Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Przykro mi :( Problem w tym, że ja nie mam pojęcia na kogo tego lekarza zmienić, bo zawsze i wszędzie dra Dembele polecano mi jako najlepszego dermatologa w okolicy - ba, w Polsce... Tylko ostatnio chyba zaczął przyjmować pacjentów taśmowo, bo ma ich 2-3 na raz w oddzielnych pomieszczeniach i lata od jednego do drugiego, każąc się niczym nie przejmować, tak tak, to normalne, że pies pół dnia się drapie :roll:
  2. Taa, ja miałam w poprzednim mieszkaniu jeszcze lepszą sąsiadkę, która dokarmiała bezdomne psy i moje przy okazji... bo one takie głodne i tak patrzą, i nie spasione jak jej kluchy. Za najlepszą rozrywkę uważała rzucenie moim psom wielkiej wieprzowej kości "bo one chcą" (tylko że one zawsze chcą wszystko co jadalne), kiedy wyszłam z nimi na kilka minut na łączkę tak o 7.40 - dzięki czemu miałam wybór: czekać aż zjedzą i jeden da się odwołać bo z mega gnatem najzwyczajniej do mnie nie podszedł, i spóźnić się do szkoły, albo iść na lekcje zostawiając psy na skwerku. Dzięki sąsiadce moje psy nieraz nie mogły się wybiegać przed moją szkołą, bo bywało, że nie miałam czasu zasuwać na łąki, a bliżej ich puścić nie mogłam, bo grasowała sąsiadka z torbą kości i kaszy z mięsem. Najlepsze, że nie docierało do niej nic - ani prośby, że ja psa nie mogę przez to odwołać, a idę do szkoły, bo słyszałam "toć poczekaj, zaraz zje", ani to, że po takiej nagłej uczcie kostnej przy karmieniu karmą i gotowanym, po powrocie ze szkoły czekał na mnie zarzygany dywan i rozwścieczona matka. Niestety jak się nie dało po dobroci, tak po paru mniej uprzejmych "prośbach" sąsiadka przestała mnie lubić, i też usłyszałam potem conieco, jak to ja podobno psom jeść żałuję i je męczę, bo ciągle na smyczy chodzą... Ciekawe dzięki komu - dzięki pani, która swojego psa miała na smyczy ze 3 razy w życiu i miała kupę śmiechu, kiedy ujadał pod blokiem na przechodniów...
  3. [quote name='awaria'] Nie kumam tego absolutnie. Czy jeśli człowiek nie jest pewien reakcji swojego psa to nie może go na te 2 minuty, dopóki się nie miniemy, zapiąć na smycz. [/QUOTE] Widać nie może... Ja miałam bardzo podobną sytuację, kiedy do mojego 8-tygodniowego szczeniaka podbiegła luzem najeżona i sztywna suka mieszaniec - a jej włascicielka na pytanie identyczne jak twoje, odpowiedziała namyślając się "no nie wiem..." :roll: I była oburzona, że zrobiłam się niemiła :p
  4. [quote name='andrzejp']Czy udało CI się kiedyś wyszkolić psa, który Ciebie gryzie przy swojej misce? Dla mnie to jest totalna bzdura. Jeżeli pies ma Cie ugryźć przy misce ugryzie Twoje dziecko albo sąsiada jak zabierze mu zabawkę. Sprawdzając to przy misce możesz się tego spodziewać i temu zapobiegać, uczyć zwierzaka. Proszę o argumentowanie krytyki wypowiedzi. Ja nie opieram się o publikacje tylko ich weryfikacje jaką przeprowadzam szkoląc zwierzęta.[/QUOTE] Ja więc skrytykuję teorię jakoby wpuszczanie psa pierwszego przez drzwi miało wpływać na jego podporządkowanie właścicielowi - z własnych doświadczeń, skoro liczą się one dla Ciebie bardziej niż publikacje osób, które całe swoje życie spędziły na obserwacji psów i pracy z nimi. Amstaff skrupulatnie zmuszany do przepuszczania ludzi pierwszych w drzwiach dotkliwie pogryzł członka rodziny, w mieszkaniu do którego wielokrotnie wprowadzano go jako drugiego, jak również stosowano inne zasady teorii dominacji, zapewne dobrze Ci znane. Moje własne psy nigdy nie były zmuszane dla zasady do czekania aż wejdę/wyjdę pierwsza, choć umieją to zrobić na polecenie - ale z przyczyn technicznych wygodniej jest mi puszczać je pierwsze. Śpią również w łóżku, chyba że każę im wyjść lub sama chcę się położyć tam gdzie one; leżą na pododze tam gdzie chcą i zazwyczaj po prostu je omijam; nigdy nie zawracałam sobie głowy jedzeniem czegoś przed nakarmieniem ich jak również nieraz dawałam resztki swojego posiłku, co przez wielu znawców teorii dominacji jest karygodne jako podporządkowywanie się psu - zabawne zważywszy na to, że u wszystkich społecznych psowatych osobniki niższe rangą pożywiają się tym, co zostawi silniejszy osobnik (pomijając szczeniaki i młode psy). Długo by tak wymieniać. Zabawne więc, że mam psy budzące na ulicy i w parku podziw swoim posłuszeństwem, które na polecenie wypluwają czy zostawiają praktycznie każde jedzenie czy rzecz, i nigdy nie zareagowały wobec mnie agresywnie, pomijając wiele lat temu jednego psa po przejściach z problemami na tle neurologicznym. Dla mnie i większości osób dowodzi to niestety, że sztuczki stosowane przy dominowaniu psa są po prostu niepotrzebną szopką, która może pomóc totalnie zielonym właścicielom w stosowaniu w kontaktach z psem jakiejkolwiek konsekwencji czy zasad - ale niewiele poza tym. Żal mi czasu poświęcanego na pozorowane jedzenie czy przepychanki w drzwiach, bo mogę go poświęcić na nagradzaną współpracę z psem, która wykształca w psie posłuszeństwo, szacunek i chęć do nauki z o wiele lepszym skutkiem niż nieudolne udawanie wilka alfa. Ba, ignorowanie chęci nawiązania kontaktu czy zabawy z nami przez psa może nie tyle pokazać psu kto tu rządzi, co raczej zniechęcić go na przyszłość do współpracy i skupienia na nas, co jest podstawą pracy z psem na niemal każdej płaszczyźnie. Wbrew temu co twierdzą niektórzy bardziej nawiedzeni maniacy TD, agresja lękowa czy niszczenie w domu naprawdę rzadko, o ile w ogóle bywa spowodowana tym, że pies zdominował właściciela. Większość problemów z psami jest wynikiem stresu oraz braku umiejętności zapewnienia psu rozładowania napięcia i znalezienia w nas oparcia - ale nie ma to nic wspólnego z dominacją w wydaniu "savoir vivre w drzwiach i jedzenie przed psem". Jak człowiekowi brak konsekwencji i opanowania to żadne sztuczki z drzwiami nie sprawią, by pies czuł się przy nas bezpiecznie i pewnie, za to przy odpowiednim podejściu do psa i pracy z nim, wszystko może iść jak w zegarku bez stsowania wspomnianych metod - stąd uważam je za bezużyteczne w większości przypadków i zdecydowanie naciągane jako metoda wychowawcza. U psów o słabej konstrukcji psychicznej nagłe stosowanie owych metod często prowadzi do nasilenia problemowych zachowań, bo odcięcie przywiązanemu do nas psu pieszczot i czułości zalecane przez zwoleników teorii dominacji nie jest odbierane jako nasze "alfowanie" tylko ni mniej ni więcej jak właśnie odrzucenie psa i zniszczenie jego poczucia bezpieczeństwa. Odnosząc się konkretnie do gryzienia przy misce - tu nie ma czego sprawdzać, bo 95% psów, które nie były oswajane z obecnością człowieka przy misce, będzie broniło pożywienia, bo opiera się to na najbardziej podstawowym z instynktów występujących u każdego zwierzaka - samozachowawczym. Niezależnie od rangi wszystkie psowate bronią swojego pokarmu przed innymi - z lepszym lub gorszym skutkiem. Uczenie psa innego zachowania nie jest podporządkowywaniem psa w naturalny alfowy sposób, tylko wykształcaniem zachowania nienaturalnego - braku reakcji na ryzyko utraty pokarmu. Można to zrobić pozytywnie, ucząc psa, że człowiek przy misce nie powoduje strat, a raczej zwiększenie ilości pokarmu lub wymianę na coś lepszego - a można i na udry. Różnica taka, że pies nauczony, że człowiek daje, a nie odbiera, w ogóle przestaje się stresować obecnością ludzi przy jedzeniu - zaś pies nauczony tego na zasadzie podporządkowania, nie uczy się, że nie traci na obecności człowieka przy misce - uczy się, że człowiek zabierze, bo jest silniejszy i ważniejszy - pech tylko taki że druga metoda działa zwykle tylko wobec przewodnika i domowników - zaś obca osoba lub dziecko może zostac pogryziona jeszcze dotkliwiej niż przez psa w ogóle nie szkolonego w tym względzie - bo pies wie, że człowiek może zabrać, ale do obcego czy do dziecka nie ma tego respektu, co wobec swojego pana. Z moich doświadczeń i wiedzy wynika, że lepiej zostawić psu relacje przy-miskowe w stanie nietykanym, niż uczyć, że musi oddać nam żarcie "bo tak i już". Dla mnie sugerowanie przy każdym problemie stosowania zasad teorii dominacji i niewiele poza tym, jak również sugerowanie, że pies przenosi zachowania wobec swojego przewodnika na przypadkowe osoby i dzieci, jak z tym zachowaniem przy misce, niezbyt dobrze świadczy o profesjonalizmie szkoleniowca...
  5. Aż mi żal męczyć moje szare komórki dyskusją z ludźmi, którzy sami odnosić się do argumentów nie chcą czy może po prostu nie potrafią, za to wklejają cośtam od czapy i gnoją ludzi z powodu... rasy psa. I nawet z matematyką mają problemy, bo oczywiste jest, że owe wskaźniki procentowe nie mówią wiele o faktycznej agresywności TTB, ponieważ nie biorą pod uwagę liczebności poszczególnych silniejszych fizycznie ras, a tylko sam odsetek pogryzień. Gdyby wziąć to pod uwagę, może wyjaśniłoby się po trosze, czemu zagryzień przez bullowate jest aż 52%, a przez np. chow chow "tylko" 2%. Wystarczy porównać liczebność tych ras. Ale to już wyższa matematyka widać i można pominąć dla "słusznego celu" jakim jest zgnębienie tych wstrętnych ttb. Widać zapomniało się, że ta "współpraca z człowiekiem" w przypadku ONków przez wiele lat i do dziś zresztą w wielu przypadkach polega na przyuczaniu ich do... atakowania ludzi, w tym m. in. prześladowania Polaków w czasie II wojny światowej. To dopiero chwalebna przeszłość rasy - no ale tu winny jest człowiek; w przypadku TTB winne są psy i to one nie mają prawa żyć ;) I rozbrajające jest stwierdzenie, że jak psy gryzą (nawet bardzo poważnie) to jest ok i nikt się ich nie czepia; dopiero jak zagryzają, to coś nie halo. Moja koleżanka poważnie pogryziona przez ONka, bo stała w parku ze swoją piłką w rękach, pewnie jest innego zdania :roll: Widać wychodzi ONkowe przeznaczenie użytkowe - obca dziewczyna stoi i ma piłkę, to ONek sru na nią, chwyt za rękę jak pozoranta i o ziemię panną. Bezzębny pieszczoszek, oj tak... Gdybym nie wiedziała, że są też normalni miłośnicy ONków, pewnie znienawidziłabym doszczętnie tę rasę, biorąc jeszcze pod uwagę moje doświadczenia z nimi na codzień... Z moich doświadczeń obiektywnie rzecz biorąc wynika, że ONki to drące wiecznie chałapę, nadpobudliwe, znerwicowane wszystkim psy z podłym charakterem, płaszczące się przed tym, od kogo dostaną dobry wpieprz, a z lubością terroryzujące słabszych członków rodziny z dotkliwym gryzieniem ich włącznie; robią wielką szopkę za płotem, jazgoczą ohydnie z byle powodu, atakują bez sprowokowania zarówno inne psy, w tym 2-3 miesięczne szczeniaki (!), jak i przypadkowych ludzi, którzy stoją w parku nie tam, gdzie trzeba. Wrzuciłam odpowiedzialnych właścicieli tych psów do jednego wora z idiotami mającymi psy w typie ON, tak jak to zrobił eagle z miłośnikami ttb (choć nie do końca bo sprawcą pogryzienia 2 miesięcznego szczeniaka był akurat ON z rodowodem, z planami wystawowymi i hodowlanymi o zgrozo). Pewnie zabolało :roll: albo co gorsza nie... Na szczęście zrobiłam to tylko dla przykładu, bo nie mam skłonności do obwiniania rasy psów o modę powodującą nadpopulację i związane z tym kwiatki czy głupotę większości jej właścicieli...
  6. [quote name='Litterka']No cóż, to jednak trochę ją rozumiem. To, że Ty jesteś w porządku, nie znaczy, że wszyscy. Pewnie oberwało Ci się za jakiegoś gbura, który nie wie, co to kultura i poszanowanie własności:([/QUOTE] A ja nie rozumiem i nie cierpię, bo taki babsztyl zazwyczaj kiedy przechodzi postawny facet i zostawi kloca po swoim psie, nawet słówka nie piśnie, bo się boi - za to jak przechodzi młoda dziewczyna, z psem po prostu, babsko myśli, że może sobie poużywać ozorem ile wlezie i wyładować się za wszystkich innych... Mam takich trochę u siebie na osiedlu :roll:
  7. Martens

    Barf

    Dowiedziałam się dziś z forum Vitalii, że psom nie wolno dawać kości z drobiu, ale wcale nie dlatego, że "podrażnią przewody", tylko dlatego, że pies może od nich zacząć łysieć i stracić węch... Tak średnio to na temat, ale musiałam się tym z kimś podzielić :mdleje:
  8. [quote name='Nat - Mare']Ja kąpię mojego psa 1-2 na miesiąc, i to przed odpcheleniem (kropelki pomiędzy łopatkami).[/QUOTE] Tzn 2 dni przed? Bo w przypadku większości kropli pies nie powinien być kąpany 2 dni przed i 2 dni po zakropleniu.
  9. 3 oceny doskonałe uzyskane na wystawach, i dla shih tzu to chyba tyle. Tak czy siak nie widzę sensu rozmnażania psa, który nie jest jakimś wybitnym przedstawicielem rasy a właściciele nie mają ambicji ani wiedzy na planową hodowlę czy w ogóle te klimaty ;) Pogadaj z hodowcą, zapytaj jak ocenia Waszego psiaka jako materiał hodowlany. Niemniej jednak jeśli to przede wszystkim Wasz domowy pupil, to lepiej dajcie sobie spokój, bo nierzadko po "zasmakowaniu" w kryciu suczek pies dotychczas spokojny zaczyna się za nimi uganiać, uciekać na spacerach czy zakochany przesiadywać pod drzwiami wyjściowymi. Oczywiście nie wszystkie psy tak mają, to w dużym stopniu tez cecha osobnicza, ale jesli nie zalezy Wam na hodowli, a pies nie sprawia problemów swoją "samczością", to nie ryzykowałabym popsucia tego.
  10. Idźcie do weterynarz. Psa nikt przez forum nie zdiagnozuje, a osowiałość i problemy z wypróżnianiem u tak małego szczeniaka mogą oznaczać poważne problemy. P.S. Psa nie karmi się samym kurczakiem ze względu na ogromną porcję hormonów, trzeba podawac rózne mięsa, jak i przy podawaniu takiego pokarmu należy dodawać preparat mineralno witaminowy, bo w pożywieniu takim (mięso+warzywa) praktycznie brak źródeł wapnia koniecznych do rozwoju kośca. Mleko zastąpcie jogurtem naturalnym, kefirem, twarożkiem, bo mleko to dla psa pod względem odżywczym jak woda, prawie nic się z niego nie wchłania.
  11. [quote name='anna22']Hmm tak mi przyszło do głowy, że może moja suka poczyła konkurencję?[/QUOTE] Z tego jak opisujesz sytuację, to możliwe. Nawet niekoniecznie była to kwestia płci małego psa. Wiele psów w czasie zabawy z psimi kolegami teren zabawy zaczyna traktować jak własny i bronić go przed intruzami, których sobie nie życzą - a weimar do aniołków wobec obcych psów często nie należy. I nie musi mieć to nawet czegokolwiek wspólnego z ogólną lękliwością suczki. Sęk w tym, żeby panować nad psem i sytuacją na tyle, żeby móc go odwołać, kiedy planuje pacyfikację przybysza. [quote name='andrzejp']Ciężki temat. Albo pies już taki jest, albo boi się i musisz go zdominować, żeby czuł się bezpiecznie. Czy na pewno kontrolujesz swojego psa i przestrzegasz podstawowych zasad? Czy pies pierwszy przechodzi przez drzwi czy Ty to robisz, a pies idzie za Tobą?[/QUOTE] Błagam, zanim zaśmiecisz połowę wątków o problematycznych psach tekstami o przechodzeniu przez drzwi jako panaceum na wszystkie problemy, poczytaj, co sam twórca teorii dominacji, pan Fischer, napisał na jej temat przed śmiercią. Przechodzenie przez drzwi w żaden sposób nie czyni nas przewodnikiem stada (bo ani psy nie są wilkami, ani analogiczne zachowanie u nich nie występuje), a zdominowanie psa nie jest cudownym lekarstwem na zachowania lękowe; ba, w wielu przypadkach nagłe stosowanie się do zasad mających na celu zdominowanie psa może u lękliwego zwierzaka nasilić problemy. [quote name='badmasi']Dla mnie nie jest miarodajne zdobywanie lokat w mistrzostwach jeśli chodzi o pracę z psami lękliwymi. [/QUOTE] I z tym się zgodzę, bo po pierwsze do startu zawodach zazwyczaj nikt nie przygotowuje się z psem o wrodzonym lękliwym charakterze, jak i słusznie zauważono, posłuszeństwo sportowe a lęk i agresja z nim związana to inna para kaloszy. Jak suczka ma wrodzony bojaźliwy charakter to cudów się z nią raczej nie osiągnie, ale nie znaczy to, że można się poddać, bo trening może problemy zminimalizować. No ale to już nie są działania do instruowania przez net - psa musi zobaczyć ktoś na żywo i z Wami popracować. W drastycznych przypadkach pomaga i terapia farmakologiczna, co może nie jest idealnym wyjściem, ale lepsze niż udręka przez całe życie z nieprzewidywalnym, gryzącym ze strachu psem, ale uważam że na to u Was póki co za wcześnie i warto popróbować najpierw po prostu pracy z psem.
  12. O matko boska :roll: Po długiej przerwie piszę, co u nas, bo w ogóle zapomniałam o temacie. Niedługo po założeniu owego odwiedziliśmy doktora Dembele, który kazał nam nic nie robić i się nie przejmować do skończenia przez psa roku. Objawy nieco się zmniejszyły, ale jakieś 2 miesiace temu zaczęło być coraz gorzej. Pies w tej chwili ma rok. Miesiąc temu znów byłam u Dembele, z psem, który regularnie rozdrapywał sobie pysk do krwi, darł nim o kanapy, pościel, posłanie, moje nogi... Plus miał zmiany ropne w fałdkach przy żuchwie. Gratis znienacka wyskoczyła mała okrągła łysa plamka na głowie, z jakby suchszą skórą. Dembele dał nam maść na te małe zmiany w fałdkach - to podobno normalne przy owych fałdkach kiedy się zamoczą czy zostaną resztki jedzenia - jak będą problemy to po prostu trzeba je czyścić i smarować maścią. Ok, po kilku dniach faktycznie pomogło i do tej pory nie wróciło. Podrapany do krwi pysk z powypadaną sierścią doktor określił jako trądzik młodzieńczy (choć krostki miał może 2 przez cały okres dorastania) i kazał z tym nic nie robić, powinno przejść do półtora roku. Dziwne to dla mnie, bo z tego co rozmawiałam z właścicielami "zatrądzikowanych" w młodym wieku psów, to miały one raczej mnóstwo krostek z minimalnym bądź żadnych swędzeniem - u nas odwrotnie. Z łysej plamki pobrano zeskrobinę, nużeńca nie znaleziono, więc podobno to plamka "taka sobie" :roll: Czy badanie zeskrobiny wykrywa grzybice...? Moje podejrzenie alergii odrzucono z miejsca. W chwili obecnej pies ma łysą całą żuchwę prawdopodobnie od tarcia o wszystko co się da, co jest jego głównym zajęciem kiedy nie je, nie śpi ani ja się nim nie zajmuję. Drapie ją okrutnie, krostek nie ma, za to między palcami przednich łap pojawiły się jakby odparzenia, które pies liże. Na pewno nie dzieje się to z nudy, bo pies nie robi tego tylko wtedy gdy się stresuje czy nudzi, za to niejednokrotnie gdy wołany do mnie idzie, musi po drodze się o coś potrzeć lub podrapać, bo wyraźnie go swędzi i mu to przeszkadza. Mam wrażenie, że ten pies niedługo ocipieje, a ja razem z nim. Co sądzicie o diagnozie i nakazie zostawienia tego losowi? Daleka jestem od pakowania w psa na hurra antybiotyków i sterydów, ale on się męczy potwornie, 1/3 dnia zajmuje się skrobaniem pyska i policzków, na których poza otarciami i przerzedzeniami od tarcia nie ma żadnych zmian... Zęby też były sprawdzane, jest ok. Może mi ktoś polecić ewentualnie innego dobrego dermatologa na Mazowszu? Bo znudziło mi się bulenie za wizyty i bycie obsługiwaną przez stażystkę przy lekarzu wpadającym ze 2 razy na 30 sekund, plus kolejny czas dokładany do czekania "aż samo przejdzie" kiedy pies ma cały pysk łysy i niemal fioła od świądu.
  13. [quote name='balbinka3']Pies nie powinien jeść wieprzowiny[/QUOTE] Jeśli nie są to surowe podroby (choroba Aujeszky'ego), ani pies nie ma skłonności do tycia (duża kaloryczność wieprzowiny, ilość tłuszczu), ani nie jest to na okrągło (jak i z kurczakiem) - to ja nie widzę przeciwwskazań; jeśli są jakieś inne, to chętnie się dowiem ;)
  14. [quote name='la_diable'] 1- czy żeby psa zmęczyć powinno się z nią biegać? Biorąc pod uwagę jej brak zainteresowania aportem czy innymi zabawami. A może da się jakoś psa nauczyć aportować i "zmusić" samego do wysiłku.[/QUOTE] Jak już pisano, psa często łatwiej zmęczyć umysłowo niż fizycznie. Wypchaj spacer ćwiczeniami szkoleniowymi, nauką poleceń nagradzanych smakołykami. Jeśli wychodzi więcej niż jedna osoba, można bawić sie chowanego. Psy zaniedbane w młodości często nie interesują się patykami, piłkami, bo nie czają do czego to służy. Pomóc może nagradzanie najmniejszego zainteresowania zabawką, uciekanie przed psem z zabawką w rękach jako czymś cenny, zabawa z innym psem piłką w obecności naszego (uważać, żeby nie doszło do konfrontacji o piłkę, najlepiej mieć psa na smyczy. [quote name='la_diable']2- jak zachowywać się w momencie znalezienia psiej kupy na podłodze? Nadmienie, że robi to tylko podczas nieobecności, tak więc przyłapanie jej na gorąco odpada. A zachowywać się w stosunku do psa ;p. [/QUOTE] Zignorować, a sowicie nagradzać załatwianie się na spacerach. Z tego co piszesz, pies mógł być trzymany w młodym wieku przykładowo w małym kojcu lub na krótkim łańcuchu i zatracił nieco naturalny instynkt psa polegający na załatwianiu się z dala od jedzenia, posłania, etc. Żeby to naprawić potrzeba dość długiego treningu z użyciem wspomnianej klatki - pies pod siebie zwykle nie nasika więc na już kupiłabym klatkę i zaczęła powoli oswajanie z nią psa, żeby móc go w niej zostawiać na czas nieobecności. Klatka powinna być taka, żeby pies mógł się wygodnie położyć - nie większa, bo jeden kąt będzie do spania, drugi do sr*nia. I przede wszystkim przed zamykaniem psa trzeba zrobić badanie moczu, bo jak pies ma bakterie w pęcherzu to żadna nauka nie pomoże bez antybiotyku ;)
  15. [quote name='HelloKally'] Szpetny pies to kundelek, jamnik ze sporą nadwagą, coś co nie przypomina żadnej rasy i bousowo ma kołtuny.[/QUOTE] Spasiony jamnik czy tłusty brzydki kundel dobrze się nada na smalec - wpadnij na PWP i poczytaj... Podobnie jak już pisałam z psami - worami treningowymi dla psów do walk. Do takich celów kradną raczej nierasowe psy, mniej urodziwe, bo i mniejsze ryzyko, ze ktoś będzie szukał i szumu narobi, niż za psa, który 2 000 kosztował. Po psy na smalec czy do treningów często jeżdżą do innych miast, bo gdyby na miejscu ginęło za dużo, ktoś mógłby się zorientować... Łapią też bezdomne, "adoptują" ze schronisk (czy też z nich kradną...) :roll: Fakt, najczęściej giną małe rasowe pieski, ale ŻADEN pies nie jest pod sklepem bezpieczny.
  16. [quote name='andrzejp'] 1. Po pierwsze podstawowe działania w celu zdominowania psa. Musi czuć się bezpiecznie. Pies wychodzi wszędzie za nami (przez drzwi itp.). Pies jedzenie w misce ma tylko wtedy kiedy ma jeść (wodę cały czas). Pies je zawsze po nas. Mieszamy palcem w misce podczas gdy pies je. Koniecznie wchodzimy do domu ze spaceru jako pierwsi!!! To jest nasz teren. [/QUOTE] Celem "zdominowania" czy może raczej sprawienia by pies ujrzał w nas przewodnika lepiej zacząć robić z psem cokolwiek związanego ze szkoleniem- nauka poleceń, zabawa w szukanie zguby - nagradzane jedzeniem i pieszczotami = posłuszeństwo i współpraca się psu opłaca. Te hocki-klocki z drzwiami i jedzeniem to po prostu miła sztuczka ułatwiająca technicznie wychodzenie na spacer i karmienie, ale z więzią z psem ani dominacją nie ma nic wspólnego, co dawno już dowiedziono naukowo i w praktyce. Jak ktoś pracuje z psem, szkoli, ma więź, to pies może i spać w łóżku, i wychodzić pierwszy przez drzwi, i jeść przed wszystkimi i będzie ok - a jak u kogoś praca z psem leży, to żadne mocowanie się w drzwiach ani cudowanie z karmieniem nie pomoże w wychowaniu psa. [I]Mieszamy palcem w misce podczas gdy pies je.[/I] - wprost GENIALNA rada skierowana do osoby, która od niedawna ma psa ze schroniska, najpewniej nigdy nie przyzwyczajanego do obecności człowieka przy jedzeniu, za to niejednokrotnie cierpiącego głód i muszącego walczyć o pożywienie. Koszty leczenia pokąsanej dzięki takim genialnym radom ręki pokryjesz? :shake: Żeby bezpiecznie wsadzić dorosłemu psu po przejściach rękę do miski, potrzeba długiego treningu - na pewno nie opartego na teorii dominacji... Klatka może być bardzo dobrym pomysłem i dla dużego psa, i na pewno tańszym niż remontowanie domu, ale przyzwyczajanie do takowej powinno trwać kilka tygodni najpierw poprzez urządzenie w otwartej klatce legowiska i karmienie tam psa, potem zamykanie go na chwilę gdy śpi lub je, a dopiero w następnej kolejności stopniowe przyzwyczajanie psa, by siedział tam dłuższy czas zajęty kością czy kongiem wypchanym czymś smacznym, oczywiście po uprzednim wybieganiu i małej sesji szkoleniowej. Kupienie klatki i natychmiastowe wsadzenie do niej psa na 8 h skończy się tylko nerwicą sąsiadów z powodu wycia i nieodwracalnym zrażeniem psa do owego urządzenia, a może i samookaleczeniem zwierzaka i rozwaleniem kennelu w drobny mak. Pies nie niszczy złośliwie. Pies się nudzi i znajduje zajęcie jego zdaniem całkiem naturalne, np. szukanie jedzenia (szczególnie że to pies po przejściach i pewnie takie ma nawyki, np. wyjadanie resztek chleba ze śmietnika), albo ma lęk separacyjny, co jest bardzo częste u psów ze schroniska, z których większość przeżyła jesli nie samotność w kojcu, do którego rzadko kiedy ktoś zagląda, a jak już to zaraz odchodzi, albo w ogóle porzucenie, kiedy to ukochany pan poszedł i mimo zaufania psa już nigdy nie wrócił. Trochę wyobraźni - pies dosłownie "sika w majtki" i rzuca się z nerwów, że wyszliście i nigdy nie wrócicie. Poza klatką możecie próbować metod stosowanych przy szczeniakach, np. zostawienia psu przepoconego podkoszulka do przytulania, włączonego radia lub tv, grubej pustej kości lub konga napełnionego twarożkiem. Plus trening polegający na wychodzeniu początkowo na chwilę, dosłownie kilkanaście sekund i nagradzanie po powrocie, a potem stopniowe wydłużanie czasu bardzo powoli, żeby nie zrazić psa. Ignorowanie psa po powrocie jeśli nabroił jest moim zdaniem bezsensowne. Przy psie z lękiem separacyjnym bardzo ważne jest, by pies poczuł się bezpiecznie i stosowanie schematu po powrocie - powitanie być musi, ale nie przesadnie wylewne. U psowatych witanie się jest jednym z podstawowych zachowań społecznych podkreślający ich więź. Wprowadzanie zróżnicowania niepojętego dla psa (raz wylewne powitanie, raz totalne ignorowanie) psu znerwicowanemu może jedynie zaszkodzić. Oczywiście jakiekolwiek karcenie po fakcie jest bezcelowe, a raczej w krótkim czasie doprowadza do tego, że pies pod naszą nieobecność sika i demoluje jeszcze więcej bojąc się jednocześnie samotności - i naszego powrotu. Niezależnie od tego czy dom jest nietknięty czy w totalnej ruinie, przywitanie z psem zawsze powinno wyglądać tak samo.
  17. A po co chcesz go "choć raz" dopuszczać? Żeby mieć potem nadpobudliwego psa, który zacznie uciekać na spacerach w poszukiwaniu suk? Jemu to dla zdrowia ani do szczęścia nie jest potrzebne, tym bardziej, że jak rozumiem nie jest to pies hodowlany, reproduktor.
  18. Może więcej osób to przeczyta - szczególni Ci, co są przekonani, że giną tylko rasowce spod sklepu...
  19. Nawet biorąc pod uwagę, że statystyki o morderczych ttb są prawdziwe, to wybaczcie, ale czego się spodziewać po psach bardzo silnych fizycznie, które weszły w modę (stąd są ich i ich mieszańców ogromne ilości) i często trafiają w takie a nie inne ręce, a ich selekcja hodowlana pozostawia wiele do życzenia szczególnie w przypadku psów w typie? Na miejscu TTB z takim samym skutkiem mogłyby znajdować się kaukazy, bernardyny, dogi, ONki :evil_lol:... Tylko, że to ttb, a nie one są teraz modne w pewnych środowiskach i jest ich tak wiele, i skutki są jakie są. To nie w rasie tkwi problem, ale w tym, co się z nią robi. Kto słyszalby o zagryzieniach przez TTB, gdyby ich populacja była tych rozmiarów co np. cane corso? Szkoda, że nawet do niektórych "miłośników psów" to nie dociera.
  20. [quote name='HelloKally']jeżeli mamy szpetnego psa, pospolitego kundla, to ok[/QUOTE] Ok, najwyżej pójdzie jako mięso armatnie dla psów szkolonych do walk... ;) Ktoś powie że gdzie tam, u niego takie rzeczy się nie dzieją - ja też tak myślałam, aż doznałam szoku, gdy dowiedziałam się, że mają miejsce m. in. 30 km ode mnie :roll:
  21. Cebula cebulą, od pół krążka pies nie umrze, podobnie od czastki czekolady nawet gorzkiej - ale pomyslałeś kiedyś co będzie, jeśli pies zasmakuje w toksycznych pokarmach i kiedyś pod twoją nieobecność dobierze się do tabliczki czekolady czy dużej ilości cebuli? Moje psy czekolady nigdy nie jadły i nawet nie traktują jej jak jedzenie - pies który został nauczony, że to pyszne i się do takowej dobierze, nie będzie miał żadnych oporów i zje wszystko, i skończy u weterynarza albo w piachu :roll: Ja nie rozumiem, jest takie mnóstwo pokarmów, smakołyków, które można psu podawać i ciesząc jego kubki smakowe, i dostarczając korzyści dla zdrowia - po co ryzykować (nawet na przyszłość) i podawać mu akurat te nieliczne, które mogą zaszkodzić?
  22. Ja wiem i chyba wszystkie wiemy, że idea głoszenia samego poglądu jest szczytna (i śmiem przypuszczać, że podobna przyświeca fundacjom i trenerom propagującym wyniki tegoż badania) - ale litości, nie róbmy z psów aż takich idiotów :roll: Jedyne co wynika z tego badania, to że kopiowanie uszu i ogonów [B]może sprzyjać[/B] rozwojowi agresji [B]w odpowiednich do tego okolicznościach[/B] (a więc przy zaniedbaniach właściciela) - ale to samo można powiedzieć (jak już wspomniano) o nietypowym umaszczeniu, kształcie kufy, budowie i rozmiarach ciała u niektórych ras, a w połączeniu z innymi czynnikami takimi jak socjalizacja, wychowanie, czy cechy charakteru zakodowane w genach, brak ogona ma znaczenie marginalne. Gdyby rzeczywiście brak ogona wywoływał agresję, to nie wiem, jakim cudem psy z kopiowanymi częściami ciała w ogóle by się rozmnażały czy współistniały w grupie. [B]Syllepsis[/B] nadzwyczaj chętnie nazywa nas z kpiną "Cioteczkami" co to wiedzą wszystko najlepiej, ale nadal nie raczyła ustosunkować się do moich wątpliwości - co z psami naturalnie bezogoniastymi i gdzie ta ich rzekoma agresja (mordercze PONy i corgi :evil_lol:); jaki wpływ na ogólny poziom agresji ma mieć nawet ta rzekomo zwiększona w relacjach pies-pies, bo o żadnych innych badanie nie mówi (a jest mnóstwo ras ponad normę wrogo nastawionych do innych psów, a bardzo łagodnych wobec ludzi i nie pilnujących posesji); jaką relację z rzeczywistą agresją u psów w życiu codziennym (bo to ono jest chyba najważniejsze) ma obcięcie uszu i ogona - bo do tego potrzebne są o wiele szerzej zakrojone, bardziej czasochłonne, i inaczej przeprowadzone badania niż postawienie sztucznego labradora i podprowadzanie doń psów; i przede wszystkim do jakiego absurdu można się posunąć w badaniach (już mam temat na magisterkę - kolor miski a agresja u psów... :lol: - 100 psów, kilkanaście misek, kilka godzin pracy i na pewno jakieś wnioski będą ;)). Odpowiedzi od naszej koleżanki pewnie doczekam się wtedy, kiedy naukowcy dokonają kolejnych wiekopomnych odkryć, bo niektórym samodzielne myślenie jak widać mocno szwankuje i umiejętność dyskusji ogranicza się do wklejania linków i bronienia ich treści do granic śmieszności.
  23. Martens

    sunia

    Dopóki mają cieczkę - zazwyczaj do końca życia. Choć z oczywistych względów nie powinny, bo to dla nich zagrożenie dla zdrowia i życia. Zresztą wyobraź sobie 70-letnią babcię w ciąży, rodzącą i opiekującą się dzieckiem.
  24. [quote name='Yorkomanka']A mnie dzisiaj zaskoczyła moja koleżanka, gadałyśmy sobie o psach no i powiedziała że pinczerka jej ciotki się skundliła:lol: [SIZE=1](chodzi o to że się puściła z kundlem)[/SIZE] i żaliła się że już nigdy nie urodzi pinczerków bo teraz będą same kundle:roll:.[/QUOTE] Znam ten tekst... Kiedy bawiłam się z rottweilerką z dalszej rodziny, dawno dawno temu, mój wuj z powagą powiedział, że Kama nie jest czystą rottką, bo jej matka kiedyś się skundliła :razz: tzn. przed miotem z Kamą miała miot z mieszańcem. Miałam wtedy może 10 czy 12 lat i takie bzdety sprawiły, że nawet mi dziecku (aczkolwiek w psich tematach oblatanemu) oczy wyszły na wierzch :crazyeye: Usiłowałam wytłumaczyć wujkowi na łopatologicznych przykładach, że przecież jeśli biała kobieta raz ma dziecko z murzynem to przecież nie rodzi do końca życia mulatów, ale nie dał się przekonać. Jak doszliśmy do fizjologii, to mętnie tłumaczył, że "cośtam zostaje" u suki, aczkolwiek nie było mi dane się dowiedzieć co i gdzie :evil_lol: i dyskusję zakończono koronnym argumentem, że co ja dziecko mogę wiedzieć i jemu dorosłemu facetowi, w dodatku myśliwemu znającemu się na psach, tłumaczyć :roll:
  25. Martens

    Barf

    [quote name='panbazyl']a ja swoim dawałam surowe skorupy.... ale ja to ekstremalnie karmię :) nawet szczeniakom dawałam surowe.... i nie mielone a kruszone. (już słyszę glosy o wyrodnej hodowczyni)[/QUOTE] Nie martw się, to ja taka sama wyrodna pańcia jak Ty ;) Skorupy tylko myję, jak wyraźnie osrakane są, bo jakoś tak... nieestetycznie :evil_lol:
×
×
  • Create New...