A propos suni z ulicy. Byłabym dzisiaj ukradła starszej Pani sunię właśnie. Bylam u koleżanki "na obiedzie" i pod blokiem widzę starutką sunię. Mała, ruda z jakimś krzywym okiem. Bez obróżki. Więc dzwonię do koleżanki i mówię, że jest taka, zimno, wieje i że biorę ją na górę. I cmokam, ściągam szalik, żeby ją wziąć na pętelkę. A tu leci starsza Pani do drzwi i woła "kora, Kora gdzie ty?" No i byłabym ukradnęła. Takie to sa te miłośniczki, cudze psy kradną. W dodatku starszym Paniom.