sugarr
Members-
Posts
2690 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by sugarr
-
[B]Czy ktoś może na sobotnie poszukiwania Kreci wydrukować/pokserować plakaty w większej ilości? [/B] Albo chociaż niewiele, żeby można było pokazać zdjęcie przechodniom. W samej okolicy Swojskiej(?)/Chałupnika jest ich sporo rozwieszonych, ale jak się zajmiemy trochę większym terenem, to by się przydały. Umówiliśmy się wstępnie, że odbiorę je w KTOZie, ale niestety okazało się, że plakatów nie ma, bo Asior nie dostała wzoru.
-
[quote name='Avaloth']Dajcie proszę znać jak wrócicie, bo jeśli Wam się nie uda to ja koło 16 mogę być w okolicach. Zapraszam do Borowika, półłysego staruszka ze schroniska: [url]http://www.dogomania.pl/threads/217114-BOROWIK-stary-nie-znaczy-gorszy!-Kochany-kud%C5%82acz-szuka-domu[/url][/QUOTE] Niestety, szukaliśmy w trójkę jakieś dwie godzinki, ale bez powodzenia :( Przy samych kortach i boiskach nikt z pracowników, którzy są tam większość dnia suni nie widział. Był tam też w krzakach namiot, gdzie grupka ludzi robiła sobie grilla. Siedzieli przy piwku z psem i mówili, że oni tam siedzą cały czas, ale suni w ogóle nie widzieli. salibinka zostawiła im swój numer, obiecaliśmy flaszeczkę, byli bardzo sympatyczni i sądzę, że jeżeli pies bywa faktycznie tam przy samych kortach, to oni na pewno dadzą znać. Nie wiem czy jest sens, żebyś jechała sama tam teraz, umówiliśmy się wstępnie we trójkę [B]na sobotę na 6 rano apod kortami[/B], to jest charakterystyczny punkt zaraz przy wjeździe w ul. Chałupnika (od Meissnera), przyda się większa grupa, żeby porządnie przeczesać teren, najlepiej chociaż dwójkami, żeby w razie czego móc od razu łapać. [quote name='natalek']wtatara, właśnie gdzieś mi przepadł Twój numer, a już musiałam wychodzić do szkoły, ale już zapisałam sobie w telefonie, jeśli ktokolwiek do mnie zadzwoni, że ją widział, od razu Cię powiadomię. Salibinko, Anashar- bardzo dziękuję!!! ja postaram się podjechać jej poszukać w piątek koło 15, niestety zupełnie nie znam tamtych terenów, nie mam zielonego pojęcia nawet gdzie są korty tenisowe, wiem tylko tyle, że mam wysiąść na przystanku "Pilotów" więc jakby ktoś mógł w piątek, to bym się dołączyła do poszukiwań Kreci, bo sama, nie znając totalnie okolicy niewiele zdziałam. :( choć mam nadzieję, że maleńka się znajdzie do tej pory. :([/QUOTE] To jest spory teren pełen miejsc do ukrycia, w godzinach szczytu, jak kręci się pełno ludzi, w jedną czy dwie osoby nie ma sensu raczej szukać. Jakbyś dała radę przyjść w sobotę o 6, byłoby super. Żeby dojść akurat pod te korty najlepiej wysiąść na Meissnera, bo przystanek jest zaraz koło Chałupnika, a jak nie to na Rondzie Młyńskim, Pilotów jest trochę wcześniej i większy kawałek na nogach.
-
[quote name='natalek']UWAGA!!! Krecia była widziana dosłownie przed chwilą koło kortów tenisowych niedaleko ul. Chałupników, zadzwoniła do mnie bardzo miła, starsza pani, próbowała łapać Krecię, ale uciekała, ma obrożę- WSZYSTKO SIĘ ZGADZA!!! Błagam, jakby ktoś mógł tam podjęchać, to była bym BARDZO wdzięczna, ja niestety zaraz wychodzę do szkoły i nie mogę. :( :([/QUOTE] To jest ulica Chałupnika, przecznica od Meissnera. Do 40 minut postaram się tam podjechać z jakimś jedzeniem i smyczką. Może akurat się uda...
-
[quote name='everyin20']Zgadzam się z tym, że trzeba być konsekwentnym i przede wszystkim stanowczym, ale jeśli uważasz, że owczarek niemiecki to rasa najchętniej współpracująca to jestes w błędzie. Zachęcam do obejrzenia treningów obedience bądź szkolenia border collie albo nawet pudli. [B]Owczarki z linii użytkowej są wspaniałe, chętnie współpracują z przewodnikiem[/B], te z linii eksterierowej mają już nieco inny temperament. Tak czy owak, owczarek owczarkowi nie równy. Jeśli pies jest spokojny, skoncentrowany na przewodniku i chętny do współpracy to owszem, nie ma powodu do użycia korekty. Natomiast jeśli młody ON ma ważniejsze sprawy w chwili kiedy powinien się skupić trzeba mu pokazać, że jest czas na nauke i na zabawe. Piszesz, że metody siłowe sprawdzają się przy straszych, dorosłych psach, które są agresywne i nieposłuszne. Rzecz w tym, że nie uwzględniłeś/-aś tego, że ta agresja i nieposłuszeństwo się z nieba nie wzięło. Psa trzeba wychowywać od małego żeby uniknąć nieporządanych zachowań w przyszłosci. Aha i jeszcze jedno, pisałam już o tym, ale korekty siłowe w przypadku mojego psa były wykonywane pod okiem szkoleniowca, który sam to zalecił obserwując charakter psa. Prawda jest taka, że od tamtej pory pies jest skoncentrowany na pracy a za wykonywanie komend odpowiednio nagradzany. Także proszę Cie, nie rób ze mnie potwora znęcającego się nad 7 miesięcznym owczarkiem.[/QUOTE] A ja tylko wtrącę odnośnie tej wypowiedzi... Żeby ktoś czasem nie odnosił mylnego wrażenia, że jak użytek to patrzy w człowieka i tylko się prosi o współpracę. Oczywiście -zgadzam się z tym, że użytki są wspaniałymi psami do pracy, ale instynkty są u nich często tak silne, że to właśnie one sprawiają bardzo dużo problemów. Takie psy są chyba zawsze bardzo przemyślaną decyzją, odpowiedzialnego właściciela (w końcu prawdziwego ONka użytkowego nie można sobie od tak kupić, gdziekolwiek w przeciwieństwie do eksteriera) a jednak bywa i tak, że przerastają właściciela i już od małego pojawiają się kłopoty. Polecam przeczytanie wątku Onka Viggo, żeby to nie było tylko takie puste stwierzenie: [url]http://www.owczarek.pl/forum/forum_posts.asp?TID=15112&PN=2&title=v-i-f-viggo-ma-dwa-lata[/url] Bardzo ciekawy wątek, dużo wypowiedzi Pani Zofii Mrzewińskiej, dużo można z niego wynieść już po pierwszych kilku stronach. Viggo - decyzja bardzo przemyślana, pies wymarzony, a jednak praca z nim nie okazała się taka łatwa i przyjemna. Nie, nie. Piesek miał chyba dwa miesiace - niby jeszcze słodka klucha (chociaż moim zdaniem od małego mu poważnie "patrzyło z oczu") - a jednak pojawił się problem, który właściciel ocenił jako agresję. Zaznaczę tylko, że to pojawiło się "chwilę" po tym jak pies trafił do nowego domu z hodowli, nie było za dużo czasu na popełnienie błędów. Pies był trudny, bo był użytkowy, z silnymi popędami, pewny siebie, nawet po zdjęciach było widać, że piesek nigdy nie ulega i nie traci pewności, to nie był ten typ, który kładzie się na pleckach przy każdej okazji.
-
Orientujecie się, czy Rogzy wszędzie będą raczej w tej samej cenie, czy może są jakieś sklepy w których bardziej się opłaca? Męczy mnie komplecik już od dawna i ciągle się nie mogę zdecydować przez te ceny...
-
Obama, ktoś tu chyba faktycznie histeryzuje, ale z tego co czytam wątek, to nikt inny, tylko Ty :) Nikt tu nikogo nie zwyzywał od takich czy innych (jak to żalisz się w swojej galerii - weszłam pooglądać bullika, nie szukać zaczepki) nikt tu nie wszczyna kłótni, poza Tobą. Ja osobiście nie jestem tu po żadnej stronie, uznaję zarówno nagradzanie jak i fizyczne korekty kiedy ich trzeba, ale akurat takie coś jak podkładanie fafli uważam za metodę lekko przestarzałą, na równej pozycji z "trzepnięciem psa gazetą", bo to przecież nie bicie no i pies nie kojarzy kary z nami tylko z gazetą... Nie ma w tej metodzie raczej dużego ryzyka dla przyszłej pracy z psem, ale jest dla mnie śmieszna. Jedna i druga. A to, że zadziała w iluś przypadkach wcale nie zmienia mojego zdania. Czy jacyś eksperci, najlepsi szkoleniowcy polecają takie metody? W którejś z "biblii" każdego posiadacza psa można o tym przeczytać? Nie. Bo to, że nie szkodzi, a może nawet niekiedy pomoże, nie znaczy że jest warte polecenia. Natomiast taka moja wypowiedz odnośnie tych metod wcale nie ma na celu obrażać jednocześnie kogokolwiek kto ją stosuje. Przyznam sama, że pierwszego psa psikałam po nosie wodą przy jakimś kłopotliwym zachowaniu (nie pamiętam jakim) i pomogło. Teraz już wiem lepiej i nie będę więcej potrzebowała mieć w pokoju ciągle butelki ze spryskiwaczem. Tak czy inaczej chciałam tylko napisać, skoro Ty innych pouczasz o pokorze, ogładzie, to ja radzę trochę spokojniej i uprzejmiej prowadzić dyskusję, bo dlatego właśnie to forum tak a nie inaczej wygląda. Wiem doskonale jaka denerwująca jest pewna odmiana "klikerowców" i tym podobnych, którzy za sadyzm uznają wszystko co nie jest klikaniem i smaczkami, ale nie można się takich użytkowników we wszystkich doszukiwać, w tym przypadku nikt Ci tu nic nie zarzuca, a Ty się strasznie unosisz (a posty w galerii to potwierdzają).
-
[quote name='Sybel']Nie rozumiem ludzi, których jedynym argumentem wobec słabszych od siebie jest sprawianie im dyskomfortu lub wręcz bólu. Czy naprawdę jedynym argumentem istoty "wyższej" musi być przemoc? Tak, to jest forma przemocy. Jak dzieciak ciućka Twój szalik, to też pakujesz mu paluch do pyska i trzymasz? Na forum setki razy było powtarzane, że MOŻNA i NALEŻY wychować psa od małego, że warto nie nadużywać (a nawet w miarę możliwości w ogóle nie stosować) siły. Orti, faktycznie, w ciągu 27 lat wychowałam tylko 6 własnych psów i ileś tam tymczasowych. Nie mam zupełnie pojęcia, o czym mówię :) A Ty? Zaznaczam, nie każdy hodowca zasługuje na zaufanie. Mamy na forum opisany przypadek hodowcy dogów stosującego na co dzień paralizator i środki uspokajające, bo jego stado ma go w d..., ale facet twierdzi, ze na psach się zna i pewnie daje złote rady nabywcom szczeniąt. Hodowca owczarków niemieckich z Łodzi (Szczycił się między innymi szkoleniem psów policyjnych) na swojej stronie do niedawna radził, by od czasu do czasu porządnie psu przylać (i tym podobne). Także ja nie wiem, czy lepiej słuchać hodowcy, czy zdrowego rozsądku... Przy okazji - weterynarz też NIE JEST behawiorystą, zna się na psim zdrowiu, nie koniecznie na wychowaniu.[/QUOTE] [quote name='Martens']No cóż, mój staffik był szatanem jeśli chodzi o gryzienie, bo i mocno gryzł, i był potwornie uparty i żywiołowy, potrafił po kilkadziesiąt razy zaczynać od nowa. I wow, nauczył się gryźć lekko i wyciszać na polecenie dzięki wyraźnemu pokazywaniu mu, że jak przesadzi, to będzie po zabawie, zabawki schowane, ja tyłem do niego, albo w ogóle zostanie zesłany na 5 min medytacji do łazienki. Nigdy nie był uderzony, nie miał wciskanych fafli na zęby, dziuganej palcami nasady języka ani deptanych tylnych łap, czy stosowanych innych "złotych metod" hodowców - a był pod tym względem najbardziej niemożliwy ze wszystkich szczeniąt jakie miałam, moich i tymczasowych. Wystarczyło podejść tak - gryziesz? to kończy się to co w tym momencie najfajniejsze; 100% zdecydowania, szybka reakcja, a nie dopiero jak już pies mocno wkurzy - i załapał raz dwa. Jeśli ktoś wychowuje dorosłego zmanierowanego psa to ja rozumiem, że czasem potrzebny jest przymus bezpośredni - ale używanie do wychowania szczeniaka w takim wieku takich metod to po prostu żenada wychowawcza i dla mnie świadczy o totalnej nieudolności w pracy z psem. Jak już przy 8-tygodniowym szczeniaku trzeba stosować takie brutalne metody to strach myśleć, co będzie dalej...[/QUOTE] :klacz::klacz: Podpisuję się, mam nadzieję, że właścicielka jednak mądrze wybierze jak postąpić. Można psu deptać po łapach, bić gazetą, psikać wodą, podkładać fafle... A można po prostu... ruszyć głową :) Już nie wspomnę o kierowaniu się z problemem najpierw do książek i specjalistów, a potem na forum. Oczywiście nie chcę tu nikogo, kto stosował np metodę z palcem na języku od razu wrzucić do worka z "zaboboniarzami", bo rozumiem, że to faktycznie przy jednym, pięciu, czy dwudziestu psach mogło pomóc, ale trzeba pamiętać o tym, że znajdziemy ogromną ilość właścicieli, którzy w ogóle psa nie szkolili, a mają grzecznego psiaczka, który bez smyczki idzie zawsze przy nodze i tak dalej, ale to przecież nie oznacza, że psów ogółem szkolić nie trzeba.
-
[quote name='Falkaa']Mały, a jednak wielki przełom! Dziś Saba pojechała na cały dzień do siostry, byłam w domu z Nerem SAMA. czekałam godzine, pierwsza, druga, trzecia.. lezal, spał, chodził po domu, kiedy go głaskałam nie zwracał uwagi więc zrezygnowałam i poszlam do pokoju ogladac TV. po około 4 godzinach ku mojemu zaskoczeniu, Nero przyszedł do pokoju z zabawką w pysku. wskoczył na kanapę (w moich nogach) położył się i żuł maskotkę. Strasznie mnie to zaskoczyło. Zabrałam mu ją, podrażniłam sie z nim i wyszłam na zewnatrz i rzucałam - on posłusznie przynosił. usiadłam na trawie, on do mnie przyszedł, kladł sie na mnie, gryzł delikatnie po rękach, przynosił zabawkę, za szczescia az mi lzy stanely w oczach.. nie miałam tego uczucia przez blisko dwa miesiace. dokazywalismy dobre dwie godziny, wrocilam do domu, dałam mu jesc, i znowu leglismy na dywanie przed telwizorem i bawiliśmy się.. teraz młody śpi. To wszystko dopiero po zniknięciu Saby, i przeczekaniu wielu godzin.. Ale jednak :) sa jakieś postępy.. Niewiem jak bedzie kiedy jutro rano wróci Saba.. Nie chcę psuć entuzjazmu, ale niestety to nie jest żaden postęp. To nie ma być tak, że chcesz żeby piesek Cię kochał zatem sam przychodził. W tym momencie tak sprawa wyglądać nie będzie. To, że go pogłaskałaś, a on nie zwracał uwagi, nie powinno cię zniechęcić i zakończyć się olaniem psa i pójściem przed telewizor, tylko powinno skłonić do myślenia. Pies widocznie w obecnym etapie życia (albo w ogóle takim jest typem) nie interesuje się ludzkimi pieszczotami. Musisz znaleźć coś - co ty będziesz miała, a czego on będzie chciał (krótko mówiąc), bo inaczej Saba wróci i będzie tak samo. Maltretowanie jej pozwala mu się wyładować, co jest dla niej jak sama mówisz mocno niekomfortowe i Twoim zadaniem jest znalezienie mu alternatywy. Musisz bardzo dużo poczytać na temat motywacji i nakręcania na coś psa, a dla dobra suki - tak jak ktoś już napisał, przydałoby się też postawić mu trochę granic i stanowczo oduczyć zamęczania Saba, jeżeli faktycznie zabawy są dla niej męczące i wymagają Twojej interwencji. Widzisz, ale coś zrobiłaś bardzo słusznie, nie wiem czy świadomie i dało nawet bardzo dobry efekt - zabrałaś mu zabawkę. Moim zdaniem powinnaś zabrać psu wszystkie zabawki. Musi się nauczyć, że zabawki pojawiają się tylko w parze z Tobą. Będą bardziej cenne a i zabawa nimi z Tobą stanie się bardziej interesująca. Z czasem oczywiście możesz wybrać zabawkę, która jest najcenniejsza i na którą najchętniej będzie pracował i tylko ją mu zabierać, zobaczysz że reszta będzie smętnie zalegać podłogi w domu, a interesująca stanie się tylko ta jedyna, którą tylko z Tobą może się bawić. Moja suczka, jak trafiła do mnie nie potrafiła się bawić w ogóle niczym - dzisiaj jak widzi piłeczkę, to zrobi dosłownie wszystko, a jak na spacerze zbliżamy się do "terenów piłeczkowych" to zanim ja zdążę piłkę wyjąć ona już idzie przy nodze i patrzy się we mnie. Druga sprawa - pokarm. Jeżeli psa interesuje jedzenie, to spróbuj nie dawać mu jedzenia normalnie do miski, tylko skarmiać dzienną porcję w postaci nagród, jeżeli będzie miał Cię gdzieś nawet przez kilka dni - pogłoduje, ale szybko sobie o jedzonku przypomni i będziesz już miała na niego haka, co trzeba szybko wykorzystać i głodnego psa smakami wyuczyć pozostawania na siad czy waruj obok saby, przychodzenia na zawołanie, skupiania uwagi. Nie sugeruj się też tym, że "jak był mały to umiał". Wielu właścicieli puszcza ze smyczy swoje dwu, trzy, czteromiesięczne kluchy i wychwala je za posłuszeństwo, myśli że same z siebie potrafią przychodzić na zawołanie i chodzić koło nogi. Niestety. Pies w wieku, że tak powiem "niemowlęcym" nie ma jeszcze odwagi uciekać, wraca do tego co zna i co uważa za bezpieczne - właściciela, niektóre maluchy przez cały spacer idą przyklejone do właściciela, bo boją się same oddalać przez dłuższy czas. Ale pies trochę jak człowiek, wchodzi w pewnym momencie w taki okres "buntu", dawno już nie miałam do czynienia ze szczeniakiem, ale było to chyba jakieś 6-10 m-cy. Wtedy robi się bardzo odważny, jest ciekawy wszystkiego i wtedy zaczynają się typowe problemy jak "nagle ogłuchł na moje komendy", "ucieka", "obszczekuje" itd, itp. Mówię to z własnego doświadczenia i obserwacji chociażby na dogomanii, ale jak zaczniesz się wczytywać w najróżniejsze źródła wiedzy o wychowaniu psa, to spotkasz się z tym niejednokrotnie, tylko może trochę bardziej wyszukanym językiem. Rozpisałam się, mam nadzieję, że coś pomogę, ale to i tak tylko "streszczenie". Jak zawsze, polecam poczytać Zofię Mrzewińską i jej blog na owczarku. http://www.owczarek.pl/zofia/ Pierwszy rok współpracy szczenięcia z właścicielką - ekspertem - ogromne kompendium wiedzy bardzo przystępnie napisane, pełne codziennych sytuacji.
-
Mordowanie zwierzat w majestacie prawa - czy to mozliwe?
sugarr replied to chwiladlapupila's topic in Prawo
Dziękuję za linki! Mam pytanie do lepiej obeznanych z prawem w praktyce... Czy taka oto treść Art. 10a: "2. Zabrania się rozmnażania psów i kotów w celach handlowych. (...) 6. Zakaz, o którym mowa w ust. 2, nie dotyczy hodowli zwierząt zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów" Oznacza, że faktycznie pierwszego lepszego pseudohodowcę z gumtree czy allegro będzie można zgłosić jako łamiącego prawo i liczyć na to, iż rzeczywiście pojawią się konsekwencje sprzedawania piesków za 100zł? Zakładając oczywiście, że nie powstanie za chwilę jakaś organizacja "hodowców domowych/hodowców amatorów" -
Ok, super :) Odezwę się w takim razie w listopadzie
-
Taks, czy masz może jeszcze taką taką taśmę różową w białe kropki? Była też chyba "z tego rodzaju" błękitna w białe. Właśnie znalazłam smyczkę, którą kiedyś kupiłam chyba na bazarku, taką właśnie kropkowaną. Pamiętam, że kupowałam w komplecie z zaciskową obrożą, ale ta niestety przepadła, jak kamień w wodę, a że od zakupu (dawno temu) miałam dwie przeprowadzki, to obawiam się, że przepadła, bardzo by mi zależało na takiej obróżce do kompletu, jeżeli oczywiście po tak długim czasie dalej masz dostęp do takich taśm.
-
Ja jutro na taką daleką wyprawę niestety też nie mam czasu (mieszkam daleko, a dojeżdżam MPK niestety), myślałam bardziej o AWFie, bo to bardziej moje rejony, albo może Błoniach ewentualnie, które jakoś omijam, ale zatęskniłam :) Ale skoro tam są takie fajne tereny, to można by zaplanować jakieś większe spotkanie, np w przyszły weekend? Jak zaczniemy zbierać chętnych tydzień wcześniej, to może nas się więcej zbierze :) Tylko najlepiej byłoby, gdyby zrobić zbiórkę koło najbliższego przystanku, bo nie wiem czy sama trafiłabym tam z Kurdwanowa
-
Mordowanie zwierzat w majestacie prawa - czy to mozliwe?
sugarr replied to chwiladlapupila's topic in Prawo
Z jakiego źródła cytujecie ustawę? Chciałabym się zapoznać z tą, która koniec końców wejdzie niebawem w życie i nie wiem gdzie szukać. -
Czy ktoś wie gdzie można zapoznać się z tą najnowszą wersją ustawy w całości?
-
Ja też chętnie pójdę, zwłaszcza w weekend, ale mam trochę więcej czasu ostatnio więc pon-pt też wchodzi w grę. A co tam z pogodą! Teraz już będzie częściej zimno i brzydko niż "spacerowo", jak się ciepło ubierzemy (my i mniejsze, marznące czworonogi) to można spokojnie pospacerować, dla mojej suki np lepsza taka pogoda niż te minione wakacyjne upały (w przeciwieństwie do mnie, bo ja uwielbiam jak jest gorąco, ale dla psa się trzeba poświęcić, prawda? :cool3:) Oczywiście jak będzie oberwanie chmury, to nie ma sensu się pchać na spacer, ale tego się często nie przewidzi. Znajomy pilot, polecił mi ten portal jeżeli chodzi o pogodę: [url]http://pogodynka.pl/polska/krakow_krakow[/url] z tego co tam widzę, to jutro ma być koło 14 stosunkowo dobra pogoda, może jacyś chętni?
-
Niestety Kraków jest okropny, jeżeli chodzi o spędzanie czasu na świeżym powietrzu, a z psem to już w ogóle koszmar. Wiem oczywiście, że można podjechać samochodem gdzieś pod Kraków, ale niestety w samym mieście warunki spacerowe są straszne. Marzy mi się, aby kiedyś powstała inicjatywa, dzięki której miasto stanie się bardziej "zielone". Do Lasu Wolskiego owszem, można iść pochodzić po szlaku, ale psa musimy trzymać na smyczy, las to z resztą nie jest dobre miejsce na pracę z psem czy rzucanie piłeczki, wiadomo. Na wielkim zielonym kawałku miasta - Błoniach, straż miejska chodzi z wyjątkową w porównaniu do reszty miasta częstotliwością i z radością wlepia psiarzom mandaty za puszczenie psa... Na Zakrzówku może często nie ścigają psiarzy, ale za to jest dużo stromych miejsc, woda jest "niepewna", nienajlepsze miejsce żeby spokojnie zabrać psa czy dzieciaki. Na Kryspinowie w lecie z miłą chęcią plażuje duża część miasta, ale w sezonie niestety wejście na jeden z nielicznych "plażowych" skrawków Krakowa jest płatne, nie ma normalnego parkingu, a wypoczywanie z psem zupełnie zakazane (oczywiście są tacy co wejdą gdzieś przez dziurawą siatkę od innej strony). W parku AWF ładnie i zielono, niestety tam również zaczęli ścigać funkcjonariusze, po czym - co mnie bardzo ucieszyło - powstał tam kawałek nazwany wybiegiem dla psów. Niestety teraz połowy parku już nie ma, bo budują tam jakiś stadion, zabierając część jednego z nielicznych już terenów zielonych stosunkowo w centrum miasta (przynajmniej nie na obrzeżach). Marzą mi się wielkie parki w centrum miasta, gdzie można pobiegać, porzucać psu frisbee, a równocześnie pobawić się z dzieckiem czy zrobić piknik - takie rodem z "amerykańskich filmów". Osobie takiej jak ja - bez samochodu, mieszkającej w centrum - pozostaje chodzić bez przerwy w to samo miejsce - nad Wisłę, codziennie i codziennie tak samo, monotonnie... A i tam rzecz jasna puszczenie psa jest ryzykowne, pozostaje chyba tylko kłócić się ze Strażnikiem o to, co znaczy "w miejscach mało uczęszczanych". Kiedyś wpisałam w google maps "park, Kraków" i chciałam większość z nich odwiedzić desperacko poszukując terenów zielonych dostępnych poprzez MPK. Niestety okazało się, że są to głównie małe, międzyosiedlowe "parki" czyli dwie alejki z piaskownicą i kilka drzewek... Szkoda, strasznie szkoda.
-
[quote name='Diana S']Nie sprzatam po swoich psach i połowa z tego forum zapewne również tego nie robi.... apeluj do ogolu dogomaniaków., ze trzaba sprzatać!!! Nie sprzatam i na stan obecny nie mam zamiaru tego zmienić, czy Tobie sie to podoba, czy nie[/QUOTE] I nie ma o czym dyskutować w takim razie, po co się wypowiadasz? Szukasz zaczepki czy usprawiedliwienia dla siebie? Bo tak owego tu nie znajdziesz. Nie sprzątasz i oznajmiasz to z zadowoleniem, nawet bez próby sensownego uargumentowania - dla nas (chyba spokojnie mogę powiedzieć w imieniu większości z tego wątku) jest to chamstwo i nie ma o czym rozmawiać. Ty możesz robić co chcesz i uważać, że zachowujesz się w porządku, ale tutaj na to przyzwolenia nie znajdziesz, wręcz przeciwnie, tylko pogardę do takiego podejścia. A abstrahując i w ogóle nie kierując teraz wypowiedzi do użytkowniczki Diana S (bo nie widzę sensu dyskusji) to tak się zastanawiałam długo nad tym zbieraniem kup, jak weszły takie a nie inne przepisy i miałam sceptyczne nastawienie - bardzo. Ale muszę przyznać, odkąd zaczęli za to bardziej ścigać, a także ludzie zaczęli częściej zwracać uwagę, a przy tym pojawiło się w okolicy więcej koszy na psie odchody... Muszę przyznać, że osiedle już nie jest na każdym kroku za przeproszeniem obsrane. Jest znacznie lepiej, chociaż dalej widuję często z daleka psiarzy jak odwracają głowę w drugą stronę, że niby ja nie widzę, że pies robi kupę i idę dalej... A na co dzień tacy niby przykładni sąsiedzi, pseudo kulturalni... Ale tak czy inaczej, jest lepiej! :)
-
Na stronie "Psy Krakowa" na facebooku poproszono mnie o pomoc, więc rozpuszczam wici. Gdyby ktoś coś słyszał, że może jest domek dla takiego psiaka, to pamiętajcie proszę o Parysie z Tarnowa. Oczywiście wymarzony w jego przypadku byłby też DT... Piękny pies w typie wyżła nie radzi sobie w schronisku. Rozpaczliwie prosi o pomoc! Parys popada w schronisku w depresję, nie chce jeść, nie radzi sobie zamknięty w boksie. Ma około 5 lat, w schronisku nie dogaduje się z innymi psami, natomiast do ludzi jest kochany. Pilnie szukamy domu Kontakt: Patrycja, 506 038 700 [LEFT][COLOR=#000000][FONT=lucida grande] [/FONT][/COLOR][/LEFT][IMG]http://img560.imageshack.us/img560/9788/31924019825707023928710.jpg[/IMG] [IMG]http://img20.imageshack.us/img20/4526/32136319825679357264810.jpg[/IMG]
-
[quote name='Evelka']Bardzo proszę podaj mi swój nr telefonu. Zaraz muszę odejść od kompa, a w domu nie mam neta, a będę coś myślała nad pomocą dla kociaków, więc chciałabym mieć kontakt do Ciebie...[/QUOTE] Wysłałam w wiadomości prywatnej numer do Justyny, jest też w moim poście wyżej. Ja kociąt jeszcze nawet nie widziałam na oczy, ona mieszka zaraz obok, więc nie ma sensu żebym pośredniczyła. Bardzo dziękuję z góry za wszelką pomoc!
-
W takim razie przydałoby się pewnie wsparcie jakiejś fundacji, skorej pokryć koszty wizyt u weta, kociąt jest czwórka (plus mama), pewnie znajoma nie będzie wstanie sama opłacić tego wszystkiego. Ja chętnie pomogę i może jeszcze ktoś się znajdzie, będziemy kombinować. Bardzo proszę rozpuszczać wici, kotki mają wg ogłoszenia 2 m-ce, mi się wydają na zdjęciach troszkę starsze, ale sama nie wiem, to pewnie ocenione na oko przez Justynę. Może znalazłyby się jakieś tymczasy chociaż "po jednym", może ja sama dałabym radę jednego maluszka przetrzymać, zwłaszcza jeżeli byłaby dla nich taka super szansa na Błoniach. Poza tym są podobno strachliwe, szkoda by było żeby tam zdziczały, teraz pewnie łatwiej będzie je przyzwyczaić do kontaktu z ludźmi, czy psami. Tamaro proszę podaj e-mail, prześlę zdjęcia i info, bardzo dziękuję za pomoc!
-
[URL]http://krakow.gumtree.pl/c-Zwierzaki-koty-kocieta-Male-kotki-oraz-ich-Mama-szukaja-domku-W0QQAdIdZ305685764[/URL] Koleżanka znalazła w swojej okolicy w polach kocięta i matkę. Mówi, że za nic nie chce żeby je zabrano do schroniska, że tam pochorują itd. Napisałam, że zapytam o radę tutaj i może ją to przekona, że w polu niekoniecznie są bezpieczniejsze. Mógłby mi ktoś napisać jak wygląda obecnie sytuacja w schronisku, w kociarni? Nie ma jakiegoś wirusa? Może znacie jakiś koci DT, fundację która by chętnie taką rodzinkę wzięła pod opiekę? Chce jakoś pomóc, bo obawiam się, że te koty prędzej tam po prostu zdziczeją i poginą niż znajdą dom z takiego jednego ogłoszenia na gumtree Numer do tej znajomej, ma na imię Justyna: 506 362 318
-
Bardzo pilne! Z góry dziękuję za odpowiedź. Pies mojej koleżanki przez noc aż do dzisiaj cały czas wymiotował i miał ostrą biegunkę, "lało się z niego", koleżanka zobaczyła jasno czerwony kolor w tym wszystkim martwi się, że to może być krew. Pies jest ogromnym ONkiem, starym, bardzo agresywnym do ludzi. Podałam jej numer do Szpeyera bo jest najbliżej i nigdy się na nim nie zawiodłam, ale z żadnymi ciężkimi przypadkami u niego nie byłam, pomyślałam że póki co po prostu ktokolwiek kompetentny jest potrzebny, żeby powiedział chociaż co ma robić, bo jest zrozpaczona. Ale chciałam jeszcze Was zapytać o radę. Nie wiem czy psa w takim stanie można poddać narkozie, ale zastanawiam się czy któraś z Was może była już z takim agresorem u weterynarza? Pies nie pozwala nic koło siebie robić, jest osłabiony, ale pomimo tego koleżanka mówiła, że nie da rady mu ani zmierzyć temperatury, ani zrobić "testu" na odwodnienie żeby sprawdzić elastyczność skóry, pewnie będzie potrzebował kroplówki. Zastanawiam się czy weterynarz może odmówić udzielenia pomocy? Czy zgadzać się na narkozę, czy może jakiegoś głupiego jasia do badania, czy to będzie "pójście na łatwiznę" a może być ryzykowne? Czy może wet powinien po prostu z racji zawodu wiedzieć jak sobie z takim agresorem poradzić? Tak czy inaczej to też tylko jeden człowiek, może lepiej podejść chociaż na Bajeczną (tu też mamy dość blisko, jak będzie poważna sprawa to spróbujemy zorganizować samochód) która jest już bardziej kliniką niż gabinetem i będzie więcej osób do pomocy, przytrzymania psa?
-
Nie będę się zagłębiać w tą technikę, powiem tylko tyle, że tutaj opisujesz używanie kolczatki do radzenia sobie z agresją przy psie, który komendy zna, a nie szkolenie przy pomocy kolczatki. To zupełnie co innego i w takim wypadku rozumiem użycie kolców, sama używałam do psa, który rzucał się bez ostrzeżenia - na wszystko i wszystkich. Natomiast na placu komend uczył się na zwykłej obroży, z zalecenia trenera.
-
[quote name='stroosia83']trochę się chyba zagalopowałaś w tej swojej wypowiedzi... Kolczatka jest narzędziem szkoleniowym i co do tego nie ma wątpliwości. Nigdzie nie napisałam, że założyłam psu kolce i czekałam, aż pies zacznie chodzić przy nodze, a już na pewno nie "zakotwiczałam się w ziemi" trzymając psa na kolcach, aby go tylko utrzymać. Szkoliliśmy się na grupowym szkoleniu i z prywatnym trenerem (facet szkoli trudne psy, również te z dogo kierowane później do adopcji i nie znalazłam tu na forum złego słowa na temat jego metod szkoleniowych, a używa też kolczatki). Nie rozumiem dlaczego kolce przez takie osoby jak ja robią więcej szkody niż pożytku, bo ja używałam ich pod okiem ludzi, którzy pokazali mi jak ich używać i na pewno nie jest to zasada "biernego oporu", tylko odpowiedniego bodźca w odpowiednim momencie, a żeby pies ten bodziec odczuł nie może ciągnąć, bo smycz nie może być napięta, jeżeli chcemy psu dać jakiś sygnał kolcami. Napisze jeszcze (bo tu wszystko musi być widzę jasno i wyraźnie), że [B]żeby cokolwiek zdziałać kolczatką pies musi znać już komendy słowne. [/B] I tak na koniec - kolczatka leży u nas w szafie, a na spacery chodzimy w szelkach. [B]Pies przy nodze chodzi bez smyczy pouczany jedynie słownymi komendami.[/B][/QUOTE] Dlaczego musi? W jakich sytuacjach ten szkoleniowiec używa kolczatki? Dlaczego kolczatka leży w szafie? Już nie jest potrzebna czy nigdy nie była? A jeżeli była, to dlaczego? :) Nie rozumiem szkoleń za pomocą kolczatki, niezależnie od temperamentu psa. Rozumiem jedynie rozwiązywanie kłopotów behawioralnych. Każdego psa można łatwo nauczyć chodzenia przy nodze bez smyczy, to niczego nie dowodzi. Problem w tym, żeby ten pies chętnie przy niej szedł, patrzył co chwilę na właściciela czekając na dalsze "plany", a nie człapał smętnie (lub nerwowo) spodziewając się kolców przy próbie odejścia od nogi.
-
[quote name='sabusia']a jak uwazacie?przeciez lepiej zeby agresywny pies mial kolczatke i żeby wlasciciel mogl nad nim zapanowac niz zeby pies ktory chce rozszarpac innego takiej kolczatki nie mial a pan fruwal za nim bo on kocha swojego psiaczka i w d.pie ma ze on zagryzie innego?mialam taka sytuacje agresywny labrador(!!!!!!co oni mu robili???)na zwyklej obrozy jak zobaczyl moja suke rzucil sie na nia a wlascicielka nie miala sily go odciagnac bo byl na zwyklej obrozy juz wolalabym aby mial kolce[/QUOTE] Kolczatka nie sprawi, że ktoś kto fruwa za psem chcącym "rozszarpać" kogoś lub coś będzie w stanie tego psa opanować. Może na początku, gdy wprowadza się kolczatkę jako obrożę to psa hamuje, bo to coś nowego i nieprzyjemnego, ale potem pies się przyzwyczaja, pies potrafi się doskonale dopasować do każdych warunków, tak samo jak potrafi znieść duży dyskomfort żeby dostać to czego chce - nurkować całym pyskiem po piłkę, czy właśnie ciągnąć choć jest przyduszany. Pies , który wpada w amok i od razu chce się rzucać musi mieć dużo większy kłopot z agresją niż taki, który "wyleczy" kolczatka. W czystej teorii - ja też wolę, żeby pies w rękach jakieś nieodpowiedzialnej osoby był dla niej "łatwiejszy" do utrzymania mając na sobie te kolce, niż rzucił się na mnie albo moje zwierzęta. Niestety wiem doskonale, że w praktyce na dłuższą metę dla tego właściciela to nie jest żadne rozwiązanie i prędzej czy później ktoś ucierpi, nawet ten biedny pies, bo jestem przekonana że źle stosowana kolczatka przy takim ataku agresji może wyrządzić krzywdę. Natomiast jeżeli sama kolczatka magicznie "załatwia sprawę" to znaczy, że wcale nie była potrzebna i można było pomóc psu bez takich środków i wstyd dla właściciela za lenistwo i wstrętne wyręczanie się takim mocnym bodźcem. Moja suka ciągnie czasem na smyczy, jeżeli nie dostanie codziennie porządnej dawki ruchu, pracy, to nawet robi się z niej lekki ciągnik - gdybym ubrała jej kolce na pewno miałabym problem z głowy (to nie jest twardy pies) ale za cenę przygaszonego, przestraszonego i niechętnego do pracy psa. W czyichś oczach wydawałaby się wtedy na pewno bardzo grzeczna, spokojna, ułożona - ja pokroiłabym się z żalu.