Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Wczoraj wróciliśmy z bzykanka ;) Kilka nowych fot - 20 miesiecy, 15 kilo ;) [IMG]https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q74/s720x720/9258_10201060069401355_528997225_n.jpg[/IMG] [IMG]https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q71/s720x720/1209410_10201060067721313_1616353345_n.jpg[/IMG] [IMG]https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q71/s720x720/1234922_10201060067481307_147904991_n.jpg[/IMG] [IMG]https://scontent-a-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q71/s720x720/1375151_10201060065161249_1619388904_n.jpg[/IMG] [IMG]https://scontent-a-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/q71/s720x720/1375963_10201060064641236_1514325456_n.jpg[/IMG]
  2. U nas w niedzielę i wczoraj było krycie, teraz wyczekujemy na usg :)
  3. [quote name='julianmitecki']czy kastracja psa spowoduje zmniejszenie agresji psa w stosunku do innych psów i ludzi ?[/QUOTE] Sama kastracja powoduje obniżenie agresji tylko i wyłącznie takiej, która wynika z działania testosteronu i nie zdążyła utrwalić się jako nawyk (a więc zabieg został przeprowadzony szybko w trakcie/po okresie dojrzewania). Przy psach z już utrwalonym agresywnym zachowaniem wobec innych samców, może jedynie ułatwić pracę z psem poprzez wyeliminowanie fizjologicznych przyczyn agresji (o ile oczywiście jest to agresja związana z testosteronem - czyli skierowana na inne samce, szczególnie duże, dominujące w zachowaniu, z jednoczesną pewnością siebie psa, a nie strachem). W przypadku psa nietowarzyskiego, źle socjalizowanego czy z agresją wynikającą po prostu z niechęci do kontaktów z obcymi psami niezależnie od ich płci, kastracja wiele nie zmieni; mało tego, może nawet spowodować rozszerzenie takiej agresji również na suki, jeśli wcześniej miały taryfę ulgową. Agresja lękowa to jak pisze Beatrx wręcz przeciwwskazanie do kastracji. Testosteron działa przeciwlękowo, zwiększa odwagę psa, odporność na stres. Jeśli pies już mając jądra atakuje ze strachu, jest nerwowy, po odcięciu testosteronu będzie jeszcze gorzej. Trzeba psa pokazać dobremu szkoleniowcowi, który określi podłoże agresji i pomoże podjąć decyzję, czy kastracja pomoże w danym przypadku, czy będzie bezcelowa lub nawet zaszkodzi.
  4. Też nie łudziłabym się, że kaukaza da się oduczyć agresji wobec innego psa wchodzącego na jego teren pod nieobecność właściciela. Ze swojej strony solidnie zabezpiecz działkę, postaraj się zmniejszyć szparę pod bramą, żeby zmniejszyć ryzyko, że coś się tamtędy przeciśnie, itd. - tak jak radzi gops. Natomiast do do kojca - kojec się przydaje, owszem, ale jeśli ktoś trzyma psa konkretnie w celu pilnowania terenu, trochę trudno sobie wyobrazić, żeby pies stróżujący siedział w kojcu cały czas, kiedy nie można nad nim stać...
  5. To może żeby rozjaśnić niektórym - "dziedziczenie po dziadkach" to skrót myślowy. Proste i logiczne, że młode dziedziczą po rodzicach, ale co Ci rodzice mogą im w tych genach dać, a co niekoniecznie ujawniło się u nich samych, można sobie w pewnym stopniu zobaczyć u wcześniejszych pokoleń i ogólnie krewnych (oczywiście nie dotyczy to wszystkich cech). A wzrost jak dobrze pamiętam jest u człowieka determinowany przez polimeryczne działanie genów, jak odcień skóry; stąd po wysokich rodzicach może urodzić się niskie dziecko, i odwrotnie.
  6. [quote name='ppaula2']Współczuję czekania ;) Moja suczka kazała mi czekać ponad 2 miesiące dłużej niż zakładałam ;) To dopiero było czekanie.....[/QUOTE] No to moja strzeliła mi niespodziankę :D i cieczkę wymyśliła sobie miesiąc przed terminem ;) Spokojnie miałam się do wszystkiego przygotowywać, a tu wychodzi na to, że będziemy hodowlankę wpisywać po drodze do repa :evil_lol:
  7. Dżizas, Handzia dopiero kilka dni kapie :evil_lol: Przy dobrych lotach pierwsza próba może w czwartek, jak nie później ;) Cyc ma różnie - przy pierwszej cieczce cały pierwszy dzień miał fazę i ją bzykał, a potem... zapomniał :D i sobie nie przypomniał do końca cieczki... Na drugą nie reagował. Przy tej kilka dni przed początkiem coś podejrzanie często zaglądał jej pod ogon (pewnie dziwnie pachniała), a teraz standard, nie reaguje ;)
  8. [quote name='a_niusia']powtorze: to jest wlasnie "dzialanie dla dobra rasy". kiedy ja kupowalam moja druga suke to sie nasluchalam, ze "futro do ziemi", ze te psy "nic soba nie reprezentuja uzytkowo", ze "domieszali do nich afgana" i innnych tego typu *******. tyle ze jak sie zerknie w jej rodowod, to wiekszosc psow to sa psy z certyfikatem uzytkowosci. pokazuja sie na konkursach odpowiednich dla rasy, maja odpowiednie osiagniecia na polu mimo ze sa dlugowlose, piekne i sa zwyciezcami swiata, europy i wystawy westminister. takie wystawowe kukly, ale jakos workingi. w polsce? ze swieca szukac. a gadania bylo duzo. tak wiec ja uwazam, ze sie da. i nie sadze, ze ludzie chca psy wyzute z intstynktow.[/QUOTE] I tu jest duża różnica między rasami, o których mówimy - Ty o sierści i instynktach, a ja też o budowie i wydolności. A co do mojej rasy - tak, ogromna większość nabywców w Polsce chce staffiki wyzute z instynktów ;) Wystarczy spojrzeć, ilu właścicieli staffików jest w szoku, że dojrzewający samiec TTB nie chce się bawić w parku z gromadką piesków jak golden retriever. A wielki czynny sport ze staffikiem to dla nich spacer na łączkę, a w weekend latem nad rzeczkę ;) [quote name='Faustus']Dokładnie tak! Mnie przede wszystkim irytuje hipokryzja hodowców. To, że oni biedni są, że to tyle kosztuje, żarcie, wystawy, weterynarz... Sorry ale jakby to się im nie opłacało to by tego nie robili. I tu uważam należy spojrzeć na hodowle psów w nieco bardziej racjonalny sposób: aż tak bardzo nie różni się od hodowli świń, krów czy koni. Tu i tu w pewnym momencie chodzi o pieniądze. A że chodzi o najlepszego przyjaciele człowieka to dodatkowo włączają się emocje, które często nie pozwalają spojrzeć trzeźwo na sytuację. I aby jasne było: nie zaglądam im do portfela, ich sprawa, ich zaradność. Niech zarabiają ku chwale Urzędu Skarbowego ;-) [/QUOTE] Dopóki dobro psów na tym nie cierpi - dla mnie hodowcy mogą sobie zarabiać na tym nawet kokosy i budować wille z basenami. Tylko proszę o namiar na takiego hodowcę, żebym mogła zasięgnąć rady, jak wyjść na te kokosy z niekończących się jak dotąd inwestycji :evil_lol: Tu działają prawa rynku. Masa hodowców owszem, coś na psach zarabia, niektórzy nawet z tego żyją, ale w niektórych rasach po prostu nie da się wyjść na plus, przy kosztach utrzymania dużej rasy, małym popycie i co za tym idzie, niskiej cenie szczeniaków. A ktoś jednak te rasy hoduje - no właśnie, pasjonaci. I po tym można odróżnić pasjonata rasy od hodowcy-dorobkiewicza. Pasjonat stanie na głowie i dołoży do hodowli z domowego budżetu, żeby pozostać przy swojej rasie i robić coś dla niej. Ktoś, kto chce po prostu hodować i mieć z tego parę groszy - zmieni rasę na bardziej opłacalną :diabloti: A wysokie ceny... A kto kształtuje cenę, jak nie nabywcy? Jak są łosie, którzy chcą kupić bardzo takie sobie szczenię w cenie świetnego importu z drugiego końca Europy - to zawsze znajdzie się ktoś, kto im tak psa sprzeda :p Co do koloru - dla osoby chcącej psa do hodowli, dużo ważniejsza jest budowa, zdrowie i psychika psa, niż to czy będzie akurat czarny czy pręgowany (chyba że dane umaszczenie jest powiązane z jakimiś cechami/problemami zdrowotnymi). Natomiast dla kogoś, kto chce po prostu psa danej rasy, i widzi mu się taki, a nie inny kolor, będzie to istotna cecha. I nie ma co się oburzać o takie pytanie.
  9. No niestety w mojej rasie, szczególnie w Polsce nie jest tak różowo. Wystarczy spojrzeć na samą długość kufy. We wzorcu stoi "stop zaznaczony, kufa krótka". A co ta "krótka kufa" oznacza dla różnych hodowców to inna sprawa - można spotkać zarówno psy, którym robi się przy oczach zakładka jak buldożkom, stop jest tak zaznaczony, że aż wypukły, a oczy powoli zaczynają wyłazić z orbitm a można spotkać psy o kufie dużo dłuższej, ale nadal krótszej niż typowa mezocefaliczna (a więc w sumie krótkiej - wzorcowej, zbliżonej do pierwszych psów w rasie) i stopie, który jest zaznaczony, ale nie mocno zaznaczony. Które z tych psów są sprawniejsze i zdrowsze, nie trzeba chyba mówić; pytanie teraz czy ten drugi typ jest po prostu "użytkową pokraką", jak stwierdziłoby wielu właścicieli psów typowo wystawowych ;) Może gdyby w mojej rasie były jakieś próby pracy, to byłby jakiś odsiew psów niesprawnych fizycznie, mało wydolnych - no ale prób pracy nie ma, przynajmniej w Polsce. Można się kusić o wyhodowanie czegoś pośrodku, tylko po co, dla kogo, skoro nie dla osób nastawionych na wystawy, bo takie zwierzaki raczej nie będą wygrywać plus będą bardzo wymagające ruchowo, ani dla osób idących w sport, skoro będą mniej sprawne od tych "pitbulowatych" w typie ;)
  10. [quote name='a_niusia']no wlasnie: to skutek wspanialych dzialan hodowlanych majacych na celu polepszanie rasy...powstaja brzydkie psy "do pracy", "workingi" i wystawowe kukly bez typowych dla rasy popedow.[/QUOTE] I tak według mnie zostanie, bo wybujałe popędy są bardzo często kłopotliwe dla osób nastawionych typowo na wystawy, a wiele cech przesadnie eksponowanych i pożądanych na wystawach jest sprzecznych z celami hodowlanymi w przypadku psa typowo użytkowego/sportowego ;) To, że "szołowy" border ma trochę za dużo kłaków do pracy na pastwisku to akurat mało wyrazisty przykład. Psów wypośrodkowanych pomiędzy liniami show i sport nie ma w wielu rasach kto hodować i przede wszystkim dla kogo.
  11. No to suk mnie o zawał przyprawiła, postanowiła dostać cieczki kilka tygodni wcześniej :eviltong:
  12. Ale ja napisałam, że "nie każdy pies" będzie pozwalał obcym zabierać sobie zabawkę ;) Są "ostre" osobniki, które bronią tylko jedzenia, a zabawek w ogóle nie uważają za coś wartego zachodu ;) a są takie, które za kija życie oddadzą. No i co innego odkręcenie obrony zasobów przed domownikami i domowymi psami, a co innego obcymi zwierzakami, które pies widzi pierwszy raz w życiu na oczy ;)
  13. [quote name='Hahnoto'] Chodzi mi o to, że chcę ją nauczyć dzielenia się, bo wychodzi na to, że E. to sknera i nie umie się z innymi bawić. Jeździmy na zloty i nie chcę, aby takie coś miało miejsce. PS Do tej pory Eris zostawała odsyłana do transportera i nie wychodziła z niego kilka minut, a wczoraj strzeliłam na nią takiego focha, nie zwracałam na nią uwagi, odpychałam, gdy pchała się na kolana i zdecydowanie zrozumiała moje zachowania, bo siedziała przy moich nogach ze zwieszoną głową.[/QUOTE] No niekoniecznie zrozumiała o co Ci chodzi - jej zachowanie było raczej reakcją na Twoją oschłość, ale czy ona wie czym ta oschłość była wywołana to inna bajka. Pies to nie dziecko, któremu wytłumaczysz, że trzeba się dzielić - to zwierzę, drapieżnik, i w genach ma dokładnie odwrotne zachowanie. Szczególnie, że nie masz łagodnych ciapciaków, tylko terriery. Zmień oczekiwania na trochę bardziej realne - możesz opanować psa na tyle, że nie będzie rzucał się na drugiego tylko dlatego, że w pobliżu jest czyjeś jedzenie albo żeby nie bronił zabawki, kiedy drugi pies jest 2 metry dalej. Łudzenie się, że pies skłonny do obrony zasobów nie będzie bronił przed obcym psem zabawki, którą mu rzuciłaś to dość utopijne marzenia ;) Nie każdy pies, szczególnie z niektórych ras/grup ras (a do tych należą właśnie terriery) będzie ze stoickim spokojem pozwalał obcym psom na wyciąganie sobie zabawki niemal z ryja... Po prostu nie wszystkie psy nadają się do gromadnego rzucania zabawki, powiedziałabym, że ogromna mniejszość. Było nawet jakieś powiedzenie - najłatwiej wywołać bójkę, rzucając dwóm psom jeden kij ;) Wiele rzcezy można z psem wypracować, ale nie należy przy tym lekceważyć swojego psa, jego sympatii i antypatii. Pies to nie plastelina ;)
  14. Ooo, stafficzki :) Ja dopiero czekam na cieczkę, ale już zapisałam się na wątek, żeby wejść w klimat :evil_lol:
  15. A dlaczego nie karcić? Co innego, kiedy pies broni swojego jedzenia/gryzaka, kiedy drugi mu w niego wchodzi, a co innego sytuacje jak opisane, kiedy suka rzuca się na psa, bo śmiał przechodzić w pobliżu, kiedy ona ma zabawkę, czy wręcz o, bo właściciel obok trzyma kość. Z jednej strony tak, nie kusić losu, nie rozwalać zabawek, nie karmić psów obok siebie, ale kiedy któryś wywołuje dym w momencie np. rozdawania smakołyków, jak najbardziej skarcić - słowny opieprz OBU psów, odesłać na miejsce, koniec zabawy/rozdawania jedzenia. Ważne, żeby karcić oba psy - inaczej można odwrócić sytuację, i wcześniej "nękany" pies poczuje się za pewnie i zacznie prowokować drugiego, albo agresor będzie "mścił" się na koledze za "niesprawiedliwość" pod naszą nieobecność. Psy muszą załapać, że jakiekolwiek przejawy agresji wobec współtowarzysza kończą się opierniczem, wygnaniem na posłanie i końcem przywilejów, i same zaczną unikać konfliktów ;)
  16. [quote name='ayumi_666']Lekkomyślności właścicielki wręcz nie da się nie zauważyć, ale każdy problem da się rozwiązać i to wcale nie świadczy o disney'owym podejściu do rzeczywistości. Cała ta sytuacja wynika z błędów wychowawczych. Nadal uważam, że da się je naprawić np. w nowym domu, u boku nowego, odpowiedzialnego właściciela.[/QUOTE] Gdybyśmy żyli w Utopii, w której środki na każdego psa na Ziemi były nieograniczone, i istniała alternatywna rzeczywistość, w której można umieścić tego psa, żeby w razie powtórki z rozrywki nie zrobił krzywdy komuś w swoim otoczeniu - to zgadam się, of course ;) Ale realia są jakie są, masa nieagresywnych psów potrzebuje pomocy i małe szanse, żeby znalazła się bezludna wyspa, na której pieska ulokujemy, żeby na pewno nikomu nie zagrażał. Idealizm miła rzecz, ale nie wtedy, kiedy zagraża czyjemuś zdrowiu i życiu - a ten pies realnie zagraża. Nie potencjalnie, ale realnie, bo już dwa razy zrobił człowiekowi poważną krzywdę. Błędy błędami, ogromna większość właścicieli psów jakieś błędy popełnia, ale nie w każdej rasie i nie u każdego psa te błędy kończą się szwami i poodgryzanymi częściami ciała.
  17. [quote name='mychaaaaa']Kto jutro ma być na hali - niech ubiera się ciepło. Na hali jest wylane lodowisko, na tym są rzucone wykładziny. Dzisiaj na hali było może 0 stopni, ludzie zmarznięci, znajomej rodzice wozili kurtkę i szalik, bo sekretarzowała i nie dało się wytrzymać. Także radzę się przygotować ;)[/QUOTE] Mignęło mi na amstafowym forum o jakimś "śniegu", ale myślałam, że to jakieś sytuacyjne żarty... Cieszę się bardzo, że nie pojechałam, bo to jaja na skalę światową, za tyle kasy wystawiać psa w lato w temperaturze koło zera stopni... Chyba by mi tam jakaś żyłka pękła :evil_lol:
  18. O, widzę, że mamy ciąg dalszy :D I jak wynika z tłumaczeń właścicielki, to zupełnie normalne, że pies odgryza człowiekowi palec tylko dlatego, że zezłościł się na innego pieska, a jego opiekun jest od niego słabszy fizycznie :D To czekajmy na kolejne odcinki :) A finał tego sezonu to "biedny akita brutalnie obrzucony herbatnikami przez 2-latka, w desperacji w obronie własnej odgryza dziecku głowę" :evil_lol: Czemu ten pies jeszcze nie jest w piachu - tego pojąć nie mogę. Naprawdę tytuł wątku jest adekwatny: "Czytam i nie wierzę..."
  19. Nie chodzi o znajomość całej sytuacji - tylko o jedną kwestię, o walkę o dominację z pinczerkiem "na gołe łapy" ;) i o efekty w postaci agresji. Tu nie trzeba znać całej sytuacji, tylko te dwie kwestie :) A dogo jest naszpikowane informacjami o tym, jak pracować z psem, o okresie dorastania i problemach z agresją w tym okresie, i o tym, czym jest dominacja i czemu zazwyczaj można sobie ją włożyć w majtki. Jeśli przewalamy psa na plecy, a mimo to problem gryzienia i agresji narasta => hm, robimy coś nie tak, może przestańmy, zamiast zaostrzać sytuację ;) bo pies to żywe stworzenie, okres dorastania i tak jest trudny u psów z charakterem, a jak do tego dojdzie odkręcanie Waszych błędów, to może być tak, że już zawsze będzie problem z agresją psa w niektórych sytuacjach, wobec jakichś osób; możecie już nigdy nie być w 100% pewni czy psu się coś nie przypomni i nie dziabnie nagle np. dzieciaka. U mnie wystarczyło dosłownie kilka konfrontacji z moim eks typu zrzucenie psa z łóżka, kiedy dorastał i próbował się sadzić, i pies zraził się do sytuacji tak, że po kilku latach potrafi warknąć na kogoś, kto dotknie go za tyłek, kiedy leży na kanapie (poza mną - bo ja nigdy go z łóżka nie zrzuciłam, kiedy buczał - radziłam sobie inaczej, bez przemocy). Gdyby eks na mój wyraźny nakaz nie przestał się siłować z psem, Cyc na pewno by go pogryzł (było blisko) i jeszcze parę osób na dokładkę. Ale łatwo się stosuje i poleca siłowe rozwiązania, jak się pracuje z 5-kilogramowym pieskiem ;) i śmieszy mnie trochę takie kółko wzajemnej adoracji pt. "tak, trzeba psa ustawić, żeby nie rządził calym domem", tworzone przez właścicielki takich maluszków. To jak sobie w takim razie radzą ludzie z psami ważącymi 50-100 kilo (bo nawet moje staffiki to wtedy pchełki)? A jakoś radzą, i zapewne gdyby próbowały przewalać dorastającego samca na plecy, wylądowałyby na OIOMie :diabloti: więc musi istnieć jakaś inna metoda.
  20. Ja w ogóle nie rozumiem, jak ludzie wytrzymują z psem, który pyszczy na każdego przechodnia... Rozumiem, że akurat nikogo nie ma na podwórku czy coś, ale milion razy jest taki obrazek - ja z psami idę obok ogrodzenia, jeden lub więcej psów dostaje wścieklizny za płotem, ryczą, plują, sypią piachem, a na ogródku kilka metrów dalej rodzinka przy grillu, w milczeniu i zadumie obserwują ten spektakl :razz: Nikt psa nie zawoła, tylko siedzą i się gapią. Dla mnie to zagadka, bo mnie dziamganie moich psów zwyczajnie denerwuje i jak mi robią wielki raban pod bramą, bo ktoś tam sobie szedł, to lecą na 10 min do domku na karny jeżyk :evil_lol: Zresztą miałam kiedyś sytuację, gdzie brama była otwarta, ja bez psów, ale z babcią, która psów się boi (była pogryziona kilka razy), i do pięt zaczął jej dolatywać z jazgotem i zębami skoksowany ratlerek. Cała rodzina, chyba z 6 osób - stoją w ogrodzie i w milczeniu się gapią. Zasadziłam psu kopa, uciekł z powrotem na podwórko, a babka, chyba właścicielka psa, bezbrzeżnie oburzona "No jak tak można..." :roll: [quote name='zmierzchnica'] Jest w moim mieście taka dzielnica, gdzie drze się WSZYSTKO. To jest koło 50 domów z ogródkami, gdzie w każdym ogrodzie jest co najmniej jeden pies, do 5 maksymalnie. Szłam ostatnio z psami tamtędy to myślałam, że zwariuję. Wszystkie psy w ogrodzeniach dostały szału, a ludzie wylegli na podwórka, zobaczyć czemu, oczywiście nie próbując uciszyć swoich zwierząt. [/QUOTE] Brzmi jak moja droga na działkę :D Po półtora km mam problemy ze słuchem ;) Na szczęście psy mi się uodporniły na ten jazgot i nie reagują kompletnie na psa za ogrodzeniem.
  21. [quote name='Dioranne']Mam nadzieję, że rzeczywiście działam poprawnie i do tej pory niczego nie spaprałam. Jednego agresywnego psa już miałam, to stanowczo mi wystarczy. ;)[/QUOTE] Ale już masz drugiego - to, że podrostek gryzie właścicieli do krwi, to nie jest normalne fikanie okresu dojrzewania. Normalne w takim wieku to są próby ignorowania poleceń, spojrzenia spode łba, poburkiwanie przy zganianiu z łóżka, itd. Gryzienie do krwi to już agresja nie na żarty i mocno zaogniony problem. I sorry, ale moim zdaniem sama nauczyłaś psa siłowego rozwiązywania problemów - właśnie wywalaniem na plecy i takim agresywnym "dominowaniem" go. Zdobywanie autorytetu i "usadzanie" psa nie polega na wywalaniu go ręcznie na plecy, tylko na konsekwencji w codziennych sytuacjach, operowaniu tonem głosu, postawą, itd. W bezpośrednią konfrontację siłową bez powodu wchodzą w świecie psowatych tylko osobniki nerwowe i słabe psychicznie, i Ty właśnie tak się psu kojarzysz - odpowiada tym samym, agresją, bo tak go nauczono, że konflikty rozwiązuje się siłą. Prawdziwy "dominant" w stadzie (skoro już musimy używać tych określeń) to osobnik opanowany, budzący respekt zachowaniem i siłą charakteru, a nie tarzający innymi po glebie. W ogóle to przegenialny pomysł - do karcenia psa używać rąk - też już masz efekt, pies próbuje gryźć ludzi, którzy chcą go dotykać. Sami jeszcze zaogniacie problem, np. głaszcząc psa przy jedzeniu - co pewnie nie byłoby problemem, gdybyście już go nie nauczyli, że rękom ufać nie można. To nie przypadek, że poprzedni pies był agresywny, i ten też; jakie metody wychowawcze, takie psy. Tyle, że wtedy mieliście psa ze słabszym charakterem i nie było gryzienia. Pinczer to nie ciepła klucha i nie da sobą pomiatać bez konsekwencji w postaci agresji. Wyobraź sobie takie zachowanie u dorastającego cana corso albo stafforda. Też byś go wywalała na plecy, gdyby Cię ugryzł do krwi? Zapewne nie, skorzystałabyś czym prędzej z porady szkoleniowca, bo problem byłby poważny, a pies niebezpieczny. I tu problem jest na identycznym poziomie zaawansowania, tylko piesek malutki, to się to lekceważy i próbuje rozwiązywać go siłą. Jak nie zmienisz podejścia i metod pracy z psem, to już mogę Ci powiedzieć, co będzie dalej ;) Pies będzie się Ciebie słuchał, bo będzie wiedział, że nie ma szans z bezpośrednim starciu. Natomiast Twoją rodzinę, znajomych czy obcych ludzi będzie zwyczajnie gryzł :) bo nauczyłaś go, że ludzie są po to, żeby się z nimi fizycznie konfrontować, i że rękom człowieka ufać nie można. Pies prawdopodobnie kiedy zaczął dorastać dawał Ci subtelne sygnały konfrontacyjne o jakich wcześniej pisałam, może poburkiwał, może ignorował polecenia, i wtedy co? Wtedy się po prostu robi psu serię komend, musztrę kilka razy dziennie, przerabia sytuacje po swojemu, żeby wyszło na Twoje i przede wszystkim nie podejmuje psich prowokacji, rzucając się do konfrontacji siłowej - w ten sposób właśnie stawiasz się na równi z psem, a nie stajesz dla niego autorytetem. Gdybyś nim była, nie musiałabyś wywalać go siłą na plecy.
  22. [quote name='gops']A ja się zastanawiam gdzie mają mózg właściciele psów którzy pozwalają swojemu psu na flexi podbiegać pod mój płot i patrzą śmiejąc się jak psy próbują się złapać przez brame (w 1 wekend naliczyłam 4 razy , a nie zawsze byłam na zewnątrz więc pewnie było ich więcej) . Ostatnio podeszłam i spytałam czy mam otworzyć furtke skoro to takie śmieszne ale szybciutko uciekli . Co jest w tym śmiesznego ? mój pies wrócił raz z rozwalonym pyskiem . A ja się potem dziwie że nie przepada za psami na spacerach .[/QUOTE] Znam problem w sumie z obu stron - na szczęście działkę mam przy odludnej drodze, gdzie stoją 3 domy na krzyż i do tego mam dość długi podjazd do bramy. Niemniej jednak zdarza się, że ktoś chodzi tamtędy nad rzekę z psem luzem, pies podbiega mi do bramy i zwierzaki na siebie poburczą, ale na to działa chyba tylko pilnowanie i odwoływanie psa od bramy... Przecież nie będę stała cały dzień z kijem na podjeździe... Jakiś czas temu mieliśmy odwrotny dym; idę z Cycem przez osiedle domków jednorodzinnych i w pewnym momencie między prętami w bramie jakiś wku*wiony pekińczyk wysadził na chodnik cały łeb z szyją, i próbował użreć Cyca... Cyc akurat był wtedy na sledach i nie interesowało go nic poza ciągnięciem naprzód, on zresztą na psy za płotem nie reaguje - to ja musiałam odciągnąć go na bok, żeby pekińczył nie dziabnął go w ucho :roll: W sumie to i tak pikuś, na tej samej trasie był kiedyś mix onka, ktory wysadzał łeb przez bramę na pół chodnika i próbował łapać ludzi za nogi :D kiedyś mało zawału przez niego nie dostałam ;)
  23. Tak czułam, że w przypadku wczorajszego ogólnonarodowego święta spokojne wybieganie psów będzie trudne, zwłaszcza że do swoich terenów spacerowych muszę dotrzeć przez park, albo zalew, albo rzekę, albo osiedle, a w taki dzień będą tam tłumy, więc przezornie wybiegałam psy przedwczoraj późną nocą w parku, a wczoraj wychodziłam tylko na wc :) Niestety koło 19 na ostatnim sikaniu z Bucem wypatrzyłam na horyzoncie ludzików z sąsiedniego bloku z niedużą kundlicą, która kilka razy uznawała za bardzo zabawne podkradanie się do moich psów z mega grożącą mową ciała (co zazwyczaj prowokowało Buca i musiałam go usadzać) - właściciele smyczy nie używają (o ile mają) i zwykle dopiero jak suka była z 2 metry od nas, odkrywali co się dzieje i ją odwoływali. Wczoraj mieli chyba świątecznych gości, i w skład tych gości wchodził, tam dara dam, czarny labrador :) i już wiadomo co było dalej :evil_lol: Labek, na oko z 8-10 miesięcy, ganiał z kundlicą po trawniku, smyczy brak (może to rodzinne, jakaś alergia właścicieli, nie wiem). Byłam trawnik dalej, zaczęłam się pospiesznie oddalać w stronę krzaków, co by się zakamuflować - niestety ludziki uznały za stosowne udać się na spacer w tą samą stronę co ja, a labrador gdy tylko nas ujrzał, pogalopował prosto na nas, totalnie olewając wołanie właściciela :) czarne 30 kilo przegalopowało po Bucu z dziką radością dokładnie 3 razy, zanim odbiegło z powrotem do kolesia, który krzyczał, że piesek nie gryzie. Super, ich piesek nie gryzie, za to Buc prawie dostał wylewu z wkurwienia. Dziś miałam pierwsze efekty, nawarczał na zarośniętego yorka na smyczy, który mijał nas z odległości kilku metrów - a nigdy nie miał nic do yorków, nie sadził się prawie nigdy do małych albo zasmyczonych psów, ba mieliśmy już takie postępy, że na bieganiu w lesie nawet nie zareagował, kiedy tuż obok nas biegał luzem spory ONek. Nie wiem, jak zapobiegać takim sytuacjom - nie wychodzić z domu między 23 a 5, a psa nauczyć robić na podkłady? Wyrywać sobie ręce, jedną korygując wściekłego samca staffika, a drugą próbując złapać i utrzymać wyrywające się do mojego cudze psisko? Walić gazem bez ostrzeżenia każde bydlę, które na nas biegnie? Żal mi było tego psa, bo widziałam, że to ciapowaty wielki szczeniak - ale teraz chyba bardziej wk*rwia mnie fakt, że mój pies spina się dziś na spacerze na widok dosłownie wszystkiego, co ma 4 łapy, chyba gorzej niż kiedykolwiek w życiu, bo idiotom nie chciało się wziąć w środku osiedla dużego psa na smycz, a ów duży pies, jak wszystkie spotykane przez nas laby, wykazywał wrażliwość na sygnały drugiego psa podobną jak betonowy kloc. Jak sytuacja dziś się powtórzy, to pewnie jednak laba spacyfikuję, trudno...
  24. [quote name='Whisky1']o bosze :) z nieba spadł mi ten komentarz :) tak dla otuchy, bo wszyscy tu tylko straszą i straszą że aż zaczęłam się bać, na serio. Ale chyba lepiej sie przestraszyć a potem miło zdziwić że nie taki daibeł straszny. Jesli chodzi o nauke, to tak, chce mieć mądrego psa i napewno się do tego przyłoże. Przerabiamy właśnie z mężem blog P. Mrzewińskiej - dzień po dniu szczeniak w nowym domu-nauka komend juz drugiego dnia:) [/QUOTE] Bo to jest tak, że do 4 miesiąca pies jest zwykle aniołkiem i boi się odchodzić od nogi, przywołanie jest perfekto i wszyscy się cieszą, że tak będzie zawsze :evil_lol: a nadchodzi okres dojrzewania, psu się przewraca w głowie i zaczynają się testy pt. "a co będzie jak nie wrócę od razu, tylko za 5 minut" i "a co będzie jak pójdę sam na spacer i wrócę za dwie godziny" :diabloti: Po okresie dojrzewania, czyli zależnie od rasy, w wieku 1,5-3 lat pies na powrót staje się posłuszny i bezproblemowy na spacerach - o ile oczywiście w tym okresie "nastoletniego buntu" mu nie popuścimy i będziemy dalej pracować nad przywołaniem, szkoleniem, itd. choćby z linką. Na ile intensywny jest ten okres, zależy od rasy i danego psa ;) myślę, że pierwotniaki czy psy gończe przechodzą go intensywniej, i niekoniecznie po okresie dojrzewania ta skłonność do ucieczek może minąć, jak im się za bardzo spodoba. Mi nawet owczarkowata suka dała mocno popalić jak miała 6-10 miesięcy - to było wieki temu, a do tej pory pamiętam, jak w różne zimowe noce odmarzał mi nos, i ganiałam za 7-miesięcznym podlotkiem, który uważał, że to strasznie zabawne, na przywołanie (które doskonale znał) dać dyla do innych psów :diabloti: Staffiki kocham między innymi za to, że ani z psem, ani z suką nie uświadczyłam żadnego "okresu ucieczek" - one całe życie panicznie się boją, że mnie zgubią, że wrócę bez nich, i będzie absolutny koniec świata :lol: Cyc ostatnio mało nie wyszedł z siebie, jak wlazłam w krzaki metr dalej, żeby przepuścić rowerzystę, a on akurat się odwrócił i nie było mnie tam, gdzie stałam wcześniej :evil_lol:
  25. Martens

    Barf

    Ja mam tran w takiej postaci: [IMG]https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQMGQ15CW7xwwS8uloWFoWtQ592CIMzDzUTNxr8yJcnArwSZajKnQ[/IMG] z olejem z ostu, ale u mnie nigdy nie było problemów z konsumpcją w papkach i tego aptecznego. Aczkolwiek ja apteczny kupowałam ostatnio dość dawno temu, jeszcze chyba przed staffikami - z tego co zauważyłam teraz, większość "rybnych" produktów w aptece jest aromatyzowana czymś innym, może dlatego psy nie chcą jeść? Moje własne kapsułki Omega-3 są aromatyzowane na cytrynowo - no litości, mam czasem wrażenie, że łykam oranżadę, w której moczyły się śledzie :evil_lol: nie wiem, kto te smaki wymyśla :evil_lol:
×
×
  • Create New...