Jump to content
Dogomania

maciaszek

Members
  • Posts

    23614
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by maciaszek

  1. A za oknem dużego pokoju... ...dalia... ...saponaria. Niebawem będą pierwsze kwiatki :)... ... bazylia, zaczyna nieśmiało wyrastać. I tylko Kogoś w tym wszystkim brakuje :( Kolejna fala tęsknoty za Bazylkiem przyszła. Tak bardzo, bardzo chciałabym Go pocałować w czółko, pogłaskać, zobaczyć... Minęło już pół roku. Czasami myślę o kolejnym psie. Ale na myśleniu się kończy. Gdy nadchodzi faza "realizacji" mam jakąś blokadę. Może nie odchorowałam jeszcze mojego Łosia ukochanego? Może jestem za bardzo zmęczona (życie nieźle daje w d...)? Może czekam aż trafi mnie strzała psiego Amora, spojrzę w jakieś psie oczy i powiem "to ten!"? Nie wiem. Ale na razie nie umiem mieć kolejnego psa, choć gdzieś tam wewnętrznie troszkę bym chciała...
  2. W skrzynce na balkonowym oknie dzwonek campanula. Niestety jak przesadziłam go z doniczek, w których został kupiony, to prawie wszystkie kwiatki mu zeschły i nowe nie chcą rosnąć :( Nie wiem o co chodzi... A taki był ładny... Pomiędzy dzwonkami resztki zeszłorocznej lawendy. Zaczynają kwitnąć. No i obowiązkowo pomidorki :) Pokusa. Koralik. Ola Polka. I Kmicic.
  3. Zrobiłam balkonowe zdjęcia. Bratki rosną jak szalone :) Na ścianie wisi Calibrachoa. Na razie jeszcze troszkę łyso, ale niebawem i tam zacznie się zazieleniać. W górnej skrzynce papryka. W dolnej szczawik Deppego. Szczawik Deppego rośnie coraz wyższy. Ucięty przeze mnie okrutnie winobluszcz, zaczął wreszcie puszczać korzonki (niebawem będę sadzić), a w miejscu, w którym odcięłam łodygi wyrosły nowe gałązki :)
  4. To udanych przejażdżek! Jeżdżenie na rowerze jest super :) Ja jeżdżę cały rok i bardzo sobie chwalę.
  5. Podpisuję się pod tymi słowami. I mocno przytulam, bardzo mocno!!!! Trzymaj się. Ucałuj Rulona. W czółko. Coby się nie wydarzyło to na pewno podejmiesz najlepszą do Niego decyzję. Jesteśmy z Wami!
  6. A rower do przyczepki jest? ;) Czy będziesz ciągnąć? ;)
  7. Choba, dzięki za wklejenie tutaj ratlerki. Ja dopiero teraz dotarłam do kompa i powoli wszystko ogarniam... Ale na stronie schroniska mała jest. Wrzucę ją jeszcze na fundacyjną, z telefonem do schronu.
  8. No i co?
  9. Pamiętaj, że Twój ból był związanym z chorymi nerkami, z uciskiem dziecka na nerkę. Hektorowi przydarzyło się coś zupełnie innego, mogło Go zupełnie nic nie boleć. Szybko stracił przytomność, a wcześniej spał. Pewnie nawet się nie zorientował co się dzieje. Hektor miał problemy z sercem, jeśli to był zator albo zawał to nic by nie pomogło. Wiem, że reanimując do końca, lepiej byś się teraz czuła, ale zaufaj osobom, które znają się na temacie. Napisałaś: "mam wielu znajomych weterynarzy i każdy mówi,że nie było szans w tak nagłej sytuacji" Zapamiętaj to, powtarzaj sobie, przestań się obwiniać, oskarżać. Niestety, nie było szans... Nawet gdybyś reanimowała do końca. I też nie mam pewności czy wtedy byś się czuła lepiej. Wtedy pewnie szukałabyś innego błędu w sobie, że może źle reanimowałaś, że może za późno zaczęłaś, że za słabo, że że że... Samooskarżenia w takiej sytuacji to niekończąca się historia. Zawsze sobie coś zarzucimy. Bo przecież, gdybyśmy coś zrobiły lepiej to może by się udało. Tyle, że niestety by się nie udało. I chyba pora zacząć sobie mówić, że tak po prostu się stało. I nie miałaś na to żadnego wpływu. Minie sporo czasu zanim to do Ciebie dotrze, ale powtarzać sobie to warto. "nie weterynarz, nie przewlekła choroba była przyczyna tylko to ,że sie poddałam" - to nieprawda. Po pierwsze - patrz wytłuszczone zdanie powyżej. Po drugie, nie wiesz czy Hektor na coś nie chorował. Miał małe problemy z sercem. Może właśnie one były powodem, a może coś innego Mu dolegało o czym nie wiesz i nawet gdybyś zrobiła badania to byś się nie dowiedziała (bo w końcu rezonansu całego ciała byś nie robiła). I tego się trzymajmy... Dzięki nam nasze psy były szczęśliwe.
  10. Wpadłam na dogo tylko powiedzieć, że jeszcze żyję :P choć niebawem szaleństwo jakie mam w pracy chyba mnie wykończy :( Jak dobrze pójdzie w piątek postaram się ogarnąć wszystkie zaległości i prośby. Proszę o jeszcze chwilę cierpliwości!
  11. Na wątku katowickiego schroniska wolontariuszka napisała, że Leo już w nowym domu :) Szczegółow nie znam.
  12. Super :) To zabiorę przy następnej wizycie (jeszcze nie wiem kiedy).
  13. Znam ten stan, Miałam dokładnie tak samo. W kółko się zadręczałam takimi pytaniami bez odpowiedzi. Wyrzucałam sobie, że gdybym była w lepszej formie fizycznej (a byłam wtedy w kiepskiej), gdybym była mniej zmęczona, to zauważyłabym więcej, zadała jakieś dodatkowe pytania wetowi, które może szybciej by go naprowadziły na to, co Bazylowi dolega. Ktoś w końcu powiedział mi: zrób listę oskarżeń pod własnym adresem, a potem przeanalizuj je po kolei. Ale nie z punktu widzenia tu i teraz, tylko wtedy i tam. Czy będąc wtedy i tam, w takim stanie, mogłam zrobić coś więcej czy nie. I jak zaczniesz się tak temu przyglądać to wyjdzie Ci, że (w większości przypadków) wtedy zrobiłaś wszystko, co mogłaś, więcej nie dałaś rady. Teraz nam się wydaje, że mogłyśmy więcej, mogłyśmy lepiej. Ale przecież gdybyśmy naprawdę (tam i wtedy) mogły to byśmy to zrobiły. Każda z nas kochała swojego psa nad życie i nie olewałysmy Ich. Jeśli czegoś nie zrobiłyśmy to dlatego, że nie było objawów, które by nas zaniepokoiły / życie tak się układało, że nie miałyśmy głowy do innych spraw / byłyśmy zmęczone i nie takie czujne / itp., itd. Można by tu więcej przykładów pewnie podać. Kiedy coś się kończy źle, człowiek zawsze szuka winy w sobie. I z perspektywy czasu wydaje mu się, że mógł coś zrobić, że mógł przewidzieć. Ale to jest błędne myślenie. Bo z perpsektywy dziś, myślimy o wtedy. Oskarżając się, powinnyśmy się przenosić tam i wtedy i oceniać się w tamtych realiach, a nie tu i teraz, wiedząc jak coś się skończyło. Trochę to skomplikowanie opisałam, ale mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Takie rozmawianie ze sobą nie jest łatwe. Bo emocjonalna część nas się buntuje, nie chce zrozumieć, bo czujemy się winne. Ale warto takie rozmowy powtarzać, do upadłego. Bo to naprawdę pomaga i człowiek zaczyna rozumieć, że po prostu czasem tak jest, że się nie udaje. Cholernie to przykre i boli i tego bólu zmniejszyć zbytnio się nie da. Ale przynajmniej przestajemy się katować, że to "przez nas" się nie udało. Bazyl też robił przystanki na spacerach. Sam z siebie. Choć nigdy wcześniej Mu się to nie zdarzało, nawet jak był bardzo zmęczony i źle się czuł. Wyrzucałam sobie, że może w ten sposób dawał znać, że ma dość, że nie daje rady. Że może nie powinnam Go zabierać na dłuższe spacery. Że może powinnam wyprowadzać Go tylko na siku, rundka wokół bloku i już. Ale potem pomyślałam, że On uwielbiał te nasze pod NOSPR wyprawy, tak się cieszył, gdy szliśmy w tamtą stronę, sam tam ciągnął. Ożywiał się, był szcżęśliwy. I może gdybym Go bardziej oszczędzała to żyłby chwilę dłużej, ale za to bez tej radości. A może to oszczędzanie Go i tak by nic nie zmieniło i odszedłby tak samo, a ja zabrałabym mu tą spacerową frajdę. Dbałaś o Hektora najlepiej jak umiałaś. Przed zatorem/zawałem nie uchroniłabyś go, choćbyś nie wiem co zrobiła.
  14. Serce pęka, gdy się czyta Twoje posty :( Widać i czuć jak bardzo kochałaś Hektora... I jak ogromnie cierpisz :( Współczuję i współodczuwam. Niektóre słowa jakbyś z ust moich wyjęła. Przytulam... Dobrze zrobiłaś, że skremowałaś Hektora. Teraz już zawsze i wszędzie będzie z Tobą! I ciągle jest u siebie w domu. Z Wami. Blisko. Też nie wyobrażam sobie, że Bazyl miałby być zakopany, gdzieś daleko ode mnie, sam. Mam Go w domu. I mi z tym lepiej. I też mam wisiorek z prochami Bazylka. Taki mój mały SOS. Zawsze, gdy mi źle, mogę go chwycić i pomyśleć, że Bazylek jest ze mną, nawet bliżej niż wtedy, gdy żył, bo wtedy nie zabierałam Go ze sobą wszędzie. To takie drobne sprawy, ale pomagają. Dobrze, że się na to zdecydowałaś. Niestety choroba psa w niczym nie pomaga. Wcale nie jest łatwiej zrozumieć. Pozornie niby to jasne, że był chory, że musiał odejść, ale tęsknota jest tak samo ogromna i tak samo cholernie boli. I człowiek ma jeszcze więcej pretensji do siebie - bo może można było lepiej go leczyć; może zauważyć, że troszkę gorzej się czuł i coś zrobić; może skonsultować u drugiego, trzeciego weta; może może może... O Bazyla walczyłam 3 dni. Dziś już wiem, że jego odejście było skutkiem choroby serca, która na 99% spowodowała zawał krezki jelita grubego, ale to w żaden sposób nie pomaga. Koszmarne wspomnienia z tej 3-dniowej walki o Niego i tego jak opadał z sił, a jednocześnie starał się pomagać mi w opiece nad Nim, wracają jak bumerang. I męczą okropnie. Bo wciąż towarzyszą im pytania: a może mogłam coś jeszcze zrobić? a może gdybym wtedy w nocy wstała to bym zauważyła szybciej, że coś jest nie tak? Żadna śmierć nie jest "lepsza". Każda boli jak cholera, gdy Ktoś był bliski, tak bliski... Przyjdzie moment, że łatwiej będzie Ci się z tym pogodzić, ale ból pozostanie chyba na zawsze...
  15. Zapytaj. I daj znać. To podrzucę do schronu.
  16. Ale pięknie.... rozmarzyłam się. I słyszę ciszę, patrząc na te zdjęcia. Ciszę przerywaną ptasimi trelami i szumem wiatru. :) Sedruszkiem Reksia się nie martw. Nawet jeśli coś znajdą (oby nie!) to Reksina dostanie leki i będzie sobie dalej spokojnie żył.
  17. Ja mogę przekazać fanty na bazarek - głównie książki, a poza tym 2 Ikeowskie koce, kilka ciuszków, nieco biżuterii.
  18. :( Ktoś na blogu Bazyla napisał mi coś, co ja teraz powtórzę Tobie (bo naprawdę w to wierzę) - wciąż idziecie razem. Hektor jest obok Ciebie, tylko w innym wymiarze. Wiem, że to cholernie trudne do zaakceptowania, bo chciałoby się tą bliską istotę mieć tu, realnie, namacalnie. Ale spróbuj pomyśleć o tym właśnie tak: że Hektorek jest obok. Tylko go nie widzisz. Może to szalone, ale mnie pomagało, i wciąż jeszcze pomaga, mówienie do Bazyla, tak jakby był koło mnie. U nas miski i smycz też wciąż są na swoich miejscach, choć minęło już pół roku... Na początku każde spojrzenie na nie bolało jak cholera (ale usunąć nie potrafiłam, nie chciałam), teraz traktuję je jak stały element otoczenia. Po prostu muszą być i już. Ten okropny ból naprawdę z czasem maleje, choć wiem, że ciężko Ci teraz w to uwierzyć... Trzymaj się.
×
×
  • Create New...