Jump to content
Dogomania

Tosia2

Members
  • Posts

    1995
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Tosia2

  1. Z tak ukąśliwym podejściem Pilar daleko nie trafisz... Tylko nie wiem dlaczego... Nie znasz mnie, a już przygryzasz... przykre... Doskonale rozumiem że są ludzie czujący jakiś sentyment do konkretnej rasy (sama tak mam) i świetnie-np. Beata co trzeba przyznać-jest świetna w adopcjach bullowatych, czuje ten temat i wychodzi jej to... Do niej mamy zaufanie i choć w innym temacie zupełnie się nie dogadamy-to w tym zasługuje na uznanie... Natomiast to nie znaczy, ze musimy ufac Szybkiemu, a w tej sytuacji, po tym jak postawił sobie za punkt honoru pogrążyć pozostałe psy Pani Liliany-tymbardziej potwierdził, że dobrze go oceniłysmy.... Husky zaczęłam ogłaszać od niedawna... Jestem pewna że niedługo znajdą dom... Szybki: To hodowla również mastifów angielskich... Kobieta która ten problem zgłosiła płakała do słuchawki... Pojechała tam wybrać szczeniaka, ale wyszła w szoku i od razu szukała pomocy... Nazywa się małgosia. Nr tel prześlę na pv... Twoje poczucie humoru (z kim mam się przespać...) jest mało wyszukane....
  2. Lamia2-pomyśl 2 razy zanim napiszesz... Nie zamierzam Cię przekonywać bo masz prawo do swoich przemyśleń... Ale zapewniam, że suczki zostaną oddane bez względu na Twoje podejście... W sprawie adopcji proszę bardzo się kontaktować telefonicznie... Niestety wyczuwam niemiłą ironą pilar-a to nie jest na miejscu w tej sytuacji...Bynajmniej nie wzbudza zaufania....
  3. To pytanie o Husky z łańcucha zadałam Szybkiemu...ale to szczegół... Kontrolę komentowała Pano do mojej mamy-czyżby co innego mówimy na forum a co innego prywatnie?! Mam natomiast pytanie do forumowiczów: właśnie po południu kolejna suczka została przywiązana do płotu Pani Dziewiałtowskiej w ciąży , na sznurku, ciasno zawiązanym na szyi... Co teraz Państwa zdaniem powinno sie stać? Ma ją Pani Liliana odwiązać i puścić w pole by sie tam oszczeniła, czy lepiej żeby ją wzieła do środka a ktoś z fundacji zawiózł do Warszawy na sterylizację, po której w najgorszym wypadku trafi spowrotem, ale wcześniej czy później znajdziemy jej dom....??? Sunia jest wygłodzona i skrajnie przerażona... To nieduży kundelek maści rudej... ufnie i z nadzieją patrzący w oczy.... Prosżę o Państwa opinie.....
  4. Pytał Pan o wynik inspekcji weterynaryjnej u Pani Dziewiałtowskiej... Otóż kontrola wypadła bardzo pomyślnie...a najlepiej poinformuje Pana koleżanka Lamia2, która była zawiedziona tym wynikiem i komentowała, że najwyraźniej weterynarz jest w zmowie z Panią Dziewiałtowską....Istna parodia......
  5. Po pierwsze P. Beato Husky zostaną wydane przez Panią Lilianę i to z ogromną wdzięcznością dobrym ludziom.... Może być Pani tego zupełnie pewna... To, że do Pana szybszego nie miała zaufanie-zupełnie się nie dziwię-moja mama po rozmowie z nim przez telefon, również takim zaufaniem by go nie obdarzyła... Jeśli chodzi o to jaki dom byłby odpowiedni-to doskonale znacie kryteria jakimi kierujemy się przy adopcjach-nie muszę wiec pisać na co dokładnie kładę nacisk....To naturalne, że nie zaryzykuję podstawienia przez Pana "idealnej osoby".... Ode mnie i mojej mamy zależy gdzie trafią Husky i proszę mi wierzyć, że nie oddamy ich każdemu... Jak sam Pan wie-to trudna rasa, dlatego znalezienie osoby która poza wiedzą na ich temat jest w pełni odpowiedzialna nie jest łatwe i zajmuje czasem wiecej czasu... Jeśli dziwi się Pan że suczki tak długo czekają na dom-to albo nie ma Pan pojęcia o tym że nie łatwo znaleść idealny dom dla takiego psa, albo sam Pan oddaje jak leci..... Gdybym ja tak robiła suczki były by już oddane 50 razy....ale nie o to chodzi.... One za dużo złego już przeszły i należy im się dom, w którym na pewno będą szczesliwe do końca życia bezpieczne...... To nie wyścigi na czas..tu najważniejsze jest zwierzę..... Szybki-a może Ty pomożesz Husky na łańcuchu na kolczatce... Tyle razy już o niej wspomniałam a nikogo nie obchodzi...Idzie zima... "nasze" Husky znajdą domy...a tamta bidula nie ma perspektyw zejście z łańcucha do końca życia.... A moze potrzebujesz najpierw zdjęcia?!
  6. Te budy są wymienione... Jak widać zdjęcia były robione latem.... Poza tym nikt nie twierdzi, że warunki tam są idealne-ale są takie na jakie stać Panią Lilianę... Wierzcie mi, ze w zatłoczonych schroniskach nie byłoby im lepiej-u Pani Liliany przynajmniej psy się nie zagryzają! Właśnie dlatego, że są pozamykane... Tymczasowo podkreślam-do momenty adopcji... Przy tej ilości to nieuniknione jeśli mają sobie nie zrobić krzywdy... W schronisku połowa z nich nigdy by z niego nie wyszła, bo duza część to psy w wieku poadopcyjnym i tylko nagłaśniając każdego z osobna można liczyć że uda się znaleść wyjątkową osobę... Adopcja przez ludzi z fundacji to dla nich jedyna szansa... Poza tym wstawię link dogomanii-muszę go poszukać-kobiety która ma ponad 30 psów, nie pozwala ich sterylizować, bo suczka jej zdaniem musi mieć szczeniaki, ma same małe pieski, które śpią pod gołym niebem-jest ich coraz więcej, a kobieta faktycznie nie pozwala ich zabierać...Szczenięta padają z powodu chorób... Dlaczego Pani Beata tym się nie zajmie?! Bo tam nie ma Husky......a co znaczą małe kundelki...Zaprzęgu nie pociągną....
  7. Po pierwsze znowu muszę podkreślić, iż posty są pisane moimi rękami pod dyktando Ewy Gontarek... Dlugo nie odpisywałam, gdyż czekałam aż mama do mnie przyjdzie i odpowie na Pani wątpliwosci... W tej chwili piszę sama i jak się okazuje o niektórych faktach wiem znacznie wiecej niż Pani i zaraz o tym powiem... Dodam także że dobrze znam Panią Dziewiałtowską, którą miałam okazję równiez gościc u siebie w domu... Oczywiście nie podwżam tego, że zajmuje sie Pani adopcją psów ze sfory, ale ale doskonale wie Pani, że Pani prezes tej fundacji-Pani Elżbieta jak również Pani Danusia z Canisu-zajęły się pomocą psom Pani Liliany dokładnie w zakresie jaki podałam. Pomagają też innym zwierzętom, ale wtymnie ma nic dziwnego... W kwestii suczki którą zabrała Pani Ala U jest Pani jak widać zupełnie zielona-gdzyż ta sunia została przywieziona z Tłuszcza razem ze szczeniakami-w jej transporcie uczestniczyła Pani Ala, dlatego zlitowała sie nad sunią i ją zabrała... Suczka oszczeniła się w wychodku... Także insynuacje dotyczące jej są bezpodstawne zupełnie-służę zdjeciami z jej przywiezienia-z resztą Pani Ala może dokładnie o tym opowiedzieć..... Na adopcję czekają nadal jej dzieci a nie rodzeństwo..... Do Józefowa zabrano dokładnie 6 psów i było to w czasie kiedy jeszcze nie pomagaliśmy Pani Lilianie... Te słowa z pewnoscią potwierdzi Pani Rajczak ze schroniska w Józefowie... Moja mama zupełnie nie pamięta by jakikolwiek pies chory nie został oddany do leczenia.... Kwestia że nagonka na forum jest robiona za plecami Pani Liliany jest bezsporna.... Wiem doskonale, że zdjęcia są podstawą przy adopcji-przypuszczam, że moja mama zajmuje sie tym dłuzej niż Pani, bo od 12 lat... Jednak czym jest podjechanie w celu zrobienia zdjęć suni z Łomianek w stosunku do działań jakie podjeliście w kierunku tych suczek husky.... Jeśli chodzi o cytowaną wypowiedź to na pierwszy rzut oka wyrwana z kontekstu, może mieć zupełnie inny wyraz... Nie znając okoliczności i przyczyny która okazała się niesłuszna można wyciągnąć pochopne wnioski... Jedno jest pewne-jeśli będzie Pani miała dobry dom dla Husky to proszę o podanie namiarów... Jeśli faktycznie taki jest to zapewniam, że suczki tam trafią... Pewne jest też to, że są setki miejsc gdzie faktycznie psom dzieje się krzywda i zdecydowanie w takich miejscach potrzeba radykalnych działań, a nie tam gdzie pomoc w dużym zakresie jest..... Jak już wspomniałam wszystkie adopcje od Pani Dziewiałtowskiej są udokumentowane, do wglądu.... Dodam, ze inspekcja weterynaryjna w tym przytulisku przebiegła bez zastrzezeń.... Nie warto tu się sprzeczać, gdyż wszystkim nam zależy przede wszystkim na losie tych psów, dlatego likwidacja tego obiektu i umieszczenie tych psów w jakimkolwiek schronisku byłoby dla tych zwierząt krzywdą... W schroniskach nie jest różowo i należy o tym pamiętać.... A wspomniana przeze mnie cudna Husky na łańcuchu, na kolczatce jest nadal aktualna......
  8. W piewrwszej kolejności przychylam się do słów Belli! Jestem pełna uznania dla rozsądnego podejścia do sprawy, o która jak widać nie łatwo.... W poście 25 zarzucano iż psów było 60, za pół roku prognozowano 100, a tymczasem minęło 7 mies i jest ich 40-nie zapominając tu o rotacji (adopcje i nowe podrzucenia...)- to tak na marginesie... W kwestii pytań Pani Beaty (Lamii2): -Co to znaczy że są pod opieką fundacji? Otóż wspomniane fundacje zapewniają sterylizacje suczek, leczenie zwierząt, zajmują się adopcją psów oraz dostarczają karmę dla zwierząt. -Prawie wszystkie suczki zostały wysterylizowane- owszem, użyłam słowa przwie, ponieważ zostały TYLKO 2 niewysterylizowane z uwagi na to iż są za młode... W tej chwili w lecznicy przy ul.Podleśnej czekają na nowy dom po sterylizacji 2 inne suczki, dla których warto znaleść szybko dom by nie wracały do przytuliska (jak do tej pory często się sie to udawało)... Nawet jeśli sunia w cieczce została pokryta u Pani Dziewiałtowskiej-nie dopuszczano do tego by się oszczeniła (za sprawą sterylizacji)... -w ciągu ilu lat poszło 39 psów do adopcji? W ciągu 1 roku, max półtora.... -czy mówimy o tym samym przytulisku? JAK NAJBARDZIEJ! Budy przywiezione zostały ode mnie-z resztą Pani Liliana z Sąsiadem sama je odebrała... Czekają kolejne 2... O tym że psy mają imiona powinna Pani dobrze wiedzieć... OCZYWISCIE żE WSZYSTKIE Są ZDROWE A ICH KONDYCJI NIE MOZNA NICZEGO ZARZUCIć.... Czyżby nieszczęsne Husky zaćmiły faktyczny stan rzeczy?............ -Wiadomo i chwali się tym? Komu i gdzie? Nikt tego nie widział..no może z wyjątkiem Pani.... -jeżeli u p. Dziewiałtowskiej pojawi się amstaff, ja również postawię za punkt honor Mam nadzieję ze działając innymi metodami niż wspomniany Pan...... -otóż to, to jest ponad jej siły, dlatego nie powinna mieć tyle psów, bo to jest ze szkodą dla nich Na pewno tyle pracy ile ta kobieta ma przy zwierzętach to zbyt dużo dla jednej osoby, szczególnie w tym wieku...ale czy uważa Pani, że powinna odmówić przyjęcia rannego, krwawiącego psa przyniesionego przez okolicznych mieszkańców, albo -sprawa ostatnia-skopana ciężarna suczka z Wołomina? (juz ma z resztą nowy dom w Warszawie u cudownych ludzi przy ul.Duracza) -nie ma połowy drogi, bo w miejsce jednego wydanego pojawiają się dwa inne z zewnątrz lub .... rozmnożone przez p.Dziewiałtowską W żadnym wypadku nie rozmnożone-nie ma takiej możliwości... Owszem, nie mamy wpływu na to, że ludzie wrzucają jej psy, mimo tego wciąz ogłaszamy je do adopcji, których jednak jest więcej niż "podrzutków".... A moze ma Pani chęć powieszenia tam tablicy z informacją dla tych podrzucających o miejscu gdzie mogą umieścic takie zwierze-ale uprzedzam, że nie może być to zbyt dal;eko, bo gwarantują, że nie będzie im sie chciało tam jechać-bliżej są lasy, czy pieniek z siekierą....... - Jak oficjalnie to nie za plecami .... Oficjalinie na forum do którego nie ma dostępu Pani Liliana wiec faktycznie za jej plecami..... Jeśli chodzi o Husky z Ząbek to Pani zgłaszająca dała ultimatum-albo Paluch albo zostaną zabrane tego samego dnia.... Logiczne mi się wydaje że Pani o tym powiedziałam.... W kwestii tej Husky z Łomianek-to o ile mi wiadomo, Pani znajomy (szybszy od dyliżansu) nie pomógł tej suni, z tak prozaicznego powodu jak brak fotografii psa... Czyżby potrzebował potwierdzenia czy wystarcza suni urody by uzyskać jego pomoc?.... Podsumowując- jeśli urażone ambicje-chęć przejęcia Husky i postawienia na swoim są ważniejsze niż los tych kundelków które tam są to MIłOść DO ZWIERZąT, to ja nie chcę wiedzieć jak wyglądałaby tu nienawisć.................
  9. Poza tym mam pytanie- czy ambicja przejęcia Husky które są ogłoszone w wielu mediach do adopcji i dla których osobiście szukam domów jest ważniejsza od tego, że reszta tych biednych kundelków czekających na nowe domy trafiłaby do przepełnionego schroniska wyłapane przez jakiś patrol, siłą wyrwane z miejsca w którym czują się bezpieczne? Druga sprawa-jeździ Pani do Pani Liliany, a za jej plecami robi takie rzeczy jak oficialne próby nagonki na nią i jej pomoc, choć ona nie posiada dostępu do komputera i o niczym nnie ma pojęcia.... To nie jest w porządku...........delikatnie mówiąc...
  10. Oczywiście, siedziałyśmy przy komputerze razem, a Pani Ewa aż była roztrzęsiona.... Post jest podpisany jej nazwiskiem i na prośbę podałam jej nr telefonu... Ponieważ ma problemy z obsługą komputera pomogłam tylko technicznie.... Każde słowo jest z jej ust wyjęte i napisane w jej imieniu... Inaczej by się pod tym nie podpisała Pani Beato.... Szanuję bardzo Pani pracę dla dobra zwierząt, wiele dobrego Pani zdziałała, za co jesteśmy wdzięczne.... Sprawa Pani Dziewiałtopwskiej jak Pani wiadomo jest przez nas pilotowana i nie wymaga tak drastycznych interwencji... Skoro ten Pan ma chęć do robienia "rozruby" proponuję zająć się sprawą w Krzyczkach lub Nasielsku gdzie młoda rodowodowa Husky stoi na łańcuchu na KOLCZATCE !!! To jest dramat....i tam interwencja jest bardzo potrzebna.... Służę namiarami... pozdrawiam
  11. Po pierwsze, psy P.Dziewiałtowskiej są pod opieką fundacji SFORA i CANIS. Prawie wszystkie suczki zostały już wysterylizowane, 39 poszło do adopcji, wciąż napływają nowe budy, a warunki w których są psy ulegają stopniowo poprawie. Ich właścicielka jest dobrą osobę, choć to starsza kobieta, kocha je, całymi dniami oporządza. Wszystkie psy mają imiona, dach nad głową, są zdrowe i w doskonałej kondycji!!!!!!!! Ona nie wzieła ich na własne życzenie-zostały jej przerzucone przez ogrodzenie przez okolicznych ludzi, którzy z jednej strony jej sami te zwierzęta wrzucają-często ranne i chore a potem kłody pod nogi rzucają... Osoba która stworzyła ten wątek, robi to z czystej ambicji która ucierpiała gdy P.Dziewiałtowska nie wydała suczek Husky.... Nie zrobiła tego ponieważ ten człowiek planował sam szukać dla nich domu, ale wyłącznie od siebie-ciekawe dlaczego-skoro sam ma kilkanaście Husky i nie wiadomo w jakich warunkach.........................................................bo się tym nie chwali.... Ponieważ ta Pani chce wiedzieć w jakie ręce idą sunie-nie oddała ich jemu... Osobiście zawoziłam wszystkie psy z tego przytuliska do nowych domów, na co mam zdjęcia i karty adopcyjne.... Ten człowiek woli narobić kłopotów innym psom by zostały zabrane do schroniuska tylko dlatego że postawił sobie za punkt honoru odebranie tych dwóch bidulek dla których dobrego domu szukam w wielu mediach...Ma taki?! Chętnie poproszę o namiar.... Jeśli ktoś z Państwa chce na własne oczy przekonać się czy tym psom dzieje sie krzywda-proszę bardzo może jechać tam ze mną w każdą sobotę czy niedzielę i na własne oczy się o tym przekonać.... Tu nie ma sie czego wstydzić!!! Pani Liliana jest cudownym człowiekiem, bardzo odpowiedzialnie opiekującym się tymi zwierzętam! To absurd by pokopać kobiecie która tak stara się wręcz ponad swoje siły.... Tymbardziej że powoli znajdziemy dom dla wszystkich zwierząt.... Jesteśmy w połowie drogi i jeśli nikt "życzliwy" nie będzie przeszkadzaał-te zwierzęta trafią do nowych domów.... Ewa Gontarek W razie wątpliwości kogokolwiek podaję mój nr tel.0 501 147 350
  12. Na razie bez zmian, czyli krótka smycz.... :) ale ponieważ znalazł sie dobrydomek dla "małego", a mimo tego naradą rodzinną nie daliśmy rady go oddać, to kończę z ogłoszeniami.... Jakoś musimy dać sobie radę.... :) Za bardzo się zżyliśmy.....
  13. Ulka, oni niestety chcą gładkiego psiaka... :( Natomiast co do Lili, napisałam Ci, że jeśli znalazłby się transport do Warszawy to moja mama może wziać ją na tymczas do siebie i stąd szukać dla niej domu... Wówczas sterylkę lepiej byłoby jej zrobić w warunkach domowych... Jak sądzisz? Ona jest śliczna, mała i młodziutka więc ma szanse na wspaniały domek... Myślę, że szkoda by czekała na niego w schronie, szczególnie że jest taka delikatna i niepewna siebie jak wnioskuję po zdjęciach... Musiałaby zostać jednak szybo zaszczepiona skoro w schronisku jest nosówa...
  14. Ludzie są z Wawy-zestaw matka + syn 20 lat, dom z ogrodem (bliźniak), był owczarek niem, ale staruszek zszedł... Chcą właśnie takie coś ok 10kg, do 1,5 roku, płeć obojętna, ale jeśli suczka to po sterylce... Widziałaś fotki Zuli? Nią są zachwyceni, ale chyba nie pasuje mi do nich... Ma to być psiak wesoły, skory do spaceró i zabaw, kontaktowy, ale spokojny w domu, nie uciekający i już "wyrośnięty" z gryzienia w domu... (Zuli się zdarza... ;)) Jakby co to mogę im coś podesłać, może transport by się znalazł... :) pozdr
  15. Stwierdził że na bank nigdy go nikt nie szkoli... Wydaje się być pojętnym uczniem, ale stresuje się wydawaniem komend.... On w ogóle jest taki delikatny.... :) A ze skupieniem nie ma problemu-gdy poświęcasz psu swoją uwagę-to on zawsze ma dla Ciebie czas... :) Lepiej na pewno by inny "burek" go nie rozpraszał... ;) Jeśli chcesz to prześlę Ci fotki i filmik z nowego domu Kai... Matko, ale ma cudowny dom!!! Aż serce rośnie... Poza tym mam dom dla jakiejś suńki (lub pieska) w type Zuli, ale Zula jest zbyt szalona... Pewnie w Mielcu dużo takich macie...ale to strasznie daleko.... :(
  16. Wbrew pozorom jest to niezwykle proste, pod warunkiem, że jesteśmy konsekwentni i regularnie ćwiczymy, choćby 15min dziennie.. :) Pan Andzrzej zaleca: Na początku kupić linkę 10m. przywiązać ją do obroży. Wbić pal w tekiej mniej więcej odległości jak lina sięga, przywiązać do niego psa, ale tak by nie mógł przekroczyć ani dotknąć bramy... Następnie idziemy z psem w kierunku bramy, aż my przekraczemy ją w psu wyraźnie mówimy NIE! Potem będąc za bramą wołamy go, a gdy chce przejść znów mówimy NIE! Potem chwila zabawy i znów powtarzamy. Warto nagradzać gdy mu się uda. Po pewnym czasie rezygnujemy z liny, można kogoś obcego, poprosić by go wywoływał (gdy już będzie wiadomo że na Wasze zachęty nie wychodzi... ) Ważne by nawet na spacery nie wychodzć bramą tylko furtką, dopóki nie nauczy się tego trwale.... :) Ważne tez by być skupionym bardzo w tym czasie na psie a nie na wszystkim innym,a myślami w Krakowie... ;) Nie wiem jak to wygląda w takim uproszczonym opisie, ale na żywo, całkiem nieźle.... ;)
  17. Był dziś Pan Andrzej... Jestem w szoku jak prostymi i jednocześnie przystępnymi metodami do niego przemóówił... Jednak pokazał jak nauczyć go nie wychodzenia nawet przy otwartej bramie i to na pewno szybko załapie bo już po pierwszym spotkaniu zwracał uwagę na granice!!! Niestety sprawa wychodzenia pod bramą nie jest tak prosta. Pokazał ćw jak to robić, ale to potrwa i wcale nie musi zadziałać... Zobaczymy... Udało nam się wymyślec sposób na zmniejszenie tej szpary, fakt że teoretycznie... Zobaczymy jak będzxie w praktyce-musimy kupić potrzebne materiały i spróbować... :) Normalnie nadzieja we mnie odżyła! Tymbardziej że z ogłoszenia dzwoniło dużo ludzi, ale tak nieodpowiedzialnych, ze nie dałabym im nawet szczura... ;) Mam nadzieję, że pokonamy ten problem i Angusek zostanie z nami...zdrowy i cały... :) pozdrawiam!
  18. Kakadu-nie odezwałam się, bo chyba nie ma Beaty... Dam Ci znać jak uda mi się z niż skontaktować... :) A komplikacje?! Po operacji?
  19. Wiesz... Tu nawet nie chodzi o szansę... Po prostu pokochałam strasznie tego psiaka i nie pozwolę by stała mu się krzywda.... Zabrałam go ze schronu z myślą, że dożyje przy nas starości...i bardzo bym chciała żeby tak było... Leczyliśmy go, pielęgnujemy, no i...pilnujemy... Bardzo wierzę że ten Pan treser pomoże nam opanować jego ucieczki, resztę "grzechów" da się wybaczyć przecież, tylko te ucieczki które mogą się dla niego skończyć śmiercią....a tego bym sobie już nie wybaczyła-że mogłam pozwolić mu na życie przy innej rodzinie, a trzymając go na siłę-przyczyniłam się do np. rozjechania go na trasie........ Muszę robić tak by było najlepiej dla niego, bo to wspaniały przyjaciel....
  20. Dobra.... Rozmawiałam z Panem treserem, który podejmie się nauki nie wychodzenia z posesji... To nasza ostatnia nadzieja.... Boże, aż odżyłam... :) Jakieś światełko w tunelu.... Jeśli to nie pomoże to będę musiała znaleść mu inny, bardziej odpowiedni dom....Nawet zaczęłam już szukać, ale wiem że ciężko o taki super ideany dla niego.... Oby łatwiej było go wyszkolić! :) Oby......
  21. Dodam jeszcze, żebyści nie pomyślały, że ten Angusek to zupełnie nie nadający się do życia pies, że absolutnie tak nie jest, natomiast jest to idealny pies do domu w którym na stałe jest jedna osoba, skłonna do poświęcenia mu uwagi, głaszcząca i gadająca do niego (np. niepracująca mama, młody emeryt-ok60 lat itp)... Nie jest nadpobudliwy ruchowo-w domu jest spokojny i leży zwykle blisko człowieka. Jak gryzie coś przy nas to robi to powoli i jakby dla zabawy, a czasem by zwrócić na siebie uwagę... Niestety w naszym tempie życia, dzieciach itd. mamy czas dla psa dopiero wieczorem... Nasze suczki w ciągu dnia albo chodzą za nami, albo biegają po ogrodzie,a wieczorem polegujemy razem na dywanie, itd... Miałam nadzieję, że jeśli zabiorę biedaka ze schronska to będzie szczęśliwy w takim domu, tymbardziej, że jest towarzystwo innych psów wtedy gdy my zajmujemy się swoimi obowiązkami.... Ale on ucieka-ucieka bo taki układ mu nie odpowiada... Myślę, że on czuje się zbyt samotny(choć jesteśmy fizycznie cały czas to wciaż w ruchu, biegu-wiecie jak to jest).... Źle mi z tym poczuciem, że nie potrafimy spełnić jego wymagań, ale z drugiej znowu strony nie jestem fizycznie w stanie podporządkować życia pod psa, choćbym nawet chciała.... Do tego nie wybaczę sobie jeśli wpadnie pod samochód lub zaginie... a wiem, ze znajdzie okazję by znowu uciec, jak nie dziś to jutro.....
  22. On się nie nadaje do przebywania zbyt długo na ogrodzie o tej porze roku... Jest bardzo delikatny, łatwo się przeziębia... U nas żyje tak jak w bloku-siedzi w domu i jest tylko wyprowadzany na siusiu... Jeśli chodzi o ogrodzenie to nie jest kwestia wysokości. Mamy mur 2,5m wys-bez szans do pokonania nawet dla niego... On wychodzi pod bramą suwaną, której absolutnie nie da się uszczelnić w naszych warunkach jeśli ma działać jak powinna... Wydaje mi się ,że zbyttrudno jesttu poradzić coś na odległosć, skoro my pomimo doświadczenia nie możemy dać sobie rady na miejscu... To w teorii jest proste, ale praktyka działa odwrotnie... Cóż... Spotkam się z tym treserem, który podobno jest dobry w swoim fachu, a swoją drogą może dam ogłoszenie- a nóż może trafi się jakiś rozsądny człowiek,ale ważne by był z Warszawy-muszę mieć możliwosć czuwania nad nim... Z jednej strony jestem już tak bardzo zmęczona psychicznie ciągłym zamartwianiem się o niego, z drugiej czuwaniem i pilnowaniem by nie uciekł, a do tego to jego usposobienie-cudowna łagodność, miłość do wszystkich ludzi... To taki psiak-idzie za tym kto do niego cmoknie i wiecznie jest szczęśliwy i beztroski... Lubię w nim to, ale z kolei bidak nawet nie wie ile zmartwień nam sprawia...no i nie ukrywam, że nie porozumień też....... ufffff....
  23. Angus czuje się już świetnie... Niestety na tyle że znów zaczą uciekać.... Rozmawiałam z treserem, który twierdzi, że w jego przypadku to nie kwesria hormonów, więc kastracja nie załatwi sprawy... Nie wiem ile razy on już uciekł i tylko dostajemy zawiadomienia od ludzi skąd tym razem go odebrać, a przed tym jeździmy po całej okolicy.... Często zostaje sama w domu z dziećmi i nie mogę ich zostawić smych w domu i spacerować z psem dopóki się nie załatwi, bo mogłoby to się zakończyc nieszczęściem... Dlatego staram się wypuszczać go z Toską razem i obserwować przez okno... Niestety jak już postanowi się wydostać, nie zdążę go zatrzymać-to 30sek.... Brakuje mi już sił.... Niszczenie można mu wybaczyć, choroba nie była jego winą.... Ale wczoraj na moich oczach rozjechałby go samochód !!!!!!!!!!!! Cholernie polubiłam tego psa i tym bardziej nie chcę zdrapywać go z trasy... Od mies próbujemy go opanować, ale powoli wątpię czy jest to możliwe... Jest mi tak strasznie przykro, on jet rewelacyjnym przyjacielem...... Wczoraj rozmawiałam z mężem, że jestem skłonna oddać go do bloku, jeśli któś wyprowadzałby go na smyczy, nie spuszczał to mógłby u niego dożyć starości... Wiem, że znaleść kogoś takiego nie byłoby łatwo, bo nie mogę nic ukrywać-przecież nie o to chodzi.... Optymalnie jakby tam cały czas był ktoś w domu.... Mam straszny mętlik w głowie... Zrobiliśmy dla niego co tylko mogliśmy i choć nie chcę się z nim rozstawać-nie chcę też pluć sobie w brodę, gdy coś go rozjedzie albo zaginie bezpowrotnie... Wtedy pewnie bym żałowała, że nie dałam mu szansy na szczęście z kimś innym... To byłby egoizm... Fakt, że zaproszę jeszcze tego tresera, choć nie wiem czy to coś da.... Co o tym wszystkim myślicie? Czy Waszym zdaniem źle rozumuję?! :-(:placz:
  24. Obserwuję ten wątek od wczoraj-po jego obejrzeniu po prostu nie mogłam przestać myśleć... A teraz?! Jezu, ludzie, czy Wy wiecie ile zrobiliście dla tego psa??? Bez Was umierałby w schronie, zapomniany i nikomu nie potrzebny.... Poza tym takie akcji pozytywnie nastawiają ludzi do pomocy i adopcji zwierząt tak kalekich!!! Mega szacunek dla Was i dla całej solidarności ludzi z tego wątku! To aż nie spotykane by takim tempie, zgodności przeprowadzić tak trudną misję!!! To wielki, wielki sukces miłośników zwierząt !!! Z ciekawości zapytam jeszcze, czy piesio będzie mieszkał w domu czy w ogrodzie? Pozdrawiam serdecznie !!!! :multi:
×
×
  • Create New...