Byłam u Lucka na 11, a potem jade jeszcze na okolo 15.30. Lucuś trzyma potrzebe, tak bardzo, ze dzis spełz po schodach a ja za nim biegłam z wozkiem bo mi sie wyrwał;). A potem siedzielismy w poczekalni, suszyl sie za pomoca ligniny;) i zostal wyszczotkowany. Te jego oczęta takie smutne, ale tuli sie i sam wkłada nochal pod rękę. Musimy mu znaleźć dom szybko, bo jak ja pojde do pracy, to z rana nikt do niego nie przyjdzie:(. Nie wezme go teraz na 2 tygodnie a potem oddam znowu do lecznicy... jak bym wiedziala ze bede pracowac w domu juz bym go wziela;(.