Hania:)
Members-
Posts
572 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Hania:)
-
[quote name='olcha'] -policyjny pies do drobnych wykroczeń [/quote] :evil_lol::evil_lol::evil_lol: to mi się podoba!!!!! Mój Berek ma niecałe 12 tygodni i jest Yorkiem. I tu zaczyna się przedstawienie. Psinek ma na razie kwarantannę (tydzień jeszcze........)i z reguły nie wychodzi, chyba ze do weta, ale to na raczkach. Kurcze, no nie mozna z nim to tego weta dotrzec:) Nie przeszkadza mi to - gorzej ze czasem jak sie ktos doczepi, to koniec. Ostatnio o malo co spóźniłabym sie na autobus. Ale warto moze bylo, pani chciala sobie "takiego samego" kupic i odpowiedzialam na mase pytań:) Wcześniej miałam pudelka toy, białego w dodatku, Milkę. Nagminne było ciumkanie i teksty w stylu: "Ale jestem śliczny, no słodki jestem, ale ze mnie słodki pies". Normalnie 90% ludzkosci leciało z czyms takim. Ja sie smiałam, a reagowałam moja przyjaciółka, z ktora czesto wychodziłam z psina na spacerki. Ona na to: "Ojej, ależ Pan/i nieskromny/a...":evil_lol: Zazwyczaj nie kumali.........:evil_lol:
-
[quote name='Yorkie']Mam 15 lat. Podnieśliście mnie na duchu, dzięki :calus: Jak wgram zdjęcia to wkleję ;) Moje z Arisem, of course :)[/quote] To czekamy niecierpliwie:)
-
[quote name='Yorkie']Ale ja mówię na serio, jestem brzydka... :-( Mam okropne włosy i wyglądam na 12 lat :placz:[/quote] Ojojoj:) No coś Ty! Tylko sie cieszyc, ze mlodo wygladasz:lol: Ja jak zaczynalam pracowac w szkole (tzn. we wrzesniu 2006:razz:) to mnie nie chcieli wpuscic do pokoju nauczycielskiego, bo mysleli ze sie jakas uczennica pacha gdzie nie trzeba:crazyeye: A tak z czystej ciekawości - ile masz naprawde?:loveu:
-
[quote name='duszek01']Chyba jeszcze nie pokazywałam tu swojej Mersedes:loveu: ,a więc wklejam dzisiejesze zdjecie.Mers ma 8 miesięcy;) [IMG]http://www.superfoto.pl/zdjecia/foto/i/0/4/6/22958126_d.jpg[/IMG] [IMG]http://www.superfoto.pl/zdjecia/foto/i/4/6/8/22958127_d.jpg[/IMG] [IMG]http://www.superfoto.pl/zdjecia/foto/i/3/0/0/22958128_d.jpg[/IMG][/quote] duszku, prześliczna jest:loveu: Dawno mi sie az tak zaden york nie podobał jak ona......:loveu::loveu::loveu: Śliczności:) Npisz coś o swoim piesku? A jak tam pozostała gromadka?:)
-
[quote name='koregra']oby to nie była prawda :placz: :placz: :placz: :placz: :placz:[/quote] Cori jest przeciez zdrowiutka:) Wiec wszystko dobrze! Poza tym nieduzo dobiega od tej normy:) no i jeszacze nie jest zupełnie dorosła - a norma jest dla dorosłych:)
-
[quote name='PositiveThought']mi się właśnie przypomniało - ostatnio, jak byłam na spacerze z Adim, spotkaliśmy małego yorka, ale to już naprawdę nie był śmieszne. maleństo to, 5-cio letnie, 3 razy mniejszy od Aidka(ok. 3kg), uciakł przed nim pod samochód, gdy ten go powąchał. potem pani zagaduje - "a, to też york... ale nie miniatura chyba.." *nie mam siły tłumaczyć jej*, więc odpowidam tylko -"taa" potem z ciekawości pytam - ach, a ile on waży? i słyszę odpowiedź po prostu powalającą - ach, to moja największa duma. mniej niż kilogram, nieźle, prawda? powiesić się można.[/quote] No tak, rzeczywiście "nieźle". Az dziwne ze piesek tak długo juz zyje - 5 lat. Podobno najnizsza waga zdrowego w pełni dorosłego psa to 1,8 kg. A tu nawet ponizej 1. Szok.
-
[quote name='daria1'] Buziaki Haniu dla Twego Berka musi być super pieseczkiem:loveu:[/quote] Dziękujemy:lilangel:
-
[quote name='daria1']Bo u nas niestety pokutuje mit że yorki powinny być jak najmniejsze,bo inaczej coś z nimi nie tak.Ja uważam,że i duże i małe są śliczne.Ale ostatnio spotkałam się ze znajomą,która ma suczkę w wieku Rosy i waży ona 1,9kg,a Rosa 2,2.Podnosząc ją na ręce stwierdziła niezły z niej grubas:shake: I mówiła to całkiem poważnie........ To mnie bardzo martwi zawsze...... Takie głupie przekonanie. Ta miniaturyzacja na siłę zabija wiele psów. A ja dziękuję bardzo, wiem, co to taki drobiazg, moj pudelek toy wazyl 1, 5 (:crazyeye::crazyeye::crazyeye:) calutkie zycie chorowal, problemy z kregoslupem, zwichniecie rzepki (2 ostatnie lata zycia kulala, a wlasciwie chodzila na 3 lapkach), OGROMNY problem z kamieniem nazębnym (to byl efekt choroby nerek -tak wet powiedział) no i te nerki, choroba nerek, ktora ją zabrała. Wlasnie przez to ze byla taka maciupeńka nie można było juz na koniec nawet zyłki do kroplówki znaleźć. Wiem, ze sa psy tak malutkie i zdrowe. Moj nie byl, zraziłam sie strasznie, chciałam wiec sporego psiaka - malego ale "porzadnego".
-
A ja sie pochwale, Berek nauczył sie ładnie calutka noc przesypiac"u siebie", bez marudzenia. W KOŃCU!!!!:) tyle ze 6 rano i robi alarm przeciwpowodziowy, nie ma rady, trzeba wstawać, chocby na chwilke:)
-
U mnie wystarczy, ze wyjde z Biniem na spacer - wszyscy w oknach w czółka sie pukają. niełatwo psu na wsi mieszkać. Sąsiad za płotem (ten od sznurka nylonowego) ma dwa burki - mały biega luzem (dosłownie) duży ON kowaty (suczka)żyje w stodole. I sasiad sie dziwi ze do szczepienia nie chca isc - ogromnie dziwne naprawde. Jedyny "spacer" do roku - i to jeszcze połączony ze stresem i bólem pupy, a także razami łańcuchem (bo pies sie zapiera i nie chce iść). Nic, tylko lecieć posłusznie za panem.
-
Wczoraj byliśmy u weta - Bereś na rękach. Jak wracaliśmy po 2 stronie ulicy szła dziewczyna z suńką taką mniej więcej w wieku Berka. No Berek to spory chłop będzie, a sunia taka mini mini, pewnie z pół kilo na oko ważyła. A Bereś to prawie 2! (a ma 12 tygodni prawie)!!! Nabity taki jest, kluseczka, bo oprocz tego maluńki (kocha żarełko. to jego życiowe hobby - pełna micha). Dziweczyna tak patrzy i mowi zawiedziona - o Matko...... a z daleka wygladał na taką kruszynkę... Ja jej na to ze takiego chciałam. A ona: E, to nie jest miniaturka....... No i tłumacz tu ludziom! Pytała jeszcze co je idziwiła sie ze tylko RC, suńka to niejadek, RC nie tknie, trzeba jej gotować. No a Berek by sie dał za RC posiekać. Nawet "siad" nauczyła sie bezbłędnie(nasza 1 komenda!!!!)właśnie dzieki Royalowi. Sądzę, ze gdyby tak sobie wymyślić żonglowanie - to tez sie nauczy, byle tylko chrupeczke za to dostac. Ech, żarłok.......
-
Ja mieszkam na wsi i ostatnio odbywała sie akcja pod tytułem "szczepienie wiejskich piesków na wscieklizne" tzn przyjezdza wet i schodza sie wszyscy okoliczni wlasciciele psow - szczepienie jest obowiazkowe wiec ida WSZYSCY. Dziesiatki osob. Poszłam z Bingiem , zawsze jezdzilismy na szczepienie, ale sie skusiłam tym razem. (Bingo ma chorobę lokomacymją i zawsze b. źle znosi jazde.)I żałuje!!!!!! Psów było DZIESIATKI, SETKI. Oprocz Binga - tylko jeden w kagańcu. A agresywne WSZYSTKIE jak jeden mąż. Właściciele raz do roku ida z nimi, wiec smyczy tez nie ma - są tachane na łańcuchu albo (te mniejsze) na pasku od spodni. Rozwalił mnie pan od takiego strasznie agresywnego łańcuchowego "ONka" - pies "przyszedł" (został zaciągnięty) na sznurku nylonowym. Tylko czekałam, aż sie zerwie i kogoś zaatakuje, bo był bardzo agresywny. Ja wiem, co Bingo potrafi, a jest naprawde duży (ze 35 kilo zywej wagi) zawsze i wszedzie maszeruje w kagańcu, porządnej obroży i grubaśnej smyczy bo niestety lubi czasem coś wziąć na ząb. W "lecznicy" (na podwórku sąsiadów:angryy:) on jeden wiedział co to siad, waruj, noga. Bez tego byśmy nie przeżyli. Ostatni raz w życiu poszłam na taką "wygodę". Dobrze ze sa takie akcje, bez tego psy nie bylyby W OGOLE szzcepione.Bo jak zawieźć łańcuchowego "kaukaza" (czytaj psa kupionego na targu za bezcen) do weta? Takiego, który smyczy na oczy nie widział i nawet właściciel sie go boi?! Wiec sie go bierze na łańcuch i ciągnie wspólnymi siłami całej rodziny pare domow dalej. Wszystko ładnie - tylko to niebezpieczne! Bałam sie jak diabli! Te psy w wiekszosci nie kosztowały nic, daje im sie odpadki, 20 zł na rok na szczepienie (bo TRZEBA), to moze by tak jeszcze łaska kupic na ten zbozny cel kaganiec? Naprawde sie wsciekłam.
-
[quote name='PositiveThought'] słuchaj, on tak nieodpowiedzialnie tylko z wysokością, czy np. nie wiem, z ulicą, dużymi psami też?[/quote] No Berek nie ma pojęcia "odpowiedzialność" w swoim słowniku :razz: Nie wiem jeszcze jak z ulica i psami bo na razie nie wychodzimy - kwarantanna. Ale znajac jego to bedzie wesolo, bedzie. Berek to najwiekszy rozrabiaka z całego miotu, to nas zreszta ujęło i absolutnie nie zaluje, gdybym miala wybierac po raz 2 - jego bym wybrala. Ale na oko ma 2 razy wiecej energii niz inne psy (przynajmniej te ktore znam). Mysle o PT - mam nadzieje ze sie uda, to nam bedzie b, pomocne.:)
-
[quote name='nane']Moje psiaki też nie wiedzą co to lęk wysokości :-o kiedyś pamiętam jak mój Vasyl zeskoczył z parapetu na ogród (na szczęście na parterze) to było straszne ale nic mu się nie stało co więcej nawet nie był zdziwiony tym faktem :crazyeye:[/quote] :crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye: Boże Święty, te yorki........ moj z parteru jeszcze nie skakał. Wszystko przed nim:razz: A trzeba było kupić doga! Albo bulldoga.
-
[quote name='Yorkie']Hmm... nie wiem co doradzić... jak tak histeryzuje to trudno będzie od razu rozpoznać, czy stała mu się krzywda, czy nie. Ale jak tak skacze to nie pozwalaj, i nie kładź go, np. na pralkę, biurko itp. bo wtedy to będzie twoja wina, nie jego. A jak trzymasz go na rękach, to on ci wyskakuje z nich na dworzu czy w domu?[/quote] Stało się to w domu - Bereś ma kwarantanne i jeszcze nie wychodzi. Ale jak już wyjdzie, to dopiero będą numery. Jak to moj dziadek mawia: No maly jeszcze i głupi:cool3: zmądrzeje. Boże, o ile sie wczesniej nie połamie!:-o Jak juz pisałam o zadnych parapetach w ogole mowy nie ma - sadze ze np. przy otwartym oknie po prostu wyskoczyłby sobie przez nie. On jakoś nie widzi ze to daleko i wysoko.Problem nie dotyczy tylko siedzenia na rekach (bo raczej tego nie planuje, choc wiadomo sa sytuacje kiedy trzeba). Jak mu sie uda np. dotrzec do schodów to najchetniej rzuciłby sie z nich na łeb na szyję (nosimy go po schodach). Na klatce schodowej mamy taki " balkonik", no wiadomo, jak to na klatkach. Trzeba bardzo uwazac zeby tam nie podszedł, bo sadze ze tez od razu byłby skok. A tego to by juz raczej nie przezył.:crazyeye: Uwazamy wszyscy bardzo - wiadomo, ale Berek to jest przypadek ciężki (i nie tylko dlatego ze lubi jesc). Boje sie ze moze sie zdarzyc taka sytuacja, ze ktos czegos nie zauwazy, nie dopilnuje i nieszczescie gotowe. Tym razem chyba nic mu nie jest, zjadł jak zwykle zarłocznie kolację i śpi. Swoja droga - mowi sie ze yorki maja słaby, delikatny kościec - Berek ma mocny, wnioskuje. Bo gdybym np. ja spadła z takiem wysokosci jak on dzisiaj, to byłby gips jak amen w pacierzu. Moze mam jakiegos psiego Małysza?:cool3:
-
Z Berkiem o parapetach i pralkach w ogóle mowy nie ma - on bez nazmysłu zeskoczy. Yorkie wlasnie problem polega na tym, ze to nie jest tak, ze on sie wierci, wierci - i dopiero hop. Skąd. On skacze nagle, ot tak, czasem bez wiercenia. Hooop i juz. Teraz juz wiem bede go trzymac zawsze i w kazdej sytuacji bardzo mocno i uwaznie. Ale naprawde zawału serca można dostac. Nie mowiąc o nim - bo w 1 chwili pomyslałam ze sie połamał, albo cos sie stało okropnego - tak wył niesamowicie. Za moment uspokoił sie i "znormalniał". no co za pies....
-
Jestem przerażoa - moj pies nie posiada czegos takiego jak lęk wysokości WCALE. Przed chwila wyrwał sie cos go nagle zainteresowalo i niespodziewanie wyskoczyl mi z rak (stałam wtedy) prosto na twardy parkiet. Myslalam ze cos mu sie stalo taką histerię podniósł. Ja byłam przerażona jak nigdy. Po chwili znów zachowywał sie normalnie w tej chwili znow diabel go poętał i biega jak szalony - ale co bedzie nastepnym razem? Boję się on w kazdej chwili moze spaść - wyrwać się, on tak sie czasem szarpie ze głowa mała, najgorzej ze jest to niespodziewane. Siedzi spokojnie i nagle - hop. Na ziemię. Z tym ze to nie kot - nie spada na 4 łapy. Wyczytałam juz dawno ze yorki nie maja leku wysokości (jak np. pudle - to sie zgadza, Milka POTWORNIE bała sie wysokości) - ale az tak? To sa prawie tendencje samobójcze!!!!!!!Co z tym robicie? Czy Wasze yorki tez tak mają? Jakie moga byc skutki takiego upadku - czy moga sie pokazac np. po kilku godzinach? Bo teraz Berek jest normalny tzn. energia go rozpiera. Stało sie to gdzieś z pół godz. temu. Matko, ale mnie przestraszył......
-
Widzialam ten film - najbardziej rzeczywiscie zbulwersowały mnie te wypozyczalnie. Byla tam np. sunia chichuachua, ktora peni ludzie zabierali co 2 tyg. na weekend - caly weekend dla opsa, "cudowne warunki", nawet filmy dla psów jej wypozyczali (kolejny japonski wynalazek). Po weekendzie pies wracal do wypozyczalni - mieszkał tam w nieduzej klatce. Wszystko w srodku estetyczne, jak najlepszy hotel, recepcja itd., elegancko - a psy w klatkach wbudowanych w sciane. Ci ludzie od chichuachua mowili ze zasady sa takie ze nigdy tej (ani zadnej innej) suni nie beda mogli kupic, tego zakazuje regulamin. I ze musza sie pogodzic z tym ze inni tez ja wypozyczaja. Mnie najbardzie interesuje co sie robi z tymi psiakami jak sie zestarzeja i nikt ich juz nie wypozycza.
-
[quote name='Moonek']To zadziwiajaco duzo...[/quote] moj ma 10 tyg i tez cos kolo tego;)
-
[quote name='madziasto4']Mały ma apetyt? To bardzo dobrze :lol: Tak jak mój Toro :lol: Przynajmniej nie ma kłopotów z wybrzydzaniem i niejedzeniem ;)[/quote] Oj ma apetyt ma..jak smok! Generalnie dziala wg zasady "ile widze tyle zjadam". Zjadam - to malo powiedziane! Jak wsypuje zarełko do miseczki, to Berek w locie juz pożera. W jego przypadku bez miarki ani rusz, bo sie spasie jak tuczna gęś:)
-
[quote name='koregra']Moją Cori też kilka razy powiało Zawsze się wyśmiewali że ona na smyczy ja balonik będzie latać :-([/quote] A ja nie bede miała balonika, raczej - jesli małemu nie zmaleje apetyt - beczułeczkę:cool3:
-
Berek ma 5 rodzenstwa, w tym jedna sunia. Zamowiona chyba jeszcze przed porodem....
-
Wiecie ja tak sobie czytam i czytam ten watek i tak sie troche zastanawiam - czemu przestrzegamy zasady ze nie daje sie psu jesc ze stolu, ze pies ma bez protestu oddac zabawke czy smakolyk, a pozwalamy sie ladowac do lozka tzn na miejsce przewodnika stada. Wiadomo ze pies bedzie chcial wlezc do lozka bo to nie tylko cieple miekkie poslanko blisko pańci, ale tez "dowod" ze ma prawo sie ubiegac o przewodnictwo. To oznacza ze trudniej go bedzie wychowac. Ja nie pozwalam Berkowi na lozko wca ale, bo tak gdzies wyczytalam, ale teraz to sie zastanawiam - Wasze psy spia w lozkach i nic sie nie dzieje. Tyle tylko ze jak sie zdecyduje to nie bedzie odwrotu - na razie Bereś nie wykazuje checi wlazenia do mojego łóżka bo tego nie zna. Moze mi ktos poradzic? to milo spac z psem, ale z drugiej strony argumentacja "wychowawcza" do mnie mocno przemawia. No i nie wiem:)
-
Ekhm... co to znaczy ze wyczuwalne? Bo Berek ma zaraz dziesiąty tydzien, ale jakos na razie normalnych jaderek brak. "Coś" tam jest, tylko nie wiem czy moje "wyczuwanie" jest na tyle precyzyjne, zeby to stwierdzic na pewno;)
-
A u mnie ostatnio odbywal sie dramat w 3 aktach. Berek zaginal W DOMU (bo ma kwarantanne i nie wychodzi). Z godzine go szukalam, juz zaczynalam podejzewac ze wyskoczyl przez okno albo cos, a tu nagle cos mnie olsnilo i zajrzalam do szafki kuchennej pod zlwewm - a tam Berek spi w najlepsze!!!!!!!!!! W ZAMKNIETEJ SZAFCE!!!!!!!!!!!!!! Berek jak to Berek (jego drugie imie powinno brzmiec "Wszedziewleze") postanowil zwiedzic szafke, w ktorej go jeszcze (o dziwo! takie niedopatrzenie!) nie bylo. Po czym zasnal w niej snem sprawiedliwego, ktos szafke zamknal, pies sie wyspal w spokoju (na szczescie wentylacje mial ok, bo szafka szczeliniasta), a ja - zaczynajac juz podejrzewac kosmitow o porwanie - o malo zawalu nie dostalam:):):)