Jump to content
Dogomania

Goś

Members
  • Posts

    2911
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Goś

  1. Goś

    Anglia

    Wręcz przeciwnie ;) A po prostu rozdzielimy konkretne info od pogaduch. Co za problem potem stworzyć osobny temat na spotkania, osobny na pogaduchy, osobny na temat psich spaw w uk, osobny o wyjeździe i co tylko zechcemy założyć. A tak np ciężko jest zorganizować jakieś spotkanie kiedy w jednym temacie równolegle ciągnie się kilka wątków, o osoby żadko tu zagląadjące nawet nie będą wiedziały, że trzy str wcześniej (na których była np rozmowa o ubezpieczeniach samochodów) ktoś zaproponował spotkanieA nie każdy ma czas przeczytać wsszystko wstecz aż do swojego ost postu,szczególnie w tak szybko rozrastającym się temacie. A poza tym "nowe" osoby w kółko zadają pewnie te same pyt i tambylcy (w Twoim wypadku tubylcy ;) ) muszą w kółko na te same pyt odpowiadać bądź odsyłać do odpowiednich str. A czy temat zostanie uśmiercony czy nie, to już tylko od nas samych zależy...A ja bynajmniej nie mam zamiaru go mordować :lol: Naprawdę wierzę, że to tylko nam pomoże i wręcz...wątek angieslki rozwinie się jeszcze bardziej
  2. Goś

    Anglia

    Znalazłam...te koniki :loveu: ...dla mnie bomba. Tylko nie wiedziałam czy te zdjęcia wilczurków przy wodzie, to też z Twojego miesjca :-o Ogólnie brzmi to jak miejsce dla mnie. W takim miejscu właśnie chciałabym mieszkać (będzie tylko trzeba jeszcze trochę chłopaka urobić, bo jego bardziej do centrum pcha). Tylko trzeba jeszcze mieć za co żyć. Wiesz jak przyjedziemy, to na dzień dobry jest mi obojętne jaką pracę dostanę, byleby kasa była na utrzymanie (wtedy można już czegoś konkretnego szukać) i w miarę możliwości blisko miejsca zamieszkania. No i własnie... jak to tam koło Ciebie z ewentualną pracą wygląda? Jest w ogóle gdzie szukać czy to już zupełne odludzie? ;) Aha i jeszcze pyt jaka to strefa (jestem pewna, że Adam o to zapyta :roll: ) Co do przerobienia tego wątku na podforum, to już napisałam do LALUNY (bo ją "znam") i teraz czekam na odp. [QUOTE]Moze ktos mi wytlumaczy jak mam stanac z psem w miescu bo ciagnie a jestesmy posrodku ruchliwej ulicy przekraczajac ja po drodze na pole?[/QUOTE] A nie, to wtedy lepiej jednak nie stawać ;) Ale żarcie w rękę i ładuj do pyska non stop w czasie przechodzenia przez drogę (przy okazji może nauczy się, że przy przechodzeniu przez ulicę warto się trzymać tuż przy panci). A jak już przejdziecie, to nie spuszczaj suczy zanim (choć przez chwilkę, choć kilka kroczków na początku) nie będzie grzecznie szła na luźnej smyczy. Po tym przywołujesz do siebie->smak->komedna siad->smak(jeśli nie siedzi do odwoławnia to też komenda zostań)->odpięcie psa i dopiero jeśli nie wystartuje w połowie odpinania z obroży ciągnąc za sobą Twoją rękę, ale poczeka na komendę zwalniającą (np dalej biegaj), pozowlić psu wystartować. Po drodze też mozesz dać smaka, ale samo spuszczenie na wolność powinno być wystarczającą nagrodą. Aha, oczywiście do nauki chodzenia na luźnej smyczy też możesz używać żarcia i nagradzać psa jeśli wyjątkowo ładnie idzie bez ciągnięcia (to nauczy go...sorry, ją :eviltong:... zwracać na Ciebie większą uwagę). Aha i jeśli widzisz, że sukę gdzieś wyjątkowo ciągnie, że bardzo zależy jej na podejsciu w określone miejsce, to idź z nią tam, jeśli przestanie ciągnąć(a nie zawsze tam gdzie Ty chcesz), tot tylko utwierdzi ją w przekonaiu, że jeśli chce dość do wybranego przez siebie celu, to nie moze ciągnąć;) Naprawdę jestem przekonana, że to zadziała. I pytaj ile wlezie, bo akurat ten temat mamy całkiem nieźle opanowany ;)
  3. O matko, mam nadzieję, że do tego czasu mój Fryciol zdobędzie już pozwolenie na spotkania z psami!
  4. Goś

    Anglia

    [QUOTE]Od wczoraj jest z nami mała biglica[/QUOTE] Zdjęcia proszę! :multi: [QUOTE]Narazie Velvet chodzi obok niej ostrożnie i trochę się opędza, ale z drugiej strony cały czas ją obserwuje, a wczoraj po podróży bawiły się. Myślę, że Velvet potrzebuje tylko czasu, oby.[/QUOTE] Będzie. Z tego co piszesz wychodzi, że się dogadają ;) [B]EastLondonUK[/B] czytałam, ze szukasz sposobu nauczenia swojej baby grzecznego chodzenia na smyczy. Jeśli chodzi o luźną, długą smycz bez ciągnięcia, to jest jedna prosta zasada, która u nas działa bezbłędnie. Kiedy pies ciągnie/napisa smycz, Ty stoisz jakby Cię przykleiło do ziemi. Ruszasz dopiero w momencie kiedy pies(choć na moment) poluzuje nacisk np cofając się o krok, przysiadając czy patrząc na Ciebie (wtedy to już w ogóle wychwalasz pod niebiosa). Jeśli pies ponownie pociągnie (nawet po jednym kroku), Ty się natychmiast zatrzymujesz. Jeśli ma się wystarczająco cierpliwości (zwłaszcza na początku) i jest się konsekwentnym (nie można ani razu pozwolić,aby pies nas zmusił ciągnięciem do podążenia w wybranym przez niego kierunku), to szybko powinien załapać, że napięta smycz=stanie, a luźna smycz=dotarcie do celu. A wszelkie ciągnięcia i stosowanie siły stanowczo odradzam. Pomijając skutki uboczne i niepożądane skojarzenia jakie mogą się pojawić w umyśle psa, to spacer ma być przyjemnością i dla Ciebie i dla Twojego psa. Przecież po to właśnie z nim wychodzisz... A do nauki chodzenia przy nodze masz niezawodny argument=smakołyki :evil_lol:
  5. Goś

    Anglia

    No nie ma szans, nie przebrnę przez ten wątek - co przeczytam fragment, to się nowy pojawia, a nie mam wolnej doby, że przerobić wszystko na raz ;) Trzebaby może poadać z "górą", żeby zrobić z "Anglii" podforum, co o tym myślicie? Ale do rzeczy. EastLondonUK pytałaś kilka str temu kto by się wprowadził w Twoje okolice... i ja się zgłaszam :multi: Tylko niestety jeszcze nie teraz... Mimo, że za dwa dni kończy się Frytkowa kwarantanna, to miesiąc temu mała przeszla poważną operację (na dysplazję) i wszystko się pokomplikowało. Teraz musimy jeszcze ze dwa mies odczekać, aż mała zupełnie dojdzie do siebie, bo nie pojadę do Anglii z nie do końca naprawionym psem. Jednak chyba już czas najwyższy zacząć się tym wyjazdem interesować ;) Szczególnie, że mój chłopak wyjeżdża już pod koniec lutego... Dlatego: po piwersze chciałam się przywitać :hand: jako przyszła wyspiarka :eviltong: a po drugie poprosić Was o kilka rad... Tak wiem, ledwo się odezwała, a już czegos chce :evil_lol: Nie chcę Was tu zanudzać jakimś mega postem, więc na razie zapytam tylko o jedno - gdzie w Londynie (pomijając L południowy, bo tam mój chłopak nie chce mieszkać) znajdują się parki, do których swobodnie można wychodzić z psem??{Jesli to pyt z grupy głupich, to przepraszam,ale w Londynie to byłam tylko przejazdem (na i z lotniska) i zwyczajnie nie mam pojęcia jak wygląda tam życie z psem} Bo szukamy jakiejś fajnej lokalizacji na mieszkanko ;) A ja się uparłam, że to musi być w psim miejscu no bo i jak inaczej :cool3: EastLondonUK a Twoja okolica, to mi się baaardzo spodobała :loveu: więc czy mogłabyś napisać coś więcej? ;) I jak to jest z tą wodą w lasku - to są jakieś bagniska czy raczej czyste zbiorniki, bo moja sucz żadnej kałuży nie przepuści i strasznie zależy mi na jakimś miejscu do pływania (szczególnie przez tę dysplazję)... Uhm i znowu się za bardzo rozpisałam. Przepraszam :roll:
  6. Asia, a kiedy dokładnie w lutym?? Powiedz, że w druiej połowie, powiedz... Bo my 16go dopiero mamy drugie zdjecie
  7. No tak, nie pomaga mu pogoda w odzyskaniu pełnej wolności :roll: Mam nadzieję, że w szkółce nie przyniesie Ci wstydu ;) i że jakoś przeżyjecie ten dzień :evil_lol: W każdym razie ja bedę trzymać za Jacharka kciuki:loveu: A nie piszemy zbuytnio, bo chyba wszystkie jesteśmy w trybie oczekującym na drugie zdjęcie :cool3: I teraz poza tym oczekiwaniem, to raczej niewiele się dzieje ;) Chociaż muszę się pochwalić Frytkowymi postępami :razz: Minął tydzień od kiedy zaczęliśmy pożądnie przyominać małej jak się powinno chodzić na smyczy (w ten spsób, który Ci opisywałam) i jest super! :multi: Od dwóch dni nie było ani jednej próby przeciągania, a jak zdarzy się jej przypadkiem nazbyt napiąć smycz, to automatycznie przystaje i zwalnia kroku :loveu: Taaaaka jestem dumna z mojego rudzielca :lol: Wiem, że to na razie w obrębie znanego ogródka i bez innych psów, ale jednak... Tylko teraz nie wiem czy dołączyć do nas dwie pozostałe suki czy jedną na smyczy, czy poczekać aż będziemy mogli pójść na jakiś normalniejszy spacer i niech to będzie następnym krokiem?? Jak myślicie, bo ja nie wiem...? ;) Aha, i puszczam trochę Fryciola po domu (dywanów nie ma, ale wcześniej pożądnie jej wystrzygłam te łapy, więc się maluch nie ślizga). Tylko, że czasem jej nie dopilnujemy i przelezie po schodach :-o Czy to jej moze teraz zaszkodzić??
  8. akira, no sunia jest bomba :loveu: Już nie mogę się doczekać kiedy ją w realu zobaczę :laugh2_2: Tylko nie wiem jak ta moja wariatka po prawie 3mies życia w zamknięciu będzie się zachowywać... Nie daję gwarancji, że to będzie grzeczna, dydaktyczna przechadzka :evil_lol: No właśnie! :angryy: Przecież to jest nielegalne... Gdzie wtedy była straż miejska... Oj, trzeba będzie tam zajrzeć :mad: Mogłabyś mi napisać na PW, w którym miejscu stoją ludzie ze szczeniaczkami? Aha i ps'ik: A z której części Wrocławia jesteś jeśli można spytać?
  9. [QUOTE]To może termin Zlotu Dogomaniaków będzie Ci pasował 20-26 lipca, również w Sulistrowicach.[/QUOTE] No dobij, dobij mnie kobito tępym narzędziem! ;) 8-) My wyjeżdżamy na początku kwietnia (żeby mieć pewność, że Frytka będzie 100%zdrowa i sprawna) i tam już zostajemy...na stałe. Tak, że w tej chwili ciężko mi powiedzieć, który termin mi mniej pasuje :cool1: ;) [QUOTE]taka byłaby okazja do spotkania z Tobą i Frytką.[/QUOTE] No, to teraz musisz wymyśleć inny sposób :shiny: ;) Bo nie myśl, że Ci odpuszczę :evil_lol: A tak serio to ja lokum na nockę w razie czego mogę zapewnić (jeśli Ci 3psy + kot w domu nie przeszkadzają...no,a z Twoją Gingerką4:evil_lol:) i możnaby od razu skrzyknąć parę osób z Wrocławia i okolic i też takie mini spotkanko zorganizować... Oczywiscie jak Frycia bedzie mogła już się z psami bawić :Cool!:
  10. Uuuu niech tylko moja Frycia wyzdrowieje...! :evil_lol: Jak już Gaba wróci łaskawie do domu i wznowimy spacery, to przynajmniej nie będziemy jedyne rude w okolicy ;)
  11. Witamy kolejną Wrocławianke na forum :multi: W tej chwili Gaba nam wszystko popsuła ;) i każdą wolną chwilę spędzamy na szukaniu paskudy... Dlatego chwilowo spacerki dogomaniaków zostały wstrzymane (jak się spotykamy, to na wspólne poszukiwania). No i niestety przy okazji ucichła też spraca spacerów schroniskowych. Więc tym bardziej Gaba daj się znaleźć, bo mamy masę innych ważnych rzeczy do robienia...zachciało się suce być w centrum dogowego zaineterowania :roll: Wspólne spacery już nie wystarczyły ;) [B]akira[/B] widzę, że jednak nie jestem jedynym wrocławskim cockerem na dogomanii (?) :cool3:
  12. Buuu :placz: a my już będziemy wtedy w Anglii :watpliwy: Kurcze, a tak chętnie bym pojechała... I to jeszcze z Wrocławia... Może by tak w marcu się spotakać, hę ;) Powiem tak, jak jakimś cudem będę wtedy w Polsce, to się zapiszę na pewno :roll:
  13. Dokładnie, udaj się do dobrego radiologa (i to takiego, który ma prawo orzekania o dysplazji)i wyajśniaj sprawę. Spróbuj też koniecznie wyciągnąć szczególnie to starsze zdjecie, bo może się okazać, że było źle zrobione bądź źle odczytane. Moim zdaniem uraz mechaniczny może dać obraz wywichnięcia głowy kości udowej czy zmienić stan stawu, a owe zmiany mogą doprowadzić do zwyrodnień...ale czy można to wtedy nazwać dysplazją(??). Bo dysplazja jako taka jest chorobą genetyczną, a Twoja, jeśli rzeczywiście "pourazowa", nie ma prawa przejść na potomstwo. Dlatego jeśli owe zmiany (jakiekolwiek by nie były) są wynikiem wypadku, nie powinno być żadnych przeszkód prawnych przy dopuszczeniu psa do hodowli (oczwiście jeśli nie będzie przez to zadnych przeciwskazań medycznych).
  14. Dokładnie, spróbuj zmiękczyć karmę(tylko nie mlekiem!) lub dodać trochę oleju rzepakowego (wszystkie moje psy chętniej jedzą taką natłuszczoną karmę, a olej poprawia przy tym kondycję skóry i włosa). [QUOTE]bo miał łupież i strasznie się drapał[/QUOTE] Czy łupież i świąd ustały, kiedy przestaliście go dokarmiać ze stołu? Bo jeśli nie, to może rzeczwyście piesek źle reaguje na tę karmę (np ma alergię).
  15. [QUOTE]A czy można obciąć tak kapcie na "niedźwiadka" że paznokcie widać ?[/QUOTE] Pewnie, że tak - możesz wycinać jak chcesz, byle nie ze skórą :eviltong: Z tego co wiem, to od spodu i z między paluchów, to wycina się wszystko (im mniej tam włochów tym lepiej). A od góry i po boczkach to wedle uznania ;)
  16. Wydaje mi się, że Szon jest po prostu o Ciebie zazdrosny. No wiesz, jak ona śmiała polizać jego pancię! :evil_lol: Wiesz, jeśli to Ty jesteś punktem zapalnym, to może lepiej, żeby to np Twój ojciec puścił psy (może o niego nie będzie takiego buntu). Jakby to delikatnie napisać... ;) Przy zapoznawaniu psów eliminuje się wszelkie elementy powodujące konflikt (jedzenie, zabawki...pancię?). Może będzie lepiej jak na początku nie będziesz z nimi na działce? A przynajmniej nie będziesz miała z żadnym z nich bezpośredniego kontaktu... A jak Saba zareagowała na ten nagły atak ze str kurdupla? [QUOTE]Czy ja mam w takiej sytuacji zawrócić z nią czy ją na siłe przytrzymać i przeczekać?[/QUOTE] Mi przychodzi do głowy pewien pomysł...chociaż trochę ryzykowny. Ja tak robię z moją Fazą jak na dworze strzelają (ona potwornie boi się huków) i są efekty. Tylko do tego musisz spuścić psa ze smyczy. Jak tylko coś strzeli, Faza wpada w amok i chce uciekać ile sił w nogach. Jeśli akurat jest na smyczy, to nie da się nad nią zapanować. Ale co ja wtedy robię (oczywiście na bezpiecznym terenie-bez żadnych samochodów itp) - spuszczm sukę. W pierwszym odruchu leci przed siebie, ale jak tylko widzę, że pierwszy amok przechodzi, to albo ją wołam (jakby nigdy nic przywołuje tylko do siebie psa na spacerze) i mocno nagradzam za przyjście, albo zwyczajnie idę spokojnie dalej - z reguły przy pierwszym zakręcie ona sama do mnie wraca (za każdą próbę skierowania się w moją str nagradzam i wyciągam smaki), bo ma do wyboru, albo zostać w strasznym miejscu sama albo ze mną. Kiedyś jak słyszałam huk, to tylko mówiłam "no i po spacerze", sama się denerwowałam,próbowałam psa uspokajać,albo przywoływać "chisterycznie" kiedy tylko zaczynała uciekać. A jak czasem podchodziła, to łapałam na smycz. Owocowało to niczym - przypadkowy wystrzał rzeczywiście kończył spacer paniczną ucieczką przed siebie, co było szalenie niebezpieczne. W końcu troszkę podrosłam, doedukowałam sie ;) i poszłam po rozum do głowy i zaczęłam nad Suką pracować. Obecnie doszłyśmy do tego, że strzał wcale nie kończy spaceru, a powoduje tylko chwilowy przestrach (co innego oczywiście jak walą całymi seriami, ale wtedy i tak mam jako taką kontrolę nad psem). Wracając do Saby. Mówisz, że wszystko to dzieje się w pobliżu jej podwórka. Może więc warto ją spuścić ze smyczy, albo skonstruować na tyle długą linkę, zeby Saba mogła swobodnie sobie uciec bez ciągnięcia Ciebie za sobą. A Ty wtedy po prostu rób swoje, aż do momentu, w którym zobaczysz, że pierwszy amok ucieczki minął. Wtedy zawołaj ją jakby nigdy nic. Mówisz, że ona nie chce brać smakołyków. A co dajesz? Pasztet, kiełbaskę? Jeśli to jest coś naprawdę pysznego, a ona nie bierze, to znaczy, że jest zbyt zestresowana. Że boi się na tyle, ze nie chce jeść. A to znaczy, że nie jest gotowa na smaki, bo dając jej jeść w tak stresowej sytuacji, nagradzasz ją za strach. Musisz poczekać aż ona uspokoi się na tyle,że będzie w stanie myśleć i dopiero wtedy cokolwiek zaczynać. Jak pies jest przerażony, spanikowany, to nie mysli. I wtedy niczego nie zdziałasz...a możesz tylko pogorszyć sytuację. Najlepiej wtedy nie robić nic. Tylko wyłapać moment, w którym pies włącza myślenie. Wtedy spróbować jakąś komendę i sowicie za nią nagrodzić. I małymi kroczkami. Najpierw wystarczy, ze suka do Ciebie wróci - nagródź i też spokojnie zawróć i idź w "jej stronę". Ale spokojnie, bo przecież Ty nie uciekasz. Kawałek dalej możesz gdzieś skręcić i zachęcić sukę, żeby poszła za Tobą. Stwórz sytuacje, w których to "ona sama" podejmie decyzję towarzyszenia Ci. Wiesz, taka propozycja nie do odrzucenia ;)
  17. [QUOTE]jeszcze troche to potrwa i na wiosne idziemy biegac,wszyscy,co?[/QUOTE] No ba! Moje zdanie znasz :multi: Tylko ja proponuję,żeby to psy biegały, a nie my ;), bo z moją kondycją to jest tak, że jej po prostu nie ma :eviltong: Padnę Wam gdzieś po drodze i będziecie musiały mnie zbierać :evil_lol: albo dać psom na pożarcie [QUOTE] Był troszkę w szoku[/QUOTE] Hihi no ja się nie dziwię :diabloti: Pewnie się zastanawiał gdzie jest haczyk :lol: [QUOTE]ale wykorzystał swobodę i uwolnienie ze smyczki. Inny pies, radość w oczach ... a to dopiero początek [/QUOTE] Łiiii, kurcze no niby wiem, bo byłam tam, ale i tak jak czytam to mi się japa szczerzy :loveu: Strasznie się cieszę, że te nasze posty teraz tak wyglądają :multi: Ale tfu tfu przez lewe ramię...nie, żebym przesądna była, ale...po co zapeszać ;)
  18. [QUOTE]"Ilu weterynarzy tyle opinii." Chodziło mi o opinię na temat lekarzy, a nie na temat wydwanych przez nich opinii[/QUOTE] Aha, ups :oops: sorki [QUOTE] lepiej by wszyscy się ze sobą zgadzali. Przynajmniej wiedzielibyśmy na czym stoimy.[/QUOTE] O taaak, pięknie by było :) Ale niestety już w liceum uczyli nas czym jest utopia ;) Niestety, ale sporo wetów jest po prostu nieuczciwych. Część nie chce się przyznać, że czegoś nie wie i eksperymentuje na zwierzętach (o czym się z przerażeniem przekonałam zwłaszcza kiedy miałam szczury i króliki), a część zwyzcajnie myśli tylko o kasie... I robią tego biednego właściciela w balona. [QUOTE]pies byl diagnozowoany u 3 swietnych specjalistow - w naszym przypadku nie mielismy rozterek - wszyscy zalecili wlasnie ten zabieg.[/QUOTE] Tylko pozazdrościć (jak widać czasem jednak utopia funkcjonuje ;) ). W Twoim wypadku zabieg był ewidentnie dobrany do pacjenta i bardzo dobrze, że został wykonany (ja przecież nie mówię, że Nigdy nie należy go wykonywać - po prostu bardzo często wykonuje się go zupełnie niepotrzebnie) Wandalka17 rozumiem, że masz związane ręce...Samej mi sie zapomnialo, kiedy byłam zależna od rodziców. Zapomniał wół...i takie tam. Ale widzę,że naprawde robisz wszystko co w Twojej mocy i, że Ci zależy :thumbs::modla: Walcz o psiaka, bo warto! :loveu: Mam nadzieję, ze cała ta historia zakończy się pomyślnie i, że w wakacje będziesz mogła swobodnie szaleć ze swoim maluchem...prawdopodobnie nad jeziorkiem ;):evil_lol: I koniecznie napisz po wizycie u dra Fabisza, bo Twój psiur ma tu już swój prywatny kibicujący fanclub :cool3:
  19. Ale fajnie, że się psiaki do siebie przyzwyczajają :multi: Wydaje mi się, ze możesz spróbować puscić je razem na działce. Jednak najpierw pójdź z nimi na spacer i jeśli będą się tak ładnie zachowywać jak ostatnio, przejdź na działkę. Obserwuj bacznie zachowania psów (a szczególnie Saby, bo to jej teren) i w razie gdyby zaczęło się robić nerwowo, skręć w bok jakby nigdy nic. Jeśli spokojnie podejdą do furtki, otwórz ją i pozwól psom wejść w takiej kolejności w jakiej będą chciały. Jeśli bedziesz się tak czuła bezpieczniej, to pospaceruj z nimi chwilkę po działce na smyczy. Potem puść oba luzem. W razie, gdybyś widziała, ze nadciąga jakieś spięcie, to (jak na spacerach na snyczy), spróbuj odwrócić ich uwagę i w ten sposób od siebie odciągnąć. Jednak z tego co piszesz, wydaje mi sie, że nie powinno być problemów.Może też być tak, że na swoim terenia Saba będzie chciała bardziej panować nad sytuacją niż podczas spacerów na obcym terenie. To jednak normalne. Powinnaś pozwolić jej pokazać małemu kto tu rządzi, jeśli będzie tego chciała. Co do wkładania rąk przez płot, to niestety, ale jak się "po wsi" rozniesie, że masz przyjaznego psa, to takich sytuacji będzie więcej :mad: Możesz tłumaczyć i mówić, że sobie nie rzyczysz, ale czy to coś da... I masz rację, fajnie, że Saba tak przyjaźnie na to reaguje ;) karjo2 też uważam,że ostro przesadzasz. Pewnie, że niebezpieczenstwo zawsze istnieje, ale nie można przecież zamknąć psa w komórce(oczwyiście murowanej) bez drzwi i okien (bo przecież drzwi można wywarzyć, a okno rozbić) ;) U mnie np jak tylko jest ciepło, to drzwi od ogrodu są całymi dniami otwarte i psy swobodnie sobie wychodzą i wchodzą do domu. I przecież nikt nie sterczy w oknach obserwując bez przerwy, jak psy akurat są na dworze... A mojej koleżance za to otruli psa jak był na działce z jej ojcem. Ojciec coś tam majstrował przy jakimś stole czy innym meblu. Mówił, że nawet nie widział, żeby ktoś przechodził obok, a jednak psa otruto. Bo był duży, czarny (sznaucer olbrzym) i widoczine komuś przeszkadzał. Łatwiej już chyba jest nauczyć psa nie zbierania żarcia z ziemi i nie brania niczego od obcych, niż zapewnienie mu takich środków ochronnych o jakich Ty mówisz... Aha, jeszcze co do facetów na rowerach. Jak widzisz, ze zbliża się "ten typ", to po prostu wyciągaj smaki i karm sukę, aż obiekt nie zniknie z pola zainteresowania - tworzenie pozytywnych skojarzeń.
  20. Za małe te zdjęcia, nie odważę się niczego powiedzieć :sad: sorry Poza tym czy te zdjęcia są w ogóle prawidłowo zrobione? Do dra Siembiedy probponuję Ci może najpierw osobiście zadzwonić: 0713452102, 0713452099 i z nim pogadać. Mam nadzieję, że zgodzi się zerknąć na nie okiem. Nie wydaje mi się jednak, żeby chciał za to jakąś kasę,ale pewności nie mam. A co jeśli się okaże, że zdjęcia są zrobione źle? Skąd jesteś? Nie dałabyś rady wyrwać się na jeden dzień do Wrocławia (przecież pociągiem można spokojnie psy przewozić). Mogłabyś sobie tak wszystko poukładać, żeby zrobić zdjęcie i od razu podjechać na konsultacje do np Bieżyńskiego i Niedzielskiego. Wtedy będziesz miała spokojną głowę i o wiele łatwiej będzie Ci podjąć właściwą decyzję. Aha, zapytałam dra Niedzielskiego o te pectinectomię.Powiedział, że ten zabieg ma sens jeśli: 1)jest wykonywany u bardzo młodego psa, ok 16tyg, u którego zazwyczaj rzeczywiście nie ma wielkich zmian i ze stawami można jeszcze dużo wypracować odpowiednimi ćwiczeniami 2)decyzję o wykonaniu i sam zabieg podejmuje się wykonać znający się na sprawie lekarz (np właśnie dr Janicki ), bo: a)często podcięcie samego mięśnia grzebieniowego nie wystarczy, bo pies mający za luźny staw, po takim zabiegu będzie miał szerszy rozstaw nóg, ale nadal w zbyt luźnym, latającym stawie i to zwyczajnie nic nie da b)dlatego wspomaga się to przecięciem mięśnia odpowiadającego za obracanie się kości w biodrze (dzięki czemu kość udowa mniej lata), ale tego już nie wykonują wszyscy lekarze c)często tacy "przydrożni" lekarze nie odnerwiają nawet stawu d)duża liczba wetów nie dostosowuje zabiegu do pacjenta, ale pacjenta do zabiegu, który akurat umieją wykonać (wiadomo - kasa, bo przecież właściciel i tak się nie zna) e)a później trafiają do niego takie psy z bezsensownie popodcinanymi mieśniami. 3)ten zabieg w żaden sposób nie poprawi stanu stawów,a odnerwienie dolnej części panewki uśmierzy tylko ból,ale nie rozwiąże problemu...szczególnie u starszych szczeniaków i dorosłych psów. Żeby nie było, dr podkreślał,że nie mówi tu o żadnym konkretnym przypadku, bo nie moze nic powiedzieć o psie,którego nawet nie widział na oczy, ale ogólnie tak to właśnie wygląda. Aha, wandalka, a wet, który zaproponował Ci pectinectomię, wspominał coś o innych zabiegach wykonywanych u dysplastycznych psów (takich właśnie jak np TPO, daroplastyka, resekcja głowy czy endoproteza)? Czy poinformował Cię o tych wszystkich możliwościach, czy powiedział tylko o tym, co on sam potrafi wykonać? [QUOTE]Trzy lata temu jeszcze nikt nie wiedział o daroplastyce, nawet nie wiem czy była wykonywana.[/QUOTE] Była. [QUOTE]Podejrzewam, że za kolejne 3 lata powstaną kolejne metody leczenia, mam nadzieje ze nie tylko psów w fazie rozwoju.[/QUOTE] Daroplastyka nie powstała 3 lata temu, a to, że jesteśmy nieco z tyłu za zachodem, to...no cóż. Na zachodzie wykonuje się daroplastykę już od 10lat!Więc podejrzewam, że jeśli coś nowego się u nas pojawi, to wcale nie znaczy, że u nas to "powstanie", ale że do nas "przybędzie". [QUOTE]Ilu weterynarzy tyle opinii.[/QUOTE] Niezupełnie. Bo w moim przypadku opinie dra Bieżyńskiego i Niedzielskiego były zgodne, a jak wiadomo jest to nasza polska czołówka w tej dziedzinie. I w takim wypadku reszta "przydrożnych" opinii, choćby nie wiem jak barwnych, nie specjalnie mnie interesuje. Oczywiście wysłuchać mogę,ale mała jest szansa, żeby mieli jakieś sensowne kontrargumenty...no chyba, że do dyskusji włączyłby się taki dr Janicki, to jego wysłuchałabym z największą uwagą i poważnie rozpatrywałabym wszelkie jego zastrzeżenia. Wiadomo,że sami nie jesteśmy w stanie podjąć żadnej mądrej medycznej decyzji i dlatego ważne jest, aby wiedzieć którcyh weterynarzy warto słuchać i z którymi opiniami się liczyć. Wandalka trzymam kciuki za te "konsultacje" w sprawie zdjecia z drem Siembiedą!
  21. Aha i ps do pana dra Niedzielskiego: po pierwsze pozdrawiamy serdecznie, a po drugie życzymy sporo ubawu (chyba dobrze odmieniłam...tylko czy "ubaw" w ogóle się odmienia? :oops:) przy czytaniu naszych, pożal się boże, medycznych relacji :eviltong: Tak czy inaczej życzę uśmiania się do łez...bo chyba teraz to już Pan odnalazł ten wątek :evil_lol:;)
  22. Uhm, oświadczyłam kilka dni temu TPSie, że nie mam zamiaru przedłużać z nimi umowy i...od wczoraj aż do teraz nie miałam netu! :crazyeye: Nie chciało się połączyć i już. No tak, klient już nie jest zainteresowany współpracą, to po co o niego dbać...Ech ALE wieści u nas super!!! :sweetCyb::sweetCyb::sweetCyb::laugh2_2::Cool!::laola: Co się nerwów najadłam, to moje, ale teraz już mnie to nie obchodzi, bo na zdjeciu wyszło, że bioderka ślicznie się zrastają(aż moje niewprawne oko było to w stanie zauważyć :eviltong: ). Pan dr pochwalił za dopilnowanie Fryci ;) Powiedział, że z klateczki już można zrezygnować (ale ja tego małego diabła jednak będę zamykać w klatce, kiedy nikogo nie będzie w domu) i można powiększyć psu przestrzeń życiową. Tak,że teraz Frytlandia zwiększyła się prawie 3krotnie i obejmuje już cały pokój :multi: oczywiście nadal odywanowany. Na dłuższe spacerki nadal jednak nie będziemy chodzić. N stwierdził, że jeśli damy radę ją wynosić tylko na wysik, to tak będzie lepiej. W pokoju niech sobie łazi i całą dobę, ale na dworze to jednak zawsze jest większe ryzyko, że coś się stanie. A skąd takie środki ostrożności? Bo pan dr powiedział, że jeśli uda nam się utrzymać poziom, to za dwa miesiące po dysplazji pozostanie już tylko wspomnienie... które z czasem i tak powinno się zatrzeć, bo Frycia będzie funkcjonować jak zupełnie zdrowy pies...już zawsze :multi::multi::loveu: Oczywiście są to tylko rokowania na dzień dzisiejszy i tak naprawdę za miesiąc (na nast kontrolnym RTG) dowiemy się czy nam sie udało. Później czeka nas przywracanie psiaka do normalnego funkcjonowania, odbudowywanie mięśni, ale to nie powinno trwać dłużej niż miesiąc. I po tym już Frycia będzie funkcjonować bez żadnych ograniczeń...a my będzimy mogli ją eksploatować ile wlezie :evil_lol: Oczywiście tak czy inaczej postaramy się zapewnić małej jak najwięcej pływania, ale będziemy też psa męczyć zabawami, biegami, aportem i oczywiście szaleństwami z innymi psami ;):lol: Ale teraz wdech-wydech, trzeba opanować euforię i uzbroić się w cierpliwość, bo to jeszcze trochę czasu zajmie... Aha, zapomniałabym - nie potrzebujemy też żadnych specjalnych zajęć rehabilitacyjnych ;) Co szczerze mówiąc przyjęłam z dużą ulgą, bo z kasą ostatnio jakoś tak coraz gorzej i gorzej... :eviltong: Widzę, że ewula jeszcze się nie odezwała...ja tam z nią byłam i wszystko wiem :eviltong: Ale nie powiem, bo nie chcę kobiecie odbierać pałeczki ;) [SIZE="1"]Tylko mimochodem wspomnę, że czekamy dziewczyny na relacje z pierwszego spacerku [/SIZE]:loveu::evil_lol: [SIZE="1"]Ale jakby co, to Wam niczego nie doniosłam ;)[/SIZE] [QUOTE]eśli pozwolicie, mam pytanie w spr. daroplastyki, pectinectomii. Jak to jest, ze wiek kwalifikujący do tego zabiegu jest ciągle wydłużany. Wcześniej górna granicą było 9 mies., potem określono do 12 mies a teraz czytam już o operacjach psiaków 15-16 miesięcznych. Czy w tym wieku można liczyć na miarodajne efekty ? Czy warto się tego podejmować, w końcu wiąże się to z cierpieniem psa, nie krótkim unieruchomieniem, rehabilitacja ?[/QUOTE] Po pierwsze czy jest wydłużany czy nie, ja nic o tym nie wiem. Jest to jednak możliwe, bo zwyczajnie weterynaria jak każda inna dziedzina idzie do przodu (na szczęście!) i coraz więcej zbiera się danych... Rozmawiałam na ten temat z dr i tak jak przypuszczałam, te granice są określane na podstawie średniego wieku, w jakim pojawiają się różne zmiany u psów. Jest to tylko jakiś ogólny onośnik. Dana statystyczna. Dlatego nie należy się jej sztywno trzymać, tylko traktować każego psa jako indywidualny przypadek i dopasowywać leczenie/zabieg do stanu stawów, a nie metryki zwierzęcia. Tak np u mnie... Zakłada się, że rozwój kośćca kończy się koło 12 mies życia psa,a Frycia w wieku 15mies nadal miała niezrośnięte spojenie łonowe. Poza tym dwa razy młodszy Jachar(który mieści się w tej umownej granicy wiekowej) miał o wiele gorsze zmiany zwyrodnieniowe niż moja Frytka (wychodząca już chyba poza wszystkie wytyczne).To jest medycyna, a nie matematyka - nie ma jednego wzoru określającego cały zbiór przypadków ;) Tak, że jeśli stan stawów pieska na to pozwala, jak najbardziej można liczyć na miarodajne efekty. [QUOTE]wiem, ze to 2 rozne zabiegi, ale Goś pisala wczesniej o mozliwosci zastosowania u swojego psiurka tych 2 wlasnie metod.[/QUOTE] Te dwa zabiegi to była daroplastyka i TPO (mieliśmy nadzieję, że będzie można zrobić, bo wydawało się, że zmiany zwyrodnieniowe są na tyle niewielkie, że "pozwolą" na przeprowadzenie tego zabiegu; jednak po otworzeniu pieska pokazały się rzeczy, które nie wyszły na zdjęciach - pamietaj, że moja Frycia to mały, leciutki piesek, a większość dysplastyków, to jednak przedstawiciele ras dużych i srednich), anie (broń boże) pectinectomia. Ten ostatni zabieg, odrzuciłam już na wstępie, tuż po pierwszej orientacji w terenie ;)
  23. Dobrze wyczytałaś. Nie pocieszaj głosem i nie głaszcz kiedy ona sie boi, bo ona przecież nie rozumie, że ją pocieszasz - w ten sposób tylko utwierdzasz ją w przekonaniu, ze jest się czego bać. I nie dawaj smakołyków, bo nagradzasz ją wtedy tylko za taką reakcję. Siądź,stój, czytaj książkę - rób cokolwiek, byle byś była zrelaksowana. Pokaż jej swoją postawą, że nic sie nie dzieje. Ignoruj jej niepożądane zachowania. Kiedy Cię zaczepi, trochę zrelaksuje, odpuści choć na chwilę - wtedy nagródź, pogłaszcz, daj smaka, zachęć do zabawy. Ale rżnij głupa zawsze, kiedy ona sie boi - jakbyś w ogóle nie wiedziała, nie zauważała o co jej chodzi, Ty tam nie widzisz niczego, czego moznaby się bać. Na razie spróbuj ją zrelaksować w punkcie, którego ona się tak boi. Nie próbuj go przekraczać. Na razie spraw,żeby ona sie tam wyluzowała ;) A tak na przyszłość to jest jeszcze jeden sposób, ale do tego musisz spuścić psa ze smyczy. Ja to zrobiłam w drodze do weta, kiedy moja suka odmówiła dalszego mi towarzyszenia. Kiedy ona się położeła na ziemi i powiedziała, że dalej ze mną nie idzie, ja ją odpiełam ze smyczy i po prostu sama poszłam. Nie doszłam do pierwszego zakrętu, a pies już był przy mnie :eviltong: Oczywiście dostała duuużą nagrodę. I później nagradzałam ją przez resztę drogi i u weta...Po prostu dałam jej wybór - iść ze mną w miejsce, którego się boi lub zostać samą.
  24. [QUOTE]Niezbyt często proponuje się [I]daroplastykę [/I]u 4-5 miesięcznego psa u którego zmiany dysplastyczne są lekko rozwinięte, a tym bardziej jak piszesz - występuje spłycenie panewki.[/QUOTE] To ja tylko poprawię [I]TPO[/I] nie daro ;) Żeby kogoś czytającego z boku nie skonfudować ;)
  25. Natalia, to co mi własny rozum podpowiada... Twój pies miał 4mies jak zaczęliście nad nim pracować, był młodziutki, szczeniak w intensywnym etapie rozwoju - z takim pieskiem rzeczywiście można Wiele zrobić. Frycia w momencie odkrycia dysplazji miała 14mies - już po etapie wzrostu. Coś na pewno możnaby było zrobić, tylko ile byśmy zdziałali... A poza tym te "spokojne spacery" w jej wykonaniu, to karkolomne próby wyrwania się na wolność, zrobienia czegokolwiek :roll: Zachowuje się tak niebezpiecznie, że nigdzie z nią teraz nie wychodzimy mimo przyzwolenia dra na 15min spacery. Ona się na dworze zachowuje tak, że cały czas się boję czy czegoś sobie tam nie rozwali. Jest nie do opanowania. Trwa to już 1,5mies i jest coraz gorzej. Jeśli miałaby się do tego przyzwyczaić, to nie wiem ani kiedy, ani jak. Chyba tylko poprzez rezygnację, zgaszenie...a tego nie chcę. Poza tym, w naszym wypadku przez dwa tyg między pierwszym zdjeciem diagnostycznym u dra Siembiedy a zdjęciem kontrolnym tuż przed zabiegiem, zarysowało się wyraźne pogorszenie jednego ze stawów mimo,że już wtedy obcieliśmy spacery, a Frycia, jak już pisałam, miała naprawdę rewelacyjnie wyrobione mięśnie zadu. Zgadzam się też z Tobą co do wyboru lekarza prowadzącego. Jeśli chodzi o zdiagnozowanie dysplazji, to do dra Siembiedy można jak w dym(przynajmniej człowiek ma pewność, że zdjęcie zostało wykonane i opisane poprawnie), ale przepraszam, jednak uważam, że na reszcie się nie zna i ostrzegam wszystkich przed opieraniem się wyłącznie na jego opinii co do dalszego postępowania. Mi powiedział na dzień dobry, ze stan Frytki jest nieoperacyjny. I była to jedyna tego typu opinia jaką usłyszałam na teamt naszego przypadku. Wszyscy pozostali weci zgadzali się, że można coś z tym zrobić. A poradzenie Tobie TPO w wypadku, kiedy problemem jest za płytka panewka - tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Płytka panewka wyklucza możliwość wykonania TPO! Chyba, że by w niej podczas zabiegu pogrzebać, ale takie nry to robi tylko Niedzielski. No i koniec końców, ja z Frycią niedlugo przenoszę się do Anglii i zwyczajnie bałabym się jechać z "niezrobionym" psem. Bo a nuż się coś wydarzy na początku. I do kogo ja pójdę?? Nie znam wetów, nie wiem komu mogę zaufać. Nie wiem jakie będę miała na początku możliwości czasowe i finansowe(a wiadomo,że weterynarz w Anglii Kosztuje). Uważam, że rozsądniej jest pojechać z pewnym psem. Dlatego też na razie nie wiem nawet kiedy wyjadę...a raczej wiem - kiedy pan dr powie, że można ;) Że to już koniec leczenia. Że Frytka jest zupełnie zdrowa. blue.berry u nas też jest i będzie oczywiście ścisłe pilnowanie wagi! Zawsze trzeba pilnować wagi, ale u psa, który ma problemy ze stawami i jest po takiej operacji, to jest tym bardziej ważne. Pewnie,że też najlepsze karmy (tak czy inaczej staramy się ją karmić pożądnie;) ), a co do wspomagaczy, to się jeszcze okaże. Za wcześnie wyrokować co będzie potrzebne. Pracować nad przywróceniem mięśni zadu tez oczywiscie będziemy - jędrny tyłeczek to podstawa :lol: Tylko,jak już pisałam wyżej, te spokojne spacery mi tu zupełnie nie pasują. Nie do tego małego ping-ponga jakim jest Frycia ;) [QUOTE]e zal mi ludzi mieszkajacych w miejszych miejscowosciach ktorzy sa zdani na jednego weterynarza. ze dobrze ze jest internet gdzie mozna podyskutowac i wymienic sie radami. [/QUOTE] Ja zawsze cieszyłam się, ze mieszkam we Wrocławiu, ale teraz to modły dziękczynne rodzicom skladam, że ostatecznie tu się osiedlili ;) Naprawdę mam ogromnego farta. Przecież gdybym była w tej samej sytuacji,a mieszkalabym w jakimś innym/malym mieście, bez auta - masakra. Też szczerze współczuję osobom z małych miejscowości i podziwiam je tymbardziej jeśli jednak w razie poważnych przypadków nie szczędzą wysiłków, żeby ich psy znalazły się w jak najlepszych rękach. I masz rację - dzięki za wynalezienie netu i dogomanii :lol:;) [B]Wandalka17[/B] napisz jak się trzymasz i co tam u Was słychać!?! Jakie nowości?? Byłaś u tych wetów? Co mówili? Bo my tu gadu-gadu, a Ty zamilkłaś, nie wiemy co się tam z Wami dzieje i się martwimy ;)
×
×
  • Create New...