Jump to content
Dogomania

JoSi

Members
  • Posts

    1763
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by JoSi

  1. Tak być powinno. Śliczna CAŁA rodzinka i szczęśliwa.
  2. Dzisiaj (niedziela) Ola była z Bodziem na Piłsudskiego. W czwartek miał podane sterydy, leukocyty spadły trochę i zastrzyk powtórzono. Za 10 dni kontrola i ewentualnie następne sterydy. Od 2 tygodni nie miał ataku padaczki, na przeciwpadaczkowych lekach jest stale. Czytam Wasze wypowiedzi Oli przez telefon i to ją cieszy, nie czują się samotni w walce o zdrowie Bodzia. Obiecali zrobić zdjęcia, pies już wygląda dużo lepiej, sierść ma błyszczącą i brak sterczącego brzucha oraz kości na wierzchu. Pozdrowienia od Oli i Andrzeja !!!
  3. W domu cicho i spokojnie. Gryzelda ogryzła nogę od stołka w kuchni i mojego kapcia podczas śniadania zamiast gałęzi z drzew owocowych. Tusia szczeka w końcu jak pies, szkoda że na Franeczkę i Gryzeldę. Trzeba uważać bo tolerancja obu może się skończyć a to jest niebezpieczne. Królik radzi sobie z dużymi psami używając czterech kończyn i zębów, Franeczka wiele razy podbiła oko w samoobronie kotom, Morycowi przecięła 1 cm ucha. Gabor przyprowadził Tusię do przedpokoju na smyczy, gdy wkładałam Ryfkę do torby. Szczęśliwie szedł wolno ale teraz smycz Tusi jest zapinana na końcu. Wczorajsza szczekliwa demonstracja maleństwa doprowadziła do panicznej ucieczki kocurów, które po drodze zawadziły o miskę z wodą. Miska, po przefrunięciu przedpokoju, spadła z hukiem na podłogę, Fafik z Ryfką zbiegły się ze szczekaniem i tylko Franeczka została na krześle przyglądając się Tusi filozoficznie bo wiedziała, że na krzesło mała nie wskoczy.
  4. Nie jest dobrze, leukocyty rosną i nie wiadomo, czy to jakiś ukryty stan zapalny czy białaczka. Ola jeździ co tydzień z Bodziem na badania. W domu zrobiło się gęsto, jak psy leżą na podłodze to przejść się nie da. Ola położyła poduszkę na schodkach i tam pije kawę czy herbatę. Najważniejsze, że Bodzio jest kochany.
  5. Raz w miesiącu robię za ochroniarza mamuśki odbierającej emeryturę z banku osiedlowego PKO. Tym razem wybrałam się z Tusią za pazuchą. Zdziwionej mamusi wytłumaczyłam, że ma nie tylko goryla ale i psa obronnego, czym pochwaliła się głośno wkraczając do lokalu, gdzie psów wprowadzać nie wolno. Tusia wczuła się w swoją rolę wydając ćwierko-piski czym już dokładnie rozruszała znudzonych kolejkowiczów. I tak czasem psy łagodzą obyczaje: wszystkie twarze były uśmiechnięte a nas nikt nie wyrzucał. Fafik w nocy, gdy przechodziła burza, dostał ataku paniki silniejszego niż podczas Sylwestra. Przez długi czas biegał po całym mieszkaniu i łóżku aż znalazł miejsce w głowie łóżka czyli na poduszce. Tam przeleżał do końca grzmotów i został wyproszony. Ryfka i Tusia burzy się nie boją a koty tylko unikały galopującego Fafika.
  6. Z narażeniem życia pomaszerowałyśmy do weta gdzie w powietrzu latły blachy odczepione z nowego bloku. Tusia ma wyjęte szwy ale arytmia została, przeterminowany lek z azylu zmieniony na nowy, dodany następny na zdewastowane stawy biodrowe i na porost włosów olej z pestek czegoś tam. W drodze powrotnej blachy nie latały za to strażacy usiłujący powstrzymać potencjalne gilotyny. I kilka zabitych ptaków, ech...
  7. BODZIO MA DOM ! Zostaje u Oli i Andrzeja. Właśnie odebrałam telefon od Oli i przemyśleli wszystko: sami przywiązali się do psa to po pierwsze, poza tym Bodzio potrzebuje specjalnej troski i izolacji podczas ataków bo niszczy różne rzeczy. A najważniejsze, że Bodzio czuje się u siebie. Więcej napisze pewnie Aga.
  8. A może, poza szkoleniem, spróbujecie metody podawanej w mądrych książkach: gdy pies ciągnie na smyczy to trzeba stanąć i czekać aż przestanie. Trwa to dotąd, dokąd pies nie zrozumie, że ciągnięcie przeszkadza w spacerach. Z waszej strony trzeba tylko: max cierpliwości, max konsekwencji i dużo czasu ale jeśli podziałało na tak zwarjowaną jamniczkę, jak ta na zdjęciu obok, to na Shreka też powinno. I nie tylko na nią. Pozdrawiam z Krakowa razem z trzema psami, czterema kotami i królikiem.
  9. Miesiąc temu (15 grudnia) Tusia przybyła do nas a 16 października (trzy miesiące temu) Fafik. Dopiero??? Wydaje się, że dużo dawniej tak wrosły w rodzinę psio- kocio- i ludzką. Rozgardiasz spowodowany nowym członkiem rodziny trwa od 1 tygodnia do 2 a póżniej już wszystko staje się jasne i ułożone. Trauma Fafika trwa, zachowuje sie jak piesek wiejski, którego każde pochylenie na spacerze człowieka - rozpłaszcza a sięganie po patyk dla Ryfki każe uciekać na całą długość linki. Coraz lepiej chodzi na smyczy i reaguje na ograniczone zakazy. Nie wykazuje żadnej agresji w stosunku do ludzi ale i żadnego zaufania co świadczy tylko o jego inteligiencji. Spacery wieczorne skróciły się z godzinnych na piętnatominutowe. Dalej nie lubi innych psów na spacerze, jednak na wieść "nie wolno" odwraca głowę i udaje, że nie widzi. W domu ideał. Tusia już nie traktuje kolan jak jedynego miejsca pobytu ale dalej jest zawsze bliziutko, zresztą Fafik i Ryfka też. Zrobiła się kieszonkowym psem obronnym i najgłośniej szczeka gdy slyszy domofon, o ile ten dźwięk można nazwać szczekaniem. Od operacji już nie trzęsie się z zimna w domu, chociaż w dzień ma zawsze na sobie polarek. Tak, na zdjęciu to kawałek rękawa. Ślicznie sie goi, za dwa dni będą wyjęte dwa szwy.
  10. Kasie, trzymamy milcząc, teraz uciekając ze wstydem. Tu tylko trzy psy małego kalibru a futerka mają niewyjściowe. Komuś brakuje śniegu? Zapraszam, Fafik sieje łupieżem aż miło, Tusia bardziej łysa a Ryfka zupełnie nieuczesana bo po każdym szczotkowaniu poprawia fryzurę.
  11. Kasie, a może ten pan by Bodzia chciał ? A Lincoln JEST śliczny chociaż czy zdanie kogoś, komu się podoba goła Tusia może być brane pod uwagę?
  12. Pani dr Sumińska radzi tylko cewnikowanie w celu pobrania moczu. U jamnikczek-suczek to w ogóle masakra inaczej, przy siusianiu są 1 cm nad zimią.
  13. Pozdrawiamy z Krakowa ślicznego Łapka i dzielną rodzinkę.
  14. Aniu... gdy odchodzi nasz przyjaciel (pies, kot lub człowiek) wraz z nim umiera kawałek nas samych. I tak do końca powoli umieramy. Życie boli tego, kto zostaje i nie mija tylko ból jest mniejszy. Trzymaj się.
  15. CD poprzedniego, wysłanego zamiast odbioru wiadomości. A więc w poprzednim tygodniu doszła fucha "na wczoraj", ważne rysunki do publikacji naukowej, ze zmianami koncepcji autora co chwilę. "Dobrze się składa rzekło wieko do trumny", czyli wpadną pieniądze na operację Tusi i leczenie Fafika ale czasu niewiele i przerwy w robocie. Wczoraj Tusia bawiła się zabawkami kociemi i biegała z podniesionym łysym ogonkiem. Szatańskie pomysły Gabora mało nie doprowadziły do uszkodzeń kończyn lub złamań Wyciągnął przygotowany do rosołu makaron i wywalił na podłogę czego nie było zupełnie widać i dopiero poślizgi przez pół kuchni uzmysłowiły niebezpieczeństwo. Chwilę sprzątania wykorzystał Moryc wyciągając precyzyjnie z sałatki kukurydzę. I tak pierwszy obiad od tygodnia został zjedzony.
  16. Dziękuję wszystkim trzymającym kciuki jawnie i tajnie za Tusię i ciepłe słowa, które pomagały w tym ciężkim okresie a Tusi dziękuję za wybranie życia. Cały tydzień był szalony i napięty. Noc przed operacją bezsenna z powodu kotłujących się myśli, noc po też bo Tusia się kotłowała
  17. Aga przy okazji podziękuj odemnie państwu Eliota i pogratuluj syna z kolegami. Ale tylko przy okazji, to zgroza, że piszesz o 3:51, kiedy w ogóle śpisz? Eliot, tak się cieszę !!!
  18. Tusia już waży 2.5 kg, jak przyszła do mnie 1.7 kg. Jest wielkości królika miniaturki tylko na długich, bardzo cieniutkich łapkach. Pod Fafikiem przechodzi swobodnie z podniesioną główką. Rano jest ubierana w polarek, płaszczyk i kocią smycz do wyjścia. Zachowuje sie wtedy jak małe dziecko przedwcześnie budzone padając przy każdym położeniu na łóżko na pyszczek. Gdy już wszystko jest przygotowane w torbach, smyczach, butach i kurtkach Tusia otwiera oczy na dobre i zaczyna ćwierkać. To oznacza, że też chce wyjść. Wędruje pod kurtkę dobrze zawiązaną w pasie a już po załatwieniu ważnych spraw przez Fafika i Ryfkę popiskuje cicho oznajmiając, że to jej kolej. Do domu wraca na własnych łapkach i to bardzo prędko.
  19. Wieczorem Tusia wyglądała na bardzo zadowoloną i leżała na plecach z patyczkami w górze. Trudno to nazwać łapkami, takie cienkie i długie. Demonstrowała cały brzuszek z dwoma szwami, które mają być usunięte w czwartek. Zmiany zachodzą w tempie błyskawiecznym, sutki zrobiły się malutkie, spuchnięty srom (tfu, obrzydliwa nazwa) zmalał o połowę. Włoski odrastają dziwnie, pojedyncze mają ok. 0.5 cm ale tych jest mało. Fafik, Ryfka i Tusia są wiecznie głodne a nie wyglądają na zabiedzone zwierzątka, cztery koty to też żarłoki, Hacker nawet za gruby.
  20. Fafika łupież trzyma sie uporczywie czyli to nie alergia. Na skórze nic nie żyje ale może wewnątrz skóry i w tym kierunku jest leczony. Dzisiaj Tusia była na kontroli pooperacyjnej, już czuje się dobrze. Straciła trzy zęby a dwa guzy w macicy były wielkości winogron każdy. To co wyjęto z Tusi zostało na tacce do wglądu bo biolog nie mdleje. Suczka po operacji wyglądała jak Joda z Gwiezdnych Wojen tak miała pyszczek opuchnięty, uszy klapnięte na boki i koliste zmarszczki dookoła oczu. Pierwsza noc była ruchliwa pewnie z bólu, przemieszczała się co chwilę pod kołdrą jednak z łóżka nie schodziła. Tusia to w ogóle filmowa psinka, wydaje odgłosy jak małe dinozaury z Jurajskiego Parku. Coś między ćwierkaniem i piskami. Druga noc już była spokojna. Goi się dobrze, świetnie je i nadrabiamy chwile grozy.
  21. [COLOR=seagreen][COLOR=darkgreen]TUSIA ŻYJE[/COLOR] !!![/COLOR][COLOR=black] Już nie ma macicy z wielkimi cystami, parę ząbków mniej, przepukliny pępkowej. Waży 2.5 kg a ważyła 1.7 kg.[/COLOR]
  22. Serio to pisze dysgraf.. dysleks.. i paraplegik, czyli ktoś, koggo zwoje mózgowe się wygładziły lub poskręcały tak, że pamięta każdego kota i psa raz widzianego ale nie ludzi. W każdym domu są momenty dobre i złe, teraz nadciągnęły czarne chmury. Jutro operacja Tusi wzbudzającej tylko mocne uczucia macierzyńskie. Psiunka bezradna, niesamodzielna, przemiła. Ma zapalenie dziąseł, popsute ząbki, silną kataraktę, ropomacicze, słabe serduszko, coś z tylnymi nóżkami, może to być zniszczenie panewek biodrowych. Brak futerka to zupełnie podrzędna sprawa. Operacja jest zagrożeniem życia, brak operacji zlekceważeniem życia. Wet pocieszają, że takie sercowe pieski często lepiej przechodzą narkozę niż zdrowe. Idziemy z Fafikiem, ma mieć nowe lekarstwa na skórę. Ryfka? Fatalnie, guz praktyczni nieoperacyjny, wrośnięty w mięsień na łopatce. Pozostaje cieszyć się z każdego wspólnego dnia.
  23. Aniu, moje wet. w niedziele przyjmują od 10-14, tel. 012-638-63-24 (na oś. Widok). Oby nie były potrzebne. Trzymamy za was razem z maleńką Tusią, która nie ma wątku ale jest u nas bardzo kochana. Tak dobrze was rozumiemy!
  24. Fraszka jest prześliczna i ten kolor...
  25. Rok sie zaczął ciężko. Guz Ryfki jest twardy, do czegoś przyczepiony i nie wiadomo co to jest. W poniedziałek kolejna wizyta u wet. Dzisiaj zapadła decyzja o operacji Tusi, będzie w środę u naszych wet. Okazało sie, że gabinet polecany przez TOZ jest pani J., kierowniczki schronu. Nogi nasze tam nie staną, chociaż za darmo. Trzymajcie 10-go za maliznę, duże ryzyko, może nie przeżyć. Na pocieszenie ksiadz chodził po kolendzie i wszystko co żyje musiało być zamykane bo w tym domu trzeba chronić księdza a nie odwrotnie. Ostatni raz zwierzęta były na swobodzie na wniosek księdza, ale Moryc cichcem wlazł pod sutannę i dał w pysk Ryfce, która rudej łapy nie zauwazyła i z rykiem żuciła się na zdezorientowanego duchownego, który nie wiedział nic o kocie pod spodem. Szczytem wszystkiego była kolenda z żółwiem w roli głównej, przebywającym gościnnie ale leczonym na oczy. Żółwik czerwonolicy był trzymany na stole w miseczce dla łatwego dostępu, tylko na tym stole zabrakło czegokolwiek innego. Wszystkich zamurowało gdy ksiądz wsadził kropidło do miseczki i poświęcił mieszkanie wodą spod żółwia.
×
×
  • Create New...