Jump to content
Dogomania

.Ania.

Members
  • Posts

    590
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by .Ania.

  1. To jest tylna łapa, sunia jest w Arce... :placz:
  2. Dzwoniłam przed chwilą do weta. Sunia będzie żyła. Obrażen wew nie ma, miednica uszkodzona, ale nie trzeba nic z nia robić. Natomiast łapa jest zgruchotana - kość udowa połamana z przemieszczeniami. Potrzebna operacja i to jest jedyne wyjście. Ja nie wiem co mam robić. :shake: Ci ludzie na pewno nie pokryją kosztów, a ja już jestem na minusie w związku z leczeniem Pigwy. Kosć trzeba poskładać i zasrubować koszt ok 600zl, a przeciez wiadomo że potem potzebna rehabilitacja itd. Pierwsza możliwość - zostawic psa w klinice i zoperować, druga zawieźć do schronu - może tam zrobią za darmo. Ja nie wiem co robić Bardzo proszę o wszelkie pomysły - ja teraz jadę do tych ludzi spytac się czy oni w ogóle chca psa, potem do weta, ktoremu nie wiem co powiedzieć. Mój tel: 0606 488 884 - przyjmę wszelkie pomysły
  3. Wczoraj chyba coś dogomana szwankowała, bo miałam problem z wysłaniem wiadomości... Wczoraj wieczorem poszlam rozkleić jeszcze ogłoszenia w miejscu skąd wzięlam psiaka. I wtedy jakaś Pani przeczytała i powiedziała mi, że jakas dziewczynka szukała dzisiaj pieska. Powiedziała mi gdzie mieszka, więc od razu tam pojechałam. Dziewczynki nie było, byli tylko jej dziadkowie. Babcia widac, że bardzo się przejeła losem psiaka - powiedziała, że suczka wybiegła za wnuczką i musiała się zgubić. Dziadek natomiast cały czas mówił, że trudno. Powiedziałam im, że zawiozłam sunie do weta- chciałam dac im numer telefonu do niego, ale nie za bardzo chcieli. Chyba nie byli tym zachwyceni.:shake: W sumie to poeiwdziałam im, że nie wiadomo jeszcze czy sunia będzie w pełni sprawna i czy nie będzie wymagać dlaszego leczenia. Oni powiedzieli, że leczyć nie mają jak i że może trzeba uśpić. Ja zgłupiałam - w zasadzie wyszłam stamtąd nic nie ustalając. Cięzko się było znimi porozumieć. Sama nie wiem co robić. Powiedziałam im tylko że do nich zadzwonię, jak będę coś więcej wiedzieć. Dzisiaj jeszcze z nimi porozmawiam, to może po przemyśleniu będą bardziej chętni do rozmowy... ehh
  4. Pigwunia z dnia na dzień jest coraz bardziej weselsza, dzisiaj szalała w ogródku, podskakiwała, turlała się, cały czas się śmiała. :-) A ja dzisiaj na dokładkę, jadąc na zajęcia znalazłam potrąconego psiaka. Jakiś gość jadący przede mną potrącił go i nawet się nie zatrzymał. Psiaczek malutki okazał się sunią. Od razu zaczęła wymiotować, z pyszczka jej krew leciała i strasznie nią zaczęło tzrepać. Widac też było że ma coś z tymi łapkami. Wyglądała okropnie - choć na zewnatrz nie miała większych obrażen - jakieś lekkie otarcia. Wzięłam ją, a ona choć widac było że bardzo cierpi nawet nie warknęła. Pojechałam od razu do weta. Dostała jakieś leki przeciwkrwotoczne. Czucie w tylnych łapkach tez jest na szczęście, ale nie rusza nimi na razie. Dzwoiniłam teraz wieczorem jak się sunia czuje i na szczęście jest jakby troche lepiej, ale z urazami wewnetrznymi różnie bywa. Jutro jak jej stan się bardziej unormuje ma mieć dodatkowe badania. Sunia ogolnie przesłodka -wetom wszystko pozwalała robić - widac że bardzo łagodna. teraz proszę trzymać kciuki za Pigwunię i za drugą sunię
  5. Słuchajcie - kolejna wspaniała wiadomość. :multi: Zadzwonił wieczorem do mnie dr Słowiński z wynikami dzisiejszych badań. Nie pamiętal ich dokładnie, a nie miał przy sobie kartki, ale powiedział, że kreatynina spadła między 3, a 4 (norma maksymalna 1,7, ale Pigwa dwa tygodnie temu miala jeszce 11,5), a mocznik spadł do liczby dwucyfrowej (wcześniej Pigwa miała nawet ponad 200) reszta jest podobno w miarę w normie. Wet sam był zdziwiony jak to się stało. Ja cały czas skaczę z radości - bo chyba to jest rzeczywiście cud. Jutro jadę z Pigwunią jeszcze raz, dostanie jeszcze jakieś leki na kaszel i dowiem się dokładnie co dalej. Tak bardzo się ciesze:multi: :multi: :multi: :multi: :multi: :laola: :laola: :Dog_run: :Dog_run: :Dog_run:
  6. Hi, hi, hi, wreszcie się udało. Pigwuni trochę się sierść zmieniła, jest bardzie ulizana, po wymyciu całego schroniskowego brudu i oczywiście od głaskania. No i zrobiła sie ciut jaśniejsza :-) Jeszcze wstawie zdjęcia z komórki, bo są chyba nawet fajniejsze, ale to już chyba jutro.
  7. Odpoczynek w trawce :lol: Idziemy na spacerek
  8. Zaraz będzie jeszczepróba wstawienia zdjęć. Mam nadzieję, że tym razem udana. :mad:
  9. Dzięki Kiwi, już zauważyłam, próbuję dalej, może dzisiaj skonczę :roll:
  10. Kilka zdjęć Pigwuni. Mam nadzieję, że uda mi się samodzielnie wstawić. Zdjęcia są jeszcze z kwietnia, wtedy Pigwunia była jeszcze dosyć osłabiona. Ale następne najnowsze będą najprawdopodobnie podkoniec tygodnia :lol:
  11. Pigwunia czuje się naprawdę dobrze. :multi: Ja jestem przeszczęsliwa, że nasz kochany rudzielec wreszcie odżył . Jest bardzo wesoła, wszystkiego ciekawa, wszędzie jej pełno, po prostu nie ten sam pies :loveu: . Na poczatku tygodnia zaczęła samodzielnie jeść, a nawet dopomina się, że jest już głodna. Do renala dostaje troszkę rosołku i wtedy zjada z apetytem (dostaje przez ten rosołek jeszcze specjalny proszek na nerki ipakitine, żeby jej rosołek nie zaszkodził). Trochę jeszcze kaszle, ale mam nadzieję, że to jej szybko też przejdzie. Oczywiście cały czas się boję, że objawy mogą w każdej chwili wrócić, ale mam nadzieję, że Pigwunia będzie mogła jeszcze długo cieszyć się życiem. Ona teraz jest taka szczęśliwa, ogonkiem macha bez przerwy, a jak się ją zawoła, to aż podskakuje z radości. :loveu: Jest cudowna. Dzięki Kiwi - zdjęcia wyślę niestety dopiero jutro, bo pan fotograf zapomniał przegrać zdjec na płytkę...:mad: Aha, jak mi się uda zapisać na jutro to pojadę z Pigwunią do weta, żeby zrobił jej komplet badań
  12. Pigwunia czuje się dzisiaj całkiem nieźle. Nawet dość ruchliwa się zrobiła, chodzi po domu, wszędzie zagląda, na spacerki też chętnie chodzi. Polubiła wylegiwanie się na werandzie, bo może wszystko obserwować. Byłam jeszcze dzisiaj u weta - tak profilaktycznie ;) , dostała jeszcze żelazo i leki. Teraz zjadła i śpi. Mam nadzieję, że wszystko będziew porządku. Instrukcje postępowania podane. Telefony do weterynarza na lodówce wiszą. :lol: Ale mam nadzieję, że nic się nie będzie działo. Choć przyznam, że troche się denerwuje. :roll: Dzisiaj będę miała zdjęcia Pigwuni, mam nadzieję, że zdążę je tu wstawić. Tylko jeszcze muszę znaleźć instrukcję, jak to zrobić;)
  13. Aha, jeśli AgaG się zgodzi to bedę ją męczyć smsami, albo dzwonić jak się Pigwunia czuje i AgaG bedzie wtedy pisać na na dogo, co u Pigwuni słychać. A ja z gory AgaG dziekuję :buzi: :lol:
  14. Mam nadzieję, że się ustabilizował. Nie ma też już stanu zapalnego, który dość długo się utrzymywała, więc mam nadzieje, że będzie dobrze. A co do odetchnięcia, to w piatek wyjeżdzam na tydzień "urlopu". Trochę śmiać mi się chce, bo moi rodzice zostają z czterema psami - w tym jeden specjalnej troski (Pigwa) - wymagający opieki non stop, drugi też bardzo stary, ale na szczęście w miarę dobrej kondycji. A na dodatek jedna sunia zaczęła cieczkę . Także będą mieli zabawę.:evil_lol: Aha, jeszcze są 3 koty :diabloti:
  15. Oj, oby, choć te wyniki nadal są bardzo złe, zobaczymy za tydzień, może coś drgnie. Ale ja mam nadzieję, że ta część nerek ktora nie została uszkodzona wreszcie podjeła pracę i będzie dobrze. Najważniejsze, żeby Pigwunia czuła się dobrze.
  16. Najgorzej jest z tymi puszeczkami royala. Mięsko Pigwunia z chęcią zje, ale jak widzi mnie z puszką, to ucieka. W sumie to te puszeczki nie pachną tak bardzo źle, ale ona chyba się już nimi przejadła. A tu niestety nic innego nie mogę jej dawać. Zreszta według tej tabelki na puszce, to ona ważąc 15 kg powinna zjadać ponad jedna puszkę, a ona jak ma dobry dzien, to zje co najwyżej pół...:shake: . Ale przez piątek sobotę niedzielę przytyła 300 g :multi: - chociaż nie wiem jak to się stało. Dobrze, że po wyjściu ze schroniska miała spory zapas tłuszczyku :lol:
  17. Bardzo, bardzo przepraszam :oops: i już piszę. Wczoraj prawie cały dzien byłam na uczelni. Wieczorem byłam z Pigwunią u weta. Pigwa dostała jakieś leki i zrobiono jej badania. Wyniki miały być późno wieczorem. W międzyczasie niestety Pigwunia poczuła się gorzej. Zaczęła wymiotować i była osłabiona. :shake: Ja spanikowana, siedziałam przy niej i czekałam na wyniki. Niestety się nie doczekałam, ale nieważne. W nocy Pigwa kilka razy chciała wyjść na spacer. Na szczęscie tylko otwieram drzwi do ogrodu i Pigwa znika na jakąś minutę, po czym zaraz jest spowrotem pod drzwiami. :lol: Jeszcze niestety wymiotowała. To samo rano. Ja rano musiałam lecieć na zajęcia. Podczas przerwy poszłam na Piłsudskiego do lecznicy po wyniki. Wyniki morfologii okazały się nie najgorsze, troszkę spadły czerwone ciałka i hemoglobina, ale nie jakoś strasznie. Wciąż są jednak poniżej normy. Mocznik i kreatynina niestety nadal na mniej więcej tym samym poziomie. Weterynarz powiedział, że jeśli będzie wymiotowała, to żeby z nia przyjechać, jeśli nie to dopiero za ok. tydzień, ponieważ jej stan w tym momencie jest dość stabilny i wystarczy podawać leki i specjalną dietę w domu. Na szczęście po przyjściu do domu i przeprowadzeniu wywiadu rodzinnego, dowiedziałam się że Pigwa od południa nie wymiotuje, zjadła troszkę puszeczki royala, oczywiście pod przymusem :evil_lol: , dostała leki i teraz śpi. I oby tak już zostało:modla:
  18. Pigwunia była dzisiaj nawet na długim spacerku. Takie ładne słoneczko, więc niech korzysta. W koncu wreszcie ma zieloną trawkę, a nie tylko beton pod łapkami. Apetyt na royala nadal zerowy - na szyneczkę owszem jest :cool3: . Jest trochę osłabiona, ale mam nadzieję, że to tylko chwilowe. Jutro jadę do weta, to wypytam co dalej. Może zrobi jej jutro badania. A mnie sił psychicznych zdecydowanie potrzreba, bo ja tutaj w najlepszym wypadku się wrzodów żołądka nabawiem. :roll: Ale nic, jakby tylko Pigwa wróciła do zdrowia, to ja nawet te wrzody jakoś zniosę. ;)
  19. Pigwunia, dzisiaj trochę lepsza. Wczoraj wpychałam w nią ja najwięcej royala(biedna Pigwunia:evil_lol: ), tak sobie pomyślałam, że póki nie wymiotuje i troszkę lepiej się czuje - to trzeba ją podtuczyć, żeby miała siłę na ewentualną dalszą walkę. Ale ona już nie może patrzyć na tą karmę. Natomiast jak mój tata wczraj rozdawał szprotki pozostałym trzem paszczom, to Pigwa szybciutko podbiegła i też chciała :lol: . No niestety biedna nie dostała, ( w końcu mogłoby jej zaszkodzić) ale na pocieszenie dostała malutki kawałeczek szyneczki, który nawet zjadła ze smakiem. Codziennie dostaje syrop na apetyt, także może to po tym ma wreszcie na coś ochotę.
  20. Iwona, zgadza się , że psiak musi jeść, bo same kroplówki nie pomogą. U mojej suni były dni, że ja dawałam jej strzykawką renala, a ona zaraz go zwymiotowała. I nie raz kończyło się tak, że zwymiotowała wszystko co jej dawałam. Ale było i tak, że w ciągu dnia, jedną, czy dwie porcje zjadła i nie zwróciła i to było już coś. Teraz już rzadko wymiotuje, więc daję jej więcej, żeby nabierała sił, choć nadal jest bardzo słaba. Aha, my kupiliśmy w aptece lek homeopatyczny - cocullus - na wymioty. Wet nam to doradził. Rozpuszczaliśmy 3 granulki w łyżeczce wody i podawaliśmy jej takie porcje kilka razy dzinnie. I muszę przyznać, że pomogło. Sunia zaczęła mniej wymiotować. Jeśli Bruce bardzo częśto wymiotuje, to możesz spytać się weta, czy nie podalby mu leku na wymioty w zastrzyku. Jest skuteczny, ale obciąza wątrobę. Dlatego my spróbowalismy najpierw ten homeopatyczny - i pomógł. I spróbuj może z tym renalem, on ma dużo kalorii i mało białka. Trzymam kciuki za psiaki
×
×
  • Create New...