Jaaga
Members-
Posts
19057 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Everything posted by Jaaga
-
Też tak myślę, ze był szczesliwy. Czasem myslałam, że gdyby miał dom tylko dla siebie, to moze byłby szczęsliwszy, ale potem zaraz pytam sie siebie, czy na pewno ludzie też tak staraliby sie, zabiegali mimo zdania wetów i stawli na glowie? To nie jakaś pycha, ale zwykłe ludzkie doświadczenie, szczególnie moich ostatnich koszmarnych dni. Zawsze odpuszczam dopiero wtedy, kiedy mam pewność, że zrobiłam wszystko, nie da się więcej, a jesli się da, to bedzie męczenie psa. Robię tak, żebym czuła się potem dobrze z własnym sumieniem. Bez Dylana jest koszmarnie pusto. Musiałam przyjechac do Katowic do córki. Przed wyjazdem go odwiedziłam. Gadałam do niego. Tak, jak stale coś mu mówiłam, kiedy był z nami, to chciałam, zeby dalej był na bieżąco.
-
Przepraszam za zwłoke w rozliczeniach. Ostatni miesiąc był dla nas trudny. Żeby móc utrzymac opłaty i rachunki za psy na dotychczasowym poziomie, musiałam wziać działalnośc na siebie, zamiast męża. O końcówce nawet nie wspominam. Rozliczenie Luny na Zea wyniesie 655 zł. Ostatnio próbowałam Lunę bardziej intensywnie niż dotychczas oswajać z dotykiem w okolicach głowy. Zaczęłam od tyłu. tam było ok. Jednak przy szyi i głowie nadal nie ma sposobu na kontakt fizyczny. po moich próbach na rózne sposoby, w końcu Luna straciła do mnie cierpliwość i reagowała pysiem. Oczywiście nie pokazała nawet zębów,tylko straszyła, ale sygnał był wyraźny. Odpusciłam.
-
Mojemu mężowi chyba jeszcze bardziej. Pieczołowicie nosił go na słoneczko i z powrotem. Odsikiwał, poił, karmił. Dylan był esencją naszego psiejskiego domu. Kiedy żył, to psy zabiegały o to, kto ma spać z nim na jego dużym legowisku. Po jego odejściu zostało puste i od tego czasu żaden pies nawet na chwilę na nim nie położył się. Wygląda tak, jakby on tam był i nikt mu nie chciał przeszkadzać.
-
Wczoraj przejrzałam zdjęcia Dylana od przyjazdu. Wtedy też nie chodził. Pamiętam, jak mieszkał w gościnnym, a p. Lucyna powiedziała, że jeśli leki nie pomogą, to trzeba go będzie uśpić. Na szczęście zaczął chodzić po Nivalinie. Zastąpił nam potem Borysa po jego odejściu. Dylan ciągle przez te lata na coś chorował, ale miał taką wolę życia, że dla wielu ludzi mógłby być wzorem. No i miał w sobie to coś, że ujmował wszystkich. Ludzie chętnie mu pomagali za każdym razem. Np. p.Mariola do końca dbała o to, żeby Dylan miał ulubione suszone piersi z kurczaka. Bez niego jest pusto. Brak jego psiego uśmiechu oraz apetytu na jedzonko i życie. Niestety, guz który wg badania miał być niezłośliwy, jednak zajął i odbyt. Ponownie zaczął tak krwawić, przy kazdym ruchu, że przy aktualnych wysokich temperaturach utrzymywanie go na siłę byłoby nieludzkie. Razem z Dylanem powoli odchodzi też pewien etap dogomaniackiej wspolnej pomocy. To jeden z ostatnich bardzo dużych psów, które pod wplywem emocji zostały zabrane z zamojskiego schroniska. Pozostał u nas jeszcze tylko zamojski Wikary i nasz osobisty Ciapciak. No i ok 10 kg mniejsze Grey i Zew. To efekt ograniczeń mozliwosci, jakie wszystkich nas ostatnio dotykają. To na pewno duża strata dla tych największych, bo kolejne już ze schroniska nigdy nie wyjdą, ale aktualna sytuacja zmusza wszystkich do pomagania na miarę rozsądku i możliwości. Sama kocham duże psy, ale dotąd nie doświadczałam ich odejścia, oprocz Borysa, ktory zmarł we śnie. Po Dylanie wiem, że to jest bardzo trudne. Malucha weźmie się pod pachę, wsadzi do wózka i cały świat stoi otworem, a z dużym psem cierpią wszyscy jego niemoc. Dziękuję Asi za jej ogromne serce, spontaniczne działanie, wszystkim tu za pomoc i ciągle wsparcie. Dzięki Wam Dylan miał u nas dom i rodzinę, był leczony i kochany. Zostanie na zawsze z nami, teraz wierzba nad nim płacze.
-
ROZLICZONY 35 zl DZIĘKUJĘ SERCA Ceramika Biżu💓Klausikowi 6.05
Jaaga replied to Nadziejka's topic in Zakończone
Poproszę nr 6 za wywoławczą -
Czy jest możliwość zamówić coś w tym miesiącu z aktualbego katalogu? Nie potrafię wysłać prywatnej wiadomości z zapytaniem. Za każdym razem mam info, że wystąpił błąd.
-
To tak, jak u nas. Mówiłam Marcie, ze ona wyjatkowo nie ma żadnych lęków, tylko robi to, kiedy mózg się jej nudzi. Czasem wiele godzin było ok, a czasem raz po raz szlo pod zęby wszystko, co sie dało. Przeważnie wieczorami i nocą. Pasowałaby do np cywilzowanego i bezpiecznego gospodarstwa, stajni itp. gdzie cały czas jest zajęcie i kręcą się ludzie, ale o takie miejsca to chyba jednak nadal trudno. Lubi pracować nosem, pewnie nawet w agility miałaby osiągnięcia, bo miałaby pracę dla umysłu i ciała jednoczesnie. Jak dotad niestety nie trafił się nikt chętny chocby na zakup kennelu, a od razu mówiłam, ze to minimum , żeby mogła funkcjonowac gdzieś w domu przy normalnym wyposażeniu i funkcjonowaniu, gdyby nie było jednego członka rodziny cały czas w domu. U nas od razu widac róznicę po jej wyjeżdzie. Zakopałam wszystkie doły w ogrodzie i nikt ich nie wykopał ponownie, mozna zostawić sprzęty bez zniszczeń, wkopałam roślinki i nikt ich nie wyrwał. Nawet Malinka bez Nemo i Albinki zmieniła sie na plus. Wchodzi sama często do domu, nie dziczy i nie szaleje godzinami po ogrodzie. Mąż nie zbiera rano pojemnika fragmentów zniszczonych kocy, materacy, fotela i kocy, a wczoraj Babuć mogła byc luzem w ogrodzie przy wszystkich psach. Może jak nabierze ogłady u Murki, to i potem w domu bedzie umiała się zachować, bo myśmy bali sie jej powrotu, gdyby poszła do adopcji. Trzymam kciuki.
-
Rany, no rzeczywiście jak ja tylko 40 lat do tyłu - kolorowe włosy i pies Kilka dni temu u córki w szkole wszyscy rysowali swoje mamy. No i ona też narysowała z zielonymi wlosami i mnóstwem kolczyków. Pani myślała, że to taka wariacja na temat ( bo w końcu szkoła specjalna) i pochwaliła ją, ze pewnie mamie takie przedstwienie jej na pewno spodoba się. Wtedy Paula pokazała jej moje zdjęcie. jak zrobisz bazarek, to daj proszę znac, chetnie kupię, bo to moje ulubione i mam je w formie wzorów na koszulki.
-
Dziś Dylan ze swoją ukochaną kostyrą. Odkryłam, że w Dino sprzedają duże kości i regularnie jedziemy teraz je kupować. Dylan jest w niebowzięty. Trawka i gnat wywołują u niego euforię. Mial problem z pękaniem odbytu, ale zagoilam mu to jego "cud maścią". Na razie korzysta z uroków wiosny i tylko my mamy dylemat, co dalej.
-
Dziękuję Ci za słowa pocieszenia. To prawda, że Albinka chce we wszystkim uczestniczyć i jak pomyśleć, to dobrze ujęłaś, że jest trochę namolna. Trudno ją odciągnąć od tego, co sobie umyśli. Dlatego ostatnio zamykaliśmy ją przy gościach, bo nie dało się jej zdjąć z ludzi, a szczególnie dzieciaki tego jej zaangażowania bały się. Gdybyś była u lekarza, to poproś go przy okazji o oglądnięcie jej stawów. Od Mariny przyjeżdżają psy z nienaturalnie do ciała krótkimi łapami. Wiem, że jest taka wada genetyczna, bo kiedyś ofertę badania w tym kierunku przysłało mi laboratorium. A dziś Martyna pisala, że właśnie Kola ( wczesniej Nataszka) ma skierowanie na MRI od ortopedy bo przy swoich krótkich łapkach zaczęła kuleć na spacerach i lekarz podejrzewa albo wade albo niedobory w szczeniectwie. Już o tym myślałam przy Rzepiku. Nie ma siły, że wszystkie są mixami corgi. Szybciej w rejonie występuje wada , która jest przekazywana genetycznie.
-
Dostałam od Murki wiadomość, że dojechały bez problemów i Albinka jest po pierwszym spacerze. Oczywiście miota mną wiele uczuć. Chciałam, żeby Albinka wyjechała, bo nie radziłam sobie z tym, co niszczyła, ale wiadomo, że kolejna zmiana to jednak jakaś trauma dla psa. Z drugiej strony zmiana miejsca to szansa, że coś się jednak zmieni w jej zachowaniu. Niestety nie mam pomieszczeń dostosowanych tylko do psów. Jak już wcześniej pisałam, u nas Albinka miała dostęp do wszystkiego, co normalnie ma się w pokojach czy łazience. Mam więc tylko nadzieję, że szybciutko dostosuje się do rytmu życia u Murki i z jej cudnymi zdjęciami ( nazywam je fotkami do kalendarza) równie szybko znajdzie swój dom.
-
Zewa wkrótce musi czekać wizyta u fryzjera. Wysłałam link jego wątku do wsparcia ze środków ze skarpety im. Talcott Już pisałam na watku Kody, że zastanawialismy się nad puszczeniem luzem na całą noc ich obojga, ale jednak Kody boimy się samej zostawić. Zew jest spokojny, wiec może sobie zostać na całym ogrodzie. Otworzymy mu domek, gdzie jest kanapa z pościelą, zeby miał gdzie spać, a tylko na dzień będzie wracał do Kody do zagrody. Ostatnio spał w domu, ale teraz już nie chce. Zresztą jego nocowanie bardzo denerwowało Greya. Nie potrafią sie zgodzić i żaden nie odpuszcza. Grey spędzał noc pod drzwiami, a Zew na jego widok od razu warczy.
-
Tak, oczywiście. Dziekuję, nie zaglądałam tu od naszej rozmowy. Jako, że robi się coraz cieplej i przyjemniej, to zastanawialiśmy sie, czy nie zostawiać Kody luzem na noc na cały ogród. Jednak jakoś boimy sie jej aktywności, żeby z nudów nie spróbowała się podkopać pod murem. Chyba tylko samego Zewa będziemy zostawiać. Ostatnio spał w domu, bo mu się zachciało domowego życia, ale pewnie teraz mu juz za ciepło. Jest spokojny, flegmatyczny i nie ma glupich pomysłów.
-
Tu nie zgodzę się. Mam takie, że jak nie dostaną tego, co im smakuje, to nic nie zjedza, wpadną w hipoglikemię, która bez interwencji kończy się zaburzeniem akcji serca i śmiercią. Kontakty ochłodziliśmy specjalnie dwa dni wczesniej. Żadnego "ciuciania" i przytulanek. tym bardziej łzawych pożegnań. Jednak Nemo przez godzinę, kiedy państwo byli tu i tak jak ping pong podskakiwał, starając się usilnie tylko dostać w ramiona mojego męża. Nemo tu zjadłby konia z kopytani a smaczki łapał w locie. nawet przy nowej rodzince jeszcze zładł ich kupę, az męża upomniałam że dosć, bo dostał wczesniej Bravecto, wiec dobrze było, żeby nie zwymiotował wszystkiego razem po drodze. Mam nadzieję, ze stres Nemo odpuści i nie wróci. Pani ode mnie wie, że taki okres aklimatyzacji może trwać do 2 tyg. I wiecej chyba zależy nawet od ludzi, niż od psa. Trzymam kciuki. Tak bardzo ucieszyłam się z tej adopcji.