyraźnie wskazujący na niego aż 12 km od domu, kobieta widziala go wczoraj, był bardzo zdezorientowany, kołowaty... spędzilismy tam popoludnie, wieczor na szukaniu, dodalismy ogloszeń w tym rejonie moze jeszcze ktoś go później widział. jutro rano zaatakuje straż miejską z tego miasteczka (mirsk) może mieli zgłoszenie...
-
niestety, koszmar stał sie naszym udziałem... Chojraczek przestraszony ulewą i grzmotami wybiegł w piatek, pokonawszy małą furtke przed siebie... i poszukiwania przez ostatnie dwa dni nic nie dały, nikt go nawet nie widział z sąsiadów. Po ostatnim incydencie tego rodzaju, następnego dnia jak sie zrobiło sucho sam wrócił do domu... tym razem w sobote było juz sucho i wczoraj, a on jakby sie pod ziemie zapadł... próbowałam sie kontaktowac z Gosią, chyba zmieniła numer telefonu
-
Lisio trzeci rok w hoteliku! Nie mamy za co opłacać DT - pomożcie!
kikou replied to fiorsteinbock's topic in Już w nowym domu
Lisieniek w dobrej formie.... troszke jest grubaśny, starzeje sie chłopak, wybiega z młokosami na wybieg.... z tym że one potem pędza jak konie góra dół, góra dół...a Lisio poleguje na dole...i ma wszystko w nosie, kończy sie nam zdobyczny Rubenal... możecie miec na uwadze.... a ja też męcze zaprzyjaźnione fundacje... ;) [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/8cfe7bbdc2a13e28.html"][IMG]http://images50.fotosik.pl/1637/8cfe7bbdc2a13e28mc.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/cfd44c366c23737e.html"][IMG]http://images36.fotosik.pl/266/cfd44c366c23737emc.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d2fd06337cf5427f.html"][IMG]http://images44.fotosik.pl/379/d2fd06337cf5427fmc.jpg[/IMG][/URL] -
od kiedy zamieszkał u nas nowy duży kolega, saszeńka bardziej kupluje sie z nim niż z kotką... przyjaźń z Franczeską należy do przeszłosci... nowy kolega słabo chodzi i Saszeńka lubi sobie tak polegiwac z nim w różnych zakątkach; ....jak sie kliknie to fotki sie powiekszają z innymi piesiami, jak akurat ma sie lepiej tez jeszcze czasem zainteresuje sie czyms.. a czasem juz tak tylko sobie sama lezy w kąciku... weterynarze nie pozostawiaja żadnych złudzeń :( :( :(
-
Górnik-odszedł za TM otoczony miłoscią...
kikou replied to caryca26's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Górniczek najbardziej przyjaźni sie z chorą na raka Saszeńką, lubią sobie tak razem gdzieś zalegać.... -
potwierdzam że dotarły pieniądze dla Maksa z bazarku Poker - bardzo dziekujemy!!!!!, rozliczenie zrobie na dniach, dłuzszy czas miałam awarie internetu i mam na kazdym wątku zaległości
-
Mongołek 7 lat temu odebrany właścicielowi, a do dziś boi się ludzi! :(
kikou replied to Mysia_'s topic in Już w nowym domu
Mongunio w dobrej formie... przeważnie obecny na kanapie, no jak jest super sliczna pogoda - w plamie słońca na podwórku.. oczywiście jesli nie jest zbyt gorąco... Mongo jest chyba największym czyścioszkiem ze wszystkich psiaków... tak strasznie nie cierpi wychodzić na dwór przy gorszej pogodzie niż absolutnie idealna...że praktycznie nigdy nie ma brudnych łapek, nawt te psie karzełki 3kilowe wiecej błota do domu naniosa niż on... [URL="http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/e4703824aeec2b5b.html"][IMG]http://images36.fotosik.pl/266/e4703824aeec2b5bmc.jpg[/IMG][/URL] -
Bingo/Bronio-odszedł za TM otoczony miłością....
kikou replied to caryca26's topic in Już w nowym domu
a u Bronia jęczonia wszystko w porzadku... jęczonia... bo on jest niemozliwy z tym piszczeniem jak tylko zobaczy że inny psiak zbliżył główke do kiziania Bronio juz sie gramoli już piska i biegnie jak obwarzanek okraglutki żeby też nadstawić nosek... zbytnio ostatnio nie schudł nasz grubonio... nie ważyłam go ale jest taki pulchny w dotyku, że niestety jeszcze długa droga przed nami... ograniczam mu to jedzonko, a on i tak zawsze "upoluje" jakiegoś kolege niejadka-marudera i coś tam sobie doje nasz łakomczuszek.... Nosek smarujemy tą mascią ochronną z wit A, posmarowany jest lepszy... potem znowu suchy i popękany.. może to potrzebuje wiecej czasu -
Górnik-odszedł za TM otoczony miłoscią...
kikou replied to caryca26's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
zaczynam od początku czyli od zaległego rachunku, który niestety okazał sie ciut większy niz pierwotnie szacowałam, ten lek Ypozane dla jego wagi był droższy... ale rezultat jest naprawde dobry (używałam go drugi raz na bardzo zmieniona prostate u drugiego piesia i rzeczywiscie porządnie obkurcza ale kastracja jest konieczna i tak bo rezultat utrzymuje sie tylko pare miesiecy...aż nie podleczymy wątroby), to nie ten sam psiak, nie ma juz tego przymusu włazenia na kazdą suczynke, kastrata.... czy nawet pieniek do rąbania drewna ;) Górniczek jest teraz spokojnym grzecznym piesiem.... no dobra jak nie ma nikogo w domu ( co zdarza sie sporadycznie) to sąsiadki opowiadały że jednak siedzi i płacze pod bramą, woła swoje stado ale poza tym jest bardzo słodki.. z kupkaniem i siczkaniem chyba załapał ... no jeszcze zdarzają się incydenty kuchenne... ;) ale już mniej - ostatnio, odpukać, już sporo dni nic, a co najwazniejsze kupka wydobywa sie juz niemal w całosci a nie w stu plackach.... to "inna jakość sprzątania" Ale są też złe wieści :( bylismy w tej Jeleniej Górze w końcu na zdięciu rtg... niestety to nie biodra to wstretna spondyloza.... leczenie niesterydowymi przeciwzapalnymi lekami co w jego przypadku rokuje beznadziejnie bo te leki strasznie rujnują zołądek, watrobe, a Górniczek ma i tak wątrobe kiepską.... w tej klinice standardowo chcieli mu zaordynowac te leki przeciwzapalne ale ja jeszcze ustale terapie tutaj z nasza pania Wet. bo naprawde mam z tuzin przykładów jak ten typ leków szybko wykończył starszego piesia.... w gre wchodzi też lek - trocoxil... to jest inna półka z punktu widzenia finansowego - to drogi lek ale chociaz też szkodliwy, z racji że podaje sie go rzadko bo on sie powoli uwalnia... te zniszczenia organów wewnetrznych nie sa takie szybkie... no i jeszcze kastracja, znowu obciążenie narkozą (A kastrację to w ogóle trzebna połączyć z usunieciem guzka na pleckach bo piesio ma nioedaleko ogonka, w okolicy kręgosłupa zmiane wielości małej śliwki węgierki....) :( dzisiejszy kwit: