Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. [quote name='martq20']raczej tak małych piesków nie karmi się żarciem z puszki (jeszcze) ;) spróbuj kaszke manne z mlekiem (rzadkie) można kupić też mleko specjalnie dla szczeniat w zoologicznym, po krowim mleku może dostać biegunke. Z maskotkami trzeba uważać (guziczki i inne pierdoły)[/QUOTE] 4-5 tygodniowemu maluchowi można dać gotowane mielone mięsko z mocno rozgotowanym ryżem i marchewką, można dać rozmoczoną karmę dla szczeniąt - po mleku i kaszy prędzej dostanie sraki niż coś z tego skorzysta, szczególnie jeśli mleka wcześniej nie dostawał ;) Czy jest sens dokarmiać go substytutem mleka matki to zależy od stopnia rozwoju - jak dobrze już je normalne żarcie i je trawi to myślę, że nie ma potrzeby.
  2. Martens

    Barf

    [quote name='Rosiczka']U nas dużo lepiej od oleju z łososia sprawdza się olej z wątroby dorsza.[/QUOTE] Czyli po prostu tran? :) Ja daję i tran, i olej z łososia; z tranem uważam ze względu na hiperwitaminozę; olej z łososia (czy ogólnie rybny, z mięsni ryb) można dawać bez ograniczeń.
  3. [quote name='czi_czi']Jest masa miejsca do wybiegania psa. Ale niekoniecznie miejsca gdzie mozna robic to legalnie ;) Oprócz Straży Miejskiej i Policji sa też inne organy[/QUOTE] Poza leśnikami kto jeszcze? Nie przesadzajmy - u mnie nikt się nie czepia, kiedy jestem z psami luzem na polu za osiedlem, i wokół nie ma żywej duszy. Na łąki i dzikie puste kąpieliska nad rzeką też żadne służby się nie pchają. Zdarzało mi się robić spacer "ruchowy" w środku osiedla zimą o północy, psy latały za piłkami, wisiały na gryzaku, i żaden patrol policji się przy mnie nigdy nie zatrzymał, ale widać było, że coś z psami robię, są skupione na mnie, a ja na nich, a nie ganiają po blokach, a ja palę papieroska.
  4. [quote name='Whisky1']z tego co juz sie naczytałam to psa, obojętnie mały czy duży, nie można wogóle spuszczać wolno. Ma byc na smyczy a jak jest spuszczony gdzieś luzem na łące to w kagańcu. Tylko to taka teoria, gdzie pilnowanie tych zasad na osiedlu gdzie ,,burki" sie pałętają same albo siedzą pod klatką i czekają aż właściciel je wpuści :angryy: Ile razy widze na polach koło domu labki na luźno, obok gdzieś właściciel... Posokowce to samo, z klatki bez smyczy wychodzą, zaraz jest las, idą na spacer godzinny i wracaja - bez smyczy. I jak mam zrozumieć to wszystko:) help:)[/QUOTE] E tam, w mnóstwie miast ustawa pozwala na puszczanie psa w odludnym miejscu, jeśli mamy kontrolę nad jego zachowaniem ;) No i ustawa dotyczy miejsc publicznych, a więc miasta czy lasu państwowego (chociaż ten ma odrębne przepisy), ale już niekoniecznie czyjejś łączki ;) Jest ogromna różnica między polem, łąką czy innym zad*piem, a konkretnie lasem. W lesie nie masz możliwości zobaczyć czy ktoś nie nadchodzi, czy nie zbliża się inny pies, czy nie przechodzą jakieś zwierzęta. W lesie często są polowania i jak trafisz na wrednego myśliwego i pies Ci akurat zwieje na kilka minut, to może dostać kulkę w łeb. Na otwartej przestrzeni nikt Cię nie podejdzie nie zauważony; większa szansa, że zauważysz jakieś zwierzę przed psem i zdążysz zareagować. Nawet jak odbiegnie, to widzisz zwykle, gdzie jest. W lesie wyskoczy Ci znienacka sarenka czy mysz, pies poleci w krzaki i tyle go widziałaś - i nie wiadomo czy czekać aż wróci w to samo miejsce, czy szukać, bo może dynda gdzieś we wnyku. Ale każdy robi jak uważa ;) z mega posłusznym psem nie oddalającym się na więcej niż 10 metrów, nie ganiającym zwierzyny, nie bałam się przejść po lesie bez smyczy. Suki, która wycina mi w parku w długą za gołebiem, w lesie nigdy luzem nie puszczę, nie tyle ze względu na przepisy, co dla bezpieczeństwa. I niektórzy trochę przesadzają z tym brakiem miejsca do wybiegania psa ;) Jak się nie oczekuje, że będzie takowe tuż pod oknem i ma w miarę ułożonego psa, to problemu nie ma, przynajmniej u mnie. A miałam różne psy, również takie, które psów nie tolerują, i też dawało radę psa wybiegać bez spotykania ludzi z psami.
  5. [quote name='Whisky1']A o trzymaniu się właściciela pisałam odnośnie ucieczek że wyrwie gdzieś w las i nie będzie mnie słuchał (seter) bo akurat ogłuchnie:)[/QUOTE] Takie ryzyko jest przy każdym psie, ale największe przy wszystkich myśliwskich, z silnym instynktem łowieckim, a więc niestety i seterze, i flacie; ogólnie przy wyżłach, gończych, pierwotniakach, terierach czy chartach. W Polsce puszczanie psa luzem w lesie jest zabronione, i szczerze mówiąc odważyłam się na nie tylko z bardzo posłuszną owczarkowatą suką i jednym z moich staffików, z którego jest Cycuś Mamusi i pierdoła :evil_lol: Obecnej suki w życiu nie puszczę, za bardzo jej się świecą oczka do małych zwierzątek. Psa w lesie ktoś może Ci zwyczajnie odstrzelić, jak zniknie Ci z oczu; jest masa takich przypadków - do tego niestety nawet na terenach gdzie nie ma myśliwych, można trafić na wnyki. Tak więc, jeśli koniecznie chcesz psa na spacery w lesie luzem bez smyczy, zmień preferencje na bardziej owczarkowate cy molosowate psy, albo przygotuj na bardzo ciężką pracę z psem z tych ras, które wybrałaś ;) Osobiście jako mniej skłonnego do ucieczek wskazałabym flata - ze względu na specyfikę pracy. Mam na osiedlu setera irlandzkiego - pies jest jednym z bardziej znanych okolicznych uciekinierów, i na pewno nie są to 5-minutowe wycieczki. O flatku możesz popisać z [B]betty_labrador[/B], ona ma od dość dawna suczkę tej rasy ;) [quote name='Whisky1']Dokładnie, już rozmawiając z hodowcami trzeba powiedzieć jaki TYP nam pasuje, czy to ma być dominujący pies wulkan, czy cichszy spokojniejszy. Ale również słyszałam opinie że czasem z tych spokojnych wyastają diabły:smile:[/QUOTE] Fakt, mój był najspokojniejszym szczylem w miocie (na 8 sztuk) - wyrósł na największe ADHD z całego rodzeństwa, gorsze od większości psów w swojej rasie, jakie spotkałam ;)
  6. [quote name='Eagle159']No podobno lateks nie ma tu żadnego znaczenia :) Sztandarowym argumentem zwolenników tej teorii jest eksperyment lorda Mortona, który pokrył klacz samcem zebry. Nie było z tego potomstwa. Następnie klacz pokryta została pełnokrwistym ogierem, i wyszło z tego potomstwo mające cechy zebry :)[/QUOTE] O to chodzi? "[I]Do klaczy pełnej krwi arabskiej dopuszczono samca zebry. Wiadomo ze potomstwa z takiego układu nie było, ale stało sie coś innego. [B]Po jakimś czasie urodził się źrebak tej klaczy spłodzony przez innego ogiera rasy arabskiej, źrebię miało maść po ojcu lecz w delikatne paski jak zebra.[/B][/I]" Że pręgowanie to zaraz zebra? :evil_lol: Przecież pręgowanie to również cecha koni ras prymitywnych, choćby wymarłego w XIX wieku tarpana stepowego: [IMG]http://www.galopuje.pl/foto_news/tarpan-petermaas.gif[/IMG] Geny odpowiadające za cechy ras prymitywnych, a więc przodków właściwie wszystkich domowych koni, jak najbardziej miały prawo przetrwać w populacji i ujawnić się w jakimś skojarzeniu ;) I kolejna bzdura merytoryczna - od kiedy koń i zebra nie mogą mieć potomstwa? :roll: Oczywiście, że mogą, tyle, że zwykle jest ono bezpłodne, jak muł (krzyżówka konia z osłem). Takie miksy żyją na świecie, zwą się zebroidami i mają się bardzo dobrze :evil_lol: [IMG]http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d0/Zebroidfoal.jpg[/IMG] Prędzej obstawiam, że pan zebra ponownie dorwał się do klaczy, tym razem skutecznie, niż że jego tajemnicze biopole zmutowało potomstwo innego samca :evil_lol: Na wszystkie te bzdety jest wytłumaczenie - tylko nie chcą go widzieć Ci, którzy wolą wierzyć w co innego, z róznych powodów :p
  7. Mi też ;) I czy biopole działa przez lateks? :evil_lol: Bo jeśli kobieta miała przed swoim mężem jakieś stosunki, ale z użyciem prezerwatywy, to czy też ma to ten rzekomy wpływ na cechy potomstwa? To już by duchem świętym zalatywało :evil_lol: Jest masa możliwych naukowych wytłumaczeń na pojawienie się nietypowych cech u potomstwa. Też przy okazji przejrzałam kilka linków z tej tematyki i bardzo spodobał mi się jeden komentarz: "[I]a czy tej całej telegonii przypadkiem nie wymyśliła jakaś kobieta, która swojemu białemu mężowi urodziła brązowiutkie dziecko?[/I]" :diabloti: A wypisywana w tych linkach fraza: "[I]W praktyce jest ona jednak wykorzystywana wśród hodowców zwierząt rasowych niemal od samego początku tej branży. Jeśli pierwszym partnerem suki danej rasy był przedstawiciel innej, to nie może ona już wydać na świat psów z rodowodem. Szczenięta bowiem, mimo w stu procentach czystych rasowo rodziców, wykazują cechy owego pierwszego psa, który pokrył samicę. Widoczne są różnice w budowie ciała, gęstości i długości sierści, a nawet charakter. Psy takie, mimo teoretycznej przynależności do rasy uznawanej za łagodną i posłuszną, często stają się agresywne, a ich tresura to istna męczarnia. Dlatego też hodowcy robią wszystko, co w ich mocy, aby odseparować swoich czempionów od innych ras, a jeśli już dojdzie do wpadki, potomstwo suki sprzedawane jest po niższych cenach.[/I]" to jakaś kompletna bzdura, nie potwierdzi jej żaden kompetentny hodowca, więc jeśli autor tych wypocin w internecie ma z innych dziedzin podobną wiedzę co na temat realiów hodowli psów i innych zwierząt, to jego bazgroły można między bajki włożyć.
  8. Ja akurat jestem po studiach dość obszernie traktujących genetykę, jak i zaglądam do ezoteryki (hobbystycznie), i na temat telogonii u ludzi i psów mogę powiedzieć tyle, że uważam ją za mniej prawdopodobną niż to, że kosmici regularnie przylatują na Ziemię ;) Oogeneza i spermatogeneza to bardzo dokładnie poznane procesy i bardzo dokładnie wiadomo, skąd bierze się DNA w komórce jajowej i plemniku pary rodzicielskiej. Znana jest też żywotność jajeczka i plemnika, i jest ona krótka. Serio, gdyby plemniki samca były w stanie się przechować w drogach rodnych samicy przez cieczkę, ciążę, poród, laktację, do następnej cieczki (czyli u suk minimum pół roku, u kobiet minimum koło roku), to mielibyśmy hodowlany raj - ileż to można by było zaoszczędzić na wyjazdach do reproduktorów, bankach nasienia, kurierach z mrożonkami :evil_lol: Całą podstawę wiary w to zjawisko umieściłabym na trzech filarach: pierwszy jest taki, że zasady dziedziczenia cech nie są proste, i wiele cech może występować przez całe pokolenia w ukryciu, a w jednym konkretnym skojarzeniu nagle się ujawnić, bo wystąpiła korzystna dla nich kombinacja alleli u danego osobnika ;) Dla przykładu, po czarnej suczce staffika i czarnym samcu może się urodzić błękitne szczenię - ale nie dlatego, że suka miała wcześniej szczeniaki z błękitnym psem (hipotetycznie), tylko dlatego, że i ona, i ten czarny samiec, niosą w genach recesywny allel "d" ;) dla osoby znającej się na genetyce to normalne, u potomstwa spotkała się para recesywnych alleli i ujawnił recesywny kolor niewidoczny u rodziców (a nieraz i u dziadków). Dla wielbicieli paranauki ze słabą wiedzą genetyczną - no telogonia potwierdzona jak nic :evil_lol: Druga sprawa - tworzenie par monogamicznych jest w przyrodzie i u ludzi powszechne, ale 100% monogamia seksualna jest ewenementem ;) bardzo często ludzie nie dochowują sobie wierności, bardzo często ludziom tylko się wydaje, kto zapłodnił sukę, klacz czy inną hodowaną przez nich samicę. Zwierzęta są w kwestii rozrodu bardzo pomysłowe i w przypadku ujawnienia się jakichś przedziwnych cech u potomstwa, prędzej szukałabym dziury w płocie niż zachomikowanych plemników sprzed kilku lat w macicy ;) I uwarunkowania kulturowe, psychologiczne (ale biologiczne w sumie też); to już bardziej do ludzi... Każdy samiec jak wiadomo chciałby wychowywać potomstwo swoje, a nie innego samca, stąd do wierności "małżeńskiej" w większości kultur przykłada się ogromną wagę. Jeśli kobieta zachowała czystość do ślubu, daje to większy psychiczny komfort facetowi, że tą czystość zachowa i po ;) jak wcześniej z kimś coś zmajstrowała, to widać "puszczalska"; męzczyzna wybędzie na polowanie, a tu jakiś inny samczyk zmajstruje mu dziecko, skoro taki kontakt nie był problemem przed "ślubem" tudzież kobieta nie mogła się "powstrzymać"? Do tego dołożono z upływem czasu całą ideologię "nieczystości" kobiety, i telogonia wyrosła bujnie jak borowiki w lesie po deszczu ;)
  9. [quote name='Kinnosuke']Pies jest przyjaźnie nastawiony do ludzi ( [B]Nie licząc małych dzieci np 3 letnich[/B]) Sądzę iż nie jest on przyzwyczajony do maluchów ponieważ w domu na co dzień nie przebywają żadne szkraby. Jeśli brat z dzieckiem nas odwiedzają wtedy muszę psiaka zamknąć w pokoju na klucz.[/QUOTE] To na pewno do przerobienia. Na przyszłość - psa do kontaktu z dziećmi trzeba przyzwyczajać od szczeniaka. Kiedy pies jest mały, może się wydawać, że to niepotrzebne, skoro w domu nie ma dzieci i się tą kwestię zaniedbuje, a potem jest problem, bo przychodzą goście z dzieckiem, spotyka się dzieci na spacerach, nie raz warunki życia drastycznie się zmieniają i przychodzi zamieszkać z dzieckiem, albo niespodziewanie własne jest w drodze :cool3: i lecą ogłoszenia na alegratkę, że pies do oddania, bo dzieciak, a pies dziwnie reaguje... Czemu musisz psa zamykać? Wymaga tego po prostu brat? Czy pies jakoś niefajnie reaguje? Przyzwyczajanie najlepiej zacząć bez kontaktu bezpośredniego - po prostu spacerować i ćwiczyć z psem z obecności dzieci ;) Z czasem, kiedy pies będzie odprężony, nie będzie reagował na dzieciaki, można poprosić jakieś, żeby rzuciło psu smakołyk. Jakiś bezpośredni kontakt to dopiero kolejne etapy - wszystko bez krzyku, karcenia, żeby nie budować negatywnych skojarzeń z dzieckiem. Możesz skorzystać z obecności dzieci w domu i po pewnym czasie np. pozwolić im podawać psu jedzenie (pod Twoją kontrolą oczywiście), wydawać komendy, chwalić psa. [quote name='Kinnosuke']Jeśli przyprowadzę znajomych wraz z ich psami do mnie by mogły razem pobiegać pies akceptuje ich obecność . Jeśli w obrębie działki pojawia się jakiś bezpański pies nieznanego pochodzenia, kot lub inne zwierze pies wykazuje się wielkim terytorializmem.[/QUOTE] A ten terytorializm polega na? Bo też trochę niejasno napisane. [quote name='Kinnosuke']Od tamtego momentu pies [B]nie opuszcza mnie na krok[/B]. chodzi przy nodze i słucha każdej komendy której udało się go nauczyć. Jeśli chcę pobyć sam wówczas pies kładzie się przy drzwiach od mojego pokoju po zewnętrznej stronie.[/QUOTE] I w całym opisie psa to co uważasz na największą zaletę, mi osobiście wydaje się najbardziej niepokojące na przyszłość. Pies, który chodzi za nami praktycznie do kibla ;) to może i fajne uczucie, dopóki nie zmieniają się warunki życia i przyzwyczajenie psa do bycia wiecznie na "pępowinie" nie wychodzi bokiem. Jak piszesz, teraz pracujesz w domu i możesz przebywać z psem non stop. Co jeśli to się zmieni, i pies będzie musiał na kilka godzin zostawać sam? Czy jest przygotowany psychicznie na taką sytuację, zostawał sam w domu? Nie da się na całe życie przewidzieć, że nie będzie to potrzebne - trzeba psa do takiej sytuacji przyzwyczaić za młodu. Ba, ja będąc cały czas w domu, specjalnie wychodziłam na 2-3 godziny, kiedy pies był mały, właśnie żeby nie było w przyszłości problemu, kiedy będzie trzeba wyjść. Druga sprawa - jeśli pies jest tak bardzo z Tobą związany, wróży to niestety problemy przy drugim zwierzaku. Goście to goście, ale nagły podział Twojej uwagi na pół między dwa psy Twój zwierzak na pewno mocno odczuje. Dopóki przybysz będzie szczeniakiem, może być ok, ale kiedy zacznie dojrzewać, może wystarczyć głupie spięcie o zabawkę, uwagę, o jedzeniu nie mówiąc, i będzie jatka na cztery fajery. Pół biedy, jak spięcia będą o psa; gorzej że zachowanie może się przenosić na ludzie - na dziecko, partnera... Co zrobić z tym fantem - rozluźnić trochę tą więź z psem, na tej zasadzie, że codziennie przez kilka godzin pies przebywa osobno. Przykładowo Ty jesteś w domu, pies z rodzicami na zewnątrz, albo odwrotnie. Albo odsyłasz psa na posłanie, a sam przebywasz w zupełnie innej części domu. Pies powinien czuć się w domu na tyle swobodnie, żeby sam, bez komendy na "oddalenie" mógł spokojnie spać w salonie, kiedy Ty np. pracujesz u siebie na kompie. Jeśli, żeby mieć chwilę spokoju, musisz wyraźnie wyganiać psa z pomieszczenia, a ten czatuje pod drzwiami, kiedy będzie mógł wrócić, to te relacje są mocno nie halo. I zapewniam, że coś takiego nie zniszczy Ci więzi z psem ;) wręcz przeciwnie, będziesz ją jeszcze wyraźniej czuł w czasie spaceru, ćwiczeń, pieszczot - ale zejdzie ta "bluszczowatość", która może teraz Cię kręci, ale jak psu przyjdzie się Tobą dzielić z innym psem czy człowiekiem, może się skończyć bardzo niefajnie. [quote name='Kinnosuke']Kiedy np mama chce go przytulić wtedy trochę marszczy pysk pokazując kła. Nie wiem czy tutaj można zaufać teorii samca alfa ale osobą która dyscyplinowała psa za młodu byłem ja. Jego pierwszą kąpiel była przeprowadzana przeze mnie i pies reaguje tylko na mnie. [B]Wbrew temu co mówi się o amstaffach uważam iż są to bardzo opiekuńcze i wierne psy.[/B] Sztos nie jest moim pierwszym psem ale z żadnym do tej pory nie miałem tak mocnej więzi. Proszę podzielcie się tutaj pisząc o zachowaniach swoich psów ,, groźnej'' rasy :)[/QUOTE] Kolejny problem powiązany z poprzednim - pies reaguje tylko na Ciebie. Ja wiem, że to bardzo przyjemne :) ale niestety, to kolejny sygnał na możliwe problemy w przyszłości. Nie mieszkasz sam, w przyszłości zapewne też nie będziesz, i nie może być tak, że pies przy Tobie chodzi jak w zegarku, a reszty domowników nie słucha albo i burknie, jak coś mu nie pasuje. Co, jeśli będziesz musiał na jakiś czas wyjechać, czy, odpukać zachorujesz i będziesz musiał spędzić kilka dni w szpitalu, a ktoś będzie musiał zająć się psem? To zwyczajnie niebezpieczne, kiedy jak by nie patrzeć silny i w pewnych sytuacjach skłonny do agresji pies zostaje pod opieką osób, których nie szanuje i które będą miały problem nad nim zapanować. Ja bym tak nie lekceważyła tego pokazywania zębów. Jest to początkowa faza zachowania agresywnego, a psy nie okazują takiej agresji dla zabawy - szczególnie w sytuacji, kiedy np. chcą spać. Pies w ten na razie subtelny sposób mówi Twojej matce, żeby się odp*erdoliła, bo o ile z Twojej strony na takie przytulaski wyraża zgodę, bo nie ma wyjścia, tak do Twojej matki nie ma na tyle szacunku, żeby nie zareagować agresywnie. Weź pod uwagę, że pies wciąż psychicznie dojrzewa i z wiekiem to zachowanie może się nasilać, podobnie może zareagować dużo ostrzej pod Twoją nieobecność. I tu też nie ma drogi na skróty; karcenie za warczenie prowadzi do gryzienia bez ostrzeżenia, bo to, że pies powstrzyma się od warczenia i pokazywania kłów nie znaczy, że sytuacja zaczęła mu się podobać - ona nadal go stresuje, tylko będzie tłumił reakcje do momentu, aż nie wytrzyma. I tu ta sama opcja co wcześniej - trzeba włączyć domowników do zajmowania się psem. Część karmienia, jakieś spacerki, ćwiczenie komend, powinna wykonywać Twoja mama. Pod Twoim kierunkiem oczywiście ;) Ona powinna wydać komendę i nagrodzić psa; Ty ewentualnie zdyscyplinować go, kiedy będzie ignorował jej polecenia. [quote name='Kinnosuke'][B]Czy gdybym chciał rozpocząć hodowlę[/B] myślicie że mój pies pomagałby mi ułożyć nowe psy ? Nie ulega wątpliwości że gdyby zaatakował mnie jakikolwiek inny pies wówczas mogłoby skończyć się to dla niego tragicznie. Czy posiadając tego pieska mogę adoptować kilka szczeniaków amstaffa czystej maści i znajdą one swoje miejsce w stadzie będąc w hierarchii pod moim psem ?? [/QUOTE] Hodowla to planowe rozmnażanie psów, mające na celu poprawę zdrowia, psychiki, wyglądu danej rasy. Chcesz psy hodować, czy po prostu mieć ich kilka? Pies może pomóc Ci ułożyć szczeniaka, ale pod warunkiem, że sam jest super ułożony. Twojemu sporo jeszcze do perfekcji brakuje, pewnie nie tyle w kwestii komend, które założę się wypracowałeś perfekcyjnie, co bardziej ogłady w codziennym zachowaniu. Przyzwyczajenie psa do dzieci, do posłuszeństwa wobec reszty domowników, wyeliminowanie tych prób agresji wobec matki, to podstawa zanim pomyślisz o drugim psie, bo maluch błyskawicznie nasiąknie zachowaniami Twojego psa; niewłaściwymi też. Co jeszcze, piszesz dużo o działce, spacerach do lasu - a jak pies odnajduje się w ruchu ulicznym, w mieście? To też ważna kwestia w wychowaniu zwierzaka, wszak zdarzają się podróże, zdarza się zmiana miejsca zamieszkania, i wtedy jest problem; pół biedy z jednym psem, a co by było z dwoma? Wzięcie kilku szczeniaków na raz to w ogóle poroniony pomysł, chyba że rzucisz pracę i wszystkie domowe obowiązki i zajmiesz się wychowywaniem psów, a i tak marne szanse, że uda Ci się takie stado bezproblemowo ułożyć. Terriery typu bull nie są zwykłymi psami, jeśli chodzi o relacje w swoim gatunku. Tu, gdzie można domową hierarchię pozostawić psom do ustalenia między sobą, u bullowatych takie "zróbcie po swojemu" może skończyć się tragicznie. Trzeba pamiętać, do czego zostały wyhodowane, i o ile agresja wobec człowieka nie jest dla nich typowa, tak nieustępliwa walka z psim przeciwnikiem w razie bójki już tak - i kiedy będziesz miał dwa amstaffy, które się o coś pogryzą, to bardzo możliwe, że tu gdzie u innych psów walka by się rozstrzygnęła i skończyła, tu u nich się dopiero zacznie, aż któryś nie padnie. Relacje między psami trzeba od początku obserwować i ostro temperować wszelkie zaczepki jednego psa wobec drugiego, podbieranie żarcia czy zabawek, uważać nawet przy zabawowych walkach "na niby", bo u tych ras nawet taka niewinna zabawa może w ułamku sekundy przejść w chryję, bo oba pieski akurat się zdenerwowały :diabloti: Ryzyko nieco zmniejsza posiadanie psów różnej płci, ale wcale go nie eliminuje, bo i pies z suką mogą się z jakiegoś powodu pogryźć tak, że wióry polecą; nie tylko bullowate ;) [quote name='Kinnosuke']Odnośnie pokazania kłów nie robi tego w sposób agresywnu raczek by trochę pozaczepiać \. Pies ma niecałe 2 lata. Aktualnie pracuję w domu i mogę poświęcić psom 100% czasu Wiadoma sprawa że te energiczne zwierzęta wymagają poświęcenia uwagi. [B]Myślałem[/B] o kolejnych ponieważ wiele z tych pięknych zwierząt kończy zamkniętych na 8 godzin samych sobie w mieszkaniu. Tutaj nie byłoby im źle.[/QUOTE] No właśnie, pies ma niecałe dwa lata, jest młody, dopiero próbuje zobaczyć, na ile może sobie pozwolić. Na razie widzi, że może poburkiwać na Twoją matkę, bo ona nie ma takiego autorytetu co Ty, i próbuje decydować, czy ma być przez nią dotykany. Nie zdziw się, jak za kolejny rok czy dwa kłapnie na nią zębami, bo nie spodoba mu się, że nie wpuszcza go do jakiegoś pomieszczenia, albo chce zgonić z łóżka. Agresja rzadko kiedy zaczyna się znikąd wielkim wybuchem i pogryzieniem. Zawsze, zwłaszcza u dorastającego samca, początkowo są subtelniejsze sygnały - lekceważone, bo pies "tak sobie tylko gada", "on nigdy nic nikomu by nie zrobił" i inne stare śpiewki, podsycane niestety podejściem "on słucha tylko mnie, ale fajnie"... Co do mieszkania - amstaff potrzebuje uwagi ze strony właściciela (ale nie 24 na dobę), ruchu i zajęcia. Gdy ma to wszystko zapewnione, noc i część dnia tak czy siak spokojnie przesypia. To, czy mieszka w bloku, czy domu z hektarami dookoła ma bardziej znaczenie dla jego właściciela, bo mając własną posesję, można trenować z psem bez smyczy na własnym terenie, zamiast szukać po okolicy miejsc, gdzie można psa puścić i coś porobić. Z moich obserwacji przy tym wynika, że psy blokowe są często lepiej ułożone i zsocjalizowane z otoczeniem, miastem, dziećmi, bo z musu codziennie wychodzą w takim środowisku na spacery. Psy z domów z ogródkiem, to bardzo często dzicz, bo właściciel wychodzi z założenia, że jak jest podwórko, to nie trzeba chodzić na spacery, albo chodzi bardzo rzadko, i dziwi się że pies nie umie się zachować na spacerze. To samo z pracą. Będąc cały dzień w domu łatwo się dochować psa nadmiernie przywiązanego, żeby nie powiedzieć z lękiem separacyjnym; jeśli codziennie musimy wyjść na kilka godzin do pracy, pies siłą rzeczy sam uczy się, kiedy jest czas na zabawę, szkolenie, spacery, a kiedy na wyciszenie i odpoczynek. [quote name='Kinnosuke']Sztos marszczy tylko pysk w sytuacji kiedy śpi a rodzicielka przychodzi i zaczyna go tłamsić i pieścić jak ratlerka. Nie jest to obnażanie kłów ale raczej zadarcie tylko wargi lub ciężkie wzdychanie. Jak pisałem wcześniej pies nie przejawia agresji. Jest odporny na stres w porównaniu do innych ras. Do dzieci nie jest przyzwyczajony bo z nimi nie przebywa. Sądzę że głośne małe dzieci jego wzrostu po prostu tak na niego wpływają. Ale raczej reagowanie na to zjawisko to już kwestia mojej odpowiedzialności w tych sytuacjach. Czy po opisaniu całej sytuacji możecie mi doradzić czy powinienem się zdecydować chociaż na 1 psa? [B]Bardzo kocham te zwierzęta[/B]. Ale jeśli pobyt tutaj miałby wpłynąć na kogokolwiek w krzywdzącym stopniu nigdy bym się na to nie zdecydował. Chodzi mi o relacje mojego aktualnego psa ze mną psa z innym psem którego będę chciał zadomowić w ,, jego'' budzie.'[/QUOTE] O mamie już się wyprodukowałam wcześniej ;) I o co chodzi z tym dziećmi? Piszesz, że pies nie przejawia agresji, ale jednak ją przejawia, bo zadzieranie wargi przy dotykaniu jest już ostrzeżeniem, początkami agresji. To jak przejawia się to wobec dzieci? Piszesz, że "głośne małe dzieci jego wzrostu tak na niego wpływają" - ale jak? To ważne, bo młody pies w trybie natychmiastowym zauważy po reakcji starszego kolegi, że jak przychodzi dziecko, ta mamy spinę, stres, a więc niebezpieczeństwo. Pies niepewny w reakcjach wobec dzieci to jedno, ale już dwa takie psy potencjalnie mogące mieć z dziećmi kontakt, to duże ryzyko. Zamykanie psa czy smycz - ok, ale nigdy nie ma 100% gwarancji, że pies się nie wydostanie, nie zerwie, nie podejdą do niego jakieś dzieciaki. Tej rasie już i tak za dużo czarnego PRu zrobiły przypadki pogryzień z udziałem maluchów.
  10. Ja dobrze rozumiem - pies nie potrafi się odnaleźć w kontaktach z kilkuletnimi dziećmi, pokazuje zęby członkom rodziny, i ma służyć za wzór młodym amstaffom? :razz:
  11. [quote name='evel'] Eeeee? Co "wypraszasz sobie"? Że Okamia ma szpica w domu i wie o czym mówi? :icon_roc:[/QUOTE] Bo to przecież obraza boska zasugerować, że piesek rasy, którą ktoś lubi/posiada może być problemowy lub dominujący :)
  12. [quote name='Dioranne']I co w związku z tym? Owczarki niemieckie też są pracujące, a wiele z nich wyleguje się na kanapie, wiedzie normalne życie. Tak samo inne, kilkadziesiąt ras "pracujących". Rozumiem, że przyszły właściciel malamuta musi kupić sobie sanie i koniecznie brać udział w wyścigach, bo inaczej będzie znęcał się nad psem? A właściciel niufka musi przejść z nim kurs ratownictwa wodnego, bo inaczej maltretuje psa? :lol:[/QUOTE] I pewnie dlatego większość spotykanych przeze mnie owczarków niemieckich to agresywne oszołomy duszące się na smyczy na widok psa albo walące się z rykiem na ogrodzenie :evil_lol: Laby (też psy pracujące) radośnie zwiewają właścicielom i molestują moje psy i mnie, jamniki drą dzioba i ryją ogródki, husky czy malamuty uciekają i duszą kury sąsiadom, i dłuuugo by tak wymieniać ;) Nowofundland to akurat pies niby pracujący, ale spokojny i wpasowuje się jako pies rodzinny lepiej niż labrador ;) ale już ONek czy malamut dla osoby szukającej psa "żeby był" to potencjalne problemy ;) Nikt nie mówi, że pies musi pracować idealnie z przeznaczeniem swojej rasy; gdyby tak było to musiałabym swoim organizować jakieś psie kibolskie ustawki :evil_lol: ale jak ktoś chce po prostu pieska do domu, pochodzić z nim na spacerki i potulać się przed tv, to rasa pracująca to taki średnio szczęśliwy pomysł.
  13. [quote name='farabutto']W tej kwestii mylisz się całkowicie! Przeczytaj Statut ZKWP § 18 pkt 1.[/QUOTE] Zajrzałam i przepraszam, faktycznie.
  14. [quote name='Berek']Pies jest psem rasowym gdy jego genotyp świadczy o przynależności do danej rasy. Rodowody, świadectwa pochodzenia to rodzaj ułatwienia dla ludzi - którzy chcą pewnego potwierdzenia tego faktu. Jednak fakt że jakieś zwierzę rodowodu nie posiada, nie czyni go automatycznie nierasowym - tylko "nieprzydatnym pod kątem hodowli w danym związku hodowców" (bo nie można prześledzić linii z jakich pochodzi i tak dalej). To tak na marginesie. [/QUOTE] Zgadzam się, dlatego skoro już nowo powstałe stowarzyszenia chcą rejestrować psy bez udokumentowanego pochodzenia, niech wymagają do tego testów DNA, które potwierdzą przynależność do danej rasy. W USA są testy DNA na pochodzenie kundelków na podstawie porównania genotypu psiaka z genotypami typowymi dla psów różnych ras. Czemu by nie zastosować tego w sytuacji odwrotnej, kiedy mamy psa mocno w typie rasy? Jeżeli testy DNA potwierdziłyby przynależność nie tylko fenotypową, ale i genotypową, do danej rasy - proszę bardzo wystawiamy ten rodowód z rodzicami NN, ale na jakiejś podstawie... Pies jest rasowy, tylko nie znamy przodków, bywa. Ale litości, "na oko"? Jeszcze w rasach, gdzie pula genowa i populacja są ogromne i dołączanie do niej osobników o nieznanym pochodzeniu nie służy niczemu poza zaspokojeniem "ambicji" jednego człowieka? Niestety te stowarzyszenia NIGDY tego nie zrobią, gdyż takie badanie wymaga od potencjalnego członka wysiłku i wydatku, a głównym założeniem istnienia takich związków jest ściąganie w swoje szeregi ludzi, dla których "straszliwe" wymogi ZKwP w kwestii kwalifikacji hodowlanej (czyli w większości przypadków rodowód i ocena na 3 wystawach) są zbyt praco, czaso i kasochłonne. Oni nie wymagają nawet rodowodu, wystarczy przyjść z psem, który na oko wygląda w miarę rasowo, i już, można być hodowcą, i mamy psa hodowlanego z rodowodem na zero pokoleń wstecz, potwierdzonym na piśmie :evil_lol: Taki rodowód mogą sobie teraz drukować dzieci w podstawówce, przyjdzie jeden dzieciak z "pudlem" z bazaru do drugiego, drugi spojrzy, że pies wygląda w sumie jak na fotkach w necie, drukarka, i jazda, rodowód jest. Ta sama wartość papierka wg mnie ;) A że ZKwP czy każda inna porządna organizacja kynologiczna powinna dawno wprowadzić obowiązkowe testy DNA na pochodzenie wszystkich psów, którym wydawana jest metryka, to inna bajka. [quote name='bachar']Obiło mi się o uszy, że ww. hodowczyni złożyła rezygnację z członkostwa w związku (oczywiście nie jest to oficjalna informacja) - w związku z czym ZKwP praktycznie nie ma już narzędzi do ukarania jej. Pozostaje tylko sąd.[/QUOTE] Jeśli to prawda, to co miałoby teraz zrobić innego ZKwP, poza uniemożliwieniem kobiecie przepisania psów na inną osobę? Jako organizacja nie mogą jej zmusić do pozostania swoim członkiem, bo nie mają do tego prawa. Osoby, która nie jest członkiem, nie mają prawa ukarać. Mogą co najwyżej skontrolować innych, ale samej właścicielce nie mogą już zrobić nic, nawet gdyby bardzo chcieli, bo nie są sądem. U nas i tak wymogi ZKwP co do kwalifikacji hodowlanej są stosunkowo wysokie w porównaniu z innymi krajami. Trend światowy polega raczej na zmniejszaniu kontroli nad tym, co ktoś hoduje i na maksymalnym złożeniu odpowiedzialności za hodowlę na samej osobie hodowcy. W większości krajów nie ma wystaw jako wymogu do wydania potomstwu rodowodu - i w sumie słusznie, za zgodność ze wzorcem swoich psów powinien odpowiadać hodowca. Jemu też powinno się pozostawić wybór, w jakim kierunku chce selekcjonować swoje psy. Wystawy, czyli ocena eksterieru, piękności - dla chętnych. Nie dla wszystkich eksterier jest najważniejszy. Rodowód nie ma stwierdzać, czy pies jest ładny i zgodny ze wzorcem - ma stwierdzać, że pies pochodzi po danych przodkach, należących do danej rasy. I tyle. U nas zaś pokutuje niekiedy dziwne przekonanie, że pies z rodowodem musi być wzorcowy i najlepiej jeszcze wygrywać wystawy. Bardzo ostro natomiast powinny być traktowane kwestie zdrowia, charakteru i warunków utrzymania psów. Testy genetyczne i badania pod kątem chorób dziedzicznych, testy psychiczne, są u nas obowiązkowe tylko dla małego procenta ras, a moim zdaniem w każdej rasie powinny być, bo i praktycznie każda rasa ma do jakichś schorzeń skłonności, i każda rasa powinna mieć zrównoważoną psychikę; ocena na wystawie to wg mnie za mało, żeby coś stwierdzić, szczególnie że często do zachowania psów podchodzi się bardzo liberalnie, toleruje lęk i nadmierną agresję. U nas te wymogi są niby wysokie, ale albo w kwestiach do których związek w ogóle nie powinien się mieszać, albo tylko na papierze :roll: jak te rzekome kontrole...
  15. Martens

    Barf

    [quote name='JJD']A'propos oleju. Już kolejny mój pies reaguje wiatrami i rozwolnieniem na olej lniany podawany do posiłku. Podałam około 1 łyżeczki. Gdzieś słyszałam, że olej trzeba miksować/odwirować dobre pół godziny przed podaniem i dopiero serwować. Testował ktoś?[/QUOTE] Ja bym po prostu spróbowała z olejem pochodzenia zwierzęcego, czyli rybnym, jest łatwiej przyswajalny. Plus olej lniany ma bardzo krótką przydatność do spożycia, 2-3 tygodnie i jełczeje, szczególnie w taki upał - może po prostu się zepsuł?
  16. Ja swojego psa podniosłam tylko RAZ, kiedy bałam się, że podbiegający pies (przerośnięty samiec pita) naprawdę zrobi mu krzywdę, a ja sobie z nim nie poradzę. Pit obskoczył mnie ze wszystkich stron usiłując dosięgnąć mojego wk*rwionego i wystraszonego sytuacją psa - mój pies od tamtej pory kilka miesięcy reagował nerwowo na większe psy już z daleka, ile ja się tego naodkręcałam... Gdybym podnosiła go na widok każdego podejrzanego psa, miałabym staffika zachowującego się jak dziamiący york na smyczy. Plus ja mogę podnieść swoje psy, bo większy waży 16 kilo - ale co z psem 40-kilowym?
  17. [quote name='Berek']No właśnie chyba, yyy, niekoniecznie... :cool1: Ale zrobił się nam off topic. Generalnie: nie można stosować zasady "łapaj złodzieja!" czy "a w Ameryce biją Murzynów":evil_lol:. Źle się dzieje w organizacji która mieni się najważniejszą, najbardziej opiniotwórczą, "jedyną słuszną". I to jest przykre. :shake: Argument "a u innych jest gorzej" niczego nie wnosi.[/QUOTE] Już wysyłając tamtego posta czułam, że powinnam dopisać "porządnej" fundacji/schronisku, bo w tym temacie jest w Polsce niewiele lepiej niż w ZK :evil_lol: ale główny sens mojej wypowiedzi był taki, że jeżeli miałabym kupować pseudorasowca, to już wolę zwykłego kundelka, a kasę jaką wydałabym na szczeniaka przeznaczyć na pomoc psom. [quote name='kibice']Nie wiem dlaczego nie chcesz przejrzeć na oczy i piszesz o tym, że to pojedyncza pseudohodowczyni skoro proceder podkładania szczeniaków pod mioty jest wszystkim znany i teraz nie ukryjemy.[/QUOTE] A ja nie wiem, czemu tak usilnie starasz się postawić znak równości między organizacją, której daleko do ideału, ale ma długą tradycję, prowadzi jakąś selekcję hodowlaną, jest w FCI, a dziwnymi stowarzyszeniami, które rejestrują i pozwalają rozmnażać jako rasowe zwierzęta o nieudokumentowanym pochodzeniu, które kupiono z kartonu na bazarze i np. shih tzu mogą przypominać przypadkiem, bo są miksem yorka z łaciatym pseudopekińczykiem. Przeglądać na oczy nie muszę; wiem co się wyprawia w zarejestrowanych pseudo modnych ras w ZKwP. W mojej rasie na szczęście coś takiego nie jest na porządku dziennym, o ile w ogóle ma miejsce, bo populacja jest mała, psów bez papierów mniej niż rodowodowych, jest spora konkurencja jakościowa między hodowlami, a mioty są nieliczne, 7-8 maluchów to rzadkość. Resztą bałaganu dawno przestałam się zajmować. Jak ZKwP osiągnie poziom nie do przyjęcia nawet przy takim podejściu, pewnie po prostu wyemigruję do zagranicznej organizacji zrzeszonej w FCI.
  18. Jakbym miała kupować psa bez papierów i dobrego pochodzenia, który nie nadawałby się do hodowli, to wolałabym iść do schroniska i wybrać sobie pieska w potrzebie ;) i zostawić w schronisku/fundacji równowartość szczeniaka z papierami. Przynajmniej byłby z tego pożytek dla psów.
  19. [quote name='kibice']tak to wytłumacz mi czym się rożnią rodowody w innych stowarzyszeniach od tych w Zkwp u szczeniaków podkładanych pod mioty jak w tej pseudohodowli od rodziców NN[/QUOTE] Tym, że rodowód jest nieważny z winy pojedynczej hodowczyni oszustki. Jeżeli badaniami DNA podważono by jego rzetelność, rodowód straciłby ważność. A co zrobić, kiedy organizacja wydaje rodowód, świadectwo rasowości i pochodzenia (sic!) dla psa, którego nawet rodzice nie są znani? Wszystko ok, pies jest rasowy dzięki świstkowi potwierdzającemu jednocześnie jego rasowość i nieznane pochodzenie. Paradoks i kpina z hodowli psów.
  20. [quote name='kropi124'][B]alaskan malamut[/B] . Są to rasy, które nie wchodzą w konflikt z innymi psami czy ze zwierzętami. Nauczone żyć z innymi nie zrobią im krzywdy.[/QUOTE] Bardzo mocno się z tym nie zgodzę. Jaką miałaś styczność z malamutami? Bo większość tych, które znam, bardzo lubi "ustawiać" sobie inne psy i ma problemy z nieodpowiadaniem na zaczepki z ich strony. Owszem, to zaprzęgowce, psy mocno stadne, z mocno rozwiniętym socjalem odnośnie innych psów, ale jednocześnie z bardzo silnym charakterem, które nie dają innym psom sobie w kaszę nadmuchać - szczególnie samce. W ogóle myślę, że duży pies tutaj odpada; raz że będzie powodował większy stres u suki; dwa - w razie spięcia z dużym młodym psem, np. takim 40-kilowym malamutem, 5-kilogramowa wiekowa sunia będzie miała marne szanse. Jak już to myślałabym o jakiejś wybitnie ciapowatej rasie, ale nawet staranny wybór rasy i szczeniaka z miotu nie zagwarantuje, że pies kiedyś się nie postawi. Branie szczeniaka w okresie cieczki to też kiepski pomysł; suki często w ogóle nie lubią obcych szczeniąt, bo traktują je jako konkurencję swoich potencjalnych młodych; w okresie cieczki może się to jeszcze bardziej nasilać. Też jestem zdania, że należałoby najpierw porządnie ułożyć i zsocjalizować suczkę z łagodnymi, nie natarczywymi psami i dopiero ewentualnie pomyśleć o drugim psie. Niestety, ja czarno to widzę - suczka utrwalała sobie niechęć wobec innych psów przez 9 lat... Do tego zaczyna się starzeć, będzie się czułą gorzej i z wiekiem będzie raczej tylko bardziej drażliwa i lękliwa, jeśli chodzi o relacje z innymi psami. Nie będziecie w stanie nauczyć maluszka, żeby nie zbliżał się do suki na kilometr - ciekawość będzie silniejsza. Ja w takiej sytuacji chyba pozwoliłabym jednak rezydentce spokojnie się zestarzeć i o nowym psie pomyśleć, kiedy jej zabraknie. Pewnie, że fajnie byłoby teraz mieć kompana do sportu, ale niestety, błędy się mszczą; na socjalizację suni z innymi psami było wiele lat; początek starości to trochę za późno na takie rewolucje.
  21. [quote name='motyleqq'] jeszcze tak sobie myślałam o tym wszystkim pod prysznicem :evil_lol: i jakby nie patrzeć, częściej zdarzają się pseudo z psami, niż z kotami i generalnie psów w typie rasy jest więcej, niż takich kotów. hodowcy rzadko decydują się na sprzedaż do hodowli, zwłaszcza obcej osobie, która wzięła się nie wiadomo skąd. także mimo wszystko te dziwne reguły się całkiem nieźle sprawdzają.[/QUOTE] Wydaje mi się, że to bardziej kwestia popytu na psy i koty rasowe. Psy rasowe zna każdy, bardzo wielu ludzi rozróżnia jakieś rasy, widzi sens posiadania rasowego (czy nawet pseudorasowego) psa. Masa ludzi w ogóle nie ogarnia, że są jakieś rasy kotów poza persami, plus nie widzi sensu kupowania rasowego kota, skoro kot to kot, na spacer się z tym nie chodzi, funkcji użytkowej typowej dla jakichś ras też nie spełnia, to i sama hodowla rasowych kotów jest w Polsce bardzo mało popularna. Jak ktoś już się za nią zabiera, to zwykle coś tam poczyta i zrobi to jak należy, szczególnie, że do posiadania rodowodowych kociąt nie trzeba odbębnić wystaw.
  22. [quote name='zmierzchnica']Dlatego ja się myśliwych trochę boję. W lesie w życiu bym psa luzem nie puściła, ale i tak jak biegałam z Fro i zauważyłam gdzieś dalej myśliwych to dawałam dyla w drugą stronę. Nie wiem, na ile nad nimi stoi prawo, skoro większość wyższych urzędników, szefów firm i weterynarzy u nas to myśliwi...:roll:[/QUOTE] Ja pierwszy raz w życiu spotkałam w naszym mikro-lesie coś, co można było nazwać myśliwym - zazwyczaj są tylko nieliczni spacerowicze z psami, grzybiarze czy jakieś dzieci z pobliskiego osiedla. Zresztą facet nawet jak przypuszczalnie był tym myśliwym, to nie na polowaniu, bo bez broni, bez czegokolwiek poza wyżłem, nieużywaną smyczą i przerośniętym ego :roll: A przy wejściu do lasu kilkadziesiąt metrów dalej stało jego auto. Pewnie podjechał sobie wybiegać pieska... Do tej pory były raczej miłe akcenty; raz spotkałam pana z dwoma ONkami - jeden wybiegł na nas zaciekawiony zza krzaków, ale jak tylko na niego krzyknęłam, pies sam odszedł plus natychmiast wrócił na wołanie właściciela, więc było bezstresowo. A już sama przyjemność to starsza pani z collie, którą dość często widujemy. Możemy się minąć na leśnym trakcie w odległości metra, ja biegnę z dwoma psami na smyczy, ona mimo że ma psa luzem, potrafi go przywołać do nogi na czas mijania; pies jest mega posłuszny, nie odchodzi od niej i totalnie nie reaguje na psy; to już mój Cyc bardziej krzywo patrzył :evil_lol: Wystarczy minimum szacunku dla innych "użytkowników" lasu i jest naprawdę przyjemnie, ale jak widać i w środku buszu można trafić na pastewnego buraka :p
  23. [quote name='Papisiowa']Dokładnie :D Mnie śmieszy zwłaszcza, jak ktoś twierdzi, że jak psiak nie ma rodowodu z ,,wielkiego i świetnego" ZKwP to nie jest rasowy i uznają, że r=r tyczy się tylko ,,ich mitycznego" ZKwP...[/QUOTE] W ZKwP przynajmniej nie przechodzą tak śmieszne rzeczy jak rodowody dla psa w typie, który wszystkich przodków z ojcem i matką włącznie ma wpisanych jako NN - a takie cyrki dzieją się w innych organizacjach w Polsce, i to w rasach o ogromnej populacji z udokumentowanym pochodzeniem. Dlatego o ile rodowody w ZKwP i rasowość psów bez badań DNA od biedy można poddawać w wątpliwość, tak sorry, ale mówienie o jakiejkolwiek rasowości psa w typie z bazaru czy z papierkiem z organizacji rejestrującej psy o kompletnie nieznanym pochodzeniu nadaje się tylko do kabaretu :) Jeśli powstanie w Polsce organizacja, która przynajmniej dorówna ZKwP w kwestii kontroli nad hodowlą psów, to nie będę miała nic przeciwko, ale jak dotąd organizacje, które próbują z nim konkurować to po prostu śmiech na sali, choćby z wyżej wymienionego powodu, jak również biorąc pod uwagę, że trafiają tam bądź nawet zakładają je osoby wywalone z ZWwP dyscyplinarnie z powodu oszustwa czy niewłaściwego traktowania zwierząt. To, że ZKwP nie jest fajne nie znaczy, że te wszystkie inne organizacje czy hodowla psów bez jakiegokolwiek zrzeszenia i dokumentacji automatycznie stają się lepsze lub na równi. I to jest najgorsze - prawdziwie porządnej i rzetelnej organizacji kynologicznej u nas po prostu nie ma, i jedyne sensowne wyjście, takie mniejsze zło, to zarejestrować się w ZKwP, żeby mieć rodowody uznawane przez FCI - i robić swoje, bez oglądania się, czy Związek to kontroluje i wymaga, czy też nie. Dobry hodowca nie robi badań, nie dba o czystość rasy i postęp w hodowli dla ZKwP, tylko dla siebie, swoich psów i swojej pracy hodowlanej.
  24. Natchnęłaś mnie; jak jeszcze raz spotkam jaśnie pana, to zaproszę wyżełka na wspólny jogging i dam dyla jak najdalej :diabloti: ale by się nas dziad po lesie naszukał :evil_lol: może by sobie wtedy przypomniał, że legawiec to nie gończy, i do szkolenia psa myśliwskiego istnieje takie cudo, co zwie się otokiem, i jak pies nie ogarnia odwołania, to się z nim na otoku pracuje :roll: Swoją drogą przerażające, że ja jako osoba w ogóle nie interesująca się psami myśliwskimi i polowaniami, wiem o psach myśliwskich i ich szkoleniu pewnie więcej od tego pożal się boziu myśliwego :roll: Z drugiej strony mój wuj był myśliwym i poziom wiedzy o psach i wyszkolenia psów myśliwskich jest u nas powalający, nie w pozytywnym sensie... Rzadko kto ma naprawdę super wyszkolonego psa, zwykle tylko myśliwi, którzy są psiarzami z zamiłowania, a reszta jak już ma psy, to przypadkowej rasy, nieogarnięte i używane na polowaniu na zasadzie "puszczę psa i za nim polezę, może na coś trafi"...
  25. Ja tam nie wiem, ile tam widać; na rtg to jeszcze jakoś szkieleciki rozpoznaję, ale tutaj to biały szum :evil_lol: I podziwiam lekarzy, którzy z tego bohomazu potrafią odczytać w magiczny sposób wszystko o zawartości zwierzaka ;)
×
×
  • Create New...