Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. Marmara, tylko powiedz mi po jakiego diabła mam zakładać kaganiec SKorkowi? Szczególnie, że on się denerwuje wtedy i dostaje duszności...:shake: A dość trudno mi zapychać na piechotę z psem na rękach kawał drogi do weta. A bywamy tam często. :-( Skorek nie ma szans nikogo ugryźc, bo raz- jest u mnie na rękach, dwa- nie ma prawie zębów, trzy- nie widzi i nawet trafić by nie trafił, cztery- nie gryzie nawet weta robiacego mu przykrość. Co innego nawet niewielkie psy stojące na ziemi, ale kurdupel naręczny??? W swoim czasie jeździłam do weta z Koralikiem, wtedy miała ponad 20 lat, trzeba ją było nosic, poza tym żyła we własnym świecie i miała głęboko w doo.. wszystko dookoła. Drugą stroną medalu są właściciele psów, którzy katują je klasycznymi, lub co gorsza kagańcami "na rzepa", lub bullowate w przyciasnych kagańcach ze skóry z kilkoma dziurkami :-( Sama widziałam, jak taki pies zemdlał. Autobus, upał, mnóstwo ludzi, duszno, a biedak w kagańcu nie mógł dyszeć...jak w końcu upadł na ziemię, to się opamiętał i właściciel i współpodróżni. Oczywiście, kiedy wcześniej proponowałam, że może by tak zdjąć kaganiec, wszyscy dziko protestowali :shake: Okazało się, że pies niezgryźliwy, tyko własciciel bez wyobraźni:mad:
  2. Albo wystawić na bazarku z przeznaczeniem na jakąś sierotkę;) Ja właśnie zamówiłam prenumeratę z Flexi i jest super, akurat mi z rozmiarem utrafili:evil_lol: Jedyne, co szkoda, to to, że kiedyś wszystkie zdjęcia miesiąca dostawały w nagrodę aparat, a teraz tylko zdjęcie roku...
  3. A ja właśnie jeżdżę bez kagańca- tzn.mam go w kieszeni, na wszelki wypadek, jakby ktoś się czepiał. Oczywiście nie ze wszystkimi psami, ale uważam za absurd kagańcowanie Skorka- to ślepy starowinek, 4,5 kg, zawsze na rękach. Bezzębny prawie:shake: W kagańcu prawie zawsze jeździ Aksa, bo nawet na wózku, to jednak mix owczarka i może robić groźne wrażenie, jeśli ktoś się boi. Ale już Mila nosiła kantarek- bo w ten sposób miałam nad nią lepszą kontrolę i pewność, że nikogo nawet nie dotknie pyskiem. Bo ugryżć by na pewno nie ugryzła, a stuknięcie kagańcem przez bernardyna może być bardzo bolesne. Przepisy sa moim zdaniem zbyt restrykcyjne, a co za tym idzie- martwe. Bo naprawdę głupotą (lub złośliwością) jest domaganie się kagańca dla yorka lub chihuahua, czy innych siedzących na rękach u właściciela, mikroskopijnych stworków.
  4. Panadol to średnio dobry pomysł u psa. Jeśli już, to lepsza pyralgina w czopku... ;) Dr Szczypka świetny wet, zgadza się, jeden z niewielu, którym bym powierzyła operację psa problemowego. My też posterylkowe- znaczy Karusia, dla odmiany ciął ją dr Niedzielski, tez bardzo dobry wet, akurat tak się złożyło, bo tam robiliśmy pełną diagnostykę. No i liczy nas taniej, może dlatego, że ostatnio leczy całą ferajnę :evil_lol: i chyba sam się już gubi, ile mam zapłacić za którego psa;) Trzymamy kciuki za szybki powrót do zdrowia Berusi:multi:
  5. Na tej fotce widać, jakie ma kłaczki: [IMG]http://img242.imageshack.us/img242/4085/image010ii8.jpg[/IMG]
  6. Odświeżę temat, może mi ktoś podpowie :cool3: TA sunia: [IMG]http://img112.imageshack.us/img112/8648/image012api3.jpg[/IMG] [IMG]http://img185.imageshack.us/img185/5416/image013abu7.jpg[/IMG] ...to chyba mieszaniec PONa, prawda? (Na pierwszej fotce akurat jej kudełki są na łebku do tyłu, ale generalnie spadają jej na oczy) No i właśnie pytanie odnośnie sierści- strzyc, czy nie? Okropnie gubi futro, czy tylko czesać i czesać, czy lepiej jednak starszą panią pozbawić kłaków? JEśli nie strzyc, to jak pielęgnować? Dodam, że kołtunów nie ma.
  7. Carissima na szczęście zniosła operację bardzo ładnie, wszystko co trzeba juz wycięte:eviltong: I doszlismy wreszcie, co jest przyczyna kópotów trawiennych- SIERŚĆ!!! Ona linieje w niezłym tempie, a ma słonnosci do wylizywania się, więc nłykała sie mnóstwo kłaków. Ostatnia koopa składała się z nich w 95 %. Teraz jest częściej czesana, a i zapakowanie w kubraczek nie sprzyja zjadaniu fufra. Kubraczek ma bardzo twarzowy, w moro- podobno to współgra z jej charakterkiem- ustawiła wszystkie psy w szpitaliku :p
  8. Witam "sąsiada" :cool3: Na spotkanie szansa jest całkiem spora, bo my również dość często bywamy zwrówno w Rędzinie, jak i w Lesie Osobowickim- najczęściej w niedzielę... Można nas namierzyć po dzikim ryku "AAAKSAAAASTÓÓÓJJJJ!!!!! ;) albo "IDĘĘĘ SOOBIEE!!!!!" No i jak z daleka widać coś dziwnego złożonego z czarnego psa, prętów, kółek i ogromnego patyka/gałęzi/krzaka to wiadomo, że to KrA:evil_lol: Za pomoc nie da sie ukryć będę wdzięczna :oops: nawet bardzo, bo w ciągu ostatnich dwóch miesięcy wydatki weterynaryjne na stadko przekroczyły 1000 zł :shake: a głupi totek nie chce dać wygrać:mad:
  9. No wiewiórka to zwierzątko rude- to skojarzyłam... :oops: Ale w sumie jesli Wiewiórka nie jest wegetarianką, to tort parówkowy może być nader oryginalną odmianą....:eviltong: a całusy i tak posyłamy, może nie od wszystkich, bo jeszcze ucieknie, ale na pewno od Aksicy i Skora- łone całuśne stwory som:evil_lol:
  10. Ej, to proszę wytarmosić i obcałować pannę od nas!!!! I tort upiec trzeba! Parówkowy.... PS.Z Karusią wszystko na szczęście w porządku, ufffff.....
  11. Wszystko dobrze, świetnie zniosła operację, już jest całkiem wybudzona i w ogóle wesoła. Odbieram ją za ok. 2 godziny. Hurrra!!!! :multi:
  12. [quote name='Behemot']Jasne. Historia ta od daaawna krąży po necie. Kolejna legenda :cool3:[/quote] Nie jestem do końca przekonana, czy to nie ma rzeczywistych podstaw... :shake: Do Wrocka w penym okresie przyjeżdżali masowo "ruscy", no i nie da się ukryć, że przybyło potem trochę "dziwnych" zwierzątek. Chociażby gadów. Z kolei w innych miejscach pojawiły się wilki lub ich mieszańce. Np. Szimi z Korabiewic... Skóry z niedźwiedzi sama widziałam, a czy i młodych trochę nie przyjechało? :shake: Skoro wiadomo, że i dorosłe niedźwiedzie potrafili wozić ze sobą? Pewne rzeczy dość trudno sobie wyobrazić- np. 2 niedźwiedzie na 13 pietrze wieżowca w Moskwie... ...sorry za offa...
  13. [quote name='brazowa1']kto przebije olenke????[/quote] Jaaa!!!! Pamiętam jedne na praktyki ze studiów- Muszkowice... Wyobraźcie sobie takie lato, cos ze 35 stopni w dzień i burza prawie co wieczór, a my mamy dwa stanowiska do wyboru- leśne i polne. Polne to łysa górka, zero cienia, patelnia totalna, ziemia wyschnięta i zbita na granit. Leśne- rozkopany juz głęboko kurhan w ilasto-gliniastej ziemi, słabo przepuszczalnej, więc co rano po nocnej burzy wiadrami wybieramy błoto i wodę. Do tego meszki i gorąca, dusząca mgła z parujacej w upale wody. Więc do wyboru- solarium, albo sauna połączona z kapielami błotnymi:evil_lol: Plus spacer 4 km co rano i ćwiczenia fizyczne z haczką/łopatą/sitem/wiadrem... Jak mi ktoś jeszcze raz powie coś o pędzelku:mad:
  14. Każda pora jest dobra na bijatykę, nie wiesz? :evil_lol: No ale w końcu upał pokonał nawet małych wojowników i dziś cały dzień psy mi się tylko po kątach rozkładały...
  15. Kasiu, od tego są nocne ciotki, żeby inne nie wariowały:evil_lol: A dziś to chyb amnie bedziecie ratować, bo odstawiłam Karusię do kliniki na operację i mam ją odebrać jutro, AAAAA!!!!!! Foty piękne, RUDE rzondzom!!!!!
  16. Co ciekawe takie zdolności przewijają się u mnie w rodzinie... stąd np. unikamy mówienia "życzę mu, żeby....", bo a nóż się sprawdzi...
  17. Kolejna opowieść "mojorodzinna"- u nas zawsze były zwierzęta, traktowane jak rodzina, więc i opowieści troche sie zebrało... Otóż mój prapradziadek był młynarzem na Ukrainie. Był wyjatkowo postawnym facetem, miał ponad dwa metry wzrostu. Poza tym był znany jako ktoś w rodzaju miejscowego czarownka, zamawiacza... Podobno pewnego razu rozzłościł go wędrowiec, który ukradł mu coś z domu... Dziadek wziął nóż, coś pomamrotał i wnił go w ślad pozostawiony przez przechodnia. Dwa dni później skruszony złodziej wrócił odnosząc łup- w zasadzie "przyskakał" na jednej nodze, bo w drugiej otworzyła mu się ropiejąca rana. Dziadek pod koniec życia miał psa, ogromnego, czarnego "potwora". Pies ten był stróżem młyna, a zarazem najlepszym przyjacielem dziadka. Kiedy dziadek zmarł, pies odmówił jedzenia, leżał tylko wpatrując się w furtkę, nie reagował na namowy, ani na najlepsze kąski. Po trzech dniach wstał, otrząsnął się nagle merdając ogonem i poszedł do miski prosząc o jedzenie, zupełnie jakby go ktoś wołał. Kilka lat później, stary już bardzo pies leżał w pokoju wśród rodziny. Nagle poderwał się, radośnie zakomlał i pdbiegł do drzwi, wyma****ąc ogonem i popiskując- tak zawsze witał TYLKO dziadka... potem zadrżał i upadł nieżywy. Moja babcia zawsze mówiła, że to pradziadek wrócił po przyjaciela, którego czas nadszedł, żeby go zabrać na drugą stronę....
  18. Ewuś Ty mnie jeszcze nie znasz... oni są biedni, bo ja jestem upierdliwa jak mało kto :diabloti: Weterani znów się biją:mad: Wynik- 1:2 dla Pałka. Tzn. Pałek ugryzł Skora w łepek i rozciął mu wargę, a Skor dziabnął Pałka w łapsko.... A potem było zadkopranie gazetą :mad:
  19. Ja już przyzwyczajona do spania "na czujnego" :eviltong: Po prawie 2-miesięcznym nadzorowaniu KrA... przecież przy niej musiałam spac na zasadzie "jedno oko otwarte i ręka na psie" inaczej w życiu nie udałoby się utrzymać szwów NA psie- wszystkie wylądowałyby W psim brzuszku:mad:
  20. Biedna Karusia już w klinice... zostawiłam ją, bo zoperują ją jak tylko dr skończy poprzednie zabiegi. No i to może chwilę dłużej potrwać niż standartowo, bo to jeszcze wycinanie guzów... Mam ją odebrać jutro rano. Kurcze niby to zabieg rutynowy, ale ja mam okropnego pietra :placz: Jak ja dzisiaj zasnę....
  21. Jednak guz? Ale nic, Kasiu nochal do góry, jeszcze Ci rudzielec da popalić:evil_lol:
  22. Orzech, a co jeszcze?:cool3: Ciekawam...
  23. Bywają kłopoty:shake: na szczęście mam wprawę i umiem ją wnieśc do środka. Ale już do tramwaju nie zawsze się uda... albo odstęp między poręczami za mały, albo podłoga za wysoko...:shake: Rozpaczliwe są też krawężniki, czasem dosłownie po 20 cm wysokości, schody wszędzie, ciasne windy, za małe odstępy miedzy słupkami itp... Aaa jeśli chodzi o śliskie korytarze... studiowałam przez rok astronomię, więc musiałam bywać w budynku przy pl. Borna. Horror! Tam jest kilka miejsc, gdzie należy chodzić na szurpatych traktorach chyba, raz poszłam w butach na koturnie, to się ścian trzymałam... a to przecież budynek uczelni...
  24. Właśnie nie mam.. a zainteresowanie tematem widzę ogromne:-( Neris, wyobraziłam sobie, co by było, gdyby do Ciebie trafił psies z nosówką (albo do mnie...) :eek2:
×
×
  • Create New...