Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. Napisałam to już w "kubusiowych opowieściach", ale tu też wkleję: Nazywam się Mila. Urodziłam się jako jedna z kilku puchatych, słodkich kulek, pamiętam moja mamę, była taka ogromna i ciepła.. Potem urosłam trochę, pewnego dnia przyszli jacyś ludzie i zabrali mnie do siebie. Mieszkałam z nimi w domu z ogrodem, na dole. Chyba nawet mnie kochali? Na pewno... lubiłam wciskać swoja głowę do głaskania, podawałm łapę, która robiła się wciąż większa i większa... Wyrosłam na piekną bernardynkę- może nie całkiem rasową, ale wielką, o mocnych, prostych łapach. Niestety- z czasem zaczęłam chorować- co jakiś czas coś złego działo się z moja skórą, strasznie swędziało, drapałm się nieustannie, aż sierść wypadała i robiły mi się rany... Państwo patrzyli na to z rosnącą niechęcią, szczególnie, ze w tamtych okresach bardzo interesowały mnie psy, a i one biegały za mną. Nie pamiętam dokładnie, co sie stało potem- czy uciekłam sama? Czy to moi ludzie pewnego dnia pozbyli się problemu? Nie chcę tego pamiętać... Dość, że potem byłam już sama w lesie. Zaczęłam się chronić w zaroślach, próbowałam polować, ale nie umiałam sama zdobywać jedzenia. Inne psy mnie przepędzały, ludzie ze strachu ciskali we mnie kijami i kamieniami. Tak bardzo się bałam...:-( Urodziłam dzieci, małe puchate stworzonka. Próbowałam je karmić, ale byłam wciąż bardziej i bardziej głodna, nie miałam dość mleka, moje dzieci płakały głodne:-( Potem, jedno po drugim cichły i zasypiały... trącałam je nosem, lizałam, próbowałam ogrzewać, ale leżały takie ciche i zimne... Wstałam i poszłam, byle dalej przed siebie. Głód był obezwładniający, łapy nie chciały mnie już nieść. Znów napadły mnie psy- gryzłam je, więc uciekały. W końcu położyłam się- nie miałam już siły iść dalej. Wszystko mnie bolało- chora skóra, sutki, pusty od wielu dni żołądek, poranione łapy, pokąsania... chciałam zasnąć. Wtedy zjawili się jacyś ludzie- zamachałam na ich widok słabo ogonem, nic więcej nie mogłam zrobić. Zabrali mnie do auta, a potem do dziwnego, niemiło pachnącego miejsca, pełnego obcych psów. Nie lubię psów. Jeść! Dali mi jeść! I położyli na kocu! Wreszcie mogłam odpocząć... Po jakimś czasie trafiłam do boksu z innymi psami- niektóre chciały się zapoznać, inne warczały. Użyłam zębów- tego nauczyłam się żyjąc dziko. Zrozumiały i zostawiły mnie w spokoju. Wokół kręcili się ludzie- niektórzy dawali nam jedzenie, inni... inni czesem przychodzili i zabierali któregoś z nas ze sobą. Patrzyłam z zazdrością jak kolejni szczęśliwcy odchodzą do nowych domów. Mnie nikt nawet nie chciał pogłaskać- chudą jak szkielet, wyłysiałą, poranioną:shake: Widziałam coraz bardziej zafrasowane miny pracowników. Coraz częściej padało słowo "uśpić"- nie wiedziałam, co ono znaczy, ale brzmiało... groźnie :shake: Tamtego dnia ruch był większy niż zwykle. Wtedy zobaczyłam dziewczynę, idącą wzdłuż boksów- patrzyła uważnie, czasem coś zagadała. Spojrzała na mnie... serce mi zabiło... odeszła. No tak. Oczywiście... Nie- wraca! Niemożliwe- podchodzi do mnie!!! Zamerdam ogonem, poliżę po ręce. Uśmiecha się? Znów gdzieś idzie... Wraca z pielęgniarzem i... zabiera mnie na smycz? Naprawdę? Jestem już Twoja??? Potem... potem był dom, moje posłanie, moja własna miska. Długie spacery. Pani miała jeszcze inne psy, ale z nimi się nawet dało zaprzyjaźnić. Pani usiłowała mi wytłumaczyć, że nie można atakować obcych zwierząt... ale jak wyrzucić z pamięci rany? Starałam się słuchać, choć cała rwałam się do walki. Teraz już byłam silna, już bym się nie dała pogryźć. Rany na ciele goiły się powoli, te w sercu- jeszcze wolniej. Chwilami robiłam szkody- kiedyś rozdrapałam łóżko pani, aż się popłakała, kiedy to zobaczyła... Zjadałam wszystko, co znalazłam, bo ciagle tkwiło we mnie wspomnienie strasznego głodu. Pani krzyczała, czasem klęła- kiedy zjadłam 9 jajek, albo owoce na kompot wigilijny, albo całą szynkę... Niestety, czułam sie coraz gorzej:-( PAni zabrała mnie do weterynarza- jednego, potem drugiego... Usłyszałam kolejne dziwne słowo- "chłoniak"... Oj, niedobrze, pani sie martwi... ale ty chyba mnie teraz nie wyrzucisz, prawda? Pani przytuliła mnie mocno, "będziemy walczyć" szepnęła... Potem dostawałam paskudne tabletki, które pani przemycała w smakołykach. No i okropne zastrzyki, ajjjjj... Ale czułam sie całkiem dobrze, pani częściej się uśmiechała. Często siedziała przed pudełkiem z obrazkami- "komputerem" i stukała w guziczki. Mówiła, że to dzięki ludziom z pudełka może mnie leczyć. Kiedyś zaczął mnie boleć brzuszek, leżałam i pojękiwałam- wtedy pani zabrała mnie znów do weterynarza, gdzie zasnęłam, a kiedy sie obudziłam, już mnie nie bolało, tylko miałam małą ranę na brzuszku, ale to nic... Były Święta. Lubiłam Święta, bo pani wtedy miała dużo czasu, zawsze można było wysępić coś smacznego, albo nawet wepchnąć się do łóżka. Tamtego popołudnia pojechaliśmy na daleki spacer, po polach. Zawsze uwielbiałam ganiać po polach, tam tak pachnie, można węszyć za myszami, tarzać się w liściach, no i bawić patykami z panią. Biegałam wzdłuż ścieżki... Pani klepnęła mnie żartobliwie, wiec podskoczyłam, żeby pobiec za nią... Nagle coś mnie jakby w środku szarpnęło, zatrzymało, łapy zmiękły... wtem ucisk puścił, więc pobiegłam dalej, przede mną było jasne światło... zaraz, jakie światło? przecież już się ściemniało? Obejrzałam się zdezorientowana za panią... usłyszałam jak mnie woła jakimś dziwnym głosem i zobaczyłam, że klęczy... klęczy nade mną? Nie, moment, przecież ja jestem tutaj... Wtedy zrozumiałam, co się stało. Czułam, że muszę iść już dalej. Do Światła. Szepnęłam "Nie płacz. Będę na ciebie czekać. Zawsze..."
  2. Ela, nie ma problemu, tylko do voodoo trzeba mieć coś należącego do "obiektu"- co najmniej fotografię, a jeszcze lepiej włosy itp... :diabloti:
  3. Ano, to własnie moja ciocia, wiecznie obłażona przez stada moich i swoich psów:evil_lol: Dzisiaj Skor czuje się jakby odrobinę lepiej, ale ciągle prycha i kaszle....
  4. Ja mam Flexi, która ma chyba ze 20 lat... no kilkanaście na pewno. Kupiona dla Koralinki, fakt- ona była małym, spokojnym pieskeim, ale chodził na niej też Pałek, a on już spokojny to nie jest. :shake: Teraz uzytkuje ją Skorson, więc pewnie jeszcze pociągnie;) Właśnie przyszła nowa Flexi dla Pałka, medium, ciekawe ile ta wytrzyma:evil_lol:
  5. Jakby wszyscy- nawet zdrowi ludzie mieli tyle energii... :diabloti:
  6. Pięknie dziękujemy :multi: Kochany staruszek- tak ślicznie wczoraj sępił za kiełbaską z ogniska:
  7. To prawda- Kra jest chyba najradośniejszym psem, jakiego znam :cool3: a że jest przy tym troszkę obłąkana... :evil_lol: A oto dowody: [IMG]http://img510.imageshack.us/img510/5585/image015aqa1.jpg[/IMG] Wierzcie, lub nie- kilka sekund po zrobieniu tej fotki, KrA pokonała to drzewo:crazyeye: [IMG]http://img257.imageshack.us/img257/124/image017abe2.jpg[/IMG] A przez to, jak widać, już jej się nie udało przeleźć (spokojnie, zaraz potem ją ratowałam;) ) a przejąć, nie przejęła się wywrotką wcale ;) [IMG]http://img257.imageshack.us/img257/28/image021afa0.jpg[/IMG] Tu usiłowałam zrobić ładną fotkę krzaka, usłyszałam dziwny hałas, odwróciłam się.... cóż- tytuł powinien brzmieć "na sekundę przed katastrofą" :evil_lol: [IMG]http://img411.imageshack.us/img411/8626/image022aaw7.jpg[/IMG] "Nikt nie patrzy? To zaraz coś ukradnę..." w tle ognisko, a w nim belka, którą Aksa wywlekła- ta wielka z prawej strony...
  8. [quote name='olenka_f']a gdyby tak uśpić dziada:angryy:[/quote] Jak dla mnie to za humanitarnie... :mad:
  9. Myslę, że ok 14 kg, ale powinna przytyć, bo chuda jest upiornie- nie widać tego pod kudłami, ale sterczą jej żeberka i kości miednicy jak u zagłodzonego ptaka:-( No, ale apetyt ma, więc jak znam moja ciocię, niedługo tej chudości przed Karusią;)
  10. Niefajnie :shake: bo jak tak wymiotuje ciagle, to może sobie naruszyc jakieś naczynko choćby w przełyku i potem będzie krwawić... no i same wymioty nie słuzą organizmowi, a przecież koty sie łatwo odwadniają...
  11. No i na razie guzik wiadomo, bo Skor się poczuł tak źle, że to jego zabrałam do weta... a z Karusią jadę jutro z rana:shake: trudno, jej guzki jeden dzień wytrzymają, a Skorowi ropa sie zrobiła w dziurze pod zębem i serduszko nienajlepiej też pracuje...
  12. Kurcze... nie jest dobrze:shake: Dziś Skor cały dzień czuł się źle, pokładał się, spał.. więc go zabrałam do weta... no i co wyszło- ten ząb, co się ruszał, został wyrwany, a pod nim wielka dziura!!! a z noska to mu kapie nie katar, tylko rozwodniona ropa:placz: Dostał silny antybiotyk, ale jest jakiś taki biedny... No i jest poza tym okropnie gorąco i duszno, więc małe, stare serduszko Skorkowe też pracuje nienajlepiej:shake: teraz mu parzę głóg. Żeby tylko się poczuł lepiej, mój biedny malutki staruszeczek:placz:
  13. Taki prawie-posokowiec. ;) Rozumiem, że sucz ma już dom?
  14. [quote name='Pianka']Jak mi się uda to zrobie to jutro;) A kto to ten Żuczek? Długa i smutna historia: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=22143
  15. Trudno, królewna musi sie pogodzić z utratą statusu jedynaczki :razz: Ale, Fona, wiesz Ty co? Może jednak nie odbieraj więcej telefonów i nie wychodź na ulice, a juz schrony itepe są zakazane...
  16. Jeszcze nie. Zaraz wychodzę, a potem ciotka zawiezie nas do Niedzielskich... obejrzymy sucz, no i twedy zdecydujemy, co dalej- biopsja? Wycinanie i badanie? Ale wesolutka jest strasznie:lol: aha- domaga sie wyjścia na dwór poszczekując i biegnąc do drzwi. Wobec kotów- przyjaxnie zainteresowana:cool3:
  17. Popatrzcie, jaka ona cudna: Uśmiechnięta :lol: ...wesoła babcia tarza się w trawce... Wiecie, mam wrażenie, że ona miała jakiś czas temu strzyżoną sierść wokół oczu... No i ogólnie jest mało zniszczona czy sfilcowana jak na zaniedbanego, porzuconego psa:shake:
  18. Jaki fajny boksiczek!!!! Żabciu... mam prośbę:oops: możesz mi wyłapać i sfocić tego kudłaczka, co z tyłu za boksiem wystawia dziób? I coś się o nim dowiedzieć? Ja wiem, że to beznadziejnie głupie, ale my ciagle wierzymy w odnalezienie Żuczka:oops:
  19. [quote name='Blow']zwracam honor;) Koza:też widziałam i też zapomniałam:) ulvhedin:pewnie niektóre z Twoich psów biorą regularnie jakieś leki i pewnie są też bardziej narażone na inne chróbska i to musi troche kosztować:)podziwiam,podizwiam;););) nie wiem czemu ale to nie Wasze gadki tylko właśnie ten filmik najbardziej na mnie wpłynął,pomimo że kiedyś już go widziałam:)[/quote] Nooo, leki to pikuś... Ja ma w tej chwili pod opieką: -Aksicę na wózku; -Pałka (mój ukochany potwór) który ma padaczkę od 11 lat, ADHD, zaburzenia neurologiczne i do tergo wrodzoną wadę budowy krtani (nie zapaść tchawiczą tylko bardziej złożone, ale obroża wykluczona); -Skorsona: stary jak świat, ma coś (nowotwór? węzeł chłonny?) w klatce piersiowej, charczy i kaszle, zaburzenia krążenia, ma zwyrodnienia w łapkach, spondylozę, prawie nie widzi (światło-ciemno, zarysy- i to tylko na jedno oko), przepuklina pępkowa i łapinka jak płetwa chyba po wypadku, za to zebów prawie wcale; cały czas na sterydach, enocortonie i antybiotykach... A u mojej cioci: -Piesia (własna) maleństwo 2 kg, z chowu wsobnego, liczne deformacje kośćca, braki w zębach, łysa, niewiarygodnie cienka skóra, pękajca od zimna, a poparzająca się na słońcu i co najgorsze: skłonność do martwicy niedokrwiennej, co powoduje, że na zimnie dosłownie zamierają a potem odpadają "końcówki". Ze schroniska w ten sposób wyniosła amputowany ogonek i uszy całe w falbankach... nie może wychodzić na dwór przy niskiej temperaturze, a na słońce trzeba ją smarować kremem... -najnowsza Karusia: starowinka, niezbyt dobrze widzi, niezbyt dobrze słyszy, cała w naroślach, ma guzy- jeszcze nie wiemy jakiego charakteru: A był i kompletnie ślepy Matu, połamany po wypadku; bezzębna staruszka Bunia- chihuahua z chorymi nerkami, Zuzia z czerniakiem, jest 15letni kocur Maciej, dzikus z potrzaskaną łapą, Mila benia z chorą skórą, olbrzymia niedowagą i jak się okazało chłoniakiem i całe mnóstwo innych... O tym, że ja na tymczas zabieram głównie takie sierotki, kaleki i staruszki to już nie mówię. One wszystkie według wielu ludzi nie mają prawa do życia- a ja patrzę na ich radość, na takie drobne szczęścia czerpane z życia i wiem, że to my nie mamy im tego prawa odbierać!!!
  20. Koperek, telefon do mnie masz? I na bogów, zmniejsz zdjęcie!, bo jak to mod zobaczy... to:mad:
  21. Blow, te pieski nie są w Polsce, tylko właśnie w Stanach (na szczęście, przynajmniej dla mnie:eviltong: bo bym nie zdzierżyła....). A właśnie dlatego, ze się takie urodziły będzie im łatwiej, niz gdyby straciły łapki, bo uczą się niejako automatycznie, a nie "od nowa". Ale w sumie wg. niektórych, to ja powinnam uśpić wszystkie swoje psy, po kolei, bo każdy jest ułomny, chory, albo stary... Maupa, Ty chyba też spora część, nie?:evil_lol:
  22. Fona, to chyba jednak bzik jak nic:evil_lol: kaftan powiadasz.... da się zorganizować ;)
  23. Moim zdaniem, one sobie znakomicie poradzą bez wózeczków- tym bardziej, ze nie straciły łapek w wypadku, tylko takie juz się urodziły... No i są leciutkie, co ułatwia sprawę i zmniejsza obciążenie stawów tylnych łapek. Swoją drogą istnieją wózki na przednie łapy dla psów, ba! nawet wózki dla psów zporażeniem trzech kończyn, lub niedowładem wszystkich, albo czasowe, odciażające po operacji (tak, że pies może się odpychać, ale sam nie ustoi...). Przyznam, że mając KrA nawet wśród "ludzi z branży"- czyli wetów stykałam się z opiniami, że " wózek to męczenie psa, ze wózki nadaja sie tylko dla psów lekkich, w żadnym wypadku dużych, że są tylko na tylne łapy, itd... Dopiero czytając zagraniczne strony, dowiedziałam się, jak daleko jesteśmy w średniowieczu, jesli chodzi o opieke nad chorymi/niepełnosprawnymi zwierzętami. Można u nas dostać zaledwie 2 modele wózków i to tylko "tylne". Marzeniem jest rampa do auta, nosidło, rampa basenowa, czy chociażby schodki dla starszego psa, który juz nie może wskoczyc sam na kanapę, a jest całe życie do tego przyzwyczajony... Marzeniem są ochraniacze odciążające stawy. Czy wózki zróżnicowane pod względem przeznaczenia- np. superlekkie, dla psów aktywnych itp. Zobaczyłam nawet bernardyna na wózku. No i chyba w USA psy na dwóch łapach będa budziły mniejszą sensację, niż u nas, bo z doświadczenia wiem, jakie buractwo można spotkac w Pl. PS.Oleg, ty się jeszcze chłopie zdziwisz, jak zobaczysz KrA- co innego słyszeć, a co innego widzieć taką wariatkę:evil_lol:
  24. Cholera, dziadziu, nie chowaj się, wyłaź!!!!
  25. Taaak... też o tym pomyslałam, bo straciłam jedną sucz na czerniaka, tyle, że błon śluzowych:-( miała zajęte całe podniebienie i gardło... I ta listwa mi się bardzo nie podoba:shake: Poza tym babuleńka zachowuje się całkiem nie babuleńkowato;) ma apetyt- a chuda jest przeraźliwie!, chętnie wychodzi na spacer, nawet biega raźno.. Na spacerze rozgląda się niespokojnie, chce iść do przodu, robi ogólnie takie wrażenie, jakby szukała swojego domu:-( A dom na pewno miała i to chyba do niedawna, bo fufro ma w całkiem ładnym stanie, zaledwie kilka kołtunków, i to w większości do rozczesania. Na karku faktycznie ma (już wyduszonego i oczyszczonego) ropnia, na 100% ktoś ją dziabnął, ślady po zębach jak nic. Będą fotki, będa, tylko domowe nie oddają jej piekna, jutro cyknę na trawce, to będą do ogłoszeń. Ona jest PRZEŚLICZNA!!!!! :cool3: Zależy mi, żeby szybko znalazła domek, bo po pierwsze ciotka mi się przywiązuje i potem buczy, a po drugie, Piesia jest nieszczęśliwa... Na razie nie było konfliktów, ale Piesia nie lubi obcych psów, jest coraz bardziej zazdrosna o SWOJĄ Pańcię, no a gdyby doszło do jakiegoś starcia i Piesiaczek oberwał, to bym sobie nie darowała... Ciekawe, że Piesia robi się z czasem coraz bardziej zaborcza- na poprzednie psy na tymczasie reagowała łagodniej...
×
×
  • Create New...