-
Posts
469 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Anuka1
-
[quote name='kasiaNDM']Aneta wyjątkowo zrównowazonym, spokojnym i nie zaczepnym psem jest mój samiec ;) gabarytowo podobnie więc jeśli nowi właściciele będą mieli chęć zawsze możemy się spotkać żeby psy się razem pobawiły :) mamy od siebie 5 min drogi także to zaden problem :)[/quote] Nowa Pani Tiniuszki chętnie się wybierze z Wami na spacer do parku. Kasia przypomnij się tam Im jak będziesz miała czas.
-
Tina właśnie odjechała do swojego domku. Ponieważ wypłakałyśmy się w domu, to na szczęście nie zrobiłyśmy scen przed odjazdem. Tina dostała w zęby ucho wędzone od swoich opiekunów i z radością się zapakowała do samochodu. Będzie dobrze. Cała trójka ma zaproszenie do mnie na wieś jak będzie można tam już jakoś funkcjonować i mam nadzieję, że z zaproszenia skorzystają.
-
już nie ślepa, szkielecik Kiki dochodzi do siebie w nowym domku!!!!
Anuka1 replied to ulvhedinn's topic in Już w nowym domu
Przepraszam, bo ja się trochę pogubiłam i nie wiem czy dobrze zrozumiałam informacje podawane na wątku. Czy Kika jest poważnie chora czy zdrowa? Czy jeżeli jest chora, to czy potrzebuje specjalistycznej opieki, np. odpowiedniego pożywienia czy może być karmiona jak każdy inny pies? Kto właściwie podjął się opieki nad sunią w nowym domu? Na zdjęciu wygląda na bardzo drobnego psa odpowiedniego na kanapę. No i ma już swoje lata. Z opisu zrozumiałam, że jest poważnie chora. Chory pies, który ma 6 lat powinien mieć spokojny dom, gdzie zapewni mu się opiekę, odpowiednie leczenie i wyżywienie i gdzie będzie mógł dojść do siebie po tym co do tej pory przeżył. Proszę przemyślcie to spokojnie. Los tego małego drobnego kudłatego stworzenia zależy od Was. Ona sama nie będzie mogła zmienić domu, jeżeli nie będzie odpowiedni dla niej. Będzie musiała znosić warunki takie, w jakich się znajdzie. Odpowiedzialność spoczywa na osobie, która psa wydaje. -
[quote name='andzia69']Anuka - umowę masz? powinnaś jeszcze ta litanię (co Tina umie, czego nie, jak ma być badana itd) na piśmie razem z umową zapodać:evil_lol: Nie żal ci?????:cool3:[/quote] Andzia czy Wy macie umowy adopcyjne w fundacji bullowatych? Ja mam umowę od Emir z Jej fundacji. Jeszcze w grudniu z nią rozmawiałyśmy czy będzie można adoptować Tinkę za jej pośrednictwem.Mam jeszcze jakieś inne umowy. Ale jeżeli byście miały z bullowatych i ktoś mógłby mi ją dzisiaj przesłać, to lepiej byłoby przez Waszą fundację. Już kończę te swoje upierdliwe uwagi, bo w końcu naprawdę domek skutecznie do Tiniuszki zniechęcę i taki będzie finał. Nie żal mi ?????!!!! Żaaaaaaaaaaaaaaaal. Ale co ważniejsze mój żal czy dobro Tiniuchowatego stworka? - pytanie retoryczne.
-
Jeszcze trzy sprawy: 1. Ja uczyłam Tinę chodzić przy prawej nodze nie przy lewej z dwóch powodów. Po pierwsze ufam swojej prawej ręce a lewej nie. W razie czego nie utrzymałabym jej lewą ręką. Po drugie prawą stronę na chodniku mam wolną a mijają mnie ludzie z lewej strony. Są takie czasy, że ludzie najczęściej nie lubią przechodzić blisko koło psów. Jeśli pies idzie po lewej, to pies jest oddzielony od przechodnia co najmniej szerokością właściciela. Podczas ćwiczenia z Tiną "równaj" nie można pozwalać jej ciągnąć. Najlepiej wtedy stanąć i powoli przyciągnąć ją do nogi. Uprzedzam, że czeka domek mozolna w tym wypadku i pewnie długa praca, ale trochę cierpliwości i z czasem będzie chodzić równo przy nodze. 2. Tina bardzo lubi ludzi i ma świetną do nich pamięć. Jak się już do kogoś przekona, to z radością będzie go witać za każdym razem i płakać będzie (muczeć, bo tak to mniej więcej brzmi) po jego wyjściu. Jeżeli na nową osobę zacznie reagować warczeniem i szczekaniem (prawdopodobnie będzie się wówczas cała trzęsła, zwykle towarzyszy temu lęk), to najlepiej nałożyć jej kaganiec i pozwolić powoli przyzwyczaić się i oswoić z gościem. Kiedy przyjechał do nas na tydzień Piotr, po jego wejściu właśnie tak zareagowała, a wieczorem po dwóch godzinach leżała już mu łbem na kolanach i była zaprzyjaźniona całkowicie (mimo, że Piotr jest kotolubem a nie pso). Nie muszę chyba dodawać, że jak po tygodniu wyjechał, to suczydełko siedziało pod drzwiami i muczało. W ciągu całego tygodnia zaś chodziła za nim jak cień, mimo że nie dostała od niego żadnego przysmaku i chyba tylko raz lub dwa Piotr ją pogłaskał. 3. Tina lubi inne psy. Dobrze byłoby żeby miała kontakt od czasu do czasu z jakimś zaprzyjaźnionym zrównoważonym czworonogiem. Oczywiście takie kontakty muszą być pod ścisłą kontrolą. Pozbawianie ją zupełnie kontaktu z psami byłoby moim zdaniem nie wskazane. Domek musi jednak sam zadecydować.
-
Potwierdzam. Tina w niedzielę jedzie do swojego domu. A ja pomimo, że coś mnie tam w środku kłuje to się cieszę. Bo mimo, że starałam się, to jej skóra na głowie wcale nie wygląda dobrze. Potrzebne jej dobre solidne jedzenie. U mnie było głównie wegetariańskie. Witaminy i mikroelementy dodawałam i nienasycone kwasy tłuszczowe (w gammolenie), ale z białkiem mięsnym to przyznaję miała do czynienia tylko przy ćwiczeniu i w małych ilościach. Pewnie koniec końców trzeba będzie wrócić do antybiotyków. Ja bym miała taką prośbę do domku, że jeżeli nie ma u Was problemów finansowych, to na początek kupcie jej dobrą karmę dla psów z problemami skórnymi. W ciągu dwóch tygodni jeżeli nie będzie się poprawiać zdecydujecie, czy leczyć ją antybiotykami z wyników poprzednich badań czy powtórzyć badania. Gdybyście powtarzali badania, to zeskrobinę trzeba zrobić z kilku miejsc: wokół oczu, czoła, ucha, tylnich łap oraz między palcami. No i niestety lepiej dopilnować Panią/a laboranta, żeby pobrał zeskrobinę co najmniej do pierwszej krwi. Podkreślam to ponieważ w Siedlcach Pani laborant najpierw skrytykowała, że pies był leczony bez badania a potem odwaliła fuszerkę - nie zebrała zeskrobiny do krwi, tylko tak po wierzchu no a ja nie chcąc się wtrącać w pracę profesjonalisty nic nie mruknęłam (a powinnam, bo jak się krytykuje to przynajmniej podstawowe badanie trzeba umieć zrobić). No i przytyć jeszcze troszkę powinna, tylko trzeba uważać, bo po sterylce to łatwo sunie nadwagę łapią. A jej to niepotrzebne. Będzie dłużej zwinna, młoda i zdrowa przy nieobciążonym sercu. I więcej się nie wymądrzam, bo domek sam będzie wiedział co dla Tiny dobre. Mam zaufanie do niego.
-
Na rynku kupiłam moim potworom taką wielką kość i przytargałam ją do domu. Pan sprzedawca życzliwie mi ją siekierą przepołowił także nie musiałam w domu piłować. No to mają potwory robotę. Oczywiście są odizolowane, bo sytuacja sama w sobie jest wysoce ryzykowne i patogenna. Śmiesznie tak było widzieć przed wyjściem Tinkę jak zmagała się z tą kością, której główka była większa o Tiniuszowej. Kombinowała jakby tu ją zataszczyć na fotel ale skutecznie wybiłam jej to z głowy. Jeszcze fotelowi trzeba kości, co prawie się rusza. A poza tym Tinka ma głupi zwyczaj zrzucania z fotela rzeczy, którymi się bawi. Bo to taka frajda jak coś z hukiem uderza o podłogę. A ja na razie dziury w podłodze nie potrzebuję.
-
[quote name='enia']Ja o Tince- bardzo lubię Wandy psiurki cale to kudłate stadko.......:lol: Ty mnie Anuka nie strasz ostatnio mialam wyklad od syna o EMO :)[/quote] Póki nie będzie szukał u nich odpowiedzi na sens swojego życia i nie będzie tam czy gdzie indziej szukał akceptacji i podbudowania swojego poczucia wartości, to spokojna głowa.
-
Czym się objawia przykładowo spryt Tiniuchy? Pewnej niedzieli byłam z Tinką u rodziców i wtedy wpadł też brat ze swoim owczarkiem Angelusem. I Tina wykazywała wielkie zainteresowanie angelusowatym osobnikiem. Ja na chwilę wyszłam z pokoju, a brat w między czasie krzyczy, że mi się coś pies zsuwa z narożnika. No bo Tinka ma taki sposób. Mówisz jej Tina zostań (przykładowo na narożniku). Tina próbuje zejść, no to powtarzasz "zostań". No psiucha wie, że schodzić nie wolno. Ale weźmy co to znaczy schodzić. Tinka sobie myśli: czy jeżeli moje tylnie łapy zostają na narożniku, to czy już zeszłam, czy jeszcze nie. No nie, bo przecież nie jestem cała na podłodze. Tu kłania się nam prawo ciągłości. Czy ktoś kto ma dwa włosy na głowie jest łysy czy nie? Sprytny pies nie. Umie czerpać korzyść z paradoksów logicznych. Więc dalej sprawa wygląda tak. Tina delikatnie centymetr po centymetrze łapa przy łapie i cały czas leży i nagle nie wiadomo kiedy jej przednie łapy są na podłodze. Ale na tym jeszcze nie koniec, konsekwentnie centymetr po centymetrze dochodzimy do momentu gdy Tina jest w połowie pokoju, ale tylnie łapy nadal są na narożniku. No i co zeszła, no nie. A że pysk jej już jest przy Angelusie i z zainteresowaniem mu się przygląda, to zupełnie nieistotne. Oczywiście podczas całej operacji Tinka bacznie obserwuje otoczenie, czy otoczenie przypadkiem nie ma innego zdania na temat tego czy zejść to znaczy czterema łapami, czy już w przypadku dwóch będą krzyczeć.
-
[quote name='enia']Wanda pewnie szampana już chłodzi..........:evil_lol: ale wieści:loveu:[/quote] Enia mówisz o Tince czy o moim chrzcie? Bo jak o chrzcie, to ja muszę sprostować. Ja mam głęboko w sobie zakorzeniony instynt poznawczy. No jak by mi powiedziano możesz żyć, ale nie wolno Ci poznawać, to mnie takie życie ni jak, to już pod dechy wolę i z robakami. No a u nich nie dało się ich bliżej poznać bez wejścia w ich krąg,a żeby wejść trzeba było przejść przez inicjację. Kombinatorstwo nie!? A jeżeli mowa o Tince to nie chwalcie dnia przed zachodem. Chociaż przeczucia dobre mam.
-
Co do transportu, to ja bym próbowała dać wszędzie gdzie się da ogłoszenie, że fundacja poszukuje samochodu do przekazania na potrzeby transportu rzeczy. Jest wiele projektów unijnych, gdzie np. po zakończeniu projektu można rzeczy przekazać dla szkół lub fundacji. Z samochodami jest tutaj niestety problem, ale a nuż jakaś firma uważa, że eksplatowanie samochodu już im się nie opłaca i wolą kupić nowy, a bardziej opłaca im się przekazać niż sprzedać, bo i dodatkową reklamę, że pomagają komuś (to podobno zaczyna być modne) mogą zdobyć. Zaoferować coś w zamian. Na przykład pozostawienie reklamy firmy (jako wspierającej fundację) na samochodzie.
-
[quote name='doddy']Ogólnie wszystko super. Po pogryzieniu nie ma śladów. Rany pogojone. Kuleje niestety na łapkę, ale dostaje na to antybiotyki. Ma cieczkę. Z psami dogaduje się super. Dziś pierwszy raz wyszła z Breną na wspólny spacer i zachęcała Brene non stop do zabawy :lol: Gdyby nie cycuchy, można by ją odmłodzić na 1.5 roczną sunię. W domu cud miód.[/quote] Doddy uściskaj ode mnie Rumbę. Od razu mi do serca przypadła. Zaczynam dorastać do doceniania piękna pitbullek (i to nie tylko rednose). Co w nich jest, że one wszystkie takie ładne. Pełna gracja. A jak jeszcze widzę te pracujące mięśnie podczas zabawy, to greckie ideały nie są mi obce.
-
[quote name='doddy']Anuka1 jak czytam Twoje posty to jakbym czytała jakąś matkę Polkę :lol:[/quote] Doddy co Ty mi próbujesz wlepić. Wiesz kiedyś byłam u Ananda Margowców (najczęściej ich zaliczają do sekciarzy) i zdarzyło się mi mieć ich chrzest. Chcesz wiedzieć jakie imię u nich dostałam? Annapurna, co mniej więcej znaczy Matka Ziemi. Ja nie chcę być żadną matką.... Jeszcze mi tu zaraz zaczną głowę suszyć, że instynkt macierzyński mi wali na głowę i że dzieciaka powinnam sobie sprawić. A po co pchać jeszcze jedną biedną istotę na ten padół. Wszystko tu nie tak jak powinno być. A ja mam *******ca na punkcie tego, że powinno być jak powinno być.
-
[quote name='JagnaP']zaraz, zaraz, jakiej nowej pani Tinuszki...???:crazyeye::crazyeye: Czyżby Tina zmieniła adres zameldowania.....?:-o[/quote] Jeszcze nie, Jagna. Ja jestem teraz w bibliotece, a Tina obgryza kość, którą dostała w Siedlcach na Mickiewicza. Ale jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to pewnie z Hienkiem, będziemy siedzieć i :-(:-(. W zeszłą niedzielę kiedy chętny na Tiniuszkę domek przyjechał do Siedlec potwierdzić czy na żywo Tina równie przyjazna jak na zdjęciach miałam w nocy koszmara. No nie przesadzajmy, nie koszmara tylko sen rodzica, którego dziecko pierwszy raz poza dom się wybrało. Śniło mi się, że Tinka już z domkiem pojechała a ja nie wiem jak tam u niej, czy wszystko dobrze. Budzę się, a tu Tinka chrapie na fotelu, no i się uspokoiłam, że jeszcze jest. Ale cóż nadchodzi pora, że trzeba będzie pannę wyszykować na nową drogę życia z mieszanymi uczuciami, że smutno będzie bez tego bachora w domu no i z radością, że będzie miała w końcu odpowiednią opiekę i duszę troskliwą i Pana, który w razie co palcem pogrozi i nie da Tiniuszce wyrosnąć na rozwydrzoną suczynę.
-
[quote name='wanda szostek'][CENTER][SIZE=3]No to czekamy na zarejestrowanie się i wejście na wątek nowej przyszłej Pani Tinuszki.[/SIZE][/CENTER] [/quote] No proszę mi tu ni straszyć potencjalnego domu. Dzisiaj ma rozmowę kwalifikacyjną. A Wy już huzia na biednych. Trochę intymności ludziom dajcie. A co prawda, to prawda ja też mam taką nadzieję, że jak się zakwalifikują, to zechcą pisać. Ale napastować ich nie należy.
-
[quote name='dariaopole']słuchajcie ciotki trzeba poważnie pomysleć o finansach a raczej o ich braku. Fundacja po prostu nie wyrabia !!!!!!!!! mało ludzi się angażuje i pomaga. W ten sposób cięzko jest cos zdziałać i pomagać. Domków tymczasowych nie ma......kasy nie ma....nawet hoteliki w tym momencie nie wchodza w gre a psów coraz więcej. Nie wiem co wymyśleć.................ciotki główkujcie !!!!! nie ma tu jakiejś biznes łumen ?????? cegiełki, bazarki.....niech każdy robi co może !!!!![/quote] Dariaopole. Ja Doddy wspominałam, ale ona głowy wtedy do tego nie miała. Jest wyjście. Moim zdaniem dałoby się to też w Polsce zrobić. Sklep charytatywny, który mógłby się znajdować np. w magazynie tylko jakieś dobre miejsce i wcale niekoniecznie Warszawa. Kultura komercyjna w Polsce już na dobre się zaklinowała, więc ludzie mają coraz więcej rzeczy i często wymieniają. Wielu z przyjemnością by oddało. Inni za niskie ceny chętnie kupią, bo ich nie stać. Meble, sprzęt elektroniczny, i inne bambetle. Potrzebny duży magazyn, transport (zwykle trzeba od ludzi te rzeczy odebrać), wolontariusze no i przepisy prawne czy w Polsce da się to zrobić i na jakiej zasadzie. Wymaga to wysiłku i czasu. Ja postaram się dowiedzieć czy ewentualnie jest jakaś szansa dofinansowania takiego projektu z funduszy unijnych. Z czasem można zrobić sieć takich sklepów w różnych miastach. Ja wiem, że to łatwo napisać, ale może w tym tkwi wyjście. W Polsce takich miejsc jest cały czas mało, a po Siedlcach i Lublinie wiem, że sklepy z używanymi rzeczami bardzo dobrze prosperowały. Grunt to rzeczy muszą być w miarę tanio wyceniane (no bo przecież nie chodzi o to żeby leżały).
-
[quote name='doddy']:lol::lol::lol: Anuka, ja to bym Cię widziała w stałej współpracy bycia DT dla bullowatych. Opis super. Wanda nie bij, ale Twoja córka ma talent ;)[/quote] Te Doddy, czy Ty mnie w coś pakujesz?:razz: Bo ja chyba aluzji nie bardzo chcę zrozumieć. Ja Ci powiem, że po prostu jestem upierdliwie upartym człowiekiem, a nie tam jaki talent. Jak się na co zaprę, to ani mnie wołem, ani kobyłą nie ruszy. Niestety z bullowatymi, to taki problem, że nie chcę narażać Hieniuszki. Nie mogę robić innemu psu dobrze kosztem tego, któremu opiekę ofiarowałam na stałe. Z Tinką było wiadomo, że lubi psy. No i tak rogi pokazała, ale i myśmy z tego naukę wynieśli. Hienek nauczył się rozpoznawać zagrożenie, a ja oddzielać i panować nad sobą. Więc na dobre nam to poszło. A po dziurach w łapie śladu nie ma. No i na razie to interesem swoim muszę się zająć, ale obiecuję, że jak stanę na nogi i w międzyczasie przemyślę, te jakże delikatną sugestię:cool3:
-
Jakie niedogodności można napotkać mieszkając z Tiniuszką? 1. Tina chrapie. Czasami potrafi doprawdy głośno. Ale albo można się przyzwyczaić, albo ona ściszyła głośność. Pierwszej nocy musiałam użyć stoperów żeby zasnąć, a teraz właściwie to nie zauważam. 2. Po jedzeniu potrafi zdrowo beknąć. 3. Czasami skutecznie potrafi zanieczyścić powietrze wyziewami tylnogębowymi. Żadna z tych "dolegliwości" nie występuje w dużym nasileniu i nie powinna zakłócać harmonii życia domowego.
-
A to dodatkowe wiadomości dla potencjalnego domku Tinki: Co Tinka potrafi, a czego ni w ząb: 1. Zabiegi kosmetyczne: - pozwala bez problemu czyścić sobie uszy (początkowo był problem, ale teraz nawet się już nie kręci; to coś, bo mojemu Hienkowi wyczyścić to trzeba mieć dużą cierpliwość - zawsze go coś drapie swędzi - no a jak ja mam trafić patyczkiem jak on trzęsie głową) - pozwala przetrzeć sobie oczy (nie lubi tego, ale o ile nie jest to coś smrodliwego dla niej, to nie ma problemu) - pozwala sobie czyścić szczoteczką i kredą zęby z kamienia oraz przemywać je wodą utlenioną (trzeba tylko sprawnie manewrować szczoteczką bo próbuje ją w międzyczasie zjeść - znaczy Tiniuszka nie bardzo rozumie po co wsadzać jej kawał plastiku do pyska skoro ma go nie gryźć) - pozwala umyć sobie łapy po spacerze UWAGA: wsadzać siebie do wanny nie pozwala. Trzeba niestety w tym przypadku jeszcze nadal używać przemocy. Przy kąpielach Hyxodermowych robię to na siłę i nie jest to miłe. A ona mimo wszystko ciut waży. Zdarza się, że ja się zagapię a ona w przerwie (bo Hexoderm ma być 10 minut na skórze) wyskakuje i drugi raz obślizłą od szamponu już tak prosto nie da się wsadzić. Nadal ćwiczymy. Wczoraj przykładowo w brodzik poszły serca przed kąpielą w środku i na koniec (przysmak). Kąpiel nadal odbywamy w kagańcu (znaczy ona, bo moje gryzienie raczej wiele szkody nie przyniesie) tak dla zasady której hołduję, ja się czuję pewniej a i jej do głowy nie przyjdzie nic głupiego. Takich doświadczeń z pewnością nam obu nie potrzeba. To zawsze jednak jakoś w psychice zostaje. 2. Nakładanie kagańca i noszenie nie stanowi problemu. 3. Przerywa zabawę (z Hienkiem) na komendę ("stop"). Oczywiście nie robi tego jak automat, bo nim nie jest i zdarza się, że trzeba bardziej stanowczo powtórzyć. 4. Zostawia ulubioną zabawkę w trakcie zabawy i pozwala sobie ją odebrać. 5. Zostawia na komendę ("zostaw" ewentualnie "wypluj") rzecz, którą właśnie ukradła. 6. Na komendę "pierwsza" ustępuje miejsca do przejścia w drzwiach. W tej chwili ćwiczymy, żeby siadała przed drzwiami i czekała aż ja wyjdę za próg. Muszę dodać, że ćwiczymy we trójkę i czasami to ułatwia sprawę a czasami stanowczo utrudnia. No bo ja mówię "siad". Hienek siada a Tina stoi.Ja powtarzam - Hienek wstaje a Tina siada. Pomaga bo jedno zawsze myśli, że drugie ma lepiej. Tak ich uczyłam czyścić zęby. No bo jeżeli Pani wsadza coś do pyska drugiemu i ono to coś memła, to na pewno musi to być coś dobrego. W tym przypadku tą cudownością jest szczoteczka z kredą. 7. Kiedy dostaje jedzenie, siada i czeka na zezwolenie do jedzenia. 8. Na komendę "wyjdź" wychodzi z kuchni. 9. Schodzi z mebla, na którym nie powinna przebywać i idzie na komendę na swoje miejsce (ostatnio robi to z impetem pocisku i jakąś dziką radością - nie widzę tu żadnej zasługi po swojej stronie, szczerze powiedziawszy to nie wiem czemu właśnie w taki sposób opuszcza moją wersalkę) 10. Na komendę "siad" - siada (niestety ja uczyłam ich na podwójny bodziec głos + znak ręką, no i czasami jak ręką nie pokażę tylko powiem, to nie wie o co chodzi) Na komendę "leżeć" - kładzie się. Na komendę "daj łapę" podaje odbierając jednocześnie nagrodę. 11. Reaguje na komendę "nie wolno" i przestaje robić to co właśnie robi (wiem, że "feee" jest podobno lepsze, ale ponieważ ona jakoś nie bardzo na to reagowała, to pozostałam przy moim starym). 12. Chodzi na smyczy przy nodze, ale jeszcze cały czas jest to niedopracowane i potrafi ciągnąć (to moja wina, bo za mało ćwiczyłyśmy; a muszę Wam powiedzieć, że miesiąc temu to na prawdę już ładnie chodziła) 13. Podobnie jest z przychodzeniem na komendę "do mnie". Przychodzi, ale potrafi też stać i marudzić. Ćwiczenia wymaga wszystko, co już umie, ale najwięcej trzeba czasu i uwagi poświęcić: - przychodzeniu do nogi; - chodzeniu przy nodze; nie reagowaniu na spacerze na inne psy i koty; - oswojeniu i przekonaniu jej, że kąpiel potrafi być na prawdę przyjemna.
-
A teraz dobra wiadomość. W niedzielę mieliśmy w Siedlcach gości z Nowego Dworu Mazowieckiego, chętnych na opiekunów Tiny. Widzieli Tinę i nadal są zainteresowani. Przed sprawdzeniem domku na miejscu więcej nic nie powiem. Poprosiłam Kasię ndm by umówiła się i sprawdziła. Potencjalnych opiekunów poprosiłam, żeby przeczytali cały wątek (będą mieli wówczas pełną wiedzę na temat Tinki) zanim podejmą ostateczną decyzję. Od siebie mogę dodać tylko tyle, że wydają się spełniać moje wszystkie ciut wygórowane wymagania.
-
[quote name='JagnaP']Anuka1, jeżeli znajdę kogoś odpowiedniego, to dam znać. Co u Tiny? Chyba cię zeżarły te potwory, bo tu głucha cisza.....;);)[/quote] Jagna żyjemy jak na razie. :razz: Jeszcze mnie nie pożarły, ale wyobraź sobie, że mój tata pierwszy raz widział Tiniuszkę w akcji zębowej. I muszę Ci powiedzieć, że to nie była jakaś szczególna akcja. Ot poszło standardowo o zazdrość, tym razem o względy mojego taty. :cool3:No i Tinka wystartowała do Hienka z ząbkami. To było w piątek wieczorem koło 23.00. Ja miałam rano wstać o 4.45 i jechać pociągiem na zajęcia do Warszawy. Wyobrażasz sobie. Robi się północ, ja mam jakieś 4 godziny snu (o ile usnę od razu) a potem siedzenie i słuchanie wykładu o kontroli, a mój rodziciel siedzi na wersalce kiwa się i mówi, że on żałuje że ratował Tinkę i że ona mnie zagryzie i że on ją jutro wywozi. No on tak ma. Jak coś go przerasta, to od razu wpada w panikę. :shake:A mnie zajęło 33 lata uczenie się normalnego reagowania na problem. Znaczy jest problem, trzeba go rozwiązać. Strach to z mojej perspektywy najgorsze rozwiązanie. Więc jak już ustaliłam sama przed sobą, że nie ma co tutaj biadolić tylko trzeba ostro bo inaczej to nici ze snu, to skwitowałam, że mam jutro 8 godzin wykładu i muszę spać a nie martwić się ( zresztą bezzasadnie, bo nigdy do mnie nie wystartowała) że pies mnie zagryzie. To jakoś pomogło i dał mi zasnąć. No i ta jego panika spowodowała, że w jeden wieczór Tinę oduczyłam walania się na mojej wersalce i chodzenia na komendę na miejsce. :mad:Po co ma się tatowe martwić, że pies mnie nie słucha i skończy to się źle. Jeszcze oczywiście czasami Tiniuszka się ociąga i próbuje dyskutować, ale koniec końców kiedy mówię "raz", to już wie że nie żarty i że potrafię być nieobliczalna.:angryy: