-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
[quote name='Beatrx']przecież zapis o psach w typie rasy nie służy do tego, żeby każdego kundla podciągać pod pitt bulla tylko po to, żeby właściciel nierodowodowego psa nie zasłaniał się tym, że przecież on ma kundla i jego przepisy nie dotyczą.[/QUOTE] To, do czego ma służyć, a jak jest wykorzystywany, to dwie różne bajki. To jak w takim razie rozwikłać najlepszego rebusa polskiej listy - jest na niej pitbull, nie ma amstaffa. Amstaff jest praktycznie rzecz biorąc linią pitbulla, w USA jeden pies może być zarejestrowany w dwóch różnych organizacjach jako pitbull i amstaff. I mamy coś w typie asta/pita bez rodowodu. Co wtedy? :D Jaki bohater odróżni amstaffa bez rodowodu od pitbulla bez rodowodu, skoro nawet u psów z papierami bywają przypadki, że nie da się tego określić u jednego osobnika? :D
-
[quote name='Eagle159']Chcę wiedzieć, dlaczego rasowy pies po kopulacji z kundlem nie nadaje się do dalszego rozpłodu, o ile mój kumpel miał rację. To wszystko. [/QUOTE] Rasowo się nadaje, nic mu nie ubywa pod tym względem. Moralnie i ideologicznie takie krzyżówki są bezsensowne i działają na szkodę sytuacji psów w Polsce w ogóle. Inna rzecz, jak pies coś złapie, np. brucellozę, potem pozaraża komuś suki hodowlane, które wskutek choroby staną się bezpłodne albo nie będą mogły donosić ciąży :evil_lol: bo rasowość to jedno, choroby przenoszone drogą płciową to inna kwestia. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie tak ryzykował tylko po to, żeby ktoś sobie miał dla kaprysu miot "półrasowych" piesków.
-
Bo znajomy wygaduje bzdury. To, że rasowy pies bzyknie kundlicę nie sprawi, że potem będzie "robił" rasowym sukom kundelki. I odwrotnie - rasowa suka nawet po urodzeniu miotu z kundelkiem, kolejne może mieć jak najbardziej rasowe. Na ludzkim przykładzie - Polka ma czarnoskórego męża, ma z nim córkę mulatkę. Rozwodzi się, ma męża Polaka. I co, jak będzie teraz miała z nim dziecko, to będzie mulat? Absurd, prawda? A co do konsekwencji dla właściciela zarejestrowanego reproduktora, którym pokryje kundelka - kary do wylecenia ze Związku włącznie. Dlaczego? Bo Związek Kynologiczny ma za zadanie zrzeszać hodowców psów rasowych, jak również kontrolować i w pewien sposób propagować hodowlę psów rasowych. Psy, które są "firmowane" rodowodem naszego związku i jego uprawnieniami hodowlanymi nie mają służyć do produkcji kundelków. Idea hodowli psów jest taka, że utrzymuje się populację o określonych genach i cechach psychofizycznych - i tym zajmuje się związek i zrzeszone w nim osoby. Używanie psa z uprawnieniami hodowlanymi do pokrycia kundelki jest totalnie drugim biegunem, przeciwieństwem takiej działalności. Jak ktoś zawzięcie chce zrobić to, co napisałeś, niech zakupi sobie rasowego psa, zrobi uprawnienia hodowlane, potem wypisze się ze związku i pokryje sobie swoją sukę. Szczeniaki musi oddać za darmo, bo sprzedaż psów bez papierów jest obecnie w Polsce zakazana. Niech sobie utrzymuje potem tego psa do końca życia. Niech walczy z hodowcą tego psa, który może mieć zastrzeżenia, że wyhodowany przez niego pies został użyty do produkcji kundelków (dobrzy hodowcy zamieszczają w umowie zapis, że psa można używać tylko do zarejestrowanej hodowli). Ma kaprys, to niech ponosi konsekwencje, koszty całej zabawy. Dlaczego ktoś miałby narażać swoje członkostwo w związku hodowców i dobre imię w środowisku wypożyczając za friko psa, w którego włożył kupę pieniędzy? Celowo pominęłam aspekt moralny produkcji kundelków, bo z doświadczenia wiem, że i tak do 99% rozmówców nie dociera problem nadpopulacji psów w Polsce i tego, że mamy ich o wiele więcej niż chętnych rąk - każdy wywraca kota ogonem, że zadba o swoje szczeniaczki i to na pewno nie one zapchają schroniska :p tylko te wszystkie psy w schroniskach i na ulicy z nieba chyba spadają, albo na drzewach rosną. A co do kwestii produkowania na siłę szczeniaków po ukochanej suczce - sorry, dla mnie takie coś kwalifikuje się do wizyty u psychologa. Psy są wg mnie między innymi po to, żeby uczyć przemijania. Jak komuś umiera matka czy przyjaciel, to przeżywa żałobę, uczy się życia, a nie porusza niebo i ziemię, żeby sklonować zmarłego. To samo z psami - pies odchodzi, to się płacze i daje się dom kolejnemu, być może bardzo potrzebującemu, a nie dla swojego kaprysu i dziwnych potrzeb emocjonalnych sprowadza na świat 5 czy 8 szczeniąt, których dalszego losu i tak nie będzie w stanie ogarnąć, a których to kundelków w Polsce i tak jest już straszliwy nadmiar.
-
Ostatnia lista obowiązująca w Polsce, z tego co wiem, miała wyszczególnione jedynie psy w typie rottweilera. Pozostałe były wymienione jako konkretne rasy. I właśnie, jak u licha odróżniać psy w typie ras z listy? Mix laba z czarnym podpalanym kundlem może wyglądać jak rott. Testy DNA się będzie robić? To po prostu kolejny przykład, czemu jakiekolwiek listy ras obejmowanych obostrzeniami są totalnie bez sensu. Już więcej rozsądku jest w większych wymaganiach dla właścicieli psów powyżej iluś cm/kg. A najlepsze wyjście do takiej klasyfikacji psów to po prostu testy psychiczne dla wszystkich osobników. W wielu krajach funkcjonuje coś na kształt egzaminu na 'psiego obywatela', którzy sprawdza reakcje psa na otoczenie, poziom wyszkolenia. Na tej podstawie można by decydować, czy dany pies musi chodzić w kagańcu czy nie, czy można go spuścić poza prywatną posesją, itd. Skończyłoby się szykany n/t agresji czy stwarzania zagrożenia tylko z powodu rasy psa czy większych rozmiarów, skończyłaby się bezkarność właścicieli rozwydrzonych labów czy yorków, "bo to mały piesek/łagodna rasa" ;)
-
O myszach to i ja myślałam w desperacji, kiedy chciałam urozmaicać dietę wspomnianemu alergikowi ;) może kiedyś wrócę do pomysłu, jak będę miała możliwość pohodować sobie takie laboratoryjne myszki na żarcie dla psa - w bloku to awykonalne ;) Pytanie tylko, czy pies zechce te myszki jeść ;)
-
To chyba kwestia najstarszego pokolenia, które takie rzeczy jadło jako rarytasy, bo schab czy filet z kurczaka był na niedzielę, a nie raz tylko na święta ;) moja prababcia [*] kupowała w sumie tylko kurze łapki i świńskie nóżki, i kaszankę - nie widziałam u niej innego mięsa, mimo że było ją na nie stać i było dostępne. Ciężko takim osobom się pewnie przyzwyczaić do innej rzeczywistości, ale osobiste podejście, a praca w sklepie to dwie różne bajki. Ja chyba bym poskarżyła się na babę do właściciela sklepu (chyba że to jej sklep :D), bo to dość niefajne zachowanie. Klient chce i płaci, to co kogo obchodzi, co z tym zrobi? Mnie ekspedientki nigdy nie raczyły spojrzeniami czy komentarzami; jak już to właśnie starszej daty inne klientki :D więc przestałam być wylewna, po co mi to czy owo ;) na moim osiedlu w mięsnym panie czasem same z uśmiechem pytają, czy dla pieska (często biorę wieczorem coś przecenionego z indyka, mostki, korpusy, itd.).
-
Ja bym w ogóle wywaliła te skorupki, bo je się podaje jako zamiennik kości i nabiału, a nie dodatkowo ;) I jakbym miała przerobić po swojemu: [quote name='Beardedo'] 1. po południu : 200g pokrojone wątróbki kurczaka [COLOR=#008000](zamiennie z żołądkami, itp. - tyle wątróbki co tydzień to wg mnie za dużo, możesz w jednym tyg. dawać wątróbkę, w drugim, żołądki)[/COLOR] z 200g papki wieczorem : [COLOR=#ff0000]serek bieluch/[/COLOR]twaróg [COLOR=#ff0000]+ trochę miodu[/COLOR] [COLOR=#008000]zamiast tego jednego miodu dałabym łyżeczkę alg[/COLOR] 2. rano : [COLOR=#ff0000]serek bieluch/[/COLOR]twaróg + całe jajko+ łyżka oleju po południu : szyje indycze wieczorem : szyje indycze ew. zmielone 3. rano : 200g papka + [COLOR=#ff0000]2/4 łyżki kefiru + łyżeczka zmielonych skorupek[/COLOR] [COLOR=#008000]wywaliłabym to i zamieniła na podroby[/COLOR] + łyżka oleju po południu : zmielone skrzydełka z kurczaka wieczorem : zmielone skrzydełka z kurczaka 4. rano : twaróg + łyżka miodu +[COLOR=#ff0000] łyżeczka zmielonych skorupek + żółtko[/COLOR] [COLOR=#008000]całe jajo bym tu dała po prostu[/COLOR] po południu : wołowina bez kości wieczorem : wołowina bez kości 5. rano : 200g papka po południu : 200g serca kurze wieczorem : [COLOR=#ff0000]bieluch +[/COLOR] łyżka otrębów + łyżka miodu [COLOR=#000000]+ twaróg [/COLOR] 6. rano : duży jogurt [COLOR=#008000][/COLOR][COLOR=#008000]+ kilka kropli tranu - raz w tygodniu[/COLOR] po południu : ćwiartki z kurczaka wieczorem : ćwiartki z kurczaka ew. zmielone 7. rano : 200g papka + [COLOR=#ff0000]trochę kefiru/jogurtu [/COLOR][COLOR=#006400]zamieniłabym na podroby[/COLOR] po południu : szyje indycze wieczorem : szyje indycze ew. zmielone [/QUOTE] Nie dawałąbym też bielucha - bez sensu. Serki poddane homogenizacji nie są zbyt zdrowe. Zwykły twaróg jest najlepszy. Zamieniłabym też dzień 5 i 6, żeby nie dawać 2 dni pod rząd miękkiego, tylko raz miękkie, raz z kością. Całe po mojemu byłoby tak: 1. po południu : 200g pokrojone wątróbki kurczaka zamiennie z żołądkami z 200g papki wieczorem : twaróg + algi 2. rano : twaróg + całe jajko+ łyżka oleju po południu : szyje indycze wieczorem : szyje indycze ew. zmielone 3. rano : 200g papka + podroby + łyżka oleju po południu : zmielone skrzydełka z kurczaka wieczorem : zmielone skrzydełka z kurczaka 4. rano : twaróg + łyżka miodu + jajo po południu : wołowina bez kości wieczorem : wołowina bez kości 5. rano : duży jogurt [COLOR=#000000]plus kilka kropli tranu[/COLOR] po południu : ćwiartki z kurczaka wieczorem : ćwiartki z kurczaka ew. zmielone 6. rano : 200g papka po południu : 200g serca kurze wieczorem : łyżka otrębów + łyżka miodu + twaróg 7. rano : 200g papka + podroby po południu : szyje indycze wieczorem : szyje indycze ew. zmielone
-
Dla mnie osobiście tam już nie ma za wiele do testowania psychiki psa - wystarczy sobie obejrzeć rany ofiary... Co da taki test? Pies w rękach specjalisty może się zachowywać całkiem dobrze. Możliwe, że w ogóle nie wyjdzie nic na teście, bo albo nie trafi się akurat na sytuację, która psa sprowokuje, albo po całym zamieszaniu i przenoszeniu z miejsca na miejsce pies będzie czuł się niepewnie i się nie wychyli, podczas gdy po dłuższym czasie w nowym domu nabierze pewności siebie i znów użyje wobec kogoś zębów. A że to potrafi, to już są "twarde dowody". I według mnie koszty całego zamieszania, utrzymania psa, ewentualnych testów psychiki, leczenia sąsiadki powinna ponieść właścicielka. Jak się uderzy nieodpowiedzialnych idiotów po kieszeni tak, że na spłacanie skutków swojej głupoty będą musieli się wyprzedawać i brać kredyty, to może skończy się podchodzenie do zakupu psa jak do maskotki, edukacja kynologiczna pobierana z filmów Disney'a i idiotyczne przekonanie, że rozwydrzony piesek obronny ważący 45 kilo nie musi chodzić w kagańcu, bo na pewno nikomu nie zrobi kuku.
-
I nie wiem czy już tu kiedyś zamieszczałam, jadłospis dla rosnącego psa, na którym odchowałam swojego - kopiuję post ze staffikowego forum: [quote name='Martens']Nasz jadłospis na 17 dni: * w ciągu dnia kości drobiowe, wieczorem całe jajko * rano kości drobiowe do woli, wieczorem kefir * rano twaróg plus całe jajko i łyżeczka tranu; wieczorem kości drobiowe do woli * rano kość cielęca/wieprzowa (najpierw mielona, potem do obgryzania); wieczorem papka warzywna z jogurtem i łyżeczką oleju z pestek winogron * rano papka warzywna z odrobiną śmietany i żołądkami indyczymi oraz po łyżeczce tranu i oleju z pestek winogron; wieczorem kości drobiowe do woli * rano kości drobiowe do woli; wieczorem kefir z łyżką miodu * rano kości drobiowe do woli; wieczorem papka warzywna z jogurtem, łyżeczką oleju i łyżką płatków owsianych * w ciągu dnia kości drobiowe do woli, wieczorem łyżka miodu z otrębami * rano i wieczorem papka warzywna z wątróbką drobiową lub wołową, i łyżeczką oleju * rano kości drobiowe do woli; wieczorem kefir z łyżeczką tranu * kości wieprzowe, wołowe, cielęce - zmiksowane lub w całości (potem) * surowa lub gotowana ryba, cała lub filet * rano duży jogurt, po południu kości drobiowe do woli * rano serce wołowe do woli, wieczorem kość wieprzowa, wołowa, cielęca z małą ilością mięsa * rano i wieczorem żwacze, ew. żołądki drobiowe + rumen tabs * rano kości drobiowe do woli; wieczorem papka warzywna ze śmietaną i łyżeczką tranu * twaróg z jajkiem, łyżką miodu i Algolithem; wieczorem kefir i kurza łapka na noc do gryzienia I tak w kółko do ok. roku; wtedy przeszliśmy na jadłospis dorosły. Pod kośćmi drobiowymi kryją się korpusy i skrzydełka kurze, kurze łapki, szyje, skrzydła i grzbiety z kaczki, gęsi, indyka; wszystkie części królika. Wszystkie elementy kostne u takiego malucha miksujemy, najlepiej idzie w tradycyjnej maszynce do mięsa na korbkę. Pierwsze elementy w całości podajemy ok. 10 tygodnia; wtedy można w całości podawać kurze łapki i szyjki, potem korpusy z kurczaka. Po skończeniu 3 miesięcy mój już spokojnie jadł sam wszystkie kości drobiowe, i ogony wieprzowe. Pod koniec 4 miesiąca radził sobie już ze wszystkim. Oczywiście zanim psiak nauczy się jeść całe kości, nie musisz mielić wszystkich wieprzowych i cielęcych - może co jakiś czas podać dużą kość cielęcą/wołową, której nie rozgryzie jako zabawkę i pracę dla szczęk. Spokojnie możesz karmić psa rosnącego do woli, dopóki nie zobaczysz, że tyje, ale przy aktywnym staffiku to niemal nierealne Początkowo je niby niezbyt wiele, szczyt przypada na 6-9 miesięcy, wtedy mój potrafił otrąbić dobre półtora kilo jedzenia na dzień - jakieś 3 razy więcej niż moja dorosła 25-kilogramowa suka mieszaniec. Po roku, jak tempo wzrostu zmalało, i zapotrzebowanie się zmniejszyło, choć mocno idzie w górę przy intensywniejszym treningu. Mi trafił się staffik z dynamitem w tyłku i niesamowitą przemianą materii; praktycznie do tej pory je do woli i nie tyje; spotkałam jednak i staffiki (mniejszość) bardziej flegmatyczne, wręcz ze skłonnościami do tycia, więc sam musisz zaobserwować, czy będziesz pasł go do woli i umartwiał się, że znowu żebra wychodzą, czy może ważył pokarm skrupulatnie, bo pies robi się beczkowaty ;) Najtańsze kości drobiowe dobre dla malucha to porcje rosołowe z kurczaka, kurze łapki i grzbiety z indyka. Tanie, łatwo się mielą w maszynce, są na tyle miękkie, że 10-12 tygodniowy szczeniak już może je próbować jeść niemielone. Jako kości wołowe/wieprzowe/cielęce dla malucha najlepsze są świńskie ogony - te też łatwo zmielić zwykłą kuchenną maszynką, bo już do takiej kości ze schabu trzeba mieć tzw. wilka - specjalna maszynkę do kości. Jogurty dajemy naturalne bez cukru - tanie i dobre są jogurty Bieluch (Danone i reszta są drogie, a to jedno i to samo, tu akurat więcej płacisz za firmę niż za jakość). Kefiry kupuję Krasnystaw (Danony i reszta patrz wyżej). Twaróg może być półtłusty z biedronki. Olej - najlepszy z pestek winogron, lniany (szybko się psuje) albo zwykły rzepakowy. Tran dostaniesz w aptece - nie żaden smakowy dla dzieci czy w kapsułkach, tylko najzwyklejszy w płynie. Algolith - takie coś: [URL]http://www.krakvet.pl/beaphar-algolith-500g-p-1543.html[/URL] Co do papki warzywno owocowej. Najprościej robi się to tak, że idziesz do hurtowni owoców i warzyw, i bierzesz co Ci wpadnie w oko, poza cebulą, winogronami, ziemniakami, avocado. Z czosnkiem bardzo ostrożnie, na takiego pieska max. 1 ząbek miesięcznie, bo może się przytruć. Do papki świetnie sprawdza się marchewka, ogórki, cukinie, pomidory, jabłka, gruszki, czerwone buraki, banany... Ostrożnie z cytrusami, bo często uczulają; pietruszki i selera nie za dużo, bo są moczopędne ;) Wszystko to myjesz (nie obierasz), owoce południowe parzysz wrzątkiem bo wiadomo, że na tym jest chemia, po czym przepuszczasz przez jakąś machinę - albo przez dobry blender, albo przez sokowirówkę, i potem mieszasz sok z "wiórami". To wszystko porcjujesz sobie w foliowe śniadaniówki i mrozisz, i masz zapas papki na x tygodni ;) Ja robię to 25-letnią sokowirówką i super się sprawdza; generalnie i w kwestii maszynek do mięsa, i mielenia warzyw, najlepsze są stare sprzęty i maszynki ręczne - sokowirówki nowej generacji czy elektryczne maszynki do mięsa zauważyłam, że jakoś trwałością nie grzeszą. [/QUOTE] Tyle, że u psa ze skłonnościami rasowymi/osobniczymi do alergii, ścięłabym nieco produkty mleczne.
-
Nie łudziłabym się, że szczeniak 7 kg zje prawie kilo żarcia dziennie ;) 10% wagi dla rosnącego psa to wartość maksymalna, z moich obserwacji psy dobijają do niej w wieku 6-12 miesięcy - o ile w ogóle ;) Takiego szczylka karmiłabym 3 razy dziennie do woli, obserwując jego kondycję i możliwości. Nie dawaj niczego z kością w jednym posiłku z warzywami. Rozłóż to na posiłki tak, żeby codziennie choć jeden z trzech posiłków dziennie dla malucha stanowiła papka warzywna z podrobami albo nabiał. Mielone kości spokojnie zje szczeniak tych rozmiarów już w wieku 6-8 tygodni, więc o to się nie martw. Natomiast jeśli chodzi o podawanie w całości, drób zwykle jedzą bez problemu 10-12 tygodniowe maluchy, a grubsze kości - takie 4-miesięczne. U mnie staffik (waga dorosłego 16 kg) w wieku 10 tygodni jadł sam kurze łapki i korpusy, od 12 tygodnia szyje z indyka i ogólnie cały drób, plus świńskie ogony, a w 4 miesiącu wszystko już jadł niepomielone. A, jeszcze jedno, dodaj tam jakąś wołowinę chociaż dwa razy w tygodniu - mogą być miękkie ścinki. Wstaw w miejsce podrobów ;)
-
Jeśli jesteście ograniczeni finansowo, to ja bym odradzała i buldożka, i mopsa... To nie są szczególnie zdrowe rasy, i jak nie będziecie mieć sporego szczęścia, to u weta zostawicie z czasem sporo więcej niż cena psa :diabloti:
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Zaff']Jak wspominałam, piesek z pewnością kilka godzin od poniedziałku do piątku by zostawał sam, boję się, że aussie jest zbyt aktywny, by dobrze się czuć w takiej sytuacji i nie robić w domu wielkiej demolki (dlatego też nie rozważam border collie). Szkockiego w sumie sama nie wiem, czemu nawet nie brałam pod uwagę. Chyba automatycznie go przekreśliłam, bo nie chciałam, żeby z poprzednim psem mi się kojarzył. Ale to pewnie głupie podejście.[/QUOTE] To, że pies jest aktywny, nawet bardzo, nie znaczy że nie może normalnie zostać w tygodniu 5-9 godzin sam ;) jeśli poza tym ma zapewniony ruch i zajęcie. W domu też przecież nie zabawiasz psa non stop, musisz gotować, sprzątać, prać, chodzić po zakupy, pouczyć się, zająć sobą, więc nawet jak nie pracujesz czy nie studiujesz, to psem nie zajmujesz się od świtu do zmroku. Kwestia przyzwyczajenia psa od małego, kiedy jest spacer i zabawa, a kiedy 'dobranoc' i odpoczynek ;) Właściciele borderów też przecież uczą się, pracują. Collie może być fajnym pomysłem, bo miałaś już z rasą do czynienia, ale to Twój wybór, czy jesteś gotowa psychicznie na tą samą rasę, co poprzedni pies. Aussie z kolei to w opinii właścicieli taki mniej wymagający border ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
A to może kompromis i po prostu szkocki collie? Albo owczarek australijski? Oba są chyba mniej szczekliwe od sheltika, a pod kątem sportu zwinniejsze od goldena. Jak szetland podoba Ci się wizualnie, to one też powinny.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Zamocz psa letnią wodą pod prysznicem; będzie parować i się chłodzić ;)
-
A ja, im dłużej przyglądam się tej aferze, i zastanawiam nad całą sytuacją, dochodzę do wniosku, że władze mają niestety całkowitą rację. I z ukaraniem właścicielki, i z niezbyt uprzejmym traktowaniem jej (jeśli takowe było), i z uśpieniem psa. Nigdy w życiu nie oddałabym tej osobie z powrotem tego psa, bo ani nie przestrzegała przepisów jakie go dotyczyły, ani nie potrafiła go wychować, ani kontrolować, ani po całym zajściu uderzyć się w piersi i poddać karze, tylko motała, wywoziła psa, kłamała, histeryzowała i rozpętała medialną aferę, w której jest rzekomo niemal katowana, a właściwa ofiara zdarzenia jest potworem, i na pewno specjalnie chciała mieć 20 szwów, żeby tylko wyłudzić odszkodowanie. W związku z tym, pies jest bezdomny i niewątpliwie wymaga co najmniej solidnej resocjalizacji. I teraz - kto ma za to płacić? Kto ma się tym psem zajmować? Gdzie on ma później trafić? Kto ma zagwarantować, że pies, który nauczył się na serio atakować człowieka, nie powtórzy tego w przyszłości, że trafi do osoby, która sobie z nim poradzi? Sorry, ale moim zdaniem pieniądze i czas wsadzone przez państwo w utrzymanie i prostowanie tego psa, i szukanie mu domu, powinny zostać przeznaczone na psa, który również jest bezdomny, ale nie wysłał człowieka do szpitala na operację, i stwarza znacznie mniejsze prawdopodobieństwo takiej agresji w przyszłości. Takie pogryzienie, w dodatku powstałe nie na skutek capnięcia będącej przy psie ręki, tylko solidnego skoku na ofiarę, to nie jest przypadek, który pieskowi się wymknął. Pies, który gryzie, dobrze wie, co robi, jak chce trafić, i jak mocno ugryźć. Pies potrafi kłapnąć 5 mm koło czyjejś dłoni - nie dlatego, że nie trafił, tylko dlatego, że tak chciał, bo to miało być ostrzeżenie. Kolejny stopień to capnięcie, po którym zostają zaczerwienienia na skórze, zadrapania. To też tylko ostrzeżenie. Ale poszarpane ramię z ubytkami mięśni nie ma NIC wspólnego z ostrzeżeniem czy odwinięciem się odruchowo za klapsa. To jest poważny atak, i wielkość psa nie ma tu nic do rzeczy, bo i terierek potrafi zrobić ranę na 20 szwów (bo CHCE), i duży pies capnąć lekko zostawiając mały siniak - bo nie atakował na serio. Moje zdanie nie ma nic wspólnego z karaniem psa, bo on nie ponosi winy za ludzkie błędy - po prostu uważam, że w momencie, kiedy tyle jest bezdomnych nieagresywnych psów, które są usypiane tylko i wyłącznie z braku środków na ich utrzymywanie latami, ratowanie psa, który zrobił komuś poważną krzywdę, jest niemoralne. On oczywiście jest bardziej medialny i bardziej chwyta za serce jako ofiara ludzkiej głupoty, niż bury kundel siedzący 5 lat w schronisku i na stare lata idący pod igłę, stąd w jego sprawie setki i tysiące oburzonych obrońców zwierząt porusza niebo i ziemię. A przy xx klatek burych kundelków w schroniskach w Irlandii - pustki :roll:
-
[quote name='xxxx52']Podobnie mysle, bez histeri przesady troche tolerancji,a spodnie z lapka na materiale mozna wyprac ,podloge wyczyscic ,jak pies szczeka nie reagowac ,nie patrzec isc dalej .[/QUOTE] Jak się lubi psy, to można sobie być tolerancyjnym. Też nie robię afery każdemu, kogo młody psiak do mnie podbiegnie w przyjaznych zamiarach czy tam mały kundelek obdziamga mnie z bezpiecznej odległości. Ale już dla osoby, która się psów boi, podbieganie obcego psa czy ujadanie jest naprawdę stresującym przeżyciem. Takie osoby zwykle nie potrafią odróżnić lękowego obszczekiwania od prawdziwego ataku, czy też półrocznego szczyla od dorosłego psa - i nie mają żadnego obowiązku tego wiedzieć/potrafić. Mają normalnie i bezstresowo funkcjonować wśród ludzi, którzy psy lubią i posiadają. Problem w tym, że psiarze strasznie ochoczo chcą egzekwować swoje prawa i przywileje dla psów, a z szanowaniem otoczenia, które piesków nie musi wcale kochać, już tak wesoło nie jest. I nie mówię tu o przestrzeganiu jakichś absurdalnych przepisów, wg których nawet szczeniak yorka powinien wychodzić na dwór na smyczy i w kagańcu, ale o zwykłym szacunku i pomyślunku, że ktoś może tego psa bać. I taką sytuacją jest dla mnie komunikacja miejska - zwłaszcza, kiedy jest w niej tłok, i jedziemy nią 15 minut, a nie kilka godzin. Ja w miejskiej komunikacji zakładam psu kaganiec ZAWSZE (chyba, że to 2-miesięczny szczeniak na kolanach albo w transporterku). Pociąg czy PKS, kiedy jadę minimum 2 godziny - kaganiec/halti zawsze jest przy wsiadaniu; zdejmuję dopiero w przedziale po zapytaniu czy nikt nie ma nic przeciwko (nigdy nikt nie miał ;)) albo w pksie, kiedy ulokuję się na swoim siedzeniu i psa mam między sobą a oknem. Wszyscy tak zawzięcie piszą, że przecież ktoś z pasażerów może się upomnieć, żeby założyć psu kaganiec. Kpicie sobie? O czym są setki stron tego wątku? O chamstwie psiarzy :D Jak według Was reaguje przeciętna osoba na uwagi o smyczy i kagańcu na spacerze? Przecież w kółko o tym piszecie :evil_lol: że są głupie teksty, że piesek nie gryzie, że chce się bawić, albo jaranie głupa, albo wręcz wiącha w stylu, że jak się nie podoba, to macie tam nie chodzić. I myślicie, że jakiej reakcji spodziewają się po Was współpasażerowie w komunikacji? Dziwicie się, że nic nie mówią, tylko krzywo patrzą, albo od razu robią aferę? Bo ja nie. Samo za siebie mówi zdumienie ludzi w pociągu, kiedy PYTAM, czy mogę zdjąć kaganiec. Ludzie są w szoku, że jakiegoś psiarza obchodzi ich zdanie, jak zabezpieczony ma być pies, z którym jadą, żeby czuli się komfortowo. Przykre, ale daje do myślenia, czemu jest coraz więcej antypsich przepisów w miastach, i coraz ostrzejsze reakcje na wypadki z udziałem psów (patrz wielka afera w Irlandii o akitę). Ludzie po prostu wiedzą, że większość psiarzy ma głęboko w d*pie resztę społeczeństwa (w tym o ironio innych psiarzy) i ich komfort/bezpieczeństwo w miejscach publicznych.
-
Że jadł chętnie to nie znaczy, że to dobre/zdrowe; psy często najchętniej jedzą to, co sztucznie dosmaczone i doaromatyzowane... Osobiście nie mam zaufania do żadnych suszów/puszek; nawet na gotowe mielonki barfowe patrzę trochę krzywo - bo nigdy nie wiesz na pewno, co tam jest. Wg mniej lepsza mniej urozmaicona dieta, ale najwyższej jakości. Po co doprawiać ją drogim badziewiem, jakim zazwyczaj jest puszka ;) Powiem tak - jeden z moich psów jest alergikiem. Nie może jeść wołowiny, kurczaka, jaj nabiału. Nie chce jeść kaczki, gęsi, surowych i gotowanych ryb - za nic w świecie. Jego dieta to tak 75% indyk i 25% wieprzowina. Raz na jakiś czas królik i smakołyki w formie suszonych rybek. Nic się złego z psem nie dzieje, wyniki badań krwi w normie. Myślę, że spokojnie możesz, szczególnie czasowo (mój żyje tak od ponad roku, będzie musiał pewnie całe życie), trzymać psa na kurczaku i wołowinie, zwłaszcza jak masz możliwość co jakiś czas urozmaicić mu pokarm sarną czy królikiem. Na zdrowy rozum - gotowe karmy, szczególnie dla alergików, też zwykle są oparte na jednym gatunku mięsa. Wiele osób gotuje psom żarcie korzystając tylko z jednego gatunku mięsa, np. wołowych ścinków. Podobnie z dzikimi psowatymi - w uboższych w zdobycz ekosystemach często mają dostęp tylko do ofiar w 1-2 gatunkach. Wilki arktyczne przez część roku żywią się praktycznie wyłącznie myszami - bo złapanie ptaka na otwartej przestrzeni graniczy z cudem, a duże zwierzęta pojawiają się na określonych terenach tylko przez krótki okres roku. 2-4 gatunki mięsa na barfie są wg mnie wystarczające, żeby utrzymać psa w dobrej formie i nie narobić mu niedoborów, więc osobiście bym nie dodawała puszek.
-
Mi przy siekierze celność szwankuje :evil_lol:
-
[quote name='taks']Do dzielenia mrożonki używam z powodzeniem solidnego długiego kuchennego noża ( pewnie lepszy byłby tasak ale nie mam) i starego o,5 kg odważnika ( może byc tez młotek;)). Nóż przykładam ostrzem prostopadle do mrozonki i wbijam go odwaznikiem - najpierw centralnie az nóz sie zagłębi i nie ześlizguje się z mrozonki a dalej bije w wystajacy koniec po przeciwnej stronie niz rączka . [/QUOTE] Walczyłam już nożami, piłą, siekierą, tłuczkiem do mięsa, aż metodą prób i błędów doszłam do tego, i to najlepszy sposób ever ;) Zamiast odważnika idzie młotek albo obuch siekiery (na twardsze rzeczy).
-
A co pies je na ten moment, do ilu gatunków mięsa masz dostęp? Może w ogóle nie ma potrzeby dopychania puszkami? Myślę, że mniej psu zaszkodzi życie na 2-3 gatunkach mięsa niż "urozmaicanie" puszkami, w których nie wiadomo co jest.
-
Tak naprawdę to cholera wie jak było. Pogryzienie było opisane jako małe capnięcie, więc czy ta kobieta naprawdę była tak durna, żeby przywalić psu z całej pary za powąchanie chipsów też nie wiadomo. Może go po prostu odpędziła, odepchnęła, a piesek wychowany na wielkiego obrońcę właścicielki i dziecka, po x mniej spektakularnych sytuacji, kiedy z tego tytułu ignorowano jego zapędy obronne, w końcu pozwolił sobie na więcej. Nad zapędami obronnymi psa obronnego trzeba umieć panować i ograniczać je do sytuacji, kiedy są potrzebne. Problem w tym, że słabe psychicznie osoby, które kupują sobie pieska obrońcę, żeby się nimi opiekował, za cholerę tego nie potrafią.
-
Ja też jestem na wydarzeniu, posłałam maile, bo jak by nie było naprawdę, potraktowanie właścicielki i obchodzenie się z psem były skandaliczne. Jednak ugryzienie kończące się szyciem to nie jest ostrzegawcze kłapnięcie, sorry, a na tyle wg mnie powinien pozwolić sobie maksymalnie pies trzepnięty przez znajomą osobę... Tak więc albo z psem jest coś bardzo nie ok, albo spaprano jego wychowanie i ta sytuacja nie była pierwszą jaka zaistniała, jak zresztą wypowiadało się parę osób w komentarzach do artykułu. Eskalacja agresji od zera, czyli łagodnego misia, do poważnego pogryzienia nie trwa kilka sekund, więc ja bym polemizowała, czy piesek faktycznie był łagodny jak baranek, miał prawo chodzić bez kagańca i nie stanowił zagrożenia.
-
Szatańska galeria - czyli popaprane championy z przeklętych rewirów
Martens replied to Vectra's topic in Foto Blogi
[quote name='Vectra'] do tego GOLDEN :mdleje: żeby pies tej rasy mógł mnie zachwycić charakterem , to musiała bym być sparaliżowana na wózku ... im więcej ras poznaje z bliska tym bardziej wiem , że tylko te knykcie staffiki mnie zachwycają na maksa. [/QUOTE] Mam to samo :evil_lol: Na jakiego psa bym teraz nie patrzyła u kogoś, mam wrażenie, że oglądam film w zwolnionym tempie :evil_lol: Tylko dla rotta bym zrobiła wyjątek, ale też tylko jako dodatek do turbo karzełków :cool1: -
Grupa do zadań specjalnych czyli dwie jamnice i doberman ;)
Martens replied to Amber's topic in Foto Blogi
A ja teraz nie umiem powiedzieć, czy bardziej mi się podoba czarny dobek, czy czekolada... ale i tak wolę je u kogoś niż u siebie :evil_lol: Wiem tylko, że te hamerykańskie jasne umaszczenia są paskudne, podobnie dobki w błękicie, od razu kojarzy mi się Resident Evil i psie zombie :shake: -
To jeszcze z rok, półtora i powoli zacznie ta najgorsza para z niego schodzić :evil_lol: O rottku to i ja marzę, cud nie pies, ale to jak już wyemigruję z bloku; wtedy coś musi staffików pilnować :lol: teraz mi się nie widzi pies numer 3 w takim rozmiarze, w bloku, w dodatku może jeszcze stróżujący mi na sąsiadów i ich psy :evil_lol: Tyle, że nie wyobrażam sobie samego rotta bez innej żwawszej rasy, dla mnie teraz w sumie wszystkie psy przy TTB to muchy w smole i brakuje mi w nich kretynizmu :evil_lol: