-
Posts
21427 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
34
Everything posted by mar.gajko
-
Ago tu nikt nie ma pretensji o czynnik ludzki w odniesieniu do zachowań tego nieszczęsnika. Wszystkie osoby starały się aby mu pomóc. Chodzi o to aby uniknąć takich nieszczęść i psich i ludzkich, od razu na początku. Ten pies powinien zostać zdiagnozowany (na gruncie neutralnym) przez psychologa i albo przygotowana "recepta" albo eutanazja. My nie wiemy, jak długo był w schronisku, czy od początku miał te objawy. Czy on był agresorem czy ofiarą we wspólnych boksach. I sie tego pewnie nie dowiemy. Ale na dzień dzisiejszy, stan tego psa i brak jakiejkolwiek możliwości współpracy z psychologiem...
-
Wszyscy róznie to formułując chcemy powiedziec to samo. Człowiek jest najwazniejszy. Trzeba ograniczać ryzyko do minimum. Wszyscy o to się staramy. Są jednak różne przypadki. Samookaleczanie się psów w schroniskach jest, może nie częste, ale spotykane, ostatnio pies (z łapą) po zmianie warunków i kontakcie z człowiekiem "zresocjalizował się" a były to początki choroby. Ale inną sprawa jest powrót tego psa do schroniska. WSzyscy wiemy iż przez kolejne kilka lat będziestał w kojcu, i daj boże sam, to jest najgorsza zbrodnia wobec tego psa. Ból psychiczny, który każe mu kaleczyć siebie zadjąc sobie ból fizyczny. Nie jest to "litość nad chorym zwierzęciem przysłaniająca racjonalne rację" jest to okrucieństwo wobec tego psa.
-
Ten pies, cokolwiek sie podziało, nie powinien wracać do schroniska, wszyscy o tym wiemy. Jak obejrzałam zdjęcia zaczęłam kojarzyć tego psa, stał w pierwszym lub drugim boksie, zdaje sie na sukach, sam. Kręcił się za ogonem, ale... jeżeli dało mu się cokolwiek do roboty: piłkę, zabawkę - miał w boksie. Zaczynała się zajmować zabawką. Podchodziłam wtedy do krat. Nie wykazywał cienia agresji do mnie. Nie wykazywała też agresji "przez płot" czyli do psów obok. Wiem, że na hotelu jak się "zajął" gryzieniem kości nie interesował się swoimi ogonami czy jądrami. Dlaczego mimo tych pogryzień przez inne psy i jego psów on nie zostal wykastrowany????????? Ten pies został skazany po raz drugi, tym razem dożywotnio i to dosłownie. A to nie powinno tak być.
-
Joanno kochana, tak całe dnie myślę, dlaczegóż ten maleńki, słodki szczeniaczek, niewinny i uroczy, takie brewerie wyprawia. No, owszem i u mnie bywały drobne nieporozumienia i pewne, hmmm, konflikty na temak kapci, skarpectek i innych części garderoby i wystroju wnętrza, ael nie aż tak!!! I zaraz misternie Ci wywiodę co należy zrobić, aby Garecik (maleństwo kochane) było odrobinę grzeczniejsze. Otóż, Garecik aby porządnie się wyszaleć i dać możliwość swojemu, jakże uroczemu, temperamentowi, miał do dyspozycji: pkt. 1. - Freda - szczeniaczka, ok. 4 miesięcznego, bardzo żywiołowego i chętnego do zabaw i szczenięcych szaleństw. Cechy te były bardzo pomocne przy wyładowywaniu niespożytej energii w kierunku wskazanym, tzn. Garet - Fred. pkt. 2. - Zula - suczka ok. 2 letnia, której w głowie szaleństwa iście szczenięce, a "kotłowanie" się po podłodze z Garetem to jedno z bardziej z ulubionych zajęć. Rozrywką było też "gonienie" czyli bardzo szybko, po meblach, pod meblami, pod schody, na schody, pod szafkę, na fotele, z foteli. Ok. 20 minut takich biegów i ok. 1 godz. obgryzania trochę męczyło Zulę i pkt. 3. - kot Tort i kot McCom, koty ok. 1,5 roczne, trochę schorowane, ale pełne energii i chęci do ganiania pod byle jakim pretekstem (Garet), tu wchodziły w grę wyższe rejony, więc nasze maleństwo Garetowe tym bardziej cierpiał, strał się aby pogonić, dogonić, złapać i dziabnąć. Kiedy pkt. 3 się wyczerpywał wracaliśmy do pkt. 1, etc. Czasami w harmonogram rozrywek wchodziły jeszce inne kocie egzemplarze, ale dość nieregularnie i bez większego zaangażowania. Więc moja propozycja aby Ci ULŻYĆ to jest dopsienie się podobnymi egzemplarzami, które zaposiadał wcześniej do dyspozycji Garet i myślę, iż sobie ODPOCZNIESZ. Pozdrawiam gorąco.
-
owczarek podhalański uratowany przez Kasie -MA DOM u Biserki
mar.gajko replied to Frotka's topic in Już w nowym domu
Przeciążenie wątroby i trzustki. Po długim niejedzeniu, a teraz obfitych posiłkach. Wet natychmiast. Jeżeli siądzie całkiem trzustka to trzeba będzie psa uśpić! -
AMICUSOWE MALAMUTY - piękne, uśmiechnięte. Saba się pożegnała ['].
mar.gajko replied to mar.gajko's topic in Już w nowym domu
[quote name='Myszu']Chętnie skorzystam z ofert wspólnych spacerów. W którym hotelu są maleństwa, obecnie nie mam zbyt dużo czasu ale w najbliższym czasie powinno sie to zmienić, mogłabym zabierać je na spacerki. Tylko niestety nie dorobiłam się "prawka" więc mam problem z dalekimi podróżami:placz: .[/QUOTE] Myszu, za nic w świecie "nie odstąpię" przyjemności spaceru z malutkami. Ale możemy w trzy "pańcie" i w trzy psy pochodzić. My jeździmy codziennie samochodem, więc jak ci przyjdzie chęć i czas pozwoli, możemy "zabrać" po drodze ciebie i psa, pojechać razem i pobiegać w sześć sztuk:cool3: . No my to na końcach smyczy, a twoje pewnie luzem. Jak by co, to pisz. Będziemy się zdzwaniać. -
AMICUSOWE MALAMUTY - piękne, uśmiechnięte. Saba się pożegnała ['].
mar.gajko replied to mar.gajko's topic in Już w nowym domu
[quote name='Ania-tygrysiczka']Mariola a jak Aza w relacjach z malamutkami?Bylo juz bliskie spotkanie?[/QUOTE] Azulek jeszcze nie miał tej przyjemności, ale znając ją będzie tylko pełna radość. Ona jest kochana i dogaduje się z psami. Trochę się boję jej brać w "górki" bo tam pełno zajęcy, saren, bażantów, a w niej instynkt łowecki okropny. I jak idzie za zwierzem to nic nie pomaga. Wprawdzie dogonić nie dogoni ale może gzdieś się zapędzić. Ale pewnie w weekend sobie pojedziemy i z Azulkiem, tylko wtedy Chanelka zostanie zupełanie sama (no z kotami :evil_lol: ). -
AMICUSOWE MALAMUTY - piękne, uśmiechnięte. Saba się pożegnała ['].
mar.gajko replied to mar.gajko's topic in Już w nowym domu
Kochana Myszu, one sa CUDNE!!! Takie całuśne, kochane. Normalnie wytrzymać nie można by sobie nie głasknąc, nie klepnąć, przytulić. I one to uwielbiają. I jeszcze coś, one są mądrutkie. Po kilku razach już siadają, reagują na stój, uwielbiają jak się do nich mówi. Zresztą, zapraszamy na wspólny spacer. Możemy po drodze kiedyś zabrać z psiną na "pobiegi" po górkach i dolinkach. -
owczarek podhalański uratowany przez Kasie -MA DOM u Biserki
mar.gajko replied to Frotka's topic in Już w nowym domu
Morfologie owszem ale chemię też: watroba, trzustka, nerki. Przy takich nędznikach zawsze watro. -
owczarek podhalański uratowany przez Kasie -MA DOM u Biserki
mar.gajko replied to Frotka's topic in Już w nowym domu
[quote name='Kasie']Baska, na razie dzięki. Frotka zapewniła mu byt, Camara tez (:mad: [SIZE=1]ona juz wie o co chodzi![/SIZE][SIZE=2])[/SIZE] Na razie nawet nie podaję mu witamin ani innych srodków. Tylko ryż z miesem i marchewką (wiecej ryzu), żeby żołądek sie przyzwyczaił. Ale juz dzisiaj go nei czysci, tylko kupki są takie dziwne, popielate... QUOTE] Popielata kupa, jak sie utrzymuje, to trzustka. Gdyby dało się zrobić badania krwii?? Bo jak to trzustka to trzeba podawać leki koniecznie, zwłaszcza po zmianie jedzenia - czyli w jego przypadku jedzenia wogóle. -
AMICUSOWE MALAMUTY - piękne, uśmiechnięte. Saba się pożegnała ['].
mar.gajko replied to mar.gajko's topic in Już w nowym domu
[IMG]http://img521.imageshack.us/img521/7992/koziolkisp141yt.jpg[/IMG] Takie sztuki wyczyniamy!!! Takie! [IMG]http://img85.imageshack.us/img85/2824/koziolkisp163kk.jpg[/IMG] Wesoło nam na spacerkach??? Wesoło, wszystkim!!! [IMG]http://img85.imageshack.us/img85/2647/koziolkisp186zn.jpg[/IMG] -
No sama nie wiem... Wszystko zmieniać... Chociaż z drugiej strony miałam "przyjemność sypiać" z Garetem, więc przemyślę problem... Luiza podała p. Joannie linka do dogo, pewnie już sami się dowiecie: Jett Garet III, jr. - po wykończeniu kochanej Joanny i Rodziny - szuka następnych chętnych do opieki.
-
Z ciągu dalszego korespondencji wynika lekkie zmęczenie materiału, ale "zwrotu" nie zapowiedzieli....jeszcze. "We wtorek ledwie zwlokłam się z łóżka o wpół do szóstej, zwalczywszy dzielnie pokusę, żeby olać wszystko i spać dalej. Garet też natychmiast się zerwał, przy czym zeskoczył z łóżka znacznie zręczniej, po czym oboje zataczając się lekko wyszliśmy przed dom. Garet siusiu, ja stwierdzić, że zaczyna padać. Mimo skrajnie niesprzyjających warunków staram się przestrzegać porannej gimnastyki, która przy moich schorzeniach jest niezbędna, aby utrzymać minimalną sprawność ruchową. Ostatnio ta gimnastyka polega głównie na opędzaniu się od Gareta, który z zaangażowaniem wartym ważniejszej sprawy stara się odgryźć mi nos, powiekę, wydrapać oko, a sfrustrowany brakiem rezultatów wczepia mi się zębami we włosy czyszcząc sobie te igiełki tak dokładnie, że pochwaliłby go każdy stomatolog. Po co komu nici dentystyczne, wystarczy zahaczyć paszczę o najbliższego owłosionego członka rodziny. Po takich ćwiczeniach, które wyrabiają głównie refleks i struny głosowe, byłam już mocno spóźniona. Błyskawicznie napełniwszy trzy miski runęłam do drzwi. Garet, niestety, przede mną. -Pospiesz się, na litość boską, dopiero sikałeś! Garet, do domu! Mały upiór uśmiechnął się szeroko, zatupał w miejscu i ruszył kłusem pomiędzy krzewy. -A siedź tam sobie! – rozzłościłam się. Zostawiłam drzwi wejściowe otwarte, zamknęłam na klucz furtkę i ruszyłam pędem do odległego o kilometr przystanku. W połowie drogi moja wyobraźnia przebudziła się ostatecznie. Niezauważona dziura pod ogrodzeniem? Za duża szpara pod furtką? Odskakujący samoczynnie zamek? Skrzydła?!... Złapałam komórkę i zadzwoniłam do domu wyciągając z łóżka matkę, której przysięgłam, że w ogóle nie będzie musiała zajmować się psem. Na przystanku zadzwoniłam ponownie, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku, ale nikt nie odbierał. Rozsądek podpowiadał, że zapewne moja matka złorzecząc pod nosem postanowiła nie wstawać po raz drugi, ale wizja czarnego futra rozmazanego na ulicy była silniejsza. -Załatw mi urlop na żądanie! – rzuciłam koleżance wsiadającej właśnie do autobusu i popędziłam z powrotem. Deszcz lał już solidnie, ale nie rozkładałam parasola, bo nie potrzebowałam spadochronu tylko napędu turbo. Jak można było przewidzieć, czarne futro nie leżało rozmazane na ulicy, tylko machało ogonem w domu, a kiedy wypadłam z powrotem, podniosło niewyobrażalny lament. Miałam szansę zdążyć na minibus i spóźnić się do pracy tylko o pół godziny. Na szczęście po drodze zauważyła mnie córka pacjentki i dotarłam na miejsce prawie o czasie, ale jednak wystarczająco późno, żeby odkręcać w kadrach sprawę urlopu i tłumaczyć się ważnymi sprawami urzędowymi, które ostatecznie okazały się nie tak ważne… W duchu przysięgłam krwawą zemstę włochatej sprawie urzędowej. Kiedy wróciłam do domu, powitał mnie stos pogryzionych książek i kolekcja butów zgromadzonych w pokoju. Mały szatan przegryzł bambusowe maty i startując z łóżka przeskakiwał na drugą stronę mniej więcej w połowie wysokości regału wywołując panikę wśród kotów i rozpacz pomieszaną z rezygnacją u mojej matki. -Czekaj, córka pacjentki opowiadała mi rano, że jej pracodawcy mieli dochodzących trenerów dla swoich psów. Kiedy pieski robiły coś nie tak, dawali im do wąchania watę nasączoną denaturatem. Zaraz go zaczniemy szkolić – pocieszyłam matkę. Dawaj denaturat! – zawołałam słysząc, że kandydat do tresury sapiąc jak parowóz przełazi przez dziurę w macie i nurkuje w książki. Błyskawicznie przeprowadzona akcja zaowocowała ociekającą denaturatem gazetą podsuniętą pod nos winowajcy. Garet zatrzymał się lekko zdumiony, kichnął, wisząc na łokciach otrząsnął się, po czym niczym buldożer staranował gazetę i książki, przeskoczył na drugą stronę i entuzjastycznie domagał się pochwał. Jasne było, że wąchanie denaturatu jako bodziec awersyjny nie zadziała. Przywlokłam ze strychu arkusz sklejki i ustawiłam pomiędzy łóżkiem a regałem. Zanim się przez nią przegryzie, minie trochę czasu. Z zadowoleniem stwierdziłam, że po dwóch dniach nieobecności wrócił mój prawy pantofel, natomiast znikł piszczący jeżyk, dwa gryzaki, ręcznik i dwie plastykowe butelki po wodzie mineralnej. Wieczór spędziliśmy ściśle ze sobą sczepieni, bowiem Garet odkrył, że najpewniejszą metodą utrzymania kontroli nad moimi bezsensownymi wędrówkami jest wbicie zębów w połę grubego szlafroka. Wypluwał mnie tylko w chwilach, kiedy miał coś skonsumować, na przykład rodzynki albo migdały, które okazały się przebojem tego dnia. W środę po pracy radośnie wyruszyłam w miasto, żeby się trochę odprężyć. Kaja miała przyjechać na ferie, więc założyłam, że od południa dopieszcza psa. Gdyby nie głód, zmęczenie i paskudna pogoda, spacerowałabym do północy. Wyjąwszy parę nadgryzionych książek, zniszczenia nie były wielkie. Garet na razie przerabia ezoterykę, do naukowych jeszcze się nie zabrał i mam nadzieję, że do tego czasu coś wymyślę, bo ich ceny zaczynają się od stu złotych i idą w górę. Wykombinował za to, że z fotela można sięgnąć parapetu i zrobić remanent w kwiatkach. I nie jego wina, że sukulenty okazały się dość kruche. Jeżyk się znalazł, za to zniknęła bez śladu pięciolitrowa butelka po wodzie. Kaja przysięgała, że nigdzie daleko nie chodził, najwyżej uwodził przez płot przechodzące ulicą baby. Dobrze by było odkryć jego schowek zanim zawlecze tam coś naprawdę potrzebnego. Pozdrawiam - Joanna"
-
Buldożek Ptyś - Już Szczęśliwy ???
mar.gajko replied to lavinia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Czy ja moge ukradnąć jedno zdjęcie Ptysia w golfiku? Tak sobie do mienia tylko. -
AMICUSOWE MALAMUTY - piękne, uśmiechnięte. Saba się pożegnała ['].
mar.gajko replied to mar.gajko's topic in Już w nowym domu
Chyba zgłupiałam już do reszty. To są takie psy, takie które sie kocha za istnienie. Usmiechają się na widok człowieka, te słodkie staruszki pędzą i podskakują i śmieją się całymi mordkami. Pajucik to straszny rozrabiak, wpada w szybki kurcgalopek, a osoba na drugim końcu smyczy hamuje piętami. Saba dostojniejsza, tez pozwala sobie na chwile szaleństwa i podskakuje jak szczeniorek. Codziennie jezdzimy do nich na długie ponad godzinne spacerki, i wiecie co? Mimo, że to w obie strony ponad 50 km, że mało czasu, że dużo innych spraw, to te chwile z tymi radościami to odetchnięcie - taka czysta krystaliczna radość. Po biegach, tarzaniach, potem odpoczywamy na łączce i czeszemy futerka i głaszczemy brzuszki. To po prostu cuda!! [IMG]http://img82.imageshack.us/img82/7563/spacer10oz.jpg[/IMG] [IMG]http://img82.imageshack.us/img82/9919/spacer106kc.jpg[/IMG] -
[quote name='kinga']wiesz [B]mar.gajko[/B] Ty to powinnas: - na kolanach - z duzym bukietem kwiatków w zebach - przemaszerować do P. Joanny w podziekowaniu, ze Cię wybawiła od podobnych remontów generalnych :p - i jeszcze Ci jest wdzięczna zamiast przylecieć z kijem żadać odszkodowania:mad: za podrzucenie bandziora[/QUOTE] Bosze, sama chciała:cool3: ja wszytsko opowiadałam:evil_lol: przecież to kochane maleństwo:eviltong: mieszkało u mnie czas jakiś...
-
Buldożek Ptyś - Już Szczęśliwy ???
mar.gajko replied to lavinia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zaglądam do tego wątku zawsze i ... nie tak ma być. Ptyś ma być zdrowy i żyć z ciotką Lavinią długo i szczęśliwie. DŁUGO!! Ptysiu staraj się, z Tobą coś odejdzie.