Jump to content
Dogomania

Anuka1

Members
  • Posts

    469
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Anuka1

  1. [quote name='gallegro']Moja niedawna tymczasowiczka Skrętka, miała niemal identyczne objawy. Jest wielce prawdopodobne, ze była to koronawiroza, czyli łagodna postać parvo.[/quote] Gallegro czy coś jeszcze trzeba zrobić? Objawy właściwie się nie powtórzyły. Wczoraj miała rozwolnienie w nocy, ale składam to na stres związany ze strzałami bo dzisiaj kupa była the best. Zaraz poszukam dokładnych informacji na na temat koronawirozy. Właściwie na okrągło siedzę w książkach - jak by ktoś potrzebował informacji o nużeńcu lub tasiemcu, to powoli zaczynam być dobrze doinformowana. Ważne: nie należy długo przemywać oczu psom rumiankiem - powoduje podobny objaw wyłysienia wokół oczu jak przy nużeńcu. Lepiej przemywać naparem z kopru.
  2. [quote name='andzia69']no to faktycznie mialaś niezlą jazdę;) ale to ugryzienie było jednak...niegrożne (o ile tak można powiedzieć)...gdyby chciała Hienusiowi krzywdę zrobić to by było nieciekawie....[/quote] No i ja tak myślę, chociaż nie wiem jak by się to skończyło bez mojej interwencji. Ona naprawdę była ...nie wiem jak to nazwać rozjuszona? Emocje to z nas opadały jeszcze przez kilka godzin.
  3. A teraz co do domku dla Tiny. Byłam na dzisiaj umówiona w Lublinie, ale ponieważ wczoraj wynikła ta awantura między Hienkiem i Tiną poprosiłam Doddy o pomoc. Domek miała dzisiaj sprawdzić Bożena z Lublina. Ja na pewno lepiej bym od niej nie sprawdziła. Dzisiaj o 7:40 dostałam trzy smsy od Marty, która chciała adoptować Tinę (czyli od Haimy). Niestety pieniądze wczoraj wydałam na weta Hienka i podczas rozmowy z Bożeną skończyły mi się minuty na karcie. Nie mogłam więc do niej ani odpisać ani oddzwonić. Smsy od Marty: "Aneto w domu jest zamieszanie dotyczące Tiny. Tata zniósł spokojnie to, że nie jest szczeniakiem i fakt, że będzie kastrowana. Zmartwił się, że jest chora, a do tego tasiemiec, znajomy wet mu nagadał, że nużeniec będzie wracał co zdaje się zniechęciło go po nowotworze nero. Kiedy dowiedział się, że Tina pocięła się z twoim psiakiem powiedział, że dla niego to jednak za duża odpowiedzialność :( postaram się go uspokoić ale może nie być to proste." Żadnej innej wiadomości nie dostałam. Gdyby nie wczoraj to w tym momencie byłabym w autobusie do Lublina i jechałabym sprawdzać dom. Koło 11.00 przedzwoniła Bożena. Dzwoniła do Marty i chciała potwierdzić spotkanie. Marta odpowiedziała, że nie jest zainteresowana Tiną i że napisała mi o tym. Ja takiej wiadomości nie otrzymałam. Wybaczcie, ale gdybym pojechała to byłabym cholernie jednak wkurzona - 6 godzin spędzonych w autobusie, wywalone pieniądze i stracony czas po to by usłyszeć, że nie miałam po co przyjeżdżać. Podczas maili wspominałam o wszystkim i o nużeńcu, i o tasiemcu i o sterylce i o tym, że to jednak pitbullka i potrzebuje odpowiedzialnego właściciela. Pytałam dwa razy, czy rodzice się zgadzają. Dobre dwa tygodnie temu dostałam odpowiedź pozytywną. Czyli, że rodzice zgadzali się wtedy a teraz nie, mimo, że nic nowego u Tiny nie wynikło poza tą awanturą. No ale z takimi zdarzeniami trzeba się zawsze liczyć u każdego psa. Oczywiście, że lepiej, że to teraz wyszło, niż później. Tak więc zaczynamy od początku. Szukamy domu dla Tiny - pomóżcie proszę.
  4. Nie było mnie od świąt bo miałam też przejścia z Tiną. W środę po południu zaczęła wymiotować. Właściwie tylko na początku zwymiotowała jedzenie, później to już tylko ślinę. W nocy dołączyła się do tego biegunka o konsystencji wody z krwią. W czwartek wymioty ustąpiły, tylko jeszcze ta biegunka męczyła Tina. Wet obejrzał. Szef po sterylce ładnie się zagoił, więc to nic związanego z tym. Mamy dwie hipotezy: albo się czymś zatruła (czasami ptaki coś przywloką, albo sąsiedzi wyrzucą), albo to było coś o podłożu wirusowym. Chociaż akurat ten drugi przypadek by tak łatwo nie przeszedł. Ode mnie w domu dostała węgiel, u weta antybiotyk i do domu na drugi dzień drugą dawkę. Biegunka przeszła. Nie wiem co to była za cholera, ale strachu to mi nieźle napędziła.
  5. No a wczoraj było tak... Miałam gościa, co z Londynu na święta zleciał. I ten gość to od dzieciństwa z psami żyje, więc zapoznanie z Tiną było szybkie. Ja w między czasie rozpalałam w kuchni w piecu. Jak opowiedział mi Monika - Tina wlazła jej na kolana a Hienek stał blisko dopominając się o daninę pieszczot. Jak już kiedyś wspominałam Tina ma bardzo osobisty stosunek do rzeczy, które uznaje za swoje (gościa najwidoczniej do nich zaliczyła). W pewnym momencie po prostu skoczyła na Hienka i złapała go za łapę. Ja w kuchni usłyszałam krzyk Moniki i inne niezbyt przyjazne odgłosy. Jak wpadłam do pokoju to trochę to przypominało jatkę. Złapałam jedno za kark, drugie za kark no i jakoś Tina puściła Hieniowtą łapę. No a potem to kagańce na łby co by sobie większej krzywdy nie zrobiły i zabrałam się za oglądanie strat. Tina trochę krwawiła z pyska (Hienek musiał zahaczyć zębem). Ja dostałam po łapie od Hieniowatego, więc mam takie dwa eleganckie kiełki na dłoni. No najbardziej w tym ucierpiał Hienek. Jak wet to ładnie ujął - ma dziewczynka ładne zęby. Zostawiła mu cztery ślady, w tym jeden całkiem głęboki. Na szczęście nie uszkodziła ścięgien. Na nieszczęście zrobiła to w takim miejscu, że goić to może się kiepsko i bardzo prawdopodobne, że przy okazji dołączy się, o ile czegoś nie pokręciłam, zapalenie okostnej. Wczoraj jak wróciliśmy od weta to Hienek z Tiną w ogóle nie chciał gadać - dwa razy warknął i wylizywał łapę. Dzisiaj już w porządku, tylko musiałam ich hamować co do zabawy. Będę spokojniejsza gdy łapa dojdzie do siebie.
  6. [quote name='clockwork'][FONT=Arial][COLOR=Blue][B]Clockwork 2x prosiła o numer konta do wpłaty ;) ale każdy mój post zostaje tu ignorowany....:roll: każdorazowo po zadaniu pytania zaglądałam na wątek, ale moje pytania i posty pozostają bez od[powiedzi.:cool1: .... ale oprócz Tinki- zaglądam jeszcze do 5ciu miliardów innych psów:roll: nie jestem w stanie ogarnąć tego wszystkiego.... i co dzień pisać tu i tam "prosze o dane do wpłaty". Mam 45 zł od PIXIE która zadeklarowała, że te pieniadze mają trafić do Tinki, więc.... [/B][/COLOR][/FONT][/quote] Clockwork przepraszam, ja nie ignoruję, tylko dopiero ostatnio nauczyłam się jakoś posługiwać tutejszymi narzędziami. Wstyd się przyznać, ale po prostu nie wiedziałam co to jest PW i dlatego zawracałam głowę Andzi, a ona i tak przeze mnie miała mnóstwo na głowie. Na te pieniążki w ogóle nie liczyłam, bo ani zapracowane, ani zasłużone. Napisałam przy rozliczeniu tylko dlatego, żeby nie było później nieporozumień.
  7. Już jestem i opowiadam po kolei. Żyjemy wszyscy.
  8. [quote name='doddy']Anuka1 ile Ci potrzeba na podroz do Lublina? Czy z poczatku jedziesz sama, czy od razu z Tinka? Czy mam prosic Bozene o pomoc w Lublinie?[/quote] Na początku jadę sama, mam zbyt wiele wątpliwości, które muszę na miejscu rozwiać. Dawno nie jeździłam do Lublina. Myślę, że koszt to jakieś 35 zł. Zaraz po świętach będę i sprawdzę.
  9. Wszystkim Wam życzę spokojnych, pięknych i dobrych Świąt Bożego Narodzenia. Ode mnie, mojej rodziny i watachy psów, które zechciały spędzić z nami swoje życie.
  10. [quote name='Camara']Tak mi przykro z powodu Saby :-([/quote] Wiesz Camaro jak znajdę trochę czasu, to powklejam zdjęcia i napiszę. Saba zachorowała na ropomacicze. Ja nie miałam zielonego pojęcia o tej chorobie. Za późno zauważyłam. Od razu zdecydowałam się na operację. Wiedziałam, że może być różnie. Według mojego weta zaważył tu wiek, ale co ja się będę oszukiwać - za późno rozpoznane, to mój wyrzut sumienia. Po operacji Saba długo się wybudzała. Dopiero o czwartej nad ranem mogła zacząć normalnie reagować, machać ogonem. Właściwie po zabiegu było dobrze: siusiała, załatwiała się, wychodziła sama na dwór (nie musiałam jej znosić ). Tylko, że co wypiła i co zjadła wymiotowała. W sobotę miała zabieg (pod koniec października). Dostawała zastrzyki, po których było trochę lepiej. Ale z dnia na dzień była coraz słabsza. W końcu zaczęła się załatwiać w domu. I ten jej wzrok przepraszający, że znowu zwymiotowała i muszę po niej sprzątać. Później to już coraz bardziej się męczyła. Nie spała, miała trudności z oddychaniem. Właściwie bałam się gdziekolwiek wychodzić i zostawiać ją samą. Podkładałam jej pod głowę poduszki, bo mimo, że tak długo nie spała starała się trzymać głowę podniesioną i ze zmęczenia sama jej opadała. W piątek trzeba było podać jej kroplówkę, w sobotę następną. W niedzielę zaczęło się strasznie. Wymiotowała leżąc bezwładnie i miała jednocześnie drgawki i atak taki jak przy padaczce. Po pierwszym ataku wpadłam w panikę, ale po jakimś czasie odzyskała oddech i przytomność. Starałam się przy ataku trzymać ją tak żeby sobie krzywdy nie zrobiła. Niestety nasz wet w niedzielę wyjechał do Lublina i był z powrotem dopiero wieczorem. Kazał przyjechać. Następna kroplówka. Kroplówka pomogła, bo rozrzedziła krew, która była już zatruta. W międzyczasie musiały przestać działać nerki, stąd te ataki. To była taka ulga, gdy wróciliśmy do domu, a Saba po prostu usnęła. W nocy, nad ranem ataki powróciły. W poniedziałek kiedy trzymałam ją na rękach podczas ostatniego ataku, serce musiało nie wytrzymać i oddech nie powrócił. Od rana już byłam pewna, że nerki wysiadły - wszystkie objawy na to wskazywały. Przez cały ten czas była świadoma i cały czas mimo, że strasznie się czuła wodziła za mną wzrokiem. Kiedy umarła wyglądała tak ładnie. Cała choroba z niej zeszła. Leżała w pozycji warującej z otwartymi oczami, tak jak by żyła, tylko serce nie biło. Oczy powoli traciły blask i wraz z nimi ona odchodziła. W domu było strasznie pusto. Uciekliśmy z Hienkiem do mojego taty. Później wyjechaliśmy na kilka dni na wieś, ale wszędzie było tak strasznie pusto bez niej. Kiedy wracaliśmy do domu, Hienek z taką radością biegł na górę i to rozczarowanie i smutek, kiedy Saby nie znajdował na posłaniu. Razem z Tatem Sabę pochowaliśmy u mnie w ogrodzie. Teraz mamy na domku tymczasowym pitbullkę rednose. Jeżeli nie znajdę jej odpowiedniego domu, to zostanie. Wolałabym znaleźć jej kochający dom, który będzie stać leczyć ją i dobrze karmić.
  11. [quote name='lamia2']Wiesz generalnie to ja Ci wyrzutów nie robię, bo to i nie moja sprawa, ale psa szkoda bo się przywiąże.[/quote] Wiem, masz rację, ale ona przywiązała się już po pierwszych czterech godzinach, kiedy ją do Was wiozłam. To jak mnie za dwa dni na powitanie wylizała, jeszcze z żadnym psem nie miałam takiego kontaktu po tak krótkim czasie. Ona jest u mnie, ja się nią zajmuję, ale i tak uwielbia mojego tatę, którego widzi kilka godzin na tydzień. Martwię się jak to będzie, ale to jest do przejścia, gorzej jak źle trafi do domu. Ona jest naprawdę wrażliwa.
  12. Rozliczenie na teraz: Wpłynęło do mnie: od Moniki za gry - 50 zł od Uli za wazon - 67 zł od Kilroya za książkę - 46 zł od Doddy za książki - 80 zł Razem: 243 zł Na wysyłkę poszło: książki do Kilroya - 6.50 zł wazonu do Uli - 24 zł 243 zł - 30.50 zł = 212.50 zł Wydatki: transport Tiny do Siedlec (PKP) - Siedlce - Grodzisk Mazowiecki i Warszawa Śródmieście - Siedlce: 15 zł + 15.75 = 30.75 zł szczepienie przeciw wściekliźnie - 20 zł wizyta u weterynarza: obroża Preventic + zakraplacz Advocate + Roboran H + 2 zastrzyki = 30 zł transport Siedlce - Zbuczyn (do weta) i Zbuczyn - Siedlce (PKS) - 5.30 zł + 5.40 zł = 10.70 zł badania: parazytologia + bakteriologia + mykologia = 50 zł odżywka w płynie Viyo - 21 zł Mariomigran - 9 zł 30.75 zł + 20 zł + 30 zł + 10.70 zł + 50 zł + 21 zł + 9 zł = 171.45 zł 212 zł - 171.45 zł = 40.55 zł Zostało 40.55 zł Sterylizację zasponsorował wet, czyli nic nie kosztowała. Pieniądze, o których wspominała Clockwork nie wpłynęły - może nie miała nr rachunku, nie wiem. Na pewno trzeba będzie Tinę odrobaczyć - ma tasiemca. Być może będzie trzeba jeszcze leczyć hormonalnie jeżeli z tym moczem i resztą nie unormuje się. No i zostaje jeszcze skóra, z którą jest lepiej ale nie zupełnie dobrze.
  13. No to zrobiłam Tinie taki bajzel w hormonach, że hej. Biega za Hienkiem i molestuje go. Sama nie wie, co się z nią dzieje. Czy ktoś miał z Was takie doświadczenia po sterylce? Jest to intensywne i widać, że nie może na tym zapanować chociaż chce. Do tego jeszcze bardzo często oddaje mocz, chociaż nietrzymania moczu nie zauważyłam. Potrafi za jednym wyjściem przysiadać po osiem razy.
  14. [quote name='lamia2']Nie chcę być upierdliwa, ale Tina już miesiąc na tymczasie a domek czeka. Nie jest to dobre dla psa jeśli w ogóle ma iść do nowego domku.[/quote] Lamia jesteś;) Po pierwsze u mnie z kasą nie tęgo, więc każdy taki wypad to dla mnie zaciśnięcie pasa na maxa. Po drugie, co do domku to do tej pory nie mogłam się dogadać do terminu z domkiem (teraz jest ustalone na po świętach). Po trzecie Tina miała sterylkę we wtorek. Bez sterylki miała nie jechać, no nie? Sterylkę miała dopiero teraz ponieważ nie odważyłam się robić, kiedy wet odradzał pośpiech. I tak ryzykowałam teraz, kiedy miała w zaawansowanej ciąży. Dopóki nie będę pewna, że dom dobry i odpowiedzialny, to Tiny tam nie dam. A takiej pewności tylko po rozmowie nie mogę mieć.
  15. [quote name='lamia2']A ja poproszę o tytuł ;) aaa i domek się odezwał jakby ktoś nie zauważył :cool3:[/quote] Daniel Capricorn "Pitbull - Amstaff - wściekła bestia czy fenomen psiego gatunku". To jedyna pozycja jaką dotychczas znalazłam na polskim rynku. Solidnie napisana z bibliografią, doświadczeniem autora i dystansem. Kiedy rozmawiałam z moim wetem po lekturze książki patrzył na mnie z niedowierzaniem czy aby na pewno mówię o pitbullach.
  16. Wczoraj dostałam w naszej księgarni książeczkę poświęconą pitbullom. Polecam. Jak dla laika (jakim jestem), to bardzo porządna pozycja. Zamiast denerwować się na tych, którzy mają wypaczony obraz tej rasy trzeba im ją polecać i mieć nadzieję, że zechcą poświęcić trochę czasu. Ja lubię wiedzieć. Niestety na polskim rynku brak publikacji,stron internetowych też nie znalazłam. Pora poszukać poza językiem polskim. Cieszę się, że mogłam tę rasę poznać bliżej - to fenomen, właściwie cud. A co Wy na to, żeby spróbować zebrać doświadczenia Was wszystkich, którzy pracujecie z tymi psami, opisać je i stworzyć książkę. Tylko w taki sposób można zmieniać opinie. Wiem, że książka jest na przegranej z mediami, ale to już jakiś początek.
  17. [quote name='andzia69']najważniejsze, żeby zdrowa byla:lol:[/quote] Idzie chyba ku dobremu. Wczoraj już się zaczęłam naprawdę martwić. Nie chciała zupełnie pić. Kupiłam jej bombę energetyczną płynną (witaminy, mikroelementy i białko w płynie). Nawet tego nie chciała. Ale.... ależ ona ma naturę sknery. Hienek swój pysk władował mi przez ramię i suczyna nagle nabrała takiej ochoty na witaminy, że wylizała miskę do czysta. Ale wody i tak nie chciała pić. Dzisiaj już zjadła trochę karmy i wody też sporo wypiła. Właśnie jesteśmy po wizycie u weta. Zadowoleni my oboje. Szew ładny, i ogólnie Tinucha dobrze się czuje. Dostała antybiotyk, przeciwzapalny. Po wyniki do laboratorium wpadnę 31.12 tak jak ostatni wynik, bo to poza Siedlcami a ja stopomobil.
  18. Wracam do Tiny. Zrobię rozliczenie dotychczasowych wydatków i jutro wpiszę na wątku.
  19. Tina czuje się lepiej. Wczoraj wieczorem musiałam ją znosić na dwór na rękach. Dzisiaj zeszła już sama. Macica była mniej więcej tej wielkości jak przy zaawansowanym ropomaciczu. Jutro jadę na kontrolną wizytę. Po zabiegu ponieważ mieliśmy transport zajechaliśmy do laboratorium pod Siedlcami. Pobrali próbki na: parazytologię bakteriologię i mykologię. Na sto procent już wiadomo, że ma tasiemca. Niestety nie była jeszcze odrobaczana. Zbierałam segmenty i podejrzewałam, ale nie byłam do końca pewna. Wet potwierdził. Wynik z parazytologii i bakteriologii ma być jutro, z mykologii 31 grudnia. W tej chwili ważne żeby zaczęła jeść i żeby nie było powikłań. Mam kiepski dzień. Zawsze myślałam, że warto tłumaczyć bo być może wtedy uda się coś zmienić. I nadal w to wierzę, chociaż nie mam żadnych podstaw. Kiedy pracowałam z dziećmi, w kontakcie z nimi cudowne było to, że one autentycznie słuchały tego, co się do nich mówi, o ile się z nimi rozmawiało nie robiło im wykładu. Z dorosłymi nie umiem. Dorosły musi sam bardzo chcieć słuchać. Dziecko chłonie w sposób naturalny, nie musi się do tego zmuszać.
  20. [quote name='Worel']Bazarki sie skonczyly. Uzbieralismy troszke pieniazkow, nie powiem... Dziekujemy za wziecie udzialu i podbijanie! [B]CZARNE[/B] skarpety - 13 zl [B]GRANATOWE [/B]skarpety - 15 zl [B]BLEKITNE[/B] skarpety - 15 zl [B]KUBEK -[/B] 43 zl [B]ZABCIE REKAWICZKI -[/B] 10 zl Wszystkie wysylki juz poszly! Dzieki za potwierdzenie odbioru, czekam na reszte...[/quote] Worel dzięki wielkie. Coś czuję, że jeszcze się przydadzą.
  21. [quote name='doddy']Ja mam kubraczki pooperacyjne na amstaffy. Moge pozyczyc tylko ktos musialby odebrac. :oops:[/quote] Na Ciebie to zawsze można liczyć. Chyba jednak jakoś domowym sposobem. Nie wiem czy ktoś będzie jechał. Ja w Warszawie nie będę w najbliższym czasie. Ale dzięki
  22. Właśnie dzwonił nasz Pan Doktor. Tina już powoli zaczęła się wybudzać. Ale zostanie jeszcze u niego do 13 - tej. Ciąża była już zaawansowana i Tina może źle znosić ten zabieg. Dokładnie wypytam jak po nią pojadę.
  23. [quote name='pixie']o i ja tez dolaczam sie do tej prosby... co u suni? jak sobie radzisz Anetko?[/quote] Przed 9 - tą zawiozłam Tinę na zabieg. Denerwuję się. Czekam na telefon, aby ją odebrać. To pewnie jeszcze potrwa. Mam nadzieję, że nie będzie żadnych komplikacji.
  24. Dzisiaj Anuka pomyślała sobie tak. Tinka iść jutro na operację. A potem nie móc biegać i skakać i gryźć Hieniowatego. No to Anuka wpadła na pomysł, żeby zabrać psy na spacer na pola. U Anuki w ogrodzie dużo miejsca do biegania, ale co przestrzeń pól, to przestrzeń. Więc Anuka wyszykowała pięknie obydwa: kagańce na łbach, kamizelki odblaskowe na grzbietach, no i dawaj wychodzić. Tylko Anuka zapomniała, że droga do pól wiedzie przez piekielne otchłanie posesji na Mickiewicza, gdzie przedrzeć się nie będzie możliwością :angryy:. No i Anuka, Tinucha i Hienucha doszli do połowy Mickiewicza i dali takie widowisko, że Anuce wstyd co taka naiwna była i bohatera chciała zgrywać. W połowie Mickiewicza Tinucha i Hienucha zobaczyli kajtka latającego samopas po ulicy (taki mały czarny). Wydarli jednym chórem tak japy, że połowa osiedla, to na pewno w głowę się pukała. Anuka zapomniała, że Hieniowaty jak jest na smyczy, to mu palma odbija i jak zobaczy psa to zachowuje się jak by go miał pożreć żywcem. Jak jest bez smyczy, to stoi na komendę spokojnie przy nodze. No i zapomniała jeszcze, że zapomniała ułożyć Tiniuszy do chodzenia ładnie przy nodze i nie reagowanie na głupie wrzeszczące kundle (w tym rasowce oczywiście jeśli się drą). No więc Anuka stała na skrzyżowaniu ledwo utrzymując te dwa diabły przy sobie, po obu stronach i nie wiedziała gdzie ma się schować, a te dwa jednym głosem na całą ulicę dały czadu. No to tyle było spaceru. Pokornie Anuka podwinęła ogon pod siebie i dotarła z potworami do posesji. Jest z tego morał. Rzeczywistość przypomina Ci najlepiej co miałeś zrobić, a czego nie zrobiłeś. Tak i Anuka zabrała się za naukę siebie i nie tylko. Efekty już są. Tina wie, co znaczy słowo nie wolno, siada, daje łapę a i może za niedługo ładnie przy nodze będzie chodzić.
  25. [quote name='andzia69']no to teraz tylko czekać czy domek jeszcze potwierdzi chęć adopcji...wizyta...sterylka...domek:lol: no chuba, ze Anuka sobie chce zostawić;)[/quote] 1/3 domku potwierdziła adopcję, ale trzeba sprawdzić co na to pozostałe 2/3. Anuka chcieć zostawić Tinkę, ale nie móc, muuuuuuuu:placz: Ale, gdyby domy były feeeeee, to Anuka i tak zostawić, choćby się miało palić, walić i trząść.
×
×
  • Create New...