-
Posts
6246 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by wisela1
-
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Wczoraj była powtórka.. Boniś znowu zaniemógł, na szczęście przeszło dużo szybciej i łagodniej. Ale to dziwne bo dokładnie w tym samym miejscu. I wiecie co ? Jak dziś rano zbliżaliśmy sie do tego pechowego zakrętu to Boniś zrobił duuuuuzy łuk i wrócił do do domku, no nie zupełnie bo sobie nadrobił w przeciwnym kierunku mijając domek. Taki z Niego mądry chłopczyk. Jeszcze o Bonisiu.... Kiedy Boniulek wychodzi do ogródka różnie bywa na balkonie. Jak jest wilgotno i balkon śliski jak diabli. Dlatego bardzo tego pilnuję. Jak tylko się pogoda stabilizuje to szybciutko bakon wycieram do sucha żeby Piękniś sobie czegoś nie połamał... Jak pada, albo z innego powodu balkon śliski to zanim Bonia wypuszczam i wpuszczam rzucam koc i Przystojniak wkracza po dywanie.... Wczoraj Boniś wyszedł do ogródka, nie zauważył chyba że "dywanu" nie ma, ale jak wracał , wszedł na schodki i............ stoi, wołam, zachecam a Bonio stoi.... NIE ROZWINĘŁAM PRZED PANEM DYWANU.....!!!!!!! Rudusia to chyba kiedyś sama schrupię jak będę miała apetyt na słodycze. To jest cudowny psiaczek, brak mi słów żeby opisać Jego charakter, potrzebę bliskości jakiegoś ludzia.... Lunia jak już pisałam tak naprawdę jest straszliwym tchórzem. Boi się pacynki, wentylatora, szeleszczącej torby. Długo by pisać. Od dłuższego już czasu uwidocznił sie lęk przed tym że mogę ją "zgubic" na spacerze. Nie spuszcza mnie z oka nawet jak biega wolno, bez smyczki. Trochę mnie to niepokoi bo przerobiłam z Ksieciuniem takie różne zupełnie bezpodstawne leki i wesoło nie było - sk0ńczyło się na psychotyropach do końca życia, ale pocieszm sie że Luneczka jeszcze młoda to i powód zapewne jest inny. Za to dziś złapała wiatr w żagle. Niby mnie pilnowała, sama podeszła żeby zapiąc smycz i nagle..... pooooooszła. Niczym ogar - w las. Jest tam nie do znalezienia. Często chodzimy róznymi dróżkami, przecinkami po lesie Lunia je dobrze zna wiec zawsze do domku którąś dojdzie. Zdążyłąm wyspacerować Rudunia a Luneczki nie było. Wytrwale krązyłam po obrzeżach lasu. Ponad 2 godziny. Wreszcie przybiegła z najmniej chyba nieoczekiwanego kierunku.... Normalnie po takich zagrywkach podchodzi skruszona, przeprasza. A dzisiaj? Nic z tego Grała mi na nosie. Biegała wokół mnie po sporym okręgu z prędkością chyba powyżej 1 Macha. Naprawdę, aż rozmazywał się Jej obraz..... Igrała ze mną na całego. Powinna dostać porządne manto, ale kto mi rękę rozbuja wiem. Narazie - izolacja. Zobaczymy która z nas prędzej pęknie..... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
[quote name='Wiedźma']Czy Bonek zmieściłby się na takie dziecięce plastikowe jabłko do zjeżdżania? Takie np.: [URL]http://allegro.pl/sanki-slizg-jablko-jabluszko-zjazdowe-zolte-i2815105714.html[/URL][/QUOTE] Sama dupka moooooooooożeeeeeeeee......... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
To że ja jeszcze nie zeszłam z powodu zawału lub innego nagłego acz spodziewanego powodu to chyba ciężko mnie będzie dobić..... Wyszłam z Boneczkiem. Nagle psinka stanął , przerażenie w oczkach i siadł na dupke. Nie był w stanie się podnieść nawet ze wspomaganiem. Oczka mówiły wiele.....Spuścił główkę, Płakał, ja z Nim do towarzystwa...... Kiedyś przecwiczyłam coś co tak samo wyglądało z Gasparem... Wtedy to był lekki wylew. Udało się psinę uratować. Bardzo chciałam doprowadzić Boneczka do domu ale szans nie było. Sprawdziłam czy coś nie weszło między poduszeczki bo On taki delikatny to by też było wystarczające żeby miał zahamowanie bo Piękny na trzech przecież nie da rady..... Zdjęłam szal i próbowałam z niego zrobić temblak na którym się dociągniemy do domu, ale nic z tego nie wyszło bo szal z włóczki, wiec się naciągał. No to złożyłam szal, dołożyłam czapkę i taką podusie podłożyłam pod dupkę żeby nie było Mu zimno i i pobiegłam do domu po kocyk.Boniś został na środku chodnika, dobrze że był płot, to przywiązałam Na szczęscie nie było ślisko. Na kocyku udało sie psinkę podnieśc, ale kiepsko bardzo szedł bo nie mógł nóżek tylnych wyprostować. Dreptał na takich ugiętych i co parę kroczków znowu padał, ale już łatwiej się podnosił..... Tuż pod domem nózie się wyprostowały i Boniś merdając pomponiczkiem wrócił do domku. Tak to z Boniem, świtem brykał z Lunią i Rudusiem w ogródku. Nie przesadzam - brykał, podskakiwał.... A 3 godziny później..... Ruduś napsocił.. Z tego psiaka to niezły majster - włamywacz. Otwiera pudła ( zamykam "na zakładkę" ) i wyciąga co zdąży zanim zauważe. Do ogródka, później przynosi do domu i rozgryza... Wszystko. Same straty. Skrzyneczki, takie po warzywach, owocach czymś tam wypełnię, stawiam jedna na drugiej, wcale niem są lekkie. Odsunie i tak zawsze wywlecze to co chce. Dzisiaj ciut mnie wkurzył i zaczęłam pogadankę pedagogiczną....... Stał znudzony i co chwila szturchał mnie noskiem podnosząc główkę do góry jakby mówił - przecież to ja, Rudzio, skończ już to gadanie i pogłaskaj. Nie będzie głaskania, zaraz dostaniesz manto w ten kawałek psa z ogonem..... Rudzio się odwrócił i podstawił doopkę...... odwrócił główkę z figlarnym uśmieszkiem - no to bij, no masz... No widzisz, wiedziałem że tego nie zrobisz.... To stąd ze czasem jak się bawimy, mówię dawaj ten kawałek z ogonkiem to poklepiemy..... Suma sumarum stwierdzam że jestem już świetnie wytresowana. Zdolne zwierzaczki -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
U mnie przez okna nic nie leci.... Czasem na obrzeżach nieużytków dzieci wraczające ze szkoły wyrzucają kanapki.... Choć raz Bono znalazł Całego surowego kurczaka..... Ledwie Mu wydarłam.... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Bonio zabawia się w nieporadną blondynkę, właściwie blondyna. Jakakolwiek, najmniejsza przeszkoda jak popchnięcie drzwi, wywrotka, kąsek który wypadł z paszczydełka czy problemy z wejściem na śliskie schodki wyzwala w psinie coś co powoduje ze natychmiast biegnę na ratunek. Tymczasem okazuje się ze jak nie ma mnie w zasiegu wzroku to sie nie pieści tylko sam sobie daje radę.... Prawda że nie za każdym razem, alw w wiekszosci przypadków. Pogrywa sobie ze mną Piękniś...... Nie bardzo wiem jak mam walczyć z Jego apetytem na śnieg.... To jest poważny problem. Kaganiec? Nie bardzo. Poza tym lekki plastikowy który mam po Ksieciuniu dla Bonisia jest za mały a odpowiedniej wielkości metalowy jak ubieram to po pierwsze główka leci na dół bo ciężki a Boni nie przyzwyczajony, a po drugie Bonio chodzi z języczkiem na wierzchu, kaganiec metalowy, jęzorek może przymarznąc.... No i szkoda mi psiny.... Taki bezzębny starowinka w kagańcu.....Boli nawet myśleć..... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Tradycyjnie, jak codziennie około 4 rano otwieram balkon, czeredka wybiega... Dziś ja zobaczyły białą pierzynkę to ło że nie pogryzły sie w drzwiach kto pierwszy. Boniś pchał sie najszybciej.... Przymknęłam drzwi i poszłam sobie zrobić kawusie. Nagle słuszę jakis głuchy łomot, miałam wrażenie ze wszystko się zatrzęsło..... Pędzę do okna - Boniś leży..... Złapałam tylko koc i wyleciałam, ale zanim cokolwiek zadziałałm Bonio sie sam pozbierał.... Od razu zabrałam Pieknisia do domu zeby dokładnie obejrzeć cxzy aby napewno nic sie nie stało... i wtedy zobaczyąłm w co jestem sama zestrojona. Piżama i bose nogi w klapkach. Ale chyba mi się upiekło bo jak do tej pory nie jestem pociągająca to już nic nie będzie. Przypomniało mi sie jak z Dziadziem biegaliśmy razem boso po śniegu. Mój Dziadzio był fanem i znawcą homeoterapii i balneoterapi. Hartował wnusię jak rodzicie nie widzieli ;-) -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
[quote name='panbazyl']no paskuda jestem, paskuda. Elu - teraz to zamykaj okna a nie otwieraj. a tak z nowości - konik znó do naprawy, bo dziś rano ogar go znów raczył był skonsumować dokladnie w tych samych miejscach co go pozaszywałam....[/QUOTE] Najwyraźniej ogar jest smakoszem koniny..... ;-) -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Owszem, łóżko w roli głównej do przestawienia. Ale żeby przestawić łóżko muszę najpierw szurnąć regałem i biurkiem, ale to ,pryszcz Grzac to sie nie będę bo Bonio nie lubi, ja też nie lubię przesadnego ciepełka.. Bazylku, ja często "nie mam sił" żeby sobie samej gotować, zrobić kanapkę, ale dla zwierzaków ??? Zawsze mam siły, czas ,cierpliwości , bywa, brakuje mi do ludzi. Do zwierząt NIGDY!. Już jest prawie dobrze, tylko zaczęło strzykać z drugiej strony bo się wyprostowałam :-) Rano była ślizgawka więc i spacerki były mikro, ale teraz sypie, fajnie się chodzi więc bylismy spacerki "uzupełnić". Boneczka zasypało :-) Szedł ze mną taki psipiekny puchaty bałwanek. Cuuuudownie wyglądał !!!! I wiecie co? Boniś był przeszczęśliwy :-) Nie pozwalał sie otrzepać. Fuczał na mnie !!! Lunia znowu pokazała mi coś co daje mi wiele do myślenia.... Normalnie to na spacerku idziemy sobie dolinką i jak kończy się zabudowa to odpinam smyć i dziewczyneczka sobie biega do woli. Teraz ponieważ to jest bardzo nierówna droga nie wchodzę daleko tylko puszczam dziewczynkę zaraz na początku.... Lunia się boi. Odchodzi kilka kroków, siknie, skupi się, ale zawsze zwrócona w moją stronę. Pilnuje czy nie odchodzę. Wystarczy że zrobie 2 kroki w kierunku domu już jest obok..... Coś się bieduni musi kojarzyć..... Smuci mnie że jeszcze nie do końca mi ufa.... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Nie doniosłam jerszcze że po Rudusiu bardzo widać że miał przez czas mojego stękania mniej spacerków. Już fałdka sadełka zrobiła się na karczuniu.... A ja..... wreszcie pojęłam że moje dolegliwości sa efektem zamiłowania do chłodku, wiaterku itp.... Muszę poprzestawiać meble bo się ni9e wygrzebię. No cóż, jestem wolnomyślicielem... ;-) Musiałam porządnie pocierpieć żeby wreszcie pojąć gdzie przyczyna. -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Paskuda, jak tak można ? Puściłą dzieciaki samopas ;-) Ja tam bez względu na pogodę nie odpuszczam sobie spacerków z futerkami. Bardzo, bardzo lubię łazić w takim towarzystwie. Wczoraj dopadła mnie ochota na śledzia. Kupiłąm, zrobiłąm sobie w oliwie. Nie pomyślałam ze to może być w kręgu Luni zaimteresowań. A jednak okazały się przysmakiem. Zanim wróciłam ze słoiczkiem Luneczka już degustowała.... Rudzio adoptował szczotkę do włosów.... Użył do wiadomych Rudziowych celów.... Wcale się nie pogniewałam, Rudusiowi wolno wiecej. Lusia dla odmiany strasznie się nudzi bez spacerów. Snuje się po mieszkaniu i sama nie wie czeka szuka, oby nie zwady. Z nudów ciągle je. Jak idę w kierunku lodówki to razem z MOtyleczką idą pod lodówkę i OBIE wołają - DAJ COŚ DOBREGO !!! Motylka drze się jednak głosniej... Ale to zdrowy objaw bo Lusia to indywidualistka. Próbuje też już za mną chodzić, nawet zaczęła wskakiwać na biurko do towarzystwa, ale nie pasuje kini bliskosc Lunki i Hektorka... Ale nic, może sie i do Nich zbliży. Bponiś pcha sie na spacery jak tylko zbliżę się do drzwi. Wiem ze chce się dorwać do lizania śniegu... Chyba przestanę lubić śnieg. (ale nie zimę i mróz ;-) ) Lunia wymyśliła że nie musi spać w nogach, wyciąga sie obok mnie.. Łóżko zrobiło się za wąskie....Wystarczyło ze raz zobaczyła Rudzia.... Tyle ze wtedy nie spałam i dopieszczałam Słodziaka, ale dla Lunki to nie wytłumaczenie :-) -
KASZTAN, dawniej Miluś ma już swój wymarzony domek!
wisela1 replied to tripti's topic in Już w nowym domu
[quote name='Ulka18']Aniu, a gdzie mozna znalezc zdjecie Panterka?[/QUOTE] No właśnie..... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
A dzisiaj jak okiem sięgnąć - LODOWISKO !!! -
KASZTAN, dawniej Miluś ma już swój wymarzony domek!
wisela1 replied to tripti's topic in Już w nowym domu
[quote name='ania14p']Panterek, odkąd sypia ze mną, to oczywiście[SIZE=4][B] [COLOR=#0000ff]zapomniał o pierwszej "matce"[/COLOR],[/B][/SIZE] ale ogólnie to cudowny kocurek, Kaktus mieszka w szafie i nie lubi obcych, a nas tylko toleruje, a psy, psy są super!!!!!!!![/QUOTE] ...chciałabyś, chciała........... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Wpadłam w czarną dziurę.... Wczoraj jak zwykle obudziłam sie o 4,00 i....... wpadłam w euforię :-) NIC NIE BOLAŁO !!! Koniec oklepywaniem, masowaniem, smarowaniem, plastrami i prochami !!! Podeszłam do sprawy chyba zbyt ambitnie. Natychmiast wpadłam w wir odrabiania zaległości. Do 6,00 całkiem sporo odrobiłam. Akurat otwierali sklep wiec - po zakupy !!! Boniś spał jeszcze, a Lunia i Ruduś nie wychodzą przed nim. Taka zasada. Ubrałąm sie i wyszłam...... ledwie z dziedzińca i jak nie załupie.. aż przykucnęłam. Nici z zakupów. Na "ostatnich nogach" dowlokłam się do mieszkania. Ubrana byłąm ciepło, nawet bardzo ciepło, ale wiatr i tak przewiał i to był chyba powód. Połknęłam przeciwbólowe i przysiadłam przed TV żeby obejrzeć wiadomości, ale był ustawiony akurat na Discovery, a tam jakiś francuski lekarz właśnie opowiadał o "moich" dolegliwościach. Jak usłyszałam ze to może trwać i 6 tygodni to miałąm ochotę gryźć ściany.... Dziś spacerki były dość mocno rozłożone w czasie, ale były prawie długie. Nie dam się. Rano spotkałam sąsiada (lekarz na emeryturze) i zapytałam czy to prawda że tak długo. Powiedział że później i tak trzeba sie jeszcze jakis czas oszczędzać bo od utykania na jedną stronę będą inne problemy i że ja i tak sobie świetnie radzę.... Chciał być miły..... A ja nadal jestem zła, zgrzytam zębami i nie odpuszczam ani sobie ani dolegliwościom. Nie lubię słowa choroby. Samej choroby też nie lubię.... Boniś znowu pokasłuje, nie żeby jakoś groźnie, ale degustacja śniegu nie moze przejść bez echa.... Luniś wczoraj trochę rozrabiała ale za to dziś od świtu sama słodycz. Ruduś jak zawsze - aż ocieka słodyczą psipiękny ślepuś..... Lusieńka wychodzi chyba bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby - szybciutko wraca, wędrowniczek Hekunio wczoraj wogóle nie wyszedł, przespał dzień i noc pod kołderką, a Motyleczka odkleja sie od kaloryfera tylko jak zgłodnieje ;-) -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
No i w optymalnym (według mnie ) momwncie poszliśmy sobie z Bonusiem..... Chyba po raz pierwszy próbował ciągnąć..... Chciał się zerwacć zs myczki. Już wie jakie to fajne... Ale ja wredna matka skupiłam się na sobie, a właściwie na swojej nodze. Wpatrywałam sie pod nogi czy aby równo żeby się nie wyrżnąć. Bonio prowadził, ja gapiłam się pod nogi i myślałam o różnościach... Jak oprzytomniałam i podniosłam głowę to...... zdębiałam. Boniś? taki kawał od domu? Jak nić, będzie problem, a nie mam telefonu... Dał się uprosić żeby wracać. I jak ? Boniś zawrócił i cały czas radośnie kręcąc doopką i maerdając swoim pomponikiem, z szerokim uśmiechem przydreptał bez problemów do domku... Jak wszedł dp mieszkania natychmiast zaparkował pod lodówką i wołął o jakiś smakołyk. A co, należał się, przecież był taki dzielny !!!! Aż m9i się mokro w oczach zrobiło jak sobie przypomniałam że w ostatniej właściwie chwili uciekł spod igły.... Reszta ? Reszta pracowicie spędzała czas pod naszą nieobecność. Spruły mi ok. metr szalika.... Dobrze mi tak. Mogłam schować, a poza tym przecież wiem ze zielony to lubimy tylko my z Boniem..... Ja mie mam pojęcia dlaczego ale jak coś zielonego na wierzchu to natychmiast znika... Na 11 tub akryli które wyniosły do ogródka aż 7 to były odcienie zieleni.... Tylko skąd Ruduś wie że to zielone..... Jak mawia klasyk FK - są na tym świecie rzeczy które się fizjologom ;-) nie śniły..... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Nie mogłam wczoraj wieczór przeboleć ze nie miałam ba(k)terii w aparacie....... Oddałam Bonisiowi tapczanik..... NATYCHMIAST się wyłożył, ale jak! Jak żaba. Przednimi łapsiami objął cały z góry, Główeczkę "rozpłaszczył" bokiem, a tylne łapusie wyciągnął. Wydawał się wrzeszczeć - NARESZCIE !!! MÓJ CI ON !!! JUŻ NIGDY NIE POZWOLĘ !! Widok był niesamowity !!! Ponieważ tapczanik ma 2 m . to na drugim końcu dość często układa się Ruduś. Wczoraj jak chciał się umościć to Boniś furczał SPADAJ !!! CAŁY JEST MÓJ !!! Bazylowa zaraz natłucze ze to bluźnierstwo, ale i tak napiszę. Rozpaskudzone, rozpieszczone psy są mądrzejsze, potrafią MYŚLEĆ !!! Wytresowane tylko ze strachu przed karą spełniają polecenia...... Jeszcze sobie postękam... Boli i boli, mam już po kokardę tego "bolenia".Nie powiem że coraz gorzej bo to nieprawda. Z każdym dniem lepiej, tyle że to dzie bardzo, bardzo powoli. Rano nie mogę się zwlec z wyrka, klepanie, masowanie, rozgrzewanie, prochy.... Jak tylko popuści na tyle że da sie chodzić to zwierzaczki, sklep. Bywa że jeszcze się uda ogarnąć mieszkanie... W południe pwtórka, a na wieczór ..... zostawiam wszystko co się robi siedząc.,... Dotąd nie trwało nigdy dłużej niż 10 dni, tym razem chyba zbliży się do 2 tyg. Ale i tak przejdzie. Jak zawsze. Nie wysyłajcie mnie przypadkiem do lekarza !!! Od lekarzy i antybiotyków trzymam sie na odległość od wielu, wielu lat i chyba dlatego jeszcze się nieźle trzymam. -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Wyszłam tylko do sklepu.. Sklep w następnym budynku, ale wiadomo że to trwa bo wloke.nogę. Przed wyjściem otworzyłam drzwi balkonowe żeby pogonić smrodki wszelakie no i żeby stado się przewietrzyło.... Wróciłam. Podchodzę zamknąć drzwi, ale coś kolorowo na śniegu. Wyszłąm na balkon, po ogródku rozniesione 11 tub (dużych ) akryli i pełniutki słoik lakieru. Taki jak dżemowy. Jak Rudy to wyniósł? Ja nie wiem. Dodam jeszcze ze właśnie wczoraj wieczorem porządkowałam farby w pudle. Pudło było zamknięte..... Ale Ruduś to stary włamywacz. Pamiętacie jak otwierał kuferek i wynosił cążki do paznokci ? I jak tu się gniewać na takie mądrzutkie łepetynki.? -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Dosadne i doskonałe [URL]http://www.youtube.com/watch?v=1quiKLMy0ng[/URL] -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Wczoraj COŚ krązyło w powietrzu. WSZYSTKIE, CAŁA SZÓSTKA były niedobre, nieposłuszne, dokuczliwe.... Mało ze mnie dały popalić to i między sobą się awanturowały. Lunia wojowała ze wszystkimi kotami, Hekuś przeganiał Motylkę, Motylka z Lusią jedzą z jednej miski, razem piją wodę a wczoraj prały futra aż pierze leciało. Lunia mi zwiała do lasu, znalazła jakieś przejście na zamknięte osiedle, nie mogłam sie do niej dostac.... Wołanie ? Byłą kompletnie głucha, nawet na mnie nie spojrzała. Chyba z 10 razy ściągnęła narzutę z kanapy Rudzio ciągnął jak sześciokonny zaprzęg i spychał mnie gdziekolwiek usiadłam, Bono zwiewał na łące i skopywał pościel z posłanka......Wywalał jedzenie, 2 razy przewrócił miskę z wodą. Nocą skopał na tyle skutecznie ze od świtu mam czyszczenie ściany, sciąganie i pranie pokrowca z materaca, czyszczenie samego materaca i skrobanie podłogi. A teraz cięzko obrażony bo zaprałam ulubiony tapczanik..... Żal mi Go ale nie oddam do wieczora, póki wszystko nie poschnie bo przesika na wylot..... Jakby się szaleju najadły wszystkie. Dziś spokojniej choć za spokojne nie są. Zobaczymy co będzie dalej... Narazie hekuś z Motylką razem na fotelu. -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Muszę przestać stękać, zacząć sobie wmawiać że nic nie boli bo futrzaczki mają już serdecznie dość. Dzisiaj WSZYSTKIE się buntują. Jak to dobrze mieć takie towarzycho w najbliższym otoczeniu. Nie ma szans żeby się rozkleić czy rozsypać. Kocham ponad wszystko te czterołąpe stworki. -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Oj fakt. Boniś sobie na starośc odbija pusty brzusio, brak dachu nad mądrą główką i leżenie w kałużach.... W goracych uczuciach do Pani Zimy jesteśmy z Bonisiem tożsami. U mnie korzonki to zawsze ok. 10 dni. Wspomagam się Bengajem, rozgrzewającymi plastrami, prochami, widomo. Najgrubsze getry albo i 2 pary plus spodnie. W sobotę trochę przegięłam ze wspomaganiem bo muuuuuusiałam dopucować podłogi. Boniś miał biegunkę. Wczoraj było przez to najprawdopodobniej gorzej, ale wygląda dziś z rańca że się zaczęło cofać. Ja nie umiem polegiwać. Taka już jestem. Leżeć u mnie = spać. Trudno, taka juz jestem, więc krzątanie się po domu jest normą bez względu na samopoczucie. Spacerek mają biedactwa tylko jeden ale za to do ogródka mają wolne wyjście kiedy chcą. Jak stan się utrzyma to dziś prawdopodobnie będą już 2. Boniś jak poczuje noskiem mrozek to ożywa. Ponieważ za bardzo nie mogę dreptac to wyprowadzam Pięknisia na nieużytki. Spuściłam....... Boniś zaczął.......BRYKAC. Wcześniej bałam się Bonia puszczać bo tam był okropnie nierówno , groziło złamaniem nózi. Teraz przejechali kultywatorem chyba i jest lepiej. Niestety to oznacza że zacznie się jakaś budowa bo z 2 stron już ogrodzone.... Lunia biega wolno, Rudzia raz puściłam na ogrodzonej łące, raz na 8-io metrowej lince. Bardzo się staram żeby One jak najmniej odczuły moje ograniczenie. Była chętna dziewczyna do wyprowadzania. One owszem, chętnie, niech trzyma smycz, ale ja też mam iść. Moje słonka...... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Gdyby do dziś nie stosowano krioterapii to Boniś byłby prekursorem..... -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Mam dzisiaj pecha. Znowu się pPęknemu naraziłam. Śniadaniem. Stało suche w michach, ja karmiłam Bonia lekami. Oczywiście każda tableteczka osobno na minimini kanapeczce posmarowanej "ludzką" konserwą. Kawałek konserwy wpadł do michy w kt.órej mieszam jedzonko dla Rudzia i Łuni. Wiadomo że nie łowiłam. Po lekach wrzuciłam Bozitę i pomieszałam. Jak zwykle pierwszy Boniś. Postawiłam reszcie. Bonio już jadł ale jak to ma w zwyczaju poszedł sprawdzić co dostała reszta.... Wyczuł !!!! To trzeba było widzieć z jaką złością zakopywał swoją michę. Skutecznie. Wszystko wywalił ! Ale nic to. Ja się cieszę, dla mnie to oznacza że chce jeszcze żyć, nie jest na nic obojętny i ma jeszcze dobry węch. Ale co sobie nagrabiłam u Pana Psa to moje. -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Boniulek jeszcze jednej roboty się pozbył i uznał ją z mój obowiązek :evil_lol: Kombinuje w tej starej łepetynce nie najgorzej. Kiedy rano wypuszczam czeredę do ogródka to oczywiście otwieram drzwi na całą szerokość bo się przepychają. Później przymykam, jak wracają to każde sobie odpycha, a ja ponownie przymykam. Ale nie Boniś. Wykombinował że i wtedy obsługa się przyda. Jak szczelina wąska to nawet nie próbuje tylko odwraca się doopką obrażony. muszę otworzyć i jeszcze baaaardzo prosić żeby raczył wejść. Kiedy szczelina szersza bo przed Panem B. wchodził kot, to Bonio wsuwa główkę i "paczy" Może tak stać..... czasem zdegustowany fuknie - co tak dług0.. Nie ruszy się, nie wejdzie........ Muszę się pofatygować do Jaśnie Pana, otworzyć szeroko i jeszcze koniecznie rzucić jakimś komplementem... Wtedy majestatycznie wkracza...... Uśmiechnięty i zadowolony z siebie bardzo. Podchodzi do swojego tapczanika i .......... Mokry ? jeszcze mi nie przesłałaś ? I siedzisz ? Zaczyna mnie szturchać główką......... Do roboty !!! -
Faworek już za tęczowym mostem. Są następcy w potrzebie....
wisela1 replied to wisela1's topic in Już w nowym domu
Chwalimy się dalej..... Na poczwórnym wspomaganiu byliśmy na czterech spacerach. 1. Śmieci i zawartości kuwetki trzeba się pozbywać regularnie. Inna opcja nie istnieje. 2. Boniś muuusi bo grubasek, no i muuusi bo jak te stare kosteczki się zależą moze być niewesoło. 3. Rudunio bez spacerków traci wszystko to co najważniejsze w Jego ślepym życiu - zapachy. 4. Luniś jak ma mało ruchu to fiksuje. Przerażają mnie wtedy Jej przekrwione białka oczu. Strasznie to wygląda. Boniś olał podstawowe cele spacerku. Niczego sie nie pozbył. Skupiony był na szukaniu "dziewiczego" śniegu do lizania. Dobrze że choć nie zabiera sie za brudny na srodku ukicy. Rudunio sie prawie "zawąchał", aż zaczął kichać :-) Luneczka znowu okazała sie istotką wrażliwą i myślącą. Puszczona ze smyczy oszalała....... Biegała z trzecią kosmiczną. W pewnym momencie stanęła, skupiła sie i podeszła prościutko do mnie zeby Ją "usmyczyc". Rozumie dziewczynka że nie mam sił na użeranie się z Nią. Nie były to wprawdzie takie normalne nasze długie spacerki, ale były....... Jak miłosć kwitnie to i krawędź fotela wystarczy..... choć ja za bardzo nie wiem jakim cudem.... [URL=http://img717.imageshack.us/i/nakrawdzi.jpg/][IMG]http://img717.imageshack.us/img717/6074/nakrawdzi.jpg[/IMG][/URL]