Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. Ale język ma prześmieszny... nie wiem, inne psy jakoś nie wywalają aż takiego krawata jak KrA: Zbliżenie: [IMG]http://img525.imageshack.us/img525/8280/image017baw5.jpg[/IMG]
  2. Mam nadzieję że będą ;) A to fotka z ostatniego naszego współnego spaceru:
  3. A to KrAksica na dzisiejszym spacerku: [IMG]http://img266.imageshack.us/img266/1803/image008auy3.jpg[/IMG] Jak widać, jeszcze była Karusia:p [IMG]http://img266.imageshack.us/img266/5814/image010aem1.jpg[/IMG] I tak was dogonię!!!!! [IMG]http://img266.imageshack.us/img266/2118/image012afo5.jpg[/IMG] A nie mówiłam? [IMG]http://img516.imageshack.us/img516/8655/image023ajv3.jpg[/IMG] [IMG]http://img266.imageshack.us/img266/8021/image017aij4.jpg[/IMG] A to jest KrAksia odwołana od psa okrzykiem "idę sobie"- żeby nie było, że jest całkiem niewychowana:eviltong:
  4. Wśród starszych dzieci warto też poruszyć temat odpowiedzialności za psa. Nie tylko takiej, że "pieska nie można porzucać", że biorąc zwierzę, podejmujemy się opiekować nim (i to dobrze) przez następne xxx lat. Ale także, że za poczynania naszego zwierzaka odpowiadamy my. Chodzi mi o takie proste niby sprawy, jak fakt, że nasz pies nie może sobie podbiegać do kogo chce, bo ktoś może się psów bać lub ich nie lubić; że jeśli nasz pies podbiegnie do innego to może zostać pogryziony itp.. Pomysł z metamorfozami- rewelacja!!!! I koniecznie tematy: -kastracja/sterylizacja- obalanie mitów nt,"suczka raz musi mieć małe" -dlaczego nie można kupowac psów z pseudohodowli -dlaczego warto adoptować wierzę ze schroniska
  5. Ma ktoś ochotę na śliczne czarne futerko? Może na dywanik przed łóżko? Bo właśnie dojrzewam powoli do obdarcia tej małpy ze skóry... Nauczyła się bestia rozbrajać blokadę do kuchni i wywleka śmieci. Zrzuciła mi wczoraj wszystkie rzeczy biurka i pogryzła. Wywaliła pudło z bazarkami. Wyciagnęła wszystkie ustrojstwa do majsterkowania.... :mad: :mad: :mad: :mad: :mad: :mad:
  6. [URL]http://www.imageshack.us[/URL] O to chodzi? Moim zdaniem oswojenie go może być upiornie trudne, ale nie jest niemożliwe. U mojej cioci jest kot, który kilkanaście lat był kotem wolnożyjącym, kiedy zaczął tracić siły, zabrała go karmicielka, żeby ratować mu życie. Jest po przejściach, ma mnóstwo blizn i źle zrośniętą nogę. Oswajanie Maćka, tak, żeby dał się wziąć na ręce, żeby nie gryzł trwało rok... Teraz to najmilszy kot pod słońcem, wielki pieszczoch i przytulak. A na początku bał sie dotyku, zamknięcie wywoływało panikę, jakiekolwiek ograniczenie wolności- dziką agresję. Tak, że można...tylko to trwa. I wymaga anielskiej cierpliwośći. A tej pani, która ma pretensje i jej wnusiowi... cóż... życzę, żeby się stykali wyłącznie z taką "życzliwością", jaka sami okazali staremu, bezbronnemu psiakowi...
  7. Hmmm. ja z doświadczenia wolę psy dorosłe, lub nawet starsze, właśnie ze względu na uczenie. Jeszcze raz: weź pod uwagę, że większość psów w schronie była psami domowymi. I jest spora szansa, że trafi Ci się zwierzak, mający już podstawy wychowania. A szczeniak cóż... był w MP taki ładny wierszyk: "ZNISZCZENIAK"... ;)
  8. Dobrze jest podawać Scanomune na odporność.
  9. Karusia pojechała.... Teraz trzymam kciuki za nowy domek, oby już wszystko było dobrze.
  10. Mam nadzieję, że mnie ciotki nie zjedzą. Po długim zastanowieniu zdecydowałam oddać KArusie pod opiekę Państwa, którzy wcześniej adoptowali Wiórka. Wiem, że Wiórek uciekł, lub został skradziony. I samam miałam wątpiliwości, czy to słuszna decyzja. Ale- każdemu może się zdarzyć ucieczka psa (przypominam, ze mi ślepy maleńki Skor zwiał przez balkon z mieszkania). Poza tym uczuliłam ludzi na problem i dopilnuję też, żeby przy mnie wypisali identyfikator do obroży. Z zakazem zdejmowania. Mam nadzieję, że podejmuję słuszną decyzję....
  11. :shake: :shake: :shake: Decyzji P. Grażyny nie skomentuję, bo mi się brzydkie rzeczy na klawiaturę cisną.... Asiu, trzymam kciuki za Oscara, ale uszanuję KAŻDĄn decyzję, jaką podejmiesz. Co do ran-pewnie macie już spore doświadczenie, ale jeszcze podpowiem, że jak trafił do mnie Bilbo z martwicą po pogryzieniu, to pomogło dopiero, kiedy nałożyliśmy opatrunek hydrożelowy i zostawiliśmy dłużej niż normalnie- na całe dwie doby... A na wierzch bandaż kohezyjny, coby nie ściągnął. I muszę z przykrością powiedzieć, że tak ciężki stan zdrowotny wynika chyba jednak z poważnego zaniedbania. Wiem, co mówię... Jeśli będzie jeszcze czas:-( To może zróbcie malutkie oszustwo:oops: Na tej stronce można zamówić bezpłatną próbkę majteczek dla moczących się dzieci- podpowiem, że trzeba zamawiać zaraz po pónocy z niedzieli na poniedziałek, bo potem maja limit wycerpany. Jak każda zamówi jedą to się troszkę pieluszek uzbiera... [URL]http://www.suchenoce.pl/index.php?section=36[/URL]
  12. Od odejści aZuzi minął juz ponad rok, a ja wciąż nie mogę się z tym pogodzić... Zuzia... pies niemal idealny. Cichutka, pokorna, wpatrzona w człowieka sunieczka. Śliczny rudy pysiol, puszysta ruda kitka. Nieśmiałe całuski rozdawane znienacka. Psiula trafiła do mnie znienacka, właściwie to ja na nią trafiłam- przerażony rudy pocisk, na oślep miotający się między samochodami na jednym z bardziej ruchliwych skrzyżowań Wrocławia. Wyciągnięta w ostatniej chwili za ogon spod kół śmierci w postaci autobusu, obsiusiała mnie ze stachu, a następnie przylgnęła całym psem, jakby prosząc "nie zostawiaj mnie!!!" Podobno kilka minut wcześniej wypchnięto ją na jezdnię z jadącego auta.... W radiu akurat leciała piosenka "Susanna", więc i sucz dostała na imię Zuzia, Zuzanka. Szybko okazało się, że Zu ma zaledwie roczek, ale musiała prejść koszmar- szybki ruch ręką, zamach, ostrzejszy głos powodował pozycję padnij, sikanie i czołganie:shake: Nawet leciutki chwyt za kark- dziki wrzask i śmiertelny strach. Na małym rudym ciałku były ślady brutalnego bicia, dwa zęby były ukruszone. Kiedy Zu wylądowała na jezdni, był akurat początek lipca- cóż, wakacje... Rok dochodziła do siebie, z lękliwego, dzikiego psa zrobiła się spokojna, całuśna panna, niezwykle delikatna w obejściu przytulaska. Nadeszły kolejne wakacje- ja teżmusiałam wyjechać, więc Zuzia wylądowała na przechowaniu u kochającej psy koleżanki i jej synka, na cały miesiąc. Po powrocie zastałam zmartwione miny, psa który mnie olał i nieśmiałe pytanie "eee... koniecznie chcesz ją odebrać?" Wtedy rozpoczął się najszczęśliwszy okres w życiu Zu- miała kochający dom, przyjaciela w małym chłopcu, pokochał ją też starsznie ojciec Aldony. Miała prywatny fotel, zawsze pełną miskę i dłuuugie spacery. Niestety- złośliwy los pokrzyżował szczęście małej suczki. Najpierw na nagły wylew umarł tato Aldony, Zuzia straciła swojego pana. Potem mama, którą wstrząsnęa śmierć męża, stopniowo zaczeła mieć problemy z alkoholem. Coraz częściej nie wracała do domu, znikała na okolicznych melinach, przepijała pieniądze... Mimo wszystko Zuzia była zadbana, ale przez napiętą atosferę, awantury wróciło jej trudne zachowanie, znów stała się dzika. Nie wiedziałm jak bardzo jest źle... :-( Wszystko skończyło się koszmarnie pewnego dnia- kompan od kieliszka zadźgał nożem mamę koleżanki podczas libacji:-( Kiedy się dowiedziałam, co się stało, zabrałam suczkę z domu, zresztą zmartwienia, jakie spadły na rodzinę, spowodowałay, że nie mieli możliwości zajmować się psem. Zuziczka wylądowała u mojej cioci. I wydawałoby się , że wszystko już będzie dobrz, bo ciocia pokochała kudłatą z całego serca. Miała zostać. Mieć swój dom, bezpieczną przystań do końca życia. Stało się inaczej. Los chyba specjalnie uwziął się na tego małego rudego psiaka:placz: Zaniepokoiło mnie świszczące oddychanie Zu, "śpiew", spadek apetytu. Potem byli weci, próby leczenia, w końcu znieczulenie i badanie gardła. I diagnoza. Czerniak gardła i podniebienia miękkiego, bardzo złośliwy, agresywny. Choroba miła piorunujący przebieg... Wszystko trwało zaledwie kilkanaście tygodni. Musiałam podjąć decyzję, bo Zuzia zaczynała się dusić, nie mogła już jeść ani pić normalnie...:-( Poszłam do lecznicy z psem idącym na smyczy, jeszcze zrobiłyśmy mały spacer po parku... powolutku, bo Zu była już słabiutka. Wróciłam z zawiniątkiem z kocyka:placz: Miała tylko 6 lat.
  13. Bardzo bym chętnie poznała jeszcze nieznane ciotecki, tylko komu by tu podrzucić pod opiekę KrAksię...? :cool1:
  14. Prawdę mówiąc, możesz mieć na początku problemy z niewychowanym psem, lub... nie mieć ich wcale:evil_lol: Do mnie trafiło już sporo tymczasowiczów, większość ze schronu, lub ze skrajnie ciężkich warunków i jak do tej pory, największy kłopot był z suką mieszkaniową, która schronu na oczy nie widziała... Nawet byłam mocno zdziwiona, kiedy np. pies z łańcucha, tragicznie zaniedbany, bity, chory- okazał się fenomenalnie wyszkolonym zwierzakiem... No nie powiem, na początku możesz liczyć na kilka wpadek, chociaż to nie jest regułą. Często pies w schronisku, wcześniej był czyjś, był uczony- zazwyczaj w błyskawicznym tempie przypomina sobie zasady. Życzę miłego zaskoczenia;)
  15. Bo zamiast się chwalić, poszła pewnie opijać:evil_lol: :drink1: :drinking: [B] Gratulacje!!!![/B] :laola:
  16. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to w sobotę Karusia wyląduje w nowym domku :cool3:
  17. Cholera, to nie w porzadku:shake: Vanilko, przecież miałyśmy się wreszcie poznać:-( zabrakło czasu....
  18. Dzisiaj było chyba wreszcie konkretne pytanie o Karusię:lol: Państwo mają dom, ogród, mieli adoptowanego podobneo psiaka, ale im ukradli:-( PAni bardzo się martwiła, czy nie będę zniechęcona tym, że im poprzedni zaginął. Są jak najbardziej pozytywnie nasawieni do wizyt przed i po adopcyjnych. Wydaje mi się, że to poważna oferta- no i babcia (taka z niej babcia, haha) miałaby posiadłość "na własność" ;)
  19. Można mnie w mapie dogo dopisać w nawiasie przy Atamaniuku (nie Atamiuku;) ), Bieżyńskim i Siembiedzie - wszystko we Wrocławiu.
  20. Chyba nikt nie zauważył mojej "statystyki" :cool1: Na 8 suk, jakie miałam dwie miały ropomacicze (pozostałe nie zdążyły), cztery- guzy sutków. Żadna ze sterylizowanych nie zrobiła się otyła, żadna nie miała problemu z nietrzymaniem moczu... Jeśli chodzi o leczeniu ropomacicza- pisząc, jakie to łatwe, albo Cavisiu nie masz pojęcia o czym mówisz, albo zwyczajnie zmyślasz. To leczenie to pchanie w sukę sporej ilości chemii, antybiotyków i hormonów, bez żadnej gwarancji, że po następnej cieczce problem nie wróci. Mila dostawała silne antybiotyki i zastrzyki, po których dosłownie się zataczała, wymiotowała- i g.... ropomacicza nie udało się wyleczyć- i tak musiała zostać zoperowana :shake: Poza tym fakt zdrowotny- zmniejszenie ryzyka guza sutka (a to najczęstszy nowotwór u suk)- dla mnie to zdecydowanie "cięższy" argument, niż nikłe ryzyko nietrzymania moczu. Piszesz o badaniach- no jasne, tylko wyobraź sobie, że guz sutka, lub ropomacicze pojawi się u suki dajmy na to 15-letniej. Pomyśl o ile większe jest ryzyko operacji w tym wieku, niż kiedy była młoda...
  21. Zawsze jak z nią mam popracować to biorę ją samą, bo pal licho roproszenie, ale Pałek to drab paskudny, jak się zorientuje, że jestem zajęta Aksą, to będę go potem szukała po okolicnych śmietnikach :mad: No w każdym razie na pewno coś zaraz zmaluje :evil_lol: KrAksa i tak już zaczyna łapać o co mi chodzi, bo na początku, to po prostu łapała aport i leciała sobie poganiać. Teraz coraz częściej zaczyna odnosić. Piszę zaczyna, bo zwykle nie donosi, albo wypuszcza z dzioba o kilka kroków ode mnie... :roll: Ale pracujemy uparcie... Jeśli chodzi o smaki, to najlepiej się sprawdzają tanie parówki- KrA zrobi dla nich wszystko, :p albo ugotowane serduszka z kurczaka. Pewnie, gdyby ciotka ulv rzucała do aportowania jeże, to by Aks szybciej się uczyła :evil_lol:
  22. [quote name='LALUNA']Ej Ulv Aksa ma tyle energii, szkoda ze nie zabrałas Akse tej Pani zanim to się stało. Miałaby u Ciebie raj i wiele mozliwosci z jej pasją do aportu i pracy. Ten psiak ma taki potencjał który wielu ludzi do sportu, pracy poszukuje w psie. Mam tylko nadzieje ze ta Pani nie sprawiła sobie kolejnego psiaczka, po tym jak jej się zepsuł:shake: A ten wózeczek wytrzymuje takie błotne kapiele? :evil_lol:[/quote] Bardzo często mi to samo przychodzi na myśl:-( KrA w sporcie byłaby bezkonkurencyjna, ma i energię i zacięcie i umie myśleć... trudno- skoro nie da się konwencjonalnie, to wymyślamy różne zabawy przystosowane do możliwości KrA. Np ściąganie pańciowych skarpetek z nóg:evil_lol: (ciekawe, kiedy stracę palce przez KrAksicowy zapał...) No i usiłuje opanować dobry aport, ale problem leży w tym, że nie umiem odkręcić błędów poprzednich właścicieli, Aks najcześciej albo nie oddaje aportu, bo woli się nim pobawić, albo go porzuca i biegnie po nagrodę:shake: Frustrujące, bo to podstawa dalszej nauki, jaką wymyśliłam dla łobuza... Za to chodzenie przy nodze idzie nam świetnie, potrafi już iść bez smyczy, nawet jeśli rozpraszają ją warunki- np. psy na spacerze :multi: "Pańcia" poprzednia to mam nadzieję poprzestała na pluszakach, bo do wychowywania psów to się zupełnie nie nadaje- tak niewychowanego, rozpuszczonego, nauczonego stawiania na swoim psa jak Aksia na początku, to jak żyję nie widziałam:mad: P.S. Wózeczek... hmmmm.... po prostu mamy trzy i non stop coś naprawiam, a mała jeździ na tym, który akurat jest na chodzie:evil_lol: Ten z fotek błotnych czeka teraz wymiana paska pod brzuszkiem, poprawianie kółek i malowanie... aluminiowy- wymiana jednego pręta... :p
  23. My zawsze chętne (KrAksa i ja;) )...
  24. Ja nie palę i nie zamierzam palić:eviltong: Bo: -śmierdzi (ja też jak zapalę to śmierdzę) -kosztuje (wolę wydać na psy, albo na coś miłego) -truje Dobra- niezwykle rzadko zdarza mi się zapalić- w zeszłym roku raz! (za namową ... Justynyvege:evil_lol: ) W domu nie pozwalam palić nawet gościom (tak, tak, wredna terrorystka:diabloti: ), bo zwierzaki nie będą wdychały świństwa, a ja nie bedę wąchała śmierdzących firanek. Natomiast, o ile psy zasadniczo nie cierpią tytoniu, to moi (bardzo rozgarnięci) koledzy z archeo nauczyli na praktykach Pałka palić... trawkę:oops: Łaził za nimi i węszył, a potem leżał z błogą miną i gapił się na obłoki :shake: Ale szybko dostał szlaban:diabloti:
  25. Oj, Cavisia, czy ja powiedziałm, że tylko ta jedna (pisałam o dwóch:diabloti: ) suk miała kłopoty? Dobra, to statystyka moich: Koralik (moja)- uciekła, niechciana ciąża o dużym ryzyku (12 lat!), sterylka, dożyła w zdrowiu 23 lat; Zuzia- (wyadopt.)- jedna ucieczka z nowego domu, podane środki wczesnoporonne, brak kłopotów, ale żyła tylko 6 lat (czerniak) Bunia (moja)- staruszka, guzek sutka Mila (moja)- poważne zburzenia hormonalne (świąd, łysienie, guzki, ciąże urojone...), ropomacicze, [B]brak reakcji na leki[/B], ryzykowna sterylka (chłoniak, chemia) Kasia Misia (wyadopt.)- guzy sutka, operacja + sterylka Karusia (do adop.) guzy sutka, zmiany w listwie mlecznej, ropomacicze zamknięte, sterylka Aksa, brak zaburzeń, dość wczesna sterylka Piesia- brak zaburzeń, sterylka Czyli mamy dwa przypadki ropomacicza, cztery guzów (w tym Kara ma wyjątkowo dużo i poważne), zaburzenia hormonalne, niechcianą ciążę i w sumie 4-krotnie trzeba było wykonać i tak sterylkę, która wcześniej byłaby znacznie mniej ryzykowna. Aha- ANI RAZU nie zdarzył się problem z nietrzymaniem moczu:eviltong:
×
×
  • Create New...