-
Posts
3190 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
3
Everything posted by Baltimoore
-
Reasumując Nie wyobrażam sobie, żeby mógł być dobrym człowiekiem i zwierzolubem ktoś, kto tak potraktował dosłownie „bezpańskiego” kota z szansą na super dom i kosztem tego kota chciał dokuczyć innemu człowiekowi. I martwię się o Bolusia. Kobiety nie znam, przedstawicieli jej grupy zawodowej których znam, to lubię i szanuję z wzajemnością, wysuwanie tego argumentu było dla mnie szokiem i świadczy o jakichś zaburzeniach, a po ostatnich doświadczeniach ze ślepaczkami bardzo jestem wyczulona na osoby z zaburzeniami. Mnie kobieta w sumie na złość nie zrobiła, nie udało jej się Kotka do domu pojechała, dom wspaniały, miałam okazję osobiście poznać Ala123 i jej Męża, fantastycznych ludzi. To są wartości dodane :))) i nie przeliczalne na pieniądze. Zdanie na temat tej kobiety, z kompleksami i sfrustrowanej, mam już wyrobione. Nie nadaje się do napisania XD Jeśli nie chciała zabrać „mojego” kota bo.... , wystarczyło napisać mi rano sms, a nie stawiać nas w takiej sytuacji po południu z zaskoczenia. Wtedy byłby to po prostu kolejny porażkowy transport, z ludźmi tak bywa. Ciekawostką jest, że do tej właśnie pani oferowałam się zawieźć Bolusia ZA DARMO z Tarnowa do Bielska, zapewne po wcześniejszym opłaceniu przejazdu blablacar i kobieta o tym wiedziała. Ile w niej nienawiści i jaka podłość.
-
Nie wiem jak Guccio uzgadniała z panią od Bolusia ten transport, w każdym razie albo coś zostało zawalone organizacyjnie albo kobieta jest bardziej podła, wredna i mściwa niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Już pierwsza rozmowa z panią byłą ciężka, czułam że coś jest na rzeczy i że pani nie chce pomóc kotkowi w dostaniu się do domu tylko podoić ze mnie z kasy jak jest okazja. Bo rozmowa nie dotyczyła gdzie (pani upierała się że na Rynku w Bochni, bo to ona wiezie kota i ona dyktuje warunki- to niemal dosłowny cytat, tylko że Rynek w Bochni jest w remoncie i nie ma tam wjazdu), cała rozmowa dotyczyła ZA ILE weżmie tego kota i wydawało się że uzgodniłyśmy, najwyraźniej proponowana kwota jej nie zadowoliła. Pani nie odpowiedziała rano na mój sms potwiedzający miejsce spotkania i nie kontaktowała się z Guccio, ale byłam spokojna, bo miała być taką super osobą, która specjalnie przyjeżdża po kotka. TYMCZASEM pani wymyśliła makiavelliczny plan, zrobienia mi na złość (ale nie mi jako mi bo się nie znamy tylko jako osobie wykonującej mój zawód) nie zabierając Meli do Bochni, po prostu zamierzała przyjechać do Zwierzyńca, zabrać ze sobą Bolusia, a Melę w transporterze zostawić na podwórko u Guccio, o czym mi wprost powiedziała. A pani nie zamierzała zabrać kotka bo (w skrócie) *jako przedstawicielka swojej grupy zawodowej nienawidzi przedstawicieli mojej grupy zawodowej *ja jako przedstawiciel mojej grupy powinnam błagać ją o zabranie kota i dostosować się do JEJ warunków ( nie wiedziałam o tym, myślałam że uzgodnione, a nawet nie miałam telefonu do niej) *zaproponowałam za małą kwotę *zabranie kota „po trasie” za pieniądze to miała być wielkoduszna przysługa dla mnie ???? a nie pomoc kotu, bo przysługi robi się ludziom a nie kotom, a kot jest mój, mogę mu teraz po południu w niedzielę znaleźć inny transport. Przykre, że w kulminacyjnym momencie Guccio, która to wszystko załatwiała i która zdradziła pani mój zawód, umyła ręce. Jak rozumiem najważniejsze, że do domu jechał Boluś, a kot do Bochni to już mój problem. Zadzwoniłam więc do kobiety sama, usłyszałam to co powyżej, na propozycje większej kwoty do której dołożyłaby Ala123, pani powiedziała że teraz to już za późno a wygląda że w ogóle nie zamierzała brać tego kota. Formę tych rozmów, z dwukrotnym rozłączeniem się po „wygarnięciu mi” możecie sobie wyobrazić.
-
Miałam machnąć ręką i odpuścić, ale przemyślałam, że napiszę po bardzo paskudnym smsie otrzymanym dzisiaj od pani która z premedytacją wystawiła nas do wiatru z transportem Meli, z smsa tego wynikało że Guccio bardzo do niej się żaliła i nagadywała na mnie, przez co ona czuła się w obowiązku wystąpić z obroną i przy okazji mi naubliżać (Guccio zaprzeczyła) oraz po informacji od Guccio że ja niby kobiecie się odgrażałam, że nie dostanie kota jak nie weźmie tego drugiego (podłe kłamstwo ale Guccio nie wie komu wierzyć, mnie czy pani od Bolusia). Napiszę tym bardziej, że niedawno wystąpiłam w obronie Guccio, co Dora niesłusznie odebrała jako atak na nią, a ja chciałam tylko wytonować sytuację, przypominając co Gucccio dla Szczebrzeszyniaków zrobiła. A ponieważ staram się być sprawiedliwa, napiszę teraz to co było nie tak.
-
Ale wczorajszy dzień nie był cały pasmem katastrof, choć tak się zaczął. Wieczorem dostałam informację, że we Wrocławiu znalazł się dla cukrzycowego Rademenesa/Ogonka z Izbicy dom tymczasowy z opcją domu stałego (gdyby się okazało że ma cukrzycę lub białaczkę, to będzie tam mógł zostać na zawsze), bez konieczności robienia testów wirusowych przed wyjazdem, bo w domu nie ma innych zwierząt. Dziewczyny, szukamy transportu do Wrocławia, roześlijcie wici :)) Może jakieś psy będą jechać albo coś. Jeśli nic nie znajdziemy to w sobotę za tydzień zawiozłabym kotka do Wrocławia, tylko dobrze by było żeby jakoś dojechał do Przeworska lub do Tarnowa. Będę śledzić Blabla, niestety jest szczyt fali COVID i wyjazdów jest dużo mniej.
-
Dom w Bochni po zawiezieniu kotka podobał mi się jeszcze bardziej niż po wizycie PA Mieli jeden dzień na przygotowanie, a na Kicię czekało wszystko z transporterem, o którym zapomniałam powiedzieć, ale znajomi Panu powiedzieli ze musi mieć :))) oraz z jedzeniem klasy premium, czyli Pan zapamiętał z wizyty PA czym karmić koty . Bardzo się cieszę że kotka z Izbicy tak trafiła, od razu zrobiło mi to resztę niedzieli :))) Ala123 jeszcze raz Wam dziękuję za wspaniałą akcję pomocy "bezpańskiemu" kotu :))) Bo niektórzy różnicują koty na swoje i nie swoje, i dla tej drugiej kategorii są bezduszni i bezwględni, niestety do takiego domu trafił Boluś ze Zwierzyńca i boli mnie o to serce, ale wiecej nie mam wpływu. Swoją drogą ciekawa jestem kto robił wizytę PA w Bielsku Białej dla Bolka.
-
Pani która poprosila o pomoc w szukaniu domów dla licznych kotów, które ma jej 86-letnia mama, zmieniła zdanie w dniu wyjazdu kotka. Ale miejscówka w super domku, kochającym i sytuowanym, nie zmarnowała się, dzięki temu że ludzie ze sobą rozmawiają, ludzie pomagający kotom niekoniecznie "swoim". Na miejsce Meli pojechaął kotka, która kilka miesięcy spędziła w lecznicy w Izbicy. I chciałam podkreślić jak FANTASTYCZNYMI ludźmi są Ala123 z Mężem, którzy nie tylko zabrali tę kotkę z lecznicy do siebie, kiedy wetka się pochorowała, zmienili plany niedzielne żeby dowieź kotkę do Zwierzyńca, na transport który zorganizowała Guccio dla Meli, a kiedy się okazało, że organizacja transportu zawaliła- to jest osobny temat, ale nie na teraz- to zdecydowali wspólnie ze mną że podzielimy drogę na pół i dowieźli Kicię do Przeworska, a ja z Przeworska do Bochni. Bardzo bardzo ALA124 dziękuję Tobie i Mężowi, zresztą nigdy się na Tobie nie zawiodłam, od lat pomagasz szczebrzeszyniakom, które trafiają do lecznicy, żeby je dostarczyć na transport blabla. Bez Ciebie już wielokrotnie koty nie miałyby tej szansy, żeby pojechać do domu.
-
I bardzo proszę dziewczyny, dopilnujcie wizyt poadopcyjnych u Zośki i Franusia/Amperka. Wszystkie trzy dość hardkorowe i KOSZTOWNE akcje ratowania kotów ze Szczebrzeszyna, które mam na koncie (białaczkowy Bosman w Rzeszowie, trzy kociaki z lasu w Krakowie oraz ślepaczkowe Czekoladowy i Rudy na Dolnym Śląsku) trafiły do domów tymczasowych bez wcześniejszych wizyt pa, a pół-ślepaczki dodatkowo zostały później przez DT wyadoptowane do zbieraczki, do czego by nie doszło gdyby byłą tam wizyta przedadopcyjna :(( Osobisty kontakt z osobą, której powierza się kota jest bardzo ważny.
-
Jesteśmy po wizycie PA dla Mirabelki i Jagódki w dwupaku, Ewa napisała "pakuj koty", co w jej wykonaniu jest rzadkością :)) Konsultowałam u dwóch osób doświadczonych w kocich adopcjach co robić w związku z tym wątpliwym testem paskowym Jagódki. Obydwie stwierdziły, że jeśli nie da się powtórzyć tego wątpliwego testu z powodu choroby wetki, a kotki są z jednego miejsca, to mogą jechać, a sprawdzi DS. Będę szukać transportu. Na wtorek jest umówiona wizyta PA dla buro-białej córki Meli. Jest wstępny plan odnośnie cukrzycowego Rademenesa, bardzo dziekuje Murce za propozycję pomocy z wykonaniem testu :))
-
Straszna tu cisza, nie wiem dlaczego? Napiszę od siebie, byłam dzisiaj na wizycie pa w Bochni (dosyć kawałek ode mnie) dla trikolorki Meli, dom wychodzący w bardzo bezpiecznej i spokojnej okolicy, podpisałam już z panem umowę adopcyjną obowiązującą od 11 kwietnia, bo w niedzielę liczę na transport razem z kotkiem od Guccio, nie mam jeszcze potwierdzone. Jutro wizytę pa w Legionowie dla Mirabelki i Jagódki razem robi Ewa, mały dylemat z powodu lekko dodatniego testu paskowego FelV Jagódki, mimo wysłania 130 zł na PCR, nie został dotychczas pobrany. Bardzo rozsądni i otwarci ludzie, może jakoś damy radę. Mirabelka i Amperek/Franio są ujemne. Organizuję dom tymczasowy we Wrocławiu z dalszą diagnostyką i leczeniem dla czarnego cukrzycowego Rademenesa, namiary dostałam od Guccio i Bgry za co z całego serca dziękuje. Sprawa rozbija się tylko o testy wirusowe, których dotychczas nie miał. A jest to ogromny dom z 5 kotami i testy są konieczne. Jest jeszcze możliwość dobrego domu wychodzącego dla córki Meli, chyba że szukamy jej domu niewychodzącego.