-
Posts
2911 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Goś
-
Matko, kilka dni mnie nie było a tu takie nowości... Ewula trzymaj się mocno i nie łam dziewczyno! Jak się mam miękkie serce to trzeba mieć...no. A jak się do tego ma pecha do chorowitych zwierzów to i nerwy też muszą być ze stali. Coś o tym wiem ;) Najpierw może słówko o tym Jacharowym wypadzie na wolność. Skoro nie ma żadnych widocznych zmian,to sądzę, ze nie masz sie czym martwić. Jednak wydaje mi się,że potwórka z rozrywki jest dość prawdopodobna. Szczególnie, że pierwsza próba zakończyła się sukcesem. Ja właśnie dlatego, że pokusa przestrzeni jest zbyt wielka, nie wychodzę z Frytką na spacery w ogóle,tj tylko sik i do domu. Mimo, że pan dr już pozwolił na 15min dreptanie, uważam, że w obecym stanie jest to zbyt ryzykowne.Ona po prostu nie chce chodzić - ona chce biegać! Jeszcze teraz,przy tym śniegu...Dlatego zamiast wychodzić z nią na dwór, wypuszczam ją z klatki. Wiem, ze jesteśmy jeszcze na wcześniejszym etapie rekonwalescencji i pies mniejszy,ale i pancia przesadza w zachowywaniu środków ostrożności (tak przynajmniej twierdzi mój chłopak ;p). Jeśli masz ogród, to może po prostu na razie wyprowadzaj go tylko tam.Do czasu aż pan dr powie, że można sobie pozwolić na bieganie. Ja wiem, że może to i głupie łazic z psem w koło domu,ale jednak bezpieczniejsze(szczególnie, że nie ma lodu schowanego pod śniegiem). Pogadaj może jednak jutro z Niedzielskim (bo u niego robisz kastrację, tak?) - to Cię uspokoi i da jakieś wytyczne. Właśnie co do kastracji, to podpisuję się pod wypowiedziami LALUNY (jeśli można oczywiście;) ). Nie ma co spychać tego jąderka i ryzykować ewentualnych powikłań, bo zwyczajnie po co? Lepiej je po prostu wyciąć. Dobrze, że robisz to teraz, kiedy Jachar i tak ma ograniczony ruch. Ale z wycięciem drugiego jąderka to też bym poczekała aż psiak jeszcze trochę podrośnie. Tak na zdrowy rozum, to jednak jest ingerencja w gospodarkę hormonalną,a wiadomo,że mają one spory udział w frozwoju zwierzęcia. Pies po kastracji dochodzi do siebie praktycznie natychmiast, o wiele szybciej niż suka po sterylce (bo jest to tylko zabieg "zewnętrzny", a nie operacja w jamie brzusznej). Dlatyego wycięcie tego drugiego jąderka za te kilka mies nie pociągnie za sobą ponownego specjalnego unieruchamiania psa. Od razu jednak zaznaczę, ze osobiście psa po kastarcji nigdy nie miałam (raczej preferuję babeczki ;) ),ale pokastrowałam kilka królików i szczurów i obserwowałam różnice w samopoczuciu samców i samic po sterylkach. No troszkę czytałam na ten temat i rozmawiałam z wetem. Tak,że jakieś tam pojęcie w temacie mam. Tak czy inaczej trzymaj się ciepło Ewula. Przesyłam głaski, zarówno dla Jachra, jak i dla Ciebie ;) ... Bo obecnie to jednak chyba Tobie bardziej się należą :calus: Aha, a co do reaowania na cofnięcia w rozwoju naszych pupili... To niestety, ale prawda jest taka, że choćby nie wiem jak potężny Szlag Cię Trafiał, to musisz próbować zachować spokój. Krzyczenie i karanie w niczym nie pomoże, a wręcz może zaszkodzić (szczególnie w takich sytuacjach kiedy jednak mimo potężnej pokusy pobiegania Wreszcie na wolności, Jachar się przemógł i do Ciebie wrócił-spróbuj spojrzeć na sytuację z jego strony;) ). Jak pies się "cofa w rozwoju", to powinnaś też się cofnąć w wychowywaniu. Jeśli posikuje (z takich czy innych powodów), to znowu zwiększ ilość spacerów. Niech każde wypuszczenie z klatki zaczyna się wysikaniem, za które pies dostaje nagrodę.Niestety, ale to jest najbardziej skuteczna metoda:roll: A tak poza tym, to skoro Jachar miał już raz zapalenie pęcherza, to może warto sprawdzić czy coś mu tam choroba nie nawraca... Trzymam kciuki za jutrzejszy dzień!
-
Eno, jak to jest, ze Focusikowi szybciej sierść odrasta niż Frytce??!! :mad: No dobra, wiem, że z niej taki spaniel, jak z koziej .... waltornia, ale i tak zgłaszam sprzeciw! :eviltong: Rzeczywiście dupka Focusa wygląda rewelacyjnie...całkiem zgrabny ma tyłeczek :diabloti: I królestwo też niezłe, nie powiem - leży sobie król na czerwonych dywanach ;) A to: ImageShack - Image Hosting :: dsc00070dc8.jpg łiiii jaki słodki!! :loveu::loveu: Śliczne maleństwo z niego było. A teraz to co...tylko śliczne pozostaje :cool3: Kurcze aż się chce na te dwa ostatnie zdjęcia patrzeć i patrzeć! Muszę odgrzebać stare zdjęcia Fryciola ;) Nie powiem, ze ona też była kiedyś mała, bo nadal jej się specjalnie od ziemi nie odrosło, ale na pewno była słodsza niż obecnie :evil_lol: Żarcik taki, Frytek nie obrażaj się, dalej masz w sobie to coś :lol:
-
Ok, macie rację - za duży skrót myślowy. Nie chciałam się jeszcze bardziej rozpisywać i głupota wyszła ;) Chodziło mi o to, że zdrowy psychicznie pies (=zrównoważony, bez złych przejść) raczej nie boi się innych psów tylko dlatego, że szczekają w oddali... A pies dobrze zsocjalizowany uwielbia zabawy z innymi psami. Nie mówię też, że ze wszystkimi, bo wśród psów, jak wśród ludzi - zdażają się sympatie i antypatie. Jednak większość psów lubi sobie poszaleć, prawda? I bardzo chętnie to robi zarówno z człowiekiem, jak i innym zwierzakiem. Tak przynajmniej powinno być. Do tego przecież dążymy, wychowując nasze szczeniaki... Sorry, że tak głupio mi sie napisało i dzięki, że to wychwyciłyście
-
Pamiętaj, że to, że ona teraz boi się spacerów, nie oznacza, ze ich nie polubi! Ona po prostu jeszcze nie wie, że je uwielbia! ;) A tak serio, to wygląda jakby Saba rzeczywiście miała jakieś złe wspomnienia. Ma zakodowane w mózgu jakieś złe skojarzenia ze spacerem, więc po prostu trzeba jej ten czerep przeprogramować. Musisz ją przekonać, że spacery są suuuuper. A wiadomo, że z psami tak, jak z chłopami - przez żołądek do serca. Weź kieszeń pełną pysznego żarcia i karm ją przez całą drogę. Będzie to miało podwójnie pozytywny skutek - po pierwsze suka nauczy się koncentrować na Tobie swoją uwagę, a po drugie z czasem spacery zaczną się jej coraz lepiej kojarzyć. Proponuję zupełnie odstawić karimenie z miski. Całą dzienną porcję żarcia niech dostaje poza podwórkiem. Zacznijcie od niewielkich dystansów.Kiedy zobaczysz, że do jakiejś odległości Saba jest zrelaksowana, pobaw się z nią tam trochę, poszamocz, nagłaszcz, wynagradzaj i takie tam. Ważne, żeby wyjście było czymś fajnym. Tylko nie za dużo na raz. Powoli. Nie od razu na dłui spacer. Jak przebrniecie przez pierwszą strefę ;) znowu jedzenie w kieszeń i do strefy drugiej. I tak dalej. Najlepiej kup też taką długą (np 10m) linkę, zeby w w każdej chwili mogła sobie baba coś powąchać, jeśli przyjdzie jej na to ochota. Żeby polubiła buszowanie w krzakach i wąchanie wielkiego świata. W tym czasie ćwicz też przywoływania (taka linka świetnie się do tego nadaje). Jeśli ma się płochliwego psa, to bardzo ważne jest aby nauczyć go odwoływania w każdej sytuacji. A co do psów... To zastanów się może czy nie masz wśród znajomych jakiegoś dobrze zsocjalizowanego, spokojnego psa. Bardzo by jej to pomogło w budowaniu zdrowych relacji z innymi przedstawicielami własnego gatunku. Niestety, bidula ma za sobą jakieś smutne przeżycia. Jednak pamiętaj, że jej zachowanie nie jest normalne. Każdy zdrowy pies uwielbia się bawić z innymi psami i latać po łąkach.Nie ma więc co utwierdzać ją w przekonaniu, że świat jest zły i niebezpieczny. Musisz jej pokazać, że przy Tobie nic jej nie grozi i, że wspólne wyprawy to wielka frajda.Ona tego chce...tylko się boi ;) Masz kawał roboty do odwalenia, to prawda. Ale warto!
-
Jak najbardziej, jest naprawdę Sporo racji w tym co piszesz. Mam tylko jedno "ale" [QUOTE]Jeden pies może praktycznie nie chodzić, a drugi może nie czuć bólu i żyć normalnie[/QUOTE] Niestety bywa też tak,że pies ten ból odczuwa, tylko nic nam o tym nie mówi :sad: Czytałam o przykładzie młodego owczarka, którego właściciele byli przekonani, że mają bardzo statecznego przedstawiciela tej rasy. Pies nigdy nawet nie kulał - po prostu był...opanowany. Po operacji (nie pamiętam dokłądnie której) na dysplazję,okazało się jak bardzo byli w błędzie. Pies zaczął szaleć za wszystkie czasy :evil_lol: A nigdy wcześniej nie pokazał, że coś go boli... Niestety, ale pies odczuwający chroniczny ból...często "od zawsze"...przyzwyczaja się do niego i myśli sobie, że to normalny stan rzeczy, więc i za bardzo się z tym nie obnosi. I wtedy niestety nam się tylko wydaje, że nasz pupil tego bólu nie odzcuwa. Aż do momentu nagłego pogorszenia, kiedy rzeczywiście ból staje się nie do zniesienia,nawet dla takiego weterana...Tylko czy wtedy nie jest już za późno... Niestety, choćby nie wiem co, decyzja o tak poważnej operacji, zawsze jest diabelnie trudna. I nigdy nikt się nie dowie, co by było gdyby postąpiło się inaczej....
-
A ja do Pana zadzwoniłam i już wczoraj mieliśmy się spotkać we Wrocławiu (bo teraz trochę poza granicami miasta bytuję) przy okazji wizyty u Niedzielskich. Niestety koń pana Sebastiana dostał kolki i musieliśmy przełożyć odebranie leku na dzisiaj. Tak, że dzisiaj wieczorkiem już będę mogła małą naszprycować lekarstwami :diabloti: Ewula, może zadzwoń tam do nich i dowiedz się co i jak. A w jaki sposób ten Cortaflex do Ciebie podróżuje? Kurierem czy Pocztą naszą kochaną Polską? Bo jak to drugie, to uuuu możesz sobie jeszcze poczekać do nowego roku :angryy: Dla nas p. S. był bardzo wyrozumiały, bo okazalo się, że oni sobie postanowili zrobić do 9.01 przerwę, ale "skoro piesek tak potrzebuje, to nie ma wyjścia" :razz: Taki miły Pan - miałaś rację Uru... Oprócz tego Cortaflexu kupiliśmy też inną karmę - Hill'sa j/d. Jak tylko wmusimy w małą resztę Royala, to wypróbujemy tę... Oby jej smakowała!! :modla: Na razie Fryciolowe boki wyglądają tak: [img]http://i43.tinypic.com/b8l54n.jpg[/img] i tak: [IMG]http://i40.tinypic.com/azgq46.jpg[/IMG] Chyba dobrze...No i łyse placki zaczynają zarastać :multi: Obecnie cała nasza uwaga jest skupiona na wyłuszczaniu rudemu potworowi, że nie, zdrowa jeszcze nie jest i NIE, Skakać Nie Wolno!! ;P No i cały czas próbujemy czymś ją zajmować. Teraz jest na etapie pożerania wielkiej, pysznej, wędzonej, cudownej i...potwornie cuchnącej kości! :cool1: W całym pokoju wali niemożebnie, ale za to jaki psiak szczęśliwy! :eviltong:: [img]http://i42.tinypic.com/6syl2s.jpg[/img] Hyhy, ale Pancia też się musi nieco nawyzłośliwiać - a co, też mi się coś należy :cool3: I pstryknęłam małej princessie paskudną fotkę jej wstrętnego tyłka :diabloti: A to przedstawiam Wam Księżniczkę Fionę Nocą :evil_lol: [img]http://i43.tinypic.com/96c9ix.jpg[/img]
-
[QUOTE]nie wyobrażam sobie mojego szalonego pudla na smyczy przez całe życie bez aportowania, biegania, skakania i agility[/QUOTE] O! to to!! :evil_lol: ;) A tak z ciekawości - napiszesz coś więcej o Waszym przypadku?
-
Racja z tymi zdjęciami! Jeśli masz blizej do Wrocławia niż do Warszawy, to polecam zrobić ponownie zdjecia u dra Siembiedy (jeden z kilku wet w Pl, który ma uprawnienia do orzekania o dysplazji). Jednak nie bazuj później na jego opinii odnośnie leczenia psa ;) U niecgo tylko zdjęcie i z tym zdjęciem do Niedzielskiego. Dr Siembieda stwierdził, że przypadek Frytki jest nieoperacyjny, a jakoś zabieg miałyśmy ;) Powodzenia życzę. I daj znać jak już coś będziesz wiedziała...No i pytaj w razie potrzeby!
-
A u jakiego weta byłaś? I skąd jesteś? Bo może przydałoby się udać do jakiegoś poważnego specjalisty chirurga-ortopedy... Dziewczyna z tego wątku (ewula): [url]http://www.dogomania.pl/forum/f326/stwierdzona-dysplazja-co-dalej-124073/[/url] miała jeszcze gorszą sytuację od Twojej. Jej psiur miał jeszcze poważniejszą dysplazję, bo E i z mocno już rozwiniętymi zmianami zwyrodnieniowymi, a mimo to dr Niedzielski z Wrocławia podjął się zrobić daroplastykę. Było to już z miesiąc temu. Obecnie po kontrolnym RTG staw wygląda naprawdę dobrze, psa energia roznosi, a za miesiąc będzie mógł już swobodnie, bezpiecznie i bez bólu szaleć na spacerach. Ja osobiście też właśnie zrobiłam daroplastykę mojej 15mies spanielki u tego dra. Nikt poza nim jakoś niespecjalnie się kwapił do "naprawiania" tak "starego" psa. We Wrocławiu warto też skonsultować się z dr Bieżyńskim (również świetny specjalista w tej dziedzinie). Wiem, że jest jeszcze ktoś w Warszawie, ale sama nie miałam styczności, więc nie mogę się wypowiedzieć. Pektinotomia naprawdę jest już zabiegiem raczej przestarzałym i nie dającym tak rewelacyjnych rezultató jak daro czy TPO. Dlatego jeśli poradził Ci ją Twój wet, to najlepszy dowód na to, że jest trochę "do tyłu" w tej dziedzinie. Naprawdę warto trochę pokombinować, bo tu chodzi o zdrowie i całe przyszłe życie Twojego psa. Naprawdę polecam, przejrzyj sobie ten wątek, który Ci podałam. I zajrzyj jeszcze tu: [url=http://www.dysplazja.com]www.dysplazja.com :: Indeks[/url]
-
Czyta się lekko i przyjemnie,a zawiera całkiem sporo tych najbardziej podstawowych, potrzebnych informacji. Poza tym korzystam jeszcze z tego: [url=http://www.poczytaj.pl/54399] i tego: http://www.karusek.com.pl/produkt.php?prod_id=5835&action=prod
-
uuuchm, dogo nie chce mi wyświetlić calego posta, więc podzielę go na dwa... To ja po prostu złożę swój podpis pod wypowiedzią Martens ;) I polecę też tylko jeszcze zaopatrzyć się w jakąś dobrą książkę i poczytać nieco zanim weźmiesz pieska do domu. Moje ost odkrycie w tej dziedzinie to: [url=http://www.sklep.mampsa.pl/?p=productsMore&iProduct=276&sName=Przechytrzyc-psa]Przechytrzy
-
To będzie chyba najlepsze rozwiązanie. Możesz też poszukać takich psiaków, które trafiły do schroniska niedawno (nie zatraciły jeszcze dawnych nawyków, schronisko nie zdążyło ich jeszcze za bardzo zmienić) i sporo o nich wiadomo. Powodem oddania byla np alergia któregoś z domowników, czy śmierć właściciela, wyjazd za granicę...jakieś wypadki losowe, a nie zaniedbanie czy wręcz jakieś nadurzycia poprzednich właścicieli w stosunku do psa. Ponieważ nie masz na tyle czasu, żeby psa uczyc podstaw życia w domu, ani doświadczenia, żeby radzić sobie z jego psychicznymi problemami, taki już wychowany przez kogoś piesek będzie najlepszy. Najłatwiej chyba będzie poszukać na str adopcyjnych. Ale jeśli masz czas i ochotę, to może warto przejechać się po pobliskich schroniskach i popać o takie bidy, które prosto z czyjejś kanapy trafiły do zimnego boksu. A poza tym fajnie, że tak rozsądnie podchodzisz do sprawy i nie bierzesz szczeniaka bo "taki jest słodziutki" :evil_lol: No i Powodzenia w poszukiwaniach ;)
-
A teraz słyszę jak po raz pierwszy wymusza wypuszczenie jej z klatki! :D Wiem, że to może nieco dziwaczne, ale mnie to cieszy :roll: Po prostu pozwalaliśmy jej wychodzić na poduszkę przy klatce i leżeć przy nas. Tak, zeby mogła się przytulić itp Z tym, ze teraz to jej się łazik włączył (po spacerku) i bynajmniej nie ma już zamiaru siedzieć potulnie na zadku. Kombinuje ostro jakby się tu urwać, więc poszła do klatki. I trochę ją to wkurzyło :cool1: Przeczekamy aż się uspokoi i damy zabawkę. A jutro zrobimy chyba tak, jak pan dr poradził. Spróbować odstawić przeciwbólowe. Albo chociaż dać pół dawki. Jak będą jej te łapki z lekka przeszkadzały, to jednak będzie trochę ostrożniejsza. Mam nadzieję! :eviltong: (...)Hehe właśnie byłam na górze, to ta wariatka chciała mi na nogi skoczyć jak do niej kucałam! :grins: Cieszę się okropnie, ale oficjalnie robię dydaktycznie groźną minę i nie pozwalam :x Ala mała wymogła przetransportowanie jej w lektyce do salonu, po pokój to się nudny zrobił. Rodziców Adama co prawda nie ma,ale przynajmniej krajobraz inny, no i Tora jest w pobliżu... I się mała uspokoiła! :lol: [IMG]http://i40.tinypic.com/9k8qs3.jpg[/IMG] ps: W międzyczasie też z chłopem pogadałam i się na ten Cortalfex zgodził ;) więc tym bardziej proszę Cię [B]Uru[/B] o namiary na tego faceta. Skontaktuję się z nim zaraz po świętach. *podzieliłam na 3części bo nie chciało mi takiego wilekiego pościora uznać :evil_lol:
-
Aha, a poza tym, to chyba wczoraj wieczorem mielismy przełom, bo mała jak sie wieczorkem rozbudziła, to rano wcale nie zdasła (nawet po antybiotyku :multi:).Wygląda na to, ze rudzielec wychodzi z pierwszego dołka. Na spacerach, to truchcikiem cały czas próbuje pomykać, a ogonek jak jej przy tym pracuje! Niestety dr kategorycznie zabronił wszelkiego podtruchtywania-już lepiej, zeby się szarpała na smyczy. Więc niestety będziemy się stosować :sad: A poza tym wczoraj zaliczyła pierwsze spotkanie z zabawkami po zabiegu :evil_lol: I nawet się zainteresowała... Najpierw na próbę daliśmy jej ulubioną piłeczkę-gryzaczek: [IMG]http://i42.tinypic.com/2d2hnc1.jpg[/IMG] :loveu::multi: A kiedy troszku już się znudziła... [IMG]http://i41.tinypic.com/14jvznn.jpg[/IMG] ...spróbowaliśmy czegoś nowego...: [IMG]http://i41.tinypic.com/2yotlzo.jpg[/IMG] Plastikowa trzeszszszcząca butelka w pokrowcu :evil_lol::diabloti: Chyba odkryłam jej nową ulubioną zabawkę :lol: Najpierw było delikatnie i odrobinę badawczo: [URL="http://pl.tinypic.com/player.php?v=2hnqbk3&s=5"]View My Video[/URL] A później się mała rozochociła ogarnięta żądzą niszczenia! :evil_lol: [URL="http://pl.tinypic.com/player.php?v=167ukat&s=5"]View My Video[/URL]
-
Uhm, uhm, uhm od czego by tu zacząć... ;) Może od tego, że jest dobrze :multi: Byłyśmy dzisiaj u Niedzielskiego,przejrzał małą i powiedział, że super :loveu: Szwy wyglądają dobrze, nóżki też w jak najlepszej normie :eviltong: Bo, zeby było śmieszniej przez noc ta opuchlizna zeszła!:crazyeye: Trzymała się i trzymała przez te kilka dni, a jak mielismy do pana doktora jechać, to się wsiorbała :razz: Teraz obie strony wyglądają tak samo "dobrze" i na obie strony mała się już układa :) Do tego dostaliśmy dodatkowy antybiotyk tak, że w sumie mala będzie go brała przez 7,a nie 5dni. Na szczęście roztruj żołądka był jednorazowy (tfutfutfu!) ;) i Frycia nawet karmę zaczęła jeść. Nie jakoś specjalnie chętnie,ale jednak zjada prawie całą swoją dzienną porcję (albo całą zmniejszoną pozabiegowo - zwał jak zwał). Tak, że nie wiem już co z tym zrobić. Bo dr mówił, że żadnych specyfików nie trzeba, tylko tę karmę ma jeść. I bądź tu człowieku niedokształcony mądry! :cool1: Ja tam bym dodatkowo ten Cotraflex i tak kupiła, ale muszę najpierw z chłopem pogadać, bo to jednak nasza wspólna kasa. [B]Uru[/B], a czy mogłabyś mi podać namiary do tego pana z Wrocławia,które te proszki rozprowadza? ;) Nam by to przecież starczyło na jakieś 3-4mies (Frytka waży niecałe 11kg :lol:)
-
Kurcze, WŁADCZYNI, no pewnie, ze zawsze istnieje niebezpieczeństwo. Zawsze trzeba psy mocno pilnować i zachować wszelkie możliwe środki ostrożności, ale bez Paniki! Cała masa ludzi wskakuje między psy jak tylko jeden drugiego dotknie, a to przecież nie o to chodzi. Często te psie "rozmowy zapoznawcze" wyglądają z boku(szczególnie dla tak nieobeznanej osoby)groźne, choć wcale niebezpieczne nie są.Przecież psy baaaardzo żadko już z dala merdają do siebie radośnie na powitanie (szczególnie w stosunku do nieznajomych)... Za to bardzo często muszą sobie niektóre sprawy na wstępie wyjaśnić ku (często przesadnemu) przerażeniu właścicieli. Dla przykładu Tora(z którą Frycia przez długi czas mieszkała) zawsze wita moją Frytkę dominując ją i przypominjąc kto tu rządzi, an wypadek gdyby mała zapomniała ;) Czasem ja tylko przygwoździ łapą, a czasem wręcz stanie nad małą i złapie ją za kark. Często przy tym warczy i przez pierwsze 5min nie pozwala Frytce się nigdzie ruszyć. I często osoby postronne reagowały na to dużym niepokojem. Oczywiscie my też zawsze na wszelki wypadek stoimy w gotowości,ale jeszcze nigdy nic złego się nie stało. Natomiast zawsze po takim niemiłym powitaniu, wszystko wraca do normy i suki przypominają sobie jak bardzo się kochają (uwielbiają razem się bawić,sypiają wtulone w siebie, jedzą razem bez żadnych problemów). Zwyczajnie Toba ma zasadę, że "porządek musi być! ;) Dziewczyna mocno panikuje (też taka byłam na początku ;) ), przez co tylko utrudnia psom zapoznanie. Chcę ją nieco ośmielić,a nie straszyć. Przecież za mądra baba z niej, zeby po przeczytaniu mojego posta puścić psy same i to jeszcze na terenie jedengo z nich! :evil_lol: Nie wiem dokładnie kiedy jej rodzina przeprowadza się do nowego domu, ale dobrze by bylo, zeby do tego czasu psy się conajmniej zaakceptowały, nie sądzisz? Dlatego oni muszą stawić czoła problemowi, wcześniej czy później. Oczywiscie z należytym przygotowaniem. [B]michalina88[/B]Tak jak ktoś już tu napisał, nie idźcie sobie nawzajem na spotkanie (Ty z suką i Twój tato z małym). Najlepiej jakby każde wzięło wcześniej "swojego" psa na spacer i tam po jakimś czasie spotkajcie się mimochodem. Ale rzeczywiscie najlepiej wcześniej poćwiczyć nieco posłuszeństwo i odwoływanie ;) A może masz też kogoś, kto ma większe (i sprawdzone) doświadczenie od Twojego? Kogoś, kto mógłby do Ciebie przyjechać i zwyczajnie Ci pomóc?
-
Rewelacyjne nowinki!! :loveu::multi: My zaraz właśnie wybieramy się do N... A basen z pełną pbsługą rehabilitacyjną jest właśnei u Niedzielskiego ;)
-
A jeszcze pytanko do Ciebie, [B]Satir[/B]. Tak z ciekawości. W jakim wieku jest Twój piesek?
-
Rzeczywiscie takich psów jeszcze w Polsce nie ma, ponieważ tak jak napisałaś, jest to u nas stosunkowo nowa metoda. Jednak w innych krajach są. Pewnie, ze ryzyko zawsze istnieje,ale na szczęśćie dr Niedzielski przez ten krótki czas zdążyl wykonać już taką ilosć zabiegów, że już nie "eksperymentuje"-jak to nazwałaś. A jak on sam powiedział: "Za stary już na to jestem i już nie muszę ;)" Bo szczerze z nim właśnei na ten temat porozmawiałam :lol: No i wszystkie przypadki,w którcyh dr N wykonywał daroplastykę, do których się dogrzebałam w necie można śmiało uznać za sukces (oczywiscie na dzień dzisiejszy). Ale jakby nie patrzeć każda metoda kiedyś była "nowa", zarówno TPO, podcinanie mięśni czy nawet sterylka. Ale dzięki takim ludziom, którzy mieli odwagę wprowadzać te zabiegi do naszego kraju, obecnie część znich uznaje sie za wrecz rutynowe. To przecież nie jest jego wymysł,ale metoda której nauczył się w stanach ;) A poza tym zawsze lepsze coś co na pewno zlikwiduje problem chociaż na kilka lat i pozwoli mojemu psu przeżyć przynajmniej młodość, niż coś co może pomoże, a może nie... I nie nazwałabym już tego fazą raczkującą - a raczej stawianiem pierwszych udanych kroków ;) [QUOTE]a bałabym się aby mój pies był materiałem do eksperymentu, nauki dla wetów[/QUOTE] Ja patrzę na sprawę nieco inaczej i może rzeczwiście gdyby to był jeden "z pierwszych" jego zabiegów to bym się 1000razy więcej zastanawiała. Ale nawet gdybym patrzyła na sprawę Twoimi oczami, to jednak wolałabym podjąć jakieś ryzyko niż skazać psa na kalectwo.
-
[url=http://img150.imageshack.us/my.php?image=crim0656tn1.jpg]ImageShack - Image Hosting :: crim0656tn1.jpg[/url] BOMBA :loveu: Zdjęcie rewelacja. A to, ze większość ruszona, to się przyzwyczajaj :eviltong: U mnie to też standard ;) Bo to trzeba chyba albo mnieć jakiś mega rewelacyjny sprzęt,albo nauczyć psa zamiarania w bezruchu w wybranych pozach :cool3: I naczej ni chuchu...
-
Aaaa pół posta mi zżarło!! :angryy::mad: Jeszcze raz więc: ... nie zadzialało :angryy: To spróbuję wkleić tylko ciąg dalszy: Rewelacyjnie z jajem napisany poradnik. Czyta się lekko i przyjemnie, a jest w nim zawarte naprawdę sporo informacji. Gwarantuję, że się przyda! Droga nie jest, więc moim zdaniem warto zaintwestować. Podoba mi się w niej też to, ze autorzy opisują wszystkie sytuacje i wymagania jakie stawiamy przed naszymi psa i ich puntu widzenia. Naprawdę gorąco polecam. Może jeszcze słówko do zapoznawania, żeby Cię trochę uspokoić.Jak to u mnie było.Pierwsza u mnie w domu była malutka Majcia. Panowała niepodzielnie, aż do dnia kiedy przywlokłam do domu zachudzoną Fazę (dość spora wilkowata suka).I mimo, ze Faza to oaza łagodności, mała jendza potrafi być złośliwym zajadłym babskiem. A to, że Fazie ledwo do podwozia sięga to nieważne.I po długim czasie bycia obgryzanym, Faza w końcu straciła cierpliwość. Niestety mała jędza nie chciała ustąpić i tak "żarły" się przez prawie rok(tak, wiem to akurat niezbyt zachęcająco brzmi, ale po pierwsze 2baby, a po drugie Majka naprawdę była trudnym psem).Chwilami myślałam, ze już nic z tego nie bedzie. A czasami byłam nieźle przerażona ich starciami.Oczami wyobraźni widziałam już krew na ścianach :evil_lol: Ale przez cały ten czas ani jedna kropelka się nie polała ;) Tzw dużo hałasu o nic. One po prostu musiały między sobą wszystko poustalać i już. A wszelkie moje wtrącania się i próby załagodzenia konfliktu tylko pogarszały sprawę. Pamiętaj, ze to tylko pies, a nie krwawa bestia z puszczy ;) Wcześniej czy później się ułoży. Zobaczysz.
-
Dwa dni mnie nie było,a tu takie nowiny :lol: Saba Piękna! Prezentuje się o wiele lepiej niż w schronisku. No po prostu prześliczna panienka :loveu: Uczciwie przyznam, że nie spodziewałam się, ze ona jest aż tak urokliwa :roll: I widać, że zakochana w nowej pani po końcówki kudłatych uszu. Cieszę sie, ze zabrałaś się do czesania powoli i z głową. I że zgrzebło się sprawdza :cool3: Jeśli nie możesz kupiś kagańca w sklepie u siebie i przymierzyć, to spróbuj popytać w sklepach internetowych czy ewentualnie wchodzi w grę wymiana na mnijeszy/większy model w razie, gdyby jednak coś nie pasowało. Poszukaj też na allegro ;) A ksiażka to rzeczywiscie dobry pomysł. Oto moje ostatnie odkrycie: [url=http://www.gandalf.com.pl/b/przechytrzyc-psa/]Przechytrzy
-
Ufff super, że przyjechałaś do Wrocławia do Siembiedy :cool2: (oszczędziłaś psu bezsensownych cierpień) i okazało się, ze wszystko ok i, że to była zwyczajna pomyłka lekarzy :multi: Jednak co specjalista to specjalista. [QUOTE]Także badać psy u SPECJALISTÓW RADIOLOGÓW a nie chirurgów/ortopedów którzy chcieli by zarobić kasę a przy okazji poeksperymentować na psach.[/QUOTE] To stwierdzenie bym jednak trochę sprostowała. Po prostu dr Siembieda jest jedną z nielicznych osób w Polsce, która ma uprawnienia do orzekania o dysplazji tudzież jej braku. Więc jeśli na zdięcie po diagnozę, to jak najbardziej do niego! Ale później to już do SPECJALISTY, ale jednak CHIRURGA ORTOPEDY. Mi np dr Siembieda po wykoniu zdjecia z miejsca zawyrokował, że dysplazja u mojej 15(wtedy 14)mies spanielki jest nieoperacyjna. Że jedyne co pozostaje zrobić z niej psa kanapowego=ograniczyć ruch do krótkich spacerków na smyczy do końca życia. Przeraził mnie tym nie na żarty. Ale na szczęście byla to tylko jego opinia. Pozostałych 3 lekarzy weterynarii (w tym dwóch wybitnych chirurgów: dr Bieżyński i dr Niedzielski) stwierdziło, że można tu jeszcze coś, a wręcz sporo zrobić. I tym właśnie sposobem moja Frycia jest 4dzień po daroplastyce z jak najlepszymi rokowaniami na długie, wesołe i pełne szaleńczych biegów życie ;):lol: A dr Siembieda pojechał po teorii, gdzie stoi, że takie zabiegi wykonuje się u psów do 12mies życia. Ale przecież to nie magiczna data dyskwalifikuje do zabiegu,ale zmiany jakie do tego czasu zaszly w stawie... A to: [QUOTE]- zniszczenie chrząstki wzrostowej spojenia łonowego - usunięcie mięśni przywodzicieli uda[/QUOTE] to są w ogóle przestarzałe, przedpotopowe metody. Ewidentnie facet chciał sobie zarobić :| Obecnie stosuje się zabiegi, które pomagają, a nie takie, które "mu nie zaszkodzą a mogą pomóc" :angryy: Uhm, co za typy! Nic ich nie obchodzi pies, tylko cholerna kasa. Mój wet, że tak go nazwę, pierwszego kontaktu od razu, uczciwue się przyznał, że on sam też potrafi wykonać tylko takie zabiegi plus ewentualną resekcję głowy kości udowej i dlatego skierował mnie do specjalistów w tej dziedzinie.I to rozumiem. A teraz co chwila dopytuje się o zdrowie małej :)
-
O [B]ewula[/B]!! Strasznie się cieszę, że się pojawiłaś :multi: Już myślałam, że nas zostawiłaś :eviltong: Na temat Twojego pięknego to ja już się wypowiadałam - chociaż znowu zachwyt bierze ;) Ale zdjęcie, to prawe biodro to rzeczywiście Masakra :crazyeye: Kurcze, fajnie, że taki gość jak Niedzielski jest już w Polsce :multi: bo inaczej Twój psiurek nie miałby wielkich szans na normalne życie...A właśnie! Może podrzuciłabyś jakieś zdjęcie ze spacerku,hm? Tak, jako dobrą wróżbę dla nas ;) Bo ten mój filmik, to nic przyjemnego... Chciałabym zobaczyć pięknego Jacharka w plenerze :loveu: Sorry,ale się zakochałam :eviltong: [QUOTE]Goś, a podajesz Aescin? to na opuchliznę , ja tez podawałam, ale jeśli doktor w tym stawie akurat więcej "grzebał" to ma prawo tak być. Aescin w tabletkach, 2-3 x 1 tabl[/QUOTE] Ano nie podaję. Niedzielski mi nic na ten temat nie mówił, a widocznie ja sama przegapiłam/zapomniałam o tym leku :shake: Kurde no :| Ale jutro będę w klinice, to pogadam na ten temat z doktorkiem :mad: ;) [B]LALUNA[/B] już odpowiadam ;) [QUOTE]A jakie obajwy były u Waszych psów zewnętrzne dysplazji? Kiedy sie zorientowliscie ze pies jest chory? Czy psa bolało, czy miał sztywny chód? Co sprawiło ze nabraliscie podejrzeń ze cos jest nie tak i trzeba przeswietlic?[/QUOTE] U nas nie było jakichś specjalnych objawów, no i nikt nie spodziewał się dysplazji u 10kg spaniela! Mała od początku był a felernym ;p egzemplarzem. Już jako szczeniak brała ostre serje zastrzyków domięśniowych, przez co czsem bojały ją tylne łapki.Potem już jako 4czy5 miers szczeniak nadszarpnęła sobie staw kolanowy lewej nogi w zabawie z moim chłopakiem. Wet po badaniu stwierdził, że piesek młody,więc warto poczekać czy aby wszystko samo się nie naprostuje. I rzeczywiście bardzo szybko zaczęła pojawiać sie poprawa, więc nic specjalnego z tą nóźką nie robiliśmy.Tak naprawdę kompletnie do normy, to wróciła gdzieś 5mies temu. Ciężko powiedzieć w tej chwili. W każdym razie chodzi o to,że z tymi jej tylnymi kończynami zawsze było COŚ. I właśnei na te "cosie" zwalaliśmy,jak się niedawno okazało, część objawów dysplazji. Mała od prawie zawsze krzywo biegała (z ciałem lekko odgiętym na jedną strone), siadając krzywo ustawiała tylne nóżki(jedną z przyczyn takiego niedbałego siadania są właśnie zmiany dysplastyczne, o czym nie miałam pojęcia), podczas biegania często skakała jak króliczek (myśleliśmy, ze po prostu taka jej pierdołowata uroda). I tak sobie Frycia przeżyła swój pierwszy rok życia z nieczego nieświadomym państwem. Od jakiegoś czasu doszedł jednak jeszcze jeden, tym razem wyraźny i lekko niepokojący, objaw-po dłuższych spacerach Frytka sztywno stawiała lewą tylną nogę. Widać było, że coś jej tam doskwiera. Kulawizny zadnej nie było. Tak jak problemów ze wstawaniem... Jednak ponieważ wybieramy się z małą do Anglii (teraz to już nie wiem na kiedy, bo najpierw musze mieć pewność, zę mój pies jest w pełni zdrowy), postanowiliśmy dmuchać na zimne i nie czekać na rozwój sytuacji. Nasz wet skierował nas do dra Siembiedy na RTG i tak wyszła ta przeklęta niespodzianka. Reszta jest już tu wszystkim znana... [QUOTE]I jeszcze pare informacji. - co jest wskazaniem do daroplastyki - jakie mogą byc komplikacje - jaka skutecznosc ( to znaczy na ile sie poprawia ). - czy dosztukowana kosc moze sie nie przyjac i co wtedy? - czy ruchomosc stawu pozostaje taka jak normalnie w stawie.[/QUOTE] JAk będę w klinice to wypytam dokładnei dra,ale na razie mogę Ci napisać, to co już wiem. Zacznę może od końca - tak będzie mi łatwiej;) ->Niestety nie do końca. Frycia bedzie miała ograniczoną możliwość odwodzenia uda. Na ile tego dokładnie nie wiem. Już widzę, że nie kuca tak głęboko i nie rozstawia tak szeroko nóżek przy siusianiu jak keidyś. Ale ten pies ma mób biegać i skakać, a nie szpagaty robić - jakoś będzie musiała przeżyć bez tej przyjemności ;) ->Jest naprawdę maaaalutnie prawdopodobieństwo, ze kość mogłaby się nie przyjąć (o wiele mnieksza niż w przypadku blaszek po TPO), bo to jest jej własna kość.Bardziej kwestia jest w szybkości zrastania się kości (wiadomo, im młodszy pies, tym szybciej organizm się naprawia). Ale jeśli już (chociaż właściwie nie wiem czy to w ogóle jest możliwe), to przecież zawsze jest masa innych zabiegów, które można wykonać. Bo jak na mój gust to taką dosztukowaną z boku kość, zawsze można wyjąć i zwyczajnie zrobić inny zabieg, np resekcję główki...Aha, dodam jeszcze, ze nie dogrzebałam sie w necie do żadnego nieudanego zabiegu tego typu. Wszystkie, o których czytałam zakończyły się powodzeniem. ->Na pewno nie jest tak super ekstra zaj.... jak po TPO,gdzie po prostu często taki stworzony przez człowieka staw wygląda lepiej, niż staw u zdrowego psa stworzony przez naturę...To nie jest "zrobienie" stawu,ale jego zreperowanie.Wiem,że psy po daroplastyce "śmigają", ale pan dr powiedział, że żaden z jego pacjentów jeszcze nie przeżył całego życia, więc do końca jeszcze nie wiadomo. Nie ma jeszcze doświadczeń ze starymi psami po daro i nigdy jeszcze nie robił sekcji na takim piesku, żeby zobaczyć jak to wszystko wygląda po latach.Z teorii, którą przywiózł z zachodu wynika,że rzeczywiscie te stawy służą psom przez wiele lat. Ale nie był w stanie określić jak długo, bo przecież każdy pies jest inny i inaczej chowany. Frycia ma ogromne szanse nie odczuwać już żadnych dolegliwości związanych z dysplazją do końca życia, ponieważ jest małym, lekkim pieskiem. Do tego mocno dbamy, zeby cały okres wracania do zdrowia przebiegał wzorcowo i mamy nadzieję, ze uda nam się niczego nie spieprzyć ;) Będziemy chodzin na rehabilitację, na basen, utrzymywać niską wagę ciała, trzymać sie odpowiedniej diety itd ->Po samym zabiegu raczej żadne.Bo jeśli zabieg pójdzie dobrze, to pójdzie dobrze i już. To nie przeszczep szpiku czy nerki.Wszelkie komplikacje związane z tą operacją są raczej spowodowane błędami właścicieli,którzy nie potrafią dopilnować swojego psa i zapewnić jego stawom należytego bezpieczeństwa.Osobiście poznałam babkę, która trzymała swojego psa, w okresie ograniczonego ruchu, całymi dniami na balkonie. Nie dość, ze pies mógł sobie swobodnie biegac i skakać, to jeszcze podłoga wyłożona była kafelkami. I teraz już dobre 2do3 mies po zabiegu, psiuni "latają" łapki w stawach i "niezbyt ładnie" chodzi...Ale to oczywiście "tak po tej daroplastyce jest"...bez komentarza ->Na to pyt umiem odpowiedzieć tylko naookoło. Po prostu daro wykonuje się u psów, które nie zakwalifikowały się już do TPO (np ze względu na istniejące zmiany zwyrodnieniowe, albo zbyt płytką panewkę=dr Bieżyński, mające zbyt małą miednicę czy zrośnięte spojenie łonowe i pewnie jeszcze masa innych niedogodności). Na pewno też nie można wykonać daroplastyki u psów starych czy z już zmasakrowanym (bardzo zmienionym, zwyrodnialym) stawem. No bo przecież sam staw musi być względnie dobry, zeby dało się go naprawić tylko przez "unieruchomienie" głowy kości udowej na właściwym miejscu. Jest to nic innego jak zatrzymanie rozowoju zmian zwyrodnieniowych na powierzchni stawowej.To co już zdążyło się pozmieniać,takie juz niestety zostanie...No i oczywiście unikamy wywichnięć stawów. Tyle mi wpadło teraz do głowy/tyle sobie przypomniałam. Spróbuję we wtorek pociagnąć dra za język, ale nie wiem jak z tym będzie, bo idziemy poza rejestracją :/ Będziemy się wciskać między pacjentami, bo miejsc już nie było... [B]A z dzisiejszych nowości[/B], to niestety i stety. "Stety", bo Frycia wreszcie wczoraj późnym wieczorem zrobiła kupkę. "Niestety", nie wszystko jest ok. Dzisiaj mała jakieś pół godziny po przyjeciu porannej dawki antybiotyków i znieczulaczy, zwymiotowała. I o dziwo zwymiotowała też całkiem sporą treścią pokarmową = wczorajszą kolacją, która moim skromnym zdaniem powinna już być dawno strawiona... Zadzwonilam do kliniki i tak jak podejrzewałam, musiałam podać małej proszki raz jeszcze.Jak do tej pory jest spokój, więc nic nieprzyjemnego już nie powinno się zdarzyć (bo w przeciwnym wypadku, to do lecznicy i na zastrzyki :sad: ).A do tego Frytka ewidentnie nie chce jeść :( Tj nie chce jeść karmy, bo nasze jedzenie to prawie samym wzrokiem wchłania. Jak jej dałam na sprawdzenei, to wciągnęłą kawałek placuszka bez połykania. No i Rimadyl też je. Czyli, że ta karma jej nie smakuje...chyba...bo nie mam innej, zeby porównać. Ale ona ją kurde musi jeść. Ogólnie to ja jestem z tych wrednych ludzi, którzy zmuszają swoje zwierzaki do jedzenia tego co zdrowe, a nie co smaczne. Jak nie smakuje, to poczekaj trzy dni aż zgłodniejesz i wtedy będzie smakowało. Pewnie, ze lepiej by było mieć i zdrowe i smaczne,ale jak trzeba to trzeba. Tylko, że teraz to raczej nie ma chyba co jej głodówką brać(tj nie dawać niczego innego), żeby jej dodatkowo nie osłabiać(??) I kurcze nie wiem... Jakieś pomysły? Może coś zrobić, żeby ta karma była smaczniejsza? No i czy przypadkiem ta karma właśnie nie jest przyczyną problemów z żołądniej i dlatego mała jej nie chce. Chociaż to chyba raczej antybiotyk...Już sama nie wiem. Jak myślicie?? Czy pies też może być osłabiony po antybiotyku? Mieć zmniejszone łaknienie i mdłosci tak, jak człowiek? Bo do tej pory niczego takiego nei zauważyłam u żadnego z moim psów...Poradźcie proszę A poza tym to maluch się powoli uaktywnia(szczególnie wieczorami) i nawet szczeka razem z Torą.A wczoraj jak jakiś sąsiad przyszedł to takiego rabanu narobiła, że musiał sie wycofać z domu, zeby swobodnie porozmawiać ;p Mam tylko nadzieję, że to zachowania przejsciowe, spowodowane bólem, stresem i zamknięciem! I, że mi pies w tej klateczce nie zdziczeje :diabloti:
-
A teraz już bezpośrednio do Was :razz: [B]Uru[/B] też mi się zdaje, że masz bystrego psiaka i, że...hm...kto tu kogo słucha :evil_lol: żarcik taki, ale rzeczywiscie wydaje mi się, ze to może być jednym z powodów, dla których Twój psiak jest taki spokojny podczas Twojej nieobecnosci. A poza tym może teraz kiedy w domu nie masz juz tylu osób, jest o wiele ciszej, to Focusik tez jest spokojniejszy. Rozumiem, że u Was wszystko rozwija się jak najpomyślniej (?) [B]Rauni[/B] dzięki za odwiedzenie wątku :loveu: Klateczka jest SUPER. Miałaś rację - dwójeczka jest wręcz idealna :razz: [B]LALUNA[/B] przepraszam odpowiem Ci na wszystko później,bo właśnie muszę lecieć :/