Jump to content
Dogomania

Goś

Members
  • Posts

    2911
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Goś

  1. Tym razem z powodu braku czasu Wam przekleję posta ze spanielowego forum. Przez ostatnie dwa dni przeklejałam tam posty z dogo,ale obiecałam dziewczynom, że dzisiaj napiszę najpierw do nioch ;) Relacja z 3dnia po zabiegu: Zalecenia mamy takie, żeby jak najbardziej ograniczyć ruch. Czyli na dwór ją wynosimy i stawiamy na trawie. Teoretycznie mała powinna się od razu w tym miejscu załatwić i natychmiast zostać zabrana na ręce. Tylko, że siku to i owszem robi prawie od razu, ale po kupkę to musiałyśmy przespacerować cały ogród. Matrwi mnie trochę tylko to, że właśnie ost kupka była wczoraj rano i od tego czasu nic... Poczekamy, a jakby do jutra nic się nie zdarzyło, to może dać jej siemię lniane...jak myślicie? Chód mała ma raczej normalny, choć szczerze mówiąc mnie to dziwi, bo z tego co czytałam innym psom nóżki się trochę plączą i wywijają nimi takie kółeczka. Ale moze to się pojawi później...albo może to dzięki temu, ze ma tak mocno umięśniony zadek, łatwiej jej utrzymać bioderko w ryzach. Zapytam chyba dra we wtorek. Spróbuję teraz wrzucić filmik z porannej przechadzi,ale nie wiem czy mi sie uda <prosi> Przepraszam też za kiepską jakość, ale...no... [URL="http://pl.tinypic.com/player.php?v=6zpp45&s=5"]View My Video[/URL] No nic, przesyła się na serwer. W międzyczasie popiszę dalej. Dzisiaj już dzień nie wyglądał tak różowo. Po spacerku, na którym Frycia czuła się bardzo dobrze, nastąpił jakiś kryzys. Zaraz po powrocie mała położyła się do klatki i już nie chciała wstać. Podnosiła głowę jak sie do niej mówiło,ale to wszystko. Leżała przez kilka godzin stanowczo za spokojnie-nawet nie próbowała zmieniać pozycji. Jednak przestraszyłam się dopiero kiedy moja wiecznie głodna Frytka odmówiła jedzenia :-| Tylko piła od czasu do czasu i leżała. Sprawdziłam dziąsła-były blade. Serce mi stanęło, ale postanowiłam nie panikować i nie robić od razu rabanu. Frytka piła, reagowała na głos, więc nie było aż tak źle. Ślęczałam tak nad nią z 4, a może i 5godzin. Przez ten czas ruda wyglądała naprawdę marnie: [IMG]http://i40.tinypic.com/2ldj1qf.jpg[/IMG] i przesmutny wymęczony pysio :beczy: [IMG]http://i44.tinypic.com/4tu51g.jpg[/IMG] Na szczęście w pewnym momecnie Frycia zapadła w głęboki godzinny sen i po przebudzeniu to już był zupełnie inny pies = moja Frycia UUUUUffffffffffff Nawet sobie do mnie wylazła na przytulanie: [IMG]http://i41.tinypic.com/2mm5tsz.jpg[/IMG] I wszystko wróciło do normy. Wciągnęła chętnie obiadek(dostaje specjalną weterynaryjną karmę royala) i nawet próbowała połazić po pokoju,ale to już spotkało się z moim stanowczym sprzeciwem... Tak,wiem, wredna sadystyczna ja ;p Spokojnie też znosi codzienne przemywanie rany, chociaż ewidentnie ciężko jej ustać te 2-3min na nóżkach bez ruchu :( Pokażę jeszcze zdjecia ran po 3dniach od operacji. jedna strona: [IMG]http://i40.tinypic.com/avkfnq.jpg[/IMG] i druga: [IMG]http://i43.tinypic.com/v4miih.jpg[/IMG] Z tej strony szwy wyglądają ładniej,ale caly bok jest brzydko opuchnięty i zaczerwieniony. Na tej stronie mała też się prawie nie kładzie. Ewidentnie tu ją bardziej boli. Mam tylko nadzieję, ze jest to nadal w granicach normy i, że nic złego tam się nie robi. Może po prostu na nóżka była mocniej "zmasakrowana"...Uhm, do wtorku... Aha, wstawię jeszcze RTG. Tak wyglądają stawy świeżo po daroplastyce: [IMG]http://i42.tinypic.com/2utmhk8.jpg[/IMG] te szare cienie po zewnętrznych stronach panewek, to właśnie przeszczepy kości wzmacniające staw i ograniczające ruchy głowy kości udowej...Mam nadzieję, ze w ogóle będzie coś widać <zawstydzony> I co jeszcze...Maluch teraz lezy sobie grzecznie w salonie (oczywiście w klatecze-podróżuje jak rzymscy patrycjusze w lektyce :577: ). Tora (druga suka) nie robi problemów, tylko siada przy klatce i pilnuje biedaczki. I zawsze daje znać kiedy mała zaskomli - kochane psisko. Frytka też spokojnie znosi jej obecność - jednak nie z nazbyt bliska. Ewidentnie czuje się jeszcze mocno niepewnie nawet w toważystwie "kuzynki". Na szczęście Tora nie naciska i ładnie sie małej słucha ;) I tak sobie powolutku żyjemy...Wiem, że za później będę miałą dość,ale na razie strasznie bym chciała, żeby mała troszkę się ożywiła. Okropnie się na nią patrzy, bo wiem, ze ten spokój wynika z bólu :( Wczoraj wieczorem nawet przeglądałam sobie stare zdjecia i filmiki zdrowej, wesołej Frytki... Taki był maluch jeszcze niecałe 3mies temu: [URL="http://pl.tinypic.com/player.php?v=30vbszn&s=5"]View My Video[/URL] :beczy: :beczy: :beczy:
  2. Ufff super, że macie mądrą panią weterynarz. I fajnie, że z rodziną wygrałaś :mad:;) A i może teraz rodzice się przekonali, ze jednak wiesz co mówisz i nast razem nie będą już tak walczyć. Mam nadzieję,że sunia teraz już bedzie czuła się tylko lepiej i lepiej :) A sterylka to nic aż tak strasznego. Przeszłam ich już w zyciu kilka i chociaż zawsze się denerwuję jak głupia (tak już mam), to nigdy absolutnie nic złego się nie stalo. Jak jest dobry lekarz, to nie ma sie czym martwić. A takiej suce wysterylizowanej jest po prostu łatwiej bez tej urojonej ciąży i skoków hormonalnych... Pogłaszcz mała ode mnie :loveu:
  3. [QUOTE]Sorry ale troche straciłam wątek. To pies miał dwie operacje? Jedną o 15 a potem kolejną o 20? Czyli dwa razy był usypiany i ponownie krojony?[/QUOTE] Nie, nie! No w życiu! Za takie coś to bym własnoręcznie pana dra pokroiła :mad: Po prostu jak dzwonilam o tej 15to Frytka jeszcze się zupełnie nie wybudziła, więc dowiedziałam się tyle ile mogłam-operacja poszła pomyślnie i na razie z psem wszystko w pożądku. Ale wiadomo,że żeby móc coś powiedzieć na pewno to trzeba trochę odczekać.Poza tym między tą 15czy 16, a 20 nie było go w klinice. Pewnie, ze mogłam dzwonić i ich męczyć pytaniami na którym boku mała leży i czy zrobiła siusiu, ale ja chciałam porozmawiać z Niedzielskim. A pan dr do mnie nie dzwonił...w sumie to próbował, ale się nie dodzwonił, bo pani z rejestracji błędnie zapisała nasz nr. A o tej 21, to przeciez nie wyciągałabym lekarza z zabiegu. Wiedziałam,że wszystko jest dobrze od innych lekarzy... [QUOTE]A drugie pytanie, bo troche zaczęłam czytac w necie o daroplastyce i nie mogę sie połapac. Od ilu lat w Polsce wykonuje się ten zabieg?[/QUOTE] Gdzieś o tym czytałam w necie i nawet dr mi mówił od kiedy wykonuje ten zabieg,ale z emocji kompletnie zapomniałam. Jak chcesz, to mogę zapytać... A teraz wracając do Frytki ;) Mała ma się zaskakująco dobrze :crazyeye::multi: Jest bardzo spokojna i kochana. Jak po nią przyjechaliśmy, to asystent dr N. od razu do nas wyskoczył, ze mamy niesamowicie grzecznego psa :cool3: Że normalnie szok. W ogóle małej do klatki nie wkładali, bo jak jej powiedzieli, zeby się położyła to grzecznie się posłuchała, a jak kazali zostać na miescju to została :razz: Wszystkie komendy bezbłędnie wykonywała (nie powiem duuuuma mnie o mało nie rozniosla jak to usłyszałam...chociaż przyznam szczerze, że byłam trochę zaskoczona-myślałam, ze w klinice mała się "rozłoży"...nie doceniałam własnego psa,ale tego oczywiscie już im nie powiedziałam :eviltong: ). A czas spędzała z jakimś owczarkiem niemieckim,spali razem przytuleni do siebie (tj Frycia sposzła się w niego wtulić po powrocie ze spacerku,a on nie zaprotestował :loveu: Wszystkich ponoć rozkminiła tym zachowaniem). Jak nas zobaczyła, to tak zaczęła się cieszyć i narzekać jak jej tam było źle(gadała jak jeszcze nigdy), że przez kilka min dr musiał poczekać ze zdawaniem relacji ;) Ostatecznie została wykonana daroplastyka, poniewaz okazało się,że na torebkach stawowych są już zmiany zwyrodnieniowe. Jednak piesek jest lekki, więc zabieg powinien nam służyć na dłuuugie lata. Dostaliśmy płytkę ze zdjęciami RTG, które jutro wkleję (gdzieś ją walnęłam w tym zamieszaniu i nie mogę znaleźć :oops:), antybiotyki na 5dni do stosowania co 12h i tabletki przeciwbólowe. We wtorek mamy się zgłosić na pierwszą kontrolę, bo idą święta i pan dr woli wszystko na wszelki wypadek sprawdzić, zeby później niepotrzebnych nerwów nie było. Zobaczy czy dać więcej antybiotyku itp. Za 10dni(przepraszam,już za 9) mamy zdjęcie szwów,a za 4tyg kontrolne zdjęcie. Mała polubiła swoją klateczkę od pierwszego wejrzenia. Sama do niej weszła od razu jak tylko postawiliśmy ją na stole w klinice :multi: Więc niepotrzebnie się balam tego, jak ona zniesie zamknięcie. Znosi bardzo dobrze i klateczkę nadal uwielbia. Bez problemu do niej wchodzi po komendzie "na miejsce" i od razu czeka na smakołyk :evil_lol: Apetyt ma i względnie dobry humor na szczęście też. Bardzo dużo śpi i odpoczywa (ale to dobrze, bo możemy się jeszcze nacieszyć ostatnimio dniami spokoju :eviltong::diabloti:). Na "spacerkach" tylko ma ochotę sobie pobiegać, więc trzeba ją mocno pilnować. Szkoda mi jej tylko strasznie kiedy siusia, bo widać, że sprawia jej to ból...no i nóżek już nie może tak szeroko rozstawić jak kiedyś. Jednak poza tym jest bardzo dzielna. O dziwo pierwsza noc w domu przebiegła normalnie. Frycia spała prawie cały czas, czasem tylko się wierciła i delikatnie domagała uwagi. Wytrzymala do samego rana (do8) na siusianie i na labletki.Żadnych pisków, nic :) Tylko 0,5h po zjedzieniu Rimadylu się suka mocno ożywiła :lol: Uru, TAK tak, masz rację.Ale mam coś na swoją obronę. Od razu (od wczoraj) zaczęliśmy mała przyzwyczajać do zostawania samej. Najpierw odchodziłam od klatki. Później na chwilę wyszłam z pokoju. Potem na jeszcze dłużej. Jednego się mocno trzymamy-kiedy ona skomli i wymusza,my ją olewamy. Przychodzimy, otwieramy klatkę, glaszczemy, karmimy dopiero jak się grzecznie położy. Cholernie to chwilami trudne, ale chłop nieczuły ostro mnie pilnuje :razz: A ja wiem,ze tak trzeba, ze dla niej tak będzie lepiej. I rzeczywiście mała cicho siedziała wczoraj sama przez jakiś czas. Niestety nie siedziała grzecznie - dobrała się skubana do szwów pod kubraczkiem (tj zdjęła kubraczek gdzie jej było potrzeba!).No zła na siebie byłam strasznie za takie niedopatrzenie. Niestety, małej udało się raz i teraz uparcie próbuje się lizać, gryźć drapać i co tam jej jeszcze do głowy przyjdzie. Więc niestety,ale ktoś musi przy niej być 24h/dobę. I tak zamieniamy się z chłopakiem. Jak ja siedzę, to on śpi, a jak on siedzi, to ja padam na wyro. Dlatego do tej pory nie pisalam. Pewnie, że najlepiej byłoby ją przenieść do salonu na godziny popołudniowe, bo zawsze ktoś tam wtedy jest. Tylko, że w salonie jest jeszcze jeden pies. Duży, zdrowy i zaniepokojony stanem Frytki.Mimo, że baby sie swietnie znają i lubią, to jednak Frycia cały czas czuła się mocno niepewnie w jej obecności. Warczała nawet kiedy wynosiliśmy ją na rękach na spacer, a Tora próbowała się przywitać i małą obwąchać. Spokojnie bylo dopiero przy popołudniowym wyjściu. Dlatego jeśli teraz też będzie ok, to spróbujemy znieść klatkę na dół. I zobaczymy jak się obie baby będą czuły. Jeśli Fryci nie będzie to zbytnio denerwować, to nawet siądę na chwilę do wigilii ;) Jejku, nie wiem czy wszystko napisałam, ale ciągle zerkam na zegarem, bo zbliża się pora wieczornego spaceru...Ale chyba i tak rozpisałam się bardziej niż wystarczająco :oops:;) Sorry za chaos informacyjny,ale tu jeszcze za duże emocje są ;) Pokażę Wam jeszcze zdjęcia Fryci w jej klateczce i naszego barłogu(jak widać na zdjęciu jesteśmy pożądnie wyposażeni ma weekend-po2butelki energy drinka na głowę:evil_lol:): [IMG]http://i43.tinypic.com/23hac2g.jpg[/IMG] I jeszcze moja mała bidulka: [IMG]http://i41.tinypic.com/2ztaxqu.jpg[/IMG] [IMG]http://i43.tinypic.com/5y7yps.jpg[/IMG] Jak będziemy zmieniać małej opatrunek,to też strzelę kilka fotek dla przyszłych pokoleń dysplastycznych daroplastyków ;) I spróbuję jutro nakręcić i wstawić tu filmik ze spacerku,żeby pokazać jak wygląda to chodzenie po operacji. ps: Tylko czy ktoś wie JAK taki filmik wstawić?? :oops::eviltong:
  4. Zadzwoniłam do kliniki punt 20, bo oczywiście nie mogłam wytrzymać ani minuty dłużej. Z moim szczęściem dra nie zastałam. Miał być lada chwila, więc umówiłam się z panem przy telefonie,że dr do mnie zadzwoni jak tylko dotrze. Po pół godziny ciszy zdenerwowana jak diabli zadzwoniłam jeszcze raz. Okazało się, ze jakimś sposobem mają błędny nr telefonu i dodzwonili się do kogoś innego. Tak więc dr po kilku min czekania na mnie, rozpoczął kolejny zabieg. Ostatecznie nie udało mi się z nim zamienić już słowa :roll: Ale dr przekazał, że jutro rano możemy już odebrać Frycie :multi: i że mała ma się dobrze :loveu: Wstajemy więc z rana, szybko jedziemy po klateczkę i Frycia wraca do domu!! Ciekawe jak na nas zareaguje... Jak naprawdę się czuje? Jak to wszystko znosi? Czy bardzo ją boli? Tego wszystkiego dowiem się jutro... Tak samo jak tego, czemu miała robione daro na dwie łapki (czy dlatego, że stawy są tak dobre czy tak złe)...i w ogóle wszystkiego dowiem się dopiero jutro. Niestety nie obiecuję, że jutro coś napiszę, bo w pokoju gdzie będziemy mieszkać z małą nie ma netu. Spróbuje coś wymyśleć, ale niczego nie obiecuję. Jednak uprzedzam, zebyście się nie denerwowały, ze coś nie tak ;) Ja chcę, żeby było już jutro...
  5. Jakoś tak wyszło, że cała rozmowa przeniosła się tu: [url]http://www.dogomania.pl/forum/f326/stwierdzona-dysplazja-co-dalej-124073/index15.html[/url] tak więc żeby nie dublować, tu już zamieszczam wszelkie informacje. Prowadzimy tam sobie całkiem ożywioną dyskusję...i nawet dr Niedzielski wtrącił swoje 3grosze ;)
  6. I co tam z Twoją sunią?? Jakieś wieści?? puli dzięki wielkie za życzonka :loveu: z pierwszych info zaraz po operacji wynika, że z Frycią wszystko dobrze. O 20 będę wiedzieć coś więcej. A rodzinka po ostatniej batalii chyba dala sobie spokój :eviltong:
  7. Może faktycznie spadła Focusikowi adrenalinka i dotarło do niego, że coś jednak boli w tej łapce. Wcześniej tak się Wami cieszył, że nie miał na myślenie o tym czasu ;) Z tego co widzę, to Twój mały nie jest z tych co dają się choróbsku, walczy dzielnie, więc nie ma siły-musi być dobrze :loveu: O dziwo od razu dodzwonilam się do kliniki, przy pierwszym telefonie o 15:00.Z drem bezpośrednio nie rozmawiałam, bo dokładnie wtedy była u niego ewula ;) Ale jakiś Pan poszedł zapytać doktora co i jak. No więc ostatecznie Frycia miała robioną obustronną daroplastykę :crazyeye: kiedy dzwoniłam, była jeszcze w fazie wybudzania się, więc niewiele mogli mi powiedzieć. Jednak zdaniem dra operacja przebiegła pomyślnie i powinno być dobrze. I kazał zadzwonić ponownie o 20 (czyli wnioskuję z tego, ze te noc mała spędzi w klinice-może i lepiej). Ale uspokoiłam się dopiero po informacji od ewuli - była tam,widziała twarz doktora kiedy to mówił, czyli rzeczywiście nie ma sie specjalnie czym niepokoić.No i powiem, że nawet się zdrzemnęłam ;) Ale teraz już znowu powoli zaczyna mi sie w żołądku przewracać, bo do 20stej bliżej niż dalej... TRZYMAJ SIĘ TAM FRYCIA!!
  8. Dżizzzz, właśnie wróciliśmy od Niedzielkiego. Tyle co na razie wiem to, że mam psa zagadkę...takie jajko niespodzianka. Kiedy 2tyg temu robiliśmy małej zdjęcie i badania kliniczne stawów biodrowych,to wyszło, że lewe bioderko jest o wiele gorsze, bliskie wywichnięcia. Natomiast dzisiaj na zdjęciu i badaniu przed samą operacją wyszło, że o wiele gorsza jest teraz prawa noga. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo przecież ostatnimi czasy mocno oszczędzała lewą łapkę, przeciążajać automatycznie prawą... Jednak wyszło pewne dziwo - obecnie lewe biodro wygląda całkiem ładnie! Tj zdjęcie jest o wiele ładniejsze (główka kości wcale nie jest tak mocno przesunięta w panewce), a przy badaniu klinicznym był nawet problem z wywichnięciem jej tego bioderka. Trzyma się cholerstwo w stawie, nie chce skakać i już! Niedzielski zrobił taaakie oczy :crazyeye: i dwa razy dopytywał czy aby na pewno to on ją badał i czy pod narkozą. Wyjaśnienia znaleźć nie umiał. Jednak przez te niespodziewane dziwa nie był w stanie stwierdzić który zabieg (daro czy TPO) będzie dla malej najlepszy. Zdecyduje dopiero po otworzeniu psa. Tak, że nie wiem NIC. Możliwe, że będziemy mogli Fryciola odebrać nawet dzisiaj, a możliwe że w sb... Ech... Mam dzwonić o 15... uuuuu ależ nerwy!!!
  9. Łiii cieszę się, ze spacerek ustalony i będę czekać na relacje! :multi: Pamiętaj, że one muszą się spokojnie zapoznać, więc staraj się za bardzo nie wtrącać. Jak tam któryś warknie czy się brzydko wypnie, to się nie przejmuj - normalka. Reaguj dopiero gdyby sytuacja wyglądała naprawdę nieciekawie... Ale jakoś mi się nie wydaje. Saba łagodna, a Szon... co tu dużo gadać...kurdupel ;) Tak, że życzę udanego spacerku :loveu: A wypowiedziami niektórych osób po prostu się nie przejmą. Zawsze znajdą się osoby, których nie zadowolisz...ale zadowalać to Ty masz Sabę ;) I mimo mojego zdania, że nie powinno się trzymać psa na dworze jeśli on sam tego nie wybierze, to uważam, że odwalasz kawał dobrej roboty. A jeśli ktoś uważa, że nie ma większej różnicy w tym jak sunia ma u Ciebie a jak miała w schronie, to ja chcę takie cudowne schronisko zobaczyć! :eviltong: Trzymam kciuki za jutrzejszy dzień
  10. Widzę, że unikasz tej odpowiedzi jak ognia...
  11. Ale może jednak znajdziesz trochę siły na odpowiedzenie mi co zrobiłabyś w tej sytuacji:
  12. Ale ja jestem ciekawa co Ty byś zrobiłam. Podziel się ze mną swoją opinią. Jak Ty byś się zachowała w takiej sytuacji, jakie widzisz rozwiązanie, jaką decyzję byś podjęła...?
  13. Czyli, że co...że czasem jednak można dokonać takiej sterylki aborcyjnej??
  14. Aha ps: rozumiem,że sprawa została już załatwione z władzami schroniska i mamy na te zbiorowe spacerki zgodę? I jeszcze pyt natury technicznej. Bo nie wiem :oops: Jak tam jest ze smyczami i obrożami? Są czy brać swoje? Bo mam taką 10m taśmę i mogłabym ją zabrać...chyba, że jest jakieś ogrodzone miejsce (chociaż nie wiem gdzie, bo jakoś nie widziałam) gdzie można psy bezpiecznie puscić luzem(?)
  15. A ja jestem ZA aborcją, jeśli pieski nie mają realnych szans na dobre życie. Dla przykładu, żeby daleko nie szukać. Już prawie 12 lat temu moja obecna suczka została poddana takiej sterylizacji połączone z aborcją i była to moja decyzja. Mała miała wtedy może 1,5 roku. Była bezdomna,bo pewnej nocy ktoś ją podrzucił sąsiadom do ogródka,a owi sąsiedzi rano wypuścili ją na osiedle. Psina była wtedy jeszcze zupełnym szczeniaczkiem,ale już potwornie bała się ludzi. Kilka miesięcy zajęło mi oswojenie małej na tyle,zeby dała się dotknąć,pogłaskać,żeby mi zaufała. Byłam wtedy gówniarą (miałam może 12lat) i matka za chiny nie chciała się zgodzic na przygarnięcie suni. Błagałam ją, żeby chociaż pozwoliła mi ją wysterylizować i zapewnić jej opiekę chociaż na te kilka dni po operacji. I nic. I w końcu stało się - cieczka i ciąża. Maleńki bezdomny piesek, mieszkający w wyłomie jakiegoś starego budynku. Byłam zrozpaczona i przerażona. Na szczęście jedna z sąsiadek zlitowała się i zgodziła zapewnić psinie kawałek domu, spokój, ciepło i czystość na czas pooperacyjny mimo,że wtedy jeszcze sunia nadal tylko mi pozwalała do siebie podejść. Więc stało się. Maja (bo tak została nazwana) została wysterylizowana, już ciężarna. Po zabiegu okazało się, że rosło w niej 14! szczeniaczków :crazyeye: I jak oceniasz GoPo ich szanse na narodzenie się, na przetrwanie szczenięctwa i na późniejsze życie? A co z życiem tej bezdomnej kruszyny, która musiałaby spróbować te maluchy urodzić i wykarmić? Przepraszam,ale ja to widzę najczarniej jak się da. Nawet jeśli jakimś cudem Maja przeżyłaby poród i jakimś cudem szczeniaki urodziłyby się żywe, i jakimś cudem część z nich przeżyłaby ten krytyczny okres. To co dalej? A, przepraszam za to stwierdzenie, istnieje jeszcze spora szansa, ze to byłyby pieski "nieadopcyjne", bo matka nauczyłaby je nieufności do ludzi. Zresztą żyjąc na przedmieściach wśród średnio przyjaznych im ludzi i rozwrzeszczanych dzieciaków, same szybko nauczyłyby się bać człowieka. Poza tym jeśli wdałyby się w mamusie, to pojawiłby się kolejny aspekt utrudniający im adopcję - Maja całe swoje życie była i jest zwyczajnie brzydka i szara. A mało jest osób z poejściem "ale śliczny brzydal". Okrutne? ?Może. Ale niestety prawdziwe. Dodam jeszcze tylko, że jakieś 0,5 roku później w końcu matka odpuściła i Majcia zamieszkała z nami. Jest szczęśliwym psem. Ale jeszcze przez wiele lat pozostała nieufna wobec obcych. Bała się ludzi i potrafiła ugryźć. Na szczęście na stare lata jej to przechodzi i coraz częściej macha ogonkiem do nieznajomych :loveu:
  16. Ja niestety będe wiedziała najwcześniej w pn, bo wtedy mój chłopak zaczyna pracę. Już go poinformowałam, ze zależy mi aby miał wolne tego dnia. Jeśli tylko uda się to załatwić, to ja przyjadę.
  17. Świetny pomysł z tym jedzeniem w zabawce PATIszon! :evil_lol: Mi się też wydaje, ze jeśli psiaki juz się zaprzyjaźnią, to dobrze Sabie zrobi, jeśli będzie mogła obserwować jak bawi się Szon (sam czy z Tobą). I nagradzaj za zainteresowanie i próby dołączenia się. Potrzeba jej trochę czasu, ale w końcu na pewno się nauczy. I popróbuj właśnie z różnymi zabawkami. Zacznij może od takich do międlenia i dopiero później przejdź do piłeczki. Z zabawy piłeczką nafajniej się po nią biega (mało która nadaje się do podgryzania). A ona jak na razie nawet nie wie po co miałaby to brać w pysk. Cierpliwości. I daj znać jak poszło spotanie dwóch psów.
  18. Koniecznie jedź do pożądnego lekarza! A ojcem w miarę możliwości się nie przejmuj. Też mam takiego ojca(i nie tylko) w domu i znam te wszystkie walki od lat :angryy: Na dysplazję mojej suki stwierdził, że on nie wierzy! Nie ważne, że pokazałam mu zdjęcie. Teraz są karczemne awantury o to, ze będę z psem po operacji siedzieć, a nie z nimi przy stole wigilijnym się z nimi obrzerać :/ Rób to co należy nawet jeśli to niełatwe, żeby nieszczęścia nie było. A co do oczyszczania macicy,zalecenia ciąży i innych bzdur, to zdecydowanie sterylka. Niestety nie wiem co z tymi lekami hormonalnymi. Przykro mi, nie umiem Ci pomóc :sad: Moze jak zadzwonisz do tej kliniki w Olsztynie, to spróbuj popytać... Trzymam kciuki za Was obie. Daj znać jak już coś będziesz wiedziała
  19. Super, ze Focusik tak fajnie się "zbiera" po operacji. Cieszę się, że nie jest przybity, że nie gaśnie, tylko domaga się Twojej uwagi - do ardzo dobrze! :loveu: Ale chyba masz rację z tym, zeby mu nie zawsze ustępować. Bo kurcze ja to jestem taka wariatka, że najchętniej bym z Frytką w klatce zamieszkała :razz: Ale już mój chłopak próbuje mi wybić ze łba zabawianie Frytki 24h/dobę. Bo rzeczywiście kilku tyg tak nie wytrzymam - czasem jednak musi spać i się umyć :cool1: a jak ją zbytnio przyzwyczaję, to później ciężej bedzie znosić każdą chwilę rozłąki. Pewnie, że zawsze będę w pobliżu, ale będę jej cały czas głaskać i do niej mówić. Poza tym tak pilnuję, żeby mała umiała się zachować, bo nie znoszę wymuszających, chisteryzujacych zachowań u psów, a prze ten czas mogę ją nieźle rozpuścić. A później to się przecież na niej odbije, bo jak wydobrzeje to znowu zacznę od niej wymagać i zrobię jej wodę z mózgu. Co innego jak psiaka boli i trzeba mu pomóc, a co innego jest go od siebie uzależnić. Masz rację, muszę krócej trzymać moje zapędy opiekuńcze! Uhm to nie będzie łatwe... :roll: Rivanol i gaziki sobie zakupię, bo to zawsze warto w domu mieć. A z resztą poczekam do jutra i zobaczę co dr powie. Mam nadzieję, że co post,to będziesz opisywać większe postępy :) Aga, a jak tam u Was? Jak Bruno znosi życie za kratkami? Czy nadal jest taki obolały czy już powoli przechodzi? I koniecznie napisz po sobotniej wizycie u weta!;) Ewula jutro jedzie na kontrolę...ciekawe co nam po wizycie napisze. Trzymamy kciuki!
  20. Viverna, ja się też zgłaszam w pełnej gotowości. Bardzo chętnie się do takich spacerów schroniskowych przyłączę. Zaledwie wczoraj byłam w schronisku zawieźć wysępione od rodziny kołdry, koce i trochę psiego żarcia (to już kupione ;) ) i nie mogę przestać myśleć o tym miejscu-chcę zrobić coś jeszcze. I tak właśnie się zastanawialam co ja mogę...w obecnej sytuacji. Psa nawet na tymczas nie mogę wziąć, bo w domu mam już 3 plus kota i rodzina Ma Dość, do tego dwa "wetowane". Z Frytką po zabiegu w ogóle z okazji świątecznego i sylwestrowego zamieszania w moim domu,wynoszę się pod Wroclaw do domu rodziców mojego chłopaka, gdzie mała będzie miała spokój. Jednak chcę coś zrobić, dlatego na taki spacerek przyjadę. Mam 23 lata, choć wolontariuszką nie jestem - mam nadzieję, ze to nie bedzie problem. Tylko jeszcze ciężko mi zdeklarować się na konkretny dzień tyg, bo z okazji wydatków związanych z operacją Fryciola, mój chłopal zaczyna na dniach nową pracę. I nie wiem jeszcze kiedy będzie miał wolny dzień tak, żeby mógł z mała siedzieć (bo ja jej samej nawet na chwilę nie zostawię). Ewentualnie jak się Wam już jakieś dni wyklarują, to dajcie znać, a ja już spróbuję poustawiać im w tej pracy grafiki tak,żeby pasowało ;):evil_lol:
  21. Uuu bidulek :-( Frycia też będzie chlastana na obie strony, więc niedługo dowiem się co przeżywacie... O tym plątaniu się nóg to pisała już ewula - jej psiuk też to miał, ale z czasem powoli się poprawiało. A kubraczek i kołnież to dostaliście od doktora czy sama musiałaś wykombinować? I jakbyś mogła mi napisać co jeszcze dostałaś,a co musiałaś kupić (np w aptece). Bo chciałabym się wcześniej przygotować. Obecnie w aptecze oprócz proszków na ból głowy i jakiegoś smętnego bandaża to nic nie mam, nawet rivanolu... Kurcze strasznie mi szkoda Twojego "malucha" i mam nadzieję, że szybko wróci do siebie. Aha, mogłabym jeszcze zapytać jakie zajęcia na później mu wymyśliłaś? Jakieś zabawki sprawdzone, które nie znudzą się po kilku min? Bo jakoś nie bardzo wiem czym moglabym tą moją później "zabawiać". Jak najskutczeniej zabić takiemu bidakowi czas? Uru, ewula, jak myślicie? 3dni...znowu zaczynam się denerwować :sad:
  22. A pytaj, pytaj - po to nas masz ;) 1)kaganiec fizjologiczny ma tę przewagę nad skórzanym, że pies może swobodnie w nim pycho otworzyć, poziajać sobie, oblizać wargi i w ogóle czuje się swobodniej - nic nie zaciska mu pyska, czego pies z definicji nie lubi. Poza tym w skórzanym, kiedy pies nie ma możliwości otworzenia paszczy, Ty nie możesz go za nic nagradzać smakołykami. A jeśli chodzi o kupno, to najlepiej będzie najpierw ów kaganiec przymierzyć. Bo to nie chodzi tylko o obwód pyska,ale także o jego długość i jak się paski układają za uszami i takie tam 2) Wydaje mi się, że lepiej zapoznać psiaki bez kagańca (szczególnie, jeśli pies nie jest do niego przyzwyczajony!). Zwierzaki będą mogły się swobodnie obwąchać. A poza tym często pies czuje się niepewnie w czymś co zamyka mu pysk i uniemożliwia ewentualną obronę, więc pojawiają się dodatkowe (zbędne) emocje, może zwiększyć się niepokój i napięcie, a to zawsze jest niewskazane przy pierwszych spotkaniach. Np moja duża suka najprzyjaźniejsza dla innych psów jest na zupełnej swobodzie, na smyczy zachowuje się już trochę ostrożniej i jest bardziej "sztywna", a w kagańcu potrafi odgonić od siebie psa (tak na wszelki wypadek). 3)Strasznie się cieszę, ze tak fajnie się dogadujecie. Nie przejmuj się tym, ze ona nie umie się bawić zabawkami - widocznie nikt bidulki nigdy tego nie nauczył :sad: Ale nie bój się, wszystko nadrobi ;) I wtedy będziesz miała problem z szybkością z jaką ona te zabawki "przerabia" :lol: A na razie daj się jej wyszaleć za wszystkie dni spędzone w schronisku. Roznosi ją ze szczęścia, że ma swoją własną Panią :loveu: 4)A co do szczotki, to najlepszy chyba byłby taki jednorzędowy "grzebień" z ruchomymi ząbkami(obracającym się wokół własnej osi). Tylko odpowiednio długi, żebyś się nim wszędzie dostała-świetnie wyciąga martwy włos. I oczywiście nie za gęsty,bo nie przeciśniesz się przez sierść. Może się okazać, że z czasem kiedy już opanujesz trochę sytuację, będzie Ci potrzebny gęstszy grzebień i np jakaś szczotka... To naprawdę zależy od długości i gęstości włosa. Ale to sama z czasem ocenisz. Tak samo jak to jak często trzeba będzie Sabę czesać. Bo to dość indywidualna sprawa (chociaż im pies ma gęstszy podszerstek, tym częściej i mozolniej ;) ). O, coś takiego: [url=http://www.allegro.pl/item505188419_zgrzeblo_do_czesania_dla_psa.html]zgrzebło do czesania dla psa (505188419) - Aukcje internetowe Allegro[/url] A na poprawę kondycji skóry i włosa mogę też gorąco polecić preparat o nazwie Gammolen (wypróbowałam i jestem zachwycona efektami): [url=http://www.gammolen.pl/]gammolen.pl[/url] A z tańszych rzeczy, to siemie lniane (nie odtłuszczone) dodawane do posiłków. Też pomaga, choć efekty nie są tak rewelacyjne. ps: Wrzuć jakieś foty, bo bardzo chciałabym zobaczyć Sabę w innym otoczeniu niż schroniskowe! :multi: Z uśmiechniętym pysiem :loveu:
  23. Też uważam, że lepiej psicy w nowym miejscu niż w schronie...i to bez porównania! Fajnie, że ją wyciągnęłaś z tego okropnego miejsca. I cieszy mnie, że naprawdę masz zamiar się sunią pożądnie zajmować... Tylko czy w tym wytrwasz? Czy za 5lat też będzie chciało Ci się wyjść na parę godzin poćwiczyć i pobawić się z psem, nawet jeśli za oknem będzie zimno, deszczowo i wietrznie...I tak codziennie przez wszystkie jesienne i zimowe dni. Mam nadzieję,że znajdziesz w sobie tyle determinacji. Że za kilka lat Twoja psica nie będzie kolejnym podwórkowcem, który widzi swoich opiekunów przeważnie w drodze od furtki do drzwi. Jestem raczej przeciwna trzymania psów na dworze(szczególnie w pojedynkę), w kojcach czy budach. Sama nie byłabym w stanie zamknąć psu drzwi przed nosem :sad: Poza tym jakoś niespecjalnie to widzę. Teraz jak mówisz cały czas ktoś jest na działce, bo budujecie dom. Ale przecież kiedy dom będzie gotowy, to większość swojego czasu będziecie spędzać w środku,a nie w ogrodzie (zwłaszcza w te paskudne dni). Domowemu psu jest zawsze lepiej, bo nawet jeśli bezpośrednio się nim nie zajmujesz, to może się koło Ciebie położyć i czuje Twoją obecność. Jest częścią rodziny. Często nawet w przejściu ktoś go drapnie za uchem itd. A psina podwórkowa większość swojego życia czeka aż ktoś do niej wyjdzie, czeka na chwile kiedy nie będzie sama... Kurcze mimo tego, że życzę Wam jak najlepiej, że cieszę się, że wzięłaś ją do siebie, to jednak smutno mi się robi kiedy pomyślę, ze ona teraz tam sama siedzi na dworze :sad: No i jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia. Jak to będzie kiedy będziesz bawiła się z oboma pieskami w ogrodzie,a jak zabawa się skończy to małego zawołasz do domu, a do Saby stojącej przy drzwiach powiesz:"nie tobie nie wolno,ty zostajesz" i zamkniesz drzwi. Poza tym skąd ta nierówność? Dlaczego jeden pies może żyć w domu a drugi nie? (pytam serio, bo nie rozumiem) Czy dlatego, że jest duży? Ale co to ma do rzeczy. Przecież, oprócz rozmiaru, one się niczym nie różnią. Duży pies potrzebuje tego samego co mały...no może tylko większego legowiska ;) Ja po prostu nigdy czegoś takiego nie umiałam zrozumieć. Więc może Ty mi wyjaśnisz...
  24. Przepraszam,że tyle nie pisała, ale próbuję wszystko zamknąć do czasu operacji, żeby później mieć już czas tylko dla Frytki. Aga super, że z Brunem wszystko dobrze poszło i, że niezbyt się całą sytuacją przejmuje :multi::loveu: Powiedz,nadal Twój psiurek tak dobrze to znosi? Próbuje już szaleć czy leży grzecznie? I jak tam jest przy załatwianiu - bardzo boli?? :sad: Aga, Bruno miał robioną tylko jedną łapkę, prawda? No i dziewuchy, gdzie te zdjęcia, hę?? ;) Bardzo chciałabym zobaczyć jak tam się Wasze psiury mają...no i jakie klatki im wykombinowałyście. Trzymam kciuki,żeby było już tylko coraz lepiej. Po jednym na każdego psa :p
  25. an1n ja tylko napisałam, że to Może być Jedna z przyczyn. Tak samo jak napisałam, że może to robić dla rozładowania napięcia (ale o tym już cisza, bo to się zgadza także z Waszymi przypuszczeniami) i dlatego może należy suce bardziej zorganizować czas i zająć umysł... lilke no właśnie, gdzie są te zdjęcia?? ;)
×
×
  • Create New...