Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. A no nic innego, jak przeciwieństwo "rasowca" ;). Jeśli żart był zbytnio zakamuflowany - przepraszam... Na marginesie... kundelki są fajniejsze ;)
  2. [quote name='hanka456'](...)Nie przypuszczałam, ze ona umie i lubi biegać. W jej oczach widać radość. Leda się uśmiecha.(...) Fakt... szczególnie w ciągu dwóch ostatnich dni, Leda przeszła wyraźną metamorfozę. Kiedy wracamy, odbywa się stały rytuał - taniec radości ;). Podskokom i piruetom nie ma końca... Sunia nijak nie sprawia wrażenia staruszki. Z zachowania wygląda na góra kilka lat. W najbliższym czasie postaram się o krótki reportaż z przywitania domowników. Obawiam się tylko, że będzie problem z uchwyceniem jej w kadrze :razz:. Kiedy na początku próbowałem brać ją na ręce, broniła się, delikatnie podgryzając dłonie. Teraz, sama podskakuje nieco do góry i z przyjemnością gramoli się na piersi, obejmując jednocześnie łapkami, ręce opiekuna. Leda ma jedną, małą wadę... Żebrze przy stole :roll:. Robi to z godną podziwu upierdliwością, a repertuar ma przebogaty :razz:. Jeśli nikt nie reaguje, piszczy głośno i... no cóż... może to niezbyt wychowawcze, ale czasem idziemy na "kompromis" :oops:. Ledunia do tego stopnia zaufała, że na moje zaczepki (forma zabawy) reaguje delikatnym szczypaniem ząbkami i drapaniem łapką. Widać wyraźnie, że jest przy tym zadowolona... Na koniec najważniejsze spostrzeżenie... Lada to nie jakiś tam zwykły kundel !!! To rasowa pościelowo-kanapowa sunia :p
  3. Awizowany film... http://pl.youtube.com/watch?v=u0XvrtlIKaQ Czy zwróciliście uwagę, jak bezpardonowo odszczekuje się Dorce? ;)
  4. W następnym wpisie wkleję link do króciutkiego filmiku, który będzie najlepszym dowodem na skuteczność tej metody... Ciekawe, czy teraz ktoś jeszcze powie o Leduni, że jest starszą Panią :razz:. Popatrzcie tylko na tę zwinną i temperamentną istotkę... I pomyśleć, że wystarczyły zaledwie dwa seanse błotne ;).
  5. Dowody tego daje na każdym kroku... Dzisiejszej nocy dreptała co jakiś czas po podłodze, czym skutecznie uniemożliwiała zaśnięcie. W obawie przed kolejnym "potopem", w środku nocy wyszliśmy na spacer. Po bezowocnej przechadzce ponownie dreptała więc w akcie "rozpaczy", zaprosiłem ją do łóżka :razz:. No i co...? A no to, że do rana praktycznie się nie poruszyła... jędza pościelowa jedna :cool3:. Rano ponownie zaliczyliśmy bezowocny spacer, po czym w ciągu kilku minut, zrobiła sioo na podłogę. Tym razem, pomny jej wcześniejszych zapędów, odpowiednio się zabezpieczyłem ;). W związku z powyższym, od dziś zaczynamy stosować różne "wynalazki", które mają za zadania, oduczyć ją tego procederu... Niestety, czasem zdarza się jej również w domu popełnić koo :roll:
  6. W istocie, Leda słyszy tylko specyficzne dźwięki. Odgłos zgniatanej plastikowej butelki, czy głośne klaśnięcie i owszem. Podobnie niektóre dźwięki, których spektrum zawiera wysokie częstotliwości, w tym ultradźwięki. Łatwo mi się mądrzyć, ponieważ akustyka, to jedna z moich ulubionych dziedzin ;). To, że usłyszała furmankę, było możliwe tylko dlatego, że wydaje ona podobne dźwięki, do opisanych wcześniej. No bo jest tam i stukot kopyt o asfalt, oraz brzęk łańcucha, który wchodzi w skład uprzęży. Kiedy mówi się do niej nawet bardzo głośno, zupełnie nie reaguje. Znam to z autopsji... W niektórych przypadkach i ja miewam podobną przypadłość, choć póki co, na słuch nie narzekam :lol:. Reasumując... Leda jest idealnym uzupełnieniem Juranda i vice versa ;). Poczekajcie tylko, kiedy już się oswoją z nową sytuacją... Tandem głucha-ślepy, czyli dwa w jednym... a raczej jeden w dwóch ;). Z ostatniej chwili... Leda zrobiła sioo... Normalnie nie jest to nic nadzwyczajnego, ale... Zrobiła to na piętrze, dlatego "wilgoć" przeleciała na parter między deskami, z których składa się strop... W sumie i to nie jest czymś wyjątkowym, ponieważ nawet przedszkolak wie, że wszystkie płyny zmierzają w tym kierunku :razz:. Jest jednak coś, co wyróżnia ten konkretny przypadek... Otóż, sioo nie poleciało sobie na podłogę (a przecież mogło :cool3: ), tylko na kącik "techniczny", a w nim na następujące sprzęty: - laptop (na szczęście wystarczyło tylko wysuszenie) - zewnętrzna klawiatura - kolumna głośnikowa - aparat fotograficzny (jeśli po wysuszeniu nie odpali, nie będzie kolejnego filmu :roll: ) - grzejnik elektryczny - pudełko z płytami CD Niecały rok temu, inna tymczasowiczka, o adekwatnym imieniu Skrętka, unicestwiła mi laptopa w identyczny sposób :razz:. Tym razem, stał on w zupełnie innym miejscu pokoju, co nie przeszkodziło w namierzeniu go przez Ledę ;). Dziś też, kiedy mój świeżo przygotowany obiad stał jeszcze na barku, Ledunia poczęstowała się fragmentem kurczaka. Stanęłą na fotelu, wspięła się na łapkach i już... ;)
  7. Jedno jest pewne... Leda ma okropne parcie na wodę :cool3: Następnego dnia po pierwszej dawce odmładzającego paskudztwa, sunia skorzystała z drugiej... Tym razem sama wygramoliła się na suchy fragment stawu, skąd przeniosłem ją na brzeg. Wygląda na to, że lubi obcować z wodą. W związku z powyższym, spacery w ten rejon posesji, Leda odbywa na smyczy. W ten sposób uczy się, że wędrówki brzegiem stawu, mogą być równie atrakcyjne. Kiedy chodzi bez smyczy, pilnuje się opiekuna (nie dotyczy okolicy stawu :razz: ) Suni wraca apetyt. W domu zwykle zachowuje czystość. Dwukrotnie zdarzyło się jej zrobić koopę, ale wygląda na to, że to tylko wynik stresu, związanego ze zmianą otoczenia. Dziś, mimo tego, że została w domu na 12 godzin (wyjątkowa sytuacja), nie nabrudziła. Kiedy wróciłem, smacznie spała na fotelu. Jest już bardziej ufna, choć pewnie jeszcze trochę czasu upłynie, zanim obdarzy nas pełnym zaufaniem...
  8. Czy ja wyglądam na naciągacza :roll: :evil_lol: Zapewniam Cię... nie wiesz co tracisz ;).
  9. Opisane powyżej, zbawienne działanie błotka, potwierdzam w całej rozciągłości... Już wieczorem zauważyłem delikatną zmianę (in plus rzecz jasna ;) ), a rano pomyślałem, że jakiś małolat stanął pomiędzy mną a lustrem :razz:. Jeśli któreś z ciotek zechcą skorzystać z podobnej kuracji, serdecznie zapraszam ;). Dla uatrakcyjnienia zabiegu, można by zorganizować coś na kształt walk błotnych... Sądzę, że to wyjątkowe widowisko, można by udostępnić szerszej widowni, a pozyskane ze sprzedaży biletów fundusze, zasiliłyby np. konto jakiejś organizacji prozwierzęcej ;) Czekam na zgłoszenia... W ramach promocji, pierwsze 3 osoby otrzymają roczny zapas ekologicznego błotka, do wykorzystania w warunkach domowych ;). Jeśli chodzi o Ledę, to w stosunku do mnie, nie jest jeszcze zbyt wylewna, choć już nie cofa się, kiedy zbliżam dłoń, aby ją pomiziać... Biorąc pod uwagę, wątpliwe atrakcje, jakie zafundowałem jej wczoraj, uważam, że i tak jest spory postęp. Kiedy leżeliśmy na łóżku, wsłuchiwała się w każde moje słowo. Dała się też pogłaskać po brzuszku, kładąc się nieco na boku i wyciągając łapki. Będzie dobrze...
  10. Poniżej link do filmiku z Ledą w roli głównej. Zwróćcie uwagę na fragment, kiedy sunia z zaciekawieniem nastawia uszu, na odgłosy zbliżającej się furmanki. Widać też jak wodzi za nią wzrokiem. Jest to namacalnym dowodem na to, że jak na swój podeszły wiek, Ledunia całkiem nieźle słyszy i widzi. Przepraszam... filmik wyszedł nieco przydługi :roll: Obiecuję, że ew. kolejne będą bardziej "skomasowane"... http://pl.youtube.com/watch?v=Yj9ksq6OkNY
  11. Nigdy nie przestanę wierzyć, że w końcu stanie się szczęśliwym psiakiem, u boku kochającego Pana...
  12. Poniżej, wspomniani we wcześniejszym wpisie, stali bywalcy naszej posesji... Niebawem zobaczycie też Ledę, w roli jednej z kaczuszek ;)
  13. Zanim popełnicie kolejny błąd, wychwalając mnie pod niebiosa, oddajcie się proszę poniższej lekturze... Działo się dziś w naszym domu (szczególnie na posesji :razz:), oj działo... Zacznę od początku, choć tak naprawdę, to końcówka jest ciekawsza... Zaczęło się niewinnie, normalnie, spokojnie, rzekłbym nawet... nudnie... Ot... zwykły dzień, zwykłego dogomaniaka i zwykłych kundli, wliczając w to nowo przybyłą Ledunię. Wracam z pracy wcześniej, co by wyspacerować całą sforę, kładąc główny nacisk na nowicjuszkę, w obawie o stan podłogi, która nie najlepiej znosi wilgoć... Leda na rękach, Jurand przy nodze i Bonus pędzący co sił, w swoje ulubione rejony posesji... Aparat w dłoni... ups!!! Właśnie... aparat... muszę iść go poszukać... Tak, tak... ma to związek z wydarzeniami, które miały dopiero nastąpić... Znalazłem... uff, przynajmniej to dziś mi się udało... Ale, ale... jeszcze zegarek i... niektóre części garderoby :roll: ... Wszystko jest... mogę ponownie odetchnąć... Ciekawie się zaczyna, ale nie mniej ciekawiej zakończy się ta opowieść... Wracamy do spaceru... Wujaszek chodzi z psiakami po całej posesji... trochę po lesie, dłuższą chwilę po sadzie i wokół stawu, w którym obecnie nie ma prawie wody (niby drobiazg, a jednak miał kluczowe znaczenie :cool3: ). Tama na zasilającej staw rzece, która normalnie powoduje spiętrzenie, a co za tym idzie podnosi jej poziom w stawie, została obniżona, ze względu na podtapianie okolicznych pól i łąk. Przepraszam za ten iście hydrologiczny wykład, ale ma to niebagatelne znaczenie, w kwestii zrozumienia wypadków, które miały za chwilę nastąpić... Idziemy wszyscy ścieżką, prowadzącą wokół stawu... Sunia z ciekawością obserwuje lustro pozostałej jeszcze na dnie stawu wody. Jeszcze przed chwilą pływały po niej dzikie kaczki, oraz spacerowała czapla siwa, nasi stali bywalcy (spłoszyły je psiaki). W tym momencie odwracam się w kierunku Juranda, żeby sprawdzić jak sobie radzi idąc tuż nad brzegiem. Jurand mimo całkowitej ślepoty, radzi sobie wyjątkowo dobrze, ale zawsze staram się go ubezpieczać... Teraz rzut oka na Ledę... tylko... gdzie ona jest??? Pewnie pod świerkami... Wołam ją, ale nie wychodzi z zarośli... Rozglądam się po okolicy i co widzę... Leda stoi w wodzie, a raczej błocie, zanurzona po brzuch. Ze śladów wnioskuję, że zeszła na dół, na nieco podeschnięty fragment, po czym postanowiła sprawdzić co jest dalej... Miała trudności z poruszaniem się w grząskim gruncie, więc dobry wujek postanawia jej pomóc... To co teraz miało nastąpić, jest koronnym argumentem, przeciw podnoszonej wcześniej kwestii klonowania... Qrcze... tylko jak to zrobić, żeby się nie pobrudzić? (dobre sobie...) Zakładam więc gumowce i hop do wody... Nie przewidziałem jednego... Sunia jest lżejsza i ma cztery łapki... Ja natomiast, mimo, że przed obiadem, ważę troszkę więcej... Szkoda, że ta odkrywcza refleksja nie przyszła chwilę wcześniej... Dobra... stało się, więc nie marudź, tylko bierz Ledę na ręce i wyłaź - pomyślałem... Jak pomyślałem, tak zrobiłem... No... prawie tak samo, bo praktyka nie chciała pokryć się z teorią... Do tej chwili odczuwam tego skutki... Dość, że w pewnym momencie, jedna z moich uwięzionych w błocie nóg, nie nadążyła za resztą ciała, w wyniku czego zmieniłem pozycję z wertykalnej, na horyzontalną, z przyklęknięciem na oba kolana i podparciem na łokciach... Mimo mało komfortowej pozycji, Ledę utrzymywałem tuż nad czarną mazią... Sunia z pokorą wysłuchała moich niecenzuralnych zwierzeń, ale już po chwili postanowiła dać wyraz dezaprobaty, podgryzając ręce swojego, jakby nie było... wybawiciela. No cóż... nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem (o rozlewaniu będzie jeszcze w tej, przydługiej nieco, opowieści...). Czas na kąpiel. Sunia w zasadzie miała tylko brudne łapki i brzuszek, czego o mnie z całą pewnością powiedzieć się nie da... Sunia obmyta, wysuszona, odpoczywa po przeżytej przygodzie... Teraz kolej na mnie... Patrzę na siebie i nie wiem czy mam śmiać się, czy płakać... Zanosi się na nieplanowane pranie. Zanim jednak zacznę pranie zasadnicze, muszę pozbyć się pokaźnych ilości czarnego błota, które pokrywa prawie całą moją garderobę... W międzyczasie nastawiam w czajniku wodę i postanawiam odgrzać sobie w mikrofali słoiczek zupy. Kiedy mokrymi rękoma miałem go akurat wyjąć, słoik przechylił się, a cała jego zawartość wypełniła dno kuchenki, nie licząc zupy, wypływającej szparami na szafki... Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... Kuchence należało się generalne "sprzątanie", więc... sprzątam... Uff, na dziś wystarczy... Nie mnie było jednak o tym decydować, o czym boleśnie przekonałem się pod koniec jej czyszczenia... Właśnie w tej chwili, para z gotującej wody, stojącej w czajniku, bezpośrednio pod kuchenką, oparzyła moje przedramię... Tak po za tym, wszystko O.K.... życie znowu toczy się leniwie... Nic, tylko błogi spokój... żeby nie powiedzieć... nuda... Z Ledą wszystko O.K. Niestety, nie zauważyłem, żeby zrobiła sioo... Niedawno skubnęła kilka kawałków suchej karmy. W międzyczasie zapoznała się z Dorką, która tym razem była bez kagańca. Tak jak przewidywałem, wszystko jest O.K. P.S. Mam trochę zdjęć i materiał na film. Jak znajdę chwilkę czasu, wrzucę na wątek.
  14. Poniżej kilka fotek z wczoraj i dzisiaj... Mam jedną uwagę, odnośnie informacji na temat słabego wzroku Ledy... Moim zdaniem, sunia widzi całkiem nieźle. Robiłem kilka testów i okazało się, że nawet przy kiepskim oświetleniu, radzi sobie bardzo dobrze.
  15. Po szerokich konsultacjach, sunia otrzymała nowe imię LEDA. Takie właśnie imię nosiła moja nieodżałowana sunia (od 2,5 roku za TM). O wyborze zdecydowało podobieństwo, szczególnie jeśli chodzi o kształt pyszczka i uszu. Na jakiś czas postanowiliśmy zostawić Ledę samej sobie, żeby nieco ochłonęła po pierwszych wrażeniach zapoznawczych. Kiedy po jakimś czasie wszedłem do pokoju, gdzie urzędowała z Jurandem, zastałem ją w... pościeli na łóżku :razz: Jest jeszcze nieco nieufna i zdystansowana, ale już teraz widać, że będzie O.K. Nie forsujemy niczego na siłę... ona potrzebuje czasu... Jak pisałem wcześniej, postanowiliśmy również zaprezentować ją pozostałej gromadce... Efekt był następujący (kolejność zgodna z poziomem akceptacji): Bonus - 10/10. Jemu totalnie "zwisa" to, czy jest cztery łapy mniej, czy osiem więcej ;) Jurand - 9/10. Jeden punkt odjąłem za "pyskowanie", choć to tylko taki jego sposób na życie :razz: Dolores 7/10. Dorcia poznawała Ledę będąc wyposażona w kaganiec, który starała się zdjąć na wszystkie znane jej sposoby. Na początku podbiegła do Ledy z impetem, w odpowiedzi na co, potraktowana została ostrzegawczym kłapnięciem ząbkami. Po tej swoistej reprymendzie, do końca krótkiego spaceru, Ledunia udawał, że jej nie widzi, natomiast Dorka leżąc, bacznie obserwowała każdy jej ruch. Będzie dobrze. Kama - 1/10 Niestety, Kama to typowa zołza, która i owszem... merdała ogonem, ale ujadała z ogromną zajadłością :razz: W jej przypadku rokowania są baaardzo ostrożne. Od kiedy Kama powróciła do pełni sił, stała się typową dominantką w stosunku do innych suk. Mimo, że z Dorką jeszcze do niedawna była sztama (kiedy Kama była swoim cieniem), teraz są na ścieżce wojennej. Kamusia jest potężną ONkowatą sunią, dlatego nawet nie chcę myśleć, co mogłoby się stać z Ledą, gdyby puścić je na żywioł :cool3: Izolowanie Kamy mamy dopracowane, więc ten element nie stanowi większego problemu. Jeszcze o Ledzie w (prawie)telegraficznym skrócie... Około południa sunia napiła się wody, a teraz postanowiła zastrajkować i od tej pory nie piła, ani nie jadła. To wynik stresu... Jakiś czas temu popełniła koopę :razz:, ale o siku nie ma mowy. W tym celu odbędziemy ostatni wieczorny spacer, w towarzystwie zaprzyjaźnionego już Juranda. Opatrzyliśmy jej operowaną łapkę. W czasie robienia opatrunku, sunia była bardzo grzeczna. W ostatnich dniach sporo zmian zaszło w jej życiu, dlatego nie ma się co dziwić podobnym reakcjom. Teraz smacznie śpi na swoim posłaniu... W następnym wpisie wkleję kilka fotek. Jutro postaram się o kilka nowych zdjęć i film ze wspólnego spaceru.
  16. Miriam właśnie zapoznaje się z |Jurandem. Na powitanie obszczekał ją, jak to on ma w zwyczaju. Ale ogon mu chodzi i ma w nosie, że obcesowym zachowaniem wystraszył lekko dziewczynę. Z resztą ferajny będziemy zapoznawać później. Miriam miała dostać na imię Maja, ale córeczka sąsiadów ma tak na imię więc zmienimy. Jeszcze dogadamy tą kwestię :lol:. Sunia jest grzeczniutka, zero agresji, bardzo spokojna. Na razie nie siusia, chyba ze strachu, w ogóle nie siusiała jeszcze... Pije sporo wody, jeść na razie nie chce w ogóle.
  17. Szajbus, wbrew pozorom, wśród dogomaniaków, jest wielu oddanych sprawie facetów, choć faktycznie ciotek jest więcej ;) Jeśli chodzi o klonowanie... hmm... uważam to za nader ryzykowne posunięcie :razz: No chyba, że ja o czymś nie wiem i istnieje już machina, potrafiąca przy okazji eliminować przynajmniej niektóre wady ;) Ciapuś, zmień/usuń proszę, tę nieadekwatną emotikonkę przy tytule wątku :razz: Czekamy na Miriam z niecierpliwością.
  18. Sprawdź dokładnie :razz:. Początek został stary, ale końcówka jest zaktualizowana. EDIT: Pisaliśmy w tym samym czasie.
  19. Ciapuś zmieniła tytuł wątku i owszem... ale emotikonka przy nim dalej została ta sama :razz: Jurand już nie może się doczekać przyjazdu swojej nowej koleżanki ;). Jesteśmy bardzo ciekawi, jak się dogadają. Wszystkie sunie są jego przyjaciółkami, czego niestety nie można powiedzieć o psiakach... Intuicja podpowiada mi, że może być z nich wspaniała para, taka na dobre i złe...
  20. [quote name='Holly1'](...)Dziś jesteśmy w lepszych nastrojach i pełni nadzieji że wszystko będzie dobrze...(...) I tylko to się liczy...
  21. Czy coś już wiadomo odnośnie potencjalnego transportu? Jeśli będą problemy, napiszcie o tym niezwłocznie. Może wspólnie uda nam się znaleźć jakieś rozwiązanie (np. transport łączony). Szkoda każdej godziny... EDIT: Z ostatnich informacji wynika, że sunia przyjedzie do nas w poniedziałek. Czekamy...
  22. Wciąż myślę o nich... szukamy domu wytrwale. W końcu musi uśmiechnąć się do nich szczęście.
×
×
  • Create New...