-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Takie tabliczki typu "zakaz wprowadzania psów" na trawnik przykładowo są całkowicie bezprawne i nie ma żadnej podstawy prawnej do ukarania Cię za złamanie tegoż "przepisu" np. mandatem. Co do samego trawnika - żaden mieszkaniec nie może sobie ot tak zabronić Ci wchodzić na trawnik "bo pod jego oknem" czy z innych idiotycznych powodów, bo jeżeli ten teren nie jest wykupiony przez tą osobę na własność, jak np. teren pod garaż, to wszystkie tereny zielone spółdzielni mieszkaniowej są wspólną własnością wszystkich członków spółdzielni, i trawnik pod oknem sąsiada jest tak samo Twój jak i jego, i masz prawo z niego korzystać.
-
Zaktualizowałam pierwszy post, dopisałam sporo i jak zwykle w ryk; nie wiem czy kiedyś będę o niej myśleć czy pisać bez łez :( Muszę rozruszać Prosiaczka, bo trzeci dzień głównie śpi, wczoraj mało co zjadł, jakoś cicho w domu...
-
Niezły przeskok, ze statecznych molosów na takiego szatana ;) Ja mam staffika, chyba jeszcze gorsze ADHD, przerabiałam już nawet bieganie po półkach w regale na widok smyczy :diabloti: ale jak przetrwacie 2 lata, to dacie radę :D Imię w każdym razie adekwatne, szczylek piękny :) A jego mama ma już dom? Bardzo współczuję straty Sary :( W tym tygodniu odeszła na raka moja sunia, po ponad 12 latach razem... I szczerze mówiąc nie wiem, czy bardziej boli nagła śmierć czy po dłuższej chorobie, po kilku latach czy kilkunastu, chyba zawsze jest to uczucie, że było za mało czasu :(
-
Rzucanie się na inne, psy - zbyt wielkie zainteresowanie.
Martens replied to Monika_1584's topic in Wychowanie
Ja tu żadnego problemu z socjalizacją nie widzę; wszak pies socjalizowany był, z psami umie się obwąchać, pobawić, za to jest 9-miesięcznym samcem, hormony zaczynają walić na główkę, i zaczyna fikać do psów, które uznaje za mogące stanowić dla niego konkurencję, czyli wielkie, włochate (optycznie jeszcze większe). Tym bardziej komponuje się to z jego pochodzeniem - ani dorosły samiec asta, ani chow chow nie należą do piesków szczególnie uległych i pokojowo nastawionych do obcych psów, które mogą postrzegać jako konkurencję. Ja jednak nalegałabym na możliwe szybką kastrację, bo bez niej to może być walka z wiatrakami, szczególnie że pies jest pod opieką młodej osoby, a jego skłonności w miarę upływu czasu i działania hormonów będą się utrwalać i nasilać. Równolegle psa trzeba wziąć w tryby, niemal cały spacer poświęcać na szkolenie, wspólną zabawę wyczerpującą psychicznie (możesz popróbować np. pracy węchowej); każdy kontakt z psem wykorzystywać do pracy z nim, wydawać polecenia przy każdej okazji, żeby utrwalić psu, że słuchać się ma cały czas i w każdej chwili może otrzymać komendę i natychmiast ją wykonać. Jeśli chodzi o same problemowe momenty, to nie wiem, czy zmiana obroży wysoko założonej na dławik, potem kolce, czy jeszcze obrożę elektryczną wiele zmieni - tu chodzi bardziej o szybką i stanowczą reakcję, zajęcie psa ułamek sekundy przed tym zanim on zacznie przypadać do ziemi i fikać do psa, ostre reagowanie nie tyle na samo zachowanie psa wobec zbliżającego się "towarzystwa" co na ignorowanie w takich sytuacjach komend przewodnika. W skrócie korekta nie ma być za to, że pies patrzy na obcego, kładzie się, bo to zbuduje skojarzenia "pies = kara" - postaraj się raczej jak najwcześniej wydać psu jakieś polecenie i jeśli nie zareaguje, ostro je wyegzekwuj; nie skupiaj się na karceniu psa za fikanie tylko zmuszeniu go do posłuszeństwa mimo tego, że tam idzie pies. -
Dom tymczasowy dla suni i malych do piatku
Martens replied to patrycja100's topic in Już w nowym domu
[quote name='patrycja100']Wtedy tak płakała ze ja razem z nią, ona wydaje taki dzwiek jak płacz...jak oprzytomniala z narkozy to nagle zaczeła wyc, płakać......to pies znaleziony i po niewesołych przejściach pewnie... Pójdę z nia do weta... Gdzies czytalam ze ciaza moze zahamowac rozwoj takich guzkow, stąd tez były moje mysli o ciązy głownie... [/QUOTE] Przy wychodzeniu z narkozy pies może wyć i śpiewać niekoniecznie z bólu, tylko dlatego, że w głowie mu się przewraca, może mieć halucynacje i podobne zaburzenia, po prostu efekt uboczny odchodzenia leków. Guzy sutka są niestety hormonozależne i rosną przy każdej kolejnej cieczce, przy ciąży jeszcze bardziej, bo ich wzrost jest związany z wydzielaniem hormonów żeńskich. Każdy wet z jakim rozmawiałam w przypadku usuwania guza listwy mlecznej zalecał za jedną narkozą sterylizację, bo inaczej praktycznie pewne jest, że przy kolejnej cieczce i burzy hormonalnej będą pojawiać się kolejne i że tak powiem "cały pogrzeb na nic". -
Dziękuję :( zbieram się teraz do odkurzenia dywanu, bo ściele się na nim gruba warstwa jasnych kłaków i nie mogę się przemóc; nie wiem jak ten dywan będzie wyglądał bez jej sierści po raz pierwszy od tylu lat. Prosiak jakoś spektakularnie nie przeżywa, cały dzień dziś przespał, z przerwami na sępienie polewy czekoladowej w kuchni, ale u niego to normalne kiedy cały czas pada; mógłby spod kołdry nie wychodzić ;) [SIZE=1]Są od dłuższego czasu plany na drugiego staffika w przyszłym roku, a do tamtej pory nie wiem, pewnie znowu potymczasuję, póki w domu tak pusto i tylko jeden pies... Jak się przyzwyczaiło do dwóch psiaków, to z jednym jest strasznie dziwnie, taka cisza, nie ma rabanu jednego przez drugie jak zadzwoni domofon, nie ma spięć o zabawki...[/SIZE]
-
Ja używałam Rocco przez kilka miesięcy do dosmaczania suchego dla starszej suni i nie mam zastrzeżeń, zawartość naprawdę wygląda na mięso, są całe fragmenty, żadnych wypełniaczy się nie dopatrzyłam.
- 23 replies
-
- dobre
- karmy mokre
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
[quote name='Soko']A to że przerobienie lektury na lekcji wystarcza, by zdać maturę i dostać 6 z wypracowania wcale nie motywuje do tego, by wreszcie po którąś z nich sięgnąć ;)[/QUOTE] I właśnie dlatego Polska jest chyba największym producentem wykształconych tumanów... Bo przez wszystko można się prześlizgnąć i zdobyć papierek, i po temacie. Jak widzę jacy ludzie kończą choćby mój kierunek, to przestaje mnie dziwić, że pracodawcy w d*pie zaczynają mieć wykształcenie, tylko patrzą na doświadczenie, czyli to, co faktycznie ktoś umiał robić, a nie wyślizgał sobie przy odrobinie sprytu...
-
No i po wszystkim... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/105941-Bary%C5%82kowo-Smerfowo-czyli-Krem%C3%B3wka-i-Staffik?p=19099876#post19099876[/url]
-
Od wczoraj Dziuni już nie ma z nami... :-( Ostatnie dni były bardzo dobre, chodziłyśmy na spacerki dookoła osiedla, w domu bawiła się piszczącą piłką, była bez żadnych leków przeciwbólowych i czuła się świetnie. Jeszcze dzień przed nie dawała mi wieczorem spać, bo ciskała tą piłką jeżem i piszczała nią, żeby się z nią bawić. Wczoraj po 5 rano poszłyśmy jeszcze na deszczowy spacer, wszystko było dobrze, załatwiła się, zjadła śniadanie... Niczego się nie spodziewałam :-( Do południa spała, młody zaczepiał ją do zabawy to dała mu szkołę, i w południe chciała iść ze swojego posłania na drugie pod balkonem, żeby powyglądać, i wyłożyła się w połowie drogi... Nie mogła wstać, nasikała pod siebie :-( Dałam jej zastrzyk przeciwbólowy, żeby w ogóle przesunąć ją na posłanie z tej kałuży, bo na żywca się bałam, żeby ją nic nie zabolało... Zadzwoniłam po wetkę do domu, bo nawet nie miałam jak jej znieść i zawieźć do lecznicy; zresztą nie wiem, czułam że to koniec i nie chciałam, żeby odchodziła w miejscu, którego się tak strasznie boi... Czekałyśmy na wetkę trochę, bo miała pacjenta i dojeżdżała z innej miejscowości; Baryłek leżała mi z głową na kolanach, nie wyglądała jakby coś ją bolało, tylko była strasznie osłabiona, poruszała tylko głową i przednimi łapami; jak do niej mówiłam to widziałam że ledwo może majtnąć ogonem... Kiedy musiałam po coś wstać, cały czas za mną patrzyła, musiałam tak poprzesuwać krzesła, żeby widziała mnie np. w łazience... Potem chyba zaczęło ją boleć, bo zobaczyłam ten wzrok i ten oddech, dałam jej kolejny zastrzyk przeciwbólowy, 15 minut, nic, kolejny i dopiero po nim się uspokoiła, wyciszyła... Wtedy przyjechała już wetka, Dziunia wstała, podeszła, wróciła na posłanie i padła na nie jak placek... Wszystkie śluzówki blade, prawdopodobnie coś się otworzyło, krwotok, itd. :-( Znieczulenie i zasnęła mi na rękach. Z ostatnim zastrzykiem był problem, żyły jej po prostu pękały, na 2 wkłucia dało się podać zaledwie połowę dawki, trzeci raz się wkłuć nie zdążyliśmy, bo serduszko się zatrzymało... Śpi na działce pod moją ulubioną wiśnią, w prześcieradle, ja jeszcze nawet nie sprzątnęłam misek, posłania, jedzenia, nie wiem kiedy się za to wszystko zabiorę... Najbardziej mi brakuje jej barankowej mięciutkiej sierści i zaczynam rozumieć ludzi, którzy mumifikują swoje zwierzęta, żeby mogły udawać, że śpią tam gdzie zawsze, żeby można było ich jeszcze kiedyś dotknąć :-(
-
[quote name='ola134']Nie rozumiem? jak nie ma co wszywać? bez przesady ,że przez 2 tyg gruczoł stracił swoje własciwosci.[/QUOTE] [url]http://www.okulistykazwierzat.pl/artykuly/80-cherry-eye[/url] [url]http://www.okulistykazwierzat.pl/artykuly/79-zespol-suchego-oka[/url] ;)
-
[quote name='filodendron']Nie pasują? Toż to najmilsza podniebieniu kompozycja :) Filet z brzoskwinią, indyk z żurawinami, kurczak duszony w jabłkach, schab ze śliwką. Mniam, mniam, same pyszności :) [/QUOTE] Ja dodam jeszcze schab z truskawkami i imbirem :loveu: Surowe warzywa możesz dać starte cieniutko blenderem albo przepuszczone przez sokowirówkę; buraka, pietruszkę też. Tylko z pietruszką i selerem ostrożnie ilościowo, bo to wiadomo, moczopędne ;)
-
U mnie pies miał zabieg, odebrałam po 2 h już wybudzonego, miał tylko lekko zaczerwienione oko. Dostaliśmy na tydzień leki do oczu (już nie pamiętam czy krople czy maść), kołnierz żeby nie tarł oka jak nie mogę go pilnować i tyle. Szwy rozpuszczalne, więc praktycznie na tym się skończyło. Tak jak pisze murakami, im szybciej zabieg wykonany, tym lepiej, bo z każdym dniem, kiedy gruczoł jest na wierzchu, narażony na czynniki zewnętrzne, uszkadza się i traci swoje funkcje; po 2 tygodniach w zasadzie nie bardzo jest już co wszywać i im później wykonany zabieg, tym większe ryzyko, że na przyszłość dojdzie do zespołu suchego oka. Jak dzwoniłam i umawiałam wszycie, i powiedziałam, że pies ma gruczoł na wierzchu już kilka dni, umówiono mnie od razu na drugi dzień.
-
Tylko, że FCI zajmuje się hodowlą psów RASOWYCH, a taka krzyżówka psem rasowym nie jest. Można sobie za to posiadać rodowody z uprawnieniami hodowlanymi FCI rodziców takich mieszańców, ale rodowód takiemu psu musiałaby wyrobić inna organizacja, która te rodowody rodziców wydane przez FCI uza i wyda dokument poświadczający pochodzenie. Wiele ras nieuznanych przez FCI czy będących w trakcie tworzenia korzysta właśnie z organizacji innych niż FCI, czy po prostu zakłada własne stowarzyszenie zajmujące się hodowlą rasy. Zrobić kilka krzyżówek może owszem, jedna osoba, ale stworzenie i utrzymanie wyrównanej populacji rasy to już i tak zadanie dla większej grupy ludzi (albo milionera), więc czemu nie miałyby po prostu założyć stowarzyszenia i prowadzić ksiąg hodowlanych, które później mogą być podstawą do... uznania rasy przez FCI ;) Swoją drogą u niektórych nieuznanych przez FCI ras (np. alaskan husky) to sami hodowcy prowadzą księgi rodowodowe, dla własnej wiedzy i możliwości selekcji swoich psów pod kątem użytkowości, a o uznanie rasy przez FCI wcale się nie starają, bo im to niepotrzebne; oni nie hodują psów na wystawy, a tylko do pracy, zawodów, pod kątem użytkowości.
-
Nie można wyrobić rodowodu FCI "rasie", która nie jest przez FCI uznana... Skrzyżowanie jednej rasy z drugą nie powoduje automatycznie powstania nowej rasy, bo żeby mieć rasę, trzeba mieć odpowiednio dużą, wyrównaną populację tychże mieszańców, która daje wyrównane potomstwo, a to są lata pracy hodowlanej na przynajmniej kilku liniach. W pierwszym pokoleniu krzyżówki cechy są zwykle pomieszane pół na pół, natomiast już w pokoleniu drugim często dochodzi do rozszczepienia cech w miocie, i łopatologicznie rzecz ujmując rodzi nam się nie miot labradoodle, tylko kilka pudlowatych i kilka labradorowatych. Trudno więc mówić, że jest to rasa.
-
[quote name='sybisia']Dokładnie tak, bo jest bardzo wiele "osób", które mają gdzieś grzeczne zwracanie uwagi lub reagują jeszcze większą agresją, natomiast przemówienie do nich w ich języku (a im bardziej chamsko tym większe wywiera wrażenie) wzbudza coś na kształt "respektu"; smutne, ale prawdziwe[/QUOTE] Niestety muszę się zgodzić. Ale dla własnego sumienia zawsze zaczynam kulturalnie ;) Na szczęście do kopania ludzi nie musiałam jeszcze dojść.
-
Ostatnio jest dobrze, ponad tydzień nic przeciwbólowego wrzucać nie musieliśmy, ale doszła nawracająca biegunka, raz podbarwiona krwią :( Leczymy objawowo Smectą dla dzieci i na niej jest ok. W ogóle widzę, że ona chudnie, schodzą jej mięśnie z zadu, z torsu, tylko brzuch zostaje :( Byliśmy ostatnio na działce; zamiast szaleć pochodziła z kwadrans, potem schowała się ze mną w domku na kanapie i się stresowała, chciała do samochodu :( Odwieźliśmy ją, żeby odpoczęła; teraz już tylko kulamy w domu piłeczkę i chodzimy wieczorami na przechadzki za osiedle... Już niewiele czasu nam zostało, nastrajam się psychicznie, że jej 13. urodzin nie będzie :(
-
[quote name='martyneczka0328']Hejka chciałąbym zapytać czy ma ktos suczkę do krycia ? Marzy mi się mały staffik , ale niestety za dużo kosztuję :( Wujek ma samca i w zamian chciałabym szczeniaczka. Pozdrawiam e-mail ; [EMAIL="hiphop666@poczta.onet.pl"]hiphop666@poczta.onet.pl[/EMAIL][/QUOTE] Galeria moich psów to nie tablica ogłoszeń dla pseudohodowców. Do widzenia :p
-
Dobra, to po kolei. [quote name='Ineger']To może zrób taki test: u każdego lepszego stomatologa można zrobić wymaz z jamy ustnej celem sprawdzenia czy nie masz na przykład wirusa hpv albo jakichś groźnych bakterii(są różne bakterie, niektóre są mało groźne, inne są bardzo groźne)...to zrób sobie wymaz sobie i swojemu psu, a potem porównaj, bo szkoda tutaj strzępić języka. Na psim języku mogą być na przykład pałeczki e-koli, tężca i całej masy innych śwnistw.[/QUOTE] E. coli prędzej znajdzie się na mojej ręce, jak pójdę do supermarketu i wezmę wózek po kimś, kto nie umył rąk po wyjściu z kibelka. Tężca będę miała na sobie całe roje po pracy w ogródku i żadnej krzywdy mi nie zrobi, póki nie wbiję go sobie do krwioobiegu, plus jestem szczepiona z racji kierunku studiów. To jakie tam jeszcze te świństwa? [quote name='Ineger']Poza tym psi układ immunologiczny jest odmienny od ludzkiego, więc to, co dla psa neutralne dla ciebie może być groźne...tak to jest w przyrodzie, że na przykład ssaki umierają na wściekliznę, a ptaki albo gady nie mogą na nią zachorować.[/QUOTE] Wsio prawda tylko wyciągasz mylne wnioski - cała masa świństw o których piszesz, jest dla człowieka niespecyficzna, więc wywołuje chorobę np. u psa, a u człowieka nie. Masz dużo większe szanse zarazić się czymś patogennym od drugiego człowieka, niż zwierzęcia na tyle oddalonego od Ciebie ewolucyjnie co pies. [quote name='Ineger']Jeśli całujesz się ze swoim "TZ", to tak, jakbyś jadła z tych samych talerzy..dla mnie to jednak jest różnica, czy całuję się z czowiekiem, czy ze zwierzęciem, to raz. A dwa, że, jak już mówiłem, gdybyś dłuższy czas miała w pysku to, co ma twój pies, to pewnie dostałabyś raka jamy ustnej.[/QUOTE] Możesz sprecyzować o tym raku? Jakie to czynniki kancerogenne są w psiej ślinie? Obawiam się, że prędzej dostałabym go od palenia papierosów czy namiętnego całowania się z palaczem niż lizania mojej gęby przez psa :cool3: [quote name='Ineger']Jezu, ale daj jakieś dowody na poparcie tego, co mówisz...każda ślina ma jakieś wlaściwości antyseptyczne, ludzka też, ale są takie bakterie i wirusy, którym to nie przeszkadza. W psim pysku jest od przysłowiowego zajebania właśnie takich bakterii, które dla człowieka mają działanie patogenne, czyli są niebezpieczne. Ludziom którzy na przykład mają wirus HIV raczej się nie poleca trzymania zwierząt w domu, wiesz o tym?[/QUOTE] Ale ja nie mam HIVa. Mam w miarę sprawny układ odpornościowy. Takich bakterii jak piszesz jest pełno wszędzie i naprawdę te z pyska domowego psa nie robią jakiejś wielkiej różnicy; gdyby tak było, ludzie którzy pozwalają się lizać psu, umieraliby w męczarniach na szpitalnej izolatce, a jakoś takich przypadków nie widuję :roll: [quote name='Ineger']..Facepalm, po raz któryś...może i jest więcej, to zresztą zrozumiałe, bo usta są jednak bardziej w kontakcie ze światem, niż odbyt, co nie? Większe znaczenie ma to, jakie to są bakterie i wirusy. To co normalnie masz w jamie ustnej po prostu sobie jest, a przy pocałunku przedostaje się do ust drugiej osoby i stymuluje jej układ odpornościowy(chyba że masz jakieś groźne bakterie, bo na przykład całujesz się ze swoim psem, który wcześniej, jak nie widziałaś, tarmosił martwego szczura znalezionego na trawniku).[/QUOTE] No facepalm, a czemu niby coś z ust drugiej osoby "stymuluje mój układ odpornościowy", a z psiego pyska zakaża mnie śmiertelnymi chorobami...? Tak jak pisałam wcześniej, łatwiej zachorować wskutek kontaktu ze swoim gatunkiem, bo on przenosi specyficzne dla nas drobnoustroje chorobotwórcze; większość obecnych u psa nie wywołuje choroby u nas, bo jest genetycznie przystosowane do inwazji na inny organizm, o innych właściwościach immunologicznych. [quote name='Ineger']Twój układ odpornościowy też nie radzi sobie z tym, co twój pies ma w pysku, a z całą pewnością nie radzi sobie z tym układ odpornościowy na przykład twojego chorowitego dziecka. [/QUOTE] Matko bosko kochano, to jak ja jeszcze żyję?? :-o Wiesz, mnie guzik obchodzi, czy ktoś całuje psa czy nie, czy pozwala mu się lizać i spać w łóżku - co kto lubi, kwestia gustu, nie chcesz to nie, nie moja sprawa. Ale jak wypisujesz takie bzdety o tych straszliwych chorobach z psiej śliny i sugerujesz, że osoba śpiąca z psem w pościeli to jakiś debil i brudas narażający się na śmierć, to już trochę nie na miejscu. Dawno zauważyłam, że najbardziej boją się zarazków Ci, którzy najmniej o nich wiedzą, plus często wiąże się to z różnymi problemami nerwicowymi, i paradoksalnie z takim podejście jest się bardziej narażonym na te choroby. Moja matka zawsze się wszystkiego brzydziła, zlewała wannę w domu co tydzień Cilitem aż zeszła emalia, bo ja się tam kąpałam, a dotykałam psów; myła się po kilka razy dziennie żelami antybakteryjnymi i... dostała całkiem poważnych problemów skórnych, wcale nie z brudu czy od mojego psa, ale od swojej "dbałości o higienę", bo zrujnowała sobie całą warstwę ochronną na skórze, naturalną florę bakteryjną i otworzyła szeroko wrota wszystkim patogenom. Leczyła się kilka miesięcy. Ja brudas śpiąca z psem alergikiem mającym problemy z [I]Malassezią[/I] w pościeli nadal jestem zdrowa jak rydz :diabloti:
-
[quote name='Ineger']Pies zawsze jest brudny...na psim języku jest więcej bakterii, niż na podeszwie buta...pies nie wyciera tyłka po defekacji, liże się po jajkach, może mieć pchły, wszy i całą masę innych drobnoustrojów....[/QUOTE] Matko i córko, ale bzdety :roll: Na ludzkim języku jest znacznie więcej bakterii niż na psim, bo psia slina ma właściwości antybakteryjne jak u wszystkich drapieżników. Człowiek jest wszystkożerny, jego ślina ma inny skład chemiczny i tam to dopiero jest syf; taka biologia. Psi tyłek jest ukształtowany inaczej niż ludzki, więc nie obsrywa się jak my, a pcheł, wszy i innych robali to ja na swoich psach chyba z 10 lat nie widziałam... Za to zawszone dzieci owszem, i to nie od psów, o nie :evil_lol: Jak czytam teorie takich ludzi, to żal mi właśnie się robi ich dzieciaków, bo jak zobaczą pełną pieluchę, to uciekną chyba z krzykiem; to dopiero obrzydliwe, a ile w tym bakterii :mdleje: Naprawdę polecam trochę mikrobiologii; jak uświadomisz sobie, co Ci żyje w ustach, w jelitach, na głowie, w mieszkach włosowych rzęs, o skórze nie mówiąc, to przestaniesz przejmować się psem :diabloti: A Twoja pościel i bez psa się pod mikroskopem cała rusza, od takich miłych stworzonek: [url]https://encrypted-tbn3.google.com/images?q=tbn:ANd9GcTjidLnKdBOlwSikK2Z5NQ2sGwNm6cn1GEC3uaBqZLcD2-GUX-p[/url]
-
Przede wszystkim doberman nie nadaje się ani dla niedoświadczonego wychowawcy, ani do pilnowania posesji. To pies typowo obronny, broni bardziej swojego opiekuna niż jakiegokolwiek terenu, plus ze względu na brak podszerstka i tak poza ciepłą porą roku nie wytrzyma długo poza domem. Konsekwencje zdrowotne - na pewno ból po zabiegu, ucho jest bardzo mocno unerwione i ukrwione, ma duże naczynia krwionośne, które chowają się w chrząstkę i ciężko je zamknąć, mogą się po zabiegu otwierać i krwawić, zwłaszcza jak nie dopilnuje się psa. Jak szukasz po prostu stróża, poszukaj jakiegoś psa do adopcji, który ma takie predyspozycje, a jest w miarę ułożony, znany jest jego charakter. Z rasy rzekomo stróżujacej nie zawsze wyrasta dobry stróż.
-
Poszerzona lista ras psów uznawanych za agresywne
Martens replied to Dina2's topic in Rasy 'agresywne'
Ale to norma, zauważyłam - do postawnego faceta z psem mało kto się przyczepi; jak idzie kobieta albo dziecko to często jest właśnie tak. xxxx52, ja na grzeczne uwagi odpowiadam grzecznie; inna sprawa, że zazwyczaj komentującym to nie wystarcza i uważają, że skoro się z nimi tak uprzejmie nie zgadzam, to mogą sobie poużywać i za pomocą decybeli i braku szacunku udowodnić mi swoją rację...