-
Posts
7958 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Pipi
-
[quote name='enia']ale sie dzieje! Marti a czy kiedyś jakieś zwierzę mieszkało z Tobą?[/QUOTE] No własnie, [B]Marti[/B], napisz nam coś więcej o warunkach jakie zapewnisz dla Nelusi. To bardzo spokojna, grzeczna sunia. Ona bardzo potrzebuje miłości, musi byc z człowiekiem blisko. Mam na myśli, w domu i najlepiej nie sama, inaczej bardzo się boi. Nie można też krzyczeć, bo boi się tak, że az się trzęsie. Boi się piorunów, petard, obcych ludzi. Jest bardzo wrażliwa, delikatna i kocha człowieka na zabój / o matko, jak zobaczyła, że napisałam zab[B]u[/B]j, to trupem padłam- wrrrrr :oops:/. Czy jesteś w stanie zapewnic jej spokój, ciepełko i duuuużo miłości?
-
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
Nic z tego, bo babcia u siebie...... Do weta pojedziemy dopiero po 16:00, bo wcześniej jest w terenie i nie może byc w Lecznicy. Wiem od soni, że Znajdek jest z nią w pracy, oczki na razie przemywane na własną reke rumiankiem. Musi jeszcze wytrzymać prawie do wieczora. Zrobię mu zdjęcia, to wstawię. -
ZNAJDEK - śliczny ,młody piesek pilnie potrzebuje DT lub DS
Pipi replied to soniamalutka's topic in Już w nowym domu
Jestem, przepraszam, że nie wcześniej. Od 15:00 byłam w Białymstoku, dopiero wróciłam. Sonia dzwoniła do mnie jak tylko go znalazła, ale nie był jeszcze schwytany, a ja nie mogłam czekac, musiałam jechać. Z zawiezieniem go jutro nie ma problemu, bo jade z dwoma szczeniakami wywalonymi u mnie we wsi do weta, to po drodze zajade po Znajdka. Proszę, pomóżcie znaleźć mu dt. bo u mnie zatrzęsienie i w niedziele przyjedzie jeszcze jeden od człowieka sparaliżowanego, którego rodzina nie może się zaopiekować pieskiem i czeka go w najlepszym wypadku schron. Proszę o dt, chociaż na jakis czas, zanim u mnie troszke sie przerzedzi. Znam sytuację sonimalutkiej i wiem, że jesli teściowa wyczai tego pieseczka, to nie skonczy sie tylko zwykłą awanturą, ale może nawet zatłuc małego. Trochę nawet rozumiem te kobietę. Jest juz wiekowa, a w domu czwórka wnuków, syn, synowa, zwierzaki i ciągły ruch, a tu spokoju by się chciało. Jutro napisze co wet powiedział na oczki. Trzymaj sie maluszku, jeszcze kilka godzin i zaopiekujemy ci oczki. -
Oj można, mozna. Jak serce sie kraje? Nie raz, to tak ciężko jest bardzo, że ja nie daję rady się skupić na niczym. Wielka niemoc, bezsilność, ale trzeba z tym zyć, bo nie da sie inaczej. Czarnulek na pewno teraz sam. Wyglądali na przyjaciół. Dzisiaj będe jechać tamtędy, to popatrzę czy jest. Oni dla mnie wyskoczyli tak nagle pod koła, że gdybym jechała szybko, to kto wie? mogłam porządnie skaleczyć, albo i zabić. Tam jest bardzo niebezpiecznie.
-
[quote name='Iza.'][url]http://images46.fotosik.pl/572/ba914f9b02ba46famed.jpg[/url] tego pieska monia3a zabrała do siebie, więcej info na wątku białostockim[/QUOTE] Naprawdę? o jejku, ale wiadomość. Fajnie, że już bezpieczny. Szkoda tylko czarnuszka, on taki przylepek. To znaczy, że jednak bezdomniaki? Joanna83, dziękuję za info i że go zabrałyście. Randa, wiem ze masz staruszka, dziś Evelin mi mówiła - współczuję, ale się ciesze ze bezpieczny, dziękuję. Co się dzieje w zimie? to co będzie w wakacje?
-
Extra ciuchy, bardzo dziękuję. Chciałabym pokazać Wam dwa pieski, które wczoraj pchały się do mnie do samochodu i tak bardzo zapadły mi w serce, że nie mogę przestać myslec o nich. Jechałam z Białegostoku od Erin, bo zamówiła mi puszki dla kotów i właśnie przysłali i jeszcze musiałam załatwic kilka spraw/nazbierało się/. Jadę sobie przez takie miasteczko Suraż i nagle nie wiadomo skąd wyskoczyły dwa psy i zaczęły obszczekiwać samochód. Musiałam się zatrzymac, bo łapały za koła dosłownie. Jechałam powoli, bo akurat było pod górke i ostry zakret. Najpierw odkreciłam okno i zaczęłam na nich krzyczeć, ale one nic, no to się zatrzymałam. Otwieram drzwi, a one żywcem do samochodu. Pewnie wyrzucone, bo były przy stacji paliw, a tam zawsze jakies psy wyrzucają. Potem ich nie ma, bo wiem, że strzelają. Kiedyś poznałam nawet panią ze stacji i opowiadała mi jak ratuje, dokarmia tych biedaków. Nie wiem, czy jeszcze tam pracuje, bo było już zamknięte. Z żalem odjechałam i az sie poryczałam, bo biegły za samochodem jeszcze jakiś czas. Nie miałam nawet nic zeby ich poczęstować, tylko te puszki, więc dałam im jedną na spółkę. Piękne przytulaki. Myślałam żeby im pomóc, ale jak? Przecież na każdym kroku, wszędzie ich pełno. Czy tak już będzie zawsze? [IMG]http://images41.fotosik.pl/604/2457abe5a266a749med.jpg[/IMG] [IMG]http://images46.fotosik.pl/572/ba914f9b02ba46famed.jpg[/IMG] takie tylko fotki, bo padły baterie ten czarny to lizał mnie po twarzy i pchał się jakby był mój i wsiadał do swojego auta, widać, że jeszcze nie długo tam sa, bo takie słodziaki ufające człowiekowi, biedne.
-
KOLEJNA porzucona stara miłość. potrzebujemy pomocy.
Pipi replied to meganka5's topic in Już w nowym domu
. . . .bo my siem kofamy [url=http://smajliki.ru/smilie-280856199.html][img]http://s2.rimg.info/b388fac5e554445c5d9a0eeb0218bfc7.gif[/img][/url] -
KOLEJNA porzucona stara miłość. potrzebujemy pomocy.
Pipi replied to meganka5's topic in Już w nowym domu
O tako sobie się wyleguję i ciotki pozdrawiam [IMG]http://images47.fotosik.pl/606/899854125315d392med.jpg[/IMG] [IMG]http://images50.fotosik.pl/605/f7640b7e35c7abc1med.jpg[/IMG] Na razie wszystko dobrze. Tofik najchętniej to chciałby żebym siedziała z nim cały czas. Są chwile, że płacze jak wyjdę z pokoju. Tak płacze, że idę i na rączki biorę. Synuś kochany taki. Pozdrawiamy. -
Tak do konca to nie wiem, jak było z ta husky, ale to chyba TOZ białostocki dawał karmę i odrobaczał sukę. Potem, po jakimś czasie zabrali ją do Kuny. Co i jak z nią dalej, tego nie wiem. A te sunie ze stodoły, to myślę, że jak rzucę na piśmie zgłoszenie do Gminy, to wtedy przyjadą i będą je pędzac tu po polach, a potem, to ja juz się nie dowiem co z nimi się stało. Pewnie tak jak inne przepadną bez wieści. Jeden pan, nie moge powiedzieć jaki, opowiadał mi, że jak był radnym w gminie, to opłacali hycla i przyjeżdżał, wyłapywał, albo i strzelał, nikogo to nie obchodziło. Płacili za to zeby psów nie było i to wszystko. Ja niestety nie mogę sama pisać i podpierać się kto i co, bo nawet jeśli mi ten ktos opowiedział to i tamto, to nigdy w życiu się nie przyzna do tego, bo żyje i mieszka i jest na stanowisku i nie bedzie nadstawiał karku i się ujawniał, bo dla niego osobiście to też nie jest priorytet życiowy. Ma swoje życie, rodzinę i musi ją utrzymac i cieszył się, że mógł byc radnym, bo miał z tego korzyści. Nie moge powiedzieć więcej, naprawdę, nie mogę, ale wiem dużo o tym co się dzieje, ale nic nie zrobię i wątpię czy ktoś dałby radę z osób "prywatnych". Nie wiem od czego trzebaby tu zacząć, żeby cos zmienić. Wiem, że na pewno nie wypowiem "wojny", bo tez jestem sama i w dodatku dziwaczka, natrętna baba i wariatka. Nikt, ale to nikt nie stanie tu po mojej stronie. Jest masa ludzi, którzy mnie szanują za pomoc tym biednym zwierzętom, ale jak co do czego, woda w usta. Już nie raz prosiłam, żebyśmy wspólnie poszli, pogadali, żeby wstawili się za mną, żeby powiedzieli od siebie, że jest problem, że nie wolno tylko sprzatac, że trzeba pomóc. Nie chcę się narażać, tylko tyle zawsze słyszę. Ludzie chcą spokoju. Była suka kilka lat temu, którą karmili ludzie, sama widziałam. Siedziała sobie przeważnie przy sklepie, nikomu nic złego nie robiła, ale. . . .zawsze znalazł się taki, który kopnął, przegonił. . . .po jakimś czasie zaczęła rzucac się do mężczyzn, którzy chcieli wejść do sklepu. Oczywiście winna była pani, która karmiła, miała i zresztą ma dobre serce dla zwierzat. Sukę jak sie oszczeniła zabili razem ze szczeniakami. Nie widziałam tego, ale kilka osób, które to widziały opowiadali mi nawet jak pozbyli się tej pięknej, mądrej, biednej suki, w dodatku z dziećmi. Nikt nie pomógł, nawet mnie nie zawołali, bo powiedzieli, że, zacytuję: " kobieto i co byś zrobiła? zawołałabys policję, ha,ha, ha? lepiej siedzieć cicho, to tylko pies, a ty tu żyć musisz, nie ma już i nie ma o czym gadać, sama sobie winna, nie trzeba było napadać na ludzi". Ja mogę tak pisać i mnożyć przypadki zabijania zwierząt, nawet u włascicieli. Na porządku dziennym tu zabijanie i nikt nie zrobi halo, bo po co się zadzierać, trzeba żyć, a życie jest ciężkie i bez awantur. Na początku "fiknęłam" jak sie tu wprowadziłam i zabili mi psa, drugiemu widły w plecy wsadzili, jeszcze innemu rzucili strychniny. Przynosili mi pod bramę nieżywe cielaczki albo prosiaczki, takie poronione przes krowę, żeby psy sobie pojadły. Śmierdziało, a psy jadły. Było potem leczenie, bo biegunki, bo zatrucia. Siedzę cicho, bo się boję, bo jak jestem sama, a potrzebuję pomocy, to nikt nie pomoże, a czasami trzeba np. wyciągnąć auto z rowu ciągnikiem, albo przy sianie, czy przy drzewie itd. . . . Sytuacja jest bardzo ciężka i ja już teraz nawet nie idę, jak mnie ktos prosi i dzwoni, żebym pojechała, bo tam i tam psa np. katują, albo nie daja jeśc, albo zaczepił się i własciciel boi sie odczepić, to zabije. . . .albo, że suka w ciąży, lub urodziła i prosza zeby zabrac szczeniaki, które już widzą. Nie reaguję, bo sama nie dam rady. Zgłaszanie interwencji nic nie daje, bo wielokrotnie powiedziane było, że ja wymyślam i że maja gorzej. Choć mnie bardzo boli, nie raz tak, że po telefonie jednak pojade i po cichu zaczaje sie i faktycznie widzę ogromna krzywdę, to nie idę, nie reaguję, bo musiałabym zabrać, po prostu ukraść psa, a nie mam jak. Doszłam do wniosku, że muszę się uodpornić na to i jakos żyć. Nie dam rady, nie jestem w stanie pomóc wszystkim. Żyję z Waszej pomocy i na ile mogę, na tyle biorę, ale nie da się więcej. Zmierzałam do tego, że zmieni się sytuacja, ale dopiero jak gmina i kościół włączyłby się do pomocy. Ksiądz i wójt maja autorytet i mogliby dużo zdziałać nawet rozmowami i prośbami wśród ludzi. Jednak to sa tylko moje mrzonki. Mam mieszane uczucia, czy walczyć i zostać tu, czy sie poddac i uciekać. Rozsądek mówi, żeby uciekać, a serce żeby zostac i walczyć. Co wybrać? jak walczyć? a gdzie uciekać? I tak źle i tak niedobrze. Wójt, wójt, wójt i jeszcze raz wojt, musi chcieć!?
-
Gucio-uciekł z kojca od Pipi :(.. Ozzy już w swoim domku :)
Pipi replied to Evelin's topic in Już w nowym domu
Dokładnie tak Asiaczku. W dodatku sytuacja znowu się zmieniła i teraz tam gdzie Gucio koczował są dwie zdziczałe suczki, wyrzucone. Gucio poszedł aż pod las, bo tam go widzę. Jeść przychodzi od strony pola/tak jak bylo na początku/ i to tylko w nocy. Wiecie, ja go nie mogę zrozumieć, dlaczego wybrał wolność? Patrzę, jak w ciągu dnia przemieszcza się po tych polach. Mokro, wiatr, a on w tę i w tamtą bez celu się plącze.Idzie, wącha, stoi, patrzy, znowu idzie. . . .co to za życie? A ma okazję żeby wejść na podwórze każdej nocy, bo psy wszystkie schowane i bramka otwarta, a przy bramce gar, w którym jest troszeczkę smakołyków, a za bramką już na podwórku, następny gar z extra pachnącym, zachęcającym żarełkiem. Z pierwszego zje, z drugiego nie, bo nie wejdzie dalej. Jak go wołam np. ok 23:00, bo wiem, że słyszy i zaraz przyjdzie, to chowam się w chlewie i obserwuję co on robi. Podchodzi, stoi, rozgląda się, wącha powietrze, znowu popatrzy, potem zje z pierwszego garnka i odchodzi. Nie mogę ujawnić się, że jestem, bo jak powiem jedno słowo, to juz go nie ma. Czasem podchodzi bardzo blisko jak my jesteśmy na podwórku i wszystkie psy. Podchodzi i patrzy, obserwuje co my robimy, ale nie wejdzie. Próbowałam nawet wypuszczać na pole Norę i Sabę w nadziei, że może z nimi wejdzie, ale one wracają, a on nie. Proszę nie gniewajcie się na mnie, ale ja nie wiem co zrobić zeby go złapać. Była już skrzynia żeby wszedł z zapatką, była i nadal zreszta jest dziura w chlewiku w którym mieszkał i który zna, do której wstawiam też jedzenie, ale do którego nie wejdzie. Stało w nim jedzenie nawet kilka dni, a on krążył głodny ale nie wszedł do środka. Raz jedyny tam wszedł, ale nawet nie ruszył jedzenia, tylko po sekundzie wyskoczył, nawet nie ruszył jedzenia do którego był przyczepiony sznurek od zapatki. Nie ma niego bata, ja nie mam już pomysłu. Mogłabym dać leki np. relanium, ale jego teren jest tak obszerny, że jak on idzie w stronę lasu, to zanim ja dookola bym do tego lasu doszła, to już go nie znajdę. Nie ma leku, który by zadziałał po chwili. Nawet bron palmera nic tu nie da, bo on nie przychodzi o określonych porach, jakichś stałych. A jak czuje obcego, to wcale nie podejdzie. Węch ma znakomity, wiem co mówię. Jeść dostaje, schronienie ma i to jest dobre, ale jest zagrożony chorobą, bo wściekliznę pod koniec miesiąca trzebaby zaszczepić. Jest również narażony na to, że od kuli zginie, bo ostatnio dwa psy lezały na polu martwe. Co prawda ja nie widziałam, ale jeden pan mi mówił, że przy lesie leżały dwa dni. Tu mają wiatrówki i co jakiś czas się "bawią" w policjantów i złodziei. -
Ok, ok, piszę już po kawałku. Przyznam sie, że nie jest to łatwe, ale sie staram. Jak skończę, to wkleję i na pewno beda potrzebne poprawki. Mój styl też pozostawia wiele do życzenia. Nigdy tego nie robiłam, oj nie jest łatwo. Jak nie mogę sie skupić, idę do suniek do opuszczonej stodoły i wtedy krew mnie zalewa ze złości i jakoś idzie wtedy. Chaotyczne to moje pisanie i jakieś masło maslane, ale się staram. Chciałabym zeby to było jakos tak krótko i węzłowato. Sunie ostatnio wywalone nie wychodzą ze stodoły. Jedna z nich merda ogonkiem i cieszy sie na mój widok. Druga ucieka jak tylko mnie zobaczy. Jak podchodze pocichutku, to słysze, że bawią się. Narobiły tam bajzlu takiego, że jak własciciel przyjedzie zobaczy to pozabija te dziury tak, że nie wejdą. Słyszałam, że nie lubi psów. Kilka razy sprzątałam/ worki rozgryzały, jakies szmaty, drewno porozwalane. . . /ale ide następnym razem i to samo. Popatrzcie [IMG]http://images43.fotosik.pl/600/5e443ac5932b4cdfmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images49.fotosik.pl/599/d67a5b08237d15c3med.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/582/062e16ce6206c4b1med.jpg[/IMG [IMG]http://images40.fotosik.pl/582/751bf885e86a1285med.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/582/e12efc0516a13338med.jpg[/IMG] [IMG]http://images50.fotosik.pl/600/320ac9adaccf7015med.jpg[/IMG]
-
ronja, dziękuję. Zaglądałam i zaglądałam i nie mogłam doczekac sie wieści od Nelci. Śliczne zdjęcia. A Lubiska gówniara jedna no!!!! :mad: Może słomy im daj, zamiast kołderki. U mnie to samo. Każda kołdra poszarpana w drobny mak. No chyba, że w domu one, to co innego, nie ma jak, ze słomą?! Jak do ogłoszeń takie zdjęcia pójdą Nelki, to ds gwarantowany. Śliczna ona jest i charakter dobry. A jak się czuje w nowym miejscu? nie płacze? (za mną?):eviltong:
-
Extra, ciesze sie bardzo. Łokcia bym nie poznała na ulicy. Fajny z niego chłopak urósł. Pasują do siebie. Dziękuję Aniu, pozdrawiam serdecznie. A jak tam Tesia?
-
[quote name='Asior'][B]PIPI, mam kontakt, z bardzo fajną reporterką z panoramy, opisz mi krótko całą sprawę, prześlę jej to!!!!!![/B][/QUOTE] Ale jak to opisać? Od początku, jak się zaczęło? o Dogomanii? o pomocy od Was? Czy tylko o sytuacji tu z bezdomnością zwierząt? i o tym, że mi podrzucają? Czy pisać, że p. wójt nie ma umowy i że nie jest w stanie nic zrobić? Opisać, że wiem, że co jakiś czas ludzie mówią, że gmina jak sie udaje złapać, to łapie psy, ale nikt nic nie wie, gdzie one sa? Wczoraj dzwoniłam do wójta. Rozmawialiśmy długo, ale nic dalej nie wiem. Pytał, czy jak uda mi się złapać te suczki, to czy mogę wtedy zadzwonić. Podeśle ludzi z klateczką i zabiorą. Na moje pytanie, co się z nimi dalej stanie, p. wójt odpowiedział, że będzie myślał, ale nie wie jeszcze co z nimi zrobi. Obiecał mi, że będzie myślał, jak ten problem załatwić. Dowiedziałam się, że Gmina nie ma na to pieniędzy. Słuchajcie, może faktycznie tak jest? ja już nie wiem co mam myśleć. Myslałam, że jesteśmy w Unii, to Gminy mają na te cele pieniądze? Nie wiem co mam mysleć? Rozmowa była miła, ale nic konkretnego. Suczki są, siedzą w tej stodole. Daję jeść, to nawet nie wychodzą. Zaczaiłam sie cichutko, to słyszałam, że bawią się, brykają tam po sianie. Jednak nie ufają i jak weszłam, to już w środku nie było. Ta stodoła jest dziurawa i one mają sto wyjść z niej. Dołem, górą mogą wyskoczyć, bo z jednej strony ściana jest rozwalona. Jedna z nich, to merda na mój widok ogonkiem, ale jak bliżej podchodze, to tez ucieka. Druga, obawiam się, że jest chora, albo zarobaczona, bo nie widzę żeby jadła. Siedzi obok siostry i patrzy jak je. Nie wiem, może jak ja znikam, to ona wtedy je. Na razie one tam sa bezpieczne, ale jak przyjedzie właściciel i je tam zobaczy, to nie wiem jak to będzie, ale przepędzi je to na pewno. Jak je wezmę do siebie, to znowu okaże się, że to moje. . . . .No bo przecież psy przebywające na posesji, są psami własciciela!? no tak, czy nie?
-
KOLEJNA porzucona stara miłość. potrzebujemy pomocy.
Pipi replied to meganka5's topic in Już w nowym domu
Jestem, jestem. Tofinio ma się lepiej. Już nie kaszle, biegunki nie ma, nie drapie się. Jest wesołym kochanym pupilkiem, misiakiem, przytulakiem. Zaprzyjaźnił się z kotami. Dobrze sobie radzi. Dziś dzwonił wet i przekazał mi, że wyniki sa w normie. Jak będę w mieście to odbiorę. Itak sobie żyje chłopaczek szczęśliwie i Ciocie Wszystkie pozdrawia i dziękuje [url=http://smajliki.ru/smilie-778729575.html][img]http://s10.rimg.info/ecceadb384e36f2d6eedddef3c84c83f.gif[/img][/url] -
Ja kilka razy nagrywałam się na sekretarki w celowniku w expresie reporterów, w interwencji, w tvn chyba też i prosiłam o to żeby ktos przyjechał, zainteresował sie problemem, ale nawet do mnie nikt nie oddzwonił. Pewnie trzeba tragedii, żeby tak sami z siebie zainteresowali się, albo trzeba mieć znajomości.
-
Gmina, to powiedziała mi juz nie raz, że to nie moja sprawa czy maja umowe podpisaną czy nie? Jak zgłaszałam, to za każdym razem to samo mi mówią: niech pani nie bierze, co panią obchodza jakies psy. Ja wiem, że Gmina nie ma z nikim umowy. Jak jest na prawdę, mnie nikt nie powie. Już kilka razy ludzie mówili mi, że w Gminie jak ktoś zgłasza problem, że są psy wałęsające, albo gdzieś suka ze szczeniakami, to wysyłali do mnie. Właśnie Gmina potrafi do mnie odsyłać. Ja jestem nikim i ze mną się nikt nie liczy, zwłaszcza w Gminie. Pan Wójt jest do mnie miły, grzeczny, ale ja nie mam po co tam chodzić. Mogę jutro zgłosić do Gminy ze sa szczeniali/ok pół roku/, no to może i przyjadą chłopy i będa pędzać zeby złapać, choć wątpię. A jeśli nawet to marny ich los tych psów. Ostatnio po cieczce Dody wałęsało sie kilka psów i też juz ich nie ma, bo wiatrówka załatwiła sprawę. Tu tak jest, że jesli pojawi się jakiś, a śmie wejść na posesję, to już po nim. Zaraz albo widłami, jesli wejdzie do chlewa, albo z wiatrówki sprawę się załatwia. Ja sama drogą urzędową nic nie zdziałam. Nikt mnie nie traktuje poważnie. Najgorsze jest to, że ktoś kiedyś przesłał wójtowi, albo komuś w gminie linki na dogomanii do mojego watku i do dzisiaj śledzą co u mnie się dzieje. Pewnie poczytali ze Tycie pojechały, to przynieśli następne. Ja uważam, że ktoś, kto ma uprawnienia powinien zająć się tym żeby Gmina zaczęła coś robić. Ja tu 7 lat siedzę i nic się nie zmienia. Nie chcę awantury, dlatego nie powiem głośno, kto mógłby cos tu zadziałać gdyby chciał, ale nie chce. Ja po prostu już tego nie moge wytrzymać. Boli mnie, że tyle ludzi mi pomaga, w nadziei, że to już będzie dla mnie lżej, że z kilkoma psami poradzę sobie i będę mogła jakoś zyć i co już wyprowadzą mnie na prostą, to znowu się zaczyna. To jest koszmar nie do wytrzymania. Mnie dzisiaj trzęsie i w głowie pustka, nie potrafię nie dam rady nic robić. Płakać nawet nie mam już czym. Daję słowo, że załamana jestem i sensu życia tu nie widzę. W ogóle nie widzę. Daję słowo, gdybym mogła się dowiedzieć kto to zrobił, chyba bym [B]POSZŁA I ZABIŁA TEGO GNOJA[/B], który to zrobił. Tych piesków nie wezmę do siebie, to te które są u mnie taki raban będa robić, że zaraz będą na mnie pluć, że spokoju nie mają, że spać nie mogą. Tu u mnie we wsi nie ma suk, które mogą mieć szczeniaki. Te które sa to dopilnowałam żeby zostały wysterylizowane. Sama woziłam na zabiegi, w nadziei, że będzie spokój. To ktos z innej wsi przytargał te pieski tutaj. Tylko kto?
-
Już miałam pisać na wątku i piać z zachwytu, po telefonie od Ciebie Evelin, że Tycia w ds, kiedy spojrzałam w okno i zobaczyłam dwa szczyle, jak z podkulonymi ogonkami biegały po polu, a potem przy wjeździe do mojego podwórza. Mirek od dwóch dni mówił mi, że w stodole obok, gdzie nie ma włascicieli jakieś psy słychać, ale ja mówiłam, że to na pewno Gucio z Kucykiem. Dzisiaj wiem już kogo słyszał tz. Nie ma sensu, to nasze pomaganie, nie ma sensu. . . . .nigdy się nie skończy. Ci ludzie tutaj czytaja wątki i wiedzą jaki ruch. . . .no to czemu nie, proszę bardzo, niech ma, da radę. . . .Jak ja mam mieć szacunek, usmiechac się, byc miła??????[B]DLACZEGO JA???????????????????????????[/B] Na jedzenie udało się cyknąć kilka fotek. To dzikusy, nie wiem czy nie jeszcze większe od Poświętniaczek. [IMG]http://images50.fotosik.pl/589/9eb3f57487032d8bmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/572/5d900b7dc0132c34med.jpg[/IMG] [IMG]http://images41.fotosik.pl/583/bf720f1e40df9f70med.jpg[/IMG] robiłam z ukrycia, bo uciekaja [IMG]http://images41.fotosik.pl/583/db23b540950f0fe7med.jpg[/IMG] [IMG]http://images46.fotosik.pl/551/c7cb354581f7b76cmed.jpg[/IMG] Masakra, nie wiem czy ja na zawał nie zejde. I jak tu się cieszyć? zyć sie nie chce.