-
Posts
1763 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by JoSi
-
Ostatnia burza nad Krakowem spowodowała większą niż zazwyczaj nerwowość Fafika, który biegał jak wściekły po całym mieszkaniu. W końcu, jak zwykle, wylądował na poduszce, gdzie został sam robiąc za całkiem wygodną poduszkę i tak leżeliśmy do końca niezrównoważonych zjawisk atmosferycznych bez ruchu. W mieszkaniu zepsuły się dwie armatury i zamrażalnik od lodówki, uprzejmie miesiąc przed końcem gwarancji oraz TZ, bez gwarancji, chory na zapalenie płuc. Przedmioty zostały usprawnione, TZ jeszcze nie a Morycowi cieknie z pyszczka i ma trudności z jedzeniem, czyli kierunek najbliższej wycieczki - weterynarz.
-
KRAKÓW - maleńka sunia od Villaski TERAZ MA JUŻ DOM NA ZAWSZE!!!!!
JoSi replied to Asior's topic in Już w nowym domu
Porobiło się na tym wątku jak w naszym sejmie. Proponuję zawieszenie broni i zdobycie informacji o suni bo ona tu najważniejsza. -
mini wyżełka czarna, młoda i śliczna ZNALAZŁA DOM U ZDROJKI!!!!!
JoSi replied to AniaB's topic in Już w nowym domu
[URL]http://www.photo.net/photos/siwanowicz[/URL] Zdrojka, popatrz w twarz owadom, pokochasz je na czele z pająkami i muchy nie zabijesz. -
Tusi zostały dwie łysinki na udach porastające bardzo wolno brzegami. Może kiedyś te brzegi się zejdą. Ogonek na górze jeszcze łysy, od spodu już długie, jasne włoski widoczne jak podnosi ten ogonek do góry. Szyjka, wcześniej cienka i pomarszczona, zrobiła się futrzasta, szersza od głowy co wygląda dosyć karkołomnie a na łapkach między palcami futerka jest tak dużo, że nie widać prawie poduszek. Ma buty na zimę. Co do wyżła mam plan, jak się uda napiszę, on już dawno ma chore, nie leczone oczy i aż sie prosi o zabranie właścicielowi. To taki miły, mądry, nie konfliktowy pies przerastający swoją kulturą setki razy buraków u których wylądował. Zdobyłam nazwisko sq...., syna komendanta policji, który przerabia w Modlniczce psy na smalec. Tylko czy krakowski TOZ coś z tym zrobi? Tu korupcja przebija wszystko. Sami swoi począwszy od kierowniczki azylu, kończąc na dyrekcji ZOO.
-
Wieczorny spacer z pomocą TZta nie zapowiadał większych niż zwykle trudności, które pojawiły się już na klatce schodowej w postaci krzyczącej ex milicjantki. Stała na schodach i wrzeszczała że Borys jej uciekł, czyli śliczny, pręgowany bokser siostrzenicy. Pies stał sobie przed zamkniętymi drzwiami od klatki, daliśmy nura do piwnicy z Fafikiem i otworzyli drzwi ale o wejściu do środka pies nawet nie myślał natomiast o spacerze z nami i owszem. W końcu łagodną persfazją udało się namówić Borysa do powrotu i ruszyliśmy z trzema psami kawałek w spokoju. Już za pierwszym zakrętem napotkaliśmy znajomego wyżła niemieckiego z dużo mniej znajomym właścicielem pijanym nieco. Zatrzymałam się przy witającym psie i grzecznie poprosiłam, żeby go jednak z posesji na ulicę nie puszczali bo ulica ruchliwa bardzo a on przebiega wędrując na osiedle. Rodzina klasycznych buraków, trzech braci i matka, dwóch pije, trzeci nieskoordynowany umysłowo. Gdy mamuśka jechała do Częstochowy na trzy dni nie zostawiała jedzenia zwierzętom ani wody do picia a synkom do głowy nie przyszło wyjść z oparu alkoholu i zadbać o zwierzęta. Dzwoniłam do TOZu podając adres i prosząc o interwencję w sprawie biegającego wyżła, na co dowiedziałam się, że mam podać ich nazwisko, które zdobyłam po paru dniach. Pomogło na miesiąc cały. Gdy pies znów się zaczął pojawiać po naszej stronie, złapałam młodych policjantów i poprosiłam o interwencję z którą nie wiedzieli co zrobić. -A niech sobie biega jak łagodny. Podejście psychologiczne pomogło, gdy zapytałam: -a gdyby pan jechał samochodem i piękny pies wyskoczył panu pod maskę a teściowa szła chodnikiem to co by pan przejechał? -No to co mamy zrobić? -Wlepić mandat, przemówi. Tak już jest od dwóch lat, dzwonię do TOZu, nasyłam policję a pies przebiega przez ulicę. Ich poprzedni pies miał złamaną nogę w udzie przez samochód, nie poszli z nim nigdzie do weterynarza tylko przestali karmić i umarł. Buraczany właściciel wyżła zupełnie mnie zaskoczył proponując opiekę nad psem przez miesiąc bo wyjeżdża do sanatorium. Hotel odpada, za drogi, ja też bo Fafik a TZ był wściekły. W drodze powrotnej milicjantka stała na schodach chwaląc się, że zlała Borysa a ja tłumaczyłam głupiej babie dlaczego nie wraca na zawołanie i to spokojnie dla dobra psa. Moje uczucia do ludzi osiągnęły temperaturę suchego lodu.
-
Zdrojka, o pierwszej to już bym padła. Wchodzę do łóżka o 22.30, czytam do 23.30, wstaję o 7.00. To tylko kwestia ułożenia sobie wszystkiego w głowie i na zewnątrz, nic się nie gubi, jest na miejscu i szukać nie trzeba. Rano i po obiedzie wychodzę z trzema psami, wieczorem z Tusią osobno. Tusia po całym dniu, przespanym głównie, jest zmęczona i jej spacer trwa do 10 min., Fafika z Ryfką dłużej. Popołudniowe spacery czasem się przeciągają i Tusia musi wracać w torebce, która jest zawsze przy mnie, torba Ryfki wisi na kaloryferze na samym dole i jeszcze nie znikła. Wbrew pozorom zwierzęta w gromadzie są łatwiejsze, bardzo szybko uczą siebie i człowieka. Na koty nie można "kiciać" przy psach, które to "kici, kici" doprowadza do furii. One świetnie znają swoje imiona i reagują na nie. Psy spokojnie czekają na swoją kolej w jedzeniu (po kotach) i ustawiają się same w miejscach gdzie stanie ich miska. Oczywiście najtrudniejszy w tej gromadzie jest TZ.
-
Wczoraj, podczas oglądania Faktów, najlepszego programu rozrywkowego, Franeczka leżała na kolanach mrucząc głośno czym powodowała gęstnienie kości - jak stwierdzili ostatnio lekarze. Z daleka zaczęło grzmieć co natychmiast sprowadziło na narożnik Fafika chowającego głowę pod pachę lub w przerwach kładącego pysk na Franeczce. Burza sobie poszła bez kropli deszczu, Fakty i prognoza pogody minęły, nadszedł czas na spacer z Tusią, tylko że Fafik nie chciał zostać w domu. -Piesku, nie grzmi a poza tym i tak nie jestem piorunochronem - uspokajałam Fafika. Udało się nam w końcu opuścić lokal tylko we dwie z Tusią gdy zza drzwi dobiegło wściekłe drapanie, wycie Fafika i szczekanie Ryfki. Wróciłyśmy już w ciszy, na drzwiach ani jednej rysy, psy spokojne. Po godzinnej przerwie następny spacer, tym razem tylko Ryfka i Fafik, powrót i ostatnie karmienie. Najpierw dostają koty symbolicznie suchy pokarm. Filip, zamykany w ostatnim pokoju, dla kotów rosnących, Gabor w środkowym dla kastrowanych, młodych, Hacker w kuchni dla otyłych, Franeczka z Morycem dla starszych. Przychodzi kolej na psy, lekarstwa i drugą część obiadu. Ryfka jedzenie z Propalinem, Tusia z roztartymi dwoma lekami, Fafik tylko z olejem z pestek winogron. Teraz jeszcze zmywanie, mycie i cudowne łóżko z książką.
-
Wyjście na zakupy jest uprzedzone czyszczeniem czterech kocich kuwet z uwagi na omijanie pustych przebiegów po czterech piętrach. Swoją drogą ten Kopciuszek miał szczęście przesiewając tylko piach i mak, ale dziwne dlaczego minister Giertych nie zwrócił uwagi na propagowanie narkomanii u dzieci i nie zakazał tej bajki w przedszkolach. Takie rozmyślania przy przesiewaniu żwirku, który w końcu wędruje ciężki i zbrylony do śmietnika, miejsca spotkań sąsiedzkich. Znajoma opowiada zachwycona jak przyglądała się z dołu rozciągniętemu Gaborowi na sietce, lezącemu z rozłożonymi łapami w górę i krzykiem słyszanym z samego trawnika: -co robisz wariacie? Włosy Tusi pod ogonkiem świetnie nadają się do przylepiania tego, co wypada z pod ogonka. TZ mało nie umarł ze śmiechu widząc wycieranie tyłeczka listkiem więc teraz noszony jest różowy, pachnący papier. W przednich łapkach nie zcierają się suczce pazurki, ona kładzie zupełnie płasko te łapki, tylne stopy stawia prawidłowo więc biodra wypadają, zwłaszcza prawe.
-
mini wyżełka czarna, młoda i śliczna ZNALAZŁA DOM U ZDROJKI!!!!!
JoSi replied to AniaB's topic in Już w nowym domu
Świetnie, jedziecie z Małą a wakacje bez psa to nie wakacje. Grzyby zbierajcie razem z sunią, będzie większa zabawa. A ja czekam na Śnieżkę z Ostródy, która tkwi tam w azylu już półtora roku. Chcę ją przetrzymać w DT a nie dla siebie. Spodziewam się wszystkiego najgorszego, wolę miłe rozczarowania. -
mini wyżełka czarna, młoda i śliczna ZNALAZŁA DOM U ZDROJKI!!!!!
JoSi replied to AniaB's topic in Już w nowym domu
Mała ma śliczny, długi ogon, piękne kropki na białym tle, cudną głowę i wyraz pyszczka. No i po co rozbieram ją na kawałki gdy całość jest idealna dla koneserów i nie tylko. Zazdroszczę tego uśmiechnętego pyszczka, łagodnie merdającego ogonka, tempa przemian chociaż i u nas są małe zmiany po dziesięciu miesiącach. Psychol Fafik dwa razy dziennie zamerda ogonem. Moja jamniczka dużym łukiem omija jeże od czasu, gdy jako szczeniak nadziała się nosem na kolczastą kulę. Jak Twoja choroba, dalej Cię gnębi? -
Przemku wszystko pasuje, każdy termin byle szybciej. Zwrot za bilety też pasuje, pobyt do dwóch tygodni w dwie osoby również, chociaż wątpię czy wytrzymacie bo koty chodzą przez pierwsze dni po ludziach w nocy. Może być weekend lub zwykły dzień. Namawiam na dłuższy pobyt i zwiedzanie Krakowa, do centrum tramwajem jest blisko a w piękne dni Ojców autobusem, który ma przystanek tuż obok mojego bloku.Czyli warto przyjechać kawał drogi i dużo zobaczyć.
-
Kraków. Zahir - nowe życie u AgiG !!! Już za TM [']
JoSi replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Aguś, tu pocieszenia nie pomogą, płaczę razem z Tobą. -
Outsi, dzięki za wzmocnienie. Tym razem atak serca Tusi był słabszy i nie tak dramatyczny, trwał tylko 30 min. Sunia cały czas prosiła o głaskanie, o 0.30 położyła się i zasnęła przytulona. Niepokojące są jej oczy w trakcie tego przeżycia, robią się białe źrenice. Dzisiaj na spacerze nie była bardziej osłabiona ale nie biegała jak szalona tylko chodziła spokojnie. Dwa dni temu naszczekała na suczkę beagla i nawet się zjeżyła. Nareszcie ma się co jeżyć. Futro masowo opuszcza wszystko co się rusza, codzienne wyczesywanie obowiązkowe. Najlepszy okazał się koci grzebień, dla psów również. Kotka Franeczka nie jest specjalnie cierpliwa, daje głos ostrzegawczo i wali łapą w rękę a robią się jej kołtuny jak i Morycowi, z którego wyczesywaniem nie ma problemów. Fafik jest czesany ostatni, ma czas przyglądać się reszcie więc jest zupełnie spokojny i robi się przytulnym pieskiem.
-
Kocurek Filip rośnie i przestać nie może. Umiera z głodu chociaż je najwięcej ze wszystkich kotów a od miesiąca zaczął budzić o 4-tej rano, on mnie, jego głód. Najpierw liże rękę ostrym jęzorkiem, później bodzie głową na końcu łapie skórę zębami i ciągnie w kierunku miejsca karmienia. Jedzenia oczywiście nie dostaje tylko dmuchnięcie w pyszczek. Pomogło po miesiącu i już budzi o 7-mej. Tusia chciała wskoczyć na taboret w kuchni, co w jej wydaniu jest niemożliwe i naderwała sobie pazurek przedniej łapki. Krwawe, małe plamki były w całym pomieszczeniu, Tusia nieszczęśliwa podnosiła łapkę do góry, została zabrana na kolana i po 30-tu minutach znów położona na podłogę gdzie podnosiła tym razem drugą łapkę. Po godzinie zapomniała o przeżyciu, nawet nie kulała. Atak serca na szczęście się nie powtórzył. Guz na łopatce Ryfki z wielkiego, miękkiego, bolesnego przy dotyku, zmienił się na mały twardy, bezbolesny. Kolejny rośnie na klatce piersiowej, znów bolesny. Trzeba uważać przy wynoszeniu suni na spacer.
-
[quote name='Evas']JoSi..ryzykujesz z kotami? Nie chciałam się wtrącać..ale raczej mam dobre doświadczenia z wprowadzaniem psów do domu z kotami, chyba że pies był duży..wilczur, bokser i zdecydowanie chciał koty gonić, wtedy fizyczni nie umiałam sobie poradzić i bałam się konfrontacji.[/quote] Właśnie tak myślę, to nie jest duża sunia i warto ryzykować. Już za długo to trwa. Mam 3 pokoje i w razie czego zamknę sunię w jednym ale myślę, że da się przekonać jeśli nie do miłości to tolerancji.
-
Pisałaś w marcu zeszłego roku, że ma dwa lata. Liczę na to, że jak większość psów z azylu może tylko na początku pogonić koty a później jej przejdzie. Ona nie jest duża więc sobię poradzę. Z ONkiem było trudno no i był starszy oraz ewidentnie szczuty. Czytałaś wstecz? Przemas zaofiarował przejazd do Krakowa a ja noclegi. pisał o początku sierpnia czyli już. Niestety nie miałam , nie mam i niie będę miała samochodu.