Jump to content
Dogomania

Goś

Members
  • Posts

    2911
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Goś

  1. A ja się z moją Frytką dołączę :p do takich spacerków grupowych. Tylko gdzie i kiedy? A swoją drogą to zapraszam na osobowice - mamy tu całkiem niezłe tereny do wybiegania (łąki, lasek, wały-wszystko co futra lubią najbardziej).Trochę zadupie i dojazd lekko kulawy,ale jeśli chodzi o psy, to nie narzekam na brak miejsca do wybiegania:cool3:
  2. Po pirwsze zgadzam się z przedmówczyniami, że krótki włos jest bardziej "upierdliwy" niż długi. Wiem z doświadczenia jak wygląda sweter, polar,bluza czy cokolwiek masz na sobie po tarzaniu się z krótko- a długowłosym psem. I niestety przy krótkich szpileczkach w swetrze takie typowe "odsierszczacze" (rolki z klejem na wałku...czy jakkolwiek to opisać)nie dają sobie rady. Od razu radzę oddzielić ciuchy domowe od wyjściowych :eviltong: Co do ras. To słyszałam wiele bardzo pochlebnych opinii o collie (ale te krótkowłose mocno linieją). Ponadto rasy, które jeszcze wpadły mi do głowy: pudel średni (przecież nikt nie powiedział, że musi wyglądać jak bombka, ale krótko przystrzyżone pudle wyglądają naprawdę ładnie), cocker spaniel angielski (ale rudy, bo z reguły ma mniej obfitą szatę niż czarny) - to mój absolutny faworyt...inaczej sama bym go nie wybrała ;), golden retriever i dobry "stary" bokser. A co do owczarka... to co z np białym owczarkiem szwajcarskim. Z własnego doświadczenia znam taką nieuzasadnioną niechęć do wilczurów ("bo im źle z oczu patrzy") wśród najbliższych,ale niewiedzieć czemu szwajcara to już nie obowiązuje. Rozpisywać się o tych rasach specjalnei nie będę, bo wystraczy sięgnąć po jakąś książkę czy pogrzebać w necie, żeby znaleźć podstawowe informacje na ich temat. A co do wybranego przez Ciebie labradora, to bym się jeszcze raz zastanowiła. Owszem są to z natury bardzo łagodne psy, ale silny i wcale nie aż tak chętny do podporządkowania się jak zwykło się o nich mówić (moda:/)...A właśnie moda - im bardziej modna rasa, tym bardziej trzeba uważać przy zakupie psa. Nic tak nie szkodzi rasie jak masowa "produkcja" (przepraszam za wyrazenie,ale niestety często to właśnie tak mechanicznie wygląda) Shar pei...nie miałam nigdy styczności, ale z zasłyszenia więm, ze są to spokojne pieski. A co do shiba inu, to nie polecam na początek. Zwłaszcza do dzieci. To jest pies bardzo pewny siebie i niezależny. Potrzebuje konsekwentnego wychowania i jasno określonej pozycji w stadzie, a przy dzieciach uzyskanie tego nigdy nie jest łatwe. Łatwa w utrzymaniu sierść to nie wszystko. Życzę powodzenia ;)
  3. Ja uważam tak... Skoro masz duże mieszkanie i jeśli jesteś pewna, że masz możliwość zapewnienia psu sporej dawki ruchu poza nim, to możesz sobie wziąć psa, którejś z większych ras,ale...nie z tym "pracujących". Przez jakiś czas mieszkałam na osiedlu blokowym, gdzie był wyżeł weimarski. Właściciele też mieli spore mieszkanie i możliwość wyjeżdżania z psem co tydzień do lasu i to było stanowczo za mało.Im piesek stawał się starszy tym bardziej "szalał". Ich spacer wyglądał tak, że pies latał po całym osiedlu jak wariat, a właściciele gonili za nim, próbując psa przywołać. I ten pies naprawdę biegał "jak durny" - czasem nawet w koło jakiegoś bloku przez 15 min. Po prostu widać było, że pies potrzebuje Więcej Ruchu. Tak, że mimo dobrych chęci właścicieli z czasem pies stawał sie coraz bardziej nieposłuszny, a oni coraz więcej na niego krzyczeli. Sfrustrowany pies i sfrustrowany właściciel...a tego przecież nikt nie chce. Niestety są rasy, które absolutnie nie nadają się do mieszkania, bo po prostu nic dobrego z tego nie wyniknie. Powiedz jakiego chcielibyście psa, tj trochę na temat wyglądu (np wzrost, dłużość włosa i takie tam) i coś na temat pożądanych cech charakteru, to razem coś wymyślimy. Aha i może napisz też psy jakich ras na pewno Was nie interesują i po krótce dlaczego
  4. No, to trzymam kciuki! Piesek na zdjęciu wygląda naprawdę ładnie. Ma już 7mies, więc nie będziesz już miała problemu z załatwianiem się w domu. A to,że czasem broi...jest młody, żywiołowy i spaniel! Jak nie ma ruchu, to będzie broił - jakoś się musi rozładować. Moja suka zawsze chodziła jak zegarek-żywy dowód, że szkolenie pozytywne czyni cuda. Aż do czasu sterylki. 2tyg ograniczonego ruchu i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Moja Frytka "krąbrna" i samowolna :crazyeye: Na szczęście kilka dni intensywnych spacerków :cool1: i wszystko wraca do normy :multi: Masz rewelacyjne warunki na spaniela, więc na miejscu tej pani nawet bym się nie zastanawiała.A na Twoim miejscu przycisnęłabym ją trochę :razz: Mam nadzieję, że w następnym poście od Ciebie zobaczymy zdjęcia pieska już w nowym domku ;)
  5. Ja też muszę się podpisać pod "apelem" o kupowanie tylko psów rodowodowych. Jak wiele osób wypowiadających się powyżej też mam suczkę bez papierów i chociaż jest moim oczkiem w głowie, nigdy więcej już takiego pieska nie kupię. Pomijając już warunki, w których takie pieski z pseudohodowli często się rodzą... Kiedy kupowałam małą myślałam sobie, że skoro nie zależy mi na jakimś super wyglądającym piesku, to po co mi szczeniak z rodowodem. No i niestety kwestia kasy-chciałam zaoszczędzić. A czy zaoszczędziłam? A gdzie tam! Mimo, że facet, który mi sprzedał małą zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie, już po pierwszym posiłku okazało się, że maluszek jest poważnie chory.Frytka po prostu nie trawiła żadnego pokarmu(chociaż facet zapewniał mnie, że jadła już to i tamto). Pierwszy miesiąc to był horror - walczyliśmy o życie psa. Były podejrzenia strasznych chorób. Okropne nerwy, płacze...po prostu dramat. W końcu wyleczyliśmy małą, ale nadal ma bardzo wrażliwy żołądek i jest tylko niewiele rzeczy, które może bezpiecznie jeść. Nie muszę chyba dodawać, że całą sprawa nie kosztowała mnie tylko sporo nerwów, ale i niezłą ilość kasy...spokojnie starczyłoby na szczeniaczka z niezłej hodowli. I, o ironio, Frytka wygląda naprawdę nieźle(mimo, że akurat na tym mi naj mniej zależało). Natomiast jest lękliwa. Boi się obcych, a zwłaszcza dzieci! Pracujemy nad tym właściwie od zawsze, maluch ma już ponad rok i jak na razie udało nam się osiągnąć tyle, że jest w stanie spokojnie (bez szczekania) przejść koło mniej ruchliwych dzieci... Na szczęście praca nad socjalizacją z innymi psami poszła szybciej (bo mała bała się wszystkiego co jest obce i się rusza),ale to dlatego, że mieliśmy więcej dobrych psów pod ręką ;) Wiem, że się rozpisałam,ale naprawdę ryzyko przy kupowaniu pieska z pseudohodowli moim zdaniem jest zbyt wielkie. Szczególnie jeśli to ma być piesek "dla dziecka". Poza tym przecież przystałaś na prośby synka odnośnie tej rasy ze względu na jej charakter,na geny....których niestety nie znasz kiedy bierzesz pieska bez rodowodu. Przecież nikt z takich "hodowców" nie dba czy rozmnażane przez nich psy mają "rasowy" charakter. A dodatkowo przodkom tych psów z jakiegoś powodu kiedyś tam nie "przyznano" rodowodu... Tak, że moja rada - albio piesek z prawdziwej hodowli, albo adopcja takiego, z którego już wiadomo "co wyrosło" ;) Przecież to ma być dla Ciebie i Twojego synka radość,a nie...wszystko co może się wydarzyć
  6. Ja furtkę zamykam na klucz,bo co prawda nikt nigdy żadnego z moich psów sobie nie porzyczył, ale za to budowlańcy z sąsiedniego domu lubili wypuścić psa na wolność :/ Moje psy na szczęście są odwoływalne...ale to właśnie wyćwizcyłyśmy na spacerach bez smyczy. Chociaż słyszałam, że husky i malamuty lubią się czasem "urwać", że mają do tego większe...predyspozycje niż inne rasy. Tak z ciekawości - plotka czy prawda? [B]Ania[/B] jak już mówiłam nigdy huskiego nie miałam.I nie wątpie, że w ich wypadku (zresztą pewnie i w wypadku wielu innych psów) takie rowerowe spacery spełniają swoje zadanie, bo przecież są to psy ciągnące zaprzęgi. Ja tylko mówię, że w wypadku moich psów to niespecjalnie zdało egzamin. Poza tym nie powiedziałam, że pies biegający przy rowerze jest nieszczęśliwy. Nieszczęśliwy pies to taki, który nie może się wybiegać w ogóle(nie mówię tu o rasach, które specjalnego ruchu nie potrzebują). Pochopna ocena...ale "nie ma tego złego"-przynajmniej Cię rozbawiłam ;)
  7. Rowerek i heja... Nie znam się za bardzo na tamtych rasach, więc zakładam, że to prawda i zazdroszczę. Bo moją takie "monotonne bieganie bez sensu" by tylko znużyło. A gdzie buszowanie w trawie, piłeczka, skakanie-to cała radość życia... I szczerze mówiąc, żadnemu ze znanych mi psów (ale husky czy alaskanów nie znam) nie wystarczyłoby takie rowerkowe wybieganie...
  8. Zaraz, zaraz... [B]Dorota_Phoenix[/B] Nie chcę, żeby było, że nic nie wiem, a oceniam. ALE z tego co widzę na Twoim avatarze, to masz malamuta,tak? Tudzież husky... Tak czy inaczej psa rasy, która wymaga odpowiednio dużej dawki ruchu, pracy, wysiłku fizycznego itd (rzeczy oczywiste) i nie spuszczasz go nigdy ze smyczy?? :crazyeye: Są dwa rozwiązania: -albo w jakiś sposób trzymając psa cały czas na smyczy udaje Ci się zaspokoić wszystkie jego potrzeby, zapewnić odpowiednią dawkę ruchu i rozrywki :-o I jeśli tak, to Podziwiam i pytam JAK? bo po prostu chciałaby, wiedzieć jak takie coś się robi -albo jesteś nieodpowiedzialna i ze snobistycznych powodów kupujesz sobie psa dla jego wyglądu mimo, że nie masz możliwosći zaspokojenia jego potrzeb, zamiast nie wiem.... może buldożka francuskiego A tak poza tym, to mam to szczęście, że mam niedaleko bezpieczne tereny (przynajmniej tak sądzę), które znam i gdzie mogę mojego psa spuścić ze smyczy bez obawy, że zostanie zastrzelony, wpadnie we wnyki czy inne takie. Ani o psa,ani o jego otoczenie się martwić nie muszę(chyba, że o długi włos kiedy wlezie w krzaczory:eviltong:). Chodziło mi o to czy muszę martwić się o swoją kieszeń, jeśli spotkam na swojej drodze strażnika miejskiego (bo czasem zdarza im się tu by bywać). Ale z tego czego się w międzyczasie dowiedziałam, psy myśliwskie mogą biegać luzem po lesie od początku października do 15stycznia...Jeśli się mylę, to bardzo proszę o sprostowanie.
  9. A ja mam jeszcze pytanie odnośnie pierwszego postu,że małe psy będą traktowane ulgowo... Co to znaczy "mały pies"? Jest to gdzieś sprecyzowane? waga, wzrost?
  10. Ok... czyli teoretycznie myśliwy nie ma prawa strzelić do psa, który idzie sobie spokojnie w odległości do 100m ode mnie. A czy taki zwykły myśliwy (nie żaden tam leśniczy np) może w ogóle w jakiś sposób zareagować na to, że pies łazi po lesie bez smyczy(wlepić mandat czy coś)? Czy w takim razie może pies może chodzić luźno po lesie w takiej odległości od właściela??
  11. [B]Aska7[/B] CO?? Jak to? Czy mogłabyś mi trochę przybliżyć temat, bo to brzmi absurdalnie nawet jak na polskie warunki!:crazyeye: Przecież to jest teren prywatny! Leśniczy chyba nawet nie powinien tam być bez Twojej zgody, więc jak miałby wlepić Ci mandat?? A poza tym leśniczy może zastrzelić psa wałęsającego się, a nie psa na "swojej własnej" posesji... I czy, skoro działka znajduje się w lesie, masz prawo ją ogrodzić, albo jakoś oznaczyć? [B]BeataG[/B] A propos Twojego czerwonego podpisu pod postami... Mam jedno pytanie,takie od drugiej str, zupełnie teoretyne-z ciekawości. Czy jeśli zaginie Ci zginie i coś "przeskrobie" , to czy Ty jako właściciel nadal ponosisz tego konsekwencje?
  12. A tak przy okazji tego tematu... Wszędzie na forum czytam, że myśliwy może mi zastrzelić psa jak tylko spuszczę go ze smyczy... I, że prawo stoi po jego stronie... Ale z tego co wiem, to myśliwy ma prawo zastrzelić psa,ale Wałęsającego Się. A przecież pies zadbany, w obroży i z właścicielem w zasięgu wzroku nie jest "wałęsający się"... Więc jak to naprawdę jest?
  13. Znalazłam też zdjęcie Frytkowego pyszczka przed goleniem. Tak dla porównania: [IMG]http://i34.tinypic.com/ipzln7.jpg[/IMG] Mam nadzieję, że włos jej odrośnie taki sam. Zdecydowanie! ;) Na grzbiecie jej nie ogoliłam. Na szczęście aż tak mnie nie zamroczyło:eviltong: A Frytka, tak jak pisałam, rzeczywiście nigdy nie była jakoś specjalnie bujnie owłosiona(żadnych dżdżownic nie miałam przyjemności wygrzebywać z futerka:cool1:)... Jednak planuję ją na początku nowego roku wysterylizować, więc pewnie trzeba będzie się na serio zainteresować strzyżeniem. Bo z tego co czytałam, to po sterylce spanielki naprawdę zaczynają zarastać... ps: przekażę Frytce słowa uznania ;) A ze swojej strony dziękuję - bardzo miło czyta mi się pochlebne opinie o mojej sunii...szczególnie w obecnej sytuacji ;p
  14. Już nie będę się rozpisywać. Wkleję dowody zbrodni :eviltong: Najpierw Frytka przed strzyżeniem: [IMG]http://i38.tinypic.com/34iiniv.jpg[/IMG] [IMG]http://i38.tinypic.com/2hzirme.jpg[/IMG] [url]http://i37.tinypic.com/r9e5og.jpg[/url] I teraz: [IMG]http://i37.tinypic.com/302nqee.jpg[/IMG] [IMG]http://i36.tinypic.com/315dbau.jpg[/IMG] a na tym zdjęciu...to już istny jamniczy pychol: [IMG]http://i35.tinypic.com/2gvt3bn.jpg[/IMG] Ech, nic didać nic ująć:shake:
  15. Wiem, że post potężny,aż się na wstępie odechciewa czytać,ale jednak poproszę o chwilę cierpliwości i przejrzenie mojego wyznania ;) Aż mi głupio pisać,ale jak człowiek durny, to niech się później wstydzi... Tak w ogóle to może się najpierw na szybko przedstawię. Znam to forum już od jakiegoś czas i czytuję dość często. Zarejestrowałam się ponad rok temu, kiedy to adoptowałam od Ulv jednego dziadka imieniem Pająk...może ktoś z Was zna tę historię... Po śmierci Pajtka jakoś nie logowałam się na forum.Aż do teraz, kiedy to...uhm :oops: ...Moja spaniela, Frytka, jest ze mną już prawie rok (obecnie ma 13miesięcy). I muszę się przyznać, że jak zawsze przygotowuje się pożądnie przed wzięciem nowego zwierzaka, zbieram wszelkie informacje i douczam się stopniowo w trakcie, tak w tym przypadku mocno się nie popisałam :oops: Wychowanie, zdrowie, żywienie itd "przerobiłam" chyba całkiem nieźle, ale...no zignorowałam trochę sprawę pielęgnacji sierści. Tj czesałam ją jak należy, dbałam, żeby nie było żadnych kołtunów i takie tam... Ale przyznaję się, że nigdy nie zainteresowałam się sprawą strzyżenia. Wiem jak to brzmi... i wiem jak sama bym na taką rewelację zareagowała...ale zwyczajnie nigdy tego nie potrzebowałam. Ze spaniela najmniej zależy mi na stronie estetycznej (jakoś nigdy mi na prześlicznym wyglądzie moich psów specjalnie nie zależało-mają być zdrowe i szczęśliwe). A Frytka ze swojej strony nigdy zbytnio nie zarosła,czym ułatwiła mi zadanie. Strzyżone od czasu do czasu miała tylko włoski między palcami.Resztę pozostawiłam naturze, która jak na mój gust całkiem nieźle sobie poradziła. I wszystko było tak cudownie,aż do czasu spaceru na łąki sprzed 2tyg. W kszaki poleciał Frytek,a wrócił kołtun! Osty wczepiły się tak, że nie było na nie mocnych. Próbowaliśmy na mokro i z szamponem,ale sporą część kłaczków na nogach i uszach trzeba było powycinać. Mała wyglądała okropnie,ale niestety najgorsze zafundowała jej później pancia. Byłyśmy u weta w sprawie swędzących uszu i...:oops:...dałam się namówić na ogolenie tych miejsc:shake::oops: Uwierzyłam wetowi, że "za2miesiące same odrosną" i nie będzie żądnej różnicy,a przynajmniej nie będzie wyglądała jak wystrzępiony wypłosz...i praktyczniej w błotnistą pogodę...i psu wygodniej, bo wszędzie może sobie latać... I się, o zgrozo!, zgodziłam :flaming: Pożałowałam już po pierwszym pociągnięciu maszynką,ale było już za późno. Z każdym dniem żałowałam swojej decyzji coraz bardziej, bo pies wygląda jak...nie chcę tu małej obrażać, bo ona przecież niczemu nie winna :eviltong: Jednak cały czas powtarzałam sobie jak mantrę "niedługo odrosną niedługo odrosną" i już nigdy więcej! Aż tu dzisiaj przeczytałam na forum, że bzdura, że wcale tak ładnie już nie odrosną. Wypowiedzi cockermanki nieźle mnie zmartwiły.A tak zawsze starałam się mieć wszystko przemyślane, doczytane...a tu zaćmienie mózgu i ze spaniela zrobiłam mix ogara z jamnikiem :splat: :oops: I teraz grzebię w necie w poszukiwaniu czegoś, co pomoże mi ten durnowaty błąd naprawić. I wynalazłam: -siemię lniane (ale całe ziarna, ugotowane i dodane do karmy) -gammolen Co Wy na to? Jeszcze jakieś pomysły? Poradźcie mi coś dobrzy ludzie!! ;) Wiem, że zgrzeszyłam,ale chcę teraz odpokutować ;p więc proszę o pomoc :oops: ps: czy mógłby też ktoś powiedzieć mi jak się tu wkleja zdjęcia, bo chciałabym z pokorą pokazać rozmiar zniszczeń jakie wyrządziłam na spanielowej szacie...tak,jako przestroga dla potomnych na wypadek, gdyby jeszcze komuś zbierało się na podobnie durnowatą decyzję
  16. Zacznę od przeprosin za tak długie milczenie... Przepraszam! W ramach usprawiedliwienia mogę napisać, że bardzo dużo się działo w moim życiu, bardzo dużo zmian nastąpiło (na lepsze :loveu::p) i jestem nieco zamotana... ;) Ciekawym powiem, że 2 tyg temu weszłam w związek, mający chyba najlepsze rokowania z możliwych - zeszłam się z moim najlepszym od 6 lat przyjacielem:evil_lol: Fruwam więc sobie cała uhahana jakieś 1,5cm nad ziemią... A wcześniej pochłonęła mnie sprawa diametralnie różna. Mianowicie problemy trawienne Pajtka. A dokładniej nagły kompletny zanik trawienia...czegokolwiek :( Pewnego dnia Pajączek po prostu zwymiotował i przez kilka dni tak już zostało. Wymiotował na zmianę z rozwolnieniem. Jego organizm nie przyswajał dosłownie niczego. Leki, które wcześniej mój dziadzio dostawał, przestały działać i niestety organizm automatycznie przestał pracować. Sprawa wyglądała na tyle kiepsko, że przez kilka dni lataliśmy na zastrzyki. Bidulek dostał ich całą masę (zaczęło się od 5 na raz), w tym kilka domięśniowo, przez co przez kilka dni w ogóle nie chciał/nie mógł chodzić. Dlatego nie pisałam. Całą uwagę zwróciłam na Pająka. Obecnie jest dobrze - staruszek znowu ładnie wszystko je, ale niestety jest cały czas wspomagany lekami. Dzisiaj idziemy na drugi zastrzyk...czegoś specjalnie zrobionego na zamówienie dla Pająka. I tak chyba niestety już zostanie. Będziemy musieli go trzymać na lekach, bo Pajtuś ma ostrą niewydolność trzustki...i co jeszcze - na dzień dzisiejszy nie wiadomo. Uhm, muszę już lecieć - obowiązki wzywają ;) Ale obiecuję znaleźć jakąś wolną chwilkę i napisać coś więcej...
  17. No ba! Pewnie, że się cieszę z wyboru mojego kochanego pieska! :multi: A mój porfel razem ze mną :cool3: I tak już mi na te stwory idzie 500zł miesięcznie (z Pająkiem licząc oczywiście). Przecież ja nawet konta w banku nie mam. Baba 22 lata w XXI wieku bez konta - aż ludzie na mnie dziwnie patrzą... Ale i po co, skoro oszczędności też nie ma ;) O którą kicię pytasz Ulv? Bo, dla niewtajemniczonych, w naszym zasierścionym domku pojawił się kolejny współlokator. Koleżanka Asia wreszcie zdecydowała się na kotka. Zawsze bardzo chciała, więc ja jej tylko pomogłam spełnić marzenie :p W poniedziałek pojechałyśmy do schroniska po malutkiego, najlpiej czarnego kocurka (taki pomysł Asi), a wróciłyśmy z dorosłą trójkolorową kotką :evil_lol: Czyli standard, jak to przy wyjeździe do schroniska ;) No więc w odpowiedzi na Twoje pytanie - obie kotki czują się dobrze. Eris już się w pełni zadomowiła, a Kira ją ładnie oleruje. Nie było na razie żadnego spięcia. Obserwują się, zachowując dystans...ale już powoli chodzą coraz bliżej siebie. Nie wróżę wielkich starć. Oprócz sprzeczek przy ustalaniu hierarchii, ale to przecież normalne. A Pajączek wchodzi właśnie w etap, który przeszły obie moje suki. Ja sobie to nazywam oczyszczeniem. Mianowicie pojawiły się złe sny. Pajtuś skomli, piszczy, "ucieka", powarkuje i szczeka, bardzo głęboko zasypiając. Już przy poprzednich razach zauważyłam, że to specyficzne zachowanie nie przychodzi od razu,ale dopiero kiedy piesek się zadomowi i poczuje bezpiecznie. Jest to długi i przykry etap, ale wygląda na to, że nieunikniony. Zawsze jak zauważę, że Pajączkowi coś się "przypomina" budzę go jak najdelikatniej, wyrywając z przeszłości. W pierwszej chwili zawsze jest szok - "gdzie ja jestem", później "aha, tutaj jestem, uff to już przeszłość" , "o i moja pancia tu jest - cześć - uśmiechnę się do niej", "mmm jak tu ciepło i milusio...zieeew...chyba położę się spać". I tak 2-3 razy dziennie. Nawet nie chcę sobie wybrażać co się tym biedactwom musi śnić :shake: A tych potworów, którzy mają czelność nazywać się ludzmi to bym... :mad: :mad: :mad: :angryy: :angryy: ...Ech... Ulvik, a do Ciebie to będę miała specjalną prośbę :cool3: W poniedziałek zabieram Pajtka na kontrolę do weta. A później najprawdopodobniej urządzę wielkie pranie psa ;) Trzeba mu zetrzeć cały zrogowaciały naskórek. Tylko tak na pierwszy raz to wolałabym mieć 4 ręce, bo nie wiem jeszcze jak on reaguje na wannę i prysznic. To jest taka łamaga, że nie chcę ryzykować, że sobie krzywdę zrobi. Znalazłabyś dla nas trochę czasu po weekendzie? Jeśli się pogoda nie poprawi, to przywiozę z domu mój piecyk elektryczny tak, że w pokoju będzie cieputko :) Co by się chudzinka nie zaziębiła. I trzeba też będzie pomału pomyśleć o dereczce dla niego, bo dzisiaj rano już mi się na spacerze trząsł i pierwszy raz sam chciał wracać do domu. Stanął przy bramie obobk (coś mu się pokręciło) i nie chciał iść:p A dzisiaj dzień kastracji Bigosa. Już się w pełni przygotowałam...jeszcze tylko muszę jakiegoś energy drinka sobie zakupić, bo wolę jednak przy nim czuwać przez noc. Niby to tylko zabieg...ale po co ryzykować. A teraz do pracy..blech
  18. Podejście nr 3. Pająk. Kompletnie nie pamiętam co pisałam rano, więc napiszę co mi do głowy przyjdzie... Po pierwsze Pajtek to wcale nie spokojny staruszek, jakim mi go przedstawiła Ulv. To był tylko drzemiący wulkan. Wulkan energii! Mówię Wam co ten pies wyprawia... Już nie tylko wieczorami ma nadmiary niesporzyten energii. Dzisiaj od rana są biegi, dzikie skoki i wreszcie zachęcanie panci do zabawy :multi: Normalnie mnie "atakuje", wypina dupkę i inne takie ;) Podbiega i wystarczy, że wyciągnę rękę a on już startuje dziko do przodu! i biegamy, biegamy, biegamy... Niestety jego ulubioną zabawą jest bieganie za pancią wokół drzewa! Szkoda tylko, że się do tej pory jeszcze nie wykumał, że ja tam biegam nie dla radochy, ale żeby smycz odplątać. Więc ja za psem, a pies za mną :evil_lol: Dzisiaj przy takim 7 okrążeniu zachaczyłam w końcu o gałąź, klapnęłam na tyłek i dałam za wygraną - puściłam smycz. Zostałam obskakana, zadreptana, ale smycz się w końcu odlątała! hihi :p Znajoma pani w zoologu mówi, ze Pajtuś coraz lepiej wygląda :multi: Bo wczoraj byliśmy wybierać karmę. Ten mały diabełek bowiem zasmakował w suchym...Chappi :/ Bezguście normalnie. Nie chcę, żeby jadł fast foody, więc postanowiłam zakupić mu coś lepszego. W ciągu roku jak się ma rano pracę, a po południu zajęcia, takie rozwiązanie jest baaardzo wygodnie. Dostaliśmy więc po garści ze wszystkich karm dla seniorów. Z bijącym sercem obserwowałam, którą najchętniej je,po cihu mając nadzieję, że jednak nie wybierze najdroższej. Ale moje kochane maleństwo ma najwyraźniej prosty gust - wybrał Purinkę za 7zł :p Oj przepraszam, ważny telefon z Anglii - muszę kończyć Się odezwę jeszcze ;)
  19. CHOLERA JASNA przepraszam,ale napisałam potężnego posta o Pajtku, coś wcisnęłam przypadkiem (ten przeklęty laptop ma stanowczo za dużo skrutów klawiszowych) i wszystko się skasowało :angryy: a)strasznie się wściekłam, bo to już drugi raz dzisiaj b)od godziny powinnam pracować więc napiszę wszystko później,a teraz już siadam do pracy aaa czemu ze mnie taka pierdoła :/
  20. Neigh kastruję Bigosa bo: - Luna i owszem jest po sterylce, więc małych nie muszę się obawiać, ale on najwyraźniej o tym nie wie i męczy ją czasem okrutnie (6kg królik na 1,5kg drobince... uhm) - dla niego też ta burza hormonalna bywa stresująca. Nosi go czasem strasznie...a pod nosem cały czas panienka...niechętna... Będzie mu lepiej bez takich emocji. - Bigos jest bardzo dominujący w stosunku do niej i rozgania ją po kątach kiedy mała za bardzo się jego zdaniem panoszy (w wyniku czego Luna praktycznie nie ma prawa pobiegać sobie po pokoju) - Luna ma już swoje lata (jak ją wzięłam dwa lata temu ze schroniska, to Piasecki powiedział, że gdzieś między 3a5...u królików się tego po zębach nie rozpozna ;) - dopiero po wielkości macicy przy sterylce mógł określić choć w przybliżeniu), a Bigos dopiero 4,5 miesiąca, więc muszę się liczyć z tym,że mu kiedyś małej zabraknie. Nie mam zbyt wiele wolnego czasu, więc nie mogę mieć samotnego królika (ogólnie uważam, że zwierzęta większości gatunków powinno się trzymać w "parach"). Więc kiedyś znajdę mu nowego towarzysza/towarzyszkę podróży. Nie wykastrowany samiec, któremu wkracza na terytorium inny samiec (pewnie też nei wykastrowany), to krew na ścianach. A samiczka do pełnowartościowego mężczyzny to...A ludzie żadko sterylizują królice, bo nie wiedzą jakie to ważne - ponadto Bigos jest króliczkiem mięsnym, więc nie zna dotyku człowieka (pomijając wyciaganie go z klatki za grzbiet) i do tego takie króliczki (z reguły) są ciężej oswajalne. On bynajmniej nie boi się człowieka (ba, potrafi mnie przestawiać ząbkami kiedy wkraczam na jego teren! :evil_lol: ), dobrze się czuje w domu, nie stresuje go ruch czy zainteresowanie nim. Sam często przychodzi obwąchać przybysza. Potrafi się nawet na człowieka władować. Ale mimo usilnych starań wciąż boi się dotyku w główkę i uszka - odsuwa się, odchodzi, czasem odsunie natarczywą rękę. Przez co nie może poznać przyjemności głaskania czy drapania za uszkiem. Do tego odsuwa ode mnie Lunę kiedy ta przychodzi na pieszczoty, bo się wyraźnie o nia niepokoi. Ja wiem, że nie powinno się nikogo uszczęśliwiać na siłę, ale... on po prostu jeszcze nie wie jaki z niego pieszczoch :razz: I mam nadzieję, że znajdzie się w tym odsetku zwierząt, które po kastracji stają sie bardziej przytulaśne. To tak przy okazji...a nuż się zdarzy - do tego zapach. Przy 4 zwierzakach w pokoju muszę bardzo dbać o sprawy pożądkowo-higieniczno-zapachowe. A wiadomo, że odchody i mocz każdego zwierzaka stają się mniej aromatyczne ;) po takim zabiegu. Ponadto po zabiegu poprawia się celność do kuwety, chociaż na to akurat narzekać nie mogę....tylko bobki rozsiewa. Z czasem też (około 6mies życia) najprawdopodobniej pojawi się znaczenie terenu. Nie dość, że wszystko obsikane (automatycznie kuwetą staj się cały pokój), to jeszcze zwierzak nabiera złych nawyków. Ja wolę go obciąć kiedy jeszcze nie wpadł na to, że można sikać panci na łóżko (a ze względu na Pajtka śpię na materacu i pościel mam na wierzchu tylko przykrytą narzutą...takie mięciutkie, wygodne miejsce...mmmm w sam raz na siusiu :cool3: ) W pewnym momencie może też stać sie agresywny, albo molestować mnie. Jak już pisałam - wolę zapobiegać niż "leczyć". Jeśli chodzi o wiek królika to wydaje mi się, że sprawny, dobry, doświadczony wet powinien sobie z tym poradzić. Bo pamiętam jak to było z Luną. Ale dokładnie w tej kwestii, to Ci nie pomogę, bo nie wiem jak to jest z facetami. Jeśli chodzisz z królikiem do weta od psów i kotów, to jego opinii nigdy nie bierz za pewnik. To jest zupełnie inna specjalizacja. Żaden ortopeda nie zrobi Ci przeszczepu! A niestety często weterynarze nie przyznają się, że czegoś nie wiedzą, że nie są czegoś pewni...i później zwierzątka (z reguły właśnie te małe - króliki, szczury, świnki...) na tym cierpią. Najlepiej zacznij od poszukania zakróliczonego weta. Skoro jesteś spod Warszawy polecam zajrzeć tu: http://www.lecznica-oaza.prv.pl/ Dużo rzetelnych informacji też znajdziesz tu: http://www.forum.kroliki.net/ Na pewno ktoś już był podobnej sytuacji. Osobiście uważam, że jeśli będziesz mogła wykastrować króliczka, to powinnaś to zrobić. Jakoś to tak zawsze jest, że im bardziej zadowolony właściciel, tym szczęśliwszy zwierzak.... ;) Po prostu będzie się Wam lepiej żyło.
  21. No wreszcie mogę napisać pod swoim własnym nickiem! :D Witam więc wszysytkich oficjalnie. To ja - Gośka, zwana Panią Pająkową ^_^ Mam kilka nowych wieści z życia Pajączka. Z bardziej pragmatycznych z wielkim zadowoleniem ogłaszam, że dzisiaj rano Pajtuś zrobił swoją pierwszą kupkę indealną!! Bez śladów rozwolnienia czy żółtego kolorku...Nie ma jak publiczne rozmowy o odchodach :razz: Ale przecież dla osierścionych ludzi nie powinno być nic dziwnego, więc... W każdym razie mały coraz lepiej trawi i Coraz Więcej JE i je i je :lol: A jak byłam z nim u rodziców, to nawet wciągnął ze smakiem pogardzaną przez siebie suchą karmę!! Wystarczyło tylko, że zobaczył jak moje suki jedzą kolację. Ech, zawsze twierdziłam, że łatwiej wyrzywić dwa psy niż jednego :cool1: A jako, że jeździmy do domku prawie codziennie, więc Pajtek czuje się tam już jak u siebie. Nawet Majcia powoli daje za wygraną i prawie na niego nie warczy ;) A dziadzio po prostu uwielbia te wyprawy - tyle przestrzeni!! A wczoraj...hoho... to dopiero było coś... Odwarzyłam się wreszcie zabrać wszystkie 3 psy na łąki i tam spuścić Pajtka ze smyczy. O ile mną się interesował mocno wybiórczo, to Fazy i Majki trzymał się cały czas =) Nigdzie się nie zgubił, nie uciekł ode mnie ;) za to wyszalał się za wszystkie czasy! Latał aż miło było patrzeć. Tylko widomo, jak to na polnej drodze, masa nierówności, więc się pierdoła wciąż potykała. ALE przecież takie drobne niedogodności go nie zrażają. Wróciliśmy po upływie prawie godziny i wszytkie psy najpierw rzuciły się do miski z wodą,a później na zasłużony odpoczynek :D Dzisiaj na popołudniowym spacerku posunęłam się o krok dalej. Próbowałam usilnie nadążyć za Pajtkie, ale z klapkami na nogach (bezmyślna pancia) wcale nie było to łatwe i skończyło się odbiciem mojej bosej stopy w jedynym błocie na całym osiedlu ;/ Stwierdziłam dość. I odpiełam Pająka. Wszytko poszło gładko. Mały grzecznie się mnie pilnował. Tylko pod drzwiami czekałam na niego 5 min ;) Chyba w takim razie czasem pozwolę mu na trochę swobody. Oczywiście nie na obcym terenie, nie po mierzchu i nie z rana (bo to wtedy strasznie zaspana pierdoła jest :p ), ale po południami...kiedy będziemy mieć dużo czasu...czemu nie. Szczególnie, że Pajtek z każdym dniem coraz bardziej się ożywia. Coraz mniej śpi, coraz więcej się bawi i coraz bardziej szaleje na spacerkach. Sierść ma coraz mocniejszą. A zrogowaciały stary naskórek "ładnie" się złuszcza. W przyszły poniedziałek mamy zaplanowaną kontrolną wizytę u weta, a po niej wielką kąpiel. Ale do tego czasu czeka mnie jeszcze kastracja Bigosa (tego mojego mięsnego królasa), więc trzymajcie kciuki!! Niby wiem, że to "tylko" zabieg, wręcz rutynowy. U najlepszego specjalisty w okolicy. Do tego dla mnie nie pierwszyzna, bo wszystkie moje zwierzaki kastruję/sterylizuję (tylko Pajtka to już ominie ;) ),ale i tak zawsze potwornie się denerwuję...Tak już mam.
×
×
  • Create New...