Kora była, jak ją pamiętam, psem adopcyjnym. Owszem, miala incydenty.
Zbyt "pilnowała" człowieka. Ale to było do wypracowania.
Ale były gorsze psy. Rufi, który gryzł - znalazł dom, było OK.
Baruch, nie dał sie dotknąć obcemu i szczerzył zęby. Znalazł swojego człowieka.
Trochę to trwało 6,7,8 miesięcy, ale udało się.
A to biedactwo, kurna ... słów nie mam.