-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Ze spacerami na szelkach z husky jest tylko taki problem, że pies może przestać rozróżniać, kiedy ma tryb pracy - ciągnięcie, a kiedy ma normalnie spacerować bez ciągnięcia, i stąd łatwiej nauczyć psa, że szelki = ciągniemy, obroża = idziemy ładnie. Ale nie ma przeszkód, by wypracować to na komendy, ale to trzeba CHCIEĆ :diabloti: Btw rozwaliło mnie stwierdzenie, że szelki to do ciągnięcia, a na spacer nie, bo kościec się krzywi? Litości, jak ten kościec się już pokrzywi, to chyba jak pies ciągnie, a nie spaceruje? :D I Sledy psa nie pokrzywią, łokcie mogą odstawać, jak młodzik będzie ciągnął jak parowóz na zwykłych szelkach z zoologa; sledy są tak zrobione, że przy obciążeniu odpowiednim dla wieku nic się nie pokrzywi ;)
-
Ej, ona nagle się zrobiła jakaś duża :evil_lol: Ach, normalnie zazdroszczę Antkowi, sama bym chciała mieć z takiego wieku multum fot z psem :loveu:
-
Zależy może na co pies uczulony, bo jak robiłam mojemu testy, to Acana jagnięca i rybna były jednymi z nielicznych karm, które go nie uczulały ;) Po RC Hypoallergenic pies miał najgorszą reakcję alergiczną w życiu.
-
No właśnie są dwie opcje, albo wtedy guz się dobrze schował, albo złośliwy i szybko urósł... A czemu, to pewnie już nie dojdziemy, bo nic się w tym czasie w jej życiu nie zmieniło; jedyne co mi przychodzi do głowy to okołosylwestrowy stres, bo to był nasz najgorszy sylwester w życiu; tydzień przed i po, jechaliśmy na lekach uspokajających...
-
Gadam do niej na okrągło, śmieję się, trzymam się głównie po to, żeby jej było dobrze - ulżę sobie jak będzie po wszystkim; wtedy sobie będę ryczeć za wszystkie czasy ;) Dzisiaj do tego wszystkiego doszła biegunka; na zalecenie wet. napoiłam Smectą psa, plus śpiwór i swoje ciuchy, ma dostać połowę porcji żarcia, a jak nie minie, to rano wet... Dziś byliśmy właśnie na pobieraniu krwi na morfologię; wszystkie węzły chłonne są już mocno powiększone, ona już właściwie tylko śpi, je i chodzi na 5-minutowe spacery; cieszy się jak ktoś wraca do domu, jak jest żarcie, jak się do niej gada i drapie, ale poza tym minka smutna, więc już raczej nie będziemy tego długo odwlekać :(
-
5 mieś owczarek niemiecki boi sie wszystkiego/sunia w DT na resocializacji
Martens replied to a topic in Strachliwość
[quote name='marta.k9080'] Wiem,ze ona szuka u mnie wsparcia bo często(np.przy obcych,chowa sie za mna wspinając przednimi łapkami i wygląda zza mojego boku)[/QUOTE] I to jest idealny moment, żeby powiedzieć jej, co ma robić - usiąść przy nodze, dać do trzymania piłkę, etc. żeby wiedziała co ma w tej niepewnej sytuacji ze sobą zrobić. [quote name='marta.k9080']Nie chciałabym faszerowac jej lekami chyba ,że byłoby baprawdę tragicznie.[/QUOTE] Myślę, że z większością rzeczy poradzicie sobie bez leków, najgorzej ze strzałami. Hydroksyzyna jest bardzo łagodna, dawałam ją swojej suni staruszce na sylwestra i po przez ok. 2 tygodnie; mój 80-letni dziadek też dłuższy czas ją jadł i wszystko było ok. Chodzi po prostu o to, żeby ona pod osłoną leków mogła być wystawiona na bodziec, którego się boi i żeby móc wtedy wypracować z nią odpowiednie reakcje, schemat zachowania. Bez leków to może być strata czasu, jeśli ona dochodzi po strzale do stanu, w którym ślini się, nie reaguje na polecenia i jedzenie, etc. i każda taka sytuacja dodatkowo ją stresuje i utrwala strach, więc ja bym nie zwlekała i nie czekała na pogorszenie, tylko sprawdziła, czy daje się coś z nią wypracować w tym temacie na żywca, a jeśli po strzale jest jednak zero kontaktu i pies drze do domu albo w ogóle gdzieś na oślep, to nie zwlekała z konsultacją z wetem i najlepiej szkoleniowcem, bo jak szybko zaczniecie i opanujecie temat, to macie duże szanse na całkowite wyeliminowanie problemu i utrzymanie się efektu po odstawieniu leków, kiedy inny schemat zachowania będzie już utrwalony. Lepiej kilka tygodni teraz na hydroksyzynie, niż skończyć na kilkanaście lat z psem, którego trzeba faszerować przez całe 2 tygodnie okołosylwestrowe dużo silniejszymi lekami...- 222 replies
-
Pierwsze co mi przyszło do głowy to ataki padaczkowe [I]petit mal[/I]. U bulli nieco częściej niż u innych ras stwierdza się zaburzenia na tle padaczkowym o różnym podłożu; niekiedy jest to genetyczny problem związany z niedoborem jonów metali w mózgu, ogólnie problemów z metabolizmem metali (powiązane z tym zagadnienie to często upośledzony metabolizm cynku, który odpowiada za wiele problemów skórnych w rasie), czasem ma to podłoże pourazowe, czasem nie do określenia; często wiąże się z zachowaniami obsesyjnymi typu gonienie własnego ogona. Padaczka nie musi się zaraz wiązać ze spektakularnymi atakami konwulsji; wiele psów jak i ludzi często ma jedynie ataki [I]petit mal[/I]: "[I]małe napady (petit mal) mające formę krótkich napadów nieświadomości (absences) i drgawek ogniskowych typu ruchowego, czuciowego i psychoruchowego. Chory na chwilę przerywa wykonywaną czynność, na moment wyłącza się, nie nawiązuje kontaktu z otoczeniem. Nie ma drgawek ani upadku ciała. Po ustaniu napadu powraca do swojego zajęcia i często nie zdaje sobie sprawy z chwilowego zaniku świadomości. Niekiedy mamy do czynienia z napadami mioklonicznymi, podczas których następują szybkie skurcze mięśni w różnych grupach mięśniowych. Chory może wówczas tracić przytomność (ale nie zawsze).[/I]" - (prof. Michałowicz) Generalnie ataków na tle padaczkowym jest masa rodzajów, mają różną intensywność, i u Waszego psa wg mnie najbardziej przypomina to taki łagodny atak padaczkowy, szczególnie że występuje prawie zawsze, kiedy pies jest pobudzony. Ewentualnie może to być jakiś inny problem neurologiczny, ale to już powinniście skonsultować się z lekarzem weterynarii obeznanym w tej dziedzinie, który zaleci Wam badania i ew. leczenie. Jeśli jest to objaw na tle padaczkowym, to prawdopodobnie dopóki ma on tylko taką formę i nie będzie się pogarszać to obejdzie się bez ingerencji farmakologicznej. Jeśli będzie się nasilać, zwiększy częstotliwość, lekarz pewnie zaleci leki przeciwpadaczkowe, zwykle bardzo skuteczne.
-
[quote name='GAJOS'] I jeszcze żadnej rady nie przyjełaś "no, on , ona ma rację" wszystko co ludzie Ci tu piszą jest albo za okropne albo wymaga trochę pracy...I gdzie tu sens?[/QUOTE] Mówią, że kto chce, szuka sposobu; kto nie chce, szuka powodu ;)
-
Zawołali mnie to się wypowiem, bo normalnie włos się jeży - ja nigdy nie miałam husky, a wiem, że masa psów tej rasy całe swoje życie wybieguje się tylko na ogrodzonym terenie/lince/na treningach, i absolutnie nie biegają luzem, i nie są to zwierzaki sadystów czy laików, tylko hodowców, maszerów, miłosników rasy, których doświadczenie jest o wiele większe niż jeden pies, który skończył pod kołami. Są psy tej rasy, których instynkt łowiecki, chęć włóczenia się jest tak silna, że przez całe życie nie można z nimi dość do stanu, w którym można je puścić na łączce i zapalić papieroska, tylko linka i asekuracja. Husky przede wszystkim nie stworzono do latania po krzakach, kopania dołków i szukania śmieci, tylko do konkretnego treningu fizycznego NA UWIĘZI, i to przy takim zajęciu ukształtowała się psychika i potrzeby tego psa. On nie ma latać po 100 metrów z wiatrem w uszach na maksymalnej prędkości jak chart; nie ma eksplorować terenu jak gończe - on ma przede wszystkim spalić się fizycznie, niezależnie w jakim otoczeniu, na jakich warunkach. Zamów sobie szelki sledy i zacznij już psa do nich przyzwyczajać, uczyć podstawowych poleceń typu w lewo, w prawo, stój (właściwie dawno nalezało zacząć, jak chcesz startować w zawodach), przyzwyczajaj tego psa do ciągnięcia czegoś za sobą, tylko bez obciążenia, np. jakiejś niedużej gałęzi, małej oponki, żeby pies przyzwyczajał się do samego faktu ciągnięcia czegoś za sobą na sledach - na zwiększanie ciężaru będzie czas jak pies dojrzeje. Jako, że pies ma dopiero 5 miesięcy, najgorsze tak naprawdę przed Wami, kulminacja wieku dorastania dopiero się zacznie, i dopiero wtedy możesz zobaczyć, do czego ten akurat jest zdolny, jak daleko i na jak długo może Ci zwiać. Dlatego jeśli już musisz pozwalać psu ganiać bez sensu - to z tą linką. 15 metrów to naprawdę ogrom; też mam psa który biega jak torpeda i linki używam do asekuracji puszczonej po ziemi w miejscach, gdzie bywają inne psy, np. na osiedlowym skwerku, i te 15 metrów naprawdę wystarcza, żeby pies się bezpiecznie wybiegał. Jak zaczepia Ci o drzewa i krzaki to zmień teren; ew. poszukaj linki nie taśmowej a okrągłej, możesz ją też trochę natłuścić, żeby swobodnie suwała się po terenie. Chodzi o to, że nawet jak pies zwieje, to łatwiej Ci będzie złapać to, co ciągnie się 15 metrów od niego, niż złapać samego psa... Ale Twój wybór, jedni wolą żywego psa na lince, inni rozpaćkanego pod kołami samochodu, bo linka jest be ;) co mnie dziwi, szczególnie że piszesz, że już taka sytuacja z innym psem była. I co do pomysłu brania drugiego psa - ok, ale absolutnie nie teraz. Jak przebrniecie okres dorastania, ułożysz tego psa, to wtedy możesz o tym myśleć. Dwa psy to nie 2 tylko nawet 4 razy więcej czasu i wysiłku, bo musisz nie tylko zająć się każdym z osobna, ale i poświęcać czas na zdobywanie uwagi i szacunku u zwierząt, które będą wolały siebie nawzajem, niż słuchać Ciebie, co szczególnie u husky nie będzie łatwe, jak już Ci pisali. To samo tyczy się zabaw z innym psem na spacerach - ok, pies się pewnie wybiega, pobawi, ale ani nie będzie od tego bardziej posłuszny, ani nie poprawi się jego więź z Tobą, więc osobiście traktowałabym to jako urozmaicenie, a nie podstawę wybiegania psa.
-
I po kolejnej wizycie u weta z Baryłkiem, tu wszystko opisane od początku: [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/202906-Bardzo-podwy%C5%BCszony-ALP-mo%C5%BCliwe-przyczyny?p=18976645#post18976645[/url] bo już chyba nie mam siły pisać tego drugi raz...
-
Długo nie było mnie na dogo, ale zagadka rozwikłana, niestety nie na korzyść dla nas... Do stycznia było w miarę ok, w połowie stycznia trochę źle się znowu czuła, powtórzyliśmy badania krwi u weta na miejscu i aparat wypluł nam wszystko w normie poza ALP, które opisał jako "wartość niezmierzalna" :roll: Powtórzyliśmy badanie na drugi dzień - to samo. Do tego doszło osłabienie, zawroty głowy. Umówiliśmy USG u dr Marcińskiego w W-wie i tam szok... Wyszło nieznaczne przewlekłe zapalenie wątroby, nieregularny miąższ śledziony (prawdopodobnie zwłóknienia) i niewielka mineralizacja miedniczek nerkowych, co akurat u ponad 12-letniego psa nie było niczym nadzwyczajnym, a do tego najgorszy scenariusz, guz :( Nowotwór ma (czy raczej miał 3 miesiące temu) 9 na 6 cm, mocne unaczynienie, do tego dookoła kolejne już zmiany 1-2 centymetrowe (rozsianie guza po ścianie otrzewnej) i bardzo silny odczyn zapalny, powiększone najbliższe węzły chłonne. Nowotwór niezależnie od wieku psa absolutnie nieoperacyjny, chemioterapia w takich przypadkach mało skuteczna, właściwie pozostało leczenie paliatywne. Pochodzenie nie do końca znane - mógł to być pierwotny nowotwór otrzewnej, a mógł się po niej rozsiać z innego narządu, często rozsiewa się z jajników, ale ona jest po sterylce; rozsiewa się też często z jelita grubego, ale to też nie pasuje, bo z jelitami wszystko ok i na codzień i na usg, więc prawdopodobniej to po prostu od początku był nowotwór otrzewnej. Rozsianie guza to już krańcowe stadium zaawansowania, czas liczony w miesiącach :( Od stycznia mamy szafkę pełną zastrzyków przeciwbólowych i w gorsze dni jest na tych lekach. W lutym mieliśmy 3-dniowy kryzys, kiedy praktycznie przestała chodzić. Co ciekawe nie było objawów bólowych tylko po prostu straszne osłabienie; ledwo szła do miski z wodą, nie jadła, na dwór była wynoszona na rękach i tyle co się w locie załatawiła, bo po 2 minutach chodzenia po trawniku po prostu się przewracała. Kroplówki, leki przeciwbólowe, przeciwzapalne i wróciła do siebie, wywalczyliśmy 2 miesiące w miarę przyjemnego życia z apetytem, bieganiem za piłeczką (choć siły pozwalały na max 4-5 rzutów, potem trzęsły się już nóżki). W Wielkanoc kolejny kryzys, noszenie na sikanie, ale przynajmniej jadła, choć może to dlatego, że gotujemy frykasy i karmimy puszkami. Po Wielkanocy znów zaczęła chodzić, ale jest już wyraźnie gorzej niż przed tym drugim kryzysem. Spacery są na fizjologię i w dobry dzień 15-20 min spacerku; na schody wchodzi się powolutku i na raty, tylko apetyt wilczy. Większość czasu śpi, coraz częściej do góry kołami, pewnie żeby nie uwierał brzuszek. Zastrzyki przeciwbólowe wieczorami idą w ruch kilka razy w tygodniu, kiedy widzę, że nie może zasnąć, kręci się, dyszy, przychodzi do mnie. Dziś kolejna kontrola u weta, czekamy na wyniki morfologii, bo jest podejrzenie anemii (blade śluzówki, osłabienie) co w sumie nie byłoby dziwne przy dużym ukrwieniu samego guza... Węzły chłonne powiększone są już wszystkie i to mocno :( I powoli dociera do mnie, że nie zostały nam już miesiące, tylko tygodnie, może nawet dni :( :( :( Łez idą hektolitry, głównie jak śpi, żeby jej dodatkowo nie stresować :( I co mogę powiedzieć na to piekielne ALP - jak ktoś tak będzie miał to robić usg na jak najlepszym sprzęcie, u jak najlepszego specjalisty... Mieliśmy USG pod koniec października i nie wykazało NIC, kolejne w połowie stycznia prawie 10-centymetrowy rozsiany już guz, i aż się zastanawiam czy to możliwe, że w październiku naprawdę jeszcze nic zauważalnego tam nie było :( [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0991.jpg[/IMG]
-
5 mieś owczarek niemiecki boi sie wszystkiego/sunia w DT na resocializacji
Martens replied to a topic in Strachliwość
[quote name='GAJOS'] Pierwsze co nasuwa mi się na myśl jest to, że pod żadnym pozorem nie możesz nic do niej mówić gdy się czegoś przestraszy - mówiąc wtedy do psa, pogłębiasz ten stan ponadto Twój głos będzie się psu kojarzył ze strachem.[/QUOTE] Tu akurat bywa bardzo różnie i wiele zależy od psa i więzi między Wami. Żeby psa w ogóle obchodziło, czy ty coś mówisz czy nie, kiedy się boi, to musi odczuwać właśnie tę więź, być wyuczony, żeby w Tobie szukać oparcia, Tobie zostawiać rozwiązywanie problemów, decyzyjność. Paradoksalnie lękliwe psy czują się lepiej mając rygorystycznego, stanowczego, wymagającego przewodnika, niż gdy są uspokajane, tulane, niuniane i gdy się nad nimi użala. Powinna Wam pomóc praca w ogóle, poza samymi sytuacjami lękowymi - staraj się robić z nią jak najwięcej, nie tylko uczyć komend, ale angażować ją umysłowo, uczyć szukania zguby, pracy po tropie - to świetnie działa na więź z przewodnikiem, odciąga uwagę psa od lęków, a poprawne wykonanie zadania, nagroda, wzmacnia pewność siebie. Do tego jak najmniej decyzji pozostawiaj suce - cały czas bądź z nią w kontakcie nawet w domu, wydawaj polecenia, że np. teraz idzie z Tobą do kuchni, kiedy indziej zostaje, i tak do zes*rania, aż zbudujesz w psie odruch spoglądania na Ciebie w kwestii tego, co teraz ma robić. To da mu pewność siebie i może bardzo pomóc w sytuacjach lękowych, bo pies może mieć już mniejszą skłonność do podejmowania własnej decyzji "straszne rzeczy, uciekamy" tylko spojrzy na Ciebie, co Ty zrobisz. Jak spotykacie jakiś obiekt, który może wzbudzić strach, nie czekaj aż ona go zauważy i się wystraszy, od razu wyciągnij zabawkę, skup ją na sobie, albo zrób małą lekcję posłuszeństwa stopniowo zmniejszając odległość do tego strasznego worka, parasola, śmietnika, czy co tam będzie. Chodzi o to, żeby tak zalać ją bodźcami od Ciebie, żeby nie miała kiedy wgapiać się w otoczenie i wypatrywać potworów. Najgorzej pewnie będzie z hukami; jeśli będzie duży problem z wyciągnięciem psa z amoku w niektórych stresowych sytuacjach, możecie sobie pomóc Hydroksyzyną - wet bez problemu wypisze Wam receptę, powinien ustalić dawkowanie; ważne żeby potem nie odstawiać jej nagle, tylko stopniowo zmniejszać dawkę - po Hydroksyzynie pies ma słabsze reakcje lękowe, łatwiej zachować mu spokój, szybciej wraca do normy np. po strzale petardą - tylko od razu podkreślam, ta Hydroksyzyna nie służy do tego, żeby ją dawać i spocząć na laurach, bo samo przejdzie; ona ma ułatwić, czy po prostu umożliwić pracę z psem w sytuacjach, w których nie da się za bardzo stopniować bodźca, np. kiedy bachory rzucają sobie petardy; wtedy teorie o zmniejszaniu odległości od huku można sobie wsadzić, bo bachorków nie interesuje czyjś bojący się pies, tudzież są psy, które nawet od cichego strzału słyszalnego z wielkiej odległości wpadają w potworną panikę - tu dobrze sobie jakis czas pomóc farmakologicznie.- 222 replies
-
[quote name='Ineger']Poza tym jak przystało na Szownistyczną Męską Świnię uważam, że duży i mocny pies to zadanie raczej dla dużego i mocnego faceta. Kobieta zawsze jest w gorszej sytuacji, bo przecież jak taki rotweiler jej się zbiesi na spacerze, to co ona może zrobić?[/QUOTE] To tak z ciekawości - dla kogo jest 120-kilogramowy potężny samiec bernardyna? Albo 90-kilowy kaukaz? Bo zapewniam, że nie ma bohatera, który samą siłą fizyczną takiego psa utrzyma, no chyba, że Pudzian ;) Silne psy są dla ludzi z silnym charakterem - prawdę mówiąc w ogóle tylko dla takich są psy; reszcie poleciłabym króliczka albo żółwia, czy w ogóle zwierzę mniej "drapieżne" niż potomek wilka ;) [quote name='Ineger']No, ale zepsuty jamnik albo jork to chyba nieco mniejszy problem, co nie? No i z tego co piszą, to niestety amstaffy mają pewne wrodzone predyspozycje do agresji, dlatego to są psy dla doświadczonych wychowawców, tak jak owczarki kaukaskie, dogi argentyńskie albo fila braiselo(chyba dobrze napisałem), i jak wiele innych, które nie figurują na tej liście ras uznawanych za niebezpieczne.[/QUOTE] Agresywny jamnik może być bardziej niebezpieczny dla 6-letniego dziecka niż agresywny amstaff dla dorosłego faceta, więc niestety, stwierdzenie, że mały agresywny pies nie jest groźny jest bardzo dziurawe, bo nawet i ten jamnik nie przebywa zapewne tylko w towarzystwie osób, które się przed nim łatwo obronią. A porównywanie agresji typowej dla bullowatych do agresji przykładowo kaukaza to już zgroza ;) [quote name='Soko'] 6 lat to wybuchowy i energiczny wiek u dziecka więc nie wszystko co ona robi może się suce podobać, albo np. najpierw jej się podoba, a potem suka sobie myśli "hm, a może to ma prowadzić do tego, że mnie zaraz obedrze ze skóry?" i następnym razem postanawia zapobiec wyimaginowanemu zagrożeniu i tak w kółko..[/QUOTE] U asta bym nie szła w tą stronę; baaardzo mało prawdopodobne, żeby dojrzały psychicznie pies tej rasy odczuwał zagrożenie ze strony dziecka - prędzej jak jest rozpuszczony, to będzie je sobie chciał uszeregować, ale nie mówiłabym o obronie, etc.
-
A ja jeszcze wrócę do tego, o czym jakiś czas pisałyśmy - pisałaś na kilku wątkach, że w momencie kiedy atakuje Was pies bez smyczy, Ty pozwalasz suce się bronić. Ogarnęłaś jakoś ten temat, kupiłaś gaz, zaczęłaś reagować, bronić jej przed agresorami zamiast dopuszczać do konfrontacji? Bo moim zdaniem dopóki suka nie zauważy, że TY rozwiązujesz problem podbiegacza, a ona ma się za Tobą schować, dopóty będziecie mieć ten problem z agresją... Przekierowanie agresji świadczy o tym, że jej ta agresja cały czas się nasila i suka nie radzi sobie z emocjami, to nie jest nowy inny problem tylko jeszcze gorszy level tego co wcześniej i dla wielu osób kwalifikuje już psa pod igłę; i niestety to jest częściowo spowodowane tym, co robiłaś, bo wymagałaś od psa dwóch skrajności - raz ostro psa karciłaś za atak na podchodzącego czy mijanego psa, innym razem pozwalałaś jej, żeby się tą agresją broniła w razie ataku, z całym samonagradzaniem i utrwalaniem jakie się z tym wiąże, a potem znów dostawała w łeb kiedy zaatakowała, bo poczuła się zagrożona, i tak ten mętlik w głowie zaowocował tym co jest teraz. Już to wtedy pisałam - Ty masz być kierownikiem i rozwiązywać takie problemy. Nigdy nie zdobędziesz kontroli nad psem, jeśli w momencie ataku on musi bronić się sam, zamiast zdać się na Ciebie, i myślę, że przydałoby się Wam przepracowanie z kimś na żywo takiej sytuacji, w której spotykacie ustawionego psa (może być na lince) i Ty na oczach suki kontrolujesz sytuację - i samą sukę, i co się dzieje z tamtym psem. [SIZE=1]Nie wiem jak w tej chwili Twoje plany, ale mam nadzieję, że wiesz, że branie drugiego psa, jeszcze SBT, przy takich problemach z pierwszym będzie strzeleniem sobie w kolano?[/SIZE]
-
[quote name='Beatrx']ten argument o brudzie i smrodzie też słyszałam nie raz. i nauczyłam się odpowiadać, ze jak ktoś jest brudasem to i bez psów ma syf w mieszkaniu, a jak ktoś jest schludny to mu psy w zachowaniu porządku nie przeszkadzają:)[/QUOTE] Ta, ja już słyszałam od obcej, ciut stukniętej baby na ulicy, że mam dwa psy to pewnie w domu mi nieźle śmierdzi ;) Śmierdzieć akurat nie (chyba że wrażliwym, co mdleją jak powąchają czystego psa), ale artystyczny nieład mam często, z tym że nie generują go psy :evil_lol:
-
Chyba ja teraz niestety skorzystam :(
-
Dzięki :) [url]http://pelna-miska.pl/userdata/gfx/8deb284b32a37d2bc00df474e7f6aa74.jpg[/url] to raczej nie zda egzaminu, bo uciska na brzuch, a tam niestety są bóle, nie ma mowy żeby pies podparł na nim ciężar. Napiszę do pani od panbazyl i zobaczymy ;)
-
Przyciągnął mnie tytuł, ale współczuję, bo widzę, że mój problem dużo mniej poważny - chciałam spytać, jak ktoś sobie radzi z dużym psem w bloku bez windy... U nas są epizody, że pies po kilka dni nie jest w stanie wejść po schodach na górę i trzeba go nosić na 3 piętro (25 kg) i ani ja, ani moje kolana nie wyrabiają :( Gdzie można dostać nosidełko, albo znaleźć jakieś wzór żeby samemu uszyć?
-
U mnie sucza jadła dobre pół roku, zrezygnowałam i nigdy nie wróciłam, bo znalazłam w tej cenie lepsze i tańsze, po których były mniejsze kupy. Młody jadł 2 tygodni i never ever, tragedia ;)
-
[quote name='evel'][URL]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0985.jpg[/URL] Ależ Bucuś ma śmieszną głowę, znaczy kształt, zwłaszcza z góry :evil_lol: [/QUOTE] Chodzi Ci o te dwie wypustki? To nie czaszka, to mięśnie, i ruszają się jak żuje :lol: Sama byłam w szoku :D A spokojny to on jest jak śpi ;)
-
[IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0986.jpg[/IMG] I to stafficze ADHD w domu :roll: [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0994.jpg[/IMG]
-
Mała aktualizacja ;) Z Baryłkiem niestety nieco gorzej od ostatniego wpisu; święta koszmarne, niemal powtórka z rozrywki sprzed 2 miesięcy czyli chodzenie na szaliku do miski z wodą i noszenie po schodach :( Po 3 dniach znowu się poprawiło, ale nie jest już tak miło jak wcześniej, na dwór chodzimy tylko na fizjologię i krótkie przechadzki na smyczy, piłką bawimy się bardzo spokojnie w domu - jedno tylko niewzruszone - apetyt :evil_lol: choć w święta i z tym chwilowo kiepsko było. W szafce mieszka bateria zastrzyków przeciwbólowych; jak czasem się trafia niemiła noc i psina źle wygląda, to dostaje szprycę i jest ok. Ostatnio główne zajęcia, czyli lustracja terenu przez balkon: [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0988.jpg[/IMG] i leżenie do góry kołami: [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0996.jpg[/IMG] ale wcale nie wyglądamy jeszcze jak starucha ;) [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0991.jpg[/IMG] U Cyca całkiem fajnie; po zeszłorocznym odczulaniu na pyłki wsio mu się trzyma i mamy tylko minimalne łzawienie na spacerach po newralgicznych miejscach; nie ma śladu po zeszłorocznych czerwonych spojówkach i ropieniu :) Żre dzielnie Fish4Dogs dla szczeniąt plus olej z łososia i świeże dodatki, i nawet wybrzydzać ostatnio przestał :) Myślimy bardzo nieśmiało o jakichś treningach i może tego lata byśmy się pokazali na jakim pitbullowym szole, jeśli kasa wytrzyma, bo staszki to tam rzadkość, i fajnie by było to zmienić :) wszak to nie żadne kanapowce :) Kilka nędznych fot, bo robione samotnie beznadziejnym aparatem :p [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0982.jpg[/IMG] [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0985.jpg[/IMG]
-
Poszerzona lista ras psów uznawanych za agresywne
Martens replied to Dina2's topic in Rasy 'agresywne'
[quote name='xxxx52']a wiesz jakie moga byc agresywne terriery,czy inne rasy?strach pomyslec Papilon odgryzl ucho ,sznaucer pogryzl,francuski buldozek odgryzl kotu ogon.przykladow mozna mnozyc.[B]agresji nie mozna przypisac rasie.[/B][/QUOTE] Chyba powinnam zacytować, jak wypowiadałaś się o TTB :roll: -
Ja na 80% będę i jak dobrze pójdzie, będzie tył w samochodzie wolny, jeśli ktoś chętny ;)
-
[IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/IMG_0972.jpg[/IMG]