-
Posts
10220 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
21
Everything posted by kikou
-
Bartuś odszedł we wtorek, chociaż te badania z początku października nie wykazały niby nic strasznego.. Bartuś gasł każdego dnia bardziej, odmawiał jedzonka, zadne leki ani kroplówki już nie poprawiały stanu, zaczęła sie taka niewydolność wielonarządowa.. w sumie Pani wet zalecila eutanazję ale zanim podjęłam tę ostateczną decyzję Bartus odszedł sam...
-
tak, wszystkie leki doszły... dziękujemy wczoraj zaczęłyśmy podawanie (nie chciałam zaczynać iniekcji na weekend bo gdyby Saszka źle sie poczuła to całodobową klinike najbliżej mam 36km od domu) Ale póki co dobrze zniosła maleńka te dawke początkową (oprócz grzebania w żyłce bo ona nie lubi zbyt jak sie jej coś przy łapkach robi) W ogóle od zabiegu Saszka jest znowu dawną sobą, interesuje sie zyciem domowym, macha swoim wielgachnym ogonkiem, ma świetny apetyt...
-
aa.. mam chba jakiś nieaktualny numer do _bubu_ bo niejednokrotnie próbowałam sie dodzwonić bezskutecznie ja nawet mam w domu karme neeczkową sucha ale Bartuś jest tak kruchutki, taki delikatny z tym jedzeniem od zawsze... że choc zwykle unikam puszek bo są strasznie drogie...w jego przypadku sa w 100% uzasadnione
-
Bartuś ma sie już bardzo kiepsko, jest już bardzo biedny ... od lata nie chodzi... choć zwykle jest to juz wskazanie do eutanazji Bartus zaakceptował ten stan, ma nadal bardzo jasną głowke, bardzo świadomie odbiera życie całego domu i "stada" - uczestniczy w nim, chce być blisko... Sam fakt że nie chodzi teoretycznie raczej nie sprawia mu bólu. Zaakceptował istnienie pieluszek, po prostu woła wyraźnie kiedy pieluszka jest posikana albo jak potrzebuje czegoś innego... Jest tak bystry że kiedy chce pić to woła i mlaska języczkiem, wiec odrazu wiem o co chodzi, bo w przypadku pieluszki czy jakiejś niewygody muszę jednak sprawdzać już pokolei o co chodziło... ale ostatnio stan Bartusia coraz szybciej sie pogarsza zaczął bardzo dużo pić... i zrobilismy dodatkowe wyniki... niestety wysiadaja nereczki oraz cukier jest podniesiony tak niemal cukrzycowato... to oznacza zmienę diety...ale też te w krótkim czasie zmienione nereczki - przeciez poprzednie badanie było chyba ledwie w lipcu... świadczą że organizm Bartoszka coraz szybciej przestaje mu służyć... Medycy nie pozostawiają złudzeń - bardzo mało czasu zostało naszj chudzince.. teraz przydałyby sie nam puszki dla cukrzykow i renale..w sumie sama nie dopytałam czy bardziej renale żeby chronic reszte funkcji nereczek czy zbijać cukier... jeszcze dopytam co wazniejsze chociaz myśle że nereczki wazniejsze...cukier nie był jeszcze az tak drastycznie wysoki....
-
Lisio trzeci rok w hoteliku! Nie mamy za co opłacać DT - pomożcie!
kikou replied to fiorsteinbock's topic in Już w nowym domu
Lisieńkowi zdrówko dopisuje, ostatnio jest duzo zamieszania z bardziej choreńkimi pieskami to nie starczyło czasu żeby rozpisywac sie o tych zdrowszych... Gdzieś na początku września znowu pojawił sie mały kaszak...ale po wcześniejszym doświadczeniu, że chłopak ma tendencje do tego rodzaju zmian, usunięcie go trwało 20 sekund... juz nawet bez znieczulenia zadnego bo to tak płyciutko pod skórą... Lisio tylko sie obrócił co to za komar go tam kąsnął w plecki i pojechalismy do domu, udało mi się też pozyskać dla moich dwóch nerkowych chłopaków karme nerkową i leki od organizacj nie związanej z dogo więc Lisio dostaje na bieżąco potrzebne, wspierające nereczki substancje... On jest taki słodki... te karmy nerkowe ani nie pachną ani nie smakują, zwykle pieski kręcą głowa na to...a Lisio nie wybrzydza, zawsze cieszy sie na jedzonko... jakby dostawał pieczony udziec... to niezwykle poczciwy, wdzięczny psiak -
wczoraj otrzymałam 120 złotych (sądze że ze skarpety wspominanej przez Larę) prosze o dopisanie tej kwoty do rozliczeń ogólnych. W miedzyczasie udało mi sie pozyskać karme i leki nerkowe (ipactine i rubenal) od pewnej organizacji nie związanej z dogo. Także Chojrak dostaje na beżąco te nerkowe "specjały" (niemniej musiałam mu ekstra kupić leki na trzustke - wstawie paragon) oraz dostalismy recepte jednak na nivalin.... bo choć ma on kiepski wpływ na trzustke...ostatnio te nóżki Chojraczka są tak słabe, coraz częściej zdarza sie, ze wypróżnia sie w koszyczku we śnie - jakby nie czuł w ogóle że musi kupke... że Pani wet zdecydowała sie jednak podać ten lek.
-
nie, raczej jej nie boli... bo biega i skacze nasza "kozia bródka" jak na kózke przystało... ;) a ból niewatpliwie by te aktywność ograniczył..... opinia tego Pana weterynarza i chirurga przekonuje mnie znacznie bardziej niż opinia mniej doświadczonego medyka z tej drugiej kliniki. A zatem fakt, że nie ma bólu doraźnego skaleczenia, w środku kostka "zalana" jest od lat na gładko tkanką kostną więc nie powinna uszkodzić innych tkanek w nóżce, mimo że ta ruchomośc powiększyła sie w ostatnim czasie przemawia przeciw zabiegowi. A w przypadku jakby nawet zadziało sie coś z nóżynką niedobrego, Pan chirurg twierdzi że dla komforu psinki odjęcie całej nózki będzie dużo korzystniejsze niż śrubowanie, gipsowanie i wydziwianie, co wiąże sie z wielkim bólem i marna nadzieja na sukces tej inwazyjnej kuracji. Szczególnie że Peginka jest "lekkiej konstrukcji", a nie masywną, dużą psinką..
-
Mongołek 7 lat temu odebrany właścicielowi, a do dziś boi się ludzi! :(
kikou replied to Mysia_'s topic in Już w nowym domu
Mongunio w dobrym zdrowiu...trudno tak co chwile nowego pisać o piesiu... Mój Mongus przedziera sie codziennie do sypialni.... drzwi zawsze sa otwarte zeby było wiadomo co sie dzieje w psiejskim towarzystwie... jak ludziska śpia mongunio pcha sie zawsze, Jeśli 20 razy wstaję Mongo wstanie i odczeka i i tak dwudziesty pierwszy raz wciśnie sie choćby na skraj żeby tylko na lóżko a nie do koszyczka... poza tym co i raz kąsnie swoimi tepymi ząbkami jakiegoś kolege... to jest niegroźne ale co i raz sie zdarza... mongo sam nie atakuje kolegów.... ale niech tylko jakiś kompan kąśnie drugiego Mongunio zawsze biegnie pierwszy "do rozruby" i kąsa ....niestety tego atakowanego, dołącza do silniejszego przeciwko atakowanemu... dlatego Mongunio, tak jak duże chłopaki, musi sobie odpoczywać osobno kiedy nikogo nie ma w domu...albo tylko z Redziem, bo Redi jest bezwzglednie łagodny nigdy nikogo nie atakuje ani nie podejmuje zaczepek wiec w jego towarzystwie Monguś odpoczywa... w dużej grupie z innymi chłopakami czasem jest niegrzeczny...i nie mozna mu zaufać... -
wszystko dobrze u Redziusia, juz nie bierze zadnych leków, nasza "mądra główka" chyba nawet zbytnio nie zauważył że coś było nie tak, ładnie jadł kazdego dnia po zabiegu, biegał po podwórku i szczekał sobie jak zwykle, nie zaobserwowałam żeby miał jakiś dyskomfort... za dwa trzy dni mamy pozdejmować szewki....
-
niewiele mam tu do dodania bo widze, że Dziewczyny na bierząco zapisały wszystkie info zaraz po rozmowach telefonicznych... pojawiła sie watpliwośc co do metody zamykania naczyń - tak - była to metoda koagulacyjna. Moze wczesniej nie było to dostatecznie wyraźnie wyartykułowane, w trakcie kiedy ten guz jest taki duyży jak przez ostatni miesiąc życie dla Saszeńki było cierpieniem - ponieważ guz niby łagodny kiedy jest tak duży nacieka zapalnie, ropieje, a to łączy sie z dużym bólem i cierpieniem psinki stąd powielane przez kilku weterynarzy głosy o ulżenie mimopozornie dobrego stanu ogólnego. Fakt że Sasza bardzo dobrze zniosła pierwszy zabieg- cierpienie pooperacyjne było wyraźnie mniejsze niż życie z tym paskudztwem przemówił ostatecznie za ponownym zabiegiem, chociaż jeszcze w dzień zabiegu Pan chirurg podkreślał kilka razy, że to przedłużenie krótkie życia psinki.. znoszenie trudów zabiegu być może nieadekwatne do tego krótkiego czasu jaki zyskujemy po zabiegu.... Niemniej kolejny raz Sasza zniosła zabieg niebywale, opróżniła wczoraj dwa razy wielkie michy żarełka jak za dawnych czasów (oczywiście w postaci miękkiej ciapki) choć Pan wet wspominał znowu że być może trzeba bedzie podawac diete zupełnie płynną przez jakiś czas. Wczoraj rano jeszcze nie dałam jej śniadanka tylko piła, powiedziano mi zeby zbyt wcześnie nie dawać jedzenia... i Saszeńka w desperacji odgrzebała sobie na podwórku jakiegoś gnata zakopanego przez nią czy inną psine nie wiadomo kiedy... i po prostu miała zamiar zabrać sie za kość... myślałam że zemdleje jak to zobaczyłam, odebrałam jej natychmiast kostke i dałam pierwsze jedzonko, które pochłonęła w kilka minut machając ogonkiem nareszcie mogąc sie najeść do syta bez bólu (choć z bólem po operacji ale najwyraźniej dużo mniejszym niż z tym zaropiałym guzem) tak pięknie znowu wygląda nasza królewna, interesuje sie znowu wiecej codziennym psiejskim życiem.. wstąpiła we mnie znowu wielka nadzieja Bardzo dziękuje wszystkim za tam wielkie zaangażowanie w leczenie Saszeńki!!!
-
[quote name='Poker']Jak Jakiś dłuuuuuuuuuuuugi ten łykend :eviltong: Wpłaciłam swoją dolę.A jak sie zezolek miewa?[/QUOTE] choroba.. faktycznie ten weekend już sie kwalifikuje do ksiegi rekordów.... opłaciłam dt olafka na paźsdziernik ale tyle sie u nas dzieje (psiejskie choróbska) ze ciągle nie miałam czasu żeby spokojnie usiaść do podsumowań.... poprawie sie na dniach
-
tak, Gosia dzwoniła, o nowym domu nic nie wiem nowego, jak rozmawiałyśmy to jeszcze sie chyba nie zgłosił w umówionym terminie po wakacjach - karma nie przyszła.
-
[quote name='Bjuta']Ciekawa jestem czy już coś wiadomo?[/QUOTE] Redzio już po zabiegu.... w sumie to był umówiony na wtorek na 12tą ..ale rano korzystając z chwili mojej nieuwagi pożarł koledze śniadanko... imusieliśmy wszystko odwoływać i dlatego dał sie pokroić dopiero dzisiaj..... Pan chirurg najpierw troche nas nastraszył, że nierównomierna struktura guzka wskazuje na jakies złośliwe paskudztwo ale po zabiegu powiedział że wyglądało na łagodnego tłuszczaka i dało sie usunąć z odpowiednim marginesem naokoło.. Redzio szybko doszedł do siebie. początkowo była mowa że mam po niego przyjechac koło 18tej żeby był odpowiedni czas po zabiegu na obserwacje czy nic niepożądanego sie nie dzieje.... ostatecznie pan wet dzwonił juz o 13tej żeby go zabierać, bo szczeka łobuzuje i nie można pracować ;) Dobrze zniósł narkoze i ogólnie, pożarł kolacje jakby w ogóle nic sie nie wydarzyło... pewnie jutro bedzie bardziej obolały bo to zwykle po zabiegu na drugi, trzeci dzień jest najgorzej... zaplaciliśmy 340 zł... wstawie na dniach odpowiednie kwity ale dzisiaj już nie dam rady.. Mój Redzio mnie dzisiaj troche wzruszył... mój niedobry chłopak, który na codzień ma mnie "w dupie" ...no chyba że mam coś do żarcia w rekach to łaskawie zwróci na mnie uwagę.... dzisiaj, jak po zabiegu zobaczył mnie w klinice... jak nagle machał ogonkiem jak dawał główke do głaskania, jak grzecznie siedział przy moich nogach i sie tulił... aż prawie musiałam sprawdzać czy to Redzio czy podmienili mi piesa... ;)
-
Górnik-odszedł za TM otoczony miłoscią...
kikou replied to caryca26's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='Panna Marple']Jak się Górniś czuje/ Co z jego leczeniem?[/QUOTE] narazie ciągle jeszcze trwa kuracja trzustkowo-wątrobowa, potem kastracja i trocoxil, a sam Górniczek ma sie dobrze, jest strasznie pogodnym i miłym psiakiem...mimo tej kulawizny najwiecej biega biedulek po terenie, wszędzie go pełno, jak młodziak - tylko ciągle borykamy sie z tym kupkaniem, przez chwile było lepiej, potem znowu gorzej... możliwe że to jeszcze trzustka nie doszła całkiem do siebie.. łykamy piguły i czekamy - mam pare fotek - wstawie na dniach... -
ok, wyslalam
-
najwiecej kilogramów karmy weterynaryjnej najtaniej z odpowiednio obnizona zawartoscią białka i fosforu wychodzi chyba od firmy TROVET 189 zł w karkvecie oraz ta sama karma w innej firmie na allegro za 187
-
karma poleciała wczoraj! pozdrawiam i dziekuje że psiaki w potrzebie, w Twojej okolicy maja w Tobie takie wsparcie!!!!!:loveu::loveu::loveu:
-
i ja nie dlatego nie chciałam deklaracji Chojraczka na swoje konto że boje sie dodatkowego zajęcia tylko nie chciałam robić bałaganu. Skarbnikuje kilku pieskom i wiem jak to jest - u jednego z nich była taka sytuacja że miał kilka drogich zabiegów, ludzie zaczeli wysyłac pieniądze do lecznicy, do mnie, bezposrednio do dt.... zebranie później tego "do kupy" to był koszmar i oczywiście dogomaniacka pyskówka przy okazji... Ale jeśli chcecie jednorazowo wyślijcie mi na karme i może znacie inne warszawskie Babeczki działające przy Paluchu, które mają kontakt do Gosi i wiedza co sie dzieje....
-
[quote name='Monika z Katowic']Moim zdaniem to bardzo dobre i konkretne rozwiązanie doraźne. Ja dołożę te brakujące 19 zł na leki dla Chojraka. Magdysko25? Czy konto nadal to samo? Proszę - prześlij je Larze, a ona poda dane do przelewu skarbnikowi Skarpety. Oczywiście mam nadzieję, że innym odpowiada takie rozwiązanie. Bo coś zrobić trzeba teraz i już. nie, nie! normalne jedzonko to my mamy! także absolutnie nie zamawiajmy karmy bytowej dla seniorów, to byłaby strata tych niewielkich środków jakimi dysponujemy nereczki to bardzo poważna sprawa i on potrzebuje natychmiast karmy nerkowej, wiec sam pomysł zeby zamówić karme naallegro i odrazu podać mój adres nie jest zły ale karma musi być weterynaryjna na nerki. pisałam już wcześniej że doraźnie wyżebrałam leki dla niego u dobrej duszy wiec skupmy sie na karmie
-
narazie nic nie wydalismy, a i potem bede sie ostro z doktorem targować... zawsze tak robie, troche sie ze mnie śmieją doktory.... czasem troche są zniesmaczeni- w polsce targowanie sie o cene nie należy do dobrego tonu... ale co mi tam, zawsze próbuje i to niezależnie od tego czy to piesek wspierany z dogo czy psiak bez wsparcia...
-
wstępnie plan jest na 25, 26 września - koszt między 200-400 dokladnie bedzie wiadomo po zabiegu ponieważ to taka zmiana bez wyrazistych granic... i nie wiadomo za bardzo co tam w środku jest... jak długo bedzie trwało ile naczyń ... odrazu pojawia sie pytanie czy robić rtg klatki oraz badanie histopatologiczne... ja bym nie robiła... to tylko mnożenie kosztów bez sensu - ponieważ nic nam one nie dadzą, jeśli sie okaże że zmiana była złośliwa to co? uśpimy go po otrzymaniu wyniku odrazu nawet jak sie bedzie jedszcze pół roku dobrze czuł..? wynik tego badania po prostu nic nie zmienia... bo leczenie farmakologiczne nowotworów u psów jest w Polsce rzadko stosowane i to tylko u młodych psiaków...chyba max do 6go roku i to bardzo mało który wet. ma porządne doświadczenie
-
już odgruzowałam skrzynke, przepraszam nie zauważyłam że była pełna, prosze wiec o ten adres, nie mam wprawdzie jakiejś super karmy dla szczeniaków tylko średnią bytową... może chociaż dla mamuś bedzie...no a jeśli naprawde sa głodne to mam nadzieje że sie przyda, mam też psie mleko w proszku - czy dołożyć?
-
prosze o adres gdzie ew. moznaby troche karmy podesłac
-
przez ponad rok, chyba po tej dużej awarii na dogo wątek Figuni zupełnie zagubił sie, a ja o nim zapomniałam.... i wszyscy którzy poznali Ficzke też dopiero teraz [B]dzięki Piance odzyskałyśmy go - BARDZO, BARDZO DZIEKUJEMY!!! [/B]a sama Figa ma sie doskonale, starzeje sie ale jest w niezłej kondycji ... niebawem uzupełnimy jakieś fotki
-
Gaja - nigdy niekochana sunia z alergią BRAKUJE DEKLARACJI :(
kikou replied to kikou's topic in Już w nowym domu
[quote name='bea100']Przykro mi pisać ale znowu brak jakiegokolwiek odzewu na ogłoszenia :shake:[/QUOTE] nie martw się....może kiedys sie uda tak to juz jest... społeczeństwo chce "psie zabawki" zdrowe, młode małe i niekłopotliwe, bezobsługowe... niedługo może jednorazowe.. ;) Gajka dostała w tym miesiącu aż 200 zł od Mruczki co podratowało jej marny budżecik oraz przelewy stałe od swoich wiernych Opiekunek [COLOR=#ff0000][SIZE=4][FONT=arial black] :iloveyou::iloveyou::iloveyou:bardzo, bardzo dziekujemy!!!!! :iloveyou::iloveyou::iloveyou: [/FONT][/SIZE][/COLOR]zapłaciłam za wrzesień... tylko znowu nie mam czasu teraz na podsumowanie... uzupełnie na dniach..