-
Posts
23614 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by maciaszek
-
Melduję się na wątku. Opis zaktualizowany, a Felek powędrował na katowicki wątek.
- 9 replies
-
- 1
-
-
- laciatyfelek
- łaciaty
-
(and 7 more)
Tagged with:
-
AIDA- urocza, energiczna, przyjazna suczka znowu MA DOM!
maciaszek replied to madzia.uje93's topic in Już w nowym domu
Powodzenia Aido :) -
O komendzie dotyczącej sikania też pomyślałam :) i obecnie próbuję sprawić, żeby Melka skojarzyła sikanie ze słowem "siku". Nie wiem czy dobrze robię, ale jak sika to powtarzam to słowo kilkukrotnie. Ale tylko podczas sikania. A potem pochwały i nagroda. Tylko już nie w postaci smakołyka, ale biegania i wariacji (też lubi). Wczoraj na wieczornym spacerze siku było, po 40 minutach. Dzisiaj rano też się udało, tak trochę przez przypadek ;), po 25 minutach. W ogóle mam wrażenie, że ona musi mieć jakąś traumę z załatwianiem się na zewnątrz (albo załatwianiem w ogóle). Albo po prostu nie do końca kontroluje te odruchy (tak jakby bodźce od mózgu, że pora się załatwić, były słabe). Kolejny raz obserwowałam jak robi kupalona. Kiedy już jej się zbiera na robienie to widać jak próbuje się powstrzymać.A kiedy już nie może wytrzymać to nie ustawia się i - jak każdy inny pies - po prostu robi, tylko kręci się, robi na raty, próbuje przerwać robienie, ogląda się za siebie, jest speszona. Może ktoś ją karcił za załatwianie się i teraz się boi? A może kiedyś coś złego jej się przytrafiło podczas załatwiania potrzeb? Tego nie wiemy i się nie dowiemy. Ale chwalimy za każdym razem, niech zacznie kojarzyć, że to nic złego. Jeśli chodzi o zabieranie Meli do pracy, to myślę, że nie powinnam mieć z tym problemów ze strony przełożonych, ale nie wiem czy nie będzie problemów ze strony Melki. Nowe miejsce, nowi ludzie, sporo się dzieje. Nie wiem czy to nie będzie dla niej za duży stres. Poza tym czasami będę musiała ją zostawić samą i muszę mieć 100% pewności, że nie będzie wtedy hałasować. No i jeszcze jedna kwestia. Nie chcę jej zabierać do pracy zawsze, bo raz, że nie zawsze będę mogła, a dwa, że musi też umieć zostawać sama w domu. Na razie próbujemy ją tego nauczyć. Dziś też zostanie na chwilkę sama. Jeśli chodzi o spacery z innymi psami, to próbujemy znaleźć w okolicy jakiegoś dobrze zsocjalizowanego, najlepiej suczkę. Jutro wraca z urlopu znajoma, ze zrównoważoną labradorką, umówimy się na spacer :) Jak na razie spotykamy same rozwariowane psiaki, które skaczą po Meli (a ona tego nie lubi) albo właścicieli, którzy nie mają czasu i pędzą ze swoimi czworonogami na krótkie przebieżki lub takich, którzy jak nas widzą to zmieniają kierunek. Chociaż widać, że Melka przyjaźnie nastawiona. W ogóle jakoś mało psów w naszej okolicy albo ciągle się mijamy... Soboz, wstrzymaj się na razie z przywożeniem budy. Zabudowałam jej legowisko pod biurkiem i dobrze się to sprawdza. Bezpiecznie się tam czuje. Myślę, że nie powinnam jej teraz nic zmieniać w tym temacie. W ogóle sądzę, że jak najmniej zmian. Że to dobra droga przy Melce.
-
Witaj Harley'u :) Keakea, opowiedz historię Harley'a. Skąd do Ciebie trafił, jaki jest. A może Harley też potrafi pisać? ;)
-
Opis zaktualizowany.
- 57 replies
-
- do adopcji
- schronisko
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
Ja sobie chwalę maść propolisową. Ładnie goi rany i działa odkażająco.
-
Roxi i Dolar, dwa kłębki strachu szukają domku.
maciaszek replied to BlauPanda's topic in Już w nowym domu
Melduję się na wątku. Oba psiaki powędrowały na stronę Fundacji i na katowicki wątek. Mają też nowe opisy na stronie schroniska, a Dolar nowe zdjęcie (ale wybrałam jednak inne, takie na którym lepiej widać jego mordkę). -
Kciuki zaciśnięte!
-
Fantastyczne wieści :) Jeszcze tylko domek by się przydał...
-
Jak to się mówi: nie chwal dnia przed zachodem słońca... Przed środkowym spacerem odkryłam siki w przedpokoju (pokój, w którym jest druga sikalnia był zamknięty). Zimne, więc musiała nasiurać dużo wcześniej. Nie wiem kiedy. Praktycznie cały czas miałam ją na oku. Jedyna chwila to jak zmywałam naczynia po śniadaniu, czyli niedługo po naszym porannym spacerze. Ech... Na środkowym spacerze sikania zero. Za to pies 3 kroki za mną albo obok mnie i cały czas wpatrzony w moje ręce, czy coś dostanie. Odpuściła po 10 minutach. Trzeba będzie coś innego wymyślić w nagrodę za sikanie ;) Została dziś sama na 4 godziny, Podrapała kilka razy w drzwi od pokoju i koniec. Jak wróciłam spała pod biurkiem. Radości nie było końca :) Ale potem bała się wchodzić do pokoju, bo pewnie myślała, że ją znowu zamknę :(. Przekonała się dopiero jak zobaczyła, że sama w nim stabilnie siedzę. Hmmm... mam nadzieję, że nie będzie miała tu jakiejś traumy, jak tak przyjdzie jej zostawać samej przez większość dni w miesiącu. Tak się cieszyła, że jestem, że co chwilę do mnie przybiegała i wskakiwała na łóżko obok mnie. Potem biegła napić się wody i znowu wracała do mnie. Za trzecim skokiem dopiero co wypita woda ulała się sierocie, prosto na mnie :D Dość zdziwiona była i speszona ;)
-
Biedny Miętus :( Trzymam kciuki! ---------------------- Na wczorajszym środkowym spacerze siku było. Po jakichś 20 minutach spacerowania. Na wieczornym też, nieco szybciej. Rano uparcie nie sika. Nic. W ogóle przez pierwsze pół dnia jakby psa nie było, ma śpiączkę. Zjada śniadanie, po spacerze, i idzie spać. Wycwaniła się. Po sikaniu dostawała nagrodę i teraz cały spacer łazi i gapi mi się na ręce. Zaczyna być bardziej zainteresowana tym niż samym spacerowaniem. Mam nadzieję, że w końcu zaskoczy, że nagroda jest za siku ;)
-
Wieczorem powtórka z rozrywki. W sumie 4 spacery, półtorej godziny kursowania tam i z powrotem. Za czwartym razem, na tym samym trawniku co poprzednio, wysikała się. Pochwały i nagroda. :) Ale jakoś opornie to idzie. Dziś sikanie jej nie interesuje. Ani na zewnątrz, ani w domu. Minęło ponad 14 godzin od ostatniego siku. Pies śpi. A pęcherz ma na pewno pełny, bo sporo wypiła i wczoraj wieczorem i dziś rano. Chciałam ją zostawić, w ramach ćwiczeń, samą, ale boję się, że jak się zestresuje to naleje w domu, a to byłby krok do tyłu. Więc siedzimy razem. Może na środkowym spacerze jakieś siku będzie? Trochę się boję, że jak to tak powoli będzie szlo do przodu to może być problem jak wrócę do pracy (w następnym tygodniu). Bo jak tu ją przed pracą wysikiwać? Nie wiadomo ile będzie to trwało. Może 3 spacery i godzina, a może 10 wyjść i 3 godziny...
-
Uwaga! Uwaga! Attention! Attention! Achtung! Achtung! Wnimanie! Wnimanie! Pierwsze siki za płoty Uprasza się o kciuków trzymanie, ażeby i następne na zewnątrz były... Ponieważ Mela nie sikała od wczorajszego wieczora, nie wysikała się również rano, to zawzięliśmy się dziś z TZtem i postanowiliśmy ją wyprowadzać (gdy tylko zacznie się kręcić i zbierać do lania w domu), co chwilę. I tak też się stało. Mela do swojej sikalni, my ją na dwór. Najpierw ja zrobiłam kilka rund, bez skutku. Wracała do domu, kręciła się. A kiedy szła do sikalni to ja ją znów na zewnątrz. Podałam jej też ten lek "kopacz zwieracza" i wzięłam ją na dłuższy spacer, ok. 50 minut. Wariowała, cieszyła się, zaczepiała ludzi, szczęśliwy pies, ale siku nie było. Wróciłam do domu, zaczęła się czaić na sikanie, więc znów ją na zewnątrz. Potem przejął ją TZ i nastąpił sukces :) Nie od razu pod blokiem, dopiero kawałek dalej. I jakby tak mimochodem. Ale udało się :) Były pochwały, było wspólne galopowanie, był pasztet zjadany aż uszy się trzęsły. Jak wrócili to od razu wiedziałam, że się udało :) TZ z uśmiechem od ucha do ucha, a Mela radosna niesamowicie. Nie wiem co zadziałało. Nie pozwolenie jej na sikanie w domu i to, że w końcu nie wytrzymała i wysikała się na zewnątrz. To że, wyszedł z nią tylko TZ (może miała pana? Może w towarzystwie TZta czuje się bezpieczniej i pewniej?). To, że wyszła w obroży (może nie umie sikać w szelkach, choć to raczej odpada, bo w domu lała w szelkach). To, że zwiększona dawka leku wyluzowującego zadziałała. Czy jeszcze coś innego. Ale grunt, że jest pierwszy sukces :)! Nie napalam się, że już teraz zawsze będzie sikać na zewnątrz. Może trzeba będzie powtórzyć całą procedurę z kilka razy (choć nie wiem jak zrobię to sama - całość trwała z 3 godziny i w tym czasie, jak się jest samemu, to nie sposób nic zrobić - ani skorzystać z łazienki, ani zjeść, nic). Ale najważniejsze, że jest duży krok do przodu Uffff!
-
Reks już w hotelu! Szukamy wyjątkowego domu dla wyjątkowego psa.
maciaszek replied to ewes's topic in Już w nowym domu
Wieści naprawdę pozytywne :) Nic tylko się cieszyć. A może on do nieuciekania potrzebuje obecności innych psów?! -
To je się domyślam :) I cieszę się, na razie po cichutku, nieoficjalnie - skoro nie wiemy ;)
-
No to super :) Fajnie, że będziecie blisko siebie! No i że Ozzulek będzie miał o 2 piętra mniej do pokonywania. Ty też :)!
- 78403 replies
-
Sika raczej potajemnie. To znaczy wybiera moment, gdy znikniemy z pola widzenia. Ale miejsca nie są "utajnione" ;). Wczoraj po wieczornym spacerze wyczekała moment aż ja wejdę do kuchni a TZ do łazienki i wtedy zrobiła siku. Dzisiaj na razie nalała tylko raz, rano. I też w chwili w której weszłam do kuchni (nie mogę przecież cały czas za nią łazić ;) ). Nabrałam jej siuśków do strzykawki i w kilku miejscach na trasie spacerowej "nasikałam". Ale to chyba nic nie da, bo tego typu zapachami ona w ogóle nie jest zainteresowana. Jeśli już jakieś wydzieliny obwąchuje to kupalony. Po południu zostawiłam ją 2 razy samą, w pokoju, z włączonym radiem. Za pierwszym razem na krótko, 3 minuty. Pisnęła 2 razy, skoczyła na drzwi, podrapała je 2 razy i koniec. Za drugim razem było troszkę gorzej, ale nieźle. Popiszczała dłużej i głośniej, poskakała też trochę po drzwiach. Ale w sumie dość szybko ucichło. Jak wróciłam po 30 minutach była cisza. Ale była zestresowana, nie chciała nawet w nagrodę ukochanego kurczaka. Jak wychodzę nie żegnam się, nie głaszczę, mówię tylko "ja wrócę" i koniec. Jak wracam, głaszczę i klepię (ale bez jakiejś przesady i ekscytacji), daję nagrodę, mówię "dobry pies". Nie wiem czy tak to u niej zadziała, ale może skojarzy, że warto czekać w ciszy, bo potem jest miło? Na koniec ogromne podziękowania dla soboz, która bardzo mi pomaga poza dogo! Muszę przetrawić wszystkie rady i coś na pewno będziemy działać. Sznur do wieszania się wywaliłam, bo jest światełko w tunelu ;)
-
Keakea, co u Ciebie? Jak się trzymasz?
-
Nie powiesiłam się ;) Wczoraj wieczorem spacer. Kupalon zrobiony, siku oczywiście nie. Natomiast 5 minut po powrocie... oczywiście tak. Niestety na wykładzinę w pokoju. Wykładzina wyprana, potraktowana octem i jeszcze perfumami, żeby zapach był dla Melki zniechęcający :P Z dwojga złego niech już lepiej sika na linoleum w przedpokoju, łatwiej sprzątać. W każdym razie mamy najbardziej pachnącą wykładzinę na świecie ;) Noc przespana elegancko, na porannym spacerze tradycyjnie nic. 10 minut później siku w domu, w przedpokoju, bo pokój na wszelki wypadek zamknęłam. Rozrzucenie na trasie spacerowej nasączonego moczem papieru nic nie dało. W ogóle nie była zainteresowana. Przechodziła nad nim albo po nim jak gdyby nigdy nic ;). Jedzenie oprotestowuje. Przez ostatnie 3 dni zjadła 1/4 tego, co powinna, zaczyna chudnąć :( Do tego chyba ma uczulenie na kurczaka. Dostaje suchą karmę z kurczakiem, jadła też gotowanego kurczaka, a teraz dostaje go jako smaczki. Zaczęła się drapać. I coraz częściej się drapie. W lecznicy jadła puszki z dziczyzną i Ariona z jagnięciną. Jak przyjechała do nas to się nie drapała. dlatego sądzę, że chodzi o kurczaka. A raczej o kurczaka w większych ilościach, bo nieco kurczaka w tym Arionie jest, ale widocznie gdy kury niedużo to nic się nie dzieje. Trzeba szukać karmy. Tylko żeby jeszcze chciała jeść... No i muszę wymyślić coś na smaczki. Tyle, że ona nic innego niż gotowany kurczak nie chce, hmmmm. No, jeszcze pasztet, ale jak go podawać? Na palec i niech zlizuje? :D Spróbowałam ją dziś zostawić samą, ale ograniczając jej przestrzeń. Zostawiłam ją zamkniętą w pokoju, z włączonym radiem. Za pierwszym razem pokręciłam się po domu, potem wróciłam, pogłaskałam, dałam nagrodę. Za drugim wyszłam z domu (na 2 minuty), po powrocie to samo. Była chwilka piszczenia, ale bez dramatu. Za trzecim razem tak samo. Po południu muszę wyjść na jakieś 30 minut, Zobaczymy co będzie wtedy. I czy nie wpadnie na pomysł nasikania... Ale jest jakaś nadzieja! Myślę, że ona jest po prostu bardzo niepewna i zestresowana. Dlatego ograniczenie przestrzeni pomogło :). Zastanawiam się na klatką kenelową. Na razie obudowałam jej legowisko Bazylka (to pod biurkiem), żeby jej się coś na kształt budy zrobiło. Dzięki pomocy soboz (duża buźka!) mam też rady behawiorysty, który twierdzi, że to sikanie w domu jest ewidentnie na tle psychicznym. Rada? Spacery co pół godziny, żeby zaskoczyła i melisa na uspokojenie. Mam tylko wątpliwości czy w wypadku Meli takie wychodzenie co chwilę to dobry pomysł. Ona sporo śpi, izoluje się i takie wyrywanie jej co chwilę - takie mam wrażenie - zaczęłoby ją tylko stresować. Zwłaszcza, że to nie mają być spacery i zwiedzanie okolicy a krótkie wyjścia. Mam takie poczucie, że jej bardziej potrzeba stabilizacji i spokoju. Ale pewna na 100% nie jestem. Soboz znalazła jeszcze coś takiego: i myślę, że to może być problem Meli. Bo ona zachowuje się jak pies uległy i widać, że była ostro karcona. Jak przechodzi się koło niej to macha ogonkiem, ale tak delikatnie, tak nie zachęcająco do kontaktu, tylko tak "przepraszam, że jestem". Cholera wie co ona tam w swoim życiu przeszła... Melka spacerowa pozdrawia :)