-
Posts
21427 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
34
Everything posted by mar.gajko
-
Jeżeli białaczka jest objawowa już; dajcie jej odejść. Nie było przypadku w weterynarii wyleczenia białaczki. Jeżeli jest bezobjawowa - można próbować jaj pomóc. Jeżeli poszły już nerki - dajcie jej odejść. Raz, dawno temu, usiłowałam ratować takiego kota; do tej pory nie mogę sobie darować, że przez trzy miesiące Wiesio był pod codziennymi kroplówkami, lekami, interferonem, odosobniony... Zapytajcie weta, sprawdzie mocznik. To jest nieleczalne jeżeli sa już objawy. Dojdzie zapalenie przyzębia, osłabienie, brak łaknienia. Nie chcecie tego oglądać. A koniej jest jednoznaczny.
-
Kingo na rozmnóż trzeba dobę od 14 do 14. Zlizywać nie wolno! Bo się farbka rozmazuję przez ptialinę w ślinie. ZAŚWIADCZAM wczoraj w godiznach wieczornych widziałam: Aszocika i Linkiego. Linki był w eleganckim ubiorku nałapnym zakończonym szyfonową białą kokardką na grzbiecie. Wyglądał szalenie romantycznie. Wymacałam go dokładnie. Jest żyw, krążenie w normie, poruszał się energicznie. I widziałam również jak Kasie UPYCHA chłopców do swojego autka; wejdzie jeszce dwoje!!!! Kinga myśl!!!! (Jeszcze dwie sztuki spoko!)
-
U Nortiego wszytsko po prostu SUPER. Z Lindzią (owczusią) miłość wielka i wzajemna. Wszędzie za nią chodzi i robi to co ona. Wykonał już pierwsze próby żebractwa kuchennego, które Lindzia uprawia notorycznie. I oczywiście dostał parówkę cielęcą w nagrode za odwagę. Domowe Panie kocha! Pana trochę się boi, ale zawołany podchodzi i MACHA ogonkiem. Wielkie dudnienie się rozległo jak kamień spadał mi z serca!!!!
-
Nie róbcie z suki psychopatki, nadpobudliwej, nieadopcyjnej. Dziewczyna wzięła; niedecyzyjna, bez mieszkania jak rozumiem, sama nie ma poukładane; to nie wina suki. To normalne: 1. Chodzi WSZĘDZIE za człowiekiem, który ją zabrał ze schronu. 2. Załatwia swoje potrzeby w domu. Trzy dni to można o dupę potłuc, a nie uspokoic po schronie psa i jeszcze wyrobić mu etykietę: nieadopcyjnego, nadpobudliwego, etc. Takie usprawiedliwianie siebie to okropne qrestwo; bo za swoje błędy obwinia się psa, który NICZEMU nie jest winien.
-
Otóż, wygląda na to, że jesteśmy zadowolone z domku Nortonka. I to bardzo. Norti od początku czuł sie tam zdecydowanie lepiej niz na nowym miejscu powinien. Myślę, że koleżanaka owczusia miała też na to spory wpływ. Poobsikiwał kątki, zakamary i winogrona. Nie mial podkulonego ogonka. Bawił się z Lindzią, kładł na boczku. Zaskoczyło mnie tylko jedno. Pies sąsiadów, duży, większy od Nortonka; przyszedł się zapoznać, Norti machał ogonkiem; nie było chęci zaczepki, ale kiedy Pikuś (zdaje się) położył łapę na karku Nortiego, ten lotem błyskawicy strzelił pyskiem i kłębek sierści Pikusia zostal mu w pysku. Z jednej strony to kłopot, chocaż sąsiedzi , którzy przyszli się przywitać - co było miłe, powiedzieli, że będą pilnowoać żeby nie przechodził ne tę posesję. Ale też widziałam, że Norton czuje się pewnie, nie zalękniony, przerażony czy nieswój; i myślę, że ten czas w hotelu, długi, pomógł mu odzyskać równowagę, zaufać ludziom i nabrać pewności siebie. To nie był ten sam Nortonek, który wychodził z kojca przez pierwszy czas z podkulonym ogonem i niepewnymi oczami. Który się bał smyczy; innych psów i ludzi. Naprawdę tak się szalenie cieszę; to wspaniały psiak i bardzo, bardzo go polubiłam. Był moim "słoneczkiem"; przytulał łepek do kolan na spacerkach. Dzięki Erko, że nam go podesłałaś. Wielkie dzięki raz jeszcze AgoG!!!