Jaaga
Members-
Posts
19057 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Everything posted by Jaaga
-
Bartuś jest tak bardzo podobny do Szymka, że jak patrzę na niego, to jakbym widziała Szymusia, ktory juz tyle czasu ma swoj kochajacy dom, a do łatwych nie należy. Nie ma się co dziwić, że nie chce wejść, skoro tak długo był przeganiany i straszony. W jego głowie jest, że takie wejście może zakończyć się dla niego bardzo źle. Wyobrażam sobie, jak serce musiało podejść Ci do gardła, kiedy zobaczyłaś go leżącego na trawie. Daje się glaskać, nie gryzie, to myślę że warto szukać mu miejsca i zabierać dopóki nie jest za późno, jeśli znajda się ludzie chętni do pomocy. Budę już ma, więc może to też ułatwi znalezienie mmiejsca. Tylko potrzebowałby miejscówki ze szczelnym ogrodzeniem. Jak pies się przekona, że jest bezpieczny, to zmieni się. DORA1020, mówiłam Ci ostatnio o tych dwóch psach, które sprowadziliśmy z Jury. One żyły od szczeniaka w chaszczach i lasach za wsią. Elzę złapałam na pętlę ze smyczy, mieliśmy rodeo, żeby je najpierw wsadzić do auta, a potem do mieszkania. Grzybek miotał się po meblach, parapecie. Zniszczył wszystkie kwiaty tam, firankę, ogryzl ścianę, ale jak zorientował się, że są bezpieczne, to zmieniły się w łóżkowe przytulaki.
-
Luna zrobiła się bardziej aktywna, może na leku na tarczycę. Jest tylko problem z suchą karmą Diabetic. To chyba jedyna karma, której nie chce jeść. A jeść regularnie musi i nie może gwałtownie schudnąć przy cukrzycy. Jo37, Grażka123, poszukajcie może karmy innej firmy na cukrzycę, żeby wypróbować po wykończeniu tego worka. Puszki diabetic oczywiście wsuwa, ale przy psie tej wagi to jest kosztowne. I muszę mieć testy na cukier z moczu. Kupicie jej gdzieś przez internet czy mam zamówić w przychodni? Druga opcja na pewno będzie droższa.
-
To tak jak u mojego Sunny'go. Tylko u niego od razu usłyszeliśmy, że nie przeżyje i zalecana eutanazja. Po tym kiedy i jak odchodził, to żałowałam że jej wcześniej nie wybrałam. Oczywiście nie bylo wowczas dostepnego żadnego lekarza. Zapytaj może kardiologa czy go to boli, bo przy okazji sekcji innego przypadku, kierowniczka ZHW powiedziała mi, że tamta wada serca była bardzo bolesna, a myśmy byli trzy razy gotowi na eutanazja, kiedy naraz stan polepszał się i odstępowaliśmy od niej. Do czasu aż nic nie dało się zrobić. Miałam nadzieję, że tu da się coś operacyjnie poprawić
-
To dopytajcie lub wyślijcie wynik do kardiochirurga. Mogę Ci polecić dr Pytel w Zabrzu, można jej wysłać wyniki na maila. Już u niej operowałam szczeniaka i ona operuje wiele wad. Powie szczerze, jakie rokowania. może coś z tego da się operować.
-
Rozmawiałam z DORA1020. Sue udało się znaleźć fundację, która opłaci kastrację. W związku z tym mam pytanie; czy z Twoich środków dałoby się częśc przeznaczyć na zaszczepienie chłopaków? Zaszczepiłam ich tylko raz, więc nie mają pełnej odporności. W tej sytuacji najrozsądniej byłoby je teraz zaszczepić i po 2 tyg wykastrować. Myślę, że da obu to będzie koszt ok.80-90 zł.
-
Da się coś z tego operować? U nas kardiolog na końcu opisu podaje jakie są rokowania i co da się zrobić. Jeśli operacje są możliwe, to warto zrobić zbiórkę i wykonać zabieg. Tylko wtedy trzeba działać szybko, bo przy wadach wrodzonych serce cały czas jest eksploatowane i niszczy się, więc operację są skuteczne u dzieciaków. Niektórych wad nie da się naprawić, jak było u mojego Sunny'ego, którego nie miałam sumienia uśpić po diagnozie i zmarł mi na rękach 2 mies. później. Gdyby dało się, to poudostepniałabym zbiórkę na kocie grupy pomocowe.
-
Poker, masz ekstra wnuki I dobrze znają babcię. Bardzo dziękuję. Ta Ukrainka dzwoniła właśnie z wrocławskiego ogłoszenia. Najlepiej je ogłaszać razem i zaznaczyć w tekście, ze albo do wspólnej adopcji albo pojedynczo wyłącznie , jeśli jest już kot w domu. One stale się nawołują, wszystko robią razem. Z nimi mam ten sam problem, co ze znalezionym psim rodzeństwem; też są nierozłączni. Chodziło mi o to, żeby to stare skasować i zrobić nowe. Bez wyróżnień po tylu miesiącach nikt ich nie widzi. To trzymam kciuki, żeby znalazła się jakaś organizacja. Dowiem się jutro, jaki to jest dokładnie wydatek będzie na kastrację 2 kotów. Jestem przy nich bezradna. Miały być na DT do mojej córki na wakacje. Wakacje minęły i już siedzą tak długo bez żadnego odpowiedniego zainteresowanego. Jak ktoś dzwoni czy pisze to taki, że lepiej żeby nie kontaktowali się w ogóle.
-
Czy pomógłby mi ktoś i zrobił nowe ogłoszenie szczebrzeszyńskim kocurkom u nas? Niestety, w ostatnim czasie było tylko jedno zapytanie od Ukrainki. Prosiłabym też o pomoc w pokryciu kosztów kastracji kocurków. Utrzymuje je sama, ale kastracja dwóch kotów to spory wydatek, tym bardziej, że cały czas mam koszty związane ze znalezionymi przez nas dwoma chorymi psami. Niestety, jeśli chłopaki mają u nas być do czadu znalezienia domu, to kastracja jest wymogiem, żeby nie zaczęły obsikiwać.
-
Paczka dotarła, dziękuję. Ceny niestety są teraz straszne. Z dawkowania na opakowaniu wynika, że sucha wystarczy na 34 dni. Puszki są potrzebne do podawania leków. Przyszło mi do głowy, że może zrobię zdjęcie Luny i udałoby się ją pokazać na fundacyjnym profilu FB z linkiem do adopcji wirtualnych? Do tej karmy przecież dochodzą jeszcze koszty leków. Trzeba też kupić opakowanie testów do badania moczu, bo to jedyny możliwy sposób jako takiej kontroli poziomu glukozy. Lucyna zaleciła dodawanie babki płesznik, to też kupiłam. Po ogoleniu do usg okazało się, że Luna ma na gruczole ogromną cystę, ale to ponoć nic groźnego.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Dziękuję Zaznaczę w rozliczeniu na koniec miesiąca. Dziś Linda była pierwszy raz w nowym wózku i z nowymi nakladkami na łapy. Jest lekki, miękki, ale jej jakoś nie przypadł do gustu. Jutro znowu spróbujemy. Nie pamiętam już jak było z poprzednim na początku. Kupiłam też na allegro pręty do naprawy starego i za kilka dni mąż spróbuję go naprawić. Z pęcherzem jest cały czas walka. Po odstawieniu antybiotyku po kilku dniach infekcja nawraca. Smród moczu jest wtedy powalający. Ustaje praktycznie na czas podawania antybiotyków. Wszystko stale piorę, myję i czyszczę. Linda na dodatek jest ekspertką od zdejmowania sobie wszelkiego rodzaju majtek i pieluch. Stąd tyle pracy po niej. -
Rozi kochana, właśnie nie dam rady zgłębiać kolejnego tematu. Teraz zaczął się bazarek na FB dla Lalicji i ledwo go ogarniam. Zaraziłam Andrzeja i jak każdy facet, walczy o życie, a dzis mialam wracac do Katowic, bo nam zabiegi u szczeniąt. Już nie wiem, kiedy, co i jak mam ogarnąć. To może zadzwonię, jeśli czytalas i streścisz mi najważniejsze?
-
Andrzej pojechał po receptę na tabletki Glucophage. Mam nadzieję, że beda od ręki, bo coraz gorzej z sikaniem i piciem. Ma dostawać wieczorem z posiłkiem. Tabletki na tarczycę dostala na 10 dni. Dotychczas Andrzej zapłacił 290 zł za pełne badanie krwi , moczu, USG i lek na tarczycę. Jeszcze będzie ten lek do wykupienia.
-
Nie bzdury, bo też tak zakładałam; Luna jest starsza i wysterylizowana. Jednak wyszedł gigantyczny cukier. To typowe zachowanie przy cukrzycy. Jest to bardzo problematyczne, bo stale zmienia legowiska i zalewa wszystkie. Jak przyjechałam dziś do domu, to uderzył mnie zapach. Nie wiem, co będzie zimą, a lepiej może nie być, jeśli nie będzie żadnej opcji leczenia niż insulina. Już kilka godzin piorę te wszystkie poduszki, kołderki i poszewki. Nawet pieluchy nie wchodzą w grę, bo nie da się dotknąć, a co dopiero założyć. Nie mam niestety czasu, żeby zagłębić się w temat cukrzycy, a nie mam doświadczenia u zwierząt. Jedynie babcia i ojciec mieli, ale leczenie było tradycyjne: dieta, ciągle badanie poziomu cukru, insulina. Tu tak się nie da. Rozi, może Ty coś wyszperasz w wolnej chwili z czeluści netu? Jakieś rady, sposoby?
-
Luna ostatnio zaczęła sikać w domu. Specjalnie wracała z ogrodu, zeby się wysikać na podłodze. Było to dziwne, bo nigdy nie załatwiała się w domu. Zaczęłam ją obserwować i przyuważyłam, ze dużo pije i sika. Najpierw zrobiliśmy test paskowy, ale wyniki wyszły kiepskie, więc trzeba ją było uspokoić sedalinem i zawieźć do przychodni na kompleksowe badania na "głupim jasiu". Miała tam zrobione pełne badanie krwi, pobrano jej przez cewnik mocz i czekamy na wynik. Miała też zrobione USG i ogólnie wszystko sprawdzane. Uszy i zęby są w porządku. Na usg wyszło zwapnienie jednej nerki. Najgorsza jednak jest cukrzyca. Szczególnie w jej przypadku, kiedy nie da się podać insuliny, ani pobrać krwi do zbadania poziomu cukru. Jedynym pomysłem naszej wetki jest to, zeby kupić zapas testów paskowych z moczu i badać co jakiś czas poziom cukru. Lekarka dziwiła się, ze Luna w ogóle coś je, bo ponoć przy takim poziomie cukru inne psy już nie mają wcale apetytu. Oby u niej zachował się nadal, bo przecież karmić do pyszczka też się jej nie da. Zaleciła zakup diety diabetic oraz babki płesznik, która ponoć skutecznie obniża cukier. Ma przez weekend zorientowac się i poszukac informacji, czy da się cos podawać doustnie, zamiast insuliny w zastrzykach. Dietę musi mieć więc też zakupioną w puszkach, oprócz suchej, żeby dodawać do niej ewentualne lakarstwa i babkę. Przekazałam informacje Jo37. Wizyta jeszcze nie została podliczona. Wstawiam badanie z krwi wegrzynek jagnapiesluna202510241951.pdf
-
Czy moge fundację prosić o informacje odnosnie adopcji wirtualnych dla Greya na Ratujemy zwierzaki? Widnieja tam 3 osoby adoptujące, a nie dostałam zadnej informacji, czy i jesli tak, to jakie środki z tych adopcji uzyskał/uzyskuje? I przy okazji zapytam tu jeszcze raz, czy osoba deklarująca wpłaty na Lindę, dokonuje tych wpłat czy nie? Jesli nie, to prosiłabym o zgłoszenie tego serwisowi lub po prostu usunięcie Lindy z tych adopcji, bo wyglada, jakby regularnie otrzymywała pomoc, której nie otrzymuje. Chciałam prosić inną organizację o pomoc dla niej, bo jak to przy starszym, sparaliżowanym psie są wydatki i nie chciałabym, zeby pomyślano, że uzyskuję już pomoc dla niej od jednej fundacji i zgłaszam się do kolejnej.