-
Posts
2854 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by hanek
-
[B]Ulaa[/B] - czy oni są na pewno zdecydowani żeby dać DT kotu? Po rozmowie z tym panem (co nieco słyszałam bo IKA&SONIA dzwoniła przy mnie) odniosłam wrażenie, że to jest wpychanie im kotka na siłę. IKA pytała czy przyjmą kociaka 3 miesięcznego, a on zaczął wymieniać przeszkody (że ich nie ma w domu ciągle, że dziecko za małe). Ariadna przyjęła tego kotka. Jeżeli jednak są zdecydowani to byłby taki kandydat: 8 miesięczny kocurek z Partyzantów w Trzebini Sierszy, na pewno ma świerzb w uszach bo wszystkie koty stamtąd mają, dziki nie jest, ale nie wiem jak z kuwetą bo on głównie po polu chodzi.
-
Ten FIP jest przerażający, oby reszta maluszków krzeszowickich okazała się bardziej odporna niż biedna Axi...[B] Malgos[/B], [B]Kasiek_ona[/B] - a ten straszny wypadek wczorajszy? To była kotka czy kocurek? [B]Ada-jeje[/B] - czyli gmina Babice nie ma umowy z żadnym weterynarzem na pomoc w razie potrącenia? Lady: [url]http://proanimals.org/zwierze/361/lady/[/url] została wykastrowana w piątek.
-
Kotek z cmentarza w Zagórzu już lepszy. Przedwczoraj zabrałyśmy z IKA&SONIA bezdomnego kotka z warsztatu w Trzebini. Wet go odrobaczył i ocenił na 3 miesiące. Kocurek był bardzo brudny i usmarowany. Wykąpaliśmy go i razem z Kasiek_ona przewiozłyśmy na DT do Ariadny. Dzisiaj Tomek jechał do swoich rodziców do Jastrzębia, po drodze zawiózł młodego kosa do Mikołowa do Leśnego Pogotowia (kilka dni temu znalazła go Ariadna, był osłabiony, jeszcze nie ma wszystkich piór w ogonie i nie umie sam jeść). Ledwo Tomek wysiadł z auta przed blokiem w Jastrzębiu to znalazł na parkingu maleńkiego kotka porzuconego pod krzakami, w plastikowym pudelku wyścielonym podkoszulkiem. Kocurek około 2 tygodniowy, ma już prawie całkiem otwarte oczy. Wetka w Jastrzębiu dała mu glukozę i Tomek wrócił z nim do Brzeszcza, gdzie z tatą przejęliśmy koteczka. Niestety Nadinka go nie przyjęła. Jej dzieci mają już 10 tygodni i chyba to za duża różnica dla niej do przeskoczenia i pokarmu też już chyba nie ma wystarczająco dużo. Wylizała go na powitanie i tak fajnie zagadywała (jak do swoich dzieci) i byliśmy dobrej myśli, nawet chwilę ją possał. Ale potem zaczęła się denerwować, fuczała na niego. Potem odeszła i już nie reagowała na jego miauczenie tylko schowała się pod szafą. Pani Rawicka ma u siebie kotkę z kociakami właśnie w jego wieku, zgodziła się spróbować go do niej dostawić. Mogłam podjąć próbę sztucznego karmienia ale kierując się dobrem kota wybrałam odwiezienie go i dostawienie do tej karmiącej kotki. No i udało się, przyjęła go jak swojego i karmi :) [B]Żeby było jasne: ja nie jestem w Zarządzie Fundacji więc to, że ja zawiozłam kotki do pani Rawickiej nie oznacza, że fundacja z nią współpracuje. Fundacyjny jest obecnie tylko kotek u Ariadny! Jednakże nie oznacza to, że nie mogę napisać na forum o dwóch pozostałych kotkach albo kryć się z tym gdzie podjęłam decyzję je umieścić. Tytuł wątku jest jednoznaczny: chrzanowskie i proanimalsowe. [/B]
-
Malgos, a może już mają niektóre ze zdrowych kociąt 8 tygodni i można by je było zaszczepić? Nowi właściciele zwróciliby koszty przy adopcji, a maluszki byłyby bezpieczniejsze? Może warto spytać dr Kozikowskiej czy to by miało sens?
-
Niestety nie mogę Wam pokazać dzisiejszych zdjęć RTG bo są w formacie DICOM, którego nie umiemy przekonwertować na jakiś normalny format. Ale to zwłóknienie jest pomiędzy ostatnim kręgiem krzyżowym a pierwszym kręgiem należącym do ogona.
-
Wróciłyśmy właśnie z Kasiek_ona z Oświęcimia. Byłyśmy u dr Grzebinogi. Miałyśmy ze sobą RTG zrobione w naszej lecznicy. Dr ujrzał tam coś dziwnego między kręgami. Ale zrobił jeszcze dwa zdjęcia - Cezar na boku oraz Cezar na pleckach. No i wyszło, że jest zwłóknienie i obrzęk pomiędzy nie pamiętam którymi kręgami (jak mi się uda to wstawię tu te zdjęcia), które spowodowały pogorszenie unerwienia kończyn tylnych. Z tego co zrozumiałam to impulsy nerwowe przebiegają z opóźnieniem i czucie nie jest dobre w łapkach tylnych (czy w ogóle nie ma, już nie wiem...). Cezar dostał zastrzyk sterydowy oraz coś jeszcze (chyba witaminę B) - spytam dokładnie co w poniedziałek, bo wtedy trzeba przyjechać na kolejny zastrzyk (moglibyśmy podać mu sami, ale doktor oceni czy jest jakaś choćby najmniejsza poprawa). Ponadto Nivalin zalecił, ale to chyba w dalszej kolejności, serię co najmniej 20 zastrzyków razem z witaminami B oraz jakimś jeszcze czymś homeopatycznym (ja nie wierzę w homeopatię ale warto spróbować). Zmiany się nie cofną, ale jest szansa, że steryd zmniejszy obrzęk, a Nivalin i wit B poprawi unerwienie co sprawi, że Cezarkowi będzie nieco łatwiej chodzić. No i można mu załatwić buciki skórzane, żeby sobie nie starł pazurów i paluszków. Pytałam czy można usunąć te zwłóknienia operacyjnie, ale dr powiedział, że jakby to był jego własny pies to by się nie decydował, bo nie ma żadnej gwarancji że się poprawi, a ryzyko pogorszenia jest bardzo duże. Faktura będzie zbiorcza już po zastrzykach. Cezar może mieć zwiększone pragnienie i apetyt po tym sterydzie. Ale nie dostał jakiejś końskiej dawki.
-
Kotek cmentarny z Zagórza był bardzo wycieńczony, wychłodzony, a chudy jest tak, że czuć mu wszystkie kostki. Kilkutygodniowe maleństwo. Szybko zabraliśmy go do weta, a że przyjmowała dr Kozikowska to był straszny tłum. Ale akurat czekały na wejście do środka panie Rawickie i wzięły nas ze sobą. Termometr pokazał 36,2 stopnie, a to już i tak było po leżeniu na termoforze (bo akurat malgos też była w lecznicy z Kamilkiem, Nyksiem i Lewkiem więc użyczyła). Kociątko - chłopczyk, dostał od razu podskórnie glukozę. Na razie nie wiadomo czy coś więcej mu dolega poza wycieńczeniem i odwodnieniem. Mam nadzieję, że to tylko to... Dostał wenflon do łapki i polecenie żeby co kilka godzin podawać mu ogrzaną glukozę. Dr Kozikowska nie pozwoliła żeby go dostawić do kotki z małymi na karmienie ale pani Helena umie odciągać mleko więc będzie go karmiła z butelki. Za kilka dni, jak kociątko dojdzie do siebie i nie będzie potrzebowało fachowej i ciągłej opieki to możemy go zabrać do DT.
-
Murzynek na dniach będzie miał wizytę w klinice w Kielcach, przekazałam do DT całą jego historię choroby, no i nr telefonu do dr Olender w razie potrzeby. Pani Marta gotuje od czasu do czasu Murzynkowi (zgodnie z zaleceniami-ryba, warzywa), ale nie mają czasu żeby robić to non stop. Czekamy na zdjęcia Murzynka. Podobno na karku mu już ładnie zarosło, ale chyba zjadł coś niedozwolonego bo znowu się zaczął bardziej drapać (Marta podejrzewa, że znajomi dali mu parówkę czy coś podobnego). Zobaczymy jaka będzie opinia tego weterynarza.
-
BIAŁY BOKSER - Bruno ze schronu w OL - już bezpieczny w DS :)
hanek replied to IKA & SONIA's topic in Już w nowym domu
Nie jest wykastrowany. -
BIAŁY BOKSER - Bruno ze schronu w OL - już bezpieczny w DS :)
hanek replied to IKA & SONIA's topic in Już w nowym domu
Tak, Bruno szuka nowego domu. Do tych ludzi wprowadziła się babcia (a już i tak było tam mało miejsca), odnowiła mu się alergia i nie mają dla niego czasu (zdarza im się puszczać go luzem żeby się wybiegał, zamiast wyprowadzać na smyczy). -
Pyta się pani gdzie niby ludzie z Trzebini podpisywali petycje, a w tym samym zdaniu pisze pani, że na listach wystawianych w Chrzanowie były podpisy ludzi z różnych gmin - z Trzebini też. Ja i IKA&SONIA dostarczałyśmy pani listy z podpisami Trzebinian.
-
Czyli to są kocięta z zakładu? Trzebinianie już podpisywali petycje, z tego co wiem nie zostały dostarczone do UM w Trzebini one, więc jaki jest sens znowu zbierać podpisy jak one sobie potem zapewne podzielą los poprzednich i również zalegną nieużyte.
-
Z Krzeszowic? To te kocięta co jedna pani prosiła o pomoc dla nich na dniach Krzeszowic?
-
Malgos, cały czas trzymam kciuki za zdrowie wszystkich Twoich maluszków!
-
Malgos, a jak sobie radzi pan opiekun z nowego DT? I czy Lewek przestał kuleć? I czy oczka Kamilka i Marsika przestały ropieć? I czy Nyksio dalej kicha?
-
Plakat dla Lady: [URL="http://proaniamls.org/hanek/lady.pdf"]http://proanimals.org/hanek/lady.pdf[/URL]
-
Ja mam uraz po tym jak jeden pan kupił małemu dziecku "yoreczka" i dziecko rzuciło nim o podłogę bo było zbyt małe żeby zrozumieć, że to żywa istota, a rodzice byli zbyt głupi żeby tego nie przewidzieć. Szczeniaczka nie dało się uratować. Pierwsza pani była nawet ok, bo dzieciak obeznany jak traktować zwierzęta (mają psa i kota u rodziców i nauczyli delikatności) ale musiałam ją przekonywać do kastracji i chyba nic z tego bo musi się naradzić z mężem. Zwykle jak tak mówią to potem nie oddzwaniają.
-
Dzisiaj mam serię telefonów "chcemy malutkiego kotka dla dziecka". Wyjeżdżają z takim tekstem a potem się obrażają jak im mówię, że kot to nie zabawka.